Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlantyda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlantyda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2025

Brinsley le Poer-Trench - OPERACJA ZIEMIA (11)

 

ROZDZIAŁ XI – Bliżej niż myślimy.

 

Mówiło się już wcześniej, że prawdziwi Kosmici, którzy w ciągu naszej historii przybywali i przybywają na Ziemię, są do nas przyjaźnie nastawieni. Jak zatem pogodzić z powyższym fakty spotkania z wrogo nastawionymi NOL-ami i wzrastającą obawą przed Ludźmi w Czerni? Koncepcja, którą tu przedstawię, nie jest oryginalna i była publikowana w wielu wariantach. Uważana była za „drogę wyjścia” dla polityków, a jednocześnie może ona stanowić pewne wyjaśnienie dla światowej aktywności MiB i „wrogości” NOL-i. Kilku pisarzy-naukowców podało klucz do tej tajemnicy, a byli to m.in. dr. Morris K. Jessup i Trevor James. W skrócie wygląda to następująco:

Ogromna większość NOL-i pojawiających się w naszej atmosferze jest niewyczuwalna naszymi zmysłami i ma swe pochodzenie z niewidzialnej „aury” otaczającej naszą planetę. Zgodnie z informacją z książki T. Jamesa pt. „They Live in the Sky” – „aura” ta rozciąga się na 200.000 km od powierzchni Ziemi. Jessup dodaje, że NOL-e operują tylko w systemie planety podwójnej Ziemia – Księżyc i przybywają z „przestrzennych wysp” tego obszaru. Wynika z tego, że NOL-e nie mogą opuścić tej przestrzeni, leżącej poniżej owego granicznego dystansu 200.000 km, tj. poza skorupą astralną naszej planety. Obaj autorzy są zgodni, co do tego, że ta skorupa astralna jest źródłem NOL-i.

Mistycy przez stulecia twierdzili i nadal twierdzą, że każdy przedmiot – obojętnie, żywy czy martwy – ma swego rodzaju otoczkę auryczną, czemu już nie zaprzecza oficjalna nauka.[1] W tej aurze są odzwierciedlone wszelkie cechy przedmiotu lub osoby. Aura nie kłamie! Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy, ale tak naprawdę, to jest nią aura. Wyobraźmy sobie, jak ciemną jest aura naszej planety!!!... I raczej trudno byłoby sobie wyobrazić piękne i eteryczne istoty zanurzone w niej...

Ivan T. Sanderson – znany biolog – w swej książce pt. „Uninvited Visitors” omawiał zdjęcia Jamesa. Twierdzi on, że najwięksi eksperci nie mogli zarzucić mu fałszerstwa. Zgodnie z informacjami Jamesa – mieszkańcy skorupy astralnej są bardziej rozwinięci technologicznie, ale ich poziom etyczno-moralny jest niższy od naszego. Potrafią Oni posługiwać się za to w wyższym stopniu zjawiskami typu psi. Wyglądałoby zatem na to, że Oni nie mogą zaatakować nas otwarcie, przynajmniej jeszcze nie teraz. Powyższe tłumaczy także niewyjaśnione zaginięcia i porwania ludzi, statków i samolotów.[2]

Mamy na to wiele dowodów, m.in. 5 grudnia 1945 roku, piątka samolotów TBM Grumman Avanger z bazy lotniczej US Navy w Forcie Lauderdale, FL, wyleciało na rutynowy lot szkoleniowy na trasie 160 mil na wschód od Wysp Bahama, potem 40 mil na północ i powrót do bazy.[3] O godzinie 15:45, dowódca lotu – por. pil. Charles Taylor[4] podał przez radio, że nie jest pewny swej pozycji, co było o tyle dziwne, bo wszystkie kompasy były sprawne przed startem. W 40 minut później następna wiadomość dotarła do bazy od zagubionych nad oceanem samolotów. Piloci wciąż szukali kursu do bazy. Wysłano więc załadowanego sprzętem ratunkowym PBY Martin-Marinera w celu sprowadzenia do bazy Avangerów lub uratowania ich załóg. Wysłano po pewnym czasie wezwania radiowe do wszystkich, ale nie otrzymano żadnej odpowiedzi, ani od zaginionej piątki Avangerów, ani od Martina-Marinera... Potem 20 okrętów i 200 samolotów czesały ocean do oporu. Bez żadnego śladu, bez żadnego znaku – nic! Żadna radiostacja nie odebrała sygnału MAYFAIR[5] czy MAYDAY, PAN-PAN albo SOS. W tym ekstremalnie dziwnym wydarzeniu zginęło bez śladu 6 maszyn i kilkanaście osób. A przecież wszyscy mieli kamizelki ratunkowe maewestki, i w krótkim czasie mogli wydostać się z tonących samolotów.[6]

Jak nam wiadomo, NOL-e mogą wpływać na pracę radia, kompasów i silników. Wygląda na to, że samoloty unieruchomiono w powietrzu, a następnie wciągnięto na pokład „statku-matki” przy użyciu pól siłowych czy strumienia promieniowania. Brzmi to wszystko fantastycznie, ale nie ma żadnego innego logicznego wytłumaczenia tego incydentu, a przecież jest jeszcze więcej relacji o porwaniach samolotów lub niewyjaśnionych ich zniknięciach właśnie w podobnych okolicznościach, jak w przypadku „Lotu 19”. Jest sprawą wysoce dyskusyjną, czy samoloty te zostały porwane przez NOL-a, w celu nawiązania z ludźmi przyjaznego kontaktu. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ludzi zmuszano do wejścia na pokład NOL-i i tam poddawano badaniom wbrew ich woli. Poza tym jest więcej przykładów działania „wrogich” NOL-i.

Jednym z nich jest incydent, który wydarzył się w listopadzie 1957 roku w miejscowości Itapu w Brazylii.[7] W tę listopadową noc, szczytową część fortyfikacji patrolowało dwóch żołnierzy. NOL pojawił się nagle i zawisł nad jedną z wież. I naraz z obiektu wystrzelił promień światła, uderzając falą żaru w obu wartowników, którzy poczuli, że pala się na nich mundury. Znany ufolog brazylijski dr Olavo Fontés wysunął na tej podstawie hipotezę, że był to atak strumieniem ultradźwięków. Światło rozjaśniło na moment resztę fortecy wywołując panikę, a później zgasło. Wtedy kilku żołnierzy mogło dostrzec błyski pomarańczowego światła, które ulatywały z ogromną prędkością. Wartownicy mocno poparzeni zostali zabrani do szpitala, a następnego dnia otrzymali oni rozkaz zabraniający im jakichkolwiek rozmów na temat tego wydarzenia!

Incydenty te są spowodowane przez nasze wybuchy nuklearne. Istoty zamieszkujące skorupę astralną obawiają się naruszenia równowagi obydwu continuów materii. W samej rzeczy nasze testy jądrowe i termojądrowe przyciągają Ich uwagę bardziej, niż inne obszary naszej działalności lub badania przestrzeni kosmicznej poza Układem Słonecznym.[8] Dlatego też Oni tak często patrolują naszą atmo- i hydrosferę. W wielu historiach opowiadanych przez kontaktowców pojawia się i namolnie powraca pytanie: Czemu wy wciąż używacie tych bomb?

Bieg wydarzeń sprawia, że w tej chwili, kiedy piszę te słowa, Argentyna znajduje się w przededniu wielkiej inwazji NOL-i, a swój osąd opieram na korespondencji nadchodzącej z tego kraju. Jednakże były wydawca „BUFORA Journal” – dr J. Cleary-Baker ma odmienny pogląd na tę sprawę, i tutaj pozwolę sobie zacytować jego myśli:

Żywię wątpliwości, czy interwencja (albo inwazja) będzie miała postać masowego lądowania wielkiej armady NOL-i, wyposażonych w >>promienie śmierci<< i inne ponure piekielności rodem z >>Wojny światów<< H. G. Wellsa. Raczej należy spodziewać się intensyfikacji wojny psychologicznej, wzrostu nacisku na umysły i świadomość mas ludzkich w celu   u w s t e c z n i e n i a   Ludzkości.[9]

Krótko mówiąc możliwe jest, że Istoty zamieszkujące naszą aurę planetarną – lub jak kto woli skorupę astralną – planują zniszczenie nas, ale nie poprzez siłę fizyczną, lecz mentalnie – poprzez wyzwolenie w nas wszelkich negatywnych cech naszego ID.

Wielu ufologów jest zdania, że Istoty te są już na Ziemi i bazują w jakichś odległych, a niezbadanych i bezludnych rejonach globu, jak np. Mato Grosso w Brazylii, czy w Himalajach. Istnieje także inna szkoła, której zwolennicy wskazują na niezbadane dotąd obszary Arktyki i Antarktyki. Wiele faktów obserwacji NOL-i stwierdzono właśnie na kontynencie Antarktydy. Kilka lat temu, kmdr Augusto Vars-Orrego z chilijskiej marynarki wojennej przebywał ze swą eskadrą na wodach Antarktydy. Naraz pojawiło się kilka NOL-i, które okrążyły jego okręty, a następnie poleciały w kierunku kontynentu. Wykonano wiele zdjęć tych obiektów.[10]

A teraz zreferuję teorię, którą konserwatyści traktują podobnie, jak teorię skorupy astralnej. Zacznę od tego, że kilka lat temu napisałem w FSR, że problem NOL-i jest ogromny, a napisałem to wiążąc ze sobą NOL-e i parapsychologię wraz z szeregiem niewyjaśnionych dotąd zjawisk. Nie jest dobrze, gdy problemy te rozpatrujemy li tylko z wąskiego punktu widzenia tzw. współczesnej nauki. Istoty, które przybywają do nas na pokładach Latających Talerzy, będące już to Kosmitami, już to Istotami niewiele od nas biologicznie zróżnicowanymi, doskonale wiedzą o tym, że jesteśmy ograniczeni naszą wiedzą i jej możliwościami.

Istnieje zatem alternatywna – do teorii skorupy astralnej – możliwość, że Ziemia przypomina ni mniej, ni więcej, tylko pusty w środku orzech z czasowo otwierającymi się przejściami do jej wnętrza w rejonie Biegunów (!!!) oraz to, że wnętrze Ziemi zamieszkuje jakaś podziemna rasa...

Wielu pisarzy-fantastów użyło tej koncepcji jako kanwy dzieł beletrystycznych i naukowych, jak np. Bulver Lytton w książce pt. „The Coming Race”, (Oxford 1871). Pisarz William Reed ukończył swą powieść „The Phantom of the Poles”, (Nowy Jork 1906), w chwili, kiedy Marshall B. Gardner napisał swoją „A Journey to the Earth’s Interior”, wydaną w Chicago, IL, 1920 (II wydanie), nie mówiąc już o Julesie Verne i jego kultowej powieści „La Voyage au la centre de la Terre” czy „Plutonii” I. Obruczewa.[11] Także słynny twórca postaci Tarzana Edgar Rice Borroughs opisał królestwo Pellucidaru leżące we wnętrzu naszej planety... Współczesnymi obrońcami tej Teorii Pustej Ziemi są Raymond Bernard – autor książki pt. „The Hollow Earth”, (Nowy Jork 1969), i amerykański publicysta Raymond A. Palmer, który w magazynie „Flying Saucers”[12] wyciągnął na światło dzienne pewien fakt z transarktycznego lotu adm. Byrda i Duffeka.[13] Otóż w pewnym momencie adm. Byrd oświadczył: Widziałem ten ląd! Ten ląd na Biegunie! Ten kraj jest centrum wielkiego nieznanego!...Zgodnie z relacją Byrda i jego towarzyszy, a podaną przez Palmera, ci – którzy przebywali na pokładzie jego samolotu – przeżyli coś zdumiewającego, a mianowicie widzieli oni: Wolny od lodów ląd, jeziora i góry, które pokrywały drzewa i monstrualne zwierzęta. Obserwację tą przekazali drogą radiową do bazy.[14] Zgodnie z naszą wiedzą drzewa nie porastają północnej Alaski, Syberii i Kanady, tak więc adm. Byrd nie mógł ich widzieć na terenach, nad którymi przelatywał.[15]

13 stycznia 1956 roku, samolot US Navy przeleciał 3.700 km ponad Arktyką, gdzie zaobserwował podobny fenomen. Palmer jest zdania, że Ziemia jest pustym orzechem otoczonym pasami Van Allena – Wiernowa, a loty tych samolotów odkryły wejścia do wnętrza Ziemi na obu jej Biegunach, gdzie te pasy nie występują.[16]

Co można zrobić z tą teorią? We „Flying Saucers Story” idea Pustej Ziemi została w zasadzie odrzucona, jako zbyt nieprawdopodobna i trudna do akceptacji. Jednakże nie można odrzucić jej całkowicie, jest ona bowiem prawdopodobna, jak każda inna.

Jak więc należy rozumieć wypowiedź Alberta Bendera po uciszeniu go przez trzech Ludzi w Czerni, która brzmiała właśnie tak: Zabrnąłem w fantazję i otrzymałem odpowiedź...[17] - a jednak NOL-e z wnętrza Ziemi, to fantastyka.[18] Bender i jego grupa byli przekonani co do tego, że NOL-e są czymś realnym i przybywają one do nas z głębokiego Kosmosu. Ale musimy też pamiętać, że Bender, Jarrold i Fulton opracowali teorię powiązań ufozjawiska z Antarktydą.[19] Być może odpowiedź, jaka otrzymał Bender była odpowiedzią ultymatywną i dotyczyła właśnie wnętrza Ziemi?... Nie znamy jej, i tylko Bender mógł ją podać. Ale jego książka wydana parę lat temu zbija nas z tropu i niczego nie wnosi do sprawy.[20]

Z drugiej zaś strony, hipoteza o Istotach zamieszkujących skorupę astralną jest równie fantastyczna. Na dobrą sprawę nie mamy żadnego przekonywującego dowodu na potwierdzenie lub zanegowanie obu tych hipotez. Taki pogląd głosi większość ufologów, jak np. Gordon Creighton, dr J. Cleary-Baker (BUFORA), John A. Keel, Jerome Clark, Lucius Farish i inni. A teraz popatrzmy na to z nieco innej perspektywy.

Charles Fort – zbieracz kamieni, ryb, żab i innych spadających z nieba przedmiotów i istot żywych, a także zdjęć obiektów, które my określamy mianem NOL-i, wypowiedział onegdaj pewne znaczące zdanie: My tu jesteśmy tylko rekwizytami...[21] Możliwe, że tak właśnie jest w rzeczywistości. Wszak pisałem w poprzednich rozdziałach, że to bogowie stworzyli istoty rozumne do własnych celów. Być może wciąż trwa „wojna w niebie”, a nasze umysły są negatywnymi śladami porażek i zwycięstw Niebian. Wszak wiadomo, że istnieje dualność umysłu ludzkiego, której przejawami jest rozróżnianie: dobro – zło, noc – dzień, czerń – biel, i wreszcie ego i ID. Możliwe, że zdegenerowanymi Istotami z niewidzialnych przestrzeni są właśnie MiB, których działalność ma na celu przejęcie kontroli nad mentalnością Ludzkości. Czy tak należałoby tłumaczyć ich działalność?

Ufolodzy przypuszczają, że Oni są wśród nas, a Ziemia jest scena gigantycznej konfrontacji Dobra i Zła. Musimy więc nabyć wiedzę o tym, jak chronić nasze człowieczeństwo utrzymując równowagę psychiczna i fizyczną. To jest najlepsza forma obrony w tych złych czasach. Jeżeli to zrobimy, wtedy Ludzie w Czerni nigdy nie przejmą nad nami władzy. Tak będzie!...

 

a



[1] Chodzi tutaj o zdjęcia w polu wysokiej częstotliwości, czyli tzw. „efekt Kirliana” – przyp. red.

[2] Zob. R. K. Leśniakiewicz – „UFO na granicy”, Kraków, 2000; i „Projekt Tatry” Kraków, 2002; gdzie opisuje on takie przypadki, które miały miejsce w Polsce – przyp. red.

[3] H. T. Wilkins – „Flying Saucers on the Moon”, Londyn, 1954

[4] Wg innych źródeł Charles Taylor był kapitanem – przyp. tłum.

[5] Sygnał o treści: „mam kłopoty” – uwaga tłum.

[6] Badania USAF wykazały, że samoloty te tonęły w czasie 45 sekund od momentu wodowania, a więc w czasie wystarczającym do ewakuowania się z nich nawet rannych pilotów. Incydent ten ma bogatą literaturę także w Polsce, w latach 1977-1990. Pisali o nim w swych książkach m.in. Arnold Mostowicz, Lucjan Znicz-Sawicki, Maciej A. Janisławski, Lech Niekrasz i Aleksander Grobicki, a także przewijał się on na łamach miesięczników „Nieznany Świat” czy „Czwarty wymiar” w latach 1990-2003 – uwaga tłum.

[7] C. Lorenzen – „Flying Saucers: The Startling Evidences of the Invasion from the Outer Space”, Nowy Jork, 1967 .

[8] Stwierdzenie to autor napisał nieco na wyrost, bowiem poza dwoma Pioneer’ami żadne inne ziemskie statki kosmiczne nie opuściły przestrzeni Układu Słonecznego – przyp. tłum.

[9] J. C. Barker – „BUFORA Journal”, vol. 2, nr 6/1968.

[10] K. Arnold i R. Palmer – ibidem.

[11] W Polsce pisali na ten temat W. Montyhert, A. F. Ossendowski i Al. Grobicki oraz R. K. Leśniakiewicz – przyp. red.

[12] „Flying Saucers”, Amherst, WI, 1969.

[13] Ów przelot nad Arktyką miał miejsce w 1927 roku – przyp. tłum.

[14] Inne źródła podają, że chodziło o lot transantarktyczny w 1929 roku, którego przebieg posłużył H. Ph. Lovecraftowi za kanwę do noweli pt. „W górach szaleństwa” (Warszawa 1990), a której akcja rozgrywa się na Antarktydzie, zaś bohaterowie zostają skonfrontowani z krwiożerczymi Przybyszami z Kosmosu – uwaga tłum.

[15] Tym bardziej, że Biegun Północny leży na czaszy lodowej, pod którą znajduje się Biegunowa Równina Abysalna o głębokości ponad 4.500 m! – uwaga tłum.

[16] Dzisiaj nad Biegunem Północnym naszej planety przelatują samoloty komunikacyjne z Europy do Kanady i Japonii i żaden z nich nie odkrył jakiegokolwiek otworu wiodącego do wnętrza Ziemi, zaś statki i okręty podwodne spenetrowały tamtejsze akweny z identycznym rezultatem... – przyp. tłum.

[17] G. Barker – „They Knew Too Much About Flying Saucers”, Nowy Jork 1956.

[18] Temat powrócił znowu po opublikowaniu doskonałej powieści Robina Cooka pt. „Uprowadzenie” (Warszawa 2002), w której autor powraca do hipotezy istnienia podziemnego świata Interterry, w którym żyją Ludzie z tzw. Pierwszej Generacji – Istoty istniejące ponad 2,5 mld lat pod powierzchnią naszej planety – przyp. tłum. 

[19] Nawiasem mówiąc, to Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi i Rosjanie łamiąc Traktat Antarktyczny najprawdopodobniej dokonywali na terytorium Szóstego Kontynentu wszelkich prób z nowymi rodzajami broni, już od 1946 roku, o czym świadczą niektóre dziwne wydarzenia na Antarktydzie i w Antarktyce. Oczywiście materiały na ich temat pozostaną tajne na co najmniej 75 lat... To tłumaczy także, dlaczego niektóre kraje zamierzają nie przedłużać Traktat Antarktyczny i rozwiązać SCAR, co dałoby im możliwość otworzenia swych poligonów wojskowych na Antarktydzie i dobrać się do tamecznych kopalin. Pewne wyobrażenie o skali problemu daje powieść sensacyjna pt. „Stacja lodowa” Matthewa Reilly’ego (Warszawa 2001) – przyp. tłum.

[20] A. K. Bender – „Flying Saucers and Three Men”, Londyn 1963.

[21] Ch. Fort – „The Books of Charles”, Nowy Jork 1941.

czwartek, 27 marca 2025

„Atlantyda istniała i my ją znaleźliśmy!” – geolodzy odkrywają zaginiony świat

 


Naukowcy podobno odkryli zaginione miasto Atlantyda u wybrzeży Lanzarote w Hiszpanii. Kiedy odkrycie zostanie potwierdzone, będzie to wielkie odkrycie, które zmieni nasze obecne rozumienie historii.

Zaginiony Kontynent jest często okrzyknięty największym mitem, jaki kiedykolwiek opowiedziano, przybierającym rozmiary rzeczywistego wydarzenia historycznego. Przez wielu uważana jest za prawdę historyczną czekającą na potwierdzenie. Zaginione miasto Atlantyda należy do najstarszych takich mitów.

 

Historia zaginionego kontynentu

 

Historia rozpoczęła się od starożytnego greckiego filozofa Platona (427 – 348 p.n.e.), który założył istnienie zaawansowanej cywilizacji, która rozkwitła około 9000 lat przed jego erą.

Twierdził, że cywilizacja ta posiada technologię znacznie wyprzedzającą swoje czasy i charakteryzuje się niezwykłą architekturą. Według niego zamieszkiwali ogromną wyspę leżącą za „Słupami Herkulesa”, obecnie utożsamianymi z Gibraltarem.

Platon twierdził, że Atlantydę przeżyła katastrofa, w wyniku której w ciągu jednego dnia cała wyspa zatonęła w morzu. Powszechnie wierzono, że zapadnięcie się wyspy do oceanu było skutkiem niemoralności jej mieszkańców.

Chociaż nie odkryto żadnych konkretnych dowodów na istnienie Atlantydy, liczne wskazówki na jej obecność można znaleźć nie tylko w opowieściach Platona, ale także w mitach kultur na wschód i zachód od Oceanu Atlantyckiego. Doniesienia te zawierają odniesienia nie tylko do narodów europejskich, ale także do Majów i Azteków dzisiejszej Ameryki Łacińskiej.

Platon nie był jedynym starożytnym pisarzem, który odnosił się do narodów wyspiarskich na Oceanie Atlantyckim. Historyk Teopompus z IV wieku p.n.e. opisał rozległy kontynent zamieszkany przez gigantów. Geograf Marcellus wspomniał o 10 boskich wyspach. W XVII wieku niemiecki uczony Athanasius Kircher stworzył mapę geograficzną Atlantydy, która zapoczątkowała poszukiwania mitycznej krainy Atlantydów.

Entuzjaści poszukują śladów Atlantydy nie tylko na Atlantyku, ale także w Arktyce, w pobliżu północno-zachodnich wybrzeży Europy i Afryki, w obrębie Trójkąta Bermudzkiego oraz w pobliżu Kuby, Bahamów, Azorów i Wysp Kanaryjskich, a także pobliskiej Sycylii, Malty, Cypru i Krety. Wielu badaczy uważa, że ​​królestwo Atlantydy nie było pojedynczym lądem, ale raczej rozległym archipelagiem.

Mity i legendy niemal wszystkich cywilizacji obu półkul Ziemi wspominają założycieli swoich kultur, którzy wyłonili się z głębin oceanu lub z krain daleko za horyzontem. Legendy te często mówią o ojczyźnie tych pionierów, która została zniszczona przez katastrofalne wydarzenie.

 




Znaleźliśmy ją!

 

Naukowcy biorący udział w projekcie IGME-CSIC Atlantis w Hiszpanii uważają, że odkryli miejsce, które zainspirowało cały mit o Atlantydzie. Korzystając z podwodnej automatycznej łodzi podwodnej, odkryli łańcuch zatopionych wysp u wschodniego wybrzeża Lanzarote.

Po zejściu na głębokość 2500 metrów łódź podwodna pobrała próbki z dna morskiego wyspy, które prawdopodobnie zatonęło miliony lat temu.

Od tego czasu ochrzcili tę krainę „Los Atlantes” na cześć starożytnej legendy. Geolog morski Luis Somoza z Hiszpańskiej Służby Geologicznej podzielił się odkryciami z Live Science:

„To może być początek legendy o Atlantydzie. Zidentyfikowaliśmy plaże, rafy i wydmy na płaskim szczycie podwodnej góry.” Somoza dodał: „W przeszłości były to wyspy, które zatonęły i nadal toną, jak głosi legenda o Atlantydzie”.

Badania sugerują, że archipelag Los Atlantes istniał w Eocenie, od 56 do 34 milionów lat temu. Naukowcy odkryli, że te zatopione wyspy nadal zachowują takie cechy, jak plaże, klify i wydmy. Niektóre znajdują się zaledwie 60 metrów poniżej poziomu wody. Możliwe, że podczas ostatniej epoki lodowcowej, przy znacznie niższym poziomie mórz, na terenach tych mogły żyć dzikie zwierzęta.

Geolog stwierdził, że wygaśnięcie erupcji wulkanów doprowadziło do wzmożonego zestalenia lawy, co przyczyniło się do zatonięcia wysp w oceanie.

 


Moje 3 grosze

 

Wydaje mi się, że Atlantyda rzeczywiście mogła istnieć w lokalizacji podanej przez Aristoklesa – Platona w jego „Dialogach”, a zatem na zachód od Cieśniny Gibraltarskiej. Spójrzmy na mapę – znajdują się tam trzy oceaniczne plamy gorąca – pióropusze magmy, które utrzymują na powierzchni Atlantyku trzy archipelagi: Wyspy Zielonego Przylądka (Cabo Verde), Wyspy Kanaryjskie i Azory. To właśnie tam mógł znajdować się duży ląd – Atlantyda, który był utrzymywany nas falami przez ciśnienie magmy. Zgodnie z teorią o pióropuszach gorąca z wnętrza Ziemi, mogą one łączyć się i rozdzielać, powstawać i zanikać.

Tak też mogło być w kwestii Atlantydy: mogła ona opierać się na czterech pióropuszach gorąca z wnętrza Ziemi. Trzy z nich, to znane nam archipelagi – czwarty znajdował się gdzieś pomiędzy nimi – dokładnie vis-à-vis Cieśniny Gibraltarskiej. I to właśnie wskutek przemieszczenia się czy zaniknięcia strumień gorąca znikł i Atlantyda pogrążyła się w wodach oceanu. Pozostały po niej nędzne resztki w postaci trzech archipelagów wysp wulkanicznych i Madery…

I co najciekawsze – to właśnie tam – pośrodku Grzbietu Śródatlantyckiego znajdują się góry odpowiadające opisowi Platona!

No i jeszcze jedna kwestia, tym razem dotycząca kontynentu afrykańskiego, a mianowicie chodzi o Oko Sahary vel Oko Afryki zwane Kalb ar-Riszat (ar. قلب الريشات Qalb ar-Rīšāt, fr. Guelb er Richât). Jest to zadziwiająca formacja w kształcie współśrodkowych kręgów o średnicy 50 km i jest doskonale widoczna z kosmosu, co oczywiście spowodowało całą masę legend miejskich i teorii spiskowych. To właśnie tutaj ich twórcy widzą Cerne – stolicę Atlantydy.

Być może. Ale w niczym to nie przeszkadza jej lokalizacji na Atlantyku. Oko Sahary nie musi być równoczesne z Atlantydą – mogło powstać wcześniej lub później. Przed lub po Kataklizmie.  Oczywiście „prawdziwi” ortodoksyjni uczeni odrzucają hipotezę o Atlantydzie na rzecz majaczeń o kalderze wulkanicznej, astroblemie czy regularnym wietrzeniu okrągłej kopuły płaszcza ziemskiego – cokolwiek to oznacza. Fakt pozostaje faktem, że nikt nie wie, czym to Oko jest.

W odległości około 1000 km od Oka w kierunku NW znajduje się archipelag Kanarów. Ogromna odległość dla zwykłego człowieka, ale dla Atlantydów to był godzinny przelot. 4000 km dalej znajduje się Egipt i jego piramidy. To daje do myślenia…

piątek, 19 sierpnia 2022

Atlantyda i Agharta (0)

 


Jest to pierwszy z moich tekstów na temat Agharty, który został opublikowany na łamach nieistniejącego już czasopisma „Sfinks” nr 4/1990, a który został później rozwinięty do 23 artykułów zamieszczonych na blogu „Wszechocean”, stąd to „0” w numeracji. A oto ten tekst:

 

Agharta - siódmy mit światowy?

 

Jak powszechnie wiadomo, każda zamieszkująca naszą planetę grupa etniczna ma swoją własną mitologię. Jednakże istnieją mity, które funkcjonują w obrębie całej światowej populacji są znane powszechnie na całej kuli ziemskiej. Twórca wspaniałej pracy o Atlantydzie – prof. L. Zajdler sklasyfikował je następująco:

1.      Legendy o niezwykłych zjawiskach atmosferycznych/kosmicznych.

2.     Legendy o kataklizmach tektonicznych (trzęsienia ziemi, erupcje wulkaniczne, itp.)

3.      Legendy o anomaliach pogodowych (śniegi, mrozy, susze na terenach, gdzie ich nie było)

4.     Legendy o przybyszach zza morza (Kappa, Oannes, Quetzalcoatl, i in.)

5.      Legendy o potopie powszechnym

6.     Legendy o zaginionych kontynentach i lądach (Atlantyda, Mu, Lanka, Pacyfidia, Kaskara, itd.)

Do tego zbioru sześciu światowych mitów należałoby dorzucić jeszcze jeden – mit Agharty – i na nim skoncentrować nasze zainteresowania.

 

Czym jest Agharta?

 

Generalnie Agharta (różnie zwana przez autorów, którzy o niej pisali: Agarta, Aharta, Shangri-La, Szanszun Bu, Śamballah, Szamballa) jest czymś w rodzaju podziemnej krainy powszechnej wiecznej szczęśliwości, zamieszkałą przez mędrców (Ossendowski, Bławatska) przedstawicieli najstarszej rasy ludzkiej lun przedludzkiej (Szaposznikowa, Lokesh Chandra, Rimpoche Tensing, Roerichowie), najdoskonalsze stadia ludzkich umysłów (Eliade) Kosmitów (Parnow, Souček), zaś na drugim biegunie ludzkiej wyobraźni w Agharcie zamieszkują: zwierzęta z dawnej przeszłości Ziemi (Borroughs, Verne, Obruczew) potwory i ludzie powołane do życia przez Szatana (Montyhert, Lovecraft i Howard).

Wydaje się, że wszyscy wymienieni przeze mnie Autorzy swego czasu otarli się o jedną z największych tajemnic naszej cywilizacji, ukrytej pod naszymi stopami i niedostępnej dla naszych oczu w najgłębszych trzewiach naszej Matki-Ziemi…

Z wymienionych powyżej relacji – bo nawet powieść fantastyczną musimy w tym przypadku traktować jako relację – dwie zasługują na bliższą uwagę, a mianowicie pierwsza z nich napisana przez polskiego literata i podróżnika Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego i zawarta w jego książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” oraz druga – dr Ludmiły Szaposznikowej – leningradzkiej[1] orientalistki w artykule pt. „Szamballa dawna i zagadkowa” opublikowanym z tygodniku „Za rubieżom” nr 26/1987.

Dlaczego wybrałem akurat te dwie relacje? Ponieważ precyzują one dość dokładnie położenie Szamballi-Agharty i w czasie i w przestrzeni w przeciwieństwie do innych – i tak np. wejścia do innego świata sytuowano różnie: Verne i Souček na Islandii, Parnow w Tybecie, Montyhert nad Bajkałem, Lovecraft, Borroughs i Howard – gdziekolwiek, Obruczew za kołem podbiegunowym północnym, zaś Poë na Biegunie Południowym.  Wszystkich przelicytował Mircea Eliade twierdząc, że Szamballa-Agharta leży daleko poza ludzkim wyobrażeniem o przestrzeni, czasie i materii. Relacje Ossensowskiego i Szaposznikowej konkretyzują lokalizację Szamballi-Agharty w Himalajach.

F.A. Ossendowski natrafił na tą legendę o Agharcie w trakcie swej ucieczki przed bolszewikami z Syberii do Japonii i USA via Mongolia, Chiny, Tybet, Mandżuria. Po raz pierwszy zetknął się z nią w Mongolii, gdzie wspomniał o niej dowódca Azjatyckiej Dywizji Konnej – szalony baron – generał Roman Fryderyk Ungern von Sternberg – słynny raubritter i zabijaka, posiadacz ogromnego skarbu (który najprawdopodobniej wpadł w ręce Japończyków w czasie I Bitwy pod Chałchyn-goł[2] – co jest atoli tematem na osobną opowieść). Ostatecznego wtajemniczenia Ossendowski dostąpił w Lhassie na dworze Dalajlamy XIII, gdzie opowiedział mu ją lama-gelong, przyboczny księcia Czułtun Belje, który bawił tam właśnie z „przymusową wizytą” wypędzony przez czerwonych z Urgi.[3]

Według lamy-gelonga, Agharta powstała 60.000 lat temu. Rozciąga się ona pod terytoriami Chin, Mongolii, Tybetu, Indii i Afganistanu – a także pod obiema Amerykami. Wejścia do niej znajdują się na pograniczu afgańsko-rosyjsko-indyjsko-pakistańskim oraz w okolicach jeziora Nogan-kul[4] w górskim paśmie Arszanów. Znajduje się tam szczelina w ziemi, z której wydobywają się opary siarkowe oraz tablica z napisem „runicznym” brzmiącym: WEJŚCIE DO PODZIEMNEGO PAŃSTWA AGHARTY.

Agharta stanowi ogromne państwo rządzone przez Brahytmę – Władcę Świata i dwóch jego doradców – Mahytmę i Mahyngę. Ten triumwirat jest w zasadzie wszechmocny, ale wypełnia jedynie wolę Boga, z którym Brahytma (i nikt inny) kontaktuje się osobiście w sposób, który jako żywo przypomina seanse łączności radiowej czy TV… Brahytma ma również do dyspozycji swych wysłanników - goro, którzy …mkną w swych zadziwiających wozach otoczeni świetlistymi, zachwycającymi promieniami (…) nie mają przed nimi tajemnic ani ziemia, ani niebo, woda czy powietrze… Goro są jedynie obserwatorami tego, co się dzieje na Ziemi i innych planetach (sic!). wykonują oni polecenia kolegium mędrców skupionych wokół Władcy Świata – to właśnie z nimi kontaktują się dwustronnie przy pomocy świetlistych nici i niewidzialnych promieni. Ich swobody poruszania się nie ograniczają kamienne stropy pieczar. I żeby było jeszcze ciekawiej – wszyscy ludzie na Ziemi są obserwowani i niewidzialnie kierowani przez Brahytmę, który kieruje ich losami tak, by były zgodne z wola Najwyższego… Ciekawe – nieprawdaż?

Mędrcy z Agharty kontaktują się czasami z mędrcami w Chinach przy pomocy żółwi, na pancerzach których ryją oni tajemne znaki. (Aluzja do wyrocznych skorup, o których wspomina święta księga, wyrocznia „Księga Przemian - I-Cing”?) Poza tym pozostawiają na szczytach gór szmaragdowe tablice z zapisem ich mądrości, która jest dostępna tylko dla pundytów. Powiadają, że Budda odnalazł jedną i odczytał dopiero w późnej starości.

Swoją drogą, czy sławetna „Tabula Smaragdina”, którą przypisuje się Hermesowi Trismegistosowi, a która przez kilka stuleci była natchnieniem dla alchemików, Masonów, Różokrzyżowców – nie jest swego rodzaju „reprintem” jednej z szmaragdowych tablic z Agharty?

W podziemiach Agharty przebywali także ludzie z powierzchni, i to nie byle kto, bo sułtan Baber (vel Babur - założyciel państwa Wielkich Mogołów), Paspa (założyciel sekty paspitów) i sam książę Siddartha Guatama Sakkya Muni zwany Buddą… Nie jest wykluczone, że przebywał tam Jezus z Nazaretu zwany Chrystusem

Ale nie wszystkim było dobrze w Szamballi – ludzie uciekali z tej krainy dobrobytu i powszechnej szczęśliwości. Byli to Cyganie, którzy wynieśli stamtąd umiejętność przewidywania przyszłości…

Tyle Ossendowski, w ogromnym skrócie - rzecz jasna. Osobiście jestem zdania, że zapoznano go z północną wersją tego mitu, która funkcjonuje w Mongolii i pn. Chinach.

Dr Szaposznikowa zaś podaje nam południową – indyjską jego wersję. Powstała ona przy pomocy dokumentacji ojca i syna Roerichów oraz przy współudziale indyjskiego uczonego dr. Lokesha Chandry i bońskiego duchownego Rimpoche[5] Tensinga z klasztoru religii Bön w Shanuren. Religia Bön jest jedną z najstarszych religii w Azji, która obecnie została zdominowana przez młodszy buddyzm. Pokaźny wkład do tej pracy wniosły notatki uczonego sir Aurella Steina.


Według nich, Szamballi należy szukać w Himalajach – a właściwie pomiędzy Himalajami a Transhimalajami, u źródeł Brahmaputry. Aby tam dotrzeć, należy pierwej dostać się do świętej góry Kajłas – 6667 m n.p.m. i świętego jeziora Namche, gdzie wystrzela do góry stroma i niedostępna iglica Nam-co-to-rhin – co znaczy Serce Jeziora. Góra Nam-co-to-rhin jest podziurawiona wieloma pieczarami i jaskiniami, w których mieszkają i medytują najwięksi i najświętsi mędrcy Bön i innych religii. Wokół jeziora unoszą się w dzień siarkowe opary, a w nocy po skałach pełgają ponuro niebieskawe płomyki – dlatego też okolica jest poświęcona bogu ognia – groźnemu Me i zwie się Me-lha… Miejsce to jest święte i profanom wstęp tu jest surowo wzbroniony. Natomiast po przebyciu śnieżnej przełęczy Kajłasu lub tajnego podziemnego tunelu, można dojść do tajemniczej krainy Szanszun-bo albo Oł-mo-łun-rin czyli świętej Szamballi.  I to właśnie tutaj, w Szamballi znajduje się – poza pięknymi ogrodami, stawami, budowlami, itd. itp.  – także kilkanaście rżniętych w krysztale kolumn, na których wyryto starożytnym pismem „szanszun” (u Ossendowskiego „vaten”) dzieje świata, historie powstania Kosmosu, Ziemi i samej Szamballi. Poza nimi stoi tam także gigantyczna Wieża. Jest ona najstarszą budowlą na naszej planecie – jej wiek liczy się w milionach lat! Do tej Wieży mogą wchodzić jedynie ci, którzy na drodze medytacji osiągnęli najwyższy możliwy stopień duchowej doskonałości, bowiem Wieża jest zarazem największą i najświętszą biblioteką świata…

Tak kończy się relacja Rimpoche Senge Tenzinga Dżongdona przekazana nam przez dr Szaposznikową.

Punkty wspólne obu relacji:

·        Pierwszym z nich jest usytuowanie dojścia do niezwykłej krainy. W obu relacjach mówi się o unoszących się w powietrzu oparach siarczanych. Świadczy to o powulkanicznym pochodzeniu tej okolicy.

·        W niedostępnych jaskiniach, a zatem pod powierzchnią ziemi przebywają mędrcy – czyli w pojmowaniu ludzi Wschodu asceci potrafiący takie rzeczy, przy których popisy fakirów i wszelkiej maści „cudotwórców” są śmieszne i bez znaczenia. Ci ludzie nie techniką, ale siłą swego ducha podporządkowują sobie materię… Ich mentalne możliwości nie są krępowane okowami czasu, przestrzeni i materii. Czyż nie są oni potencjalnymi – jak i realnymi – władcami świata?

 

Wiek Szamballi:

Obie relacje podkreślają jej wiek – od 60.000 do kilku milionów lat. Ogromne przepaści czasu – oczywiście dla nas, ludzi z XX i XXI wieku. Tak czy owak wygląda na to, że nie byliśmy tutaj pierwsi, bo jakieś ślady bosych i obutych stóp w piaskowcach Mezozoiku i Kenozoiku (wczesnego) przecież znaleziono, a do tego jeszcze rysunki naskalne w Tassili, Altamirze, Pampie Colorada, itd. Wydawałoby się, że są to klocki z tej samej łamigłówki – tyle, że brakuje ogólnego planu tego puzzla. Czy ten klucz znajduje się w Szamballi-Agharcie?

 

Pewne fragmenty relacji Ossendowskiego mówiące o goro i ich działalności, dziwnie mi pasują do zjawisk typu UAP (UFO), MiB, LGM, USO, UAO, UOO, itd. fenomenów. I tak à propos – czy nie wiele prościej byłoby założyć, że UFO pochodzą nie  spoza  Ziemi, ale z jej  wnętrza? Czepiliśmy się jak pijany płotu paradygmatu o kosmicznym pochodzeniu ufozjawiska - i ani rusz dalej… - a może by teraz na odwrót, nie w górę ale w dół panowie ufolodzy – co? Oczywiście może ktoś zapytać – a dlaczego ONI nie powrócili na powierzchnię Ziemi? Być może dlatego, że ICH struktura biologiczna zmieniła się do tego stopnia, że odwrócenie tej przemiany jest jeszcze niemożliwe… - co nie wyklucza iż jest jeszcze nierealne! ICH zainteresowanie wszystkim, co żyje, w tym człowiekiem i jego psychiką jest fragmentem ICH programu  readaptacji  do naszych, „podsłonecznych” warunków. A Dalajlama powiedział Ossendowskiemu w swej przepowiedni, że ONI  wrócą  z powrotem na Ziemię. I kto wie czy nie miał racji. I kto wie, czy nie miał racji Nostradamus pisząc w swych przepowiedniach, że:

 

W roku 1999, w siódmym miesiącu

Zstąpi z nieba wielki król

Opanuje kraj terrorem

Lecz przed nim i po nim będzie rządził Mars

 

Być może miał na myśli Władcę Świata z Agharty… (No cóż, mamy rok 2022 i Władca Świata jakoś nie zstąpił, no chyba  że jego przybycie ma charakter hybrydowy…?) 

I jeszcze na zakończenie o literackich parantelach. R.E. Howard zaludnia Piekło istotami nie z tego świata – bo z Kosmosu. Podobnie jak jego mistrz H.P. Lovecraft, który wiąże planetarne podziemia z Piekłem, a to ostatnie z Kosmosem – a dokładnie z Plutonem (Yuggoth) i Transplutonem (Shaggai). W jednym ze swych opowiadań grozy opisuje trzy podziemne światy - czarny, czerwony i niebieski.

Trzy takie strefy opisała kilkadziesiąt lat później Betty Andreasson , która była uprowadzona przez Kosmitów! W jej relacji występują także trzy strefy: czarnych korytarzy, czerwona strefa z małpopodobnymi istotami i zielononiebieska – gdzie ujrzała wizję Feniksa.

W książkach J. Verne’a  i Obruczewa wnętrze Ziemi zamieszkują przedpotopowe zwierzęta i prymitywni ludzie. Natomiast L. Souček i J. Parnow umieścili tam Kosmitów, dla których Szamballa jest doskonałą bazą do wypraw na Ziemię… I także tutaj mówi się o dziwnych zwierzętach. Ossendowski pisze, że czasami z Agharty wychodzą na powierzchnię dziwne i ogromne węże, wielkie żółwie o 16 nogach i ogromne ptaki. Ich oczy świecą w ciemnościach dziwnym, czerwonym blaskiem… Ciekawe jest to, że coś takiego znane jest w światowej ufologii.

Szamballa-Agharta czeka na swojego odkrywcę dla nas – ludzi z XX i XXI stulecia. Pozwolę sobie skończyć trawestacją verne’owskiego prof. Lidenbrocka: …Czy znajdzie się ktoś tak śmiały, by dotrzeć aż do środka Ziemi…?

 

 Tyle tytułem wstępu. Dalszy ciąg tych rozważań znajdziesz Czytelniku na moim blogu „Ludzie Wszechoceanu” pod adresem: https://wszechocean.blogspot.com/2011/08/czy-zaginiona-cywilizacja-kwita.html i następne. Życzę przyjemnej lektury!



[1] Dzisiaj Sankt Petersburg.

[2] Rozegrana w maju 1939 roku.

[3] Ułan Bator.

[4] Zwane także Tierie-Chol (Tere-Chol) (ros. Тере-Холь; tuw. Тере-Хөл, Tere-Chöl) – jezioro słodkowodne w azjatyckiej części Rosji - N 50°37′32″ - E 097°23′40″, w południowo-wschodniej Tuwie. Jezioro leży w kotlinie tektonicznej na wysokości 1300 m n.p.m. i zajmuje powierzchnię ok. 39 km². Linia brzegowa jest nieregularna; brzegi są miejscami zabagnione. Na jeziorze znajduje się kilka wysp. Na jednej z nich zachowane są ruiny ujgurskiej twierdzy Por-Bażyn (tuw. Пор-Бажың, Por-Bażyng, dosł. "gliniany dom") zbudowanej w VIII w n.e. Kilka lat temu miejsce to odwiedził Władimir Putin.

[5] Nasz odpowiednik to przeor klasztoru.