Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agartha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agartha. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 listopada 2022

Jeszcze raz Szamballa

 


Czym jest Mkha’-‘gro-mi-rkun-gling?

 

Poszukując materiałów na temat Szamballi – Agharty natrafiłem na pracę autorów słowackich pt. „Sme det’mi mimozemst’anov?” (Czy jesteśmy dziećmi Kosmitów?) autorstwa Renaty i Jaroslava Malinovskich (wyd. Obzor, Bratysława 1989). Praca ta stanowi kompilację prac autorów czeskich, słowackich, radzieckich i zachodnich, w której roztrząsa się wszystkie teorie o pochodzeniu ludzi na Ziemi i ewentualnych odwiedzinach Obcych na naszej planecie. Prezentowana jest cała paleta poglądów i autorów – od Agresta do Zbavitela. A oto, co piszą oni na ten temat:

 

Stare mapy

 

Mkha’-‘gro-mi-rkun-gling, to nie jest żadne zaklęcie – to tekst ze starej mapy Szamballi, którą sporządzono w Tybecie w III-II w. p.n.e. W przekładzie oznacza to Kraina z której bogowie unoszą ludzi albo Chodzący po niebie kradną ludzi. O co tu chodzi? Czy oznacza to, że Kosmici porywali ludzi z Ziemi i w celu dokonywania na nich eksperymentów genetycznych przenosili ich do swych baz położonych w wysokich górach?

Jak dobrze wiemy, szesnastowieczna mapa tureckiego admirała Piri Kemala Reisa powstała na podstawie zdjęć wykonanych z pokładu statku kosmicznego albo na podstawie doskonałej wiedzy geograficznej tego okresu. Spójrzmy na te mapy dokładniej, a potem postarajmy się odpowiedzieć na pytania.

 

Zagadkowa kraina Szamballa

 

Wzmianki o bajkowej krainie Szamballi leżącej w niedostępnych połaciach Środkowej Azji, od stuleci pojawiały się w dziełach astrologów i magów, a obecnie także w pracach wyznawców archeoastronautycznych i katastroficznych teorii.[1]  Przykładami są tu prace Jacquesa Bergiera i Louisa Pauwelsa, Andrew Thomasa i Raymonda Drake’a. Także Szamballa odzwierciedlona jest w folklorze i mitologii wielu narodów Wschodu i Europy, gdzie mówi się o rajskim ogrodzie Eden, platońskiej Atlantydzie czy moore’owskiej Utopii.

Wiara w istnienie Szamballi zagrała swą rolę (i to bynajmniej nie podrzędną) w szaleńczych teoriach nazistowskich morderców z Hitlerem na czele. To właśnie stamtąd – z Szamballi – brały się ciemne siły wspomagające Niemców, które poprzez genocyd miały dokonać powstania aryjskiego übermenscha – nadczłowieka!…

Legenda ta jest popularna wśród wielu ludzi, zwłaszcza że do dziś zachowała się mapa Szamballi. Mapa ta została wyrysowana dawno temu przez tybetańskich kartografów, ale wkrótce potem sami Tybetańczycy przestali ją rozumieć… - ale wytrwale przerysowywali ją w swoich rękopisach, a w końcu tybetańscy emigranci, wyznawcy religii bon (albo bön) przywieźli ją do Europy.[2] Jest to niewielki kwadrat podzielony kreskami na równe części i pokryty tybetańskimi napisami, który nie zwrócił wtedy uwagi badaczy. Może był tak niepozorny i nieciekawy…?



Mapy Szamballi wyrysowane w dziełach religijnych ludów himalajskich

Ale to pozór – bo tybetańska kartografia oddała znaczne usługi przy lokalizacji punktów geograficznych. Dziwne, na mapie Szamballi sąsiaduje ona z Amerykami, Francją oraz krainami Gog i Magog… - tak więc mapa nie zainteresowała wtedy nikogo i pozostała w zapomnieniu. Zaczęto badać ją niedawno. Z wynikami badań zaznajomił nas Lew Nikołajewicz Gumiłow – geograf i historyk w jednej osobie:

Po pobieżnym obejrzeniu mapy doszedłem do wniosku, że jest na niej tyle zagadek, że nie są one do rozwiązania przez historyka-geografa, przeto wraz z moim przyjacielem Bronisławem Kuzniecowem zaczęliśmy wspólnie analizować mapę.

Naszą uwagę przyciągnął jeden z napisów na mapie tej rajskiej (według tradycji tybetańskiej) krainy – głosił on: „Kraina demonów porywających ludzi” – diabły w raju, oto paradoks! Po usilnych badaniach udało się nam odczytać napis głoszący na szarych grobach-chramach i mieście Nasendra. To wszystko się nam dziwnie skojarzyło z niewolniczym Egiptem, wapiennymi piramidami i młodą jeszcze wtedy Aleksandrią.

Badanie mapy, gdzie zarysy ziem naniesiono bez skali, trwało trzy lata. Na owej mapie udało się nam odnaleźć i oznaczyć takie miejsca, jak: Babilon (Miasto gdzie gromadzą się książęta), Jerozolima, Suza, Media (Niewysoki ród Medów), Jemen (Kraina, gdzie ludzie nie zaznają cierpienia), Beludżystan (Czarne miejsce strapień). W miejscu, gdzie znajdowała się kraina o dziwacznej nazwie „Chodzący po niebie kradną ludzi” ustaliliśmy, że znajdowały się tereny pomiędzy Beludżystanem a Baktrią. Czy była tam baza Kosmitów? Nie – to była grecko-baktrijska kolonia założona w górach, gdzie mieszkali łowcy niewolników, którzy wyprawiali się po nich do Indii i Iranu. I wreszcie okazało się, że Szamballa zajmowała część kontynentu azjatyckiego  i Afryki – od stepów scytyjskich po Madagaskar i od Nilu po przedgórze himalajskie. Ciekawe, że autor mapy umieścił tam irańskie miasto Pasargady i wyrysował tamże grób Cyrusa w kształcie 9-stopniowej piramidy z kryształowymi kolumnami wokół niej i wiszącymi ogrodami.

Mapa ukazuje zmiany granic po podbojach Aleksandra Macedońskiego, ale nie pokazuje żadnych śladów przenikania kultury Rzymu na Wschód, co pozwana nam na datowanie jej na III-II w. p.n.e., zaś jej autorów pozwala identyfikować z… perskimi uczonymi, którzy zbiegli do Tybetu przed prześladowaniami po zlikwidowaniu sekty Achajmenidów.

Dokładne przeanalizowanie mapy i jej datowanie pozwoli nam na odpowiedzenie na pytanie, co oznacza nazwa Szamballa, która do dziś dnia ma swoją magiczną moc. Sądzimy, że nazwa ta została utworzona z perskiego słowa „szam” czyli Syria i „bolo” wierzchołek, góra, zwierzchność, kierownictwo, najwyższa władza…

Wkrótce po śmierci Aleksandra Wielkiego (323 r. p.n.e.) jego imperium zmieniło się w arenę walki pomiędzy jego następcami – Diadochami. Część azjatycka stała się monarchią Seleucydów ze stolicą w Antiochii w Syrii.[3] Było to krótkotrwałe ale wspaniałe rozwinięcie się nauk i rzemiosł oraz handlu. Antiochia stała się przez wiele wieków symbolem dobrobytu i beztroskiej radości. Nic więc dziwnego, że prymitywni górale z Tybetu i Himalajów uważali Syrię za raj i kraj mlekiem i miodem płynący. Innymi drogami Szamballa stała się ucieleśnieniem ciemnej strony naszej egzystencji.

Niedawno w Anglii opublikowano inny wariant mapy, który wyrysowano nieco później – w I w. p.n.e. jak widzimy, już 2000 lat temu w Azji istniała dobrze rozwinięta wiedza kartograficzna i geograficzna, pozwalająca na kreślenie precyzyjnych map, które swą dokładnością przewyższały o całe niebo grecko-rzymskie mapy. Przy tym okazało się, że poza irańsko-tybetańską tradycją istniała cała indo-tybetańska tradycja, co zostało odkryte zwłaszcza dzięki studiom nad mapami Szamballi…

Wydaje się, że już wtedy geografowie znali w ogólnych zarysach  powierzchnię naszej planety – z wyjątkiem Antarktydy i Australii. O Ameryce wiedziano już wtedy – w jednej z indyjskich ksiąg pisze się o kontynencie zwanym Videcha czy Viedecha, leżącym za Wschodnim Oceanem (Pacyfik?), gdzie zamieszkują „ludzie wysokiego wzrostu, z głowami znacznie spłaszczonymi od tyłu, z twarzami wystającymi do przodu, spokojnymi i przyjaznymi”. Ten opis pasuje jak ulał do tego, co zastali Kolumb i jego towarzysze w Indiach Zachodnich.

Wyglądałoby na to, że kontakty pomiędzy Starym Światem a Amerykami po obu stronach Wielkiego Oceanu (a może należałoby powiedzieć Wielkich Oceanów: Atlantyku i Pacyfiku) istniały od dawien dawna?[4] I tak np. słowo „tytoń” – „tabac” przeniknęło do języków azjatyckich jeszcze w głębokiej Starożytności. Pewien tybetański tekst mówi, że „sto lat po osiągnięciu przez Buddę nirwany (tj. w IV w. p.n.e) pojawiło się to paskudztwo, które nazywamy tytoniem”.

Dziwimy się, jak długo trwa batalia przeciwko paleniu. Jak widać studia nad starożytną geografią dają nam wiele więcej do myślenia niż nam się to wydaje!

 


Tyle nasi bracia-Słowacy. Czytając ten tekst odniosłem niejasne wrażenie, że informacje w nim zawarte dziwnie korespondują z informacjami na temat dziwnych map Piri Reisa i Oronteusa Fineusa. Faktycznie – mapy te mają wspólne źródło, ale kto sporządził mapę matkę, z której te mapy po prostu przerysowano? Oto jest pytanie!

Hipoteza Szamballa = Syria trzyma się kupy pod warunkiem, że Antiochia de facto była takim światowym centrum „rozkoszy i dóbr wszelakich…” – ale czy była nim faktycznie?

Tybetańskie legendy sytuują Szamballę – Agartę w Himalajach lub w Transhimalajach, a więc w wysokich górach, zaś Antiochia leży na nizinie i to nadmorskiej!

Legendy mówią, że w Szamballi – Agarcie zamieszkiwali przede wszystkim mędrcy i kapłani, a nie zwyczajni ludzie. Pojęcie mędrca w religiach Wschodu jest zupełnie różne od pojęcia greckiego filozofa i nie ma z nim nic wspólnego. Tak już nawiasem, to właśnie ci mędrcy ze Wschodu odwiedzili małego Jezusa w betlejemskiej szopie i tam już w wieku młodzieńczym, Issa - Jezus udał się, by posiąść starożytną mądrość w swych „latach ukrytych”. O tym piszą tacy orientaliści jak Nikołaj Notowicz, Nikołaj i Jurij Roerichowie czy Śri Svami Abhendanda.



Jezus - Issa w Himalajach na obrazach Nikołaja Roericha

Nie wiem dlaczego przytaczani przez Malinowskich radzieccy uczeni nie rozwinęli zaczętej myśli o „negatywnym wpływie” Szamballi na naszą egzystencję? A szkoda, bo ten temat zapowiadał się interesująco… Natomiast jeszcze bardziej interesujące są badania polskiego uczonego prof. dr. hab. Benona Zbigniewa Szałka ze Szczecina, który uważa, że dawno temu, w czasach Imperium Atlantydy i Szamballi - Agarty na Ziemi istniało jedno pismo i jeden język, czego namacalne ślady dotrwały do naszych czasów. I sądzę, że to właśnie tym tropem należałoby pójść w dalszych badaniach.  

Podsumowując krótko – Szamballa jako Syria nie mieści się w schemacie wypracowanym na podstawie relacji Ossendowskiego, Szaposznikowej, Roerichów i Bławatskiej. Osobiście oceniam ją jednak jako ciekawy przyczynek do kwestii istnienia tego tajemniczego miejsca na naszej planecie…

 


Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

Źródło – „Sfinks” nr 7/1991, ss. 10-12     



[1] W tym znaczeniu chodzi o hipotezę o powstaniu człowieka wskutek katastrofy ekologicznej lub/i geologicznej.

[2] Także do ZSRR dzięki dr Ludmile Szaposznikowej. W Polsce pisał o niej przedwojenny pisarz i podróżnik Antoni Ferdynand Ossendowski.  

[3] Dzisiaj Antakya/Hatay/Teopolis w dzisiejszej Turcji.

[4] Por. Arnold Mostowicz – „My z Kosmosu” i „O tych co z Kosmosu”.

piątek, 19 sierpnia 2022

Atlantyda i Agharta (0)

 


Jest to pierwszy z moich tekstów na temat Agharty, który został opublikowany na łamach nieistniejącego już czasopisma „Sfinks” nr 4/1990, a który został później rozwinięty do 23 artykułów zamieszczonych na blogu „Wszechocean”, stąd to „0” w numeracji. A oto ten tekst:

 

Agharta - siódmy mit światowy?

 

Jak powszechnie wiadomo, każda zamieszkująca naszą planetę grupa etniczna ma swoją własną mitologię. Jednakże istnieją mity, które funkcjonują w obrębie całej światowej populacji są znane powszechnie na całej kuli ziemskiej. Twórca wspaniałej pracy o Atlantydzie – prof. L. Zajdler sklasyfikował je następująco:

1.      Legendy o niezwykłych zjawiskach atmosferycznych/kosmicznych.

2.     Legendy o kataklizmach tektonicznych (trzęsienia ziemi, erupcje wulkaniczne, itp.)

3.      Legendy o anomaliach pogodowych (śniegi, mrozy, susze na terenach, gdzie ich nie było)

4.     Legendy o przybyszach zza morza (Kappa, Oannes, Quetzalcoatl, i in.)

5.      Legendy o potopie powszechnym

6.     Legendy o zaginionych kontynentach i lądach (Atlantyda, Mu, Lanka, Pacyfidia, Kaskara, itd.)

Do tego zbioru sześciu światowych mitów należałoby dorzucić jeszcze jeden – mit Agharty – i na nim skoncentrować nasze zainteresowania.

 

Czym jest Agharta?

 

Generalnie Agharta (różnie zwana przez autorów, którzy o niej pisali: Agarta, Aharta, Shangri-La, Szanszun Bu, Śamballah, Szamballa) jest czymś w rodzaju podziemnej krainy powszechnej wiecznej szczęśliwości, zamieszkałą przez mędrców (Ossendowski, Bławatska) przedstawicieli najstarszej rasy ludzkiej lun przedludzkiej (Szaposznikowa, Lokesh Chandra, Rimpoche Tensing, Roerichowie), najdoskonalsze stadia ludzkich umysłów (Eliade) Kosmitów (Parnow, Souček), zaś na drugim biegunie ludzkiej wyobraźni w Agharcie zamieszkują: zwierzęta z dawnej przeszłości Ziemi (Borroughs, Verne, Obruczew) potwory i ludzie powołane do życia przez Szatana (Montyhert, Lovecraft i Howard).

Wydaje się, że wszyscy wymienieni przeze mnie Autorzy swego czasu otarli się o jedną z największych tajemnic naszej cywilizacji, ukrytej pod naszymi stopami i niedostępnej dla naszych oczu w najgłębszych trzewiach naszej Matki-Ziemi…

Z wymienionych powyżej relacji – bo nawet powieść fantastyczną musimy w tym przypadku traktować jako relację – dwie zasługują na bliższą uwagę, a mianowicie pierwsza z nich napisana przez polskiego literata i podróżnika Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego i zawarta w jego książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” oraz druga – dr Ludmiły Szaposznikowej – leningradzkiej[1] orientalistki w artykule pt. „Szamballa dawna i zagadkowa” opublikowanym z tygodniku „Za rubieżom” nr 26/1987.

Dlaczego wybrałem akurat te dwie relacje? Ponieważ precyzują one dość dokładnie położenie Szamballi-Agharty i w czasie i w przestrzeni w przeciwieństwie do innych – i tak np. wejścia do innego świata sytuowano różnie: Verne i Souček na Islandii, Parnow w Tybecie, Montyhert nad Bajkałem, Lovecraft, Borroughs i Howard – gdziekolwiek, Obruczew za kołem podbiegunowym północnym, zaś Poë na Biegunie Południowym.  Wszystkich przelicytował Mircea Eliade twierdząc, że Szamballa-Agharta leży daleko poza ludzkim wyobrażeniem o przestrzeni, czasie i materii. Relacje Ossensowskiego i Szaposznikowej konkretyzują lokalizację Szamballi-Agharty w Himalajach.

F.A. Ossendowski natrafił na tą legendę o Agharcie w trakcie swej ucieczki przed bolszewikami z Syberii do Japonii i USA via Mongolia, Chiny, Tybet, Mandżuria. Po raz pierwszy zetknął się z nią w Mongolii, gdzie wspomniał o niej dowódca Azjatyckiej Dywizji Konnej – szalony baron – generał Roman Fryderyk Ungern von Sternberg – słynny raubritter i zabijaka, posiadacz ogromnego skarbu (który najprawdopodobniej wpadł w ręce Japończyków w czasie I Bitwy pod Chałchyn-goł[2] – co jest atoli tematem na osobną opowieść). Ostatecznego wtajemniczenia Ossendowski dostąpił w Lhassie na dworze Dalajlamy XIII, gdzie opowiedział mu ją lama-gelong, przyboczny księcia Czułtun Belje, który bawił tam właśnie z „przymusową wizytą” wypędzony przez czerwonych z Urgi.[3]

Według lamy-gelonga, Agharta powstała 60.000 lat temu. Rozciąga się ona pod terytoriami Chin, Mongolii, Tybetu, Indii i Afganistanu – a także pod obiema Amerykami. Wejścia do niej znajdują się na pograniczu afgańsko-rosyjsko-indyjsko-pakistańskim oraz w okolicach jeziora Nogan-kul[4] w górskim paśmie Arszanów. Znajduje się tam szczelina w ziemi, z której wydobywają się opary siarkowe oraz tablica z napisem „runicznym” brzmiącym: WEJŚCIE DO PODZIEMNEGO PAŃSTWA AGHARTY.

Agharta stanowi ogromne państwo rządzone przez Brahytmę – Władcę Świata i dwóch jego doradców – Mahytmę i Mahyngę. Ten triumwirat jest w zasadzie wszechmocny, ale wypełnia jedynie wolę Boga, z którym Brahytma (i nikt inny) kontaktuje się osobiście w sposób, który jako żywo przypomina seanse łączności radiowej czy TV… Brahytma ma również do dyspozycji swych wysłanników - goro, którzy …mkną w swych zadziwiających wozach otoczeni świetlistymi, zachwycającymi promieniami (…) nie mają przed nimi tajemnic ani ziemia, ani niebo, woda czy powietrze… Goro są jedynie obserwatorami tego, co się dzieje na Ziemi i innych planetach (sic!). wykonują oni polecenia kolegium mędrców skupionych wokół Władcy Świata – to właśnie z nimi kontaktują się dwustronnie przy pomocy świetlistych nici i niewidzialnych promieni. Ich swobody poruszania się nie ograniczają kamienne stropy pieczar. I żeby było jeszcze ciekawiej – wszyscy ludzie na Ziemi są obserwowani i niewidzialnie kierowani przez Brahytmę, który kieruje ich losami tak, by były zgodne z wola Najwyższego… Ciekawe – nieprawdaż?

Mędrcy z Agharty kontaktują się czasami z mędrcami w Chinach przy pomocy żółwi, na pancerzach których ryją oni tajemne znaki. (Aluzja do wyrocznych skorup, o których wspomina święta księga, wyrocznia „Księga Przemian - I-Cing”?) Poza tym pozostawiają na szczytach gór szmaragdowe tablice z zapisem ich mądrości, która jest dostępna tylko dla pundytów. Powiadają, że Budda odnalazł jedną i odczytał dopiero w późnej starości.

Swoją drogą, czy sławetna „Tabula Smaragdina”, którą przypisuje się Hermesowi Trismegistosowi, a która przez kilka stuleci była natchnieniem dla alchemików, Masonów, Różokrzyżowców – nie jest swego rodzaju „reprintem” jednej z szmaragdowych tablic z Agharty?

W podziemiach Agharty przebywali także ludzie z powierzchni, i to nie byle kto, bo sułtan Baber (vel Babur - założyciel państwa Wielkich Mogołów), Paspa (założyciel sekty paspitów) i sam książę Siddartha Guatama Sakkya Muni zwany Buddą… Nie jest wykluczone, że przebywał tam Jezus z Nazaretu zwany Chrystusem

Ale nie wszystkim było dobrze w Szamballi – ludzie uciekali z tej krainy dobrobytu i powszechnej szczęśliwości. Byli to Cyganie, którzy wynieśli stamtąd umiejętność przewidywania przyszłości…

Tyle Ossendowski, w ogromnym skrócie - rzecz jasna. Osobiście jestem zdania, że zapoznano go z północną wersją tego mitu, która funkcjonuje w Mongolii i pn. Chinach.

Dr Szaposznikowa zaś podaje nam południową – indyjską jego wersję. Powstała ona przy pomocy dokumentacji ojca i syna Roerichów oraz przy współudziale indyjskiego uczonego dr. Lokesha Chandry i bońskiego duchownego Rimpoche[5] Tensinga z klasztoru religii Bön w Shanuren. Religia Bön jest jedną z najstarszych religii w Azji, która obecnie została zdominowana przez młodszy buddyzm. Pokaźny wkład do tej pracy wniosły notatki uczonego sir Aurella Steina.


Według nich, Szamballi należy szukać w Himalajach – a właściwie pomiędzy Himalajami a Transhimalajami, u źródeł Brahmaputry. Aby tam dotrzeć, należy pierwej dostać się do świętej góry Kajłas – 6667 m n.p.m. i świętego jeziora Namche, gdzie wystrzela do góry stroma i niedostępna iglica Nam-co-to-rhin – co znaczy Serce Jeziora. Góra Nam-co-to-rhin jest podziurawiona wieloma pieczarami i jaskiniami, w których mieszkają i medytują najwięksi i najświętsi mędrcy Bön i innych religii. Wokół jeziora unoszą się w dzień siarkowe opary, a w nocy po skałach pełgają ponuro niebieskawe płomyki – dlatego też okolica jest poświęcona bogu ognia – groźnemu Me i zwie się Me-lha… Miejsce to jest święte i profanom wstęp tu jest surowo wzbroniony. Natomiast po przebyciu śnieżnej przełęczy Kajłasu lub tajnego podziemnego tunelu, można dojść do tajemniczej krainy Szanszun-bo albo Oł-mo-łun-rin czyli świętej Szamballi.  I to właśnie tutaj, w Szamballi znajduje się – poza pięknymi ogrodami, stawami, budowlami, itd. itp.  – także kilkanaście rżniętych w krysztale kolumn, na których wyryto starożytnym pismem „szanszun” (u Ossendowskiego „vaten”) dzieje świata, historie powstania Kosmosu, Ziemi i samej Szamballi. Poza nimi stoi tam także gigantyczna Wieża. Jest ona najstarszą budowlą na naszej planecie – jej wiek liczy się w milionach lat! Do tej Wieży mogą wchodzić jedynie ci, którzy na drodze medytacji osiągnęli najwyższy możliwy stopień duchowej doskonałości, bowiem Wieża jest zarazem największą i najświętszą biblioteką świata…

Tak kończy się relacja Rimpoche Senge Tenzinga Dżongdona przekazana nam przez dr Szaposznikową.

Punkty wspólne obu relacji:

·        Pierwszym z nich jest usytuowanie dojścia do niezwykłej krainy. W obu relacjach mówi się o unoszących się w powietrzu oparach siarczanych. Świadczy to o powulkanicznym pochodzeniu tej okolicy.

·        W niedostępnych jaskiniach, a zatem pod powierzchnią ziemi przebywają mędrcy – czyli w pojmowaniu ludzi Wschodu asceci potrafiący takie rzeczy, przy których popisy fakirów i wszelkiej maści „cudotwórców” są śmieszne i bez znaczenia. Ci ludzie nie techniką, ale siłą swego ducha podporządkowują sobie materię… Ich mentalne możliwości nie są krępowane okowami czasu, przestrzeni i materii. Czyż nie są oni potencjalnymi – jak i realnymi – władcami świata?

 

Wiek Szamballi:

Obie relacje podkreślają jej wiek – od 60.000 do kilku milionów lat. Ogromne przepaści czasu – oczywiście dla nas, ludzi z XX i XXI wieku. Tak czy owak wygląda na to, że nie byliśmy tutaj pierwsi, bo jakieś ślady bosych i obutych stóp w piaskowcach Mezozoiku i Kenozoiku (wczesnego) przecież znaleziono, a do tego jeszcze rysunki naskalne w Tassili, Altamirze, Pampie Colorada, itd. Wydawałoby się, że są to klocki z tej samej łamigłówki – tyle, że brakuje ogólnego planu tego puzzla. Czy ten klucz znajduje się w Szamballi-Agharcie?

 

Pewne fragmenty relacji Ossendowskiego mówiące o goro i ich działalności, dziwnie mi pasują do zjawisk typu UAP (UFO), MiB, LGM, USO, UAO, UOO, itd. fenomenów. I tak à propos – czy nie wiele prościej byłoby założyć, że UFO pochodzą nie  spoza  Ziemi, ale z jej  wnętrza? Czepiliśmy się jak pijany płotu paradygmatu o kosmicznym pochodzeniu ufozjawiska - i ani rusz dalej… - a może by teraz na odwrót, nie w górę ale w dół panowie ufolodzy – co? Oczywiście może ktoś zapytać – a dlaczego ONI nie powrócili na powierzchnię Ziemi? Być może dlatego, że ICH struktura biologiczna zmieniła się do tego stopnia, że odwrócenie tej przemiany jest jeszcze niemożliwe… - co nie wyklucza iż jest jeszcze nierealne! ICH zainteresowanie wszystkim, co żyje, w tym człowiekiem i jego psychiką jest fragmentem ICH programu  readaptacji  do naszych, „podsłonecznych” warunków. A Dalajlama powiedział Ossendowskiemu w swej przepowiedni, że ONI  wrócą  z powrotem na Ziemię. I kto wie czy nie miał racji. I kto wie, czy nie miał racji Nostradamus pisząc w swych przepowiedniach, że:

 

W roku 1999, w siódmym miesiącu

Zstąpi z nieba wielki król

Opanuje kraj terrorem

Lecz przed nim i po nim będzie rządził Mars

 

Być może miał na myśli Władcę Świata z Agharty… (No cóż, mamy rok 2022 i Władca Świata jakoś nie zstąpił, no chyba  że jego przybycie ma charakter hybrydowy…?) 

I jeszcze na zakończenie o literackich parantelach. R.E. Howard zaludnia Piekło istotami nie z tego świata – bo z Kosmosu. Podobnie jak jego mistrz H.P. Lovecraft, który wiąże planetarne podziemia z Piekłem, a to ostatnie z Kosmosem – a dokładnie z Plutonem (Yuggoth) i Transplutonem (Shaggai). W jednym ze swych opowiadań grozy opisuje trzy podziemne światy - czarny, czerwony i niebieski.

Trzy takie strefy opisała kilkadziesiąt lat później Betty Andreasson , która była uprowadzona przez Kosmitów! W jej relacji występują także trzy strefy: czarnych korytarzy, czerwona strefa z małpopodobnymi istotami i zielononiebieska – gdzie ujrzała wizję Feniksa.

W książkach J. Verne’a  i Obruczewa wnętrze Ziemi zamieszkują przedpotopowe zwierzęta i prymitywni ludzie. Natomiast L. Souček i J. Parnow umieścili tam Kosmitów, dla których Szamballa jest doskonałą bazą do wypraw na Ziemię… I także tutaj mówi się o dziwnych zwierzętach. Ossendowski pisze, że czasami z Agharty wychodzą na powierzchnię dziwne i ogromne węże, wielkie żółwie o 16 nogach i ogromne ptaki. Ich oczy świecą w ciemnościach dziwnym, czerwonym blaskiem… Ciekawe jest to, że coś takiego znane jest w światowej ufologii.

Szamballa-Agharta czeka na swojego odkrywcę dla nas – ludzi z XX i XXI stulecia. Pozwolę sobie skończyć trawestacją verne’owskiego prof. Lidenbrocka: …Czy znajdzie się ktoś tak śmiały, by dotrzeć aż do środka Ziemi…?

 

 Tyle tytułem wstępu. Dalszy ciąg tych rozważań znajdziesz Czytelniku na moim blogu „Ludzie Wszechoceanu” pod adresem: https://wszechocean.blogspot.com/2011/08/czy-zaginiona-cywilizacja-kwita.html i następne. Życzę przyjemnej lektury!



[1] Dzisiaj Sankt Petersburg.

[2] Rozegrana w maju 1939 roku.

[3] Ułan Bator.

[4] Zwane także Tierie-Chol (Tere-Chol) (ros. Тере-Холь; tuw. Тере-Хөл, Tere-Chöl) – jezioro słodkowodne w azjatyckiej części Rosji - N 50°37′32″ - E 097°23′40″, w południowo-wschodniej Tuwie. Jezioro leży w kotlinie tektonicznej na wysokości 1300 m n.p.m. i zajmuje powierzchnię ok. 39 km². Linia brzegowa jest nieregularna; brzegi są miejscami zabagnione. Na jeziorze znajduje się kilka wysp. Na jednej z nich zachowane są ruiny ujgurskiej twierdzy Por-Bażyn (tuw. Пор-Бажың, Por-Bażyng, dosł. "gliniany dom") zbudowanej w VIII w n.e. Kilka lat temu miejsce to odwiedził Władimir Putin.

[5] Nasz odpowiednik to przeor klasztoru.