Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Car Bomba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Car Bomba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 stycznia 2018

Kuzkina mat’

N.S. Chruszczow walący butem na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ


Anatolij Burowcew


Słowniki mówią, że użyte w tytule rosyjskie idiomatyczne wyrażenie, jak i jego rozwinięcie – pokazat’ kuzkinu mat’ – oznacza groźbę (czasami ironicznie lub żartobliwie) pod czyimś adresem. Językoznawcy przytaczają pięć wariantów tego wyrażenia. Jednakże my zamierzamy opowiedzieć nie o wynikach filologów i lingwistów, ale o pewnym całkiem materialnym obiekcie, szeroko znanym (w wąskich kręgach) pod nazwą Kuzkina mat’, przy czym pochodzenie takiej nazwy w danym wydarzeniu rozumie się jednoznacznie.

Kuzkina mat'...

Dnia 12.X.1960 roku, przywódca państwa radzieckiego Nikita Siergiejewicz Chruszczow występujący na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ z gniewną mową zagroził imperialistom, a w szczególności USA, pokazaniem kuzkinej mati. I pokazał. Wprawdzie imperialistom przyszło czekać na to prawie dwa i pół roku. Kuzkina mat’ pokazała się światu jako najstraszniejsza w historii Ludzkości bomba wodorowa (H) o mocy ponad 50 Mt TNT. Teraz, po upływie ponad pół wieku, kiedy wreszcie zdjęto z niej woal tajemnicy nad tymi dalekimi latami, można opowiedzieć o tym, co się wtedy zdarzyło.

...i moment jej zrzutu na poligon Czornaja Guba...

Obiekt-700


Wiadomo, że na początku atomowego wyścigu liderowały Stany Zjednoczone, a w roli doganiającego był ZSRR. Jednakże już w połowie lat 50-tych ubiegłego wieku, rywale zbliżyli się i walka o przewodnictwo toczyła się ze zmiennym szczęściem. Zimna Wojna nabrała tempa. W tych latach Związek Radziecki w morderczym tempie zbudował tzw. Obiekt-700 – istniejący i działający do dziś dnia Centralny Poligon Nuklearny. Rozmieszczono go w oddali od postronnych oczu na wyspie Południowej archipelagu Nowa Ziemia, nieopodal Biełuszej Guby – „stolicy” archipelagu (N 32°32’26,52” – E 052°19’05,89”). We wrześniu 1955 roku tutaj właśnie – w Czornej Gubie (N 70°42’ – E 054°36’) przeprowadzono pierwszą podwodną próbę jądrową. Stopniowo centrum jądrowych eksperymentów przenosiło się z Kazachstanu na Północ. Jądrowe wybuchy przeniosły się z głębi na powierzchnię Ziemi, a także nad jej powierzchnię – w atmosferę i pod wodę. Wszystkiego przeprowadzono prawie 150 wybuchów jądrowych i termojądrowych różnych rodzajów i mocy.

Nowa Ziemia...
...i jej poligony atomowe

Przyjmowane na uzbrojenie ładunki posiadały rozmiary i kształty dostosowane do możliwości samolotów bombowych: 2,5 Mt bomby H nie odróżniały się niczym od zwyczajnych półtonowych bomb lotniczych i bez problemu mieściły się w komorach bombowych radzieckich maszyn Tu-16. Samoloty tego typu z eskadry stacjonującej pod Połtawą Samodzielnego Korpusu Lotnictwa Bombowego Dalekiego Zasięgu wykorzystywano także do testów na Nowej Ziemi. Kiedy przyszło dokonać napowietrznego wybuchu o mocy 2,5 Mt, samolot-nosiciel wystartował z bazy lotniczej w Olenia na Półwyspie Kola.


Gigantyczny grzyb


Dowódcy korpusu gen. W.W. Reszetnikowowi udało się dopiąć tego, żeby przy próbach wektora tej broni uczestniczył cały pułk takich bombowców. Uważał on bowiem, że bojowi lotnicy powinni w praktyce zobaczyć jak wygląda wybuch jądrowy. I tak 27 samolotów, które wyleciały spod Nowgorodu, potkało się w zadanym miejscu z samolotem-nosicielem bomby i towarzyszyły mu w odpowiedniej odległości, na wysokościach od 9000 do 12.000 m. Maszyną prowadzącą tej grupy dowodził sam gen. Reszetnikow. Później opowiadał on o swych wrażeniach z tego lotu. Kiedy bomba wybuchła, to spod chmur wypełzła ogromna biała kula, która ciągnęła za sobą biały słup. Grzyb poeksplozyjny osiągnął wysokość 30.000 m! Samoloty asysty zatoczyły wokół niego krąg w bezpiecznej odległości. Niektórzy co gorliwsi piloci chcieli podlizać się generałowi chcieli przelecieć pod kapeluszem grzyba, ale im na to nie pozwolono. Grzyb, wedle opowiadania generała, był nadzwyczaj piękny: był on różowo-błękitny, pastelowy i przypominał ogromny mieczyk. Wszystko na niebie świeciło i luminizowało. Ale lubować się tą feerią nie można było długo – do samolotów dotarła fala uderzeniowa, która zaczęła nimi trząść we wszystkich płaszczyznach. Na szczęście pilotom udało się opanować rozbrykane maszyny i wszystkie samoloty – w tym nosiciel bomby – powróciły szczęśliwie do swych baz. Samo0lot-nosiciel, który był z nich najbliżej epicentrum wybuchu nie odniósł żadnych uszkodzeń mechanicznych, ale spłonęła cała farba na jego kadłubie. Na wszelki wypadek spisaną go ze stanu pułku i przekazano do Muzeum Politechniki Kijowskiej Sił Powietrznych ZSRR.


„Brzemienna maszyna”


To, że to było 2,5 Mt, daleko nie przekraczało możliwości Związku Radzieckiego, i tego nie ukrywano. Wręcz odwrotnie, przeciek informacji na ten temat został zainscenizowany. W „New York Times” jeszcze w dniu 8.X.1961 roku poinformował Amerykanów o czekającym ich superwybuchu i podano nawet orientacyjne daty. Natomiast obywatele radzieccy dowiedzieli się o tym post factum. Eksperyment ten był niejako afiliowany do XXII Zjazdu KPZR. W swoim referacie N.S. Chruszczow obruszył się na imperialistów i powiedział: Dzisiaj mamy najsilniejszą w świecie, 100-megatonową bombę, ale jej nie detonujemy, bo w Moskwie mogą wylecieć szyby. Jak na razie zdetonujemy 50-megatonową. Sala zareagowała na to długimi burzliwymi oklaskami. Kiedy przyszedł czas pokazania światu Kuzkinej mati (do swego historycznego doświadczenia to dziecię akademika A.D. Sacharowa pozostawało bezimiennym), do bazy lotniczej w Oleniu bombę dostarczono specjalnym transportem kolejowym. Nie bacząc na to, że świat wiedział już o mającym nastąpić wybuchu, transport odbywał się przy zachowaniu szczególnych środków bezpieczeństwa. Z Arzamasu-16 wysłano w czterech kierunkach cztery identyczne pociągi. Który z nich transportował bombę, to wiedział jedynie bardzo wąski krąg wtajemniczonych.

Czornaja Guba - miejsce zrzutu i eksplozji Superbomby

Podnieść w niebo Kuzkiną mat’ Tu-16 nie był w stanie. Nieporęczna bomba[1], której długość wynosiła 8 m i była w stanie ledwie zmieścić się w luku bombowym jedynie ciężkiego bombowca Tu-95B Miedwied’Bear w kodzie NATO. Trzeba było przebudować mu kadłub, a i tak część bomby wystawała poza niego. Lotnicy od razu ochrzcili ten samolot „brzemienną maszyną”. Kadłub pomalowano na biało i dokładnie wypolerowano (trzeba było zmniejszyć działanie błysku świetlnego eksplozji). I taki też wzbił się w powietrze w dniu 30.X.1961 roku, o godzinie 09:15 MSK.


Superwybuch


Samolot z załogą 9 ludzi był dowodzony przez mjr pil. Durnowcewa. O godzinie 11:30 po rozkodowaniu i zdjęciu zabezpieczeń (operacja wykonywana przez załogę i naziemny punkt kontroli) bombę zrzucono z wysokości 4000 m, na spadochronie, powierzchnia którego wynosiła 1 km²! W tej chwili pilot dał maksymalne obroty wszystkich 4 silników i oddalał samolot od punktu zerowego eksplozji. Kiedy do niej doszło, samolot był już oddalony o 100 km. Ale od fali uderzeniowej takiej eksplozji nie uciekniesz. Po minucie ona uderzyła w samolot. Pierwszym zobaczył ją (naprawdę zobaczył!) znajdujący się na ogonie strzelec-radiooperator i zameldował dowódcy przez interkom: Nadchodzi fala. Dowódca nie uwierzył od razu, no bo jak można zobaczyć falę uderzeniową w powietrzu? Ale po chwili wszystkie wątpliwości się skończyły. Fala dogoniła samolot i pochwyciła wielotonową maszynę jak pyłek i przeniosła ją na swym grzbiecie potrząsnąwszy solidnie i poleciała do przodu. Na czole fali powietrze było tak zgęszczone, że można je było widzieć. Fala uderzeniowa trzykrotnie obleciała kulę ziemską[2] zanim się uspokoiła. Grzyb atomowy wyrósł na wysokość 67 km, zaś błysk wybuchu widziano w promieniu 800 km. Wszystkie parametry wybuchu były obserwowane, analizowane i notowane przez naziemne służby poligonu. Obliczenia wykazały, że moc eksplozji wynosiła 57 Mt – o wiele przekraczającą moc wszystkich wybuchów w czasie II Wojny Światowej, w tym bomby A, które zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki.[3]


Silne wrażenie


W tym ekstremalnym locie Miedwiedia, w pewnym bezpiecznym oddaleniu znajdował się Tu-16, z którego prowadzono filmowanie całego wydarzenia. Potem film pokazano Chruszczowowi i członkom Biura Politycznego KC KPZR. Nikita Siergiejewicz zaprosił na pokaz przebywającego w ZSRR szachinszacha Iranu i jego małżonkę. Film wywołał na wszystkich silne wrażenie – nerwy szachinszachowej nie wytrzymały widowiska i zakrywając twarz rękami wybiegła z Sali. Niemniejsze wrażenie wywołał ten film w USA. Po bez mała dwóch latach negocjacji, w dniu 5.VIII.1963 roku, podpisano porozumienie o zaniechaniu prób nuklearnych w trzech środowiskach. Rolę w tym bardzo pożytecznym dla Ludzkości porozumieniu odegrała właśnie Kuzkina mat’.

Andriej D. Sacharow - twórca Car Bomby

Po podpisaniu układu na twórców Car Bomby spadł grad odznaczeń, nagród i wszelkiego rodzaju premii. A.D. Sacharow dostał swoją trzecią Gwiazdę Bohatera Pracy Socjalistycznej, ale z biegiem czasu on diametralnie zmienił poglądy i odszedł od prac nad rozwojem broni jądrowej stając się bojownikiem o jej zupełną likwidację.[4]   


Źródło – „Archiw XX wieka” nr 3/2017, ss. 26-27
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz      




[1] Jej masa wynosiła 27 ton. Nosiła ona oznaczenia AN-602 albo RDS-220 zwano ją popularnie Car Bomba.
[2] Podobnie jak po eksplozji Tunguskiego Ciała Kosmicznego w dniu 30.VI.1908 roku.
[3] Inne szacunki mówią o 50 Mt i 68 Mt TNT.
[4] Za co m.in. stał się laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 1975 roku.

czwartek, 4 lipca 2013

Grzyb wodorowy

Wybuch Car-bomby


Kmdr Wadim Kuliczenko


W roku 1975 A. D. Sacharow został laureatem Nagrody Nobla. W grudniu 1979 roku, po wprowadzeniu radzieckich wojsk do Afganistanu niejednokrotnie występował on z krytyką agresji ZSRR na ten kraj. 22 stycznia następnego roku zesłano go do Gorki…

Około 60 lat temu w Semipałatyńsku Związek Radziecki wypróbował pierwszą bombę wodorową typu RDS-6s. Litera „s” oznaczała „słojka” – zakodowaną nazwę jednej z kluczowych idei przekazanych przez jeszcze wtedy nikomu nieznanego fizyka Andrieja Sacharowa. Już w osiem lat po Semipałatyńsku, w 1961 roku, na wyspach Nowej Ziemi na Północnym Oceanie Lodowym, dokonano testu bomby wodorowej o mocy 50 Mt TNT – najsilniejszego jak dotychczas urządzenia tego rodzaju, jakiego użyto na Ziemi.[1]

Modele pierwszych radzieckich bomb jądrowych i termojądrowych - od lewej: RDS-1, podwieszona pod sufitem - RDS-4 i RDS-6s 


Historia powstania wojskowej termojądrówki


Pierwszą myśl o stworzeniu bomby termojądrowej rzucił w 1941 roku Enrico Fermi w rozmowie z Edwardem Tellerem. Dla genialnego Włocha, w swoim czasie któremu Mussolini finansował program badań atomowych i wyjazd do Ameryki, wojskowa termojądrówka była „po prostu dobrą fizyką”. Zaś niezbyt mocny uczony Teller miał talent organizatora i lobbysty, będącego na dodatek fanatycznym antykomunistą. Ci dwaj stanowili dobraną parę.

W ZSRR początek pierwszych prac nad bombą termojądrową datują się na 1945 rok, kiedy to I. W. Kurczatow otrzymał informację o badaniach nad syntezą termojądrową prowadzonych w USA. Nie bacząc na to, że w ZSRR nie było jeszcze nawet bomby atomowej, postanowił równolegle pracować także nad bombą H.

Wielu znanych uczonych radzieckich: P. L. Kapica, L. D. Landau i inni, przewidując perspektywy takiej pracy uchylali się przed nią pod różnymi pretekstami. Naukową częścią tego projektu pokierował I. E. Tamm, który włączył młodego fizyka Sacharowa do listy pracowników. To właśnie Sacharowowi przypadła zasadnicza idea zbudowania tak potężnej bomby. Zrozumiał on całą grozę swego dzieła, ale swoją robotę wykonał, podobnie jak jego mistrz Tamm tłumacząc, że był to „raj dla fizyka-teoretyka”.

Tak, to była fantastyczna fizyka i… Nasi uczeni używali schematów rozpracowanych przez Amerykanów – a wszystko to działo się w czasie pierwszej potyczki Zimnej Wojny. Wymagało to kolosalnej ilości obliczeń, i kiedy w Stanach wykorzystywano najszybsze z istniejących EMC, to w Związku Radzieckim postąpiono prościej: zmobilizowano wszystkie instytuty matematyczne i oddziały Akademii Nauk. Każdy z nich wykonywał swoją część obliczeń w ślepo.[2] Poza tym zwiększono nabór na wydziały matematyczno-fizyczne uniwersytetów. W rezultacie tego, ZSRR w roku 1950 stał się światową potęgą w zakresie ilości matematyków. Pierwszy wariant radzieckiej bomby H został sporządzony i… wyrzucony do kosza. Nasi uczeni znaleźli błąd Amerykanów wcześniej od nich samych!

Schemat budowy bomby RDS-6s zbudowanej na zasadzie "słojka" A. Sacharowa: 1 - korpus bomby wypełniony styropianem, 2 - otulina z uranu-238, 3 - ładunek roboczy złożony z 7 warstw wodorku litu i uranu, 4 - otulina z uranu-238, 5 - drugi ładunek roboczy z deuterku litu i trytu, 6 - ładunek zwykłego materiału wybuchowego, 7 - moderator neutronów, 8 - "zwierciadło" neutronów, 9 - ładunek plutonu-240 (Internet)


„Słojka”


Już w 1949 roku, radzieccy fizycy przestawili się na oryginalny model Sacharowa-Ginzburga. Ideę „słojki”[3] która zakładała ładunek jądrowy otoczony warstwami lekkich i ciężkich metali, podał Andriej Dimitriewicz Sacharow, a Witalijemu Łazariewiczowi Ginzburgowi przyszła do głowy myśl zastosowania litu w połączeniu z drogim i trudnym do uzyskania trytem.[4]

I chociaż Amerykanie jako pierwsi na świecie wypróbowali „urządzenie termojądrowe” o mocy 10,4 Mt TNT (było ono wielkim i nieprzenośnym), to od dnia 1.XI.1952 roku nie potrafili wyprzedzić Rosjan w konstrukcji broni termojądrowej. I w ponad pół roku później, dnia 12.VIII.1953 roku, Związek Radziecki zdetonował pierwszą bombę H. Jak to się mówi – proces ruszył…

Przy tej okazji nie mógłbym nie odejść od głównego toku opowiadania i nie opowiedzieć o tym, że Sacharow z żalem wspominał niektóre epizody tamtych lat. Na przykład, kiedy zwrócił się do kontradmirała P. F. Fomina z racjonalizatorskim wnioskiem: wystrzelenia na wodach USA torpedę z 100 Mt ładunkiem termojądrowym w celu zmiecenia z powierzchni Ziemi wszystkich portów Wschodniego Wybrzeża USA falami tsunami.
- Ech wy uczeni, całkiem oszaleliście! – wykrzyknął Fomin. – My marynarze zwykliśmy bić się z wrogiem w otwartej walce, a nie likwidować światowe zaludnienie!


Kuzkina mat’


50-megatonową bombę H budowano w straszliwym napięciu. Przecież Nikita Chruszczow wcześniej upublicznił całemu światu datę i moc termojądrowego wybuchu – bezprecedensowe wydarzenie! Błąd był wykluczony! Sacharow aktywnie uczestniczył w przygotowaniach nazywając przyszła bombę „gwoździem programu” próbował wytłumaczyć Chruszczowowi, by nie naruszał jako pierwszy moratorium na testy broni nuklearnej. Bezskutecznie! Nasz przywódca widział we snach jak pokazuje Jankesom Superbombę[5] – tąże samą obiecaną im kuzkiną mat’.

Rankiem, 30.X.1961 roku, kiedy delegaci na XXII Zjazd KPZR jednogłośnie przegłosowali wyniesienie ciała Stalina z Mauzoleum na Placu Czerwonym, strategiczny bombowiec Tu-95 pomalowany specjalną białą farbą dolatywał właśnie do jednej z wysp archipelagu Nowej Ziemi. Ośmiometrowej długości, żelazny obiekt nie pomieścił się w komorze bombowej i wisiał pomiędzy jej rozchylonymi drzwiami, jak potworne dziecko wyrywające się z trzewi matki…

Błysk światła eksplozji widziano na Syberii, na Alasce i Europie Północnej. W odległości setek kilometrów od epicentrum, na kontynencie w domach na wybrzeżach wyleciały szyby. W całej Arktyce na godzinę przerwana została łączność radiowa. Kłębiący się, gigantyczny grzyb poeksplozyjny dosięgnął wysokości 67.000 m, zaś radioaktywny obłok po trzech godzinach po eksplozji zajmował powierzchnię 100 x 200 km. Skały znajdujące się na wyspach w pobliżu epicentrum eksplozji zostały wyrównane na gładką płaszczyznę, jakby wyprasowano je ogromnym żelazkiem.

Poligony atomowe i atomowy śmietnik na Nowej Ziemi: 1 - strefa, w której w latach 60. dokonywano prób z bombami H, w tym słynną Car Bombą o mocy 58 Mt w dniu 30.X.1961 r., 2 - ostatnie naziemne testy nuklearne, 3 - miejsce przeznaczone dla programów długoterminowych testów jądrowych, 4 - strefa prób i składowania materiałów radioaktywnych, 5 - 550 kontenerów zawierających paliwo z reaktorów z 4 okrętów podwodnych (8 reaktorów z czego 3 załadowane), 6 - 1450 kontenerów z płynnymi odpadami radioaktywnymi, 7 - 1850 kontenerów, okręt podwodny K-27 z jego reaktorami jądrowymi, 8 - 250 kontenerów, 9 - 400 kontenerów, 10 - 4750 kontenerów, ładunek z MS Nikołaja Baumanna oraz centralny przedział lodołamacza NS Lenin z jego 3 reaktorami jądrowymi, 11 - 870 kontenerów, 12 - odpady radioaktywne wypromieniowujące  3,4 kCi (125,8 TBq)!!! 13 - 650 kontenerów, 14 - 1 reaktor jądrowy, ale bez paliwa, tym niemniej wypromieniowujący 1,85 kCi (Wg. Gerard Chaliand i Michel Jan - "Atlas de nucleaire civil et militaire", 1993)   


Skutki


Potworny wybuch na Nowej Ziemi, wbrew nadziejom Andrieja Dimitriewicza, nie spowodował szybkiego zamknięcia porozumienia o zakończeniu prób z bronią jądrową. Obie strony jakby oszalały: w ciągu tego samego roku dokonały one ponad 200 testów nuklearnych zatruwających atmosferę Ziemi!

W dniu 5.VIII.1963 roku, opamiętawszy się wreszcie, ZSRR, USA i Zjednoczone Królestwo podpisały wielostronicowe porozumienie o przerwaniu dokonywania testów jądrowych w atmosferze, przestrzeni kosmicznej i pod wodą. Później do tego porozumienia dołączyło wiele innych krajów.

Po kilkunastu latach uczestnicy termojądrowych projektów w USA i ZSRR zaczęli mówić o tym, że żałują tego, co zrobili. Inni pozostali przy swoich poglądach. Wielu z nich już zeszło z tego świata.

A termojądrowa fuzja jeszcze wisi na ścianie naszego domu, stanowiąc groźne przypomnienie i znanym prawie scenicznym, które głosi, że jak pokazujemy broń w pierwszym akcie sztuki, to w jej trakcie musi ona wypalić…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 10/2013, ss.8-9
Przekład z j. rosyjskiego, czeskiego i francuskiego –
Robert K. Leśniakiewicz © 



[1] W innych źródłach podaje się 58, 60 czy nawet 62 Mt. 
[2] Tzn. nie znając wyników obliczeń innych jednostek organizacyjnych zaangażowanych w projekt.
[3] Słowo „słoj” w języku rosyjskim oznacza warstwę.
[4] Chodzi o zastosowanie wodorku litu w postaci wodorku litu - HLi, w którym atomy lekkiego wodoru - 1H zostały zastąpione jego ciężkim izotopem ³H – czyli trytem - T.
[5] Nazywaną także Car-bombą przez analogię do armaty - Car-puszki i dzwonu - Car-kołokoła…  

czwartek, 24 stycznia 2013

Bomba dla towarzysza przewodniczącego


Przywódca ZSRR Nikita Chruszczow - Szalony Niki, jak nazywali go zachodni dyplomaci...


Iwan Barykin

Pierwszy w świecie reaktor jądrowy zbudowano w 1942 roku na Uniwersytecie Chicago w USA. Reaktor nie miał systemu chłodzenia i pracował na minimalnej mocy.
- My wam pokażemy kuźkinu mat’! - To zdanie rzucone przez N. S. Chruszczowa z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ pół wieku temu wprawiło w osłupienie cały świat.
- „Co radziecki przywódca miał na myśli?”, „Kim jest matka Kuźmy?”  - krzyczały nagłówki wszystkich gazet świata.


Wyrób 602


Ten typowo rosyjski idiomat był niezrozumiały dla przeciętnego mieszkańca świata. Te pogróżki, wzmocnione dodatkowo postukiwaniem butem Chruszczowa po mównicy, nabrały złowieszczego charakteru. On oczywiście nie miał na myśli małego, wrednego żuczka, nalanka czarnego (Anisoplia austriaca), który jest szkodnikiem zbóż, i nie jego matkę – a coś bardziej realnego. To Nikita Siergiejewicz wyjaśnił w dniach Kryzysu Karaibskiego, kiedy to świat stał na krawędzi wojny termojądrowej:
- My was imperialistów, pochowamy!

Jak zamierzał tego dokonać, okazało się w czasie jego oświadczenia na XXII Zjeździe KPZR. W tym samym dniu, na Nowej Ziemi zdetonowano ładunek termojądrowy, który 10.000 razy przewyższał swą mocą bombę atomową zrzuconą na Hiroszimę. Wyrób 602 – taki nadano kryptonim tej bombie termojądrowej – mógł w mgnieniu oka zetrzeć z powierzchni ziemi Nowy Jork i inne przylegające doń miasta. Z lekkiej ręki Nikity Chruszczowa, bombie nadano nazwę Kuźkina mat’, choć jej konstruktorzy nazwali ją Iwan.

Pewnego razu miałem okazję spotkać się ze specjalistą od ładunków nuklearnych, weteranem przedsięwzięć podwyższonego ryzyka, płk N. G. Kosteckim.
- Prace nad złożeniem Wyrobu 602 – opowiadał on – zaczęły się w 1954 roku w nuklearnym centrum badawczym Czelabińsk-70, choć Snieżyńsk – gdzie znajdowało się nuklearne centrum – nie miał niczego wspólnego z Czelabińskiem. Snieżyńska nie znajdziecie na żadnej mapie świata. Jest on odcięty od świata gęstym lasem, głęboka tajemnicą, zasiekami z drutu kolczastego, wieżami obserwacyjnymi i punktami kontrolnymi na wjeździe. Mieszkają w nim uczeni-jądrowcy wraz z rodzinami, którzy podpisali lojalkę o nieujawnianiu tajemnicy.

Poligon atomowy na Nowej Ziemi


W tajnej kuźni nuklearnej tarczy


Nikołaj Georgiewicz okazał się być bardzo interesującym rozmówcą. Pół życia spędził on na nuklearnych poligonach.
- Latem 1961 roku, Wyrób 602 był gotowy – opowiadał dalej. – Wyglądało to jak zwykła bomba, takich tutaj było na kopy, chociaż ta w czymś przypominała rekina z podłużnym, błyszczącym korpusem, ogonem i swymi rozmiarami – 12 metrów długości. (W takim razie i przy takich wymiarach pasowałaby do niej nazwa Megalodon – uwaga tłum.) Jej moc – 100 Mt TNT – (sto milionów ton trotylu – przyp. tłum.). Uczeni obawiali się, że po takiej eksplozji nasza planeta „wyskoczy z szyn”, to znaczy z orbity. Ale Chruszczow nie ustępował: Jak trzeba będzie, to zrobicie nawet bombę na tysiąc megaton. Tylko tak pogrzebiemy imperialistów. Nikita Siergiejewicz nie myślał, że z nas też nic nie zostanie. Ale „setka” go piliła, bo chciał zameldować o niej na zjeździe partii. Powstało pytanie o miejscu detonacji Kuźkinyej mati. Nie było nad tym specjalnej dyskusji – oczywiście na Nowej Ziemi! Powierzchnia 82.600 km2, cały archipelag – to jeden wielki poligon. Ale w strefie rażenia o promieniu 1000 km znajduje się Workuta, Dudinka i co najważniejsze – Norylsk z jego kombinatem miedzio-niklowym (i diamentowym – przyp. tłum.) A port Dickson znajduje się w odległości 500 km. Tak więc zdecydowano zrobić połowę tego ładunku – zamieniono 2 tony uranu-238 na dwie tony ołowiu. Moc bomby spadła, lecz nie do 50, ale do 57 Mt. No i wreszcie nadszedł Dzień X. Wczesnym rankiem na naszych oczach mamaszę wywiózł na platformie wojskowy ciągnik i z wielką ostrożnością wywiózł na lotnisko. Tam już na nią czekał strategiczny bombowiec Tu-95M. Luki bombowe trzeba było pozostawić otwarte – bomba ledwie się mieściła. Z ziemi wyglądało to tak, jakby gigantyczny jastrząb niósł w szponach ogromne jajko…


Car Bomba i porównanie jej mocy z mocą bomby atomowej Little Boy i  bomby wodorowej Castle Bravo zdetonowanej na archipelagu Marshalla


Wierzchem na bombie


Jak potem opowiedział Kosteckiemu dowódca bombowca, ppłk Andriej Durnowcew – było śmiesznie lecieć można powiedzieć – wierzchem na bombie. A nuż wybuchnie? – toż to nawet molekuły po nas nie zostaną… Czas lotu znów nie taki długi, a ciągnie się strasznie. No i wreszcie rejon celu – półwysep Suchoj Nos.   
       
Zrzut! Bomba poleciała z wysokości 10.500 m i zanurzyła się w gęstej pierzynie obłoków. System dużych spadochronów zmniejszył prędkość jej opadania.
- Trzeba było szybko odlecieć, bo inaczej walnie w nas fala uderzeniowa i spalimy się w diabły. Boże – przenieś nas i ratuj! Za 188 sekund będzie wybuch na wysokości 4000 metrów, a my oddaliliśmy się tylko na 115 km. Mało – pomyślał Durnowcew. – Naraz samolotem szarpnęło jak nie wiem co, ledwie wyrównaliśmy. Dobiegł do nas straszliwy huk, cud ze nie rozerwało nam bębenków w uszach. Twarze oblał nam żar. Daleko na dole zauważyliśmy rozszerzającą się kulę ognia w kolorze jasnopomarańczowym, u której pojawiła się grubiejąca nóżka. Co działo się w rejonie zrzutu, to można sobie było tylko wyobrazić. Jak później opowiadali chłopaki z samolotu-laboratorium – a mieli oni za zadanie sfilmować tą jądrową Apokalipsę – ziemia w promieniu dziesiątków kilometrów stopiła się i wyglądała jak ślizgawka. Zginęła połowa pogłowia reniferów, których ilość przed wybuchem wynosiła około miliona. Stada ptaków w czasie wybuchu spłonęły w powietrzu. Znajdujące się w odległości 100 km od epicentrum czajki oślepły. Padły tysiące białych niedźwiedzi. Przez całe lata wozili potem na kontynent poparzonych promieniowaniem Nieńców. Wszyscy oni sądzili, że spod ziemi wyszedł wtedy duch Omol.

Teraz, ponad pół wieku później, my zadajemy pytanie: po co to wszystko było? Zadowolić rozdęte ambicje Nikity Chruszczowa? Prawdę powiedziawszy, ten ostatni był bardzo zadowolony z wyniku eksperymentu. Co więcej – oświadczył, że na tym nie poprzestanie. I wydał polecenie dokonania prac nad projektem bomby o mocy 1000 Mt, 109, miliarda ton czyli kolejny rząd wielkości – 1 Gt – gigatony TNT! Dzięki Bogu, po trzech latach przyszedł na jego miejsce L. I. Breżniew i odwołał ten rozkaz. Ale Amerykanów my przestraszyliśmy. Tam doskonale rozumieli, że Rosjanie nigdy nie użyją takich bomb, bo w przeciwnym przypadku na Ziemi nie zostanie nikt: zginie cała Ludzkość.
- Czym się zakończył ten lot dla dowódcy tego Tu-95 i jego załogi? – zapytałem Kosteckiego.
- Hmmm… czym? Wytartował w ten dzień majorem, a wrócił jako podpułkownik. Jego i zastępcę przedstawiono do orderu Bohatera Związku Radzieckiego. Tylko, że nie długo pożyli, jak i pozostali członkowie załogi. Wszyscy dostali potężne dawki promieniowania. Dostało się także załodze samolotu-laboratorium. U wielu rozwinęła się ostra choroba popromienna. Pozostały, jak pamięć po nich, zrobione zdjęcia z Apokalipsy…



Wybuch Car Bomby i fazy tworzenia się grzyba poeksplozyjnego, który dosięgnął pułapu 50 km, dzięki czemu radioaktywny fall-out rozprzestrzenił się na całą północną hemisferę Ziemi... 


Pokojowe urządzenia Kosteckiego


Nikołaj Gieorgiewicz był człowiekiem skromnym. Nie był gdzieś na stronie w czasie eksperymentów i nie został pułkownikiem za piękne oczy. Ale nie chciał o tym mówić, zmienił temat na pokojowe próby nuklearne. Dowiedziałem się zatem, że laureatem Państwowej Nagrody został on za sporządzenie nowych konstrukcji urządzeń nuklearnych do celów pokojowych. Większość z nich zamierzano wykorzystać przy budowie magistralnego kanału, którym wody syberyjskich rzek byłyby skierowane do wysychającego Morza Kaspijskiego. Jednakże ten projekt nie był wykorzystany. Pieniądze przeznaczone na ten projekt skierowano na budowę BAM-u. Ale i tak jego urządzenia posłużyły krajowi. Podziemnym wybuchem jądrowym otworzył on ogromne złoże rudy w Apatytach. Rudę zaczęto wydobywać po dwóch latach po dekontaminacji terenu. Na Uralu po odpaleniu ładunku jądrowego we wnętrzu góry powstała wielka jama (kamuflet), z której odpompowano miliony metrów sześciennych gazu. W Uzbekistanie wybuchem atomowym zamknęli gazową fontannę, która paliła się przez dwa lata. Ładunki Kosteckiego przywracają życie starym polom naftowym, w których było jeszcze dużo czarnego złota…


Jak „ułożyli… 16 marynarzy”


I wszystkich tych rzeczy dowiedziałem się w czasie jednego ze spotkań z Nikołajem Gieorgiewiczem. Zapytałem się go, czym się zajmował przez długie lata, zanim  zajął się pokojowymi wybuchami atomowymi.
- W końcu lat 50. na poligonie w Kapustin Jarze przeprowadzaliśmy próby morskiej rakiety z głowicą jądrową. Potem w nie uzbrojono nasze SSBN. W celu skontrolowania prób rakiety w warunkach morskich, imitujących morskie kołysanie, na jednym z obszarów poligonu był zamontowany unikalny system urządzeń wahliwych. Według zadanego programu, urządzenia te imitowały kołysanie, jakiemu są poddane okręty podwodne na morzu. Doświadczenia prowadzone w głębinach Oceanu Światowego wykazały, że ustawione na SSBN rakietowe systemy są w stanie przeprowadzić uderzenie jądrowe z każdego miejsca Wszechoceanu. Czasami zdarzały się w czasie badań nienormalne sytuacje. W latach 70. na poligonie na Nowej Ziemi zostały zdetonowane megatonowe rakiety na potrzeby Marynarki Wojennej – wspomina Nikołaj Gieorgiewicz. – Dwa ładunki poleciały i eksplodowały, jak trzeba, ale start trzeciego nie przebiegł tak jakbyśmy chcieli i to z wielu przyczyn. Trzeba było szybko wyjechać i zbadać przyczyny i zapobiec możliwości samoczynnego wybuchu. Przypominaliśmy w tym momencie samobójców. Po pierwsze dlatego, ze złowieszczy ładunek mógł eksplodować w każdej chwili, po drugie – w sztolni – w której po dwóch pierwszych ładunkach nagromadziła się ogromna ilość promieniotwórczych substancji. Włożyliśmy specjalne antyradiacyjne kombinezony i weszliśmy do boksu. Przed nami ujrzeliśmy fantastyczny obraz: głowicowa część rakiety wisiała na łańcuchach, a pod nią był skruszony przez falę uderzeniową granit. Wystarczyło odłączyć w głowicy źródła zasilania, ale nie mieliśmy gwarancji, że łańcuchy nie wytrzymają i rakieta nie spadnie na spąg. Przewidując to położyliśmy na spąg 16 materaców. Położyliśmy je i zabraliśmy się za główne zadanie. I właśnie wtedy doszło do niemal komicznego zdarzenia. Dostaliśmy rozkaz natychmiastowego przerwania robót. Młoda szyfrantka pisząc teleks do Moskwy o położeniu pod głowicę 16 materaców popełniła czeski błąd w ostatnim słowie i wyszło jej „16 matrosów”! Admirał przeczytał to, złapał się za serce i wychrypiał: - NATYCHMIAST PRZERWAĆ ROBOTY!

Wyszli ze sztolni jednak cali w skowronkach. Dostali niezłe dawki radioaktywności, ale głowicę unieszkodliwili.

Zdarzało się niemało drugich nieszczęśliwych sytuacji wymagających od nich poświęcenia i heroizmu. O takich właśnie ludziach pracujących przy ładunkach i doświadczeniach atomowych, główny konstruktor z nuklearnego centrum badawczego E. I. Zababachin powiedział: Dlatego właśnie nie było Trzeciej Wojny Światowej, bo byliście wy – projektanci jądrowej tarczy.


Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 37/2012, ss. 4-5
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©