Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EBE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EBE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2026

CE4(?) w Szwecji: Lśniąca postać w wiązce światła

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Gamla Tyresö, wschodnia Szwecja,

Data: 24.XI.1994 r.

Godzina: 15:30 CET

Opis incydentu:

Czworo dzieci w wieku 7–10 lat przebywało na boisku szkolnym w Gamla Tyresö pod Sztokholmem tego jesiennego popołudnia o 15:30. Bawiły się, gdy nagle zobaczyły światło w zagajniku niedaleko. Światło to zdawało się pochodzić z dużego, jasnego obiektu, który unosił się nad łąką nieco za lasem. Był wielkości domu i wydawał cichy, brzęczący dźwięk. Wokół obiektu znajdowała się listwa świetlna, ale świeciła tylko jedna lampa na raz.

Ale to, co najbardziej zaniepokoiło dzieci, to to, co zobaczyły pod pojazdem. Szeroka wiązka światła była skierowana w dół, w stronę ziemi, a w tej wiązce znajdowała się błyszcząca postać. Istota (a może to był mężczyzna?) była unoszona w górę, a jednocześnie wiązka światła była ciągnięta w górę, w kierunku spodu obiektu. Kiedy lśniąca postać i promień zniknęły w środku, pojazd zaczął unosić się w górę, a następnie wydobył się z niego kłąb dymu. Następnie pojazd wzbił się w powietrze z ogromną prędkością. Pozostał jedynie cień lub kształt obiektu w dymie/mgle i zdumione dzieci. Uciekły i opowiedziały dorosłym, co zobaczyły.

Źródło: „Rapportnytt” #6 1994

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 30 sierpnia 2025

CE3 z latającym EBE w Hiszpanii

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Ladrillar, Cáceres, Hiszpania

Data: 27.II.1907

Godzina: noc

Opis incydentu:

Złowrogo wyglądająca istota „ubrana w obcisłe, ciemne ubranie, o małym ciele i nieproporcjonalnie dużej głowie” wkroczyła do Ladrillar. Nie chodziła, unosiła się tuż nad ziemią, a towarzyszyły jej dwie latające kule, które świeciły intensywnym, jasnym światłem. Każdy, kto widział lub słyszał stworzenie, jak przemieszczało się po zakurzonych wiejskich drogach, wpatrywał się w nie, najpierw zdumiony, a potem przerażony, uciekając z drogi lub chowając się w domach, by odpędzić tajemnicze zagrożenie. 9-letnia Serafina Bejarano Rubio relacjonowała, że ​​istota pojawiała się przez trzy kolejne dni. Nadlatywała; niezbyt wysoko, a za nią podążały dwa potężne, okrągłe światła. Prawie nigdy nie wydawała dźwięku, ale czasami krzyczała. Kiedy krzyczała, była głośna i przerażająca, przypominając coś w rodzaju „uuuua, uuuua”. Był ubrany całkowicie na czarno i w pewnym momencie unosiła się nad drzewami w pobliżu cmentarza. Pewnego dnia grupa przestraszonych sąsiadów obserwowała z drzwi kościoła, jak jedna z kul świetlnych przeleciała nad grupą dzieci. Pięcioletnia dziewczynka wśród nich w niewytłumaczalny sposób straciła wówczas przytomność i upadła na ziemię. Według dokumentów, dziecko, Maria Encarnacion Martin, zachorowało i zmarło kilka dni później, pomimo prób ratowania. Przyczyna śmierci została uznana za nieznaną.

Dodatek HC

Źródło: Iker Jimenez & Chris Aubeck, „Powrót do Magonii”

Typ: E czy C?

 

I jeszcze na ten temat:

Lokalizacja: Ladrillar, Cáceres, Hiszpania

Data: 28.II.1907 r.

Godzina: nieznana

Dzień po śmierci młodej Marii Martin, ubrany na czarno „goblin” został ponownie zauważony w okolicy. Opisuje się go jako osobę o wzroście 1 metra. Miejscowy ksiądz, Isaac Gutierrez, podobno widział istotę i zgłosił to biskupowi Corii, przekazując list, który zawierał podpisy większości świadków.

Dodatek do HC

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz


czwartek, 11 czerwca 2020

Radiosygnały z głębin Wszechświata





Z głębin Kosmosu przyleciał zagadkowy, powtarzający się sygnał radiowy. Astronomowie ustalili jego pochodzenie.


Sygnały od EBE?


Astronomowie odkryli zagadkowy, szybko się powtarzający radiosygnał i to z bardzo odległej galaktyki spiralnej podobnej do tej naszej. Sygnały te pomógł zlokalizować 8-metrowy teleskop Gemini North z amerykańskiego Obserwatorium Astronomicznego Gemini na Hawajach.  Po drugie określając chronologicznie pochodzenie powtarzalnych sygnałów, naukowcy zakwestionowali teorie dotyczące nieznanego źródła tych impulsów.


Źródło sygnałów oznaczone jako FRB 180916.J01558+65 w Kasjopei (REC = 01h 58m00,7502s, DEC = +65°43’00.3152”) znajduje się w tej galaktyce, a konkretnie w jej spiralnym ramieniu. FRB oznacza szybkie radiosygnały – z ang. Fast Radio Burst, FRB – są to błyski mikrofal radiowych w Kosmosie. FRB z oddalonej galaktyki trwają tylko kilka milisekund – ms, ale są w stanie wydzielić więcej energii niż 500 mln naszych Słońc. W przypadku FRB 180916 opuściły one macierzystą galaktykę, kiedy Ziemia była jeszcze w Ordowiku…

Pierwsze FRB były wykryte już 80 lat temu. Już kilka oddzielnych szybkich wyładowań radiowych z ostatnich lat zostało pośrednio przypisanych do ich źródeł w innych galaktykach, chociaż nie jest jeszcze jasne, co dokładnie je spowodowało.
Jest on najbliżej Ziemi i jest to drugi jak dotąd zlokalizowany szybki sygnał radiowy z Kosmosu. Jednak nowo odkryta powracająca FRB ma inne źródło niż pierwsza z innej galaktyki, która została ustalona w ubiegłym roku, co pogłębia tajemnicę powstawania tych błysków radiofal.


Pół miliarda ly od nas


Źródło szybkich powtarzających się fal radiowych oznaczonych jako 180916.J0158+65 był obserwowany przez osiem teleskopów, które zlokalizowały je w galaktyce spiralnej, znajdującej się w odległości ok. 500 (dokładniej 486±2,9) Mly od Ziemi.  I chociaż jest to bardzo daleko, to i tak jest 7-krotnie bliżej, niż inne powtarzalne sygnały radiowe i ponad dziesięć razy bliżej do nie powtarzających się FRB, które zostały dotychczas nagrane.

Galaktyki spiralne mogą osiągać rozmiary 30-200 kly. Maja one kuliste jądra, z których wychodzą ramiona. Centra zawierają gwiazdy starsze, najczęściej czerwone olbrzymy jak w galaktykach eliptycznych. Spiralne ramiona zawierają gwiazdy młode, powstające, międzygwiezdny pył, gaz, gromady gwiazd czy mgławice. Nasza Droga Mleczna należy do galaktyk spiralnych z poprzeczką.

- Chodzi tutaj o najbliższy Ziemi, a dopiero drugi zlokalizowany obiekt FRB – potwierdził na stronie internetowej Obserwatorium Gemini astronom Benito Marcote z niderlandzkiego projektu VLBI ERIC dla instytutu badawczego, który ten projekt koordynuje. Jest jednym ze znanych pięciu źródeł, bowiem zaliczamy do nich także pojedyncze rozbłyski o znanej lokalizacji. O takich FRB mówi się, że są zlokalizowane. Fakt, że po raz drugi zlokalizowaliśmy powtarzające się FRB, jest wyzwaniem, aby zidentyfikować konkretne źródło tych wybuchów - wyjaśnił Marcote. - Pierwszym zlokalizowanym powtarzalnym wyładowaniem była FRB 121102, galaktyka karłowata oddalona o trzy miliardy lat świetlnych, w rejonie formowania się dużych gwiazd. Witryna została potwierdzona w zeszłym roku, sam sygnał został zidentyfikowany zgodnie ze stroną internetową Science Alert w 2012 roku.

- Aktualna pozycja obiektu 180916.J0158+65 różni się nie tylko od poprzedniego powtarzalnego sygnału, ale także wszystkich wcześniej badanych FRB. Możliwe jest, że fale radiowe powstają w wielu miejscach Wszechświata i wymagają tylko określonych warunków widoczności - powiedział współautor badań Kenzie Nimmo z Uniwersytetu w Amsterdamie.

- Początkowo spekulowaliśmy nawet, że może to być obiekt na obrzeżach naszej galaktyki - dodał inny współpracownik, Mohit Bhardwaj z McGill University w Montrealu, Kanada, według CNN.

Dalsze obserwacje jej wykazały, że to się dzieje w stosunkowo nieodległej galaktyce, co jednak sygnałów nie wyjaśnia, jednak z kosmicznego punktu widzenia jest na tyle blisko, że można je badać przy pomocy naszych radioteleskopów.


Analiza kanadyjskiego odkrycia


Sygnał 180916.J0158+65 został najpierw wykryty w 2018 roku przez kanadyjski teleskop CHIME z obserwatorium w Kolumbii Brytyjskiej. Nowe odkrycie zainspirowało europejską sieć VLBI do dokładnego określenia lokalizacji obiektu go wysyłającego. Określenie odległości i przestrzennej lokalizacji tego radioźródła było możliwe przy pomocy obserwacji przyrządowych z Gemini North. Tak to Kanadyjczycy wychwycili tajemnice sygnały z Kosmosu.
- Kamery i spektrografy teleskopu Gemini wykorzystywaliśmy od lipca do października do zobrazowania spiralnych struktur tej galaktyki. Badania wykazały, że sygnały pochodzą z jej spiralnego ramienia, a także w sektorze, w którym szybko wytworzą się gwiazdy (tzw. gwiezdny żłobek) – wyjaśnił Shriharsh Tendulkar z Uniwersytetu McGilla.


Dwa typy radiosygnałów?


Przyszłe lepsze zrozumienie FRB, na którym koncentrują się astronomowie, może pomóc dowiedzieć się więcej o Wszechświecie jako takim. Im więcej błysków można zaobserwować, tym lepiej jesteśmy w stanie wykorzystać je do mapowania, w jaki sposób materia „rozprowadza” się w Kosmosie.

Jednak proces generowania sygnału jest nadal owiany tajemnicą. Wybuchy w przestrzeni radiowej mogą nie być związane z określonym rodzajem galaktyki lub środowiska. Ponadto mogą istnieć dwa różne typy - istnieje znacząca różnica między pochodzeniem pojedynczego i szybkiego powtarzającego się sygnału oraz że mogą one nie mieć ze sobą nic wspólnego.

Trzy jednorazowe zlokalizowane sygnały zostały wykryte w masywnych galaktykach. I nie wydają się być związane z obszarami gwiazdotwórczymi.


Astronomowie ponownie wychwycili tajemnicze fale radiowe - powtarzają się regularnie


Astronomom znów udało się wykryć tajemnicze radiosygnały pochodzące z głębin Wszechświata, które mają dziwną, prawidłową charakterystykę. Konkretnie, badacze poszukujący tzw. FRB stwierdzili, że jeden z nich oznaczony jako FRB 121102, cyklicznie rozbłyska radiowo – donosi „The Independent”. […] Już kilka oddzielnych szybkich wyładowań radiowych z ostatnich lat zostało pośrednio przypisanych do ich źródeł w innych galaktykach, chociaż nie jest jeszcze jasne, co dokładnie je spowodowało.



Cykl 157-dniowy


Same sygnały z obiektu oznaczonego jako FRB 121102 dolatują do nas z konstelacji Woźnicy – REC = 05h32m09,60s DEC = +33°05’13,4”, i to wg portalu Phys.org z miejsca oddalonego o 3 Gly w innej galaktyce.  Wybuchy aktywności radiowej nadchodzą w ok. 90-dniowym oknie, po którym następuje okres ciszy na okres 67 dni. To się potem powtarza i zanika tworząc wedle ekspertów 157 dniowy cykl. Naukowcy obserwowali to przez kilka lat, by się upewnić.

Tak długi cykl może sugerować, że te wybuchy są związane z wirowym, orbitalnym ruchem jakiejś masywnej gwiazdy – neutronowej czy czarnej dziury.
- To jest radosne wydarzenie, bowiem chodzi tutaj o drugi system, o którym wiemy, że ma taką modulację w aktywności emisji – cieszy się prowadzący nowe studium Kaustubh Rajwande z brytyjskiego Manchester University. - Wykrywanie okresowości stanowi ważny przewodnik w poszukiwaniu źródła wybuchów. Cykle aktywności mogą kłócić się z poruszającą się gwiazdą neutronową – dodał on, według „The Independent”.

Naukowcy mają nadzieję wykorzystać tę formułę, aby lepiej zrozumieć te sygnały w przyszłości. Nie byliśmy jeszcze w stanie odkryć, jak mogą powstawać wybuchy, więc nie znamy dokładnego źródła. Jedyną pewnością jest to, że bardzo krótkie, ale bardzo silne fale muszą pochodzić z nieznanej, raczej skrajnej części przeszłości Kosmosu. (Proszę nie zapominać, że widzimy te obiekty takimi, jakimi były w momencie kiedy opuszczało je światło, które widzimy teraz – przyp. tłum.)


FRB było wcześniej uważane za wydarzenie jednorazowe


Zjawiska FRB zostały odkryte po raz pierwszy w 2007 roku i początkowo były uważane za wydarzenia jednorazowe. Jednak w 2016 r. astronomowie stwierdzili, że właśnie te FRB 121102 zostały w rzeczywistości powtórzone. Wiadomości pisały także o tych błyskach w przeszłości - spekulowano nawet, czy to niespodziewanie powtarzające się promieniowanie kosmiczne ma sztuczne pochodzenie.

W najnowszych badaniach, których wyniki zostały już opublikowane, badacze zbadali źródło FRB za pomocą teleskopów w obserwatorium brytyjskiego obserwatorium w Jodrell Bank, zwłaszcza za pomocą radioteleskopu Lovell, co pozwoliło na ciągłe długoterminowe monitorowanie, które właśnie ujawniło ten regularny długi okres powtarzania.

FRB 121102 jest drugim znanym źródłem FRB, które jest w ten sposób powtarzane. Pierwszy z nich, oznaczony jako nieco skomplikowany jako FRB 180916.J0158 + 65, robił to, zgodnie z portalem Space.com, w krótszym, 16-dniowym cyklu. Ponadto, było to „tylko” 0,5 Gly stąd, podczas gdy inne zarejestrowane FRB - w tym ta w niniejszym artykule - pochodziły ze znacznie większej odległości.


Co na to „Urania”?


Naukowcy długo zastanawiali się, skąd wzięły się te dziwaczne, powtarzające się impulsy energii. Niektórzy zadawali sobie nawet pytanie, czy to nie próby kontaktu - dowód na istnienie obcego życia we Wszechświecie.

Nowe badania dowodzą jednak, że tajemniczy sygnał odebrany niedawno na falach radiowych pochodzi w rzeczywistości z młodego obszaru formowania się gwiazd. Leży on daleko - w odległości aż 2,4 Gly od nas. Te szybkie rozbłyski radiowe, z których każdy trwał zaledwie kilka milisekund, zdają się być powiązane z dużymi gwiazdami neutronowymi o średnicy rzędu zaledwie 20 kilometrów, leżących w granicach konstelacji Woźnicy.

To prawdopodobnie młode gwiazdy odległe o 6200 lat świetlnych od centrum niewielkiej galaktyki FRB 121102. Badacze z Dwingeloo w Holandii zaobserwowali ją ostatnio dokładniej przy pomocy Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Teleskop ten daje nam bardzo wyraźny obraz - pokazał między innymi, w galaktyce tej znajduje się jasny obszar formowania się gwiazd, a punkt, z którego dochodziły do nas błyski radiowe, zdaje się być zlokalizowany w jego centrum. Astronomowie uważają, że ów żłobek gwiazdowy o średnicy 4400 ly leży na krawędzi galaktyki, która sama ma średnicę około 20.000 ly.

Błyski radiowe (FRB) mogą być więc wywoływane przez aktywność gęstego jądra młodej gwiazdy (gwiazd?) neutronowej - zwartego i ciężkiego obiektu, który powstaje po wybuchu gwiazdy będącej u schyłku ewolucji. Astronom Paul Scholz twierdzi, że ostatnimi czasy wykryto sześć dodatkowych rozbłysków radiowych dochodzących do nas z tego źródła: pięć przy pomocy radioteleskopu w Green Bank Telescope na częstotliwości 2 GHz oraz jeden za pomocą anteny z Arecibo, na 1.4 GHz. Łącznie jednak zarejestrowano aż 17 błysków pochodzących z tego obszaru nieba.

Niektórzy wciąż jednak wierzą, że te tajemnicze powtórzenia mogą być czymś innym - na przykład łącznością radiową Kosmitów lub też lub czymś znacznie wykraczającym poza naszą współczesną wiedzę.


Źródła:
·        Wikipedia

Opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz

poniedziałek, 21 marca 2016

Kosmici: na Ziemi są przejazdem





Wadim Ilin


Niemiecki pisarz i myśliciel Johann Wolfgang Goethe (1794-1832) był przekonanym, że poprzednio żył on na przełomie I i II wieku, za panowania rzymskiego imperatora Hadriana, i dlatego interesuje go wszystko, co starorzymskie. 

Niedawno w amerykańskim czasopiśmie „UFO Magazine” opublikowano wywiad ze znanym w USA lekarzem-hipnoterapeutą dr med. Ellen Billings. Do tego czasu dr Billings – absolwentka Instytutu Hipnoterapii miasta Santa Rosa, CA, i kursów doskonalenia lekarzy w Instytucie Hipnoterapii i Psychofizjologii w mieście Lafayette, CA, przez wiele lat prowadziła praktykę lekarską w Mill Valley, CA. Niniejszy artykuł jest przekładem wspomnianego wywiadu z nieznacznymi skrótami.


Wspomnienia o kontaktach z Przybyszami


Pośród zadanych jej przez korespondenta pytań padło także i takie:

- Czy wśród pani pacjentów byli ludzie, którzy mieli kontakty z latającymi spodkami i ich załogantami? 

- Oczywiście, że byli!  - odpowiada Ellen – ale nierzadko człowiek, który przeżył kontakt z UFO i jego załogantami, pamięta tylko początek  i koniec tego incydentu: pojawienie się NOL-a i jego lądowanie (lub zawiśnięcie nad samą ziemią), wyjście Obcych, Ich podejście do delikwenta, a potem – już tylko swoje obserwacje tego, jak UFO wznosi się w górę i znika w niebie. Niekiedy pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami następuje kilkugodzinna przerwa, ale człowiek nawet nie podejrzewa, że coś takiego miało miejsce i nie wie, co się z nim działo w tych godzinach wyjętych mu z życiorysu.

Jedna z moich pierwszych klientek była 35-letnia urzędniczka zajmująca wysoką pozycję w US-Army. Często ją nawiedzały smutne wspomnienia z dalekiego dzieciństwa o spotkaniu z jakimś dziwnym obiektem. W czasie wstępnej rozmowy z nią stało się dla mnie jasne, że jest ona zdrowa psychicznie i można z nią pracować. Poddałam tą kobietę głębokiej recesji hipnotycznej, w rezultacie której wróciła ona do stanu psychicznego 12-letniej dziewczynki. Dziewczynka ta zobaczyła, jak naraz nad domem pojawiło się ogromne UFO, który okazał się być pozaziemskim statkiem kosmicznym, zaś w następnej chwili ona znalazła się na pokładzie tego statku, otoczona przez kilka niskich i bezwłosych stworzeń, o wzroście nie przekraczającym 1 m, o szarej skórze i wielkimi oczami. Oni rozebrali ja do naga i położyli na stole. Dziewczynka nie miała sił, by się sprzeciwić, w ogóle nie mogła się poruszać i strasznie się bała. 

W czasie naszego seansu ona głośno płakała, to milkła i krzyczała do swych prześladowców, że ich zabije. W sumie zachowywała się jak człowiek, który na nowo przeżywa dramatyczny epizod ze swego dzieciństwa, a nie tylko wspomina go. Tak więc w takim stanie wzburzenia moja pacjentka przebywała przez jakieś 20 minut, a kiedy się uspokoiła, to wróciłam ją do współczesności. Na pytanie o samopoczucie odpowiedziała, że czuje się doskonale, i zapytała o to, co właściwie się z nią stało. Okazało się, że ona niczego nie pamiętała. Ale miałam konkretny, „twardy” dowód zapis na taśmie magnetofonowej – wszystkie jej krzyki i odpowiedzi na moje pytania.

Opowiedziałam o tym zdarzeniu kilku moim znajomym specjalistom-ufologom. Ich poglądy były całkowicie zbieżne: w dzieciństwie ta kobieta przeżyła porwanie przez Szaraków (Bliskie Spotkanie 3 Rodzaju albo CE-III-G lub Bliskie Spotkanie 4 Rodzaju czyli CE4 – przyp. tłum.). Pod hipnozą człowiek nie może tak udawać strachu, bólu, gniewu, itd.



Oni z nami się krzyżują


Korespondent zapytał dr Billings, czy którykolwiek z jej pacjentów zetknął się z „programem hybrydyzacji” jakoby prowadzonym przez Pozaziemian.

- Tak, oczywiście – powiedziała ona – przede wszystkim poszkodowane były kobiety. Niektóre z moich klientek dokładnie wiedziały, że są w ciąży, a potem naraz się okazywało, że płody znikały z ich ciał, i co najciekawsze – nie było po nich żadnego śladu. Niektóre z takich przypadków zostały formalnie zarejestrowane i potwierdzone przez lekarzy. 

Jedna z moich pacjentek była już w piątym miesiącu ciąży i wiedziała, że ma urodzić bliźnięta. Ciążę przeżyła z trudnością, a jej zdrowie było nie najlepsze i dlatego znajdowała się pod ciągłą obserwacją lekarzy. I naraz, w czasie kolejnej wizyty w klinice dowiedziała się tego, że… jeden z embrionów znikł!  I jednocześnie, jakby za sprawą czarów, stan jej zdrowia od razu się polepszył. No i potem urodziła już najzupełniej normalne, zdrowe dziecko. Ale gdzie podział się drugi? Lekarze nie znaleźli odpowiedzi na to pytanie. Jednak ufolodzy uważają, że ojcem drugiego dziecka był Przybysz z Kosmosu, który po pewnym czasie zabrał swego potomka.


…i prowokują konflikty rodzinne


Wracając do tematu zaników pamięci u ofiar CE4, dr Ellen Billings wspomina pewne kuriozalne wydarzenie:

- Przyszedł do mnie pewien mężczyzna, którego żona podejrzewała o zdradę. A powód tego był taki: pewnej nocy przyszła do jego sypialni stwierdziła, że pokój był pusty. Pomyślała zatem, że po prostu poszedł sobie do innej kobiety. On pojawił się w swojej sypialni po dwóch godzinach, tak nagle, jak nagle znikł. Kiedy żona go zapytała, gdzie był, odpowiedział, że dziwnym było to pytanie, bowiem nigdzie nie wychodził i przez cały czas znajdował się w swoim pokoju. No i wybuchła awantura. 

W trakcie regresji hipnotycznej „podejrzany” wspomniał, że Obcy zabrali go na pokład statku kosmicznego, gdzie trzymali go około 2 godzin, a potem dostarczyli z powrotem do domu. Epizod ten został całkowicie wymazany z jego pamięci.



Wspomnienia o przeszłych inkarnacjach


Ellen opowiedziała także i o tym, jak jej pacjenci w czasie regresji hipnotycznej wspominali swe poprzednie życia (inkarnacje) i tak ta procedura czasami pozwala im na wyleczenie się z chronicznych chorób. 

- Jedna z moich pacjentek chorowała na ciężką odmianę astmy odoskrzelowej, która była alergiczną odmianą tej choroby. Postanowiłyśmy poszukać w jej Przeszłości przyczyny tej alergii. Dwukrotnie pogrążyłam ja w głębokiej regresji hipnotycznej, ona „przebywała” w swym dzieciństwie i młodości, a nawet cofnęłyśmy się do wczesnego dzieciństwa, ale tam nie znaleźliśmy źródła tej alergii. Trzecim razem uzgodniłyśmy, że cofniemy się do jej ostatniej inkarnacji. 

I oto widzi ona siebie we wnętrzu statku międzygwiezdnego, a jej ciało opina egzotycznie wyglądający skafander kosmiczny. Jej włosy są białe, a oczy złociste. Zapytałam jej, czy rzeczywiście znajdujemy się w jej Przeszłości? Potwierdziła. Zapytałam ją, czy jest mieszkanką Ziemi? Odpowiedziała „nie”! w tamtej Rzeczywistości była ona lekarzem pozaziemskiej kosmicznej ekspedycji, a jej mąż – członkiem załogi tego statku kosmicznego. Naraz na statku miała miejsce awaria. Doszło do dehermetyzacji i kobieta zaczęła się dusić… 

To właśnie tutaj kryła się przyczyna jej astmy.

Od tego czasu moja pacjentka z każdym dniem czuła się coraz lepiej i wkrótce jej astma całkiem znikła. 

Dziennikarza zainteresowało w tym epizodzie wcielenie się członkini  ekspedycji międzyplanetarnej Obcych w ciało Ziemianki i zapytał, czy w swej praktyce dr Billings miała podobne przypadki?

A oto, co usłyszał:

- Moich dwóch pacjentów wspomniało, że w jednej ze swych inkarnacji należeli oni do rasy rozumnych gadów (czyżby Reptilian??? – przyp. tłum.). Teraz są oni miłymi, przyjaznymi ludźmi. Jeden z nich – nazwijmy go Abe – będąc w stanie głębokiej regresji hipnotycznej, tak opisał swój wygląd zewnętrzny:
Moje nogi pokrywa łuska i mają szarozielony kolor, zakończone są dwoma dużymi palcami. Całe moje ciało jest podobne do ciała gada. Ale moja twarz nie przypomina gadziego pyska – przypomina płaską twarz człowieka. 

W odpowiedzi na pytanie, jakie ma on odczucia wewnętrzne ma on w takim ciele, Abe odpowiedział, że ma doskonałe samopoczucie i jest szczęśliwa istotą. Przenika go muzyka, którą może słuchać, a także może wypełniać nią swe wnętrze, dobierając ja wedle swego gustu. Muzyka i podobne jej dźwięki są organiczna częścią bytu podobnych mu istot, które zamieszkują w jego środowisku. Celem życia tych istot jest cieszyć się życiem i dawać tą radość innym.  

W czasie innego seansu Abe powiedział, że jest mu trudno być człowiekiem i że żyć wśród ludzi jest mu bardzo ciężko. 

- Z pewnością – stwierdził on – to dzieje się wskutek utraty przez ludzi serdeczności, uczucia wielkiej i spolegliwej miłości bliźniego.
 
Żyjąc w ludzkiej skórze, Abe wciąż czuje się obco wśród ludzi. on czuje się obco, jakby znalazł się na Ziemi z jakiegoś innego świata. 

Abe nie jest jedną jedyną istotą tego rodzaju. W medycznym dossier dr Ellen Billings są i inni pacjenci, którzy pod wpływem regresji hipnotycznej twierdzą, że pochodzą oni z innych światów i cały czas mają wrażenie, że na Ziemi są oni tylko „przejazdem”…  


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2015, ss.32-33
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

poniedziałek, 28 listopada 2011

OBCY Z KOSMOSU: ŻYWI CZY MARTWI?

Czasami trzeba powrócić do wcześniejszych przemyśleń, które - choć wyśmiewane i wyszydzane przez ufologiczną społeczność - być może mają jakieś ziarno prawdy o ufozjawisku...

* * * 

- Faktem jest, że kilkadziesiąt lat temu spadła na Ziemię rakieta międzyplanetarna…
- W której, jak wykazywał profesor Chandrasekar, nie było istot żywych – przerwał Sturdy’emu sąsiad.
- Dobrze! Nie było! Ale rakieta nie mogła pochodzić z Wenus, boby na tej planecie musieli istnieć jej konstruktorzy, to znaczy istoty żywe! Czy to nie jest oczywiste!?
Arseniew ściągając swe grube brwi powiedział po raz drugi od rozpoczęcia dyskusji:
- Nie… - i dodał – To nie jest oczywiste.
Tyle było pewności w jego głosie, że uczeni zastygli na sekundę porażeni wywołanym obrazem niesamowitego świata, w którym istnieją myślące i działające, choć martwe istoty.

Stanisław Lem – „Astronauci”


Analizując twórczość Stanisława Lema (1921-2006) trudno jest się oprzeć wrażeniu, że jest [a właściwie – niestety – już był] on zafascynowany cybernetyką i możliwością zaistnienia nekroewolucji – to jest ewolucji martwych z naszego punktu widzenia – maszyn myślących. Ta możliwość zaledwie zarysowana w „Astronautach” i „Obłoku Magellana” została później rozwinięta w następnych utworach tego pisarza, że wspomnę tylko „Niezwyciężonego” czy „Eden” albo „Pokój na Ziemi”. Także jego słynny pilot Pirx, czy dwa duety: Ijon Tichy z Astral Sternu Tarantogą oraz konstruktorzy Trurl i Klapaucjusz od czasu do czasu borykają się z tym problemem na kartach „Dzienników gwiazdowych” i „Cyberiady”… Stanisław Lem nie wierzy w istnienie NOLi, co niejednokrotnie podkreślał w swych wypowiedziach na łamach różnych czasopism SF czy wywiadach dla PR i TVP. To akurat w niczym nie zmienia postaci rzeczy. Osobiście uważam, że Stanisław Lem robi to z przekory – wielkie umysły czasami są bardzo przekorne, i po prostu nie biorę tych oświadczeń na serio.

Czy w Układzie Słonecznym mogło dojść do nekroewolucji?

W tej chwili mamy już wystarczającą ilość dowodów na to, że coś takiego jest w zasadzie możliwe, bowiem istnieją ślady Czyjejś ekspansji na planetach i księżycach Układu – o czym na Ziemi napisano już całe biblioteki, i tylko ludzie o złej woli ich nie dostrzegają. I tak na Księżycu i na Marsie powstały monumentalne budowle i ślady wysoko rozwiniętej cywilizacji. Tłumaczy się to różnie, najczęściej tym, że wszystko to wybudowali Przybysze z Kosmosu, najlepiej z tzw. „głębokiego” Kosmosu, czyli układu planetarnego innej gwiazdy. Jednak mnie najbardziej odpowiada hipoteza Aleksandra Mory i innych o dawnych wojnach „bogów”, które obróciły w perzynę nie tylko Ziemię, ale także inne planety Układu Słonecznego, zaś jedną z nich – Faetona, w rój asteroidów.

Co ma do tego nasza ufologia? Dotychczasowa zachodnia i polska szkoła ufologiczna podchodzi do zagadnienia Przybyszów stosując formułę opisową w rodzaju „zobaczył chłop UFO, przestraszył się, uciekł – albo i nie”. […] Sęk bowiem w tym, że do dziś dnia NIKT nie złapał ani NOLa ani żadnego Ufonautę. Opowieści o ufokatastrofach w Roswell, Aztec, na Szpitzbergenie, itd. itp. wkładam tam, gdzie ich miejsce – pomiędzy bajki, legendy i pobożne życzenia paru „ufologów”, którzy nie widzą dalej poza „raporty” i „oświadczenia” różnych „władz” czy „organizacji”, nie będącymi bynajmniej najbardziej najprawdomówniejszymi instytucjami, bez większego znaczenia czy na Zachodzie czy na Wschodzie. Uwierzę w nie wtedy i tylko wtedy, gdy na własne oczy zobaczę i pokroję zwłoki Kosmity czy zwiedzę NOLa – i nie wcześniej. Pod tym względem jestem Niewiernym Tomaszem, a mam do tego prawo, bo zetknąłem się ze zjawiskami, których nie byłem (i nie jestem do dziś dnia) w stanie wytłumaczyć w oparciu o współczesną wiedzę – czyli popularne „mędrca szkiełko i oko”.

Niewygodny paradygmat

Po wydarzeniach z 24 czerwca 1947 roku nad Górami Kaskadowymi nasza (światowa) ufologia przyjęła milczące założenie, paradygmat – jak określił to Zbigniew Blania-Bolnar (1948-2003) w swej pracy – że NOL-e są kontrolowane przez żywych załogantów. Co do tego nie było żadnej dyskusji, zwłaszcza, że zachodni ufolodzy, jak wszyscy wpatrzeni w sukcesy konstruktorów budujących samoloty odrzutowe, potem rakiety i w końcu załogowe statki rakietowe, które wyniosły człowieka w Kosmos (okropny eufemizm, toż Homo sapiens doleciał w swej pysze ledwie za stodołę swego obejścia, czyli na Księżyc) uważali iż KAŻDY LATAJACY STATEK POZAZIEMIAN MUSI BYĆ PILOTOWANY PRZEZ ISTOTY ŻYWE! Taniutki to antropocentryzm, któremu odpór dał dopiero prof. Ronald N. Bracewell ze Stanford University, który w 1960 roku ogłosił swoją hipotezę automatycznych sond międzygwiezdnych. […] W świetle tej hipotezy taką sondą byłby obiekt wysyłający do nas „opóźnione radioecha” [wychwycone przez] Strömera i van der Poola. Oczywiście jest to jedna z możliwości, którą przedstawiłem kiedyś na łamach „Nieznanego Świata” i na IV Kongresie Ufologicznym w Koszycach na Słowacji.

Powyższe całkiem elegancko wyjaśnia wiele zjawisk związanych z obecnością Obcych na Ziemi i w Układzie Słonecznym.

Wtórne barbarzyństwo?

Jest jeszcze jedna możliwość i na niej się teraz skoncentruję. Hipoteza moja zakłada, że po ostatniej straszliwej wojnie, którą zakończono 12 – 15 tys. lat temu zatopieniem Atlantydy, Mu i Lanki niedobitki ludzkości zostały cofnięte w rozwoju do skrajnego prymitywizmu, w tzw. wtórne barbarzyństwo. Nie będę tu opisywał ich bytowania, bo Al. Mora zrobił to o wiele lepiej ode mnie. Od siebie dodam tylko, że ludzie zostali albo wybici co do nogi, albo prymitywnieli do tego stopnia, że technika – którą wcześniej stworzyli – przerosła ich umiejętności i martwy Rozum (a bez niego nie mogliby kroku postąpić w Kosmos czy głębiny Wszechoceanu) pozostawiony samemu sobie zaczął ewoluować. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale nie jest takie niemożliwe jako to się wydaje!

Maszyny tak skomplikowane jak statki kosmiczne musiały posiadać rozwinięte centra obliczeniowe, [obliczeniowo-decyzyjne] i sterujące obdarzone znaczną, (a może nawet i całkowitą) autonomią i po wyeliminowaniu ludzi jako czynnika kontroli i nadzoru po Wielkiej Wojnie [albo Wielkim Kataklizmie] po prostu poszły samopas… Tak zaczęła się nekroewolucja. Nie było żadnych Dinozuroidów czy Przybyszów z Kosmosu – byli tylko biedni, prymitywni ludzie oraz bezduszne i superinteligentne maszyny. Bezradni ludzie ledwie mogli się pozbierać, tworząc zalążki społeczeństw i pierwociny [kolejnej] cywilizacji, podczas gdy maszyny – wolne wreszcie od nadzoru i kontroli człowieka – zaczęły czynić to, co uznały za potrzebę numer jeden ze SWOJEGO [!!!] punktu widzenia, a mianowicie zaczęły zabezpieczać swój własny „byt” – a więc energię i części zamienne. I tak jak w powieściach Lema, zaczęły się przystosowywać do nowych warunków „życia” na Ziemi i w Kosmosie

Maszyny, cyborgi, ludzie i zwierzęta

Po kilku tysiącach lat w toku nekroewolucji wykształciły się z nich (właśnie!) niemal doskonałe statki przestrzenne – NOL-e. To dlatego NOL-e tak często „interesują” się naszą energetyką „pobierając” energię elektryczną wprost z naszych linii przesyłowych. To właśnie dlatego NOL-e latają w okolicach zasobnych w rudy uranu i toru. I wreszcie dlatego NOL-e „pilnują” baz wojskowych ze składowiskami broni jądrowej, bo wiedzą a priori, do czego może doprowadzić masowe użycie przez ludzi tego środka zniszczenia. A te wszystkie EBE obserwowane przez świadków Bliskich Spotkań? To proste – EBE to także cyber-biologiczne roboty WYPRODUKOWANE przez Rozumne Maszyny. Po co? Odpowiedzi może być kilka:
v        Nawiązanie kontaktów z istotami żywymi (nie tylko z ludźmi) w celu utrzymywania nad nimi kontroli;
v        EBE są PROTOTYPAMI istot rozumnych kolejnej generacji, w których części mechaniczne zastąpiono ekwiwalentami biologicznymi – coś w rodzaju Niszczycieli i Zływrogów z „Dalekich szlaków” Siergieja Sniegowa;
v        EBE zostały wyprodukowane w celu zainicjowania procesu stopniowego przechodzenia Rozumnych Maszyn z łączności kablowej, laserowej czy radiowej na łączność biologiczną, czy jak ktoś woli – telepatyczną;
v        Możliwym jest to, że wszystkie tu wymienione cele są prawdziwe w jednakowym stopniu, a to pozwala na wysunięcie jednego niemiłego dla nas wniosku: EBE stworzono jako idealny instrument NADZORU I KONTROLI wszystkich psychozoów na planecie Ziemia!

Na taką możliwość wskazują Ich predyspozycyjne oddziaływania na nasze umysły, Ich wyżej rozwinięta świadomość i podświadomość. EBE mają małe ciała – wszystkiego od 0,9 do 1,5 metra wzrostu i delikatną budowę, ale głowy mają tęgie dosłownie i w przenośni! Właśnie te głowy, to Ich „broń” o wiele bardziej skuteczna, niż nasze ziemskie strzelające i wybuchające zabaweczki… Poraża mnie, jako ekswojskowego, zwłaszcza jej – owej psychotronicznej „broni” – skuteczność, a zarazem całkowita bezradność człowieka. Co więcej – „broń” ta jest daleko bardziej humanitarna od tej, jaką dysponuje człowiek. U nas dopiero się pracuje nad „non-lethal weapon” (NLW), która nie kaleczy i/lub zabija, a jedynie na pewien czas skutecznie obezwładnia przeciwnika.

Kosmiczne panopticum

Innym argumentem „za” powyższą hipotezą EBE jest wielokształtność ciał Przybyszów. Znany rosyjski ufolog, prof. dr n. geologicznych Władimir I. Tjurin-Awińskij z Samary podobno naliczył aż 60 kształtów ciał rzekomych Kosmitów. Czy oznacza to, że Ziemia stała się miejscem rendez-vous aż 60 ras kosmicznych? Trudno w to uwierzyć, choć życie w Kosmosie być musi, to dlaczego jedynie Ziemia ma być sala konferencyjną jakiejś Organizacji Planet Zjednoczonych? Zaiste dziwne to Planety Zjednoczone, które obradują właśnie na naszej skłóconej, zatrutej i podminowanej niemal 10 gigatonami trotylu staruszce Ziemi… Chyba, że owe Istoty kochają się w ryzyku i absurdzie. [A może taki stan panuje we wszystkich cywilizacjach naukowo-technicznych? To byłoby straszne!]

Hipoteza robocza tłumaczy to panopticum bardzo prosto – jako roboty Oni są przystosowani do wykonywania różnych misji. Nie dość, że same istoty różnią się wyglądem, każda z tych cywilizacji posługuje się innym rodzajem wehikułu. I tak np. do zakładania sieci łączności służą latające maszyny w kształcie beczki, a do zbierania próbek – prostopadłościany. Do kontaktów z ludźmi służą człekopodobne roboty z wielkimi głowami [Szaraki], zaś do kontaktów z delfinami – wodoodporne roboty w kształcie ryb czy delfinów emitujące ultrapiski czy od razu posługujące się telepatią… [Niektóre USO???...]

[Co do telepatii, to już wcale nie jestem pewny tego, że jest to najlepszy z możliwych środków porozumiewania się. Wyobraźmy sobie dużą ilość radiostacji nadających na tym samym zakresie fal radiowych, co powodowałoby powstanie swoistego „szumu” w kanale przesyłu informacji, a co za tym idzie – totalna NIEMOŻLIWOŚĆ porozumienia się i skoordynowania swoich poczynań. Dlatego właśnie Neandertalczycy, którzy według niektórych uczonych i ufologów posługiwali się telepatią na co dzień – nie byli w stanie wytworzyć cywilizacji, a co za tym idzie zostali wyparci przez nietelepatycznych, ale obdarzonych mową artykułowaną, Hominis sapientis…]

Innymi słowy mówiąc – każda cywilizacja to dalece, aż do przesady posunięta specjalizacja! Dlatego nie wierzę filmowi pokazującemu sekcję zwłok Kosmitki z Roswell – to z pewnością nie mógł być robot (a raczej robótka – sic!), a po prostu rezus albo inna wielce pokiereszowana małpa w jednym z eksperymentalnych pojazdów rodem z wojskowego poligonu. [Oczywiście chodzi tutaj o Missile Test Range Area w White Sands, NM, gdzie testowano przywiezione z Europy nazistowskie pociski i inne bronie V – w tym także te z projektu „Chronos”… - co atoli jest osobną historią, bowiem zakładam, że Niemcy poza pojazdami latającymi w rodzaju V-7 testowali także pojazdy poruszające się w czasie!]

I kolejne ważkie zagadnienie:

Czy robot musi mówić prawdę?

Nie – nie musi, bowiem po, pierwsze – stojącym niżej w rozwoju (w ich mniemaniu) istotom można mówić, co się chce, gdyż i tak niczego nie pojmą, dlatego też w czasie Bliskich Spotkań (CE) ludziom wmawia się najróżniejsze rzeczy, wręcz nieuzasadnione brednie. [Antropomorfizacja? Nie zapominajmy, że te roboty – szczególnie obronne – były tworem ludzi, którzy przenosili na nie swe fobie i słabostki…] Po drugie – te roboty czasami jednak mogą mówić prawdę. A tak, bo jak np. robot taki mówi, że przyleciał do nas z Wenus, Księżyca czy Marsa to wcale może się nie mijać z prawdą – mógł on być tam WYPRODUKOWANY przez ludzi jeszcze przed Wielką Wojną Bogów, albo – co jeszcze ciekawsze – tamże WYHODOWANY w warunkach laboratoryjnych – vide opowieści Betty Andreasson. Tak czy owak, nie można pochopnie przekreślić informacji udzielanych nam przez Obcych w czasie CE z Nimi, bo mogą [ale oczywiście nie muszą] być prawdziwe…

Hodowla biorobotów, to hit mechanicznej ewolucji. Bioroboty hoduje się sztucznie, ale do tego potrzebna jest WIEDZA O ROZRODZIE ISTOT ŻYWYCH. Właśnie dlatego Oni tak bardzo interesują się naszym rozrodem (i nie tylko naszym, bo innych istot także), a to znów dlatego, że poszukują Oni optymalnej metody rozmnażania. Stąd ten cały „cyrk” z porwaniami ludzi i zwierząt, opowieści o badaniach, sekcjach oraz wielu nieprzyjemnych zabiegach, których ilość rośnie w zastraszającym tempie. [Tak przynajmniej było w roku 1995.]

Napęd – Ich pięta achillesowa?

Kolejnym argumentem „za” jest sposób przemieszczania się NOLi. Nie wiem, czy NOLe wymodliły sobie u Pana Boga wyłączność spod prawa bezwładności ciał, ale jeżeli obowiązuje ono nawet tam, gdzie diabeł powiedział „dobranoc” czyli w najodleglejszej galaktyce, to tajemnica tego musi tkwić gdzieś indziej. Tym „gdzieś indziej” jest zrobotyzowanie załóg NOLi.

NOLe są w stanie poruszać się z prędkościami tysięcy kilometrów na sekundę , a co za tym idzie startować i wykonywać manewry z przyśpieszeniami rzędu tysięcy g. Człowiek, a właściwie jego konstrukcja biologiczna jest w stanie wytrzymać 20 g i to na bardzo krótki okres czasu. W innym przypadku po takim organizmie pozostałaby tylko „mokra plama”, w przenośni i dosłownie! Widziano NOL-e, które startowały lub hamowały z przyspieszeniami rzędu 2000 g – co mnie wydaje się być wartością zawyżoną – ale tak czy owak wystarczy to w zupełności, by z każdej żywej istoty pozostał krwawy placek. Nagłe przyspieszenie i spowalnianie, akceleracja i deceleracja mogą szkodzić istotom żywym, ale z pewnością nie robotom, których zewnętrzna i wewnętrzna budowa nie tylko umożliwia, ale wręcz przystosowuje je do znoszenia tak gwałtownych szarpnięć.

NOLe z człekopodobnymi robotami o półbiologicznej lub całkowicie biologicznej konstrukcji na pokładach latają także szybko, ale ich start i lądowanie jest łagodniejsze. Bardziej znośne dla pasażerów oraz porwanych istot żywych. Wiem, że głoszę herezję, ale wszystko wskazuje na to, że Oni nie opanowali antygrawitacji i nie jej zawdzięczają osiągi swych pojazdów. Być może jest to napęd jonowy [MHD], magnetyczny czy nawet anihilacyjny [z wykorzystaniem antymaterii], ale NIE ANTYGRAWITACYJNY. [Jednak z powodów, o których w dalszym rozdziałach, nie mogę podtrzymać tego stwierdzenia, bowiem to właśnie grawitacja jest kluczem do podróży w Czasie…]

Trochę mi żal tej ślicznej teorii, ale niestety – fakty wskazują że jest inaczej. Nie wskazują na to relacje osób porwanych na pokłady NOL-i. To, o czym one mówią post factum, nawet w stanie hipnozy nie może być miarodajne, a to po prostu dlatego, że Obcy wkodują im w „ego” i „id” to, co Oni tym ludziom chcą narzucić, a nie to, co ci ludzie chcieliby wiedzieć. To jest pewnik. Dotyczy to także przeżyć na pokładach NOL-i. To dowodzi jeszcze jednego, a mianowicie, że Oni mają swój słaby punkt, swoją piętę achillesową, którą chcą przed nami ukryć. Czy może chodzić właśnie o sekret napędu NOL-i? A może chodzi o to, że z pozoru nieśmiertelne maszyny po ich zbiologizowaniu będą jednak śmiertelne osobniczo, tak jak my? To musi być dla Nich sprawą życia i śmierci, bo w przeciwnym razie po co robiliby z nami ten cały psychotroniczny cyrk? [Teraz najwygodniejszym jest rosyjski termin maskirowka bardziej adekwatnie oddający istotę rzeczy.]

Wybuch jądrowy nie zniszczy tak łatwo cybernetycznego organizmu, bo jak można zabić coś ex definitio już martwego? [A jednak można, bowiem roboty jak wszystkie urządzenia elektroniczne są wrażliwe na efekt pulsu magnetycznego wybuchu jądrowego i bez specjalnych zabezpieczeń także „wyciągną kopyta”.] Ale zbiologizowany automat, a to już inna sprawa – promieniowanie w końcu zniszczy go, tzn. zakłóci biologiczne funkcje organicznej części jego pseudo-organizmu, a co za tym idzie – sprowadzi nań śmierć osobniczą lub konieczność serii przeszczepów czy remontów. Dlatego też jesteśmy zewsząd pilnowani, by nie przyszło nam do głowy zabawiać się w nuklearny Armagedon…

Znak szczególny – brak emocji

No i na koniec powiedzmy wreszcie sów kilka o zachowaniu się Obcych, które sprawia wrażenie wielce ustandaryzowanego. Wszyscy świadkowie [i ofiary] CE przypisują Obcym takie cechy, jak: bezduszność, obojętność, poczucie wyższości i co może najważniejsze – brak jakichkolwiek oznak emocji! Przypisuje się to zazwyczaj temu, że Obcy mają zupełnie odrębną psychikę, ex definitio [diametralnie] różną od naszej. Czy jest to słuszny pogląd? Myślę, że po części tak, jako że roboty – rzecz jasna – muszą mieć inne, nieporównywalnie uboższe formy zachowania od [nieobliczalnych] spontanicznych reakcji istot żywych. To po pierwsze, a po drugie: wszelkie EMOCJE SĄ ZASTRZEŻONE TYLKO DLA ISTOT ROZUMNYCH. To raczej pewnik.

Proszę przypomnieć sobie relacje Andreassonów, Suttonów, Villas-Boasa czy Browne’a. wszystkie te osoby zostały właśnie uderzone właśnie tym AUTOMATYZMEM zachowania się Obcych. Nawet w tak drastycznym przypadku, jak Incydent w Kelly-Hopkinsville Suttonowie zauważyli, że „atak” Obcych przebiega według jakiegoś schematu, zaś trafiane pociskami z ich strzelb Istoty wydaja odgłos, „jakby strzelało się do wiadra”. Ci, którzy przeżyli wojnę, albo ćwiczenia woskowe na poligonie wiedzą, że taki właśnie odgłos wydaje lekki pancerz trafiony pociskiem z broni strzeleckiej…

Kobiety, które zmusiły Villas-Boasa i Browne’a do odbycia z nimi stosunku płciowego mogły też być jedynie biocybernetycznymi istotami, których zadaniem było TYLKO urodzenie humanoida.

Tak już nawiasem mówiąc, czy nasze nośniki pamięci genetycznej w postaci DNA i RNA są tak rozpowszechnione w Kosmosie, że Ziemianin może mieć dziecko z byle Kosmitką. Coś tu jest nie tak… [I faktycznie, coś tu jest nie tak, bowiem powyższe wskazuje na taką jedynie logiczną możliwość, że ci wszyscy domniemani Kosmici są de facto niczym innym, jak po prostu ludźmi w różnych fazach rozwojowych – ale o tym w dalszych rozdziałach tego opracowania…]

Podsumowując można stwierdzić, że hipoteza – bo to, co tutaj napisałem JEST TYLKO HIPOTEZĄ – o sztucznym pochodzeniu odwiedzających nas ras Obcych (a tak naprawdę to zupełnie swojskich robotów) broni się nieźle, choć ma też swoje słabe strony, bo nie tłumaczy np. przypadku Semjase czy innych człekopodobnych Kosmitów nawiedzających ludzi pokroju Adamskiego czy Meyera. [No cóż – słowa te pisałem ponad 15 lat temu, w czasie w którym jeszcze nie udowodniono definitywnie fałszerstw jednemu i drugiemu…] Myślę, że w miarę dopływu faktów, hipoteza ta będzie potwierdzona lub zanegowana, co bynajmniej nie zmniejsza jej atrakcyjności. Eksploracja Wszechświata przy pomocy robotów jest po prostu bardziej ekonomicznie opłacalna od wysyłania w Kosmos żywych ludzi czyli Istot Rozumnych z krwi i kości.

Postulat prof. Ronalda Bracewella pozostaje w mocy i poszukiwania w tym kierunku powinny być kontynuowane. [Chodzi o poszukiwania automatycznych sond międzygwiezdnych wewnątrz i w pobliżu Układu Słonecznego.]