Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2024

Jak zdobyto Mt. Everest

 

Mt. Everest

Stanisław Bednarz

 

29 maja 1953 roku Nowozelandczyk Edmund Hilary o niesłychanie długiej twarzy i Szerpa Tenzing Norkay zdobyli Mount Everest, Czomolungma – najwyższy szczyt Ziemi 8848 m n.p.m., podaje się też wysokość 8844 (pomiary chińskie) lub 8850 (pomiary amerykańskie), położony w Himalajach Wysokich, na granicy Nepalu i Chin.

Jest zbudowany z granitów, gnejsów oraz partie szczytowe o dziwo z wapieni triasu. Tworzy potężny masyw podcięty z trzech stron lodowcami. Odkryty i po raz pierwszy zmierzony przez geodetów brytyjskich w połowie XIX wieku Do 1865 roku nosił nazwę Szczyt XV (nadaną przez Indyjską Służbę Topograficzną) W roku 1865 na cześć walijskiego geodety i kartografa sir George'a Everesta, który pracował nad mapą Indii, nazwano go Mount Everest.

Po tybetańsku nosi nazwę on Czomolungma czyli Bogini Matka Śniegu. W latach 1921-1952 miało miejsce 12 nieudanych wypraw. Znacznym przełomem był rok 1949 gdy Nepal otworzył swe granice. Wreszcie po niemal 30-u latach niepowodzeń rok 1953 przyniósł sukces. Pszczelarz z Nowej Zelandii Edmund Hilary i Szerpa Tenzing Nordgay zdobyli szczyt z południowo-wschodniej grani. Należeli do wyprawy brytyjskiej prowadzonej od strony Nepalu – pod kierownictwem Johna Hunta.




Echo tryumfu rozbrzmiewało na całym świecie. Hilary i Tenzing pokonali niebezpieczną drogę przez lodospad. Nad szczelinami położyli mostki z kłód przywleczonych z doliny, a strome lodowe ściany pokonali na prostych drabinkach linowych. Do historii przeszły słowa Hilarego wypowiedziane po zejściu ze szczytu Everestu: W końcu załatwiliśmy skurczybyka (We finally knocked the bastard off). Nie przypuszczał nawet, że za pośrednictwem BBC usłyszał je cały świat. Za wyczyn został uhonorowany przez królową angielską Elżbietę II tytułem szlacheckim, natomiast Nowa Zelandia umieściła podobiznę Hillary'ego na 5 dolarowym banknocie, czyniąc go pierwszą osobą, która znalazła się na banknocie za życia.

Podczas wizyty w Polsce 17 czerwca 2004 został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w uznaniu wybitnych zasług dla światowego himalaizmu oraz za działalność charytatywną. Hilary pytany o zawód zawsze odpowiadał pszczelarz. Ale trzeba jeszcze wspomnieć o mrocznej stronie od zdobycia Mount Everestu do dzisiaj życie straciło tu około 300 osób. Hilary niestety zmarł w 2008 roku.

 

Moje 3 grosze

 

Pewna Czytelniczka dopisała się pod postem na FB:

A mnie wciąż zastanawia czy pierwszymi zdobywcami góry nie był Sandy Irvine wraz ze swoim partnerem wspinaczkowym George’em Mallorym, którzy zaginęli podczas ataku szczytowego na Mount Everest. Niestety nie ma na to dowodów 🙁 czy udało im się dotrzeć na szczyt 29 lat przed Edmundem Hillarym... Podobno Irvine miał ze sobą aparat fotograficzny, gdyby można go było odzyskać to zagadka byłaby rozwiązana 😉.

Owszem – jest to jedna z tajemnic Mt. Everestu, bo do dziś dnia nie wiadomo, czy Mallory był na szczycie czy nie. Dowodów na to jak na razie nie ma i długo nie będzie.

Kancz
Jest w tym pewne pewne polonicum, a mianowicie takie, że w równie tajemniczy sposób zaginęła w górach polska himalaistka Wanda Rutkiewicz, na stokach Kanczu – Kanczendzongi w dniu 13.V.1992 roku. Jej ciała nigdy nie znaleziono, a fama głosi, że Wanda Rutkiewicz żyje w jakimś odosobnionym klasztorze w Tybecie. Tak więc póki jej ciało nie zostanie odnalezione możemy wierzyć, że Polka żyje sobie gdzieś w tybetańskiej ustroni…

poniedziałek, 20 maja 2019

Kajłas: serce świata


Kajłas - południowa ściana.



Wiktor Miedników


Od gór lepsze są tylko góry, na których jeszcze nie byłem – śpiewał Włodzimierz Wysocki. W takim razie tybetańska góra Kajłas (Kailas) jest najlepszą z gór, bowiem na jej szczycie nie przebywał jeszcze ani jeden człowiek, żaden śmiertelnik. Nie dopuszcza ona do siebie żadnych bohaterów ryzykujących próbę wejścia na nią.


Człowiekowi tutaj nie wolno!


Ta góra o kształcie czworograniastej piramidy ze śnieżną czapą, z czterema graniami rozbiegającymi się do0kładnie w cztery strony świata, jest świętą góra dla adeptów czterech religii. Hinduiści, buddyści, dżinniści i wyznawcy religii bon[1] uważają ja za serce świata i oś Ziemi. 

Tybetańczycy są przekonani, że Kajłas podobnie jak polarna góra Meru z indoaryjskich mitów, obejmuje trzy kosmiczne strefy: niebo, ziemię i świat podziemny i ma ona ogólnoświatowe, kosmiczne znaczenie. W świętym tekście hinduskim „Kaiłasz-samhita” mówi się o tym, że na szczycie góry: zamieszkuje bóg groźny i miłosierny – Sziwa (Śiwa), mieszczący w sobie wszystkie siły świata, zradzający życie ziemskich stworzeń i niszczący je.

Buddyści uważają Kajłas za mieszkanie Buddy. I właśnie dlatego święte teksty głoszą, że: żaden śmiertelnik nie śmie wychodzić na górę, na której mieszkają bogowie, bo ten kto ujrzy twarze bogów powinien umrzeć. Tym niemniej dwóch ludzi – wedle legend – przebywało na szczycie: Tonpa Szenrab – założyciel religii bon, który właśnie tutaj opuścił się z nieba na ziemię oraz wielki tybetański nauczyciel jogin i poeta Milarepa, który wszedł na szczyt Kajłasu chwytając się pierwszego rannego promienia słońca.

Lokalizacja góry Kajłas i jezior La'nga-Co i Mapam-Yumco



Nieudane próby wejścia


Jednakowoż były to wejścia legendarne. Ale dla zwykłych śmiertelników góra pozostaje niezdobyta, nawet nie ze względu na wysokość – wszystkiego ok. 6700 m n.p.m. (w różnych źródłach dane są rozbieżne – przyp. aut.).[2] Mówi się, że przed śmiałkami, którzy chcą pokonać górę jakby staje nieprzebijana powietrzna ściana: Kajłas jakby odpychał ich od siebie, a to powoduje ich upadek w przepaść. Krążą plotki o czterech alpinistach-pielgrzymach (już to Anglikach, już to Amerykanach – przyp. aut.) odbywających święty obchód wokół góry. W pewnym momencie zeszli oni z rytualnej ścieżki i skierowali się do góry. Po pewnym czasie do obozu pielgrzymów u podnóża góry zeszła czwórka brudnych, oberwanych i przerażonych ludzi z dzikim spojrzeniem. Zostali oni przekazani do kliniki psychiatrycznej, gdzie alpiniści szybko się postarzeli i w ciągu roku zmarli w głębokiej starości nie wróciwszy do siebie. 

Wiadomo także, że w 1985 roku znany alpinista Reinhold Messner otrzymał od władz chińskich zezwolenie na wejście na Kajłas, ale potem zrezygnował z tego z tego z niezbyt jasnych przyczyn. Jedni mówią, że z powodu pogarszających się warunków pogodowych, drudzy twierdzą, że zdobywca wszystkich 14-tu ośmiotysięczników świata, przed samym szturmem na Kajłas miał jakieś dziwne widzenie… 

A oto hiszpańska ekspedycja 2000 roku załatwiła sobie za pewna sumę u władz chińskich zezwolenie (permit) na zdobycie tej góry, zetknęła się z rzeczywistym niebezpieczeństwem. Hiszpanie założyli już bazowy obóz u podnóża góry, ale tu przeszkodziła im wielotysięczny tłum pątników, która był zdecydowany za wszelką cenę nie dopuścić do takiego świętokradztwa. Swój protest wystosował Dalajlama XIV, ONZ i cały szereg znaczących organizacji międzynarodowych. Pod takim naciskiem Hiszpanie musieli ustąpić. 

Ale Rosjanie, jak zwykle zresztą, wyprzedzili wszystkich. We wrześniu 2004 roku członkowi-korespondentowi Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, prof. Jurijowi Zacharowowi jakoś udało się czujność tybetańskich tubylców. Wraz z synem Pawłem udało mu się (bez zgody władz) wejść na Kajłas od strony południowo-wschodniej ściany, do niwelety 6200 m n.p.m. Ale góra wciąż się nie poddawała. Tak to wyjaśnił sam Zacharow:

- Na odcinku wejściowym obudził mnie Paweł mówiąc, że na niebie widać wstrząsające w swym pięknie świetliste zjawiska z naturalnej elektryczności. Nie chciało mi się wyłazić z namiotu, nie mówiąc już o tym, że brakło sił – ale ciekawość wzięła górę – i co jakieś 3-5 sekund na niebie pojawiały się kuliste, jaskrawe błyski światła, podobne do widzianych w tybetańskiej ikonografii „tigle” – świetliste, tęczowe kule. Ich wielkość była porównywalna do futbolówki. 

Należałoby wspomnieć jeszcze ciekawsze zjawisko, które już trudniej wyjaśnić z naukowego punktu widzenia – w dzień wystarczyło zamknąć i otworzyć oczy patrząc w niebo i były wyraźnie widoczne jakby świecące pasma tworzące ogromną siatkę pokrywającą wszystko dookoła i składających się z setek… swastyk (!!!). Ot i taka to mistyka – gdybym tego nie widział, to bym nie uwierzył. I to były jedyne niezwykłe zjawiska, które widzieliśmy na Kajłasie, jeżeli nie liczyć szybkiej zmiany pogody w czasie wychodzenia. 

Im wyżej wspinała się ekspedycja, tym gorsza stawała się pogoda: burza śnieżna, porywy ostrego, zimnego wiatru, które zbijały z nóg. Na koniec przyszło nam odpuścić sobie dalszą wspinaczkę.

 Tajemnicze jeziora
 Kajłas od SW - widać grupkę pątników
 Kajłas widoczny z brzegu jeziora Mapam-Yumco

Zagadki góry


Świetliste błyski nad wierchami góry widoczne były od dawien dawna. Hinduiści od czasu do czasu widują tam wielorękie stworzenie, utożsamiane przez nich z Sziwą. 

Na satelitarnych zdjęciach widać, że Kajłas znajduje się w centrum kamiennej spirali. Góra wydaje się być akumulatorem kosmicznej i planetarnej energii – największym na Ziemi. Temu właśnie sprzyja piramidalny kształt góry. Rosyjski uczony i ezoteryk prof. Ernst Mułdaszew uważa, że jest to piramida – sztucznego pochodzenia, i jak pozostałe piramidy w rejonie – została zbudowana w zamierzchłych czasach przez supercywilizację. Hipoteza ciekawa, ale niezbyt prawdziwa. Piramidalny kształt ma wiele gór w Tybecie i Himalajach – w tej liczbie najwyższa góra na Ziemi – Czomolungma (Sagarmatha, Mt. Everest). I powstały one w naturalny sposób, co może wykazać każdy specjalista znający się na geologii.

Lodowa czapa góry Kajłas podobna jest do wielkiego kryształu jaśniejącego w środku pączka kwiatowego, z którego spadają w dół ogromne ściany z niebiesko-filetowej skały. Ernst Mułdaszew i inni badacze przekonują, że są to zwierciadła czasu podobne do tych, które skonstruował swego czasy radziecki uczony Nikołaj Kozyriew, tylko oczywiście o wiele większych rozmiarów, i tak np. zwierciadło Dom Szczęśliwego Kamienia mierzy 800 m wysokości. System tych zwierciadeł zmienia upływ czasu: on najczęściej przyspiesza, a czasami zwalnia swój bieg. Zauważono, że u pątników odbywających pielgrzymkę wokół góry, o długości 53 km, w czasie doby odrastają brody i paznokcie, bo wszystkie życiowe procesy przyspieszają. 

Niemało sporów wywołuje pionowa głęboka szczelina znajdująca się na południowej ścianie góry. Przy odpowiednim oświetleniu, na części zbocza przedziwna gra świateł i cieni ukazuje coś w rodzaju dawnego solarnego symbolu – swastyki. Ezoterycy uważają to za święty symbol wskazujący na sztuczne pochodzenie góry. Jednakże wydaje się, że ta swastyka jest tylko jednym z dzieł Natury.

Według mniemania niektórych badaczy, piramida Kajłasu jest pusta w środku. W jej wnętrzu znajduje się cały system pomieszczeń, w jednym z których znajduje się legendarny czarny kamień Czintamani. Ten posłaniec z systemu gwiezdnego Oriona zawiera wibracje dawnych światów oddziaływujących na ludzi i powodujący ich rozwój duchowy. A prof. Mułdaszew szczególnie uważa, że wewnątrz Kajłasu w stanie samadhi znajdują się dalecy przodkowie, chroniący genotyp ludzkości od czasów Atlantydów czy nawet Atlantyków. 

Inni zaś twierdzą, że wielcy święci ludzie z wszystkich narodów: Jezus Chrystus z Nazaretu, książę Siddartha Guatama Siakya-Muni vel Budda, Nathadźi Gopinatha alias Kryszna i inni – przebywają w stanie samadhi we wnętrzu sarkofagu Nandu, znajdującego się obok góry i połączonego z nią tunelem, i ockną się w czasie nadejścia największych nieszczęść poczym przyjdą ludziom na pomoc. 

Jeszcze jedna zagadka Kajłasu – dwa jeziora: jedno z „żywą” drugie z „martwą” wodą. One znajdują się w pobliżu góry[3] i są rozdzielone tylko wąskim pasem lądu. W jeziorze Manasarowar albo Mapam-Yumco jest krystalicznie czysta woda i smaczna, mająca lecznicze właściwości, dodaje wigoru i rozjaśnia umysł. Wody tego jeziora zawsze są spokojne, niezależnie od siły i kierunku wiatru. Zaś jezioro Rakszatal albo La'nga-co nazywają jeziorem demona. Woda w nim jest słona, niezdatna do picia i zawsze tam sztormuje, nawet w bezwietrzną pogodę. 

Wiele tajemnic i zagadek zawiera w sobie ta święta góra. O wszystkich nie da się opowiedzieć w krótkim artykule. Najlepiej jest zobaczyć to wszystko na własne oczy przybywszy do Kajłasu w pielgrzymce. Wszak tylko jedno obejście wokół góry zgładza wszystkie popełnione życiowe grzechy. Pielgrzymi zrobiwszy 108 rund wokół Kajłasu mogą dostąpić nirwany już w tym życiu. Oczywiście do tego potrzebne są 2-3 lata i to minimalnie, wszak trzeba przebyć – bagatela! – 5724 km! I to w skrajnie trudnych warunkach…

Ale rzecz jest tego warta – nieprawdaż?


Źródło: „Tajny i zagadki”, b/n ss.20-21
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 



[1] Religia Bön.
[2] Położenie – N 31°04′00″ - E 081°18′45″.
[3] W odległości ok. 30 km na południe.

środa, 31 stycznia 2018

Tragedia na NaPa



Jestem wstrząśnięty. Kolejna próba zdobycia Nanga Parbat zimą skończyła się tragicznie. Wprawdzie szczyt zdobyto, ale zginął polski uczestnik wyprawy – Tomasz Mackiewicz. Zginął tak strasznie i tak niepotrzebnie. Przy okazji mogło zginąć kilka innych osób. Rodzi się pytanie o sens takiego narażania życia dla rekordu czy sportowego osiągnięcia…


Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera przedstawił raport z akcji ratunkowej pod Nangą Parbat.

Kierownikiem zespołu był ratownik Jarosław Botor, który udał się na pomoc Elizabeth Revol i Tomaszowi Mackiewiczowi z Denisem Urubko, Adamem Bieleckim i Piotrem Tomalą. Francuzka została bezpiecznie sprowadzona z góry, niestety ze względu na trudne warunki pogodowe nie udało się uratować Tomasza Mackiewicza.
- Około godziny 2:00 z 27/28.01, Denis Urubko i Adam Bielecki po pokonaniu 1100 m. przewyższenia nawiązuje kontakt głosowy z Poszukiwaną nieco powyżej obozu drugiego na około 6100 m.n.p.m. Ratownicy natychmiast przystąpili do udzielania Revol pomocy, która polegała na zabezpieczeniu w płachcie biwakowej lifesystem, podaniu leków zgodnie z wytycznymi PHZ, podaniu ciepłych płynów. Elizabeth Revol ma odmrożone ręce i lewą stopę - czytamy w raporcie.
- Następnie opisuje, w odpowiedzi na pytania Adama Bieleckiego stan Tomasza Mackiewicza, którego po zejściu ze szczytu, pozostawiła zabezpieczonego w śpiwór w szczelinie (namiocie?) na wysokości ok 7280 m.n.p.m. jako bardzo ciężki: odmrożone ręce, nogi, twarz, niezorientowany w czasie i przestrzeni, nie było z nim już żadnego kontaktu, ślepota śnieżna, brak możliwości samodzielnego przemieszczania się.
- Po tych informacjach i kontakcie radiowym oraz telefonicznym Zespół podejmuje decyzje o odstąpieniu od próby dotarcia do Tomasza Mackiewicza i skoncentrowaniu się na ratowaniu zdrowia i życia Elizabeth Revol. W związku z powyższym Zespół postanowił zabiwakować w obozie II /Orle Gniazdo/ do rana.
- Po czterogodzinnym biwaku w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych /silny wiatr, temp. -35C/, rozpoczęto etap opuszczania Revol drogą Kinshofera przy ciągłej i bezpośredniej asekuracji, do podstawy ściany ok. 5000 m.n.p.m. Resztę drogi do obozu I pokonała o własnych siłach.  (Źródło - https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/swiat/nanga-parbat-poznaliśmy-raport-z-akcji-ratunkowej/ar-BBIsjxz?li=AAaGjkQ&ocid=spartandhp)

Trudno się pogodzić z tym, co tam zaszło, ale niestety tak się stało, jak się stało i się nie odstanie. To, co mnie najbardziej irytuje, to postawa francuskich mediów, które stwierdziły, że to Pakistańczycy uratowali Elizabeth Revol, co było nieprawdą. Poza tym Francuzi nie chcieli się dołożyć do opłaty za helikoptery, co uważam za zwykłe skurwysyństwo. W końcu ratowano ich obywatelkę! – ale taka jest ich mentalność, którą poznaliśmy dokładnie w 1939 roku…

Nie oceniam tutaj postępowania E. Revol, która zostawiła swego towarzysza w stanie krytycznym na wysokości ponad 7000 m n.p.m., w burzy śnieżnej i temperaturze -40°C. Niesienie kogoś w tych warunkach, przy schodzeniu jest po prostu niepodobieństwem. Z drugiej strony, może gdyby przy nim została, to przeżyliby oboje…? Teraz możemy gdybać, ale uderzmy się w piersi i powiedzmy, co byśmy zrobili będąc tam? Siedem kilometrów z okładem nad poziomem morza, w szczelinie skalnej czy namiocie, przy wichurze dmącej 200 km/h i mrozie -60°C oraz padającym śniegu? Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono – napisała poetka. Dlatego nie wydajmy pospiesznych sądów.

Z doświadczenia wiem, że obecność drugiej osoby wpływa korzystnie na poszkodowanego. Kiedyś podchodząc Zawratowym Żlebem zasłabłem i utknąłem kilkaset metrów od Zmarzłego Stawku. Po prostu padłem na śnieg i leżałem czekając na poprawę samopoczucia albo na zawał. Musiałem zejść, a na to nie miałem siły. Oczywiście o wejściu na Zawrat mogłem już sobie tylko pomarzyć. I oto na szlaku pojawiła się jakaś uczennica Technikum Hotelarskiego, która pomogła mi wstać, a potem sprowadziła mnie nad Czarny Staw i do schroniska, skąd już jakoś dotelepałem się do Zakopanego. Samemu też kilka razy zdarzyło mi się sprowadzać zabłąkanych turystów, których na szlaku spotkała śnieżyca czy mgła…  

Wkurza mnie sama postawa Pakistańczyków, którzy kazali sobie za wszystko suto zapłacić, co też stawia ich w niekorzystnym świetle. Problem polega na tym, że w Pakistanie nie ma służb ratowniczych, a wojsko dysponujące helikopterami traktuje je jak swoją prywatną własność. Pakistan to nie Indie czy Nepal, gdzie istnieją wyspecjalizowane służby ratowniczo-medyczne do udzielania pomocy w górach. Sprawa ta będzie zapewne jeszcze długo wałkowana na różne strony i sposoby, ale nic się tam pod tym względem nie zmieni. Stoją za tym przede wszystkim za duże pieniądze więc wiadomo, póki tak właśnie jest – nie zmieni się nic.

NaPa jest nazywana „killer mountain” – górą zabójcą, która ma około 40 himalaistów „na rozkładzie”, ale mimo tego (a może właśnie dlatego) będzie przyciągała śmiałków ze wszystkich stron świata. To jest wyzwanie dla człowieka, który zawsze będzie chciał sprawdzić tam przede wszystkim siebie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał gonić horyzont i dokazywać niemożliwego. I na tym właśnie polega postęp.

Tylko że za niego trzeba płacić cenę, czasem tą najwyższą i ostateczną.  

czwartek, 6 lutego 2014

Baza kosmiczna Obcych w Himalajach





- Indie odkryły aktywną bazę UFO w Himalajach. Pracujemy z Chinami i ONZ aby opracować plan działania w przypadku najazdu obcych. Nie chcemy aby ludzie się niepokoili. Jesteśmy pewni, że możemy powstrzymać niebezpieczeństwo ze strony kultury pozaziemskiej - powiedział Minister Obrony Indii,  A.K. Antony.


Okoliczności



Sprawozdania o wzmożonych działaniach wojennych pomiędzy rzekomymi kosmitami oraz chińskimi i indyjskimi siłami zbrojnymi od 1998 roku są sprawdzane przez regionalnych badaczy. Mieszkańcy z obszarów wiejskich są przerażeni widokiem dziwnych statków na niebie tak w dzień jak i w nocy.

Chińskie wojsko zostało wezwane do potwierdzenia dowodów na to, że istoty z innego świata posiadają aktywną bazę blisko granicy z Indiami na niezamieszkanym, górzystym obszarze.

Siły pancerne Armii Ludowej ze względu na utrudnienia wynikające z ciągłych zmian w topografii terenu miały zablokowany dostęp do domniemanej bazy.

Teraz nowe raporty donoszą, że Siły Marynarki chińskiej nieoficjalnie dołączyły do sojuszu z Marynarka USA i Rosji w celu obrony przed wzrostem aktywności obcych, która może być zagrożeniem w programach kosmicznych na ziemi, morzu czy orbicie okołoziemskiej.


UFO widywano w Chinach od tysiącleci



Ufo i Obcy nie są niczym nowym dla Chińczyków.
Wizyty dziwnych istot są wpisane w historię ziemi smoka.

Statki i dziwne światła były widywane i zgłaszane od tysiącleci. Mówi się, że nawet wielki Dżyngis Khan i jego armia uciekli przed statkami Bogów gdy ci zstąpili na Ziemię.

Wielki Mur Chiński nie wystarczył aby utrzymać w ryzach hordy mongolskie, ale obcy o dziwnych twarzach i sylwetkach przerażały nawet potężnych Mongołów.

Stare dokumenty sugerują, że kiedyś Chiny stoczyły dziką wojnę z najeźdźcami z kosmosu.

Niektóre starożytne pisma chińskie, które poprzedzają ich kalendarz nawet o 300 lat, pokazują, że północne rejony zostały zaatakowane przez siły pozaziemskie. Te obce armie zbudowały piramidy, zniewoliły ludzi i walczyły przeciw trudnym azjatyckim dowódcom wojennym.

Wreszcie najeźdźcy z kosmosu zostali wyparci przez rasę ziemskich (ludzkich) gigantów o rudych włosach.

Niedawno chińscy naukowcy dokonali udarzającego odkrycia piramidy, która może być bardzo stara, nawet z przed  12.000 lat i która zawiera pozostałości po starożytnej kulturze obcych.

Być może piramida była używana jako jedna z baz do najazdów na okolicznych mieszkańców.


Wystraszeni mieszkańcy



Osoby z rejonów tak Indii jak i Chin, zostały wezwane przez rządzących aby zbadać i powstrzymać inwazję obcych.

Strona „Zjawy i Potwory” poinformowała, że rządy obu krajów nadal starają się ukryć zwiększone pojawianie się kosmitów w rejonach, które przed wiekami mogły być miejscem wojny pomiędzy obcymi.

W raporcie, w oparciu o informację, która ukazała się w indyjskim dzienniku „Indian NewsPaper – Zjawy i Potwory” pisze:

Wielu badaczy UFO twierdzi, że na dnach oceanów i głęboko pod powierzchnią Ziemi znajdują się ukryte bazy obcych. Konga La doświadcza niezrozumiałych zjawisk i obiektów wychodzących z niedostępnych części gór Himalajów i rządy odmawiają ujawnienia i powiedzenia czym one są.

Niektórzy mieszkańcy się z tego śmieją podczas gdy inni są źli lub wystraszeni.

Wojskowi zachowują prywatność, utrzymują, że ze względów bezpieczeństwa narodowego nie mogą nic powiedzieć. Ale przynajmniej jeden z nich potwierdził, że to są UFO - donosi „UFO Casebook”.

Dużo wskazuje na to, że aktualnie budowana jest wielka baza w twardym andezycie w wysokiej części Himalajów. Budowa trwa na wzniesieniu na niezamieszkanych terenach w pobliżu Indii i Chin

Inną ciekawą rzeczą jest zwiększona aktywność armii Indii i Chin zaobserwowana w tym rejonie

Nieistniejące jezioro


Jednym wywołującym dreszcz wydarzeniem opowiadanym przez tamtejszych mieszkańców pochodzi z rejonów Chin. Według zeznań:

 Chińska Brygada Pancerna, wyposażona w czołgi T-80 otrzymała rozkaz dotarcia do granicy z Ludową Armią Wyzwoleńczą z bazą w Niuke. Kiedy dotarli do miasta Zhada, gdzie w końcowym etapie marszu miała znajdować się podejrzana bazą stało się coś niespodziewanego, przy granicy z Indiami pojawiło się sztuczne jezioro.

Badacze mówią, że: jezioro wypełniło dolinę rzeki Langchui (zwaną Sutlej po stronie indyjskiej) i zagroziło zalaniem przyległych terenów Indii. Zarówno Indie jak i Chiny odmówiły zbadania incydentu.

Wtedy, mieszkańcy z jednej chińskiej wioski poinformowali, ze jeziora już tam nie ma, a to co z niego pozostało nie zagraża mieszkańcom strony indyjskiej

Raporty z tego zdarzenia mówią, że korespondent UFO z Indii, Krishnari Bai Dharapurnanda, powiedział: wydaje się, że kosmici stopili lodowiec i utworzyli tymczasowe jezioro aby zapobiec by chińskie czołgi dotarły do granicy.

Istnieje wiele pogłosek w Indyjskiej Organizacji Badań Kosmicznych (ISRO). Mówi się, że kosmici zdecydowanie planują i budują fort w Himalajach w tylko sobie wiadomych celach.

Intensywna działalność trwa.

Działalność się nasila podczas gdy trzy mocarstwa analizują ewentualną wojnę w przestrzeni kosmicznej. W tym roku jeden z szefów wywiadu amerykańskiego potwierdził, że Chiny przygotowują się do walki w przestrzeni kosmicznej. Może to być częścią planu obrony kraju przed inwazją obcych?

Raporty wskazują, że Rosja i USA również wzmacniają swoje siły militarne do ewentualnych walk w przestrzeni kosmicznej.

Tymczasem Chiny i Indie zobowiązały się do usunięcia potencjalnych wrogich zamiarów.

Czy podejmowane działania do zagrania w szachy wobec pozaziemskiego wtargnięcia odniosą skutek nie wiadomo. Jak wskazują badacze, istoty, które nie pochodzą z Ziemi mogą być tutaj od niepamiętnych czasów, sięgających nawet do początków ludzkości.


Źródło:

Przekład z j. hiszpańskiego – Anna Lorek ©