Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą US Navy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą US Navy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2020

Z Pentagonu wyciekły kolejne zdjęcia UFO



Tomáš Andres Skoupý („Novinky”)

 

Wyciekły dwa raporty o nagraniu zjawiska UFO, obecnie określanego jako UAP (Niezidentyfikowane Zjawiska Powietrzne) i spodziewano się, że wywoła poruszenie wśród fanów niezidentyfikowanych obiektów latających. Raporty obejmują obserwacje z 2018 roku i tego lata. W obu przypadkach piloci amerykańskich myśliwców zauważyli w powietrzu tajemniczy obiekt, który dziwnie zachowywał się.

Informacje o raportach UAP zostały dostarczone przez serwer Debrief, ale zwolennicy pozaziemskich gości mogą zachować spokój. Raporty, które nie były tajne, ale przeznaczone tylko dla władz amerykańskich, nie zawierają żadnych wskazówek, które mogłyby wskazywać na obecność pozaziemskich cywilizacji na naszej planecie.

Pokazują jednak, że administracja USA bardzo poważnie traktuje takie doniesienia, zwłaszcza że mogą one stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

 

Był to balon czy nie był?

 

Pierwszy raport poświęcony jest obserwacji pilotów myśliwca F/A-18 Hornet gdzieś u wschodniego wybrzeża USA. Podczas rutynowego lotu drugi pilot wykonał na swoim telefonie komórkowym zdjęcie dziwnego obiektu unoszącego się na wysokości od 9 do 10 kilometrów.

Eksperci sądzili, że może to być „dropsond” - jednorazowe urządzenie GPS wystrzelone ze spadochronem, które jest wykorzystywane do pomiarów atmosferycznych. Obserwowany obiekt nie miał jednak transpondera GPS i zamiast poruszać się z prędkością od 10 do 12 metrów na sekundę do ziemi, jak to robią sondy, unosił się w powietrzu.

Mógł to być balon meteorologiczny, ale eksperci nie byli na tyle pewni, aby to udowodnić. Dlatego w raporcie uwzględnili mało prawdopodobną możliwość, że obiekt jest pochodzenia nieludzkiego lub pozaziemskiego. Nie dlatego, że byli o tym przekonani, ale dlatego, że nie mogli tego obalić.

 

Zagadkowy obiekt, który wynurzył się z morza

 

Drugi raport pochodzi z tego roku i jest znacznie ciekawszy. Zdjęcie z raportu, w przeciwieństwie do pierwszego, nie przepadło. W 2019 roku pilot myśliwca obserwował UFO, które miało kształt trójkąta i było wyposażone w idealnie okrągłe, mocne światła na każdym z zaokrąglonych wierzchołków.

Według raportu, UFO miało wyłonić się bezpośrednio z oceanu i wspiąć się prosto w górę z ogromną prędkością – obiekt typu USO NOTSUB/Id. Dlatego władze USA skupiły się w szczególności na tym, że może to być „obiekt desantowy”, być może dron zdolny do poruszania się w wodzie i powietrzu. Takie raporty nie są odosobnione.

W 2019 roku marynarka wojenna USA potwierdziła autentyczność zapisów UAP, które wcześniej wyciekły do ​​opinii publicznej, a w sierpniu Departament Obrony Stanów Zjednoczonych potwierdził istnienie UAPTF czyli Grupy Zadaniowej do Spraw Niezidentyfikowanych Zjawisk Powietrznych, która zajmuje się podobnymi doniesieniami i jest autorem dwóch ostatnich, które się pojawiły.

- Departament Obrony i departamenty wojskowe bardzo poważnie traktują wszelkie wtargnięcia samolotów na nasze obszary szkoleniowe lub naszą przestrzeń powietrzną i badają każdy raport - oświadczył wówczas Pentagon.

 

Źródło - https://www.novinky.cz/koktejl/clanek/z-pentagonu-unikly-dalsi-fotky-ufo

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz


niedziela, 11 czerwca 2017

Admirał Fahrney o UFO

Kontradmirał Delmar S. Fahrney

George A. Filer III (MUFON)


Oświadczenie admirała US Navy Delmar S. Fahrney, byłego szefa programu sterowanych pocisków rakietowych USN, zostało opublikowane w „New York Times” w dniu 17.I.1957 roku: 

Istnieją wiarygodne raporty wskazujące na to, że są obiekty wchodzące do naszej atmosfery z wielkimi prędkościami i są one kierowane przez myślące istoty.

Kontradm. w st. spocz. Delmer S. Fahrney powiedział, że rozmawiał z wieloma uczonymi i inżynierami, którzy donosili o obserwacjach dziwnych obiektów latających. I dodał:

- Są sygnały, że jakaś inteligencja kieruje tymi obiektami, ponieważ wskazuje na to sposób ich lotu. Nie są one całkowicie sterowane automatycznie powiedział. – Nawiasem mówiąc, zmieniają one pozycje w formacjach i zamieniają się miejscami, co wskazuje na to, że ich ruchy wskazują na przerażająco wysoką technologię, o której nie mamy nawet pojęcia, a ich rozwój bije nasze o bardzo długi okres czasu.

Są to obiekty, które wlatują do naszej atmosfery z ogromnymi prędkościami… Żadna agencja u nas czy w Rosji nie jest w stanie zduplikować w naszym czasie tych prędkości i przyspieszeń, które radarzyści i obserwatorzy byli w stanie zaobserwować i odnotować…

Dnia 16.I.1957 roku – w dniu po pierwszym spotkaniu NICAP z Radą Gubernatorów - przewodniczący Rady D. S. Fahrney zwołał konferencję prasową. Wszystkie krajowe media cytowały jego oświadczenia identyfikując go jako jednego z niewielu „wielkich szych” mówiących o obronie przed UFO.
Teraz wiemy z absolutną pewnością, że wielu wysokich oficerów US Navy było zainteresowanych ufozjawiskiem.

Wiceadmirał Roscoe Hillenkoetter osobiście dołączył do NICAP i miał odwagę wypowiedzieć się publicznie i na kongresie na temat pozytywnych aspektów tego, co NICAP zrobił i tego, że UFO są realną ale nie-ziemską tajemnicą.[1] Nie był on w tym osamotniony.

Szef Office of Naval Research adm. Calvin Bolster najwidoczniej podzielał jego przekonania, chociaż Keyhoe i Fahrney nie byli w stanie wydobyć z niego jakiegoś publicznego oświadczenia. Kilku innych oficerów USN było członkami NICAP i Keyhoe okazjonalnie organizował „przecieki” od ludzi związanych z marynarką wojenną, którzy oczywiście nie zgadzali się z polityką USAF.


Było wiele sympatii w marynarce dla badań tego fenomenu i niewiele dla ich rywali. Jedna z tych „konwersacji”, której rezultatem był wielki „przeciek” opisany przez Keyhoe’a w jego książce z 1960 roku. We „Flying Saucers: Top Secret” Keyhoe opisuje spotkanie dwóch oficerów marynarki, które zostało zaaranżowane „przez mojego starego kolegę z Akademii Marynarki Wojennej”. Spotkanie to miało miejsce w 1958 roku, krótko po tym, jak Dick Hall dołączył do NICAP, a Keyhoe przedyskutował z nim ten temat. Używając pseudonimów opisał on spotkanie z kapitanem marynarki i komandorem w ich biurze jako całkowicie „prywatne”. Oficerowie zaczęli rozmawiać z Keyhoem i próbowali na wszelki sposób zmusić go do ujawnienia poufnych źródeł informacji by sprawdzić, czy nie naruszy on tajemnicy. Keyhoe przeszedł ten test i nie dziwił się ani przez moment, że ci faceci chcieli zastawić na niego pułapkę. (Nie sądził by tak było, bowiem spotkanie to zaaranżował jego dobry przyjaciel i był cierpliwym.)

Wreszcie oficerowie byli przekonani i zaczęli opowiadać mu o „ukrytych” przypadkach od personelu USN. Powiedziano mu o tym, że mają oni spisany dziennik z tego rodzaju informacjami. Oni trzymają to (tylko obserwacje UFO poczynione przez marynarkę) „za zezwoleniem admirała”. Kto to był ten admirał? Normalnie to oznaczało TEN admirał – szef operacji floty adm. Arleight A. Burke. Wyglądało na to, że szef Sztabu USN był zainteresowany kimś, kto trzymał rękę na pulsie wydarzeń  z UFO? A zatem wychodziło na to, że podobnie jak USAF, personel marynarki wojennej też śledził UFO. Ten dziennik najprawdopodobniej wciąż istnieje gdzieś w archiwach USN, a marynarka na razie nie widzi potrzeby by go odszukać i upublicznić. Moje kontakty twierdzą, że UFO wielokrotnie widziano i śledzono pod wodą, jak poruszały się z ogromnymi prędkościami powyżej setki węzłów. Widziano je także zanurzające się i wynurzające z wody. (Dzięki NICAP)




Mówi kmdr Graham Bethune pilot VIP-ów


Mój przyjaciel, komandor Graham Bethune, który jest pilotem VIP-ów z USN często woził adm. Fahrneya do Wright Patterson AFB (Dayton, OH), gdzie jak twierdzi on, znajduje się kilka pojazdów Obcych.

Kmdr Graham Bethune jest pilotem wielkich szych z marynarki wojennej i ma zaliczoną swoją obserwację wielkiego UFO nad Atlantykiem i twierdzi, że woził admirałów do różnych miejsc ufokatastrof i zaprzyjaźnił się z adm. Fahrney’em i latał wielokrotnie z nim do Wright Patterson AFB na konsultacje incydentów z UFO z ludźmi z USAF.

Graham opowiedział mi, że leciał z sekretarzem marynarki Kimballem i był jak to można byłoby nazwać dowódcą samolotu we flagowym dywizjonie, który latał z najwyższymi oficerami i ważnymi cywilami poza Waszyngton, DC. Wielu z nich opowiadało mu o tym, jak to zaobserwowali UFO. Np. dwa samoloty leciały razem nad Pacyfikiem. Naraz za jednym z nich pojawił się świecący dysk, a po chwili zaczął latać wokół niego. Często latał z adm. Fahrney’em  i innymi oficerami do Wright Patterson AFB na spotkania z personelem od Pozaziemian. Kmdr Bethune twierdzi:

Parkowałem nasz samolot na linii lotów nieopodal hangaru z blachy falistej, gdzie jak twierdził adm. Fahrney znajdowało się zaparkowane tam UFO. Czasami mój szef i ja moglibyśmy tam wejść, i był on zdziwiony tym, że nie interesowało mnie to co jest w tym hangarze. Powiedział mi, że oni mają tam pojazd (UFO). Poza tym mają tam jeszcze ciała Istot Pozaziemskich (ET) w skrzyniach z pleksiglasu i można je zobaczyć.

Fahrney powiedział Bethune’owi, że polityka trzymania tego w tajemnicy była wielkim błędem. Marynarka wykonała podstawowe badania dla rządu, natomiast lotnictwo zrobiło wiele piany dla mediów.   

Z dyskusji, które prowadził z adm. Fahney’em dowiedział się on, że jest przekonany o tym, że odwiedzają nas pojazdy z innych planet.

Często spotykali się z płk USAF Haroldem Watsonem, który później awansował do stopnia generała-majora[2]. Został on szefem Wydziału Obcych Technologii i osobiście odkrył wiele zaawansowanych niemieckich konstrukcji lotniczych tuż po II Wojnie Światowej. To on zezwolił mu na  zaglądnięcie w akta Niemców i Obcych. Płk Watson blisko współpracował z adm. Fahrney’em i pokazał mu to, co oni mieli w tym zaawansowane technicznie nazistowskie samoloty, pojazdy Obcych i Ich ciała. Fahrney nie mógł zrozumieć, dlaczego kmdr Bethune nie interesował się nimi i nie chciał ich obejrzeć. Interesujące jest to, że później Bethune zainteresował się UFO i żałował, że nie skorzystał z okazji. On wiedział, że we Wright Patterson AFB znajdują się pojazdy ET i ich zwłoki, ale nie może przyznać, że je widział. (Dzięki Grahamowi Bethune)

Przekład z angielskiego – ©Robert K. F. Leśniakiewicz



[1] Wiceadm. Hillenkoetter był kolejno: trzecim dyrektorem Central Intelligence Group (CIG), trzecim Director of Central Intelligence (DCI) i pierwszym dyrektorem CIA. 
[2] Polski odpowiednik generał dywizji.

środa, 15 maja 2013

US Navy kontra USO (3)


Najnowsze zdjęcie UFO nad Hessdalen - kadr z filmu video wykonanego w dniu 13.III.2013 roku (z YT)


I jeszcze jeden przykład na działania rozpoznawcze US Navy na Północno-Europejskim Teatrze Działań Wojennych. Incydent ten miał miejsce w Szwecji, w okolicach miasta Umeå, wieczorem dnia 23.VIII.1991 roku. Tego wieczora pewna szwedzka rodzina ujrzała przepływający niebem dziwny obiekt, typowy CNOL, który nadleciał znad Bałtyku i poleciał na północ. Wydawał on przy tym dźwięk podobny do pracy silnika spalinowego na wysokich obrotach. Clas Svahn sądzi, że był to klasyczny UFO w sensie statku kosmicznego czy planetarnego należącego do Ufitów. I wszystko byłoby PK., gdyby nie dwie ciekawe okoliczności, a mianowicie: w Moskwie dobiegł końca sławetny pucz Janajewa-Kriuczkowa-Pugo (19-21.VIII.1991 r.), a trajektoria lotu tego CNOL-a przebiegała nad okolicami Umeå i dalej na północ ponad słabo zaludnionymi połaciami Ångermanlandu i dalej ku Norwegii, gdzie też nikt nie powinien go zobaczyć, bo jego trasę lotu wyliczono tak, by było na niej najmniej ciekawskich oczu


A zatem co to było? Ufolodzy szwedzcy twierdzą, że to UFO. Ja w przeciwieństwie do nich twierdzę, że było to najzwyklejsze IFO. Sądzę, że ów CNOL nie był niczym innym, jak… należącym do US Navy sterowcem rozpoznawczym – a konkretnie sterowcem rozpoznania radioelektronicznego!


Początkowo myśl ta wydawała mi się absurdalna, ale kiedy się nad tym poważniej zastanowiłem, to doszedłem do wniosku, ze to właśnie sterowce są idealnym narzędziem służącym do podsłuchu radiowego, a to dlatego, że sterowiec to nie satelita, który okrążą Ziemię raz na 60 – 90 minut i jest narażony na wpływy zewnętrzne w rodzaju wiatru słonecznego czy atak broniami ASAT ze strony nieprzyjaciela. Sterowiec, to nie samolot U-2 czy SR-73, który porusza się na dużych wysokościach i z ogromnymi prędkościami. Sterowiec, to nie latający radar w rodzaju samolotu E3 Hawkeye czy E3A Sentry AWACS. Sterowiec może zawisać nad dowolnym terenem czy akwenem i przebywać tam całymi dniami nie tracąc ani kropli paliwa, bo unosi go wodór czy hel. Wisząc na dużej wysokości (nawet 10.000 m i więcej) jego załoga ma wgląd na horyzont radiowy od Wismaru do Leningradu (dzisiaj Sankt Petersburg) – a zatem na obszar Bałtyku, na którym znajdowały się radzieckie bazy morskie. Jestem pewien, ze Amerykanom chodziło o wszystkie okręty rakietowe Floty Bałtyckiej, które były uzbrojone w rakiety z głowicami nuklearnymi.


Moskiewski pucz był faktycznym i realnym zagrożeniem dla światowego pokoju, bowiem przez trzy doby „atomowy klucz odpalania” rakiet strategicznych znajdował się w rękach puczystów, poza kontrolą ówczesnego prezydenta ZSRR Michaiła S. Gorbaczowa, a co za tym idzie spółka Jazow et consortes mogli użyć ich w każdej chwili przeciwko NATO i USA. Po zdławieniu puczu przez Borysa N. Jelcyna, Amerykanie uznali, że dalszy nadzór jest niepotrzebny i wycofali swe sterowce znad Bałtyku i Morza Czarnego do baz w Norwegii i Turcji. I tak właśnie być może wyglądała prawda o UFO nad Umeå. Wydaje mi się, że prawdę poznamy po otwarciu archiwów Moskwy, Londynu, Waszyngtonu, Oslo, Sztokholmu i Kopenhagi. Tajemnica w tym przypadku polega nie na tym, co było śledzone w ramach amerykańskich i brytyjskich misji wojskowych w 1946 roku – chodzi tutaj o przylot w pierwszych dniach sierpnia 1946 roku do Sztokholmu gen. Doolittle’a (wsławionego rajdem 16 bombowców na Tokio), gen. Sarnoffa i płk Baldera (myśliwskiego „asa” RAF-u), którzy badali relacje o ghost-rockets zwanych spokraketärna – czy o wizyty wyspecjalizowanych okrętów na akwenach, w których obserwowano pojawienie się tajemniczych miniubåtärna – ale to, czym tego dokonywano! (Zainteresowanym polecam moje opracowanie „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, Warszawa 2008, w którym opisuję dokładnie to, co działo się w Skandynawii w lecie 1946 roku i możliwe implikacje tych wydarzeń.) Współczesna elektronika jest bowiem o wiele ważniejsza i tajniejsza od uzbrojenia i to właśnie stanowi ten TOP SECRET wszystkich raportów, meldunków, doniesień wojskowych o obserwacjach UFO czy USO! Uzbrojenie jest w tej chwili jawne, zobaczyć i dotknąć go może każdy, ale tajne jest to, co nim kieruje i naprowadza na cel. Na tym polega współczesna technika wojskowa.


A Obcy?


Jak na razie, top znamy tylko część Ich tajemnicy i nic nie wskazuje na to, że rychło będziemy mądrzejsi i jakieś nowe dane o Nich i Ich maszynach. Wiąże się to przede wszystkim z zasłona tajemnicy wojskowej czy służbowej związanej z naszą, a nie Ich techniką. To raz.




UFO nad Norwegią (rekonstrukcje)


Po drugie, to niechęć środowiska naukowego – w tym kontekście chodzi o konserwatywne i ultrakonserwatywne kręgi społeczności naukowej, które – na nieszczęście – decydują o kierunkach rozwoju nauki światowej i są skorumpowane na styku z polityką i biznesem. Dlatego też ich niechęć do problematyki istnienia UFO i Ufitów bierze się z zachowawczości środowiska i jego niechęci do jakichkolwiek zmian. Na szczęście stan ten na świecie – niestety, nie w Polsce, gdzie z jednej strony naukowy beton okopał się na renomowanych uczelniach, z drugiej strony mamy niedouczonych magistrów po różnych „hogwartach”, na których wykładają różni ludzie, w wielu przypadkach nie mający z nauką wiele wspólnego – ulega powoli ale systematycznie zmianie na lepsze w miarę wymierania pancernych konserwatystów i betonowych ultra-sceptyków.


Trudno powiedzieć, czy USO z którymi US Navy i mizerne, żałosne resztki naszej Marynarki Wojennej miały do czynienia były i SA wytworami jakiejś Cywilizacji Pozaziemskiej, czy są też one pojazdami istniejącej równolegle do naszej Cywilizacji Wszechoceanu Ziemi, który przecież pokrywa prawie ¾ jej powierzchni. Być może i jedno i drugie. Nie zapominajmy, że Ziemia jest jak na razie jedyną planetą w Układzie Słonecznym, na której istnieją warunki do powstania i istnienia życia opartego na białkach węglowych, na bazie których powstały istoty rozumne – my i… No właśnie – czy jeszcze ktoś inny? Wodni Ludzie czyli Syreny?


Mam  nadzieję, że następny wiek będzie wiekiem Kontaktu z Nimi – kimkolwiek Oni by nie byli – i wiekiem rozrachunku z naszą niechlubną, zimnowojenną przeszłością.


* * *


Ten materiał też nie ukazał się w Polsce, bo był za mało „nieznanoświatowy”, jak ja to określam, i na dodatek przedstawiał pewien problem, który sam w sobie jest sensacyjny – problem Obcych Cywilizacji w Kosmosie i równoległej cywilizacji Syren (tak nazywam ją dla uproszczenia) we Wszechoceanie. Problem ten istnieje i drążę go od kilku lat na łamach „Nieznanego Świata” i na moich byłych i aktualnych blogach oraz opracowaniach książkowych, które polecam. 


Ilustracje - "UFO/UFO-Aktuellt" nr 1/2013  

wtorek, 14 maja 2013

US Navy kontra USO (2)


Niemiecki pancernik Tirpitz w fiordzie Kaa

Początek tych wydarzeń datuje się już od pamiętnej Operation Source przeprowadzonej w dniach 20-22.IX.1943 roku, a konkretnie od ataku brytyjskich miniaturowych okrętów podwodnych na niemiecki pancernik Tirpitz, kryjący się przed okrętami Home Fleet i samolotami RAF w fiordzie Alta i Kå (Kaa) koło miejscowości i portu Alta.

Mapa Kaafjord z zaznaczonymi miejscami kotwicowisk trzech hitlerowskich raiderów: Tirpitz, Scharnhorst i Lutzow


W czasie ataku midgetów, Niemcy zlokalizowali i ostrzelali z działek plot. jakiś obiekt, który wzięli wtedy za brytyjski okręt HMS X-5. Po wojnie Norwedzy z Brytyjczykami usiłowali go podnieść z głębi fiordu Kaa, ale na wskazanym miejscu nie znaleziono żadnego wraku! Sprawa jest otwarta do dziś dnia – zainteresowanych odsyłam do Muzeum Tirpitza w Alta. Pisałem już o tym załamach „Nieznanego Świata” i nie będą do tego wracał.

Niemiecki raider w fiordzie Kaa

[Poza nim w Alta znajdowały się pancernik Scharnhorst i pancernik kieszonkowy Lützow, który bazował w fiordzie Lang. W roku 2004 – jak podaje Wikipedia – na tym miejscu po ponownym przeszukaniu znaleziono części identyczne z używanymi w okrętach podwodnych typu X, w niedużej odległości od miejsca ataku na niemiecki pancernik. Chociaż nie ma jak dotąd pozytywnej identyfikacji, to uważa się je za szczątki HMS X-5. W czerwcu 2011 roku szczątki te zostały wysadzone w powietrze przez nurków z Norweskiej Marynarki Wojennej.]

Misja USS Iowa i USS Ticonderoga jawi się zatem w zupełnie innym, nowym świetle. Pojawienie się USS Iowa było jedynie lepem na muchy, mającym ściągnąć uwagę wywiadu i zwiadu wojsk Układu Warszawskiego na te okręty, a jednocześnie odciągnąć ich uwagę od działalności mniejszych jednostek, bo wszyscy interesowali się amerykańskim superpancernikiem i zupełnie nie obchodził ich jakiś tam krążownik rakietowy, nawet przeciwlotniczy…. USS Iowa można było zwiedzić w miejscach jego postoju. A tymczasem właśnie ten krążownik prowadził właściwą misję rozpoznawczą przestrzeni powietrznej Skandynawii – krajów należących do NATO i Szwecji. Dałbym wiele za możliwość obejrzenia rejestratów pracy potężnych stacji radiolokacyjnych Ticonderogi w czasie tych jesiennych dni 1985 roku nad Skandynawią…!

Przecież nie było żadnego racjonalnego powodu, by Amerykanie musieli robić demonstrację siły na północy Europy, ergo powód musiał być inny – a znajdował się on na granicy szwedzko-norweskiej w Hessdalen i w wodach spokojnych fiordów Norwegii i szkierach Danii i Szwecji.

[W czerwcu 1993 roku południowy Bałtyk odwiedziły dwa okręty amerykańskie: krążownik przeciwlotniczy USS San Jacinto (NB, brat-bliźniak USS Ticonderoga i wsławionego zestrzeleniem irackiego Boeinga 747 Jumbo Jeta w Zatoce Perskiej USS Vincennes) oraz patrolowiec amerykańskiej Straży Przybrzeżnej USCGC Gallatin. Obydwa okręty mogą ze sobą współpracować w ramach systemu AEGIS i LAMPS. Traf (czy tylko???) chciał, że na jakiś czas przed wizytą obu tych okrętów w Zatoce Gdańskiej i przy granicy wód terytorialnych Polski z Rosją doszło do kilku incydentów pomiędzy kutrami rybackimi a… jakimiś niezidentyfikowanymi okrętami podwodnymi. Podejrzewano Rosjan, że były to ich jednostki z bazy Floty Bałtyckiej w Królewcu, ale rzecz nie została stuprocentowo potwierdzona. Czyżby misja USS San Jacinto i USCGC Gallatin była czymś więcej, niż tylko kurtuazyjną wizytą w sojuszniczych portach?

A tak jeszcze wracając do misji USS Iowa, to czy nie wydaje się dziwne to, że w 2012 roku nakręcono dość kiepski film sci-fi pt. „Amerykańskie okręty wojenne” (reż. Thunder Levin), na którym załoga tego okrętu walczy z nomen-omen… okrętami podwodnymi Obcych? Ciekawy jestem, skąd scenarzysta i reżyser tego filmu wziął nań pomysł? Może właśnie z dzienników okrętowych USS Iowa…?]

To wszystko przypomina mi jeszcze jeden incydent z października 1985 roku, kiedy to szwedzki okręt rozpoznania radioelektronicznego HMS Orion został staranowany przez radziecka kanonierkę na międzynarodowych wodach Bałtyku, na wysokości północnego cypla Gotlandii. Załogę Oriona zwabiły na ten akwen wychwycone przez jego ultraczułe anteny (a są one w stanie wyłapać najsłabszy nawet sygnał radiowy z odległości 2500 km dzięki aparaturze pracującej w ciekłym helu – sic!) tajemnicze sygnały radiowe nadawane przez nowy typ radzieckiego okrętu podwodnego…

FRA, do którego należy HMS Orion już raz coś takiego przerobiła w sierpniu 1946 roku, kiedy to odbiorniki radiowe na Gotlandii wychwyciły dziwne sygnały radiowe towarzyszące Loto „rakiet-widm”. FRA wysłała wtedy samolot z radiopelengatorem, by ustalić miejsce emisji tajemniczych radiosygnałów. Znajdowało się ono w rejonie wyspy Uznam/Usedom i poligonu HRVA Peenemünde, w Radzieckiej Zonie Okupacyjnej Niemiec. Drugie źródło tajemniczych emisji radiowych znajdowało się w okolicy Stolpmünde – dzisiaj Ustka – na Pomorzu. Ostatecznie radzieckie myśliwce przepędziły Szwedów.

[Niestety – wyniki rozpoznania poczynionego przez Szwedów, Brytyjczyków i Amerykanów spoczywają do dziś dnia w pancernych sejfach służb specjalnych tych krajów. Na długi czas, jak znam zasady działania tych służb. Szwedzi nie ujawnili do dziś dnia tego sekretu, mimo tego, że SÄPO dwa lata temu odtajniła wszystkie posiadane materiały na temat UFO, co opublikował Clas Svahn na łamach kwartalnika „UFO-Aktuellt”.] 

CDN.

Ilustracje - Internet

poniedziałek, 13 maja 2013

US Navy kontra USO (1)


Radziecki okręt podwodny klasy Whiskey na skałach portu wojennego w Karlskronie (http://compunews.com/s139/sp2.htm


Chyba wszyscy słyszeli o obserwacjach USO, czyli Nieznanych Obiektach Podwodnych – albo UAO – Nieznanych Obiektach Wodnych – na akwenach Trójkąta Bermudzkiego czy w wodach Arktyki i Antarktyki. Zamierzam opowiedzieć Czytelnikowi pewien epizod Zimnej Wojny, który umknął uwadze ufologów, a szkoda… Epizod ten jest związany ze skandynawską falą USO dekady lat 80. XX wieku.


---oooOooo---


Półwysep Skandynawski nawiedzały trzy fale obserwacji Nieznanych Obiektów Latających i Nieznanych Obiektów Podmorskich. Pierwsza z nich obejmuje przełom lat 20./30. i niewiele o niej wiadomo. Nawet sami Skandynawowie niewiele o niej wiedzą, co jest zrozumiałe, bo mimo swej długowieczności roczniki 1929/1931 wykruszają się w sposób naturalny. A było to tak: nad miejscowościami górskich prowincji Szwecji i Norwegii oraz Finlandii pokazywały się tajemnicze samoloty latające głównie nocami, bez świateł pozycyjnych i na dużych wysokościach. Tajemnicze aeroplany – jak je wówczas nazywano – lądowały na terytoriach tych państw, ale zawsze tam, gdzie nikt nie mógł dotrzeć szybko do miejsca ich lądowania, tak więc kwestia, kto i po co nimi latał i co przewoził – pozostanie tajemnicą.


Dziś można śmiało założyć, że byli to albo przemytnicy szmuglujący alkohol do Szwecji (która zawsze miała drakońskie prawa antyalkoholowe) z ościennych krajów, albo – co jest najbardziej prawdopodobne – były to ćwiczebne samoloty niemieckiego i radzieckiego lotnictwa wojskowego, które były prowadzone przez niemieckie załogi pod okiem radzieckich instruktorów z Sowieckoj Worużonnoj Awiacji, co było możliwe na mocy podpisanego w kwietniu 1922 roku traktatu w Rapallo pomiędzy ZSRR a III Rzeszą (jeszcze wtedy Niemcami) . traktat ów umożliwiał m.in. szkolenie niemieckiej kadry oficerskiej w ZSRR – lotników, pancerniaków, marynarzy, itd., wymianę owoców najnowszej myśli technicznej – strona niemiecka przekazała Rosjanom plany najnowocześniejszego na owe czasy superpancernika Bismarck i najlepszych modeli U-bootów. Rapallo stało się wstępem do złowrogiego dla nas paktu HitlerStalin mylnie zwanego paktem RibbentropMołotow z sierpnia 1939 roku, którego jedną z konsekwencji był IV rozbiór Polski i Katyń…


Te tajemnicze aparaty przelatywały nad Półwyspem Skandynawskim z północnego-wschodu na południowy-zachód i vice-versa – czyli z Murmańska i Archangielska do Hamburga i Rostocku. Wiedza ta i zdobyte wtedy umiejętności zaprocentowały potem niemieckim lotnikom, którzy błyskawicznie opanowali całą Jutlandię i Norwegię w czasie kampanii kwietniowej 1940 roku, w ramach Operation Wezerübung. No a potem, aż do końca 1944 roku niemieckie lotnictwo morskie dawało się srodze we znaki konwojom arktycznym, startując do swych rajdów z norweskich baz i topiąc statki alianckie torpedami i bombami, a które było skuteczniejsze od „wilczych stad” U-bootów, które pod koniec wojny nauczono się szybko i skutecznie likwidować.


Druga fala obserwacji dziwnych obiektów latających nad Skandynawią datuje się od maja do października 1946 roku – a zatem na długo przed oficjalnym rozpoczęciem Ery UFO! Tym razem były to podłużne obiekty w kształcie rakiet czy bomb latających, które poruszały się po skandynawskim niebie z ogromnymi prędkościami, czasami wykonując wariackie ewolucje, czasami znikały przy akompaniamencie gromowych detonacji…


Sprawa ta była tak niepokojąca dla szwedzkich wojskowych i sił bezpieczeństwa wewnętrznego, że powołano specjalny komitet, w składzie którego znajdowali się: funkcjonariusze policji, funkcjonariusze policji politycznej SÄPO, żołnierze wszystkich rodzajów sił zbrojnych – w szczególności lotnictwa i wojsk OPK oraz wojsk przeciwchemicznych i atomowych (!!!). Do Komitetu Jacobssona – bo tak się nazywał szef tego zbiorowiska mundurowych i cywilów – dokooptowano także specjalistów z wywiadu wojskowego – IB, radiowywiadu i radiokontrwywiadu – FRA oraz ekspertów z dwóch wydziałów – I i III FOA – czyli Instytutu Badań nad Obronnością – dzisiaj FOI.


Ów trust mózgów pracował w permanencji przez pół roku i zebrał w tym czasie 997 relacji o zaobserwowaniu dziwnych skrzydlatych „rakiet” i „samolotów” nad Szwecją. Udało się stwierdzić, że 35% tajemniczych UFO nadleciało nad Szwecję z północy i zachodu, zaś pozostałe 65% z południa i wschodu. Te UFO przypominały swym wyglądem i zachowaniem… niemieckie pociski odrzutowe A-2/V-1 Fiesseler Fi-103 oraz pociski rakietowe A-4/V-2 i A9/10-V-6 Urzel


Nie sądzę, by ta fala UFO z 1946 roku była aż taką wielką tajemnicą. Trwały w tym czasie radziecko-szwedzko-duńskie rozmowy w sprawie wolnego przepływu radzieckich okrętów przez Cieśniny Duńskie. Stalinowi zależało na tym, by jego flota miała możliwość szybkiego wyjścia na Atlantyk w celu odcięcia szlaków komunikacyjnych do/z Ameryki Północnej. Rozumował logicznie: Europa Zachodnia tak długo oprze się sowietyzacji, jak długo będzie miała zaplecze w USA. Na tym właśnie opiera się cała doktryna obronna NATO. Ryglem zamykającym szlaki Północnego Atlantyku był i jest Półwysep Skandynawski, co docenili w czasie II Wojny Światowej admirałowie Hitlera. Sam Hitler (podobnie jak Stalin) nie rozumiał strategii wojny na morzu i nie doceniał jej znaczenia. W potencjalnych działaniach III Wojny Światowej, Stalin i jego marszałkowie doceniali wartość baz lotniczych i morskich w Norwegii i Danii oraz na Islandii – i właśnie te trzy kraje miały zostać zajęte przez wojska Układu Warszawskiego w pierwszej kolejności, o czym swego czasu pisał Tom Clancy w „Czerwonym sztormie”, Wiktor Suworow w „Specnazie”, Pierre de Villimarest w „GRU – sowiecki super wywiad”, John Barron w „KGB” – a wszyscy opierali się o dane uzyskane przez „pierwszego polskiego oficera w NATO” płk Ryszarda Kuklińskiego. Szczególnie ważna w tych planach była Islandia – jako niezatapialny lotniskowiec dla radzieckich samolotów mających atakować anglo-amerykańskie konwoje i cele naziemne w USA i Kanadzie.


Sowietom nie wystarczyły rozmowy – potrzebny był „delikatny nacisk” na rządy Danii, Szwecji i Norwegii – bo ta ostatnia też partycypuje w Cieśninach Duńskich, zaś instrumentem tego „delikatnego nacisku” były hitlerowskie rakiety przejęte przez Rosjan i odpalane nad Bałtyk z wyrzutni na poligonach w Peenemünde, Ustce, Łebie czy Kronsztadtu i innych na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. Są na to dowody w postaci relacji świadków, zapisów radionasłuchu sporządzonych przez FRA, i in. Rosjanie usiłowali zastraszyć swych partnerów w rozmowach, a przy okazji udoskonalali niemieckie konstrukcje rakietowe. Efektem były najpierw loty balistyczne, a potem start i wejście na orbitę Sputnika-1… Opisałem to w książce „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe” (Warszawa 2008), do której odsyłam zainteresowanych.


Skandynawowie nie ugięli się, i był to kolejny przyczynek do tego, by od Szczecina po Triest zapadła Żelazna Kurtyna i zaczęła się Zimna Wojna. Chociaż ta ostatnia już trwała i to od sierpnia 1945 roku.


Potem było spokojnie, aż do dnia 20.X.1981 roku, kiedy to w bazie szwedzkiej Marynarki Wojennej został przechwycony i aresztowany radziecki okręt podwodny typu Foxtrott o numerze taktycznym 137. Cokolwiek by nie mówić o tym incydencie, to nasuwa się pytanie: co właściwie Rosjanie robili na tych wodach??? Nie ma się co oglądać na zaspanych czy pijanych żołnierzyków szwedzkich i podejrzewać rząd tego kraju o wymuszanie zwiększonych dotacji na zbrojenia przeciwpodwodne – faktem bezsprzecznym jest to, że w latach 1980-87, w wodach terytorialnych i wewnętrznych Szwecji, Norwegii, Danii, Finlandii i Islandii działo się coś niezwykłego. Owszem, część z obserwowanych obiektów podwodnych mogła być i na pewno była miniaturowymi okrętami podwodnymi Floty Bałtyckiej, której Brygada Morskiego Rozpoznania Specnazu (V Wydział GRU) przygotowywała rozpoznanie akwenów i terenów do nich przylegających przed desantem morskim.


[Okręt podwodny 137 według innych źródeł był o napędzie konwencjonalnym, klasy Whiskey, oznaczony jako (С-363) S-363 i o numerze taktycznym 137 został zatrzymany na szwedzkich wodach (a dokładniej w Karlskronie) w dniu 27 października 1981 roku – jak twierdzą niektórzy autorzy. Tak naprawdę miało to miejsce w dniu 20 października 1981 roku. A to było tak: wieczorem rybacy zamieszkujący na wschodniej części Archipelagu Karlskrona zatelefonowali do Straży Przybrzeżnej z informacją, że zauważyli oni OP w  na mieliźnie w zatoce Gåsefjärden odległą o 30 km od centrum Karlskrony. Początkowo nikt nie wziął tego na serio, bowiem Gåsefjärden jest bardzo trudnym nawigacyjnie akwenem, który  jest na dodatek zamkniętą zatoką. Tym niemniej rybacy mieli rację i okazało się, że był tam faktycznie OP bandery radzieckiej. Przyciągnął on uwagę mediów, a szwedzka marynarka internowała okręt i załogę. Obawiano się, że Rosjanie zachcą siłą ich odbić, ale po kilkunastu przesłuchaniach załogantów z S-363, ówczesny premier Thorbjörn Fälldin zdecydował się zwrócić Rosjanom okręt i załogę. Jednakże wydarzenia te doprowadziły do totalnego polowania na okręty podwodne (ubåtsjakter) jak określały to zjawisko szwedzkie media.

Złapany w Karlskronie radziecki okręt podwodny S-363 był okrętem klasy SSK czyli radarowym okrętem podwodnym z napędem konwencjonalnym, wyspecjalizowanym do ZOP, a takimi są przede wszystkim OP typu Kilo. Bardzo niebezpiecznym na płytkim morzu, jakim jest Bałtyk, gdzie trudno jest zastosować OP z napędem nuklearnym (SSN, SSGN i SSBN), które są okrętami oceanicznymi. Oczywiście rzecz natychmiast podchwyciła zachodnia, a przede wszystkim amerykańska propaganda, która nagłośniła ją na cały świat. Solidarnościowa czarna propaganda natychmiast podała informację o tym, że na pokładzie OP 137 znajdowała się broń atomowa, co było bzdurą w samym założeniu, ale rzecz była chwytliwa i błyskawicznie rozeszła się po ludziach podgrzewając – zgodnie z założeniami ekspertów z CIA – klimat nienawiści do ZSRR w Polsce i innych krajach.]


Trzecia Wojna Światowa miała się zacząć od uderzenia na Półwysep Skandynawski, Islandię i Grenlandię. Zniszczenie baz US Navy i flot NATO i Szwecji (Szwecja nie należy do NATO, ale współpracuje z paktem) w Keflaviku, Bodø, Tromsø, Trondheim, Hammerfest, Bergen, Stavanger, Krarlskronie, Sundsvall, Århus i Skagen, przy pomocy potężnych uderzeń lotnictwa i pocisków rakietowych – scenariusz znany z Zatoki Perskiej, Kosowa, Iraku czy Afganistanu – tyle że przeprowadzony ze zmasowanym użyciem broni jądrowej szczebla taktycznego, bez oglądania się na skutki ekologiczne, czyli dokładnie tak, jakby zrobiły to wojska rosyjskie w Czeczenii czy Gruzji. Nie użyto tam broni masowego rażenia, to prawda, ale w Trzeciej Wojnie Światowej nie obowiązywałyby już żadne reguły i byłaby to wojna wszystkich ze wszystkimi.


To nie są czcze przypuszczenia. Ostrzegał przed tym Zachód wspomniany już tutaj płk Kukliński i gen. Tadeusz Pióro.


[Postać płk Kuklińskiego jest bardzo kontrowersyjną. Jedni widzą w nim bohaterskiego zbawiciela Polski, inni zdrajcę. Jego zasługą jest być może niedopuszczenie do agresji ZSRR i państw UW na Europę Zachodnią i w rezultacie niedopuszczenie do grożącej nam w 1981 roku III Wojny Światowej, po której z Polski, Czechosłowacji i NRD pozostałyby jedynie jałowe zgliszcza i radioaktywna pustynia. Dość powiedzieć, że Amerykanie zrzuciliby na nasz kraj 77 ładunków jądrowych o mocy od 50 do 200 kt, a celami byłyby węzły komunikacji kolejowej i drogowej oraz otwarte miasta. Wydaje się jednak, że płk Kukliński był jednym z wielu polskich solidarnościowych „pożytecznych idiotów”, pozyskanych na podstawie fałszywie pojmowanego patriotyzmu i wykorzystywanych przez CIA do rozwalania systemu komunistycznego w Europie Środkowej i Wschodniej.] 


Ale nie wszystkie te USO czy UAO były radzieckimi okrętami podwodnymi. Te było łatwo zlokalizować i wykurzyć z ze skandynawskich akwenów. Istniał pewien procent obiektów, które mimo ostrzału torpedami, rakietami czy granatami głębinowymi nie reagowały nań w ogóle… A co więcej – rozpływały się w wodzie tylko po to, by za chwilę pojawić się w tym samym, czy innym miejscu. I to właśnie były te „prawdziwe” USO, które kontrolowały i przyglądały się radzieckim działaniom na Bałtyku i Morzu Północnym oraz Norweskim.


Ale nie tylko pod wodą działy się dziwne rzeczy, bo w powietrzu także – to właśnie w latach 80. obserwatorzy cywilni i wojskowi niejednokrotnie widzieli dziwne przedmioty latające po niebie Skandynawii – m.in. nad doliną Hessdalen w Norwegii. Rządy obu krajów potraktowały sprawę bardzo poważnie. Znalazły się pieniądze i środki techniczne, a do Hessdalen zjechali się specjaliści ze Szwedzkich Królewskich Sił Powietrznych i ich koledzy po fachu z Norwegii. Raport końcowy głosił wszem i wobec, że zjawiska zaobserwowane w Hessdalen nie są stuprocentowo wytłumaczalne przez współczesną naukę. I co?

USS Ticonderoga

I to, że krótko po ogłoszeniu tych rewelacji, norweskie i duńskie porty wojenne: Trondheim, Bergen, Oslo, Kopenhagę i Århus odwiedził z „przyjacielską wizytą” zespół uderzeniowy superpancernika USS Iowa w składzie: USS Iowa, rakietowy krążownik przeciwlotniczy USS Ticonderoga i kilka mniejszych okrętów ZOP.


Słowo „superpancernik” w stosunku do USS Iowa jest najzupełniej adekwatne: to kolos o wyporze 35.000 ton, rozwijający prędkość 35 kts/64,8 km/h po modernizacji na przełomie lat 70/80. Jego uzbrojenie ustępuje jedynie japońskim olbrzymom klasy Yamato, które miały 9 dział o kalibrze 457 mm – 18”, natomiast USS Iowa ma 9 dział kalibru 406 mm – 16”, baterie dwudziestu sto dwudziestek, 16 działek plot 40 mm – które potem zdjęto, cztery wodnosamoloty, a w zamian za to dołożono mu 32 samosterujące pociski BGM-109 Tomahawk oraz baterie wyrzutni rakietowych klasy woda – powietrze Terrier Rim 2 i Talos.


Ale pomimo tego najbardziej niebezpiecznym był drugi okręt USS Fort Ticonderoga. Uzbrojony tylko w jedno działo kalibru 127 mm i baterie Vulcanów 20 mm plot, ale jego główna bronią jest 96 pocisków klasy woda – powietrze SM-2 i/albo woda – przestrzeń kosmiczna (ASAT), które mogą zniszczyć każdego sztucznego satelitę Ziemi na jego orbicie… Poza tym ma on potężne centrum radiolokacyjno-komputerowe, które jest w stanie zlokalizować i prowadzić dowolny cel powietrzny bądź kosmiczny i zniszczyć go w odległości 10 mn/~18,5 km od swej grupy uderzeniowej salwą rakiet wystrzelonych z dziobowej i rufowej wyrzutni rakietowej. Okręt ten jest najważniejszym ogniwem systemu AEGIS – wykrywania i niszczenia celów powietrznych. Jego systemy radiolokacyjne – a ma ich cztery – byłyby w stanie wykryć każdy obiekt latający w odległości co najmniej 1000 km. W tym także te latające nad Hessdalen…!


[USS Iowa w latach 80. dwukrotnie brał udział w ćwiczeniach na akwenach otaczających Półwysep Skandynawski. W październiku roku 1985, USS Iowa wziął udział w operacji na Bałtyku i strzelał ze swych 5 flankowych dział 130 mm i wystrzelił 16 razy ze swej artylerii głównej 410 mm na Bałtyku, w dniu 17.X, w czasie ćwiczeń z amerykańskimi i natowskimi okrętami. Po tej operacji powrócił on do Stanów Zjednoczonych. (Wikipedia)
Z kroniki okrętu:
Rok 1985
27.VIII – w czasie manewrów Ocean Safari stanowi trzon Grupy Konwojowo-Uderzeniowej Pancerników zapewniającej ochronę konwoju statków zaopatrzenia na trasie z Bostonu do Północnej Europy.
20.IX – na zakończenie operacji Ocean Safari okręt dołącza do Grupy Uderzeniowej lotniskowca USS America i USS Iowa płynie przez Kanał La Manche do Hawru we Francji, Kopenhagi i Århus w Danii i Oslo w Norwegii.
12.X – uczestniczy w bałtyckich ćwiczeń BALTOPS’85 na Morzu Bałtyckim. Amerykańska ekipa prowadzi wielozadaniowe ćwiczenia w sojuszniczymi okrętami na akwenie Bałtyku.
18.X – USS Iowa wraca po ćwiczeniach do portu w Kilonii, w RFN.
Rok 1986:
17.VIII – okręt płynie na ćwiczenie Operation Northern Wedding na Północnym Atlantyku. We wrześniu uczestniczy w tym ćwiczeniu u południowych wybrzeży Norwegii, prowadząc operacje na morzu USS Iowa odwiedza Portsmouth w Anglii i Bremenhaven w RFN.
2.X – okręt wraca do USA.
I jeszcze o ćwiczeniach BALTOPS:

BALTOPS w latach 80.:

W 1985 roku, amerykański dowódca 14 Flotylli Niszczycieli otrzymał zadanie ochrony linii komunikacyjnych na Bałtyku, którymi szło wsparcie dla północnoeuropejskich krajów NATO (Dania i Norwegia). Misja BALTOPS’85 była nieco inna niż pierwszy BALTOPS tym, że wszystko odbywało się pod dowództwem Amerykanów na międzynarodowych wodach, nawet na zapleczu Sowietów, na 15 lat zanim USA osiągnęły taktyczną sprawność działania na morzu i w powietrzu. W tym celu dowództwo 14. FN powołał do akcji Nawodną Grupę Taktyczną w składzie 6 okrętów: krążownika plot. USS Fort Ticonderoga, pancernika USS Iowa, fregat: USS Aylwin, USS Pharris, fregaty rakietowej USS Halyburton oraz okrętu pomocniczego, tankowca USS Merrimack. (Wikipedia)
To właśnie te okręty kręciły sie na zachodnim Bałtyku jesienią 1985 roku, a ich ruchy były śledzone m.in. przez Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza z Pomorskiej Brygady WOP.]  
    
Pancernik USS Iowa i fregata rakietowa USS Halyburton w czasie ćwiczenia BALTOPS'85

Dziwność tej wizyty uderza mnie dopiero teraz, kiedy z dystansem patrzę na to, w czym także uczestniczyłem jako oficer Zwiadu WOP – oczywiście wizyty amerykańskich okrętów miały miejsce wcześniej, nie tylko latem 1985 roku, ale ta właśnie wizyta była bardzo interesująca z ufologicznego punktu widzenia. A tak, bo jak wytłumaczyć fakt takiego składu tej grupy? Chciałbym bardzo wiedzieć, co te okręty (a fregaty są właśnie okrętami wyspecjalizowanymi w ZOP) robiły w norweskich fiordach? Oczywiście dawały wsparcie Norwegom w czasie kolejnego polowania na tajemnicze ubåtärna! Innego tłumaczenia raczej nie ma, bo Norwedzy – w przeciwieństwie do Szwedów mających (i słusznie) bzika na punkcie swej neutralności – niewiele pisali i mówili o USO w swych wodach, natomiast tajemnicą Poliszynela było to, ze flota NATO i norweska marynarka wojenna od czasu do czasu były podrywane w stan alarmu przez tajemnicze midgety wykrywane w norweskich wodach.


CDN. 

Zdjęcia - Wikipedia