Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brązowy karzeł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brązowy karzeł. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2022

Gwiazda Scholza

 

Gwiazda Scholza, towarzyszący jej brązowy karzeł i po lewej stronie widoczna jasna gwiazda Słońca (wizja artysty)

Nola Taylor Tillman

 

Bliskie przejście!

 

„Gwiazda Scholza” musnęła nasz Układ Słoneczny około 70.000 lat temu. Według wizji artysty Gwiazdy Scholza ze swym brązowym karłem jako towarzyszem w czasie swego przelotu na skraju Układu Słonecznego 70.000 lat temu. Słońce wygląda jak jasna gwiazda położona na lewo tej pary gwiazd.

Przyćmiony czerwony karzeł i jego brązowy karzeł prawdopodobnie otarły się o zewnętrzne krawędzie Układu Słonecznego 70.000 lat temu, co według naukowców było najbliższym spotkaniem naszego Słońca z inną gwiazdą w historii.

Naukowcy twierdzą, że w najbliższym zbliżeniu para podwójna – znana razem jako „gwiazda Scholza” – przeszła obok Słońca w odległości mniejszej niż 1 ly - rok świetlny. Jeden ly to odległość, jaką światło pokonuje w ciągu roku — około 9,46 x 10^12 km. Najbliższa Słońcu gwiazda, Proxima Centauri, znajduje się około 4,22 ly od Ziemi.

Naukowcy dokonali odkrycia gwiazdy Scholza, mierząc jej prędkość styczną (ruch po niebie) oraz prędkość radialną (prędkość od Ziemi).

- Niewielki ruch styczny i bliskość początkowo wskazywały, że gwiazda najprawdopodobniej albo zbliża się do przyszłego bliskiego spotkania z Układem Słonecznym, albo niedawno zbliżyła się do Układu Słonecznego i oddalała się Eric Mamajek z Uniwersytetu Rochester w Nowym Jorku, powiedział w swym oświadczeniu. Mamajek był głównym autorem międzynarodowego zespołu astronomów, który obliczył drogę gwiazdy.

- Oczywiście, pomiary prędkości radialnej były zgodne z tym, że uciekała ona z sąsiedztwa Słońca – i zdaliśmy sobie sprawę, że musiała przelatywać w pobliżu w przeszłości – powiedział Mamajek.

 

Gwiezdny gość

W 2013 roku astronomowie po raz pierwszy zauważyli małego czerwonego karła, znajdującego się obecnie około 20 ly od Słońca, w gwiazdozbiorze Jednorożca. Nazwa podwójnego układu gwiazdy Scholza pochodzi od jej odkrywcy: astronoma Ralfa-Dietera Scholza z Leibniz-Institut für Astrophysik Potsdam w Niemczech.

Maleńka gwiazda ma mniej niż 10 procent masy Słońca, a jej towarzysz brązowy karzeł jest nieudaną gwiazdą, której brakowało masy niezbędnej do rozpoczęcia syntezy jądrowej w swoim jądrze. Czerwony karzeł po raz pierwszy zwrócił uwagę astronomów, gdy zdali sobie sprawę, że porusza się po niebie niezwykle wolno jak na tak pobliską gwiazdę.

Zespół naukowy wykorzystał Wielki Teleskop Południowoafrykański (SALT) i teleskop Magellana w Obserwatorium Las Campanas w Chile do zbadania ruchu gwiazdy. Następnie prześledzili jej drogę wstecz, do pozycji sprzed 70.000 lat, kiedy to miała ona najbliższy kontakt z Układem Słonecznym.

Spośród 10.000 symulowanych orbit gwiazda przeszła przez zewnętrzne krawędzie obłoku Oorta, obłoku komet i lodowych skał okrążających Układ Słoneczny, przez 98 procent czasu, przechodząc w odległości 0,8 ly (8 bilionów – 8 x 10^12 kilometrów albo 8 Pm) od Słońca. Tylko jedna z symulacji przeniosła go do obłoku Oorta, gdzie mogła posłać deszcz komet na Układ Słoneczny.

 

Czy ludzie mogli widzieć Gwiazdę Scholza?

Czy ludzie mogli zobaczyć Gwiazdę Scholtza?

 

W swoim najbliższym punkcie gwiazda Scholza byłaby gwiazdą o jasności +10 mag — 50 razy za słabą, by można ją było zobaczyć gołym okiem. Jednak krótkie rozbłyski na gwieździe mogły rozświetlić ją tysiące razy jaśniej, czyniąc ją potencjalnie widoczną dla wczesnej ludzkości przez kilka minut lub godzin, wyjaśniają naukowcy.

Poprzednim czołowym pretendentem do najbliższego przelotu koło Układu Słonecznego była gwiazda HIP 85605, o której przewidywano, że będzie mijała Układ Słoneczny za 240 000 do 470 000 lat. Jednak Mamajek i jego zespół wykazali, że pierwotna odległość do gwiazdy była zaniżona o współczynnik 10. Przy bardziej prawdopodobnej odległości około 200 ly nowo obliczona trajektoria nie doprowadziłaby jej do wnętrza obłoku Oorta.

Mając na celu sporządzenie trójwymiarowej mapy Galaktyki, niedawno wystrzelony satelita Gaia z Europejskiej Agencji Kosmicznej pomoże astronomom zidentyfikować, które inne chmury mogły mieć bliskie spotkanie z Układem Słonecznym lub będą się doń zbliżać w niedalekiej przyszłości.

- Wśród gwiazd mogą czaić się inne dynamicznie ważne zawirowania chmury Oorta – powiedział Mamajek.

Badania zostały opublikowane w wydaniu „The Astrophysical Journal Letters” z 12 lutego br.

 

Moje 3 grosze

 

Od siebie dodam tylko tyle, że wątpię, by nasi przodkowie mieli czas na oglądanie nieba 70.000 lat temu, a to przez erupcję superwulkanu Toba w Indonezji. Erupcja ta przetrzebiła poważnie populację Hominis sapientis na całym świecie. Ale oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że ktoś nie widział tej gwiazdy przemieszczającej się po niebie i komet, które zostały obruszone z Obłoku Oorta w kierunku wnętrza Układu Słonecznego. Kto wie, czy jakaś nie trafiła w Ziemię powodując kataklizm porównywalny z eksplozją Tunguskiego Ciała Kosmicznego…? Dzisiaj nie ma śladów po takim wydarzeniu, ale przypuszczać można – wszak coś takiego zawsze mogło się wydarzyć.

Kto wie, czy supererupcja Toba nie została wywołana przez impakt asteroidy czy komety? To też jest prawdopodobne. Niestety – ówcześni ludzie nie prowadzili zapisków historycznych, a szkoda bo dowiedzielibyśmy się z nich niejednego!   

 

Źródło - https://www.space.com/28611-star-flew-through-solar-system.html?fbclid=IwAR1VaclIy03ix4Mq2ZH6D8G7GVVCjYs3SznFMiwlU39uPHlQiIBMfxSt6g0

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

środa, 16 marca 2022

Czy odległe, ciemne ciało może zakończyć życie na Ziemi?

 

Brązowe karły

David J. Eicher 

 

Chociaż żyjemy we względnym spokoju w Kosmosie, niebezpieczeństwo czai się w Kosmosie właśnie.

 

Strefa niebezpieczeństwa

 

Wiele ciemnych obiektów leży zbyt daleko od Słońca, aby można je było obserwować. Niewidzialne zagrożenie może w przyszłości nadejść z Kosmosu.

Chociaż żyjemy we względnej ciszy w kosmosie, prowadząc swoje życie i widząc gwiazdy jako odległe tło, jesteśmy w dużej mierze częścią otaczającego nas wszechświata. Niebezpieczeństwa czają się w Kosmosie, co potwierdza każde spojrzenie na pokrytą kraterami powierzchnię Księżyca.

Nasza planeta musi nie tylko unikać kolizji z asteroidami przecinającymi Ziemię, ale istnieją też bardziej odległe zagrożenia. Jeśli pobliska gwiazda stanie się supernową, w pobliżu wybuchł rozbłysk gamma, albo czarna dziura lub strumień antymaterii w jakiś sposób zawędrował do naszego sąsiedztwa, może to oznaczać katastrofę. Chociaż astronomowie twierdzą, że te wydarzenia są mało prawdopodobne, inny ciemny, odległy intruz może wywołać spustoszenie na Ziemi samą swoją obecnością.

Skąd mogą pochodzić takie kłopoty? Słońce nie zawsze było samotną gwiazdą. Narodziło się w grupie słońc, tak jak wszystkie gwiazdy, a jego rodzimi towarzysze zostali rozproszeni przez przyciąganie grawitacyjne powstałe podczas orbitowania w centrum Galaktyki.

Jednak jakieś 5 miliardów lat po narodzinach Słońca, kilku jego towarzyszy wciąż przebywa w pobliżu starego sąsiedztwa. Wśród nich są podobna do Słońca gwiazda Alpha (α) Centauri (Toliman), żółtawy karzeł Tau (τ) Ceti i chłodny czerwony karzeł Wolf 359. Czy Słońce jest naprawdę pojedyncze, czy też może okresowo pojawiać się w tle chłodny, ciemny towarzysz popychać komety w kierunku Ziemi?

Odkrycie Sedny, obiektu transneptunowego (TNO) znalezionego w 2003 roku, a następnie odkrycie Eris, podsyciło ideę, że duże, ciemne ciała unoszą się w odległych obszarach Układu Słonecznego. Ciała te istnieją poza licznymi kometami, które zamieszkują Obłok Oorta. Bliskie przejścia dobrze znanych gwiazd będą miały miejsce daleko w dół linii: na przykład za mniej niż półtora miliona lat Gliese 710, czerwony karzeł, który jest teraz 60 lat świetlnych od nas, przesunie się o rok świetlny ku Słońcu. To wyzwoli strumień komet z Obłoku Oorta na orbity, które mogą przecinać Ziemię, i dotrą do naszej planety w liberalnym okresie około 2 milionów lat.

Ale bombardowania z jąder komet mogą również pochodzić z innych źródeł. Wielu astronomów sugeruje, że Słońce może mieć ukrytego, ciemnego towarzysza, który okresowo wysyła komety ku Słońcu, zrzucając je na wewnętrzną część Układu Słonecznego.

 

Niewidoczny Towarzysz

 

Mały, ciemny obiekt zwany brązowym karłem mógłby krążyć wokół Słońca w odległych rejonach naszego Układu Słonecznego. Brązowe karły leżą gdzieś pomiędzy najmniejszą gwiazdą a największą planetą. Koncepcja tego artysty przedstawia parę brązowych karłów.

W 1984 roku paleontolodzy z University of Chicago, David Raup i J. John Sepkoski, ujawnili swoje odkrycie, że wymieranie na Ziemi było okresowe. W tym czasie sugerowali, że odpowiedzialna za to była orbita Słońca wokół centrum Drogi Mlecznej, uwalniając komety w regularnych odstępach około 26 milionów lat.

W tym samym roku fizyk Richard Muller z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley zaproponował, że odpowiedzialnym mechanizmem jest Nemesis, niewidoczny, odległy gwiezdny towarzysz Słońca. Muller uważał, że karzeł typu M — mała, chłodna gwiazda — może czaić się niezauważony w oddali, a jednocześnie mieć ogromny wpływ na Obłok Oorta. 

 

 

Jednak wraz z pojawieniem się przeglądu Two Micron All-Sky Survey (2MASS), astronomowie przeszukali całe niebo w bliskiej podczerwieni, tworząc 2 miliony obrazów, które odsłoniłyby Nemezis, gdyby istniała. Tak więc tajemnica tego, co czai się w ciemności za Obłokiem Oorta, jeśli w ogóle, trwa nadal. 

Nie wszyscy naukowcy są obojętni na ideę ciemnego zagrożenia. Michael Rampino, geolog z New York University, poszukuje obiektu astronomicznego, który jego zdaniem może odpowiadać za powtarzające się wymieranie co 25 do 35 milionów lat.

Jako sugestywny dowód Rampino wykorzystuje zdarzenie dużych impaktów, które wytworzyły kratery pod Zatoką Chesapeake między Wirginią i Maryland oraz w Popigai na Syberii, około 35 milionów lat temu, oraz uderzenie K/Pg na Półwyspie Jukatan, „zabójca dinozaurów”, który miał miejsce 65 milionów lat temu. Rampino uważa, że ​​kilka mniejszych linii dowodów sugeruje kolejny katastrofalny wpływ 95 milionów lat temu.

 

Jeśli gdzieś tam jest mroczny potwór, może to być mały brązowy karzeł. Jeśli taka gwiazda istnieje, może ważyć mniej niż 40 mas Jowisza, przez co prześlizgnie się pod radarem badania 2MASS. Miałby on wysoce eliptyczną orbitę, co utrudniałoby jego dostrzeżenie, ponieważ większość czasu spędzałaby z dala od nas. Mimo to większość astronomów pozostaje sceptyczna. Tylko czas odpowie.

 

Moje 3 grosze

 

Kwestia brązowych karłów. Brązowe karły klasyfikuje się na podstawie typu widmowego, tak jak gwiazdy. Zalicza się je do czterech typów:

·        Typ widmowy M (brązowe karły należące tylko do najpóźniejszych podtypów, od M6): dominują linie widmowe tlenków metali, zwłaszcza TiO i VO;

·        Typ widmowy L: dominują linie wodorków metali i metali alkalicznych;

·        Typ widmowy T (większość): charakterystyczne są podczerwone linie metanu,

·        Typ widmowy Y (najchłodniejsze): występują linie amoniaku, przypuszczalnie mogą istnieć chmury wodne. (Wikipedia)

 

Klasyfikacja widmowa brązowych karłów

Brązowy karzeł po uformowaniu i krótkim okresie syntezy deuteru (pierwsze kilka milionów lat), ze względu na brak wewnętrznego źródła energii, stale stygnie. Typ widmowy brązowego karła odzwierciedla zatem jego wiek; wszystkie brązowe karły przez krótki czas są obiektami gorętszego typu L (2200-1400 K), następnie przekształcają się w obiekty typu T i stygną dalej, ku typowi Y. Gdyby takowy znajdował się w pobliżu Układu Słonecznego, to musiałby zostać wykryty i to już jakieś 50 lat temu. Nie w sposób przegapić coś tak dużego o ciepłego – w odróżnieniu od lodowatych kuiperowców i jeszcze zimniejszych obiektów z Obłoku Oorta – w odległości 2 ly od Słońca. Chyba że…

 

…przypomina mi się powieść prof. Iwana Jefriemowa pt. „Mgławica Andromedy”, w której bohaterowie w czasie powrotu z planety Zirda, której życie zostało zabite przez nieopatrzne wyzwolenie energii jądrowej, wpadli w studnię grawitacyjną czarnego karła klasy widmowej TT i przymusowo lądowali na jego planecie, NB na której panowały całkiem znośne warunki – poza oczywiście wszechogarniającą ciemnością. Rzecz tylko w tym, że  czarny karzeł to hipotetyczna gwiazda zdegenerowana powstająca, kiedy biały karzeł wypala się całkowicie i nie może emitować już promieniowania elektromagnetycznego. Przypomina mi się także powieść Bohdana Peteckiego pt. „Kogga z Czarnego Słońca”, gdzie bohaterowie lądują na powierzchni takiego ciemnego ciała i znajdują na niej ślady kwitnącej cywilizacji Koggów!

Wygasły czarny karzeł klasy widmowej TT

Według obecnie akceptowanych teorii, gwiazda z czerwonego olbrzyma ewoluuje do stadium białego karła. Ten z kolei traci w ciągu miliardów lat energię przez emisję promieniowania. Tym samym obniża swoją temperaturę i blask, gdyż nie wytwarza już nowej energii przez reakcje termojądrowe. W końcu biały karzeł staje się tak zimny, że jego temperatura wyrównuje się z temperaturą otoczenia i gwiazda przestaje promieniować, stając się w ten sposób czarnym karłem klasy widmowej TT.

Ponieważ czas stygnięcia białego karła do stanu czarnego karła szacowany jest jako dłuższy niż obecny wiek Wszechświata, forma ta prawdopodobnie jeszcze nie istnieje. Nawet gdyby czarne karły istniały, byłyby bardzo trudne do wykrycia, ponieważ z założenia emitują bardzo mało promieniowania. Być może dałoby się je wykryć na skutek zaobserwowania ich oddziaływania grawitacyjnego. (Wikipedia)

Hipotetyczna czarna gwiazda tak gorąca, że wypromieniowuje całe swe promieniowanie w promieniach X i gamma...

Tyle podaje Wikipedia. A może jednak czarne karły istnieją i to w pobliżu Układu Słonecznego? Nie jest powiedziane, że nie mogły przeniknąć do nas z innego wszechświata, który dawno już przestał istnieć. Niby nieprawdopodobne, ale skoro nasz Wszechświat liczy sobie tylko 14,5 mld lat istnienia, a my obserwujemy obiekty odległe o 32 mld ly – jak np. galaktyka GNz-11 w Wielkiej Niedźwiedzicy i kilka innych. Mogą to być resztki z innego wszechświata, który przestał istnieć dawno przed wybuchowym powstaniem naszego Wszechświata. Skoro pozostały po nich galaktyki, to czarne karły zapewne też. I należałoby ich poszukać, bo to kwestia naszego bezpieczeństwa…   

 

Źródło - https://astronomy.com/magazine/greatest-mysteries/2019/07/36-could-a-distant-dark-body-end-life-on-earth?utm_source=asyfb&utm_medium=social&utm_campaign=asyfb&fbclid=IwAR3ZAO8xJ02tRD02s6ERaUrylkGI9_gBgl6X2R41J8PsLE06NFIW1a_5KnQ

Opracował - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

niedziela, 11 lipca 2021

Czy odległe, ciemne ciało może zakończyć życie na Ziemi?

 

Planeta wędrująca solo przez Wszechświat

David J. Eicher 

 

Chociaż żyjemy we względnym spokoju w kosmosie, w kosmosie czai się niebezpieczeństwo.

 

Strefa niebezpieczna

 

Wiele ciemnych obiektów leży zbyt daleko od Słońca, aby można je było obserwować. Niewidzialne zagrożenie może w przyszłości nadejść z kosmosu.

Chociaż żyjemy w oazie względnego spokoju w kosmosie, prowadząc swoje życie i widząc gwiazdy jako odległe tło, jesteśmy w dużej mierze częścią otaczającego nas wszechświata. Niebezpieczeństwa czają się w kosmosie, co potwierdza każde spojrzenie na pokrytą kraterami powierzchnię Księżyca.

Nasza planeta musi nie tylko unikać kolizji z asteroidami przecinającymi orbitę Ziemi, ale istnieją też bardziej odległe zagrożenia. Jeśli pobliska gwiazda stanie się supernową, w pobliżu wybuchnie rozbłysk gamma, albo czarna dziura lub strumień antymaterii w jakiś sposób zawędrowałby do naszego sąsiedztwa, może to oznaczać katastrofę. Chociaż astronomowie twierdzą, że te wydarzenia są mało prawdopodobne, to inny ciemny, odległy intruz może wywołać spustoszenie na Ziemi samą swoją obecnością.

Skąd mogą pochodzić takie kłopoty? Słońce nie zawsze było samotną gwiazdą. Narodziło się w grupie słońc, tak jak wszystkie gwiazdy, a jego rodzimi towarzysze zostali rozproszeni przez przyciąganie grawitacyjne stworzone przez orbitowanie wokół centrum Galaktyki.

Jednak jakieś 5 miliardów lat po narodzinach Słońca, kilku jego towarzyszy wciąż przebywa w pobliżu starego sąsiedztwa. Wśród nich są podobna do Słońca gwiazda Alpha (α) Centauri A,[1] żółtawy[2] karzeł Tau (τ) Ceti i chłodny czerwony karzeł Wolf 359.[3] Czy Słońce jest naprawdę pojedyncze, czy też może okresowo pojawiać się w tle chłodny, ciemny towarzysz popychać komety w kierunku Ziemi?

Odkrycie 90377 Sedny, typowego TNO znalezionego w 2003 roku, a następnie odkrycie 136199 Eris, podsyciło ideę, że duże, ciemne ciała unoszą się w odległych obszarach Układu Słonecznego. Ciała te istnieją poza licznymi kometami, które wypełniają Obłok Oorta. Bliskie pasaże dobrze znanych gwiazd będą miały miejsce daleko od tej linii: na przykład za niecałe półtora miliona lat Gliese 710, czerwony karzeł, obecnie 60 lat świetlnych od nas, przesunie się w odległości roku świetlnego od Słońca. To wyzwoli strumień komet z Obłoku Oorta i pchnie na orbity, które mogą przecinać Ziemię, i dotrą do naszej planety w okresie około 2 milionów lat.

Ale bombardowania z jąder komet mogą również pochodzić z innych źródeł. Wielu astronomów sugeruje, że Słońce może mieć ukrytego, ciemnego towarzysza, który okresowo wysyła komety ku Słońcu, wypuszczając je na wewnętrzną część Układu Słonecznego.

 

Niewidoczny towarzysz

 

Mały, ciemny obiekt zwany brązowym karłem mógłby krążyć wokół Słońca w odległych rejonach naszego Układu Słonecznego. Brązowe karły leżą gdzieś pomiędzy najmniejszą gwiazdą a największą planetą. Koncepcja tego artysty przedstawia parę brązowych karłów.

W 1984 roku paleontolodzy z University of Chicago, David Raup i J. John Sepkoski, ujawnili swoje odkrycie, że wymieranie na Ziemi było okresowe. W tamtym czasie sugerowali, że odpowiedzialna za to była orbita Słońca wokół centrum Drogi Mlecznej, uwalniając komety w regularnych odstępach około 26 milionów lat.

W tym samym roku fizyk Richard Muller z University of California w Berkeley zaproponował, że odpowiedzialnym mechanizmem jest Nemesis, niewidzialny, odległy gwiezdny towarzysz Słońca. Muller uważał, że karzeł typu M — mała, chłodna gwiazda — może czaić się niezauważony w oddali, a jednocześnie mieć ogromny wpływ na Obłok Oorta. 

 

Jednak wraz z nadejściem przeglądu Two Micron All-Sky Survey (2MASS), astronomowie przeszukali całe niebo w bliskiej podczerwieni, tworząc 2 miliony obrazów, które odsłoniłyby Nemezis, gdyby istniała. Tak więc tajemnica tego, co czai się w ciemności za Obłokiem Oorta, jeśli w ogóle, trwa nadal. 

Nie wszyscy naukowcy są obojętni na ideę ciemnego zagrożenia. Michael Rampino, geolog z New York University, poszukuje obiektu astronomicznego, który jego zdaniem może być odpowiedzialny za powtarzające się wymieranie co 25 do 35 milionów lat.

Jako sugestywny dowód Rampino wykorzystuje zdarzenie potężnego impaktu, które wytworzyły kratery pod Zatoką Chesapeake między Wirginią i Maryland oraz w Popigai na Syberii, około 35 milionów lat temu, oraz uderzenie K/Pg[4] na Półwyspie Jukatan, „zabójca dinozaurów”, który miał miejsce 65 milionów lat temu. Rampino uważa, że ​​kilka mniejszych dowodów sugeruje kolejny katastrofalny impakt 95 milionów lat temu.[5]

Jeśli gdzieś tam jest mroczny potwór, może to być mały brązowy karzeł. Jeśli taka gwiazda istnieje, może ważyć mniej niż 40 mas Jowisza, przez co prześlizgnie się pod radarem badania 2MASS. Miałby on wysoce eliptyczną orbitę, co utrudniałoby jego dostrzeżenie, ponieważ większość czasu spędzałaby z dala od nas. Mimo to większość astronomów pozostaje sceptyczna. Tylko czas powie.

 

Moje 3 grosze

 

Zagrożenie asteroidami z kosmosu jest realne i oczywiste – ostatnie wypadki z rosyjskiego miasta Czelabińsk, gdzie w dniu 15.II.2013 roku nad ziemią eksplodował meteoroid. Moc jego eksplozji wynosiła 0,5 Mt TNT odpalonego na wysokości 29.700 m nad ziemią. A jeszcze wcześniej doszło do spadków Tunguskiego Ciała Kosmicznego w dniu 30.VI.1908 roku o mocy od 3 do 30 Mt odpalonych  od kilku do kilkunastu kilometrów nad gruntem, i mniejszego, ale też niszczycielskiego Meteorytu Mamskiego w 2004 roku.

Jak dotąd nie ma żadnego ogólnoświatowego i spójnego systemu obrony przed takim kosmicznym zagrożeniem – i długo nie będzie, bo nie wyobrażam sobie krajów III świata idących ramię w ramię z Rosją i USA.

Przede wszystkim problemem są ogromne koszty takiego systemu, jaki opisał Stanisław Lem w „Obłoku Magellana” jeszcze w latach 50-tych XX wieku. Rzecz w tym, że sama sieć obserwatoriów systemu World Asteroid Warning And Control System – WAWACS wyposażonych w teleskopy i radiolokatory będzie diablo kosztowna. A trzeba będzie wybudować ich co najmniej 48 – z czego część na platformach ustawionych we Wszechoceanie. Do tego trzeba stworzyć całą –infra- i ultrastrukturę, a to też koszty niemałe. Tak już jest, że każda wojna jest kosztowna! A to dopiero połowa systemu – WAWACS to dopiero wykrycie i śledzenie przeciwnika, a trzeba jeszcze opracować środki do zwalczania asteroidów. I znów potrzebna będzie cała masa kasy. Skąd ją na to wziąć – tego nie wiem, to pytanie do ekonomistów…  

 

Źródło - https://www.sciencealert.com/kepler-seems-to-have-detected-a-population-of-rogue-planets-drifting-through-the-galaxy

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 



[1] Klasa widmowa G2 V.

[2] O klasie widmowej G8 V.

[3] Klasa widmowa M6 Ve.

[4] Astroblem Chicxulub.

[5] Późna Kreda, na granicy turonu i cenomanu.

sobota, 28 lipca 2012

Pasaż brązowego karła, czyli kolejny koniec świata…?




Ledwie kończy się lipiec – w którym według niektórych przepowiedni świat miał się skończyć, już nawet nie pamiętam od czego – a już w Sieci pojawiły się następne banialuki na temat kolejnego (którego to z kolei?) końca świata. Otóż na witrynach księgarskich w USA pojawiło się wznowienie książczyny pt. „The Age of Cataclysm” – profetyczne opracowanie z 1974 roku, autorstwa znanych Czytelnikowi autorów: Alfreda Lambremonta Webre’a, J. D. i Philippa Lissów – wedle których zginiemy wskutek bliskiego przejścia koło Ziemi tzw. brązowego karła – nieodpalonej gwiazdy, co mam mieć miejsce w 2013 roku. Dzieło to kosztuje 171,80 USD – czyli całkiem słono. No, ale za sensacje trzeba płacić. A im bardziej absurdalne tym więcej!

Wydawca zachwala ją jako “klasyczną, profetyczną i historyczną pracę, jedną z książek, w których zintegrowano nauki o Ziemi (geologia, sejsmologia) z parapsychologią w celu oceny nadchodzących zmian na Ziemi, a które to zmiany przewidywał parapsycholog i uzdrowiciel Edgar Cayce (1877-1945).
Przepowiednie w „Age…” dotyczą jego readings mówiących o latach 2012-2013, a w szczególności roku 2013, kiedy to ma dojść do bliskiego przelotu brązowego karła towarzyszącego Słońcu, którego peryhelium znajdować się ma w pobliżu naszej dziennej gwiazdy. Ten brązowy karzeł towarzyszący naszemu Słońcu jest znany historycznie jako „Zaginiona Gwiazda Czasu i Mitów”, „Nibiru” czy „Planeta X”.

W „Age…” analizuje się przepowiednie Edgara Cayce’a pod kątem tego:
1.      Co się stanie w czasie destrukcyjnego przelotu brązowego karła przez Układ Słoneczny w roku 2013;
2.    Co się stanie z nami w przypadku impaktu brązowego karła w świetle nauk o Ziemi;
3.     Dokumentuje zniszczenia i dewastację, która może się zdarzyć w najgorszym scenariuszu tego przejścia.
W Epilogu ukazana jest wizja nowego Tysiąclecia, w którym Ludzkość po oczyszczającym kataklizmie dozna transformacji dla nowej, pozytywnej Przyszłości, a które to proroctwo wciąż pozostaje w mocy pomimo 37 lat, które upłynęły od czasu pierwszego wydania tej książki.

---oooOooo---

To się nazywa robienie biznesu na ludzkiej naiwności i głupocie. Nie wiem, czy ludzie naprawdę są tak naiwni, by dać prawie 180 dolców za książkę z proroctwami + koszty przesyłki, które nie wiadomo, czy się sprawdziły i czy się kiedykolwiek sprawdzą.
Nie będę się wdawał w polemiki ze stronnikami Caycego, bo wystarczy sama astronomia. Na temat Planety X, Nibiru czy jak tam zwą jeszcze tego brązowego karła czy planetarnego olbrzyma wypisano morze atramentu i problem z nim polega na tym, że… - jeszcze go nikt nie znalazł do dnia dzisiejszego!

Porównanie wielkości Ziemi, Jowisza, brązowego karła, gwiazdy o niskiej masie (np. Proxima, Gliese 229B) i Słońca

A powinien, zakładając, że takowy jest towarzyszem Słońca!
Brązowy karzeł - według Wikipedii - to obiekt gwiazdopodobny o masie zbyt małej (poniżej 8% masy Słońca – 80 mas Jowisza), by mogły zachodzić w nim reakcje przemiany wodoru w hel, które są głównym źródłem energii gwiazd ciągu głównego. Od gazowych planet odróżnia je to, że są zdolne do syntezy deuteru przynajmniej na początku istnienia i często występują samotnie w przestrzeni. Określa się je czasem (potocznie) mianem niewypałów, nieudanych gwiazd bądź superplanet.
Pierwszego brązowego karła, Gliese 229B, zidentyfikowano w 1995 roku.
Szacuje się, że w naszej Galaktyce istnieje dwukrotnie więcej brązowych karłów niż zwykłych gwiazd, ale ich łącza masa stanowi do 15% masy Galaktyki.

Mechanizm powstawania brązowych karłów nie jest jeszcze całkowicie znany. Uważa się, że brązowe karły powstają podobnie jak gwiazdy czyli w wyniku kolapsu obłoku molekularnego ale biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką masę brązowych karłów w porównaniu z „pełnymi” gwiazdami jest mało prawdopodobne aby obłok molekularny o masie brązowego karła mógł scalić się w taki sam sposób jak większe obłoki z których powstają gwiazdy i całe układy planetarne. Prawdopodobne jest, że powstają one w większych obłokach molekularnych obracających się z dużą prędkością w których w pewnym momencie w przestrzeń kosmiczną zostaje wyrzucona część sformowanego już obłoku z którego w późniejszym czasie powstaje brązowy karzeł. Możliwe jest, że z jednego obłoku molekularnego może być wyrzuconych więcej niż jeden późniejszy brązowy karzeł, co może tłumaczyć dużą ilość brązowych karłów we Wszechświecie.
Najczęściej stosowanym kryterium pozwalającym odróżnić brązowe karły od niezbyt masywnych gwiazd jest obecność litu, który występuje w gwiazdach jedynie przez krótki okres, na początku ich ewolucji. Zaraz po zapoczątkowaniu reakcji termojądrowych gwiazdy szybko tracą swój zapas tego pierwiastka poprzez reakcję 7Li z jądrem wodoru (protonem), której produktem są dwie cząstki 4He. Temperatura niezbędna do zajścia tej przemiany jest niewiele niższa od temperatury potrzebnej do przemiany wodoru w hel. Ruchy konwekcyjne wewnątrz gwiazdy sprawiają, że zużyty zostaje cały lit. W brązowych karłach pierwiastek ten zazwyczaj występuje (choć obiekty o masie większej od 0,06 masy Słońca „spalają” lit), tworząc w widmie łatwe do zaobserwowania linie, których nie ma w widmie gwiazdy.

Brązowy karzeł - wizja artysty

Inną charakterystyczną cechą brązowych karłów jest silniejsze promieniowanie w podczerwieni niż w innych długościach fal.
Początkowo źródłem energii brązowego karła o masie nie mniejszej niż 1,3% masy Słońca są reakcje jądrowe z udziałem deuteru (D + p → ³He), albo litu (jeśli masa > 6% MS), niewymagające tak wysokich temperatur jak pełny cykl protonowy. Po ich ustaniu karzeł wydziela zgromadzone ciepło – jego jądro ogrzewa się wcześniej nawet do kilku milionów kelwinów. Emituje głównie promieniowanie podczerwone oraz w wąskim zakresie światło widzialne, nadające mu brązowawą barwę. Z czasem brązowy karzeł stygnie, tym wolniej im większą ma masę, przeistaczając się w czarnego karła.

Co z tego wynika? Ano wynika to, że gdyby w Układzie Słonecznym był brązowy karzeł, to zostałby od dawna wykryty przez teleskopy i sensory satelitów pracujące na podczerwieni. Tymczasem najbliższy brązowy karzeł Wise 1828+2650 znajduje się w konstelacji Lutni w odległości 9 ly, drugi to Epsilon Indii Ba i Bb znajduje się w odległości 11,8 ly.

Jak nie brązowy karzeł, to brązowy podkarzeł. Encyklopedyczna definicja takiego obiektu kosmicznego brzmi:
Brązowy podkarzeł (ang. "sub-brown dwarf") – obiekt astronomiczny o masie mniejszej niż minimalna masa brązowego karła (około 13 mas Jowisza), który utworzył się w wyniku zagęszczenia obłoku pyłowo-gazowego, czyli jak gwiazda, a nie jak planeta. W odróżnieniu od brązowych karłów, podkarły nie mają wystarczającej masy, aby doszło w nich do fuzji deuteru. Jako że astronomowie najczęściej obserwują obiekty już ukształtowane, różnica pomiędzy brązowym podkarłem a planetą nie jest według tej definicji oczywista.

Według innej definicji, brązowy podkarzeł to ciało niebieskie o masie planety, ale nie obiegające żadnej gwiazdy. Taki obiekt nazywa się także "samotną" lub "swobodną planetą" (ang. "free-floating planet"), albo "planetą dziką" (ang. "rogue planet").
Kolejne odkrycia interesujących obiektów astronomicznych zmuszają naukowców do uściślenia stosowanej terminologii. Definicja planety z 2006 roku dotyczy jedynie Układu Słonecznego, więc nie rozwiązuje problemu rozgraniczenia planet-olbrzymów i brązowych karłów. Uczeni dzielą się zasadniczo na dwa obozy: tych, którzy opierają definicję na sposobie powstania ciała niebieskiego i tych, którzy uznają za kryterium podziału jego fizyczne właściwości.
Inną kwestią jest nazewnictwo satelitów. Jeżeli ciało, które nie okrąża żadnej gwiazdy, nazwiemy brązowym podkarłem, to obiekty które je okrążają będą planetami. Jeśli jednak nazwiemy je planetą, to obiekty na jego orbicie nazwać trzeba będzie księżycami. Choć oczywiście fizycznie w układzie nic się nie zmieni.

Obserwacje przeprowadzone w podczerwieni przez Kosmiczny Teleskop Spitzera ujawniły istnienie wielu słabo świecących obiektów, związanych z gromadami gwiazd, szczególnie w obszarach ich formowania. Wiele z nich zostało później zaliczonych do brązowych karłów, tylko nieliczne okazały się mieć dostatecznie niskie masy, by być podkarłami. Encyklopedia pozasłonecznych układów planetarnych obecnie stwierdza istnienie 13 potencjalnych obiektów tego typu. (Wikipedia)

Wędrująca planeta - wizja artysty

I jeszcze jedna informacja o samotnych planetach:
Samotna planeta (swobodna planeta) – obiekt o masie planetarnej, który został wyrzucony z układu planetarnego, w którym powstał i nie jest związany grawitacyjnie z żadną gwiazdą, brązowym karłem, czy podobnym obiektem. Istnieje hipoteza, że istnieją także samotne obiekty o masie planetarnej, które nie pochodzą z systemów planetarnych, powstały zaś samodzielnie poprzez zagęszczanie obłoku materii międzygwiezdnej, podobnie jak gwiazdy. Międzynarodowa Unia Astronomiczna zaproponowała dla nich nazwę brązowy podkarzeł.

Pierwsze doniesienia o istnieniu takich ciał pojawiły się w 2000 roku, jednak odkrycia, a także planetarna natura tych ciał budziła wątpliwości. Istnienie samotnych planet było przedmiotem kontrowersji w środowisku naukowym do roku 2011, kiedy znalezienie dziesięciu obiektów tego typu ogłosił zespół astronomów z japońsko-nowozelandzkiej grupy MOA (Microlensing Observations in Astrophysics) oraz współpracujących z nimi polskich naukowców z projektu wielkoskalowego przeglądu nieba OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment). Planety zostały znalezione dzięki zjawisku mikrosoczewkowania grawitacyjnego, gdzie za tło przyjęto centrum Galaktyki. Dotychczasowe obserwacje sugerują, że powstające układy planetarne są niestabilne i zjawisko wyrzucania z nich planet może być powszechne, zaś liczba planet swobodnych okrążających jądro galaktyki przekracza liczbę gwiazd, według niektórych szacunków w naszej Galaktyce może być nawet 100 tysięcy razy więcej samotnych planet niż gwiazd. Encyklopedia pozasłonecznych układów planetarnych wymienia obecnie (stan na 14 marca 2012) 13 potencjalnych samotnych planet.

Współczesna technologia nie pozwala na bezpośrednią obserwację warunków, jakie mogą panować na samotnych planetach. Dotychczasowa wiedza na ten temat jest wynikiem spekulacji naukowych oraz symulacji. Podstawowym zagadnieniem jest próba określenia temperatury panującej na powierzchni samotnych planet. Przypuszcza się, że brak macierzystej gwiazdy nie musi mieć drastycznych skutków — gdyby Jowisz znalazł się poza naszym Układem Słonecznym, temperatura górnych warstw jego atmosfery obniżyłaby się o zaledwie 15 kelwinów. Jeśli planeta posiada wodorową atmosferę, będzie potrafiła zatrzymać wystarczająco dużo ciepła, by na jej powierzchni mogła istnieć woda w stanie ciekłym. Samotne planety typu ziemskiego mogą przez długi czas pozostawać aktywne geologicznie, co pozwoliłoby na utrzymanie ochronnej magnetosfery oraz występowanie zjawisk wulkanicznych. (Wikipedia)

Wykazy tych planet znajdują się na stronie - http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_unconfirmed_extrasolar_planets. A zatem brązowe karły i podkarły nam nie zagrażają. Już prędzej czarne karły klasy widmowej TT – czyli gwiazdy wypalone do cna, ale…

Czarny karzeł to hipotetyczna gwiazda zdegenerowana powstająca, kiedy biały karzeł wypala się już całkowicie i nie może emitować światła.
Według obecnie akceptowanych teorii, gwiazda z czerwonego olbrzyma ewoluuje do stadium białego karła. Ten z kolei traci w ciągu miliardów lat energię przez emisję światła. Tym samym obniża swoją temperaturę i blask, gdyż nie wytwarza już nowej energii przez reakcje jądrowe. W końcu biały karzeł staje się tak zimny, że jego temperatura wyrównuje się z temperaturą otoczenia i gwiazda przestaje świecić, stając się w ten sposób czarnym karłem.
Ponieważ czas ostudzenia się białego karła do stanu czarnego karła szacowany jest jako dłuższy niż obecny wiek wszechświata, forma ta prawdopodobnie jeszcze nie istnieje. Nawet gdyby czarne karły istniały, byłyby bardzo trudne do wykrycia, ponieważ z założenia emitują bardzo mało promieniowania. Być może dałoby się je wykryć na skutek zaobserwowania ich oddziaływania grawitacyjnego. (Wikipedia)

Czy takie oddziaływanie obserwuje się w granicach Układu Słonecznego? Nie, nie zaobserwowano, aczkolwiek taki pasaż mógł mieć miejsce na jego peryferiach. Jego ślady widzimy do dziś dnia: pierścienie Jowisza, Saturna, Uranu – ten ostatni toczy się po swej wokółsłonecznej orbicie jak beczka, bowiem jego biegun znajduje się niemal w punkcie przysłonecznym a drugi w odsłonecznym! Kolejnym śladem jest zwichrowana orbita Plutona, która wskazuje na to, że był on kiedyś księżycem Neptuna… A skoro tak było, to oznacza, że albo teoria jest fałszywa, albo wiek Wszechświata jest jeszcze większy, niż to szacujemy.

A zatem w przeciwieństwie do asteroidów i komet, które mogą nas zaatakować znienacka – bo niektóre z nich są tak ciemne, że można je zaobserwować tylko w zakresie IR, te obiekty są wystarczająco duże i świecące w zakresie IR, by je zaobserwować już z oddali. Nie dotyczy to czarnych karłów, których temperatura równa się temperaturze otaczającej ich próżni, czyli kilka kelwinów.

No, ale to wielbicieli badziewnych sensacji już nie obchodzi. Oni święcie wierzą w to, co powie im jakiś natchniony prorok, którego przepowiednie jakoś wciąż się nie sprawdzają, podobnie jak przepowiednie Nostradamusa. Na tym polega jeden z paradoksów ludzkiej psychiki. Bowiem bardzo lubimy się bać siedząc w ciepłym domu, w domowych kapciach przed kominkiem. Stąd taka popularność horrorów i thrillerów – szczególnie takich w wymiarze kosmicznym…