Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą broń antyrakietowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą broń antyrakietowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 kwietnia 2017

Czy UFO wchodzą i wychodzą z naszej atmosfery? (3)



Start rakiety z wysokości orbity


Regulaminy, instrukcje, przepisy, dyrektywy i podręczniki


Istnieje wiele publikacji sygnowanych przez NORAD, STRATCOM i stare Dowództwo Sił Kosmicznych (SPACECOM), które są bardzo interesujące. Niestety, wiele z nich jest utajnionych, a zatem całkowicie niedostępnych, albo dostępnych po ciężkim ocenzurowaniu bądź przeredagowaniu.

Najwcześniejsze publikacje w jakich mamy odnotowane UCTs to przestarzały Regulamin SPACECOM zatytułowany „US 55-12 Space Surveillance Network Operations” z dnia 1.VI.1992 roku. Wersja ta jest bardzo przeredagowana, tym niemniej zawiera informacje dotyczące studiów nad możliwością wykrywania UFO w przestrzeni kosmicznej. Na 191 stronach i zaklasyfikowany jako TAJNE, o „wielu źródłach”, brytyjski badacz dr Armen Victorian krótko pisze o jego zawartości w 1996 roku po zabezpieczeniu kopii. Rozmawiałem kilka razy z Armenem ale nie zdradził sekretu jak załatwił sobie te dane ze źródeł wywiadowczych. Jawne paragrafy tego Regulaminu są nadal bardzo interesujące. Na pierwszej stronie czytamy:

Regulamin ten reguluje politykę i prowadzenie operacji światowej sieci SSN. Ma on zastosowanie dla Kwatery Głównej US SPACECOM, dowództw komponentów: Kwatery Głównej Dowództwa Sił Powietrznych i Kosmicznych (HQ AFSPACECOM), Dowództwa Sił Kosmicznych US Navy (HQ NAVSPACECOM) i Dowództwa Sił Kosmicznych Wojsk Lądowych (HQ USARSPACE); Centrum Wywiadu Kosmicznego (SSC) i Alternatywnego Centrum Wywiadu Kosmicznego (ASSC) oraz placówek SSN…  

6-miesięczne podsumowanie doniesień o UCT zawiera masywną listę tysięcy obserwacji UCT na wydrukach komputerowych liczących niemal setkę stron. Raporty o wykryciu UCT zdarzały się bardzo często – czasami do 12 dziennie. Owe UCT były wykrywane przez naziemne i orbitalne stacje radarowe. Lista tych UCT zawiera także długość i szerokość geograficzną tych obserwacji na całej Ziemi. Wiele z nich dotyczy obserwacji nad Biegunami, potem zmierzają one nad lądy i do całej serii baz. 

Źródłem listy załączonej [do Regulaminu] jest „The Uncorrelated Target Processing Handbook” z dnia 16.II.1993 roku. Liczy on sobie 24 strony i jest podpisany przez płk USAF Owena E. Jensena – dowódcę 73. Grupy Kosmicznej, a wydany przez kpt. G. L. Wilsona. Agencje najprawdopodobniej zostały zamknięte i ponownie aktywowane pod innymi nazwami odkąd stały się „celami-duplikatami”: 

Płk USAF Owen E. Jensen

  •  Oddział 1, 73. Grupy Kosmicznej – San Vito dei Normanni k./Brindisi AS, Włochy; Tyndall, FL i Ent AFB, CO.
  • Oddział 2, 73. Grupy Kosmicznej – Baza RAF w Fetwel, Wk. Brytania
  •  Oddział 3, 73. Grupy Kosmicznej – Misawa AFB, Japonia
Są to: UCT Bliskie Ziemi i UCT z Głębokiego Kosmosu. Te pierwsze są następnie skierowane do kategorii SIGNIFICANT i NONSIGNIFICANT, w zależności od rozmiarów i potencjalnego payloadu. 

Dziwne jest to, że wszystkie informacje dotyczące UCT z Głębokiego Kosmosu są utajnione w interesie bezpieczeństwa narodowego. Oczywiście obiekty te nie mogą być uważane za wrogie ICBM ale najbardziej za statki kosmiczne Obcych. Te UCT Bliskie Ziemi mogą być szybko zidentyfikowane przy pomocy systemu IFF podobnego do używanego powszechnie systemu identyfikacji „swój – wróg”. Statek kosmiczny Obcych przybywający z głębokiego kosmosu może być wrogim, a co za tym idzie może zostać ostrzeżony, czy nawet zaatakowany przez Ziemskie Siły Obrony. 

Wygląda na to, że ilość UCT w naszej atmosferze wciąż zwiększa się. Odlegli obserwatorzy wskazują, że istnieje co najmniej tuzin baz Obcych, które namierzyli oni na Kolonii Ziemia. 

Kilka baz Obcych znajduje się także na Księżycu. Ziemia jest uważana za najlepszy świat w tej części Układu Słonecznego, na której znajduje się woda, wiele typów pożywienia, minerałów i zabawy. Są także wskazówki co do tego, że kilka narodów ma porozumienia co do produkcji różnych produktów i wymiany ich za informacje technologiczne z różnymi EBE.

I tak np. Rosja wyprzedza USA w wyścigu kosmicznym, Chiny i Indie wysyłają próbniki kosmiczne na Księżyc. Administrator NASA James Webb w „National Security Action Memo No. 271” odkrywa, że „istnieje kooperacja z ZSRR w zakresie UFO i opanowania przestrzeni kosmicznej”, a datowane to jest na 12.XI.1963 rok! 

Istnieją także przesłanki na toczącą się wojnę kosmiczną z niepożądanymi ET, którzy rozprzestrzeniają się militarnie i kolonizują różne planety. Mamy kilka doniesień o statkach kosmicznych Obcych, które zestrzelono lub zostały poważnie uszkodzone przez nasze radary, broń czy ziemską pogodę.

Instalacje radiolokacyjne w bazie RAF Feltwell-Radomes, Wk. Brytania

Na szczycie krateru Halekala, HI, znajdują się instalacje GEODSS.
Jednostki AN/FSQ Ground-Based Electro-Optical Deep Space Surveillance (Naziemne Elektrooptyczne Rozpoznanie Głębokiego Kosmosu), to są: 

  • Oddział nr 1, 21. Grupy Operacyjnej z poligonu White Sands Missile Range, NM
  • Oddział nr 2, 21. Grupy Operacyjnej, Diego Garcia AFB na Oceanie Indyjskim
  •  Oddział nr 3, 21. Grupy Operacyjnej na Maui, HI.

Celem ich misji jest kosmiczny zwiad w celu wykrycia, śledzenia i identyfikowania ponad 2500 obiektów na orbitach w głębokim kosmosie. Prowadzona jest fotometryczna identyfikacja obiektów kosmicznych. Apertura teleskopu – 40 in/101,6 cm, zasięg - 3000-22.000 mi/4500-35.200 km.


Od edytora


UCT wlatują i wylatują z ziemskiej atmosfery i są wychwytywane 2-12 razy dziennie. Rozpoznane cele stanowią różne typy kosmozłomu śledzonego i trzymanego w komputerach Sił Powietrznych, podczas gdy UCT pozostają nierozpoznane. Nasza Ziemia jest oazą w Kosmosie i Obcy z UFO zatrzymują się na niej w celu zaopatrzenia, odpoczynku czy rekreacji. Jako część bieżącej inicjatywy w celu transformacji amerykańskich sił zbrojnych, w dniu 26.VI.2002 roku, Sekretarz Obrony Donald Rumsfeld ogłosił, że US Space Command zostanie włączone do US STRATCOM.            


Przekład z angielskiego - ©Robert K. F. Leśniakiewicz

wtorek, 30 października 2012

Nowy Jork nie został zaatakowany (2)


Pocisk rakietowy średniego zasięgu A-4/V-2


Kilka słów od tłumacza                

W materiale Andrieja Bystrowa jest kilka luk, które chciałbym uzupełnić. I tak:

Rakieta V-9 to była jedna z najciekawszych konstrukcji, która jednak nie wypaliła. Natomiast omal nie wypalił inny pomysł w rakietą odpalaną z pokładu U-boota, która była nazywana Urzel. Rakiet te miały być odpalane przez okręty podwodne, które holowały za sobą kontenery z rakietami, które miano odpalić w kierunku Wielkiego Zielonego Jabłka. Szczegóły tej operacji opisał L. Lutyński w opracowaniu „Flota widmo” (Warszawa 1974).
Hitlerowscy uczeni prowadzili eksperymenty poza Uznamem także na wyspach Greifswalder Oie i Rudden w Zatoce Pomorskiej.

Autor milczeniem pominął ogromny wkład Polaków w walce z hitlerowskimi broniami odwetowymi. To właśnie dzięki nim udało się poznać tajemnice Peenemünde i innych niemieckich poligonów broni V. poza tym niczego nie wspomina o mało znanym epizodzie lądowania pięciu samobieżnych pocisków odrzutowych V-1 i jednej rakiety V-2 na terytorium Szwecji, które to zostały potem przewiezione do Wielkiej Brytanii i tam rozpracowane. Zainteresowanych odsyłam do moich opracowań pt. „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy” (Warszawa 2001) i „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe” (Warszawa 2008).
Jeżeli idzie o Stację Seryjnych Doświadczeń Süd, to chodziło najprawdopodobniej o zakłady produkcyjne, w których wytwarzano części rakiet i podzespołów ich mechanizmów – zob. ryc.

Szczegóły nalotu na Peenemünde opisał szczegółowo brytyjski pisarz M. Middlebrook – „Nalot na Peenemünde” (Warszawa 1982).
Poza Peenemünde, Niemcy rozlokowali swe ośrodki badawcze na całym polskim wybrzeżu. Niemieccy naukowcy pracowali w nich nad broniami morskimi, podwodnymi i lotniczymi, czy nawet … kosmicznymi oraz nad broniami OPB czy nawet ASAT. A oto fragment jednego z moich opracowań:  
        
Ze wszystkich analiz i będących ich wynikami raportów badaczy amerykańskich z NUFORC i NICAP – Roberta Duvalla i Roberta Hastingsa (z którymi zapoznam Czytelnika w drugiej części tego opracowania) wynika niezbicie, że pasażerowie UFO interesują się przede wszystkim instalacjami rakietowo-jądrowymi i kosmicznymi na terenie krajów, które takowe posiadają. Dotyczy to państw tzw. „klubu atomowego” (USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Kanada, Indie, Pakistan) oraz krajów, które mają swe cywilne instalacje jądrowe oraz prowadzą nielegalne badania nad bronią jądrową (w tym Izrael, Iran, Korea Pn.). U nas jak dotąd nie ma ani przemysłu atomowego związanego z kompleksem wojskowym, ani rakietowo-kosmicznego. Ale czy na pewno?

Pocisk rakietowy V-2 - pierwszy RMBM

Polska jako jeden z pierwszych krajów produkowała znakomite rakiety meteorologiczne, które w latach 1956 – 1974 biły na głowę wszelkie analogiczne konstrukcje sowieckie. Były to rakiety doświadczalne RM (RM-1, RM-1A,  RM-2A, RM-2P, RM-2B, RM-2c, RM-2D i RD-42 oraz RM-3W, a następnie RASKO-1, RASKO-2, RASPO-2) rakiety przesyłowe i szkoleniowe (RP-1, RP-2, RP-3, oraz projektowana PR-4, RASKO-2R i projektowana RASKO-3), meteorologiczne (Meteor-1, Meteor-2, Meteor-3 i doświadczalne Meteor-1E i Meteor-3E), a wszystkie one były wypróbowywane w trzech miejscowościach w kraju, na trzech poligonach doświadczalnych: Teren Prób Rakietowych na Pustyni Błędowskiej, Punkt Sondażu Rakietowego w Ustce i Stacja Sondażu Rakietowego w Łebie. Niestety – nasze osiągnięcia w tej dziedzinie były znakomite i to stało się gwoździem do ich trumny. Na żądanie ZSRR w latach 70. zamknięto nasze poligony rakietowe i zaprzestano prac nad rakietami. Ktoś stwierdził, że gdyby nie głupota komunistów, to Polska miałaby swój własny konkurencyjny program kosmiczny. Być może – nie neguję tego. Ale prawda mogła wyglądać zgoła inaczej.

Przeciwlotniczy pocisk rakietowy Rheintochter R-1

Poligony w Łebie, Ustce a także Władysławowie i Międzyzdrojach służyły najpierw III Rzeszy. Wypróbowywano na nich nowe technologie rakietowe i nie tylko. Na poligonie w Ustce wypróbowywano pociski A-2/V-1 i A-4/V-2, w okolicach Międzyzdrojów znajdowała się działobitnia superdalekonośnego działa Stonoga – bardziej znanego jako Tausendfüssler V-3, którego pociski miały przelatywać ponad Zalewem Szczecińskim, Szczecinem i spadać na poligonie w okolicach Gryfina. Na poligonie we Władysławowie wypróbowywano supersoniczny pojazd V-7. W Łebie z kolei testowano konstrukcje przeciwlotniczych rakiet typu Rheintochter i Rheinbote. Były to już zupełnie dojrzałe i udane konstrukcje ze znakomitymi osiągami. Szczególnie interesującym jest Posłaniec Renu, który to sterowany radiem pocisk rakietowy był napędzany aż czterema członami dając mu zasięg teoretyczny 230 km i efektywny 160 km, zaś 40-kg głowica bojowa lecąc do celu osiągała prędkość rzędu 6000 km/h czyli ok. 1,7 km/s albo 5 Ma! Co więcej – jego pułap operacyjny sięgał 70.000 m! Pytanie: co mogło być celem tak wyrafinowanego technicznie i wściekle – jak na owe czasy – szybkiego pocisku rakietowego? Samoloty? To bez sensu, jako że ówczesne samoloty tłokowe osiągały prędkości poniżej 1 Ma. Samoloty odrzutowe zbliżały się do niej, ale też jej nie przekraczały.

Pocisk Rheintochter R-3

Tym niemniej istniał taki środek przenoszenia, wektor broni masowego rażenia, który mógł potencjalnie zaszkodzić Niemcom i nie tylko. Były to pociski rakietowe V-2 i ich wersje rozwojowe. Wygląda na to, że Niemcy pomyśleli zawczasu o systemie obrony przeciwbalistycznej i jednym z jej filarów miały być właśnie pociski Rheinbote Kto wie, czy planiści III Rzeszy nie chcieli opracować i wyprodukować pocisku, który byłby w stanie osiągnąć granicę 100-120 km – a zatem LEO! Dzisiaj są to Patrioty i systemy ASAT wypróbowane m.in. przy akcji zestrzelenia amerykańskiego satelity USA193/NROL-21, co miało miejsce w lutym bieżącego roku, ale czy tylko chodziło o pociski V? – a może chodziło także o UFO zwane przez amerykańskich lotników mianem foo-fighters? Znając kulisy pewnych machinacji wszystkich stron walczących w II Wojnie Światowej można się spodziewać niejednego dziwnego odkrycia…

Rakieta Rheintochter R-3 i pocisk V-2

Wracając do rakiet i sprawy polskiej Rosjanie najprawdopodobniej bali się, że na podstawie naszych Meteorów będzie można zbudować niezwykle skuteczne antyrakiety, które byłyby w stanie unieszkodliwić sowieckie ICBM lecące na Zachód. A to jest ten element gry w rakietowe szachy, którego Rosjanie boją się, jak diabeł święconej wody, albo i gorzej! Tzw. payload polskich rakiet był za niski, by wynieść w stratosferę ładunek nuklearny, ale już payload przeciwpocisku Rheinbote był wystarczający do wyekspediowania w górę małej głowicy jądrowej o mocy 0,3 do 300 kt TNT. A kto wie, czy właśnie nad takimi małymi ładunkami termojądrowymi nie pracował swego czasu słynny polski uczony gen. dyw. prof. dr hab. inż. Sylwester Kaliski, którego tajemnicza śmierć w 1978 roku pogrzebała albo poważnie opóźniła polski program badań plazmy i laserowej syntezy termojądrowej. W takim przypadku już w PRL mógłby powstać całkowicie polski system obrony przeciwrakietowej o całą klasę lepszy od sowieckiego i amerykańskiego! Oczywiście Bolszoj Brat zza wschodniej granicy nam to uniemożliwił, a i teraz drugi Big Brother na pewno nie dopuściłby do tego, byśmy mieli swój własny niezależny system obrony poza strukturami NATO i kuratelą USA. Dlatego powstaje amerykańska Tarcza Antyrakietowa.  
           

Pocisk balistyczny - a najprawdopodobniej antyrakieta Rheinbote

Jak dotąd na psioczyliśmy, z małymi wyjątkami, na instalację TA i plany budowy w Polsce trzech elektrowni jądrowych motywując to względami bezpieczeństwa militarnego, zagrożenia terrorystycznego i zagrożeń ekologicznych. A jednak mimo tego wszystkiego, ukazał się pewien dodatni aspekt tych wszystkich inwestycji, a mianowicie taki, że przecież istnieje pewnego rodzaju interakcja Nieznanych Obiektów Latających z ziemskimi technologiami nuklearnymi cywilnymi i wojskowymi, broniami rakietowo-jądrowymi oraz kosmicznymi. Tak to ująłem w liście do Krzysztofa Piechoty, Bronisława Rzepeckiego i Zygfryda Świerkowskiego:  

Ale w tym wszystkim jest jeden pozytywny aspekt, a mianowicie taki, że budowa TA spowoduje zainteresowanie ze strony UFO i Ufiastych. A zatem powinny pojawiać się meldunki o obserwacjach UFO z okolic Słupska oraz pogranicza ze ZBiR-em, wszak tam będą stawać jądrowe instalacje rosyjskie! Mamy unikalną okazję do zweryfikowania Raportu Duvalla i Raportu Hastingsa w sprawie koneksji UFO z ziemskimi instalacjami nuklearnymi, który właśnie przekładam, a którego pierwszy fragment jest już w Internecie na moim blogu. (List Klubu Kontaktów Kosmicznych nr 06/2008 z dn. 22.08.2008 r.)

Być może będzie to kolejna "fala UFO" porównywalna z tą z początków lat 80., kiedy to w Europie pachniało prochem, a oba supermocarstwa zaczynały swe wojskowe programy kosmiczne. Albo będzie to proces "pełzający" - tutaj jakaś obserwacja, tam jakieś CE. Osobiście obstawiam to drugie. Proszę nie zapominać o tym, że wprowadzając Amerykanów na swoje terytorium będziemy mieli również do czynienia ze zwiększoną aktywnością polskich i amerykańskich służb specjalnych, które muszą zabezpieczać operacyjnie bazy USA w Polsce. Ale z tym akurat ufolodzy sobie potrafią poradzić, mamy w końcu wieloletnie doświadczenia z Polskimi i radzieckimi służbami specjalnymi i jak dowiedli tego Bronisław Rzepecki i Krzysztof Piechota oraz inni członkowie KKK, informacje o UFO można było zbierać nawet w czasie rygorów stanu wojennego.

Wracając do służb amerykańskich należy liczyć się także z inwigilacją obywateli polskich i z użyciem przez nie miniaturowych UAV (samolotów zwiadowczych), które niejednokrotnie będą robiły za NOL-e. A zatem czeka nas fala doniesień o obserwacjach UFO, z których lwia część może właśnie ich dotyczyć. A zatem pozostało nam tylko czekać i objąć obserwacją te rejony kraju, których dotyczą wspomniane inwestycje... („UFO i Kosmos”)

Obym się mylił…

Ilustracje:
Archiwum R. Leśniakiewicza

piątek, 12 października 2012

Podróż uczona na Hel (12)



27.IX – Deszcz w cieniu rakiet

Pogoda oszalała. Wczoraj w dzień było tutaj +20,2˚C, a o 22:00 jeszcze +17,4˚C, zaś o 06:00 było +15,6˚C. Jeszcze ciekawiej było u nas, gdzie w nad ranem termometry wskazywały +20˚C! I cały czas wieje od południa zwrotnikowym powietrzem. Dzisiaj tutaj ranek był pochmurny, ale względnie ciepły, +13˚C. Nad nami przelatują klucze ptaków... 



Dzisiaj odpoczynek od Fokarium, więc pojechałem do Muzeum Wyrzutni Rakietowych w Rąbce k./Łeby. W ogóle dowiedziałem się o jego istnieniu od red. Marka Rymuszko z „Nieznanego Świata”. Muzeum, to za wiele powiedziane. Cztery pawilony, z czego jeden to bunkier startowy, jeden z cegły, a pozostałe dwa to zwyczajne baraki z falistej blachy. W bunkrze dowodzenia znajduje się ekspozycja fotogramów z dziejów Łeby i okolic, a ponadto wyświetlany jest film o wyrzutniach kierowanych radiem pociskach rakietowych Rheintochter 1 – 3 oraz Rheinbote. W barakach znajduje się ekspozycja fotograficzna dotycząca różnych typów rakiet i hitlerowskich broni odwetowych, w tym rakiet Aggregat-4 znane jako V-2. Poza tym jeszcze modele radzieckich rakiet plot. W głównym baraku montażowym znajduje się ekspozycja polskich rakiet meteorologicznych Meteor, które…




Zwiedzających wita manekin odziany w mundur (nie wiedzieć dlaczego) Oberleutenanta NAL NRD...

…no właśnie – które były takie dobre i miały takie osiągi, że nasi „przyjaciele” z Paktu Warszawskiego zlękli się ich możliwości i wydali zakaz dalszych doświadczeń i prac nad nimi. Z tego, co tam napisano wynika bowiem, że rakiety te potrafiły latać do granic atmosfery, czyli do pułapu 100 km. Co to oznacza? Ano to, że byłaby to doskonała broń przeciwlotnicza i przeciwbalistyczna, przy której rosyjskie systemy S-300 czy amerykańskie Patrioty, to złom. Wystarczyło głowice z aparaturą badawczą zamienić na głowice bojowe i… No i właśnie Rosjanie bali się tego „i”. A szkoda, że prac nad nimi nie prowadzono, bo w tej chwili mielibyśmy takie rakiety, o których systemy zabijaliby się zaopatrzeniowcy wszystkich armii świata. ale jak zwykle – debilizm, włazidupstwo i sprzedajność polskich polityków wzięła górę nad racją stanu i interesem kraju. Nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni.




Pocisk balistyczny A-4/V-2

Słowo jeszcze o niemieckich rakietach. Muszę przyznać, że były pomysłowe i diabli wiedzą, do czego Niemcy by doszli, gdyby nie Sprzymierzeni i praca polskiego wywiadu? Dla mnie taka rakieta jak Rheinbote nie jest wcale pociskiem balistycznym (w maleńkiej głowicy mieści się co najwyżej 100 kg TNT) ale – ze względu na swe osiągi: prędkość i wysokość lotu – idealnym przeciwpociskiem służącym do rażenia szybkich celów powietrznych w rodzaju V-2 czy może nawet pojazdów Haunebu… Nie zdziwiłbym się, bowiem Niemcy opracowując miecz, musieli również stworzyć tarczę – system będący w stanie przechwytywać pociski rakietowe w rodzaju V-2. Zapewne zdawali sobie sprawę – szczególnie po utracie egzemplarza, który spadł w Szwecji – że ich sekrety zostały ujawnione i Alianci opracowywali swój wariant tej broni. Na pewno pracowali nad nim Rosjanie, którzy – na prośbę Churchilla – zajęli niemieckie poligony V-2 w Sarnakach i Pustkowie-Bliźnie. Tak zatem w Łebie-Rąbce Niemcy z całą pewnością pracowali nad swoim wariantem współczesnej tarczy antyrakietowej. Wojny gwiezdne wcale nie zaczęły się za prezydentury Reagana w 1980, ale już w 1943 roku na wybrzeżu Bałtyku!


 Rheintochter R-3
 Rheintochter R-1 - do zwalczania celów powietrznych i...


...pocisk rakietowy Rheinbote, który najprawdopodobniej był antyrakietą do zwalczania pocisków balistycznych w rodzaju V-2

Obiekt ten zwiedzałem z parą niemieckich emerytów z Koblencji, z którymi – o dziwo – można się było dogadać po angielsku, którym władali zupełnie nieźle. Musieli być z branży, bo byli bardzo oblatami w sprawach rakiet i astronautyki. Może ich rodzice tutaj pracowali…?




Radzieckie rakiety plot.

Pogoda całkiem się popśniła – w Łebie lało jak z cebra, a efekty tego widziałem w lesie – wokół mnie rosły piękne grzyby: gołąbki, opieńki, podgrzybki… Aż żal serce ściskał, ale znajdowałem się na terenie Słowińskiego P.N., więc musiałem dać sobie spokój z grzybami. Temperatura spadła, zachmurzenie całkowite, ale główna fala deszczu poszła na Trójmiasto niemalże omijając Hel. 

CDN.

niedziela, 15 lipca 2012

"Dwa Orły" w Kosmosie




Nina Koniewa



Na początku lat 60., prezydent USA John F. Kennedy zwrócił się do Nikity Siergiejewicza Chruszczowa z propozycja wspólnego opracowania programu badań naturalnego satelity Ziemi. Ale radziecki przywódca odrzucił propozycję…



Dwa Orły/Dwa Orła/Two Eagles – taki kryptonim został nadany tajnemu programowi kosmicznemu, który opracowano w latach 90. jednocześnie w USA i Rosji. I nie był to jedyny tego rodzaju projekt, kiedy dwa supermocarstwa pracują razem ręka w rękę.



Światła Bajkonuru



W podboju Kosmosu w USA nie prowadzą prywatne organizacje, ale tajne instytucje wojskowe. Jednakowoż w Ameryce takich organizacji wojskowych, które zajmują się astronautyką nie wskaże nikt. Ale można wskazać na dwie największe: to SAC NORAD czyli Strategic Air Command & North American Aerospace Defense Command – Dowództwo Powietrznych Sił Strategicznych i Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej oraz SMDC czyli Space & Missile Defense Command – Dowództwo Obrony Kosmicznej i Przeciwbalistycznej. Obie te instytucje mają do dyspozycji najnowsze środki techniczne i dlatego są najpilniej strzeżone przed wrogą penetracją. Centrum dowodzenia NORAD znajduje się we wnętrzu góry Mt. Cheyenne, CO i w Vanderberg AFB k./Santa Maria, CA.



Jednakże były ZSRR nie rozproszył swych sił w czasie Zimnej Wojny i Pierestrojki. Światła Bajkonuru świecą jasno i coraz jaśniej. To właśnie dzięki przestarzałym konstrukcjom radzieckim udaje się podtrzymywać funkcjonowanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – ISS. Bez względu na wojny i globalny terroryzm, Rosja pomyślnie prowadzi podbój Kosmosu nawet czasami wyprzedzając USA.



A teraz pojawiają się nieoczekiwane detale z przeszłości – okazuje się, że Rosja w swym czasie poważnie pomagała USA w podboju Kosmosu.



LBR na orbicie



Współczesne projekty obu supermocarstw są utrzymywane w najwyższej tajemnicy, ale coś niecoś stało się wiadomym szerszej publiczności. I tak np. okazało się, że w latach 90. Rosja opracowywała supernowoczesne technologie podboju Księżyca, na podstawie których pojawił się rosyjsko-amerykański program Dwa Orły.



Departament Obrony USA przedstawił zatem wstępny plan tego przedsięwzięcia: w celu zasiedlenia Księżyca zaproponowano użycie rosyjskiej rakiety nośnej Proton. Przy jej pomocy planowano wyniesienie na orbitę satelitów, których jedynym przeznaczeniem byłoby skalibrowanie ogromnego działa laserowego, głównego instrumentu projektu Dwa Orły.



W ramach tego projektu proponowano wykonanie dokładnej mapy fotograficznej Srebrnego Globu, pobrać i przewieść na ziemię próbki jego gleby i skał oraz dokładnie zbadać 40 obszarów tego naturalnego satelity Ziemi.



Ale najważniejsze – generałowie chcieli wykonać eksperyment z wykorzystaniem działa laserowego w przestrzeni kosmicznej, bowiem osobnym zadaniem projektu Dwa Orły było sprawdzenie możliwości umieszczenia na Księżycu działa laserowego jako LBR – Laserowej Broni Radiacyjnej.



Zakładano, że ta broń o ogromnej sile rażenia w przypadku jej użycia byłaby w stanie zamienić w proch i pył każdy dowolny kraj na Ziemi i z tego względu taka LBR jest jeszcze gorsza od wszystkich głowic atomowych i wodorowych razem wziętych. Poza tym po takim ataku i ostrzale kraju przy użyciu LBR – nie byłoby możliwości odpowiedzieć na taki atak. Nikt nie będzie w stanie niczego przedsięwziąć, bowiem wszyscy będą momentalnie zniszczeni.



To idealna wojskowo-polityczna sytuacja: przy pomocy takiego super-lasera można manipulować wszystkimi wrogimi państwami i w porę przerywać wszelkie przygotowania do agresji na własne terytorium.



Shopping tour do Rosji



Kompania McDonnell-Douglas Aerospace Co. Ltd. powinna się stać filarem projektu Dwa Orły z amerykańskiej strony. Jednakże – jak twierdzą koła dobrze poinformowane – nie doszło do tego, a projekt Dwa Orły z niewyjaśnionych przyczyn nie został zrealizowany. Ale my wiemy, że zakazane w Rosji oprzyrządowanie zostało wykonane i dostarczone na miejsce przeznaczenia w terminie. Jak głęboką była współpraca pomiędzy Rosją a USA w tym projekcie?



Dochodzenie wskazuje na to, że tajna wymiana technologii szła pełna parą. Głównym punktem tego dochodzenia było naukowo-badawcze centrum położone pod Moskwą, które sprzedało wyniki swych badań Pentagonowi. A wszystko to przeszło jak najzupełniej oficjalnie, za zgodą ówczesnego prezydenta Borysa N. Jelcyna.



W Rosji w tym czasie było wszystko to, czego nie mieli Amerykanie w swych ambitnych planach podboju przestrzeni kosmicznej – np. silniki, które nie potrzebowały paliwa, ale pracują na zasadzie magnetyzmu. I bez takich magnetycznych silników Amerykanie nie byliby w stanie zrealizować swoich kosmicznych projektów obronnych. I nie tylko bez magnetycznych technologii, a także bez reaktorów jądrowych z żaroodpornymi obudowami, które już zostały rozpracowane w Rosji.



No i kto mógłby pomyśleć, że za tymi wszystkimi nowinkami globalne supermocarstwo USA udało się na shopping tour do Rosji – do swego największego i najgorszego wroga?



Katastrofa Estonii – robota specsłużb?



Transport „zakupów” był oczywiście tajny. Wszystkie „towary” wieziono ciężarówkami z Moskwy do portu w Tallinie, Estonia. I tam ładowano je na pokład MF Estonia. A na drugiej stronie Morza Bałtyckiego, w Szwecji, ładunki były przewożone na lotnisko wojskowe, gdzie oczekiwał na nie amerykański samolot transportowy.



Ten mechanizm tzw. „szwedzkiej karuzeli” ujawniła niemiecka dziennikarka Jutta Rabe. Zajmowała się ona zagadkową katastrofą estońskiego rorowca MF Estonia, w nocy 27/28 września 1994 roku, i tym samym wyjaśniła także nieoczekiwanie pewne detale projektu Dwa Orły. Dzięki niej udało się nam nieco przybliżyć do prawdy o niecnych postępkach i  machinacjach byłych zaprzysięgłych wrogów – USA i Rosji.



Dziennikarka odkryła, że w ostatnim rejsie Estonii na pokładzie znajdował się estoński pasażer, który okazał się być właścicielem spółki akcyjnej technologii kosmicznych. To jest co najmniej dziwne, bowiem Estonia nigdy nie uczestniczyła w badaniach nad kosmicznymi hi-tech. Według Rabe, to estońskie przedsiębiorstwo było tylko przykrywką, która przykrywała transport tajnych wojskowych technologii.



Jutta Rabe jest przekonana, że katastrofa MF Estonia jest ściśle związana z tajnym transferem rosyjskich technologii do USA. Przyczyną katastrofy tego promu mógł być wybuch spowodowany przez służby specjalne – przekonuje ona. Pozostali przy życiu pasażerowie promu opowiadali, że wyraźnie słyszeli odgłos wybuchu…



Komu i dlaczego zależało na zatopieniu promu i w jaki sposób jest to powiązane z programem Dwa Orły – to nie jest całkiem jasne. Jednakże wiadomo, że amerykańscy nurkowie wielokrotnie nurkowali do wraku Estonii. Nurkowania się skończyły, kiedy to w grudniu 1994 roku znaleziona została tajemnicza czarna walizeczka, którego ślad potem zaginął.



Czy katastrofa MF Estonia jest związana z operacją Dwa Orły, tego dokładnie nie wiemy. Ale wszystkie fakty i domysły mówią o tym, że USA rzeczywiście chciały osiągnąć militarną przewagę w Kosmosie za pomocą Rosjan.



Komentarz od tłumacza



Dla mnie brzmi to zbyt niewiarygodnie… Trudno bowiem przyjąć, by prezydent Rosji nawet tak rozlazły, zapijaczony, ale w razie potrzeby energiczny jak Borys Jelcyn pozwolił na ujawnienie Amerykanom największych sekretów Rosyjskiej Agencji Kosmicznej czy tym bardziej Kosmicznych Wojsk Federacji Rosyjskiej. Nie wierzę w cuda, chyba że ktoś zrobił to poza plecami Jelcyna – co akurat jest możliwe, bo Rosja po próbie przewrotu Kriuczkowa-Pugo-Jazowa z 19-21 sierpnia 1991 roku, to już nie była ta sama Rosja z czasów Związku Radzieckiego. Panujący tam bałagan i bezhołowie mogło doprowadzić nawet do III Wojny Światowej wskutek byle głupiego, czeskiego błędu.



Alternatywą może być to, że Rosjanie sprzedali Amerykanom taką technologię, bo sami mieli już coś lepszego. Myśl nie jest nowa i od dawna lansuje ją m.in. Mariusz Fryckowski. Zastanówmy się na chwilę: silnik magnetyczny – to jest raczej magnetohydrodynamiczny (MHD) i teorię magnolotu (nie lubię słowa „magnokraft”) teoretycznie opracował prof. dr inż. Jan Pająk na początku lat 70. XX stulecia. Pytanie zatem brzmi – czy prof. Pająk opracował oryginalne rozwiązania tego napędu czy też rozgryzł napęd MHD już zastosowany przez Rosjan? W obu przypadkach możemy tylko podziwiać jego techniczny geniusz, wiedzę i intuicję. Oczywiście w Polsce wyśmiano go jak każdego outsidera, a w ZSRR...? Kto wie, czy tam nie pracowano nad jego wynalazkiem? Tak czy owak, Rosjanie mogli opracować napęd MHD już w latach 60. ubiegłego stulecia i go zastosować w praktyce. Stąd te wszystkie fale UFO nad bazami ICBM opisane przez Roberta Duvala i Roberta Hastingsa!



Sprawa tragedii Estonii ma jeszcze jeden ciekawy aspekt, a mianowicie taki, że władze fińskie ogłosiły akwen, na którym leży wrak na pozycji: 59°23’N – 021°42’E, jako obszar zamknięty dla nurkowania. To daje do myślenia. No i doskonale potwierdza domysły Jutty Rabe. Tragedia ta też ma swe polskie parantele. Jak pamiętamy, w dniu 14 stycznia 1991 roku, na Bałtyku poszedł na dno polski rorowiec MF Jan Heweliusz. Jego tragedia również osłonięta jest mgłą tajemnicy. Jego wrak leży teraz na dnie Zatoki Pomorskiej na pozycji: 54°36’N – 014°13’E. Po tej tragedii długo krążyły różne pogłoski o tym, że na pokładzie polskich „kolejarzy” (i innych rorowców) przewożono różne „trefne” ładunki przeznaczone już to dla Amerykanów, już to dla amerykańskich służb specjalnych (i nie tylko).



Czy było to możliwe? Zasadniczo tak. Jeżeli ładunek szedł na tzw. „Karnecie TIR”, oplombowany pod plandeką czy w chłodni sprawdzało się tylko prawidłowość i nienaruszalność zabezpieczeń: plomb, plandek, lin mocujących czy zamknięć. Ładunek nie otwierany szedł do miejsca przeznaczenia. Chyba że ktoś miał jakieś zastrzeżenia co do ładunku czy prawidłowości zabezpieczeń, wtedy przyczepa czy naczepa była otwierana i ładunek poddawano kontroli. Tak zatem mogło przejechać wszystko – od działek Boforsa aż do radzieckich „mateczek” (żargonowe określenie walizkowych bomb atomowych o mocy od 1 do 100 kt) „zagubionych” przez Armię Radziecką na początku lat 90. ubiegłego wieku. W „Karnecie…” stało np. „maszyny rolnicze”, „drobnica” czy „chemikalia” bez wyszczególnienia jakie i właściwie mogło przejść wszystko. Nawet reaktor jądrowy – byle papiery się zgadzały…  



Na tej samej zasadzie Niemcy z NRD przewozili do ZSRR cholernie „gorące” „popioły” z reaktorów atomowych ze wschodnioniemieckich elektrowni jądrowych, a w drugą stronę pręty paliwowe, a wszystko w sposób niejawny, na pokładach promów pasażersko-samochodowych kursujących z Mukranu do Kłajpedy (dziś Litwa) i z powrotem. I nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby nie wpadła na to CIA i nie narobiła wrzasku na cały świat.



Nawiasem mówiąc CIA wykorzystywała terytorium Polski do przewozu swych więźniów do bazy w Guantanamo na Kubie. To jest jeszcze jedna poszlaka mówiąca za hipotezą o amerykańskich konszachtach z m.in. Rosją. Kto wie, czy trefne technologie nie były szmuglowane do baz lotniczych na terytorium Niemiec przez terytorium Polski? To jest więcej, niż możliwe!  



A zatem rzecz jest całkowicie możliwa i „szwedzka karuzela” (termin ten zapożyczyłem z innej sprawy mającej związek z przekazywaniem informacji wywiadowczych z okupowanej Europy via Szwecja do Anglii) mogła się kręcić dość długo – przynajmniej przez trzy – cztery lata.



Czemu urwała się współpraca? Z powodu II Wojny w Zatoce i kampanii afgańskiej po 11 września 2001 roku. Aktualny kryzys w Syrii też nie sprzyja współpracy w Kosmosie. Ale na jak długo? Jak długo obłąkańcze plany kosmicznych wojen i dominacji będą spoczywały na dnie szuflad?



Oczywiście tak długo, aż oba supermocarstwa poczują się zagrożone przez trzecie wyrastające u ich boku – Chiny. Ch.R.L. szybko odrabia zaległości i zaczyna doganiać Amerykanów i Rosjan. Europejska ESA w tym wyścigu wlecze się na szarym końcu, a japońska JAXA ogląda się na NASA…



Problem TA



Ściśle z powyższym wiąże się także problematyka projektu Tarczy Antyrakietowej. Rosjanie obawiają się – i słusznie – elementów TA, która może być użyta przeciwko Rosji. TA ma za zadanie odeprzeć odwetową kontrę w przypadku użycia ICBM przeciwko Rosji i uniemożliwić jej zadanie ciosu odwetowego – vide schemat. Tak już nawiasem, to w obu przypadkach użycia TA Polska znajduje się w strefie radioaktywnego fall-out’u, który powstanie wskutek zestrzeliwania rosyjskich międzykontynentalnych pocisków rakietowych przez przeciwpociski. Three Mile Island, Czarnobyl i Fukushima razem wzięte, to mały pikuś w porównaniu z piekłem, jakie byłoby wtedy w Europie Środkowej, z której pozostałaby jedynie radioaktywna pustynia. To rozumie każdy, kto ma jakieś pojęcie o działaniu BMR oraz systemów ASAT i OPB, natomiast nie dociera to do polityków, którym marzy się Polska pod opiekuńczymi skrzydłami Wuja Sama, a którzy nie przyjmują do wiadomości, że na sojuszu z USA zawsze wychodziliśmy jak Zabłocki na mydle czy Stańczyk na grzybach.                          



Źródło – „Tajny XX wieka” nr 13/2012, ss. 4-5



Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©