Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronie kosmiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronie kosmiczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2019

„Głowa Kassandry” istnieje naprawdę!




[Głowa Kassandry?] Jeżeli w ogóle istnieje! Wszyscy poszaleliście na Jej punkcie. Kto ją w ogóle tak nazwał? Kto dziś potrafi powiedzieć, skąd wzięła się jej legenda? Przecież to mit! Mit, który jest chyba potrzebny temu światu, bo za mało miał strachu. Wszystkim, którzy tu przylatują lub przyjeżdżają, mówię to samo. Głowa Kasandry nie istnieje! To jest produkt chorej wyobraźni tych z lasów i chyba ptaków, bo nie wiem, kto inny mógłby roznieść tę legendę po wszystkich kontynentach w sytuacji, gdy wiadomości o skupiskach ludzkich nie przenikają z jednej okolicy do drugiej.


trojańska wyrocznia otrzymała prezent 97456164589165487456123124496567478951232116584896598416544335664798215454551 kiedy słońce zajdzie 7400072133 prezent zostanie odesłany 033020224. adresat nieznany. pozdrowienia dla pana boga 034291.

Marek Baraniecki – „Głowa Kassandry”


Jason Torchinsky


Sowiety naprawdę skonstruowali prawdziwe Narzędzie Końca Świata w latach 80-tych ubiegłego wieku i Rosjanie nadal je mają!

Wszyscy widzieli film pt. „Dr Strangelowe czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę”, co oznacza, że wszyscy znają generalną ideę narzędzi Końca Świata: jeżeli oni zniszczą nas, my zniszczymy ich i nieważne jak. Koncepcja automatycznego systemu gwarantującego nuklearne kontruderzenie w przypadku atomowego ataku na nasz kraj, stanowił część kolektywnego nuklearnego koszmaru przez dziesięciolecia. Jednakże była to nie tylko koncepcja. Takie narzędzie istnieje realnie i znane jest pod mrożącym krew nazwaniem Martwa Ręka.

Dla zabawy, a właściwie, cokolwiek jest to diametralne przeciwieństwo „zabawy”, zastanówmy się, do czego służy takie urządzenie. W przypadku ataku nuklearnego na dany kraj urządzenie Dnia Ostatecznego ma na celu rozpoczęcie energicznego odwetowego ataku nuklearnego na atakującego, niezależnie od tego, czy ktoś został przy życiu w zaatakowanym kraju, aby go wykończyć.

To w pełni automatyczny system; nie można go zmienić ani wyłączyć. Aktywuje się tylko wtedy, gdy upewni się, że wszyscy u władzy (to słowa kluczowe - wszyscy u władzy) nie żyją. Istotą takiego systemu jest sprawienie, by cały biznes związany z wojną nuklearną w ogóle wydawał się daremny i bezsensowny.

Nawet jeśli odpalisz pociski pierwszego uderzenia, to urządzenie zagłady gwarantuje, że wszelkie zwycięstwa odniesione w wyniku początkowego aktu agresji będą puste, ponieważ ty też nie żyjesz. Jest to sposób na zagwarantowanie „wzajemnie gwarantowanej destrukcji”, która jest procesem utrzymywania pokoju - każdy z bronią nuklearną musi pomyśleć kurwa, nie warto.


Jedyne Narzędzie Dnia Ostatecznego o której wiemy, że istnieje powstało około roku 1985 i się nazywa Система «Периметр» czy jak kto woli System Perymetr. Bardziej popularnie nazywa się to właśnie Martwą Ręką.

Powód, dla którego Sowieci zdecydowali się zbudować system Martwej Ręki, w ogóle miał związek z postępami w amerykańskiej technologii rakietowej w latach 80. Przed tymi postępami oczekiwano, że wojna nuklearna zostanie początkowo stoczona międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi (ICBM). Zasadniczo są to rakiety podorbitalne, które zrzucają na wroga głowice nuklearne na całym świecie.

Typowe ICBM są wykrywalne, i kraj-cel ma generalnie 30-minutowe ostrzeżenie, dostatecznie dużo czasu na wystrzelenie odwetowe swoich rakiet, co w rezultacie daje opłakane efekty i żadna ze stron nie ma z tego żadnych korzyści, a obie zostają zniszczone. (I skażone.)

Jednakże w latach 80., Amerykanie osiągali coraz lepszą celność swoich podwodnych systemów rakietowych (SLBM) co oznacza, że mogli oni wymierzyć precyzyjny nuklearny cios z pobliża ZSRR, skracając czas ostrzeżenia do ok. 3 minut, czas zbyt krótki do wyprowadzenia nuklearnego kontrataku.

Oznaczało to, że równowaga została zachwiana, i teraz była faktyczna zachęta do amerykańskiego pierwszego uderzenia, przynajmniej teoretycznie. Sowieci potrzebowali jakiegoś sposobu, aby upewnić się, że zniszczenie będzie wzajemnie zapewnione, i tam właśnie pojawia się urządzenie zagłady Martwa Ręka.

System Martwa Ręka/Perymetr początkowo był tylko systemem zapasowym do komunikacji w sytuacjach awaryjnych, ale został rozszerzony, aby zapewnić w pełni automatyczną funkcję kontrowania. Sercem systemu jest tak zwana rakieta dowodząca.

Rakietą dowodzenia była rakieta 15PO11 z odpornym na promieniowanie nadajnikiem radiowym zamiast nuklearnej głowicy jądrowej. Rakieta zostałaby wystrzelona ze specjalnego, dokładnie zabezpieczonego silosu, i w locie nadajnik rakiety zastąpiłby całą przypuszczalnie zniszczoną komunikację naziemną, wysyłając polecenia do urządzeń odbiorczych na wszystkich lądowych pociskach balistycznych, wyrzutniach okrętów podwodnych i samolotach bombowych. Polecenia wydane z rakiety dowodzenia do broni i instalacji nuklearnych doprowadziłyby do przeprowadzenia uderzenia odwetowego na wcześniej określone cele.

Oczywiście wszystko to wydarzy się dopiero po ustaleniu, że miał miejsce pierwszy atak przeciwko terytorium ZSRR. Do ustalenia, czy powinien nastąpić kontratak, zastosowano autonomiczny system dowodzenia i kontroli, a cały system jest nawet aktywowany tylko wtedy, gdy człowiek wysokiej rangi zdecyduje się go włączyć, najlepiej na długo przed faktycznym atakiem nuklearnym.

Rakieta dowodzenia

W ogóle, to system ten byłby aktywowany w czasie narastającego napięcia pomiędzy ZSRR a USA. Po aktywacji system pozostaje uśpiony, dopóki nie zostanie spełniony zestaw kryteriów. Kryteria te zostały opisane dla „Wired” przez ex-płk Walerego Jarynicza, i inne źródła w 2009 roku:

... zacznie monitorować sieć czujników sejsmicznych, promieniowania i ciśnienia powietrza pod kątem oznak wybuchu jądrowego. Przed rozpoczęciem jakiegokolwiek uderzenia odwetowego system musiał sprawdzić cztery propozycje „jeżeli/to”: Jeśli zostanie włączony, wówczas spróbuje ustalić, czy broń nuklearna uderzyła w sowiecką ziemię.

Warto opisać, skąd Martwa Ręka wiedziałaby, gdyby broń A uderzyła w sowiecką ziemię. System miał sieć czujników do wykrywania zaburzeń sejsmicznych zgodnych z uderzeniem nuklearnym (broń A, H czy N), mógł sprawdzać poziomy promieniowania, monitorował komunikację i intensywność komunikacji na wojskowych częstotliwościach radiowych i mógł być w stanie ustalić, czy ludzie nadal żyją na różnych stanowiskach dowodzenia.

Gdyby się tak wydawało, system sprawdziłby, czy pozostały jakiekolwiek łącza komunikacyjne z Głównym Stanowiskiem Dowodzenia (GSD) radzieckiego Sztabu Generalnego. Gdyby tak zrobili i gdyby minęło trochę czasu - prawdopodobnie od 15 minut do godziny - bez dalszych oznak ataku, maszyna zakładałaby że urzędnicy, którzy mogą nakazać kontratak i zamknąć nadal żyją. Ale gdyby linia do GSD została zerwana, Perimeter wywnioskowałby, że nadeszła nuklearna Apokalipsa. Natychmiast przekazałby uprawnienia do odpalenia każdemu, kto w tym momencie obsługiwał system głęboko w chronionym bunkrze - pomijając wszelkie szczeble i szczeble normalnych uprawnień dowodzenia.

Tak więc, jeśli zostały spełnione odrębne warunki „jeżeli/to” - gdyby pocisk jądrowy uderzył w sowiecką ziemię, czy istniałoby łącze komunikacyjne z radzieckim GSD (jeśli tak, to od 15 minut do godziny), a jeśli linia komunikacyjna do dowodzenia była lub została przerwana, wtedy jeden biedny drań uwięziony w kulistym podziemnym bunkrze mógł uruchomić pełną moc nuklearną państwa radzieckiego.

Jest to złożony system, a obraz w głowie możesz uzyskać, gdy pomyślisz o Urządzeniu Końca Świata jako o jakiejś dużej metalowej kuli z rurami, wężami i światłami, powoli wydzielającej parę, jest prawie na pewno niedokładna. Martwa Ręka to duża, skomplikowana sieć połączonych ze sobą systemów. Większość źródeł uważa, że system Perimeter nadal istnieje i nadal działa. Istnienie systemu było utrzymywane w tajemnicy przez lata i zostało szeroko ujawnione dopiero po upadku Związku Radzieckiego w artykule redakcyjnym „New York Times” z 1993 roku autorstwa Bruce'a Blaira:

     W prawdziwym kryzysie nuklearnym rakiety komunikacyjne/dowodzenia wystrzeliwane automatycznie drogą radiową przekazywałyby rozkazy rakietom nuklearnym w Rosji, na Białorusi, w Kazachstanie i na Ukrainie. Maszyna Zagłady Świata odpala ogromną salwę tych rakiet bez udziału lokalnych załóg. Dowódcy broni w terenie mogą zostać całkowicie ominięci.

Może się to wydawać sprzeczne z intuicją budzącego strach celu urządzenia zagłady, jak to zostało zapamiętane w tej słynnej scenie z dr Strangelove’a:

Jeśli chcesz, aby Urządzenie Końca Świata działało jako sposób na przestraszenie potencjalnych atakujących, aby cię nie atakowali, muszą wiedzieć, że urządzenie istnieje. Tajemnica sprawia, że cały punkt jest dyskusyjny. To znaczy, chyba że przeznaczenie urządzenia nie jest tak jasne, jak mogłoby się wydawać.

Martwa Ręka jak się okazuje, mogła nie być przede wszystkim środkiem odstraszającym przeciwko Amerykanom przeprowadzającym atak nuklearny przeciwko Sowietom, ale była raczej sowieckim zabezpieczeniem, aby zapobiec niepotrzebnemu atakowi nuklearnemu.

To działało właśnie tak: system Perimeter, zapewniając gwarancję zemsty, pozwolił ludziom odpowiedzialnym za podjęcie decyzji o rozpoczęciu wojny nuklearnej lub nie, co dziwne, nieco się zrelaksował i nie spieszył się z decyzjami.

Martwa Ręka była ochroną. Po aktywacji systemu radzieckie kierownictwo wiedziało, że jeśli gówno trafi w wentylator, wróg dostanie to, co do nich przyjdzie. Jeśli zostanie odebrany sygnał, który wygląda jak atak nuklearny, zamiast przeskakiwać do najgorszego możliwego zakończenia tak szybko, jak to możliwe, Martwa Ręka pozwala przywódcom zyskać czas i ocenić wszystko, a ich ewentualna zemsta i tak będzie zapewniona.

Rysunek przedstawiający ewolucję SLBM Trident II

W ten sposób sygnał, który wyglądał jak pociski rakietowe, ale w rzeczywistości był stadem gęsi, mógł zostać właściwie oceniony, a po ustaleniu Martwą Rękę można było wyłączyć, a z gęsiami można było poradzić sobie za pomocą zwykłej broni. Jak powiedział Jarynicz do „Wired”:
- Właśnie dlatego mamy ten system. Aby uniknąć tragicznego błędu.

Tak o dziwo, urządzenie zagłady zbudowane przez Sowietów mogło być najlepszą rzeczą, jakiej mogliśmy się spodziewać. Zamiast urządzenia zagłady, Martwa Ręka naprawdę działa, bardziej jak dziwny rodzaj niszczącej świat maszyny białego szumu, uspokajający reakcyjnych ludzi, którzy są w stanie zniszczyć cywilizację jednym źle przemyślanym rozkazem.

W tym kontekście, być może jest lepiej, że Rosjanie prawdopodobnie nadal mają to urządzenie o przerażającej nazwie. Choć to dziwne, być może wszyscy powinniśmy być wdzięczni za to rosyjskie urządzenie zagłady.


Moje 3 grosze


Pozwoliłem sobie zmienić tytuł artykułu Torchinsky’ego, bowiem sprawa istnienia systemu Martwej Ręki nie jest wcale taka tajemnicza, jakby to się mu wydawało i mówiło się o niej już w latach 80-tych, w samym apogeum Zimnej Wojny. Pamiętam jak czytałem o tym informacje z prasie zagranicznej – oczywiście nazywało się to inaczej, czy na odprawach służbowych i szkoleniach. Brzmiało to wszystko jak sci-fi, ale coś musiało być na rzeczy…

Pisali o tym także polscy pisarze-fantaści, że wspomnę nowelę Marka Baranieckiego pt. „Głowa Kassandry” (KAW, Warszawa, 1985) w której po zniszczeniu stanowisk dowodzenia wojnę nuklearną prowadziły automatyczne systemy oraz powieść Roberta F. Strattona vel mjr Wiesława Górnickiego (NB jednego z najbliższych doradców gen. Wojciecha Jaruzelskiego) – „Czas nietoperza” (MON, Warszawa, 1988), w której przedstawiono właśnie działanie takiego właśnie systemu Martwej Ręki w USA.

Oczywiście naiwnością byłoby sadzić, że w USA nie było i nie ma takiego systemu. Oczywiście był i nadal jest – na tym właśnie opiera się strategia odstraszania i właśnie przeciwko takiemu systemowi z tej drugiej strony był i jest wymierzony cały reaganowski system SDI/NMD. Jeden z jego elementów ma powstać w Polsce i można założyć, że Rosjanie zrobią wszystko, by nie powstał – czemu zresztą trudno się dziwić. W przypadku III Wojny Światowej pierwsze uderzenie pójdzie na Polskę – właśnie dlatego, że na jej terytorium będą amerykańskie instalacje antyrakietowe i antysatelitarne. Dlatego właśnie Polska to karta bita, bez względu z której strony ta wojna nadejdzie…    


Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

niedziela, 5 lipca 2015

UFO: wojskowy kosmos



Oleg Fajg


Niedawno systemy oplot. NORAD odnotowały nieznany orbitalny obiekt (UOO) 2014-28E. Przypuszcza się, że jest to wystrzelony z kosmodromu w Pliesiecku miniaturowy kosmolot – odpowiedź Roskosmosu na pracę nad aparatami typu X-37B.

W dniu 17.X.2014 roku, eksperymentalny orbitalny rakietoplan Boeing X-37B wylądował w Vandenberg AFB, san Diego, CA, po 674 dniowym przebywaniu na orbicie. Wystrzelono go w grudniu 2012 roku z kosmodromu na Cap Canaveral. Rakietą nośną był Atlas-5. Lot i lądowanie odbyły się automatycznie, i wedle słów ekspertów – bez problemów.





Wahadłowiec X-37B i jego parametry


Misja X-37B


Opracowany przez koncern Boeinga kosmiczny aparat X-37B ma masę startową ok. 5 ton. Rozpiętość jego niewielkich trójkątnych skrzydeł wynosi 4,5 m. Rakietoplan jest wyposażony w panele baterii słonecznych, które rozwinięte na orbicie służą za źródło energii. Aparat ten zaprojektowano do lotów na wysokościach od 200 do 750 km.

Ostatnia misja X-37B – już trzecia z kolei i zamykająca realizację pierwszego etapu programu opracowania oraz prób mniejszych modeli promów kosmicznych. Najpierw taki aparat wystrzelono w 2010 roku i przebywał on na orbicie ponad 7 miesięcy. Miała tam miejsce jedna niefortunna sytuacja, kiedy to na pasie startowym odpadła pokrywa z chassis promu. Potem w dniu 5.III.2011 roku wystrzelono drugi X-37B. Przede wszystkim zakładano, że ten lot będzie trwał 9 miesięcy, ale misja ta została przedłużona jeszcze o pół roku.

Nie ma żadnych szczegółów, co do X-37B, rzecznik prasowy Pentagonu powiedział tylko, że projekt jest platformą do aprobowania nowych technologii i testowania wyposażenia specjalnego przeznaczenia. Dowódca Sił Kosmicznych USAF gen. William Shelton ze swej strony zauważył, że Pentagon nie ma na razie planów i finansowych możliwości powiększania wielkości floty kosmicznej, dlatego podstawową uwagę będzie się skupiało na kompaktowych, uniwersalnych aparatach, mogących spełniać wiele różnorakich funkcji. Dyrektor programu X-37B ppłk Thomas MacIntyre uzupełnił swego szefa wykazując zadowolenie i przedstawił wnioski o tym, że w zamian promów kosmicznych Space Shuttle przyszły analogiczne aparaty następnej generacji, mogących wykonywać całe spektrum zadań obronnych.


Błękitna Mucha


W 1984 roku, kilku znanych ufologów otrzymało dziwne memorandum z wyższymi gryfami tajności. Dokument podpisany przez prezydenta Trumana był datowany na 1947 rok i oznaczony jako „Majestic-12” (dosł.: „Cudowny Tuzin” – przyp. aut.) Krótko mówiąc, był on „Instrukcją na wypadek odkrycia, ewakuacji i ochrony pozaziemskich istot i ich technologii”.

W dokumencie tym mówiło się także, że podstawowym zadaniem grupy „Majestic-12” jest odkrywanie i zebranie wszelkich materiałów oraz istot pozaplanetarnego i innoplanetarnego pochodzenia w celu ich naukowego zbadania. Przy wykonywaniu tych zadań zalecało się jak najdalej posuniętą tajność.

W 1994 roku nastąpił nowy anonimowy „wyrzut” informacji, odnoszący się do tego samego źródła – „Majestic”. Tym razem mowa była o projektach z 1954 roku. Okazuje się, że po ostatniej katastrofie UFO, wprowadzono w życie Projekt Błękitna Mucha (Project Blue Fly) [Autor przetłumaczył to jako Projekt Błękitny Lot – przyp. tłum.] zbierania pozaplanetarnych artefaktów. [Wikipedia podaje, że projekt ten miał na celu zbieranie i badanie szczątków radzieckich aparatów kosmicznych, które spadały na terytorium USA i krajów od nich zależnych - przyp. tłum.] Przypomina się tutaj inny Projekt Księżycowy Pył (Project Moondust) dotyczący lokalizacji, poszukiwań i transportu statków kosmicznych pozaziemskiego pochodzenia. Kodem Księżycowy Pył oznakowywano wszystkie oficjalne informacje o katastrofach i badaniu UFO.

Informacyjny „wyrzut” z 1994 roku, zawiera także ciekawą informację o jakimś Projekcie Aquarius (Wodnik). W preambule tego dokumentu, mówi się, że Projekt Aquarius został rozpoczęty na polecenie prezydenta D. Eisenhowera i wchodził do operacji „Majestic-12”. W 1969 roku, po zakończeniu Project Blue Book, został on przekształcony w samodzielny kierunek badań skierowanych na zbieranie naukowych, technicznych, medycznych, i wywiadowczych informacji o UFO i kontaktach z ALF. Okazało się, że jednym z priorytetowych kierunków Projektu Aquarius były poszukiwania obcych (ale ziemskich, czytaj: radzieckich) aparatów kosmicznych takich jak rozbite satelity i stopnie rakiet nośnych. Wspomina się także iż celami programów badawczych USAF Pył Księżycowy i Błękitna Mucha były także takie właśnie poszukiwania, konserwacja i dostarczanie takich właśnie kosmicznych aparatów.


Śledztwo Clifforda Stone’a


Jednym z najbardziej upartych badaczy wszystkich w/w projektów jest ufolog Clifford Stone z Nowego Meksyku. Za te wszystkie lata napisał on – powołując się na FOIA  - co najmniej pół setki zapytań do 14 agencji i służb federalnych w tym: Pentagonu, Departamentu Stanu, CIA, FBI, NSA i NASA.

I jak należało oczekiwać, odpowiedzi były co najmniej wymijające. I tak wywiad USAF (A2) oświadczył, że nie mają żadnych informacji na ten temat. Departament Stanu zaznaczył, że ma dwie krótkie notatki, ale one nie będą dostępne przed 2025 rokiem. Odpowiedzi z CIA i FBI twierdziły, że instytucje te ani nie potwierdzają, ani nie zaprzeczają. Jak zwykle.

Clifford Stone

NASA – po tym jak Stone zwrócił się o pomoc do senatorów z Nowego Meksyku Jeffa Bingamana i Pete’a Domenichi’ego kategorycznie odpowiedziała, że misje Księżycowy Pył i Błękitna Mucha nigdy nie istniały. W 1994 roku senator Domenichi otrzymał z Pentagonu ciekawą odpowiedź:
Być może wszystkie interesujące Pana archiwa zostały całkowicie zniszczone.

Na koniec kongresmen z Nowego Meksyku Joe Skin uzyskał jeszcze jeden wariant odpowiedzi od Komitetu ds. Wywiadu Kongresu:
…operacja „Błękitna Mucha” dotyczyła poszukiwań obiektów kosmicznych i UFO, jeżeli były one dostępne dla odzyskania…

W swoim czasie, słynny badacz UFO prof. Jacques Vallée zauważył, że w centrum znanych UFO-incydentów znajdują się jakieś rozpracowania kompleksu wojskowo-przemysłowego. Wcześniej wielkie poszukiwania fragmentów radzieckich satelitów i samolotów, które uległy katastrofom – USA prowadziły na całym świecie, przykrywając je legendami o Kosmitach i mitycznymi projektami w rodzaju Błękitnej Muchy i Księżycowego Pyłu. Następnie nastała epoka aktywnego orbitalnego przeciwdziałania, kiedy statki kosmiczne porwały z orbity 15 wyłączonych/nieaktywnych satelitów. Inny znakomity ufolog Richard Heise twierdzi wprost, że w projekcie Space Shuttle zawsze brali udział wojskowi.

Richard Heise


Wodnik i Słoneczny Obserwator


Planowało się że radzieckim odpowiednikiem na program promów kosmicznych będzie radziecki projekt Buran, który w wielu punktach przewyższał produkt NASA. Oczywiście, że jego pojawienie się zaowocowało wieloma zadaniami z zakresu przeciwdziałania próbom porwania tego tajnego orbitalnego urządzenia. Dnia 21.VII.2011 roku, wahadłowiec Atlantis po raz ostatni wylądował na kosmodromie im. Kennedy’ego w Kosmicznym Centrum NASA na Florydzie i wprost z kosmodromu ciupasem odprawiono go do muzeum. Tym niemniej era statków kosmicznych wielokrotnego użytku się nie skończyła i tutaj od razu wystartowały nowe projekty „przykrycia UFO”.

Aktywny badacz Archiwum X dr psychologii Richard Boylan już niejeden rok aktywnie bada informację o jakimś ultrasekretnym projekcie Solar Watcher, który zmienił Operation Aquarius. Zgodnie z jego wersją, USA jeszcze od końca lat 80., aktywnie tworzy swoją flotę kosmiczną, przykrywając przecieki informacji projektami Wodnik i Słoneczny Obserwator. Dzisiaj, wedle słów dr Boylana w kosmosie znajduje się 8 cygarokształtnych stacji kosmicznych i kilkadziesiąt kosmicznych myśliwców bombardujących. Oczywistym jest, że pod tymi ostatnimi należy rozumieć jakieś urządzenie przypominające aparat X-37B  - a do tego kosmiczna flota Słonecznych Obserwatorów wykonuje zadania dowództw sieciowych i kosmicznych operacji USAF, Pentagonu i NASA.


Szkocki haker kontra NASA


Wszystko, co wiadomo o Słonecznym Obserwatorze wynika z krótkiego wywiadu dla gazety „The Guardian” (organ prasowy brytyjskiej liberalnej lewicy) znanego szkockiego hakera Harrego MacKinnona. Pracując jako systemowy administrator był on w stanie jeszcze w 1997 roku uzyskać dostęp do komputerów Pentagonu, zaś w latach 2000 – 2001 włamać się do serwerów NASA.

MacKinnona wyśledzili i aresztowali funkcjonariusze brytyjskiego Wydziału ds. Walki z Przestępczością w Sferze Wysokich Technologii na podstawie Ustawy o Przestępczości Komputerowej. USA zażądały wydania go na podstawie tego, że haker zaatakował i zniszczył ponad 2000 komputerów w Dystrykcie Columbia, a także skasował dzienniki wydawania broni w US Navy.

Ciekawa była odpowiedź MacKinnona na oskarżenie go o „znaczny uszczerbek na sprawności obronnych systemów komputerowych za wszystkie czasy ich istnienia i spowodowania katastroficznych szkód sieciom 55 struktur rządowych”. Brytyjski haker oświadczył dziennikarzom, że w poszukiwaniach śladów UFO wszedł on w program US Navy Solar Watcher:
- Odkryłem listę nazwisk dowódców pod nagłówkiem „Nieziemscy dowódcy”. Nie znaczyło to, że są oni Kosmitami. Uważam, że to oznacza, że nie ma ich na Ziemi. Odkryłem także listę „transferu z floty do floty” i listę nazw okrętów. Nie były to jednak nazwy okrętów US Navy. To, co ja widziałem było nazwami okrętów kosmicznych, nie znajdujących się na Ziemi.

Historia Solar Watcher’a dokładnie zaplątała sytuację z projektami wojskowych wahadłowców. Tak i sami dowódcy USAF i szefowie NASA zaczęli się mieszać na postartowych briefingach, kiedy przyszło im odpowiadać na pytania dziennikarzy w rodzaju: „Gdzie tak naprawdę latał ten aparat?”, w ten sposób podkreślając, że „Archiwum X” wciąż czeka na swego odkrywcę i truth is out tere - prawda jest gdzieś obok nas…

Obiekt 2014-28E - prawdopodobny rosyjski odpowiednik X-37B...


Opinie z KKK


Proponuję krótką lekturę Jamesa White'a: „Zawód: Wojownik”. Oczywiście sf, ale temat zwęszony jak pomysły P.K. Dicka. Dysonansu poznawczego związanego z NOLami nie załatwia nawet cała flota Strażników (vide j.w.), niemniej dodaje puzel do układanki. (Smok Ogniotrwały)

Wszystko to brzmi sensacyjnie i choć nie podzielam końcowych wniosków Autora, to jednak ma on sporo racji. I nic mnie tak nie irytuje, jak to, że największe marzenie ludzkości wprzęgnięto w nasze brudne konflikty i wyciągnięto je w kosmos. (Aristokles)

W jednym z moich opowiadań opisałem akcję grupy ludzi usiłującej zmienić Teraźniejszość. Udając się do Przeszłości zmienili tak ludzką mentalność, że skłonność do walki wewnątrzgatunkowej zastąpili trendem do ekspansji w Kosmos. A uzasadniłem to, jak Asimov – kiedy Ludzkość zapragnie skolonizować inne planety, mogą tam już być kolonie innych ras kosmicznych i na ludzi będą czekały tabliczki z napisami: „Zajęte”, „Wstęp wzbroniony”, itd. Trzeba o tym pomyśleć już teraz! (Daniel Laskowski)


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 3/2015, ss. 6-7

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©