Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżuma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżuma. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Dżuma – robota bioinżynierów


Bakteria dżumy i...

Pisaliśmy już na łamach „Tajn XX wieka” nr 44/2017 o tym, że na Madagaskarze nie tak dawno odnotowano śmiertelne wybuchy epidemii dżumy płucnej i dymieniczej – Yersinia pestis.[1] Zmarło na nie kilkadziesiąt osób, a setki jest zainfekowanych i oczekują albo na wyzdrowienie, albo na śmierć.

...pchła - wektor jej przenoszenia

Ostatnie wieści z wyspy są przerażające – dżuma przedostała się poza granice Madagaskaru! Eksperci twierdzą, że śmiertelnie niebezpieczne wirusy[2] wkrótce dosięgną terytoriów Europy i Ameryki. Okazało się, że są one w stanie mutować i dlatego walczyć z nimi w najbliższej przyszłości się nie da. Nowy szczep dżumy zabija człowieka w ciągu dwóch-trzech dni i do tego jest odporny na antybiotyki.

Dżuma na Madagaskarze
Dżuma na świecie - ilość zachorowań (różowe kręgi) i ilość zgonów (brązowe kręgi)

Konspirolodzy uważają, że współczesna Czarna Śmierć z Madagaskaru okazuje się być rezultatem pracy „rządu cieni”, który zamierza przy jej pomocy zmniejszyć zaludnienie naszej planety.


Moje 3 grosze


Jak dotąd nie było wybuchu pandemii dżumy, ale zagrożenie istnieje właśnie poprzez migracje Afrykańczyków do Europy i USA. Nawiasem mówiąc, okazuje się, że dżuma już raz była zmutowana – i z nieszkodliwej bakterii stworzono idealną broń biologiczną. Miało to miejsce 2-20 tys. lat temu.  

Zachodzi więc pytanie: kto majstrował przy genach bakterii dżumy w Starożytności? Żadne z istniejących wtedy państw nie dysponowało technologią umożliwiającą manipulacje genetyczne na poziomie molekularnym. Żadne oprócz jednego… - mam tu na myśli legendarne Imperium Atlantydy.


Rację miał Stanisław Lem, kiedy w swej kobylastej powieści „Obłok Magellana” porównał współczesne Stany Zjednoczone do Atlantydy właśnie. Rozwój technologiczny przy równoczesnym zdziczeniu moralnym zawsze doprowadza do katastrofy i to katastrofy w skali całej planety. Tak już raz było – efekty tego odczuwamy do dziś dnia.

Ale to już temat z innej ballady.


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 52/2017, s. 17 
Ilustracje - Internet
Przekład z rosyjskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz   



[1] Istnieje także trzecia niebezpieczna forma dżumy – posocznicowa.
[2] Dżumę przenoszą bakterie – pałeczki dżumy.

czwartek, 11 lipca 2013

Śladami „Czarnej Śmierci” (2)


Amulet chroniący przed "czarną śmiercią"

Coś tu się nie zgadza


Tak więc może być, że rzecz idzie nie o dżumie, ale o jakiejś innej chorobie? Do takiego właśnie wniosku można dojść po skonfrontowaniu danych o „czarnej śmierci” z najbliższą nam czasowo epidemią, która wybuchła w Hong-Kongu i Indiach u końca XIX wieku. Tej współczesnej eksplozji dżumy towarzyszył masowy pomór szczurów.[1] Zapisy kronikarskie o „czarnej śmierci” o czymś takim nie wspominają. W Indiach odnotowano niewielki odsetek zachorowań na dżumę płucną – 15% ogółu wszystkich zachorowań. Ponadto dżumowe dymienice powstawały w pierwszej kolejności na nogach i rękach chorujących, podczas kiedy współcześni „czarnej śmierci” świadkowie unisono twierdzą, że dymienice pojawiały się na piersiach, szyi i w pachwinach. Nie obserwowało się także u nich gangrenowego zapalenia gardła i płuc, bólów serca, ataków szaleństwa, krwawych biegunek czy nieprzyjemnego odoru całego ciała.

Poza tym jest różnica w letalności choroby. Indyjska pandemia pozbawiła życia 5,5 mln ludzi – czyli 3% populacji Indii, zaś „czarna śmierć” jakieś 70 mln – czyli około 50% populacji! Istnieje także rażąca różnica w rozprzestrzenianiu się choroby: 20 mln zachorowań/1 rok w Indiach i 2,5-5 mln zachorowań/24 godziny siedem wieków temu!

„Czarna śmierć” szalała bez przerwy przez pięć lat, a potem nieoczekiwanie przepadła, jakby przeskakując okres wygasania epidemii. Do tego należy dodać, iż w tym samym czasie odnotowano także epidemie innych chorób, które także nazwano dżumą, jak np. we Włoszech.[2]



Włamywacze i mordercy


I oto, co było w tym dziwnego: w 1361 roku „czarna śmierć” powróciła, ale tym razem zapadła na nią zaledwie połowa populacji, a niektórzy szczęśliwcy to przeżyli. W ciągu 10 lat zaraził się co dziesiąty mieszkaniec kontynentu i wielu z nich przeżyło. W 1382 roku zachorowało na dżumę jedynie 5% populacji, a i większość z zainfekowanych przeżyła chorobę.

Spróbujemy objaśnić to nieoczekiwane pojawienie się odporności. Po pierwszej fali „czarnej śmierci” miała miejsce potężna eksplozja demograficzna. Najwidoczniej pewna część populacji nie zachorowała nie zwyczajnie, ale dlatego że miała już pewien mechanizm obronny. I mógł on być przekazywany nowonarodzonym.

Choroby epidemiczne najczęściej i najefektywniej występują w parze. Istnieje na ten przykład pojęcie infekcji pasożytniczych skojarzonych z AIDS. Retrowirus HIV dosłownie pokazuje drogę pasożytom powodującym leiszmaniozę i toksoplazmozę jakby im sygnalizując: organizm jest dostatecznie osłabiony i gotowy na przyjęcie nowej infekcji. To oznacza że HIV działa jak włamywacz dla wielu chorób, których patogeny są właściwymi mordercami.

Istnieje hipoteza głosząca, że z AIDS Europejczycy zapoznali się nie w XX wieku, ale o wiele wcześniej. I tak np. za zarażonych dżumą średniowieczni medycy mogli uznać ludzi zainfekowanych wirusem HIV ze względu na opuchnięcie węzłów chłonnych, pojawianie się objawów gruźliczych i innych objawów zainfekowania się AIDS. Człowiek jest tak zbudowany, że jeżeli choroba nie zabije go dostatecznie szybko, to organizm sam zaczyna wytwarzać przeciwciała. A AIDS jak raz zabija bardzo powoli.

Jeszcze na początku lat 80. XX wieku, lekarze zwrócili uwagę na znaczną odporność na wirus HIV u Europejczyków. U podstawy tego zjawiska leży szczególna mutacja genu CCR5 – D32 polegająca na utracie części specyficznego białka z powierzchni komórek systemu immunologicznego. Nie znalazłszy go, wirus nie jest w stanie przeniknąć do komórki. Jak widać, jest to pozostałość z czasów, kiedy Ludzkość zetknęła się z infekcją podobną do HIV.

W Europie ta mutacja występuje u 5-15% ludzi i nigdzie indziej się jej nie spotyka. Odnotowane maksimum wynosi 33% u Pomorców.[3] U Rosjan i Ukraińców też odsetek ten jest wyższy od przeciętnej europejskiej i wynosi 21%. Spójrzcie na to, jak długo Rosjanie opierali się „czarnej śmierci”. Czy znaczy to, że była to dżuma, której wybuch wyzwolił AIDS?

Wirus HIV wywołujący AIDS


Afrykańska wersja


Ale dynamika spadku zapadalności i śmiertelności w XIV wieku wskazuje raczej na osłabienie patogenu, niż na cudowny wzrost odporności u ludzi. Powróćmy wiec do symptomów choroby. Krwawe opuchlizny na węzłach chłonnych, krwawy kaszel, gangrenowe zapalenie organów wewnętrznych, zapach zgnilizny dolatujący od chorych… Wszystko to bardzo przypomina afrykańskie gorączki krwotoczne w rodzaju Ebola. Wirus ten zmutował do współczesnej postaci jakieś 800 lat temu.

Zakażenie wirusem Ebola, wedle współczesnych opisów, charakteryzuje ostry skok temperatury ciała, szczególna słabość, ból i zawroty głowy oraz ból gardła. Do tego dochodzą potem krwawa biegunka, osłabienie i zanik funkcji nerek i wątroby, silne wewnętrzne i zewnętrzne krwotoki, krwawymi wybroczynami. Chory dosłownie rozpada się od wewnątrz, dokładnie tak, jak opisano to w XIV wieku.[4]

„Czarna śmierć” rozprzestrzeniła się bardzo szybko. Okres inkubacyjny infekcji Ebola wynosi 21 dni, a to oznacza że jeden zainfekowany (tzw. pacjent zero) jest w stanie zarazić ogromną liczbę ludzi na dużym obszarze, zanim wystąpiły pierwsze objawy.[5] Nie widać jeszcze żadnych symptomów choroby, a zarażone nią są tysiące ludzi. W Awinionie w 1348 roku zauważono epidemię, kiedy w ciągu jednej nocy zmarło 500 mnichów z pewnego klasztoru.

Do tego, w Europie w połowie XIV wieku, zaczęli się pojawiać mieszkańcy Centralnej Afryki. Mogli oni zawlec ze sobą jakieś choroby, na które oni byli uodpornieni, zaś Europejczycy – nie.


Z pomocą przychodzi rejestr pogrzebowy


Coś podobnego do „czarnej śmierci” pojawiło się w Anglii w 1664 roku. Dziwną rzeczą jest to, że w dużych miastach niezbyt oddalonych od Londynu nie było ani jednego zachorowania, natomiast w niewielkich, izolowanych od świata miejscowościach ludzie wymierali niemal doszczętnie. Jedną z takich miejscowości stał się Eyam (wym.: Im) z populacją 600 osób, które uprawiały rolę. W miejskim rejestrze zgonów odnotowano imię każdego zmarłego i przyczynę jego śmierci.

Najpierw zachorował handlarz płótnem, który często wyjeżdżał z miasta. Pierwsze symptomy choroby pojawiły się w czasie 20 dni po przywiezieniu przezeń kolejnej partii towaru. Po kilku dniach zległ jego rówieśnik. Potem jego brat z sąsiedniego domu, nieco później ojciec mieszkający przez ulicę. Dalej zaraza poszła od robotnika najemnego do najemcy, od brata do siostry, itd. itp. Rozprzestrzenianie się zarazy odbywało się najczęściej drogą kontaktową, zaś szczurom było dokładnie wszystko jedno, do jakiego domu przynosiły zarazki.

Symptomy choroby przypominały „czarną śmierć” sprzed 300 lat. Wedle kroniki inkubacja choroby trwała jakieś 20-21 dni, zaś śmierć następowała po 9 dobach. W tym czasie ludzie nie walczyli z tą – jak sądzili – dżumą, ale po prostu zamykali się w domach czekając na śmierć. Na granicach miasta pozostawili ostrzeżenia dla sąsiadów i przybyszów informujące, że buszuje w nim epidemia. I choroba przeszła! Ale przecież dla szczurów i bakterii zamknięte drzwi i granice miasta nie są przeszkodą!

Tak właśnie księga pogrzebowa miasta Eyam jeszcze bardziej poderwała autorytet uczonym, którzy sądzili, że „czarna śmierć” była po prostu dżuma dymieniczą. A straszliwa choroba przyczaiła się i jeszcze powróci żeby wyrównać rachunki z Europą.

Wirusy HIV


Od tłumacza


W hiszpańskiej Wikipedii znalazłem następujący opis wypadków w Eyam:

Choroba została przywleczona do Eyam z Londynu przez krawca George'a Vicarsa, w wiązce ubrań, która zawierała zakażone pchły. Zmarł on po tygodniu. Po początkowych zgonach mieszkańcy udali sie po radę do wielebnego Wiliama Mompessona i Thomasa Stanley'a Puritana o pomoc i poradę. Wprowadzono kilka zasad, które miały zatrzymać rozwój epidemii od maja 1665 roku. przede wszystkim oddzielono miasto od reszty kraju tworząc strefę kwarantanny. Oddzielono od siebie mieszkańców poszczególnych ulic, by zminimalizować możliwość zakażenia. Dżuma w Eyam trwała 16 miesięcy i zabiła 260 mieszkańców, ocalało 83 na początkową populację liczącą 350 mieszkańców.

Kiedy po roku pierwsi przybysze przybyli do Eyam okazało się, że epidemie przeżyła mniej niż 1/4 populacji. Przeżycie wydawało się być przypadkowe, chociaż wielu z nich miało kontakt z bakteriami , ale nigdy nie zachorowało, np. Elizabeth Hancock została zarażona, ale przeżyła, zaś jej mąż i sześcioro dzieci umarło w ciągu 8 dni (ich groby są znane tam jako "groby Hancock"), grabarz miasta także przeżył, pomimo tego że musiał nosić i grzebać wiele zainfekowanych zwłok.
Niektóre badania wskazują, że mieszkańcy Eyam być może mieli jakieś genetyczne predyspozycje uodparniające ich na dżumę. Mutacja genu CCR5 zwanego Delta 32 została stwierdzona u 14% bezpośrednich potomków mieszkańców Eyam  ocalałych z zarazy, a przecież Delta 32 jest niezwykle rzadka. W rzeczywistości mutacja Delta 32 znaleziona w Eyam była znaleziona także w regionach Europy, które zostały dotknięte plagą i u Amerykanów pochodzenia europejskiego. Sugerowano także iż jeżeli mutacja Delta 32 została odziedziczona po dwojgu rodzicach, to może to zapewnić odporność na wirusa HIV i AIDS.
Najnowsze badania wskazują na to, że mutacja Delta 32 mogłaby być czynnikiem odpornościowym w przypadkach takich chorób jak ospa czarna. Ta nowa hipoteza jest wciąż badana.
(Źródło - http://es.wikipedia.org/wiki/Eyam   

Czyżby więc największe plagi Ludzkości: ospa, dżuma, gorączki krwotoczne, trąd i AIDS miały kiedyś wspólne źródło, z którego pochodzą? Uczeni są absolutnie pewni, że przy bakteriach dżumy ktoś kiedyś gmerał w ich genach, jakieś 20.000 lat temu. Czyżby więc puszka Pandory to w rzeczywistości było jakieś laboratorium mikrobiologiczne, z którego te patogeny się wymknęły i poszły w świat zabijać ludzi i zwierzęta? Jeżeli tak, to gdzie się ono znajdowało? – na Atlantydzie? W Mu/Lemurii? Czy może w Lance?...  


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 12/2013, ss.14-15
Przekład z j. rosyjskiego i hiszpańskiego –
Robert K. Leśniakiewicz © 
Ilustracje - Internet 


[1] Motyw ten wykorzystał Albert Camus w swej słynnej powieści „Dżuma” (1947).
[2] Przykładem na powyższe są m.in. „Centurie” Nostradamusa, w których także inne nieszczęścia nie mające nawet związku z chorobami nazywa on mianem „dżumy”, podobnie jak nietypowe zjawiska niebieskie są zwane mianem „komet”… 
[3] Pomorcy to rosyjscy osadnicy nad Morzem Białym, którzy te tereny zamieszkiwali wspólnie z Lapończykami i Finami na zachodzie oraz Komiakami i Nieńcami na wschodzie.
[4] Badając starogreckie kroniki opisujące ówczesne epidemie, uczeni doszli do wniosku, że kraje śródziemnomorskie zetknęły się z gorączkami krwotocznymi jeszcze przed naszą erą.
[5] Polecam książkę Richarda Prestona pt. „Strefa skażenia” (1994), w której opisano dokładnie przebieg zainfekowania ludzi i zwierzęta wirusami ze szczepów Ebola-Kenia i Ebola-Marburg. 

środa, 10 lipca 2013

Śladami „Czarnej Śmierci” (1)


Bakterie dżumy - Yersinia pestis


Borys Szarow


W XIV wieku jako środki przeciwko dżumie rekomendowano: siedzenie pomiędzy dwoma ogniami, zabijanie jaskółek, palenie, bicie w dzwony, oddychanie smrodem z dołów kloacznych, mycie ciała kozim moczem.

Wirusy i bakterie przez cały czas były wrogami Ludzkości. Wojny i inne bestialstwa nigdy nie zbierały tylu ofiar, ile robiły to epidemie i pandemie. Nawet teraz, bez względu na postępy medycyny, statystyczny obraz się nie zmienił. Po takich plagach jak cholera, dżuma czy ospie pojawiły się inne epidemie.

Dżuma – z łaciny pestis (zaraza) – to ostra bakteryjna choroba zakaźna gryzoni i (rzadziej) innych drobnych ssaków, a także człowieka (zoonoza). Choroba ta wywołana jest infekcją tlenowych pałeczek z rodziny Enterobacteriaceae nazwanej Yersinia pestis.
Najczęściej występuje, zarówno wśród zwierząt jak i ludzi, dymienicza forma dżumy. Do zakażenia dochodzi zwykle w wyniku pokąsania przez pchły (głównie pchły szczurze, Xenopsylla cheopis) uprzednio zainfekowane w wyniku pokąsania szczurów, wiewiórek, piesków preriowych lub innych małych ssaków. W następstwie infekcji bakterie migrują wraz z krwią i chłonką do węzłów chłonnych, co po około pięciu dniach objawia się regionalnym powiększeniem tych narządów (tzw. dymienicą). Postać dymienicza dżumy wywołana może być także spożyciem skażonego pokarmu lub wody (rzadkie u ludzi).
Postać septyczna jest zazwyczaj powikłaniem dżumy dymieniczej. U części chorych rozwija się, z pominięciem postaci dymieniczej, od razu pierwotna sepsa.
Płucna postać dżumy może występować zarówno jako zakażenie pierwotne (w tym przypadku dochodzi do niego drogą kropelkową, bezpośrednio od chorej osoby, z wyłączeniem wektora zakażenia w postaci pchły lub szczura), lub jako wtórne, dżumowe zapalenie płuc, będące komplikacją postaci dymieniczej. Postać tą cechuje bardzo wysoka zaraźliwość (nieznane nauce są jednak przypadki zakażeń dżumą płucną poprzez np. system wentylacyjny).
Objawy dżumy dymieniczej (łac. pestis bubonica) pojawiają się w okresie od dwóch dni do tygodnia od ukąszenia. W początkowym okresie, pierwszych 6–8 godzinach, występują objawy nieswoiste, takie jak wysoka gorączka (powyżej 38°C), poty, dreszcze, rozszerzenie naczyń krwionośnych, ból głowy i znaczne osłabienie.
Później pojawia się powiększenie węzłów chłonnych (nawet do ok. 10 cm), zwłaszcza pachwinowych, rzadziej pachowych, szyjnych lub innych oraz objawy zapalenia naczyń chłonnych. Powiększone węzły chłonne stają się bolesne (czasem wywołując przykurcze kończyny), miękkie (z powodu martwicy o mechanizmie zawału i zmian ropnych w centralnych jego częściach), ich zawartość może ulec opróżnieniu przez samoistne przetoki. W lekkich przypadkach dżumy dymieniczej (łac. pestis minor) proces chorobowy ogranicza się do jednej grupy węzłów chłonnych, nawet bez wytworzenia przetoki. Zwykle jednak powstają dymienice wtórne (zajmowane są kolejne grupy węzłów chłonnych). W rzadkich przypadkach zmiany dymienicze powstają tylko w głęboko położonych węzłach chłonnych. Są to przypadki bardzo trudne do rozpoznania, przypominające przebiegiem ciężkie postacie duru brzusznego lub cięższej postaci – dżumy septycznej.
Postać septyczną (łac. pestis septica) cechuje, poza objawami nieswoistymi, duża bakteriemia. W wyniku zakażenia uogólnionego, jako reakcja makroorganizmu, pojawia się uogólniony zespół odczynu zapalnego (łac. sepsis). W jej wyniku powstają mikrozatory bakteryjne w końcowych naczyniach krwionośnych palców rąk i stóp oraz nosa, czego skutkiem jest zgorzel (objawiająca się czarnym zabarwieniem tkanek). Objawy te są zbliżone do opisów epidemii "czarnej śmierci" w średniowieczu. W tej postaci rokowanie jest bardzo poważne.
W postaci płucnej (łac. pestis pneumonica) występują objawy ciężkiego, wysiękowego zapalenia płuc, z krwiopluciem, dusznością i sinicą. Rokowanie jest znacznie poważniejsze niż w postaci dymieniczej. Postać płucna charakteryzuje się niezwykłą zaraźliwością drogą kropelkową (bez pośrednictwa pcheł).
Zapalenie płuc w dżumie ma charakter krwotocznego, odoskrzelowego zapalenia z odczynem włóknikowym w opłucnej.
Wczesna diagnostyka opiera się na wywiadzie epidemiologicznym i badaniu klinicznym. Do potwierdzenia dżumy stosuje się hodowle bakteriologiczne materiału z węzłów limfatycznych, krwi lub plwociny. Duże znaczenie mają także metody serologiczne oraz PCR. Ostatecznego potwierdzenia dokonuje się w laboratoriach o wysokiej (3, 4 stopień) klasie bezpieczeństwa biologicznego.
Leczenie polega na pozajelitowym podawaniu antybiotyków. Bakterie wykazują wrażliwość na streptomycynę, gentamycynę, chloramfenikol (te dwa pierwsze antybiotyki są tzw. lekami z wyboru w leczeniu dżumy. Chloramfenikol, mimo bardzo dużej skuteczności, stosowany jest obecnie jako antybiotyk "drugiego rzutu", ze względu na częste i niebezpieczne działanie uboczne), ciprofloksacynę, cefalosporyny (w dżumie uogólnionej i płucnej) i niektóre tetracykliny, najczęściej doksycyklinę (w łagodnych przypadkach). Duże znaczenia ma leczenie wspomagające; konieczność chirurgicznego opracowania dymienic jest rzadkością.
W przypadkach nieleczonych, na podstawie danych z różnych epidemii, śmiertelność z powodu postaci dymieniczej szacuje się na kilkanaście do nawet 80%
Nieleczona postać septyczna (posocznicowa) jak i płucna dżumy jest w 100% śmiertelna (śmierć w postaci płucnej następuje najczęściej w ciągu kilku dni, w postaci posocznicowej nawet w ciągu 48 godzin).
Prawidłowa i odpowiednio wcześnie rozpoczęta antybiotykoterapia pozwala obniżyć śmiertelność w postaci dymieniczej poniżej 5%, w postaci septycznej i płucnej poniżej 20% (pod warunkiem, że leczenie zostanie podjęte podczas pierwszej doby po wystąpieniu objawów choroby). (Wikipedia)


Pandemia "czarnego moru" w XIV wieku


Nieoczekiwana agresja


Bakteria dżumy – Yersinia pestis nie pojawiła się znikąd. Dżuma była znana człowiekowi, ale do pewnego czasu nie przybierała ona rozmiarów epidemii i wprowadzała ona takiego strachu na cały świat. Pierwszą odnotowaną epidemią dżumy była ta z VI wieku. Wybuchła w Etiopii i uderzyła w Egipt, a w 540 roku dotarła do Konstantynopola.

Dżumę nauczono się rozpoznawać i z nią walczyć. W VIII wieku choroba ta nieoczekiwanie opuściła Europę. Poza tym, nigdzie nie było nawet wzmianki o pojawieniu się dżumy płucnej – najbardziej niebezpiecznej odmiany Y. pestis, tylko dymieniczej – nazwa pochodzi od dymienic – opuchniętych gruczołów limfatycznych.

Do XIV wieku Europejczycy zapomnieli o dżumie, bardziej niepokoiły ich epidemie czarnej ospy – Variola vera i trądu – Lepra. Ta ostatnia jak się teraz uważa jest niezbyt zakaźną chorobą – ale w Średniowieczu przybrała ona katastrofalne rozmiary.

W roku 1347 do Europy przyszła „czarna śmierć” – epidemia ta uśmierciła w czasie 5 lat prawie połowę zaludnienia naszego kontynentu – niemal 100 mln ludzi. Nazywano ją inaczej „wielką zarazą”, „wielkim pomorem” lub „wielką plagą”. Nazwa „czarna śmierć” weszła do obiegu w 300 lat później za duńskim historykiem Johanem Issacsonem Pontanusem (1571-1639), a którą późniejsi badacze uznali za pandemię dżumy. Przez długie lata uważano, że zaraza została zawleczona przez genueńskich handlowców-żeglarzy. Ci z kolei zarazili się dżumą w czasie obrony swej faktorii Kaffa (dziś Teodozja) przed tatarskimi wojskami chana Dżanibeka. Wedle zapisków kronikarzy, choroba ta występowała w odmianie dymieniczej.

Ale po dostaniu się do Europy, choroba ta przekształciła się w odmianę bardziej agresywną. Rozprzestrzeniała się gwałtownie, zapadało na nią 2/3 całej populacji kontynentu, nie przeżył tego nikt z zakażonych.[1] Lekarze nie rozumieli, jak dochodzi do zakażenia. Według opisywanych symptomów, nie była to odmiana dymieniczna, ale płucna – przenosząca się drogą powietrzno-kropelkową, i setki razy bardziej zakaźna. Po czterech latach epidemia objęła całą Zachodnią i Środkową Europę. Najdłużej opierały się jej rosyjskie ziemie. Zaraza została tam zawleczona z Polski poprzez Psków tylko w 1352 roku.


CDN.


[1] Zob. także - http://hyboriana.blogspot.com/2012/08/bogowie-atomowych-wojen-27.html gdzie podajemy wyjaśnienie tego fenomenu.