Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 czerwca 2018

Zwyrole i rybole




Od kilku dni media bombardują nas wieściami na temat zamordowanych w bestialski sposób fok na polskim Wybrzeżu Gdańskim. Jakiś zwyrodnialec lub zwyrodnialcy morduje te zwierzęta i demonstracyjnie porzuca na plażach, a wszystko to po to, by zaprotestować przeciwko ochronie tych zwierząt, które – według niego – straszliwie szkodzą rybakom i wyjadają im ryby. A więc należy je wymordować, by biedni rybacy - którym unijne przepisy nie pozwalają targać ryb bez jakiejkolwiek kontroli – mogli wreszcie odbić się od dna. Może zaczniemy od tego, w czym właściwie mamy do czynienia? Pisze jeden z internautów na FB:


Żeby nie było! Od razu zaznaczę, że nie ma to być w żadnym wypadku tekst polityczny, jakiś manifest poparcia dla kogoś czy coś w tym stylu. Jedyną opcją, jaką będę w tym tekście popierał, jest opcja rozsądnego myślenia i rzetelności, opierania się na faktach, a nie naginania ich na potrzeby własne.
Ten tekst jest efektem przelanej czary goryczy. Bo o tym, że w obecnych czasach każdy zna się na wszystkim, jest ekspertem od zagadnień wszelakich i skarbnicą wiedzy z zakresu od początku świata do jego końca wiedziałem już od pewnego czasu. Jestem daleki od tego, aby uznać, że pozjadałem wszystkie rozumy i jestem nieomylny. Wręcz przeciwnie, mam świadomość tego, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem, a tworzenie "Naturalnie w Warszawie..." trochę mi te braki pomaga na bieżąco uzupełnić. Zanim coś opublikuję, staram się sprawdzać informacje w możliwie jak największej liczbie źródeł. Ale wystarczy na chwilę tylko wejść do Internetu, a już w szczególności na jakieś forum lub grupę tematyczną na Facebooku, żeby doświadczyć odwrotnego zjawiska. Dziś wystarczy mieć przez dwa miesiące jedno zwierzę, by mienić się specjalistą w jego hodowli. I to takim, którego zdania nikt nie ma prawa podważyć. I o ile niektóre internetowe fora można omijać szerokim łukiem, to już problem robi się, kiedy "mądrości" płyną z ust osób publicznych. Mieliśmy już wypowiedź ministra środowiska, w której twierdził, że nie zna gatunku, który wymarłby w wyniku polowań człowieka. Cóż... Naprawdę nie trzeba się wielce wysilać, by jednym tchem wymienić co najmniej kilkanaście dosyć spektakularnych przykładów takich gatunków. Ot, chociażby: krowa morska (Hydrodamalis gigas), wilk workowaty (Thylacinus cynocephalus), gołąb wędrowny (Ectopistes migratorius), dodo (Raphus cucullatus), alka olbrzymia (Pinguinus impennis), słynna "niepaskowana" zebra kwagga (Equus quagga quagga), wilk falklandzki (Dusicyon australis), papuga karolińska (Conuropsis carolinensis), mniszka karaibska (Neomonachus tropicalis), kangur rączy (Macropus greyi), norka morska (Neovison macrodon) czy - już "z naszego podwórka" - tur (Bos primigenius). Ba! Ostatnio coraz głośniej mówi się o tym, że ludzkość mogła mieć znaczny udział w wymarciu większość australijskiej i amerykańskiej megafauny. Ale, żeby nie było - z drugiej strony barykady też znaleźć możemy ciekawe "kwiatki". Ot na przykład ostatnio dowiedzieliśmy się od znanej dziennikarki, że w Polsce na liście zwierząt łownych znajdują się dropie, bataliony i cietrzewie. W rzeczywistości lista ptaków łownych liczy 13 gatunków, ale próżno na niej szukać wyżej wymienionych. Bataliony (Calidris pugnax) i cietrzewie (Lyrurus tetrix) znajdują się w naszym kraju pod ścisłą ochroną gatunkową! Drop (Otis tarda) na dodatek jest uznany w naszym kraju za gatunek wymarły - od mniej więcej 30 lat nie stwierdzono jego gniazdowania (oficjalnie ostatnie miało miejsce w 1986 roku), jedynie od czasu do czasu pojawiają sie u nas pojedyncze, zalatujące osobniki (w latach 1988-2015 było ich 13, w tym roku 1 czerwca zaobserwowano i sfotografowano jednego osobnika w województwie pomorskim w miejscowości Brzezie). Czyli chyba mamy jasność w obu tematach...
To teraz przejdźmy to czynnika, który tę czarę goryczy przelał. Zapewne słyszeliście o tym, że ostatnio na polskim wybrzeżu znajdywane są martwe foki. Wiele wskazuje na to, że ich zgony nie nastąpiły z przyczyn naturalnych, bo ciężko za taką uznać obwiązanie liną i przymocowanie do niej cegły. Inne osobniki miały rozcięte powłoki brzuszne lub roztrzaskaną czaszkę, co raczej też nie dzieje się "przez przypadek". Od 28 maja do 6 czerwca znaleziono 5 martwych zwierząt[1], co można uznać za niechlubny rekord, bowiem dotychczas przypadki umyślnego zabijania zwierząt (przynajmniej oficjalne, co do których nie było wątpliwości) były niezwykle rzadkie. Nie wliczam w to tzw. przyłowów, czyli przypadków zaplątania się fok w rybackie sieci i utopienia z powodu braku możliwości zaczerpnięcia powietrza (część takich przypadków była zgłaszana (między 1980 a 2010 zgłoszono 76 przyłowów, po tej dacie nie zarejestrowano kolejnych zgłoszeń), ile jest ich w rzeczywistości - tego się możemy jedynie domyślać po znajdywanych czasami zwłokach fok zaplątanych w resztki rybackich sieci). I w tym niebywałym nawale tragedii i przykładzie ludzkiego okrucieństwa przypomina się wypowiedź pewnej pani posłanki, bodajże jakoś z marca, według której "foka to ewidentny szkodnik, a Bałtyk nie jest jej naturalnym środowiskiem"... Jak to skomentować? Chyba najlepiej suchymi faktami naukowymi.


W Bałtyku żyją obecnie trzy gatunki fok – nerpa/foka obrączkowana (Pusa hispida) - pierwsza foka, jaka zasiedliła Bałtyk ponad 10 000 lat temu (wówczas będący w fazie Morza Yoldiowego) i bytowała w nim gdy stał się słodkowodnym Jeziorem Ancylusowym (do dziś pozostałością tego etapu są dwa słodkowodne podgatunki nerpy zasiedlające fińskie jezioro Saimaa (P.h.saimensis) oraz rosyjskie jezioro Ładoga (P.s.ladogensis), foka pospolita (Phoca vitulina) - najmłodszy historycznie foczy "nabytek" tego obszaru - i najliczniejsza foka szara vel. szarytka morska (Halichoerus grypus), o którą głównie chodzi w tym konflikcie. W czasach historycznych występowała tu także foka (lodofoka) grenlandzka (Pagophilus groenlandicus) (ba, przez pewien okres była nawet najliczniejszą spośród swoich kuzynek), jednak wraz z ociepleniem klimatu wycofała się z tych terenów.
Foka szara zasiedliła obszar naszego morza zapewne na początku okresu tzw. Morza Litorynowego (jednej z faz rozwoju Bałtyku), czyli jakieś 7 tysięcy lat temu, kiedy Bałtyk ze słodkowodnego jeziora stawał się zbiornikiem słonowodnym. Foka szara była jednym z pierwszych typowo morskich gości tych wód. Tu wytworzyła odrębny podgatunek, określany do niedawna jako H.g.macrorhynchus. Do niedawna, bowiem w 2016 roku zespół duńskich naukowców wykazał, że opis gatunku, jakiego dokonał Fabircius, oparty był o osobnika z populacji bałtyckiej. Dlatego też to właśnie temu podgatunkowi należy się prym podgatunku nominatywnego i obecnie "nasze" foki określane są jako H.g.grypus. Na początku XX wieku była najpospolitszą foka tego obszaru z populacja licząca między 88 000 a 100 000 osobników! Niestety zaciekłe tępienie i zanieczyszczenie środowiska polichlorowanymi bifenylami (PCB) i dichlorodifenylotrichloroetanem (DDT) doprowadziły do niemal całkowitej zagłady podgatunku - pod koniec lat 70-tych XX wieku w Bałtyku żyło ledwie 3 000 - 4 000 osobników! Objęcie ich ochroną poskutkowało powolnym wzrostem liczebności (o niemal 8% rocznie) i dziś mamy w Bałtyku zapewne między 40 000 a 50 000 fok szarych (dane IUCN). Również u polskich wybrzeży jest ich więcej niż jeszcze niedawno. W ubiegłym roku w Ujściu Wisły zaobserwowano stado aż 293 osobników, podczas gdy w 2014 roku mówiono o "absolutnym rekordzie" 135 osobników, a dane z 2011 roku wspominają o zgrupowaniach co najwyżej kilkunastu zwierząt.
Foka szara w Bałtyku jest praktycznie wyłącznie rybożerna (w przeciwieństwie do np. nerpy, która w swoją dietę wplata także denne i planktonowe skorupiaki (wystarczy porównać uzębienie obu gatunków); zresztą foki szare z wód Atlantyku regularnie uzupełniają dietę o skorupiaki, ośmiornice, a nawet ptaki). Średnie zapotrzebowanie pokarmowe wynosi około 3,2-7,5 kg ryby na fokę na dobę. Badania wykazały, że spośród nieco ponad 20 gatunków ryb spożywanych przez te ssaki, tylko śledź bałtycki (Clupea harengus membras), zwany też sałaką, szprot (Sprattus sprattus) i sieja (Coregonus lavaretus) stanowią poważny udział ich menu. To właśnie rybożerność fok wzbudza olbrzymią wrogość niektórych rybaków, którzy dopatrują się w tych zwierzętach konkurencji. A jako że korzystają z tego samego źródła pokarmu, co człowiek, automatycznie uznawane są za szkodniki. Przyjrzyjmy się zatem biologii pokarmowej gatunku. W jednym z badań w przewodzie pokarmowym 41% przebadanych osobników znajdywano pozostałości tylko jednego gatunku ryb! Co warto zaznaczyć - skład diety zmienia się nie tylko zależnie od lokalizacji (jest nieco inny na północnym i południowym Bałtyku), ale również zależnie od sytuacji środowiskowej - foki zjadają ten gatunek, który w danym momencie jest najliczniejszy w ich otoczeniu. Dlatego w latach 60-tych i 70-tych dorsz bałtycki (Gadus morhua callarias) stanowił około 20% zjadanych przez nie ryb, podczas gdy na początku lat 2000-ych było to zaledwie 5% ogółu.



Rybacy jako jeden ze swoich głównych argumentów wykorzystują tezę, według której dalszy rozwój populacji fok szarych spowoduje takie zwiększenie jej liczebności, że doprowadzi to do przetrzebienia ławic ryb w Bałtyku. Jednak przeprowadzone przez MacKenziego, Eero i Ojaveer symulacje wykazały, że nawet osiągnięcie poziomu populacji z początków XX wieku (czyli - przypomnę - 100 000 osobników) nie spowoduje zaniku ryb. To nastąpić może natomiast w wyniku dalszego ocieplania klimatu i obniżenia zasolenia wód Bałtyku, a przez to jego eutrofizacji. Wyraźnie zatem ukazali, że to nie foki są głównym zagrożeniem dla ryb. Innym dowodem na brak destrukcyjnego wpływu fok na ekosystem jest fakt, iż mimo skrajnie niskiej liczebności ssaków, populacje niektórych ryb wcale nie zwiększyły swojej liczebności.
Foki cieszą się dużym zainteresowaniem społeczeństwa, helskie Fokarium oblegane jest przez turystów, sporym zainteresowaniem cieszą się też "rejsy na foki", na których z pokładu statków obserwować można, oczywiście z odpowiedniej odległości, foki odpoczywające na brzegu morza lub w nim pływające. Oczywistym jest, że fok nie można sprowadzać do roli uroczych i słodkich pluszaków. To groźne duże drapieżniki (samce osiągają nawet ponad 2 m długości i wagę ponad 300 kg), z pyskiem pełnym ostrych zębów i dużą skutecznością polowań, zwieńczenie bałtyckiego łańcucha pokarmowego. O dominującej roli w łańcuchu pokarmowym może świadczyć fakt odnotowywanych w ostatnich latach polowań fok na... morświny (Phocoena phocoena). Jednak foka taka właśnie ma być. Tak ją ukształtował tok ewolucji, foka zachowuje się po prostu "po Bożemu" - jak na fokę przystało.
Nie ma też sensu negować strat rybackich, bo foki - jeśli mają ku temu okazję - chętnie skorzystają z "darmowej" stołówki. Kto nie skusiłby się na podany na tacy obiad, za którym nie trzeba ganiać po morskiej głębi? Foki - owszem - czasami podjadają schwycone w sieci ryby (czasami w całości, czasami jedynie wyjadają je częściowo, tzw. "belly biting"), czasami niszczą sprzęt rybacki. Ale warto zaznaczyć, że ryba, nawet już schwytana w sieć, nie jest jeszcze własnością rybaka, a zatem ich strata nie stanowi szkody, a co najwyżej utracenie potencjalnej korzyści. A nawet jeśli... Jeden z raportów sumujący zgłoszone przez samych rybaków przypadki wyjadania ryb z sieci z lat 2011-2012 wykazał poziom strat rzędu 0,1% w stosunku do połowu ryb łososiowatych i 0,8% w stosunku do całości połowów! System rekompensat za wywołane przez foki szkody, podobny do stosowanego w przypadku innych chronionych gatunków: wilków, niedźwiedzi, żubrów i bobrów, wydaje się jednak w pełni uzasadnionym rozwiązaniem dla załagodzenia konfliktu.
Jeszcze jedna, ostatnia już dziś szarofocza ciekawostka - pojedyncza samica należąca do bałtyckiego podgatunku jest regularnie obserwowana u wybrzeży Morza Czarnego, dokładniej na Półwyspie Kerczeńskim na Ukrainie przynajmniej od okolic roku 2000. Jako że najbliższa naturalna populacja lokalizuje się właśnie w Bałtyku, foka raczej sama z siebie nie przewędrowała przez całą Polskę i Ukrainę. Jako że wszystkie obserwacje dotyczą jednego osobnika (na co wskazuje charakterystyczny układ plam na sierści), jest on najpewniej uciekinierem z niewoli, który w nowym środowisku zaadaptował się na tyle dobrze, że przetrwał w nim już kilkanaście lat.
Jak widać - nie taka foka straszna, jak ją malują. Mowa nienawiści, podsycanie negatywnego nastawienia i wrogości nie prowadzą - jak widać - do niczego dobrego. Szanse na odnalezienie sprawców bestialskiego mordowania fok są raczej niewielkie (chociaż bardzo bym sobie życzył, by to nastąpiło), ale warto pokazać, że opinia społeczna jest przeciwna tego typu praktykom!   


No cóż, to, co napisano powyżej wcale nie trafia zwyrolom do przekonania – dla nich foka to szkodnik i trzeba go zabić. Autor nie napisał tego, że foki na polskim wybrzeżu niemal całkowicie wybito w II RP. Za upolowaną sztukę zarabiało się 5 zł. Jak widać komuś się to przypomniało i na fali gloryfikacji przedwojennej Polski ogłosił krucjatę przeciwko fokom.

Ale ten zwyrol, czy zwyrole, jest tylko narzędziem w ręku manipulatorów, którzy pragną wycisnąć jak najwięcej kasy z polskiej Przyrody i w swej chciwości i obłędzie niszczenia podnieśli zbrodniczą dłoń na polskie lasy i puszcze. Ich nazwiska są znane i odpowiedzą za swe zbrodnie. Czy prędzej czy później, ale na pewno. To są ci, dla których sanacyjna, ciemna, biedna Polska jest jakimś tam rajem mlekiem & miodem płynącym, niedoścignionym wzorem, do którego dążą. Ze szkodą dla polskiej Natury… Jak skończyła II RP – dobrze wiemy: nie z hukiem, ale ze skowytem – że zacytuję ulubiony poemat T.S. Eliota – zrujnowany kraj, 6,5 mln zamordowanych obywateli… 

Przeczytałem w ostatniej „Angorze” wypociny jakiejś kobitki z MIR-u, które usiłowały usprawiedliwić tych morderców i ich zbrodnie na Naturze. Argumentacja identyczna jak w przypadku z Bożej łaski „ekspertów” od ex-ministra Szyszki w sprawie rabunkowej wycinki Puszczy Białowieskiej. Jak widać, źródła nagonki na Puszczę, foki i ludzi ich broniących są te same i wiadomo, że sponsorowane przez ludzi wmawiającym nam, że powinniśmy czynić Ziemię sobie poddaną. A tak już BTW, to skoro rybakom tak bardzo zależy na rybach, to czemu nie protestują przeciwko zanieczyszczaniu Bałtyku przez „biznesmenów” „utylizujących” w nim chemiczne i biologiczne paskudztwa? Dlaczego nie wymagają od rządów wydobycia i dezaktywowania składów broni chemicznej zalegających na dnie naszego morza, które trują wszystko, co żywe? Dlaczego nie domagają się zaprzestania używania nawozów sztucznych NPK, które powodują zatrucie siarkowodorem i metanem stref przydennych i dennych naszego morza? Bo to jest trudniejsze, niż zamordowanie foki – nieprawdaż? 



Czynimy, czynimy to od niemal dwóch tysiącleci – a skutki tego czynienia są opłakane. A szczególnie w naszym kraju, w którym rządzą niedokształciuchy i dyspozycyjne podnóżki ochoczo wypełniający polecenia centrali dyspozycyjnej rządzącej partii – co widać choćby z zacytowanej wypowiedzi. W normalnych krajach ci ludzie zostaliby natychmiast odsunięci od władzy. Ale Polska nie jest normalnym krajem. Zresztą przestała nim być już w 1989 roku, kiedy to do władzy dorwali się ludzie nieodpowiedzialni i to tylko dlatego, że przed wyborami zdjęcie z Wałęsą było przepustką do żłobu i koryta! Obawiam się, że teraz będzie dokładnie tak samo, tylko idol inny, a – że zacytuję innego koryfeusza rządzącej koterii – głupi naród to kupi. I zagłosuje jak zwykle – głupio i nieodpowiedzialnie. A skutki odczujemy już wkrótce.

I tylko fok żal.   
    

Opinie Czytelników

Czemu "rybacy" nie protestowali jak Motławą przez tydzień płynęły gówna nieoczyszczone, a między nimi martwe ryby. (Hades)


Idę o zakład, że w tym maczają łapy jacyś sfrustrowani pomyleńcy z dwururkami od Szyszki, którym zamarzyły się polowania na foki - bo w Szwecji polują, no to u nas też się powinno je mordować. (Daniel Laskowski)  

„Poważny wyciek smaru na budowie Nord Stream 2. Skażeniu mogą ulec plaże zachodniego wybrzeża. Niemieckie plaże nad Bałtykiem zostały zanieczyszczone przez smar, który wydobył się z urządzeń podczas budowy gazociągu Nord Stream 2. Wiatr i fale wieją z niekorzystnego kierunku i mogą przenieść smar także w kierunku polskich plaż.”

Coraz lepiej, czemu nie słyszę głosu "rybaków"??? (S.B.)  




[1] Aktualnie, 12.VI – liczba ta wzrosła do 7.

sobota, 29 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (15)

Nowa zmiana już na stanowisku...

Piątek, 14.VI – Powrót do domu

Dzień ostatni. Rankiem przyjeżdża moja siostra. Oprowadzam ją po Fokarium i pokazuję co i jak, poczym zalicza ona miejscowe muzeum, a następnie bierze udział w karmieniu fok. Następnie jeszcze ostatnie instrukcje i pozdrowienia do wolontariuszek-nowicjuszek (no nie bardzo, bo w grupie jest także jedna weteranka wolontariatu), które zaczynają swoją pracę, a potem pożegnania i odjazd o wpół do pierwszej po południu.

Wiktoria z foką w Muzeum Fokarium


Jedziemy przez Włocławek i Łódź (którą omijamy od zachodu – polecam tą trasę, jest bardzo sympatyczna – zero tłoku, hałasu i smrodu) oraz Częstochowę, którą przeskakujemy w 15 minut. W domu jesteśmy o pierwszej w nocy. Podsumowując tą podróż należy jeszcze dodać, że w tym czasie przebyliśmy łącznie 1581 km. Warto było!
Pozostało miłe wspomnienie...

Może jeszcze kiedyś wrócę do pracy do Helu i mam nadzieję, że będzie tam także Morświnarium, które będzie odbudowywało stado morświnów, a których populacja na polskich wodach wynosi już tylko 100 osobników. To bardzo mało. Gatunek ten w Polsce jest na krawędzi zagłady. Istnieje pewna nadzieja, że da się zrobić z nimi to, co z fokami, ale wszystko rozbija się jak zwykle – o pieniądze. Bo ludzi do pracy nie brakuje, nawet wolontariuszy, chętnych jest aż nadto. Ale Morświnarium to przede wszystkim duży basen. Przydałby się basen portu wojennego w Helu. Skoro Marynarka Wojenna wyprowadza się stamtąd, to nie widzę przeszkód, by nie oddać go Stacji Morskiej! - czego życzę serdecznie morświnom i prof. Skórze oraz jego ludziom, którzy zasługują na najwyższy szacunek za swoją pozytywistyczną pracę u podstaw i młodzieńczy entuzjazm.


Chciałbym dożyć tej chwili. A zatem do zobaczenia!

Prezentacja zdjęć foczej młodzieży w jej własnym środowisku wykonana siłami wolontariuszy z I Zmiany wolontariatu 2013 roku...

piątek, 28 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (14)

JW Kołobrzeżek

Czwartek, 13.VI – Kapłanki i uczeni

Pogoda się popsuła. Jeszcze w nocy było ładnie, ale o szóstej niebo zachmurzyło się całkowicie, wiatr wieje z południa, a temperatura utrzymuje się na poziomie +16,8ºC. Ale nie jest źle – w południe mamy +24ºC i ciągły wiatr z kierunku S-SE. Niestety – wskutek spadku ciśnienia czujemy się źle.

Kołobrzeżek

Na Zatokach trwają ćwiczenia BALTOPS’u. Okręty i helikoptery, a nawet samoloty odrzutowe. Na pontonach chłopcy z FORMOZA. Trochę urozmaicenia w niemal wakacyjny czas… 

Dojechały pozostałe dziewczyny z wolontariatu: Sylwia, Karolina i Magda - wszystkie po maturze i przed lub w trakcie studiów. Wprowadziliśmy je w zadania, których podjęły się z zapałem. A co do nas, to jutro wyjazd…


Łaszka i Ławica


Co dał mi ten wolontariat?

Po pierwsze – przywrócił mi wiarę w ludzi. W to, że w tym nieszczęsnym, zdewastowanym kraju są jeszcze normalni ludzie, którzy robią coś dobrego, pożytecznego dla środowiska i co za tym idzie – nas wszystkich.

Po drugie – absolutną pewność, że za obserwacje Wodnych Ludzi vel Syren, Naiad, Trytonów, itp. UMH żyjących we Wszechoceanie NIE SĄ odpowiedzialne foki czy inne ssaki morskie żyjące w Bałtyku. Wynika to z obserwacji ich zachowania. Choć z daleka foka może być podobna do człowieka, to lepsze przyjrzenie się jej rozwiewa od razu wszelkie wątpliwości. Podobnie jest z ich głosami – ich pochrząkiwania, pomrukiwania, syczenie czy chrapanie trudno porównać do miodopłynnych pień, które już w Starożytności tak zwodziły żeglarzy z mądrym i podstępnym królem Itaki  Ulissessem Odyseuszem na czele, że tracili dla nich głowy, a w wielu przypadkach także życie… Ale właśnie tylko przebiegły Odyseusz wysłuchał ich pieśni i uszedł z tego z życiem! A jeszcze BTW, to we wszystkich kulturach kobiety zajmujące się i porozumiewające ze zwierzętami były otaczane czcią kapłankami czy szamankami – wiedźmami – a słowo „wiedźma” oznaczało (zanim sprostytuowali go chrześcijanie) tyle, co „wiedząca” - jak nasze trenerki fok w helskim Fokarium, kapłanki nowoczesnej nauki. Czyż nie jest to piękne?

Po trzecie – nawet gdyby w Bałtyku żyły takie rozumne UMH, to nie pożyłyby długo. Bałtyk jest morzem płytkim, „małosolnym” i na dodatek skażonym chemicznie i biologicznie. To pewnik i nie ma nawet co nad tym dyskutować. Ogromne ilości toksycznych związków chemicznych wlewanych przez ludzi do tego morza już dawno przekroczyły możliwości samooczyszczania się tego akwenu. Doroczne zakwity alg na jego powierzchni i warstwy wody skażonej metanem i siarkowodorem oraz zatopionymi tamże BŚT stanowią o tym, że ekosfera Morza Bałtyckiego się powoli, ale nieustannie kurczy i jak na razie nic nie jest w stanie powstrzymać tego procesu. 

Po czwarte wreszcie – jest także w tym coś optymistycznego, bo spotkałem w Helu ludzi mądrych i odważnych, którzy wiedzą, czego chcą i wiedzą jak to zrealizować, wbrew zalewającego nas tsunami głupoty, niekompetencji i niemożności. Okazuje się, że jak się w tym kraju ma wizję i chęć, to można zrealizować nawet tak na pozór karkołomny projekt, jak projekt restytucji zagrożonego gatunku foki szarej i innych bałtyckich fok oraz morświna. Życzę im dalszych sukcesów w kontynuowaniu ich dzieła, które jest potrzebne nam wszystkim, całej naszej planecie. To brzmi jak kiepski slogan, ale nie jest tylko sloganem – to konkretna praca u podstaw, jakiej trzeba temu krajowi: tysiące roboczogodzin i konkretne efekty – zwiększająca się z roku na rok populacja fok na naszym Wybrzeżu – wbrew kryzysowi ekonomicznemu, wbrew głupocie i ekologicznej ciemnocie polityków, wbrew zaklęciom różnych oszołomów judzących przeciwko temu dziełu. A jest ich niemało.



Nasza focza rodzinka

No i wolontariusze. To wspaniali, młodzi ludzie – ich wiek oscyluje zazwyczaj wokół 20-25 lat (wyjątkiem są takie dinozaury jak ja). Już samo to, że nie bacząc na koszty pobytu, spartańsko-traperskie warunki i konieczność przebycia czasami kilkuset czy nawet tysięcy kilometrów i pracować za friko tylko dla samej satysfakcji i frajdy (a coś takiego jest naprawdę frajdą, bo do pracy podchodzi się zupełnie na luzie i z humorem – sic!), co jednak nie zwalnia od dokładności jej wykonania. Wolontariat jest szkołą życia, wyrabia umiejętność komunikowania się z innymi ludźmi, współpracy i współdziałania w grupie oraz – co najważniejsze – ma wielką wartość edukacyjną, i każdy chcący może „nałowić się wiedzy” do woli! Większość wolontariuszy, to młode kobiety, które przygotowują się do studiów lub studiują. Odznacza je empatia i charyzma: dokładnie tak, jak u antycznych kapłanek, które potrafiły porozumiewać się ze zwierzętami. Tylko że tamte wykorzystywały to do swych własnych celów, zaś współczesne ratują zwierzęta, pomagają im przetrwać, leczą chore i ranne. Ich praca w przyszłości będzie najbardziej pożyteczną dla środowiska i jeżeli nie dadzą się ogłupić, złapać na lep fałszywych błyskotek, to same będą brylantami najczystszej wody. Brzmi to może bombastycznie, ale właśnie tak jest!     

Karmienie fok w suchym basenie

Powoli rozstajemy się przy okazji wymieniając zdjęcia, filmy i adresy. Jutro wyjazd z Helu.


Foki uwielbiają hydromasaż...

CDN.

czwartek, 27 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (13)

Poranne ogarnianie plaż w Fokarium

Środa, 12.VI – …i powrócą tu starzy bogowie…

Pogoda nadal wspaniała – słońce i temperatura +14ºC przy bezchmurnym niebie. Aż się wierzyć nie chce, kiedy z radia słyszę relacje o wielkiej wodzie porównywalnej z kataklizmami z 1997 i 2002 roku! Dzisiaj już Natura da trochę folgi, bo słońce pojawi się w całym kraju, ale wciąż grożą nam burze ze zlewnymi deszczami i gradem. Na Śląsku spadło go tyle, że warstwa lodu leżała na ziemi i dachach jak pierwszy śnieg.

Przerażające jest to, że mimo takich kataklizmów nie zrobiło się dosłownie NICZEGO, by to powstrzymać! Ale to nie dziwota – pieniądze poszły na wszystko, z wyjątkiem tego, na co pójść powinny, więc nie ma się o co szarpać – niejedna fortuna wyrosła za tą kasę i jest oczywistym, że KE chce odebrać nam środki na walkę z powodzią, bo nadal nie opracowaliśmy nawet zespołu przedsięwzięć ochronnych przed takimi kataklizmami. To oczywiste – w kraju, w którym najważniejsza jest walka z in vitro, aborcją i eutanazją oraz innymi zjawiskami wskazanymi Polakom przez ich watykańskich „pasterzy” i „przewodników”, powodzie i susze są naprawdę wydarzeniami marginalnymi, więc po jaką cholerę Polakom potrzebne są pieniądze na walkę z wielką wodą?  

Dzisiaj zaczynam od otwarcia Fokarium i ogarnięcia jego terenu.  W pracy nic ciekawego, jak to w środku tygodnia. Nawet ruch był niewielki. Za to maluchy 3Ł miały swój wielki dzień – zostały przeniesione z basenu-separatki do najgłębszego basenu Fokarium. To jest preludium przed wyprawieniem ich do Bałtyku, który jest ich prawdziwym domem.*

Kołobrzeżek
Łaszka przechodzi do nowego basenu


Pogoda nadal słoneczna i ciepła – w południe było +19ºC, ale do słońca drugie tyle. Na szczęście wiała lekka bryza z kierunku S-SE i chłodziła nasze rozgrzane ciała. Na plaży niewiele osób – głównie rodziny z małymi dziećmi, więc wrzasku i pisku co niemiara. Z Jordanowa donoszą o zimnie i ciężkich chmurach, a Pan Bednarz twierdzi, że skończył się wysyp koźlarzy. Księżyc idzie do nowiu, więc przy takiej wilgotności powinno sypnąć grzybasami, aliści nie zawsze to się sprawdza i przypomina mi się lipiec 1997 roku, kiedy to padały wielkie deszcze, a grzybasów było na lekarstwo…


Wieczorne posiady na plaży i...


Wieczorem urządziliśmy sobie wieczorynkę na brzegu morza na północnej stronie Kosy. Był to taki wieczorek pożegnalno-zapoznawczy, bowiem po południu dojechały już nasze trzy zmienniczki: Panie Kasia, Marta i Martyna. Siedzieliśmy sobie na suchym piasku i pletliśmy beztrosko trzy po trzy. Wiał świeży wiatr od morza, nad głowami śmigały nam satelity, a nad Gdańskiem kołowały samoloty lecące do i z Rębiechowa.

Patrzyłem na to wszystko i znów odniosłem niesamowite wrażenie czyjejś OBECNOŚCI. W ciemnym morzu, gwiaździstym niebie, porośniętych trawą wydmach. W wiejącym wietrze i szumiącej, pachnącej solą wodzie i przeglądających się w niej chmurach. ONI tutaj byli – słowiańscy bogowie, wygnani ponad tysiąc lat temu przez ogień i miecz nowej wiary. Oni czekają na swój powrót. I tutaj powrócą. Takie dziwne myśli krążyły mi w głowie, kiedy leżałem na piasku, w kręgu blasku ogniska patrząc w niebo… I kto wie, czy Eleonora nie ma częściowo racji pisząc swe dziwne teksty o Królu Jahve i Wężach. W TAKIM pięknym i magicznym otoczeniu każda rzecz wydaje się być możliwa! Coś takiego, takie mistyczne nastroje ogarniały mnie także na Pomorzu Zachodnim (wszak niedaleko jest Arkona i jej słowiańskie sanktuarium oraz zatopione miasto Vineta!) i w słowackich górach, kiedy przejeżdżałem lesiste przełęcze przy białym, zimowym księżycu… Wtedy czułem na sobie oddech historii. Teraz to było coś ponadczasowego i ponadwymiarowego. Znam to uczucie, bo już raz go doświadczyłem i też nad morzem. I coś w tym jest! Nie dziwię się, że to właśnie tutaj powstała legenda o zatopionych miastach koło Juraty i Helu. A może właśnie one kiedyś istniały? Nie zapominajmy o tym, że prądy morskie i fale są w stanie dosłownie z dnia na dzień z piasku zbudować nowy ląd – jak to ma miejsce w Zatoce Puckiej, gdzie obok Ryfu Mew/Mewiej Rewy powstała właśnie nowa wysepka – Ryf Fok. A skoro powstała w krótkim czasie, w równie krótkim czasie będzie mogła ulec zagładzie. Tak być mogło w okolicy Juraty i Helu – mogły powstać takie piaszczyste wyspy. A jak na ich powierzchniach mieszkali ludzie, to stąd poszedł chyr o zatopionych miastach…



...wieczorne chmury nad Kosą Helską



A zatem czy chodzi tu tylko o bogów? 

CDN.

------------------------
* - Łaszka, Ławica i Łodzik zostały wypuszczone w morze w dniu 26.VI.2013 roku.

niedziela, 23 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (9)

In mari via tua...


Sobota, 8.VI - In mari vita tua...


Wczorajszy dzień zakończyliśmy wieczorynką z grillem, na którym piekły się flądry i inne smakowitości. Noc była gwiaździsta, nad głową latały nam satelity i ISS… Od dzieciaków otrzymałem piękny prezent: książkę Darka Sepioły pt. „Wielki błękit” – albumowa pozycja wydana przez National Geographic. Nawiasem mówiąc zostałem mile zaskoczony – skąd oni wiedzieli, że właśnie ta książka mnie zainteresowała??? Zdaje się, że nie doceniam naszej młodzieży – za co ją przepraszam i mea culpa! Jeszcze nie wszystko stracone, skoro mamy takich młodych ludzi w kraju. Od obsługi stacji dostałem w prezencie pamiątkowy kubek z morświnem i książkę Anny Roos i Iwony Pawliczka pt. „Życie fok”. Bardzo miły i bardzo sympatyczny gest wobec kogoś, kto w końcu zajmuje się fokami tylko z amatorska i z doskoku na dwa tygodnie w roku. Było mi bardzo miło i ciepło na sercu.

Tymczasem prognozy mamy jak najbardziej pozytywne: następny tydzień będzie słoneczny i ciepły. Dzisiaj rano było +13,6ºC, a ciśnienie wynosiło 1021 hPa i zaczyna lekko spadać. Tym niemniej wody Zatoki Puckiej są czyste i przeźroczyste. Można się kąpać, jak ktoś lubi taplanie się w lodowatej wodzie… - bo jej temperatura wynosi jakieś +14ºC i nie więcej. Mam nadzieję, że przy dobrej insolacji ta woda będzie coraz cieplejsza.  Zaczynam pracę o 10:00 w Muzeum, a potem już poza budynkiem, więc się będę mógł jeszcze przysmażyć. No i smażyliśmy się – w cieniu było +18,8ºC, a na słońcu z dwa razy więcej.




Wiatr halny nad Zatoką Pucką


Zaobserwowałem ciekawe zjawisko: nad Trójmiastem pojawiły się… chmury z rodzaju Altocumulus lenticularis! Takie jak w czasie wiatru halnego. Ale i sam wiatr zmienił kierunek i wieje z SE. No i przede wszystkim jest baaaardzo ciepło. Niestety, nie wpływa to dobrze na stan umysłów niektórych ludzi, bo niektórzy zwiedzający dają popisy swego chamstwa i arogancji. Dotyczy to szczególnie wielbicieli pewnego Radyja i jego szefa. Poznaje się ich na kilometr: zaciśnięte szczęki, wrogie spojrzenie, którym toczą dookoła i absolutna nieznajomość urządzeń, z którymi się stykają. Oczywiście są one dla nich „kretyńskie” i ci, którzy się nimi posługują, to też są „kretyni”. Rzecz jasna żadne tłumaczenia i wyjaśnienia nic nie dają – oni WIEDZĄ absolutnie i to a priori, że tylko oni i nikt inny ma rację. Logiczne myślenie jest dla nich niedostępne jak dla mnie druga strona Księżyca, bo im myślenie po prostu nie jest potrzebne… Takie nieprzyjemne scysje mamy na porządku dziennym. Niejednokrotnie wstydzę się, że jestem Polakiem, bo ci biedni ludzie są po prostu żenujący, śmieszni i żałośni...

Wieczorem znów grabarska robota: kolejna foczka znaleziona w Jantarze (Mierzeja Wiślana) ofiara przyłowu. Pani Iwona twierdzi, że jest to kolejny młody samiec - nosi on teraz kolejny numer 267… I tu rzecz ciekawa – w kwietniu ofiarami były tylko młode samice, a teraz samce. A tak nawiasem mówiąc, to skandal – foka, którą miano utylizować trzy dni temu w Jastarni nadal leży na plaży i się już rozkłada, ku uciesze mew.  

Prom do Szwecji i wytworzona przez jego diesle smuga dymu długo unosiła się w powietrzu...


W materiałach IOUG znalazłem bardzo mądrą wskazówkę – in maria via tua – do morza twa droga wiedzie. Chodzi o to, by człowiek wreszcie zwrócił się ku morzu i jego mieszkańcom, a nie przeciw nim, jak dotychczas. Osobiście jestem zdania, że powinno się do tego dodać jeszcze jeden człon – in maria vita et futura tua – w morzu twe życie i przyszłość. Jeżeli chcemy przeżyć, to musimy ratować to, co się tylko da. W przeciwnym przypadku będzie tak jak w czasie Zimnej Wojny – współistnienie albo nieistnienie… a zatem:
 IN MARI VIA TUA – IN MARI VITA ET FUTURA TUA!
I oby Ludzkość zrozumiała to jak najprędzej, bo nie ma innej drogi, jak tylko do Wszechoceanu.

Jacht na Zatoce Puckiej



Wieczorem pogoda jest nadal słoneczna, ale zmienia się wiatr i wieje z powrotem z NW, a temperatura spada po zachodzie słońca do wartości +16,6ºC i robi się chłodno. Ponoć ma u nas popadać, a tego nie chciałbym… 

CDN. 

sobota, 22 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (8)

Foka Ania przy swym targecie

Piątek, 7.VI – Nocne "sto lat!"

No i mija tydzień wolontariatu. O północy dzieciaki (tak nazywam moje koleżanki i kolegę z wolontariatu, bo mógłbym być ich ojcem, a jakbym się sprężył, to i dziadkiem – sic!) obudziły mnie gromkim „sto lat!” – wszak to moje 57. urodziny! Było mi bardzo, ale to bardzo miło.

Na JEDYNCE od rana kolejna histeria – tym razem 10. rocznica referendum akcesyjnego do UE. Podsumowuję prywatnie to, co dała mi UE. Niewiele tego – jedyny plus w moim życiu to taki, że Polska znajduje się w strefie Schengen i dzięki temu nie muszę mieć paszportu, by odwiedzać znajomych za granicą w Europie Zachodniej i Środkowej. To jest ten prawdziwy plus integracji w Unią. Pozostałe mnie nie interesują – zresztą jako emerytowi UE nie ma mi niczego do zaoferowania, poza odebraniem mi 55% świadczeń i ulg, co politycy prawicy ubrali w akt „wymierzenia mi sprawiedliwości dziejowej”. Też mi sprawiedliwość, śmiechu warta, boż nie o nią chodziło, tylko o pieniądze. I gdyby to powiedziano mi wprost, to byłoby uczciwie. Rzecz w tym, że te rządy-nierządy nigdy uczciwe nie były. Najpierw mnie to irytowało, teraz po prostu śmieszy.    

Widok na helską Marinę z "Cebulą" bądź "Jajem"


Dzień powitał nas słońcem, temperatura wyniosła +12,6ºC i mam nadzieję, że wreszcie pójdzie do góry i nie będzie tak zimno, jak ostatnio. Jednak ciągle wiatr niesie małe chmurki z kierunku NW, a to nie wróży niczego dobrego. Na szczęście mamy słoneczko – dobre i to.

Foki Ania i Unda Marina w czasie treningu
Na foczej plaży: Łaszka i Ławica
Kołobrzeżek
Focze popołudnie - odpoczynek po zwiedzających


Ruch w Fokarium – w porównaniu do dni poprzednich – niewielki. Dzisiaj karmiłem 3Ł+Kołobrzeżka pstrągami. Marnie jemu to szło, bo Łodzik ostro się zabrał za robotę i to on wyłapał lwią część zdobyczy. Obie siostry raczej próżnowały. Pogoda wspaniała przez cały dzień – słonecznie, cieplutko, wiatr osłabł i znowu można się było opalać. Jeszcze o siódmej wieczorem było +16,8ºC.

Zatoka Pucka...
...i Gdynia odległa o 19 km...

I niestety – ten miły dzień przyniósł także bardzo przykry zgrzyt: dwie kolejne foczki rozstały się z tym światem, a znaleziono je w Sobieszewie k./Gdańska. Niestety nie dowiedziałem się dlaczego, ale idę o zakład, że za tym znów stoi człowiek. To przerażające, jak Polacy zgłupieli przez te 24 lata tzw. „demokracji”! Dam prosty przykład: żeby wejść do Fokarium trzeba wrzucić 2,- PLN do automatu uruchamiającego bramkę. Tylko dwa złote! (We Władysławowie płaci się 20,- PLN za wejście do Oceanarium.) W innych muzeach podobnie! Ale Polacy kombinują jak nie zapłacić nawet tych dwóch zet i dochodzi czasami do żenujących scen i jakichś niesmacznych scysji. Nie mówiąc już o tym, że trudność sprawia im PRZECZYTANIE ze zrozumieniem TRZYPUNKTOWEJ (złożonej raptem 22 wyrazów) instrukcji obsługi, co trwa może jakieś 20 sekund! O ile rozumiem starsze osoby, to nie potrafię zrozumieć ludzi w wieku 30+, których otępienie i ogłupienie po prostu przeraża. Ale znów – za tym stoi brak wyrabiania w uczniach nawyku czytania, a co dopiero CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM. Za moich młodych lat uczono nas czytania – tego zwykłego, tego ze zrozumieniem i tego pomiędzy wierszami. Dzisiejsi Polacy potrafią czytać, ale nie potrafią rozumieć tego, o czym mówi dany tekst. Jakże więc mają rozumieć ten świat? Jakże mają być dobrymi rodzicami, obywatelami i patriotami, jak byle demagogiczny, szermujący argumentami trafiającymi jedynie do oczadziałych, ogłupiałych, otumanionych chorymi miazmatami mózgownic, cwany i kuty na cztery łapy ćwok potrafi omotać ich swymi kłamstwami do tego stopnia, że powierzają oni mu swe życie i mienie? Do tego właśnie sprowadza się w tym kraju edukacja – wyprodukowania pokolenia posłusznych, zdufanych w sobie, niedouczonych indywiduów, którymi będzie można łatwo pokierować… - i którzy będą dla paru groszy czy eurocentów trzebić lasy, eksterminować zwierzęta, niszczyć środowisko – DZIĘKI KTÓREMU ŻYJĄ! Tego właśnie zawsze się bałem i tego pragnę uniknąć. Bowiem koniec Polski zaczął się nie od salw kolejnego beznadziejnego powstania. Koniec Polski nie zaczął się od kolejnej wojny czy kolejnego rozbioru. Koniec Polski zaczął się w sercach i duszach Polaków od dnia, w którym sprowadzono ich do roli bydła roboczego Europy i przeżuwaczy hamburgerów. I to jest prawdziwy finis Poloniae!

Oględziny zwłok dwóch młodych fok  - ofiar przyłowu...



Wieczorem oględziny fok ze Sobieszewa. Foka nr 264 jest typową ofiarą przyłowu. Zakrwawione zwłoki wyglądają bardzo nieprzyjemnie, a ciało wydziela słodkawy, mdlący odór rozkładu. Podobnie wygląda foka nr 265, którą także przyłowiono. Także i tych fok nie pokazuję ze zrozumiałych względów, bo zdjęcia są bardzo drastyczne i przykre dla każdego miłośnika zwierząt. Po oględzinach i pobraniu próbek poszły do chłodni, a od Pani Iwony dowiedziałem się, że w kolejności czeka już foka 266 z Krynicy Morskiej! Co za dzień!

CDN.

piątek, 21 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (7)


Czwartek, 6.VI – Tupek

Dzień zaczął się pochmurnie – temperatura w nocy wynosiła +11,6ºC, ale nie pada – dobre i to. Cały czas wieje – dzisiaj jakby trochę słabiej. Mam nadzieję, że nie będzie lało. Ania i Wiktoria twierdzą, że w Jordanowie pogoda się uspokoiła i temperatury się wyrównały.

Tupek

Rano idąc po bułki do piekarni zauważyłem jeża maszerującego po Wiejskiej. Tupek wcale się nie bał. Zrobiłem mu dwa zdjęcia, spędziłem z jezdni i każdy z nas poszedł w swoją stronę.

Dzień zrobił się piękny już przed południem. Na niebie zabłysło słońce i temperatura rychło poszła w górę, zatrzymując się na +15,6ºC. gdyby nie chłodny wiatr z NW, to przekroczyłaby dwudziestkę.




No i ruch – dzisiaj znów przewaliło się jakieś 60 grup, czyli około 2500 osób – głównie dzieci – niestety. Wrzask, pisk, łomot tych bezstresowców, do których nic nie trafiało, bo uwagi, prośby i napominania swoich opiekunów mieli oni dokładnie w sami-wiecie-czym, bo teraz jest tak, że nauczyciel ma obowiązki a uczeń prawa. Ale to i nie dziwota – zgodnie z ideą systematycznego ogłupiania narodu po 1989 roku, rośnie nam pokolenie bezmózgowców z wielkimi ambicjami (CHCĘ MIEĆ JAK NAJWIĘCEJ!), jeszcze większymi pretensjami (NAM SIĘ NALEŻY!) i niemal doskonałą próżnią w łepetynach. Zresztą o czym tu mówimy, znam przypadek, kiedy uczeń zapytany o to, kim chciałby zostać odpowiedział bezwstydnie – „jak to kim? – menelem!” Brawo! Do tego doprowadziły reformy oświaty i edukacji przeprowadzane przez różnych popaprańców spod znaku „Solidarności”! Można tylko współczuć nauczycielom, którzy muszą uczyć i wychowywać te rozbestwione dzieciaki...




Udało się nam to wszystko „ogarnąć” i dzień zakończyliśmy w miarę spokojnie i bez nerwów. Paulina, Asia i ja postanowiliśmy założyć internetowy Fanklub Kołobrzeżka na FB.

Kołobrzeżek 
 Ł-Ł-Ł
Łodzik


Dzisiaj także karmiłem młodziaków Ł-Ł-Ł i Kołobrzeżka żywymi pstrągami. Najpierw trzeba je wyłowić ze specjalnego zbiornika, a następnie wpuścić fokom do basenu. Może jest to okrutne, ale nie ma innego sposobu, by maluchy nauczyły się polować na ryby, które są podstawą ich pożywienia. Gdyby tego nie było – zginęłyby z pragnienia i głodu (dokładnie w takiej kolejności) w ciągu paru dni. Foce się nie wytłumaczy, by została wegetarianką… Foka nie pije wody morskiej i przyjmuje ją tylko i wyłącznie z rybami, które zjada. Karmi się je w różnych porach dnia, by nie przyzwyczajały się do jakiejś jednej określonej pory – wszak ławice ryb nie przypływają na obiad czy kolację… Z całej czwórki najlepiej radzi sobie Łodzik, który najszybciej łapie ryby i najlepiej się za nimi ugania. Jego siostry dają sobie jakoś radę, zaś Kołorzeżek jest jeszcze za mały i zbyt powolny i każdy pstrąg jemu jeszcze umknie, a jak jakiś wpadnie do pyszczka, to akcydentalnie. 

CDN.