Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2025

200.000 bomb zegarowych (nie tylko Amerykanie)

 


Anamica Singh

 

Kraje europejskie zrzuciły do ​​oceanu 200 000 baryłek odpadów radioaktywnych, a ludzie mogą wkrótce zapłacić za to cenę.

 

Najważniejsze informacje

 

Odpady radioaktywne różnego rodzaju były zrzucane do Oceanu Atlantyckiego przez ponad 50 lat, aż do 1990 roku. Teraz, 35 lat później, materiał radioaktywny zagraża zanieczyszczeniem życia morskiego i przedostaniem się do organizmu człowieka, wywołując kryzys.

 

Zespół naukowców znalazł 3355 baryłek odpadów radioaktywnych na dnie Oceanu Atlantyckiego. Odkrycia dokonano na głębokości 13.000 stóp (~4.300 m), setki mil od brzegu Francji. To tylko niewielka część faktycznej liczby beczek wypełnionych odpadami radioaktywnymi rozrzuconych na dnie morza. W latach 1946–1990 państwa europejskie wyrzuciły ponad 200.000 takich beczek, zakładając, że jest to najlepszy sposób na zapewnienie bezpieczeństwa ludziom na lądzie. Działania te odbywały się pod nadzorem Agencji Energii Jądrowej (NEA), organu zrzeszającego 34 kraje, którego zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa jądrowego i gospodarki odpadami. Obecnie jednak istnieją obawy, że odpady te mogą przedostać się do ludzi poprzez łańcuch pokarmowy. Naukowcy ostrzegają, że ten materiał radioaktywny może zostać wchłonięty przez organizmy morskie, co może przedostać się do organizmów morskich, a następnie do ludzi, którzy spożywają skażone owoce morza. Może to powodować długotrwałe problemy zdrowotne, uszkodzenia tkanek i zwiększać ryzyko zachorowania na raka.

Beczki nie są w stanie przechowywać zawartości w nieskończoność. Zostały zaprojektowane tak, aby uwalniać materiał radioaktywny powoli, ale niezawodnie. Ich żywotność wynosiła od 20 do 26 lat, a ten czas już minął. Co dalej? Francuscy naukowcy dążą do zrozumienia, co stanie się z tymi beczkami. W pierwszym etapie wykorzystali sonar i autonomicznego robota podwodnego DSV UlyX do mapowania Równin Abysalnych. Stwierdzili, że większość materiału radioaktywnego w tych beczkach jest słaba i nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla ludzi, ponieważ znajduje się głęboko w oceanie. Nie łagodzi to jednak długoterminowych skutków, które obejmują zanieczyszczenie życia morskiego i przedostanie się do łańcucha pokarmowego. Około jednej trzeciej materiału w tych beczkach stanowił tryt (3H), którego zawartość uważa się za nieistotną. Reszta to emitery beta i gamma, które tracą radioaktywność, a około dwa procent to promieniowanie alfa.

 

Odpady radioaktywne, które mogą skazić zwierzęta morskie i ludzi

 

Jednak niektóre radionuklidy nadal stanowią problem. Stront-90 (90Sr), który jest podobny do wapnia, może być wchłaniany przez organizmy morskie, ostatecznie trafiając do łańcucha pokarmowego. Te niestabilne pierwiastki emitują promieniowanie podczas rozpadu i mają różną długość życia[1]. Cez-137 (137Cs) utrzymuje się przez około 30 lat, pluton-241 (241Pu)  około 13 lat, a uran-238 (238U) może zalegać przez ponad 4,5 miliarda lat. Oznacza to, że istnieje problem, z którym trzeba się zmierzyć. Kolejny etap misji rozpocznie się w 2026 roku, kiedy naukowcy dokonają pomiarów radionuklidów w wodzie, osadach i organizmach morskich.

 

Źródło - https://www.wionews.com/trending/a-ticking-time-bomb-200-000-radioactive-barrels-13-000-feet-under-atlantic-ocean-trigger-panic-1756365852337?fbclid=IwY2xjawMfZa5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETBWYkZRaUh2alpmS211Zm16AR59h1gXJlw5w3NJ2bOm2CkiujU0vTVMaveDwizzXkXyhuGej7ZXOUn8Aa-cvw_aem_qC_EZxgPw58u7TEMqQbrkQ


[1] Konkretnie chodzi o tzw. czas pózaniku – T1/2.

środa, 11 października 2023

Energetyczna bonanza na Bałtyku

 


Oto projekt energetycznej i ekologicznej bonanzy na Morzu Bałtyckim. W dwóch lokalizacjach powstaną pola turbin wiatrowych, które będą w stanie „wykręcić” 5,2 GW energii elektrycznej – czystej i niezagrażającej środowisku. Jest to ilość, która będzie w stanie zaspokoić potrzeby 9,5 mln gospodarstw domowych, i może stanowić przeciwwagę dla energetyki nuklearnej. To są na razie plany, ale przynajmniej to jest jakiś pomysł na zagospodarowanie ławic bałtyckich stojących odłogiem. Ten pomysł jest lepszy, niż wszelkie projekty stworzenia w Polsce atomowej bonanzy energetycznej, która nie będzie zbyt bezpieczna dla środowiska.

Moim zdaniem ten pomysł jest bardzo dobry i trzeba by go było zrealizować jak najprędzej. Polska powinna stać frontem do morza, a nie odwracać się odeń plecami jak to ma miejsce po 1989 roku!   

sobota, 20 sierpnia 2022

Ostrożnie metro! – Zaamijella atakuje!

 


Ta informacja ujrzała światło dzienne w sierpniu 1990 roku. Wrzuciłem ją na łamy „Sfinksa” nr 6/1990. Jak widać, już wtedy liczono się z pojawieniem się na świecie nowych czy nowych-starych chorób zakaźnych zza wschodnich granic. Na początku lat 90. XX wieku po rozluźnieniu przepisów o ruchu granicznym do Polski została w ten sposób zawleczona czerwonka, szkarlatyna, dur brzuszny czy tyfus. Obawialiśmy się także czarnej ospy, cholery oraz dżumy dymieniczej, które mogły pojawić się w Polsce z jakichś zapadłych kątów b. ZSRR i Azji Centralnej. Infekcja Zaamijella jest jedną z nich… 

 

Złowieszcze plotki rozpełzły się po Taszkiencie (Uzbekistan) po nadaniu w Centralnej TV ZSRR tej informacji w magazynie „Wriemia” w dniu 20 sierpnia.

Nasza TVP podała ją w WW i „Panoramie dnia”. Chodziło o niezwykłą sytuację ekologiczną, która zaistniała na stacji metra Czkałowskaja. W ciągu kilku miesięcy, 33 robotników pracujących pod ziemią zwróciło się o pomoc do lekarzy. Sześciu maszynistów hospitalizowano. Mimo wysiłków ze strony lekarzy nie postawiono końcowej diagnozy choroby. Przypominamy, że w wywiadzie udzielonym centralnej TV ZSRR, kierownik Oddziału Chorób Wirusowych Instytutu Naukowo-Badawczego i Medycznej Parazytologii im. Ł.M. Isajewa Ministerstwa Zdrowia Uzbeckiej SRR – prof. N.A. Dechkanchodżajewa oświadczyła, że pod stacją metra Czkałowskaja istnieje „bioreaktor”, którego mikroby niszczą konstrukcję stacji i wytwarzają „grzybki”, które według niej są jeszcze dorsze od AIDS.

Taszkientczycy byli wstrząśnięci i choć Czkałowskaja została dawno zamknięta, mieszkańcy sąsiedniej dzielnicy zaczęli wystawiać pikiety, aby dzieci nie przychodziły do „zarażonej” stacji oraz zmuszenia władz do likwidacji tego niebezpiecznego miejsca.

Kierownictwo związku zawodowego taszkienckiego metro oświadczyło, że maszyniści nie będą przewozić jakichkolwiek pociągów przez Czkałowską. Jednym słowem – sytuacja się zaogniła.

Stacja Czkałowskaja została oddana do eksploatacji w listopadzie 1987 roku. Otwarto ją uroczyście – z przemówieniami i przecinaniem czerwonej wstęgi. Radość trwała niedługo. We wrześniu ub. r. (1989) postanowieniem Głównego Lekarza Sanitarnego Kolei Środkowoazjatyckiej dr M. Grabajnika zatrzymano ruch na nowo oddanym odcinku.

- Na wiosnę 1989 roku, kiedy to w Taszkiencie spadły ulewne deszcze maszyniści pociągów, dyżurni ruchu i inni pracownicy stacji zaczęli zwracać się do polikliniki ze skargami na bóle głowy, senność, duszności – opowiada dr Grabajnik. Badanie wykonane przez Republikańskie Centrum Toksykologiczne pozwoliły stwierdzić w próbkach 6-8 krotnie większe stężenie CO2 niż normalnie. W toku badań odkryliśmy w atmosferze stacji wysokie koncentracje sześciowartościowego chromu (Cr+VI), metanu – CH4, propanu – C3H8, heksanu – C6H14 – których obecność dawała taki toksyczny efekt.

Na dużej głębokości pod stacją Czkałowskaja – mówiąc obrazowo – przelewa się całe morze wszelkich możliwych produktów ropopochodnych. Opodal linii metra umieszczono skład materiałów pędnych i smarów (MPS) oraz kwasów należący do pewnych zakładów lotniczych. Magazyn ten nie miał żadnych zabezpieczeń i kanalizacji.

Wszelkie osady i zanieczyszczenia mieszały się z wodami gruntowymi przenikały do tuneli metra, i tam rozkładając się wydzielały toksyczne gazy. Robotnicy, którzy budowali stację Czkałowskaja opowiadali, jak ziemia zapalała się od rzuconej zapałki…

Za rekomendacją specjalistów, na terenie zakładów lotniczych zasypano trzy odpływy ścieków do wód gruntowych i polecono zlikwidować MPS. Te działania przyniosły pożądane wyniki i w listopadzie ub. r. pociągi znów pojechały przez Czkałowską. No tak, ale jak tylko zaczęły się deszcze sytuacja znów powtórzyła się. Z początkiem kwietnia ta stacja i jeszcze sąsiednia Szelmaszeskaja zostały ponownie zamknięte.

- Aktualnie trwają prace nad lokalizacją tego fenomenu na stacji Czkałowskaja – mówi dyrektor taszkienckiego metro A.D. Mirdżianow. – Wydzielono 200.000 rubli na izolację styków betonowego tunelu. Specjaliści z zakładów Gidrospiedstroj zbudują tam „sarkofag”, aby woda gruntowa nie przenikała do wnętrza tunelu. Podpisaliśmy także umowę z Instytutem Mikrobiologii i Wirusologii AN Ukraińskiej SRR dotyczących wspólnych prac badawczych.     

Po emisji programu „Wriemia” w Ministerstwie Zdrowia Uzbeckiej SRR odbyła się narada specjalistów. W jej rezultacie obalono wersję o „grzybkach”, a to z braku dowodów. Przyczyną niedomagań było zatrucie odpadami chemicznymi.


A oto pogląd prof. Dechkanchodżajewoj, której nie zaproszono na naradę:

- Przedstawiłam swój punkt widzenia i jestem gotowa odstawić go na półkę. Tak – ostrzegałam, że na stacji metra Czkałowskaja istnieje „bioreaktor” i towarzyszący mu grzyb, któremu nadałam roboczą nazwę Zaamijella (Заамиелла). Wykryliśmy go we krwi trzech spośród 32 przebadanych osób, które zgłosiły się do nas ze swymi dolegliwościami.

Potwierdziły się wszystkie symptomy porażenia grzybicą. Główne zagrożenie polega na tym, że grzybek ten poraża dosłownie wszystkie organy i tkanki organizmu.

Według danych optycznej i elektronowej mikroskopii, grzyb ten rozmnaża się we krwi. Do organizmu człowieka przenika on różnymi drogami: poprzez produkty żywnościowe, zastrzyki, transfuzje, z mlekiem matki. Zajmuję się tym problemem już 15 lat – niestety – nie mam poparcia we władzach republiki i moje badania także.

Naszym zdaniem warto przytoczyć tu słowa Nazimy Abdullajewej.

- To ważne odkrycie i trzeba skonsolidować wszystkie nasze siły, by je wyjaśnić do końca.

 

Owszem. Rzecz w tym, że od tego czasu nikt nic nie mówił o tym fenomenie, a to może oznaczać, że sprawę zabetonowano i na tym się skończyło, albo – co gorsza – sprawa została przejęta przez (wtedy jeszcze) radzieckie specsłużby i ją celowo wyciszono, ale co oznacza, że zabrano się do badania tych grzybków w celu uzyskania broni B z triady BMR ABC.

Jest jeszcze jeden aspekt tego zagadnienia, a mianowicie taki, że grzybki owe mogłyby żywić się produktami ropopochodnymi rozkładając je na przyswajalne przez rośliny związki chemiczne. Myśl urocza, boż zlikwidowano by problem skażeń chemicznych produktami ropopochodnymi.

I jeszcze jedno. Kto wie, czy skażenie Odry, które spowodowało śmierć ryb, ptaków i zwierząt żyjących w niej i na jej brzegach, nie zostało spowodowano przez jakieś przemieszane, przetrawione substancje, które po pobycie iluś tam lat w ziemi czy jakichś zbiornikach nie przedostały się do wód gruntowych, a następnie do wód Odry? Należałoby zbadać i taką możliwość, czy Odrę skaziła biologicznie jakaś Заамиелла…? Wybaczcie, ale nie kupuję bajek o jakichś złocistych algach czy nadmiarze tlenu w wodzie…

sobota, 13 sierpnia 2022

Odrzański ekotaż?

 


Od kilku dni śledzę sytuację jaka ma miejsce nad i w Odrze – drugiej co do długości rzece Rzeczpospolitej. Jestem zmartwiony i przerażony zarazem, bo to do wydarzyło się nad Odrą może w każdej chwili wydarzyć się nad/w każdej innej rzece.

Czymże jest ten tytułowy ekotaż? To taka zbitka dwóch słów ekologiczny i sabotaż – działanie mające na celu zniszczenie jakiegoś siedliska w sposób niejawny i podstępny, taka dywersja ekologiczna - ekodywersja. Nieco inaczej formułuje to Iwona Jacyna, która określa ekotaż jako działanie zmierzające do zwrócenia ludzkiej uwagi na konkretny aspekt ochrony środowiska poprzez niejawne działania. Osobiście jestem zdania, że do tego, co dzieje się nad Odrą najbardziej pasują te dwa pierwsze określenia – jest to ordynarne, celowe działanie na szkodę środowiska.

Zgodnie ze starorzymską zasadą głoszącą, że is id fecit cui bono, cui prodest – zrobił to ten, który ma największą korzyść z czynu zabronionego – należałoby poszukać winnych tam, gdzie są korzyści. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. I to wielkie pieniądze!

Tak się składa, że podobne sprawy już miały miejsce w tym nieszczęsnym kraju. Przypomnę tylko sprawę składu ekobomb w Brodnicy czy płonących opon i innych śmieci w kilkunastu miejscach kraju. W ten sposób utylizowano niebezpieczne odpady, śmieci importowane z Niemiec, trujące chemikalia z Austrii i Włoch, itd. itp. U nas Skawa była regularnie truta przez zakłady Luboń i Brzegpasz chemicznymi paskudztwami. W latach 90. wrzucano do niej beczki z różnymi chemicznymi odpadami.

Przypomina mi się skażenie Cisy/Tiszy i Dunaju w 2000 roku, kiedy to kilkadziesiąt ton straszliwie toksycznych cyjanków oraz soli metali ciężkich wrzucono do Cisy, a potem do Dunaju, którym spłynęły do Delty Dunaju niszcząc tameczny Park Narodowy i do Morza Czarnego.

Podobnie było w parę lat później w październiku 2010 roku, kiedy to ze zbiornika szlamu silnie zasadowych tlenków i wodorotlenków metali w hucie w Ajka wpłynęło do Dunaju kilkaset tysięcy ton czerwonego szlamu zabijającego życie w tej rzece. Piękny, modry Dunaj stał się czerwony od tlenków glinu… 

Ale powróćmy do Odry. Zadziwiającym jest to, że Niemcy w ciągu dwóch dni zidentyfikowali truciznę. Ryby według nich zatruł kation Hg++, a zatem do rzeki wsypano/wlano jakąś sól rtęci, np. sublimat – HgCl2 silnie trujący związek rtęci. Zresztą wszystkie związki rtęci i rtęć metaliczna są toksyczne i nie ma co się zastanawiać nad tym, co wsypano, ale kto to zrobił! I obciążyć go kosztami oraz wypłatą odszkodowania. Niemcy już zapowiedzieli roszczenia, a to będą ciężkie pieniądze…



Z kolei polskie służby twierdzą, że nie wykryły rtęci, a śmierć ryb spowodował… nadmiar tlenu w wodzie! Zadziwiające! Jak to jest możliwe, że przy temperaturach powietrza +30°C i więcej, w wodzie występuje nadmiar tlenu, choć wiadomo – choćby z lekcji fizyki i chemii – że im wyższa temperatura wody, tym mniej w niej rozpuszczonych gazów! Ale jak widać, w Polsce fizyka czy chemia nie obowiązuje.

Osobiście jestem zdania, że była to ekodywersja. Celem jej była Polska i polskie środowisko naturalne. Kto mógł się tego dopuścić? Jest kilka możliwości:

·        Oczywiście było to któreś z przedsiębiorstw znajdujących się w górnym dorzeczu Odry. Zrzut toksyny był celowy lub przypadkowy i co za tym idzie – należy te źródła wykryć i zabezpieczyć przed następnymi wlewami trucizny…

·        Mogło dojść do rozszczelnienia ładunku nielegalnie zakopanych trucizn gdzieś w górnym biegu Odry. Trucizny przedostały się do wód gruntowych a nimi do rzeki z wiadomym efektem.

·        Zrzut trucizny był zamierzony i celowy. Dokonała go któraś ze stron wojny za naszą wschodnią granicą. Chodzi przede wszystkim o efekt propagandowy, bo sprawcy zatruli właśnie Odrę, która płynie wzdłuż granic z Niemcami. Polskie władze mogłyby ukryć ten fakt, ale nie niemieckie, które już podniosły wrzask. To jest taki polski odpowiednik zestrzelonego nad Ukrainą holenderskiego Boeinga-777 z lotu MH017. Efekt propagandowy murowany. Poczekajmy, co wydali z siebie białoruska i rosyjska antypolska propaganda. Nie zdziwiłbym się, gdyby tam znaleźli jakiś Nowiczok...

·        Mogli to zrobić sami Niemcy w celu opluskwienia władz polskich i wymuszenia od nich eko-haraczu. W końcu o pieniądze tutaj chodzi.

·        I wreszcie nieznani sprawcy z nieznanych pobudek.  

 

Bez względu na to, kto to zrobił, ten wypadek pokazuje, jak indolentny jest ten rząd i jego służby, które od lipca br. (!!!) mimo sygnałów z terenu najpierw je zignorowały, a kiedy już nie mogły tego robić, nie potrafiły ustalić kto i co truje w Odrze! A to śmierdzi aferą i to zahaczającą o najwyższy szczebel drabiny rządowej. I jeżeli mam rację, to pisowska wierchuszka zrobi wszystko, by aferze tej ukręcić łeb albo stopniowo ją wyciszyć, jak wiele, wiele innych.  


Z ostatniej chwili

 

A więc sól? Wygląda zatem na to, że miał miejsce zrzut słonej i skażonej wody z jakiejś KWK na Śląsku – zob. https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/polska-otrzyma%C5%82a-aktualne-wyniki-niemieckich-bada%C5%84-pr%C3%B3bek-z-odry-jest-zaskoczenie/ar-AA10CcI5?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=8d4a24f9481643e2ae3442369fdbdc4d

piątek, 12 sierpnia 2022

Szalony świat: zostawcie te „kopciuchy”!



Tekst z Internetu na temat „walki o ekologię”:

 

Jedź na elektrykę, sortuj śmieci, załóż sweter i podgrzej do 19°, racjonalizuj swoje kilometry, idź po klimat... .

Dlaczego zawsze musimy "zawsze być jedynymi" oszczędzając pieniądze dla społeczności, podczas gdy:

·        Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbyły się w Pekinie na sztucznym śniegu.

·        We Francji ośrodki narciarskie oświetlają stoki do północy, aby „późno-późni” mogli jeździć na nartach w nocy.

·        Lufthansa wykonuje 8 000 lotów "próżnych" aby zachować swoje loty.

·        Większość wielkich meczów piłki nożnej odbywa się wieczorem pod spotami mega reflektorów, które zużywają wszystko!

·        8 nowych i gigantycznych stadionów piłkarskich powołanych do odebrania mistrzostw świata w Katarze jest klimatyzowane (na pustyni! )

·        Setki ciężarówek jeżdżą do nas z Hiszpanii owoce i warzywa, podczas gdy regionalne produkty trafiają do kosza lub są zgniecione przez buldożery

·        Największy liniowiec na świecie: Miracle of the Seas będzie wyprowadzał 7000 pasażerów, 2300 członków załogi i krążył w kółko po morzu.

·        Około 3500 kontenerów przemieszcza się po świecie, a każdy zużywa 28.000 litrów paliwa na 1000 km.

·        Miliarderzy oferują sobie podróże kosmiczne w warunkach „astronomicznych”

I... tymczasem Z TROSKI O EKOLOGIĘ zabronimy jeździć samochodem na dieslu lub benzynie ludziom, którzy nie mają środków na zmianę samochodu i muszą korzystać z nich do pracy, a my pozwalamy bogatym na jazdę w Ferrari...

Z kogo się śmiejemy?

 

No właśnie – z kogo? Pseudoekolodzy walczą o czyste powietrze wyrzucając piece – kopciuchy i wtryniając ludziom jakieś rewelacyjne, proekologiczne urządzenia grzewcze na elektryczność, ropę, gaz, wodór czy jeszcze tam coś innego. Podobno tańsze, „ekologiczne” i w ogóle… A wszystko po to, by skończyć z „kopciuchami”, jak pogardliwie nazywają stare piece węglowe i kominki. Prowadzona od pewnego czasu kampania uderza w przeciętnego Polaka i ma wszelkie znamiona szwindlu.

No właśnie – bo to jest ten szwindel. Najpierw namawia się ludzi do wymiany środków grzewczych oferując im paliwa po niskiej cenie, a następnie, kiedy już je zainstalował, wywala się ceny paliw do kosmicznego poziomu. I o to chodzi! Koncerny paliwowe liczą zyski, a szczęśliwi posiadacze ropniaków marzną, bo nie stać ich na paliwo…

I na tym to polega. Tak samo będzie z gazem czy prądem. A chodzi o to, by ściągnąć nawis inflacyjny spowodowany masowym dodrukiem pieniądza. Nie mówiąc już o tym, że emeryci mający 1200-1500 PLN na miesiąc nie są w stanie wymienić pieców i założyć CO w domach, które liczą kilkadziesiąt lat i były zbudowane przed II Wojną Światową.

Cała ta kampania przypomina mi wprowadzenie obowiązku całorocznego palenia świateł w pojazdach mechanicznych. W zimie to oczywiste: ciemne dni, mgła, opady deszczu i śniegu – OK. Ale w okresie wiosenno – letnim? Kiedy świeci słońce i widoczność jest doskonała? Po co? A po to, bo zużywają się lampy i akumulatory, które trzeba wymieniać. I ktoś na tym zarabia.

I tak dalej, i temu podobnie. Biznes się kręci kosztem konsumenta, jak zwykle, bo na tym właśnie polega kapitalizm. Tylko wkurza to, że wszystko odbywa się pod hasłami ochrony przyrody i „ekologii”, a co z nimi nie ma nic wspólnego w czasie, kiedy wycina się lasy całymi hektarami i nie przeprowadza zalesień. W czasie, kiedy wysychają rzeki i zbiorniki wodne, a pożary lasów dopełniają dzieła zniszczenia. Ale zawszeć to lepiej walczyć z „kopciuchami” niż z rzeczywistymi zagrożeniami, jakimi są susza i uruchomienie gleby a także masowe schnięcie drzew – np. świerków, prawda?  

Te rządy walczą z ekologią. Wycinają lasy, zezwalają na pożary śmietnisk, składów chemikaliów i magazynów plastyków, itd. itp. Ostatnia afera z zatruciem Odry to popisowa nieudolność naszych władz. Szkoda gadać, co by to było w przypadku ataku przy użyciu BMR czy chociażby awarii elektrowni jądrowej! A niebezpieczeństwo czegoś takiego jest coraz bardziej realne… 

środa, 6 października 2021

Plamy na Wszechoceanie

 

Pomarańczowa plama na Pacyfiku...

Olbrzymia pomarańczowa plama…

 

…na Pacyfiku przeraziła naukowców. Wiemy, skąd się wzięła.

Satelita meteorologiczny ujawnił olbrzymią pomarańczową plamę, która pojawiła się na wodach Oceanu Spokojnego. Naukowcy złapali się za głowę, bo myśleli, że to skażenie. Wkrótce okazało się, że to skutek zjawiska, którego kompletnie się nie spodziewali.

Pamiętacie gigantyczne pożary buszu, które trawiły na przełomie 2019 i 2020 roku południowo-wschodnią Australię? Kataklizm, który okrzyknięto mianem „czarnego lata”, po wielu miesiącach objawił się w niecodzienny sposób. Tysiące kilometrów dalej na wschód, bogaty w żelazo pył pochodzący z pożarów, zaczął opadać na wody Pacyfiku.

Spowodował on spektakularny zakwity glonów między wybrzeżami wschodniej Australii, Nowej Zelandii i zachodniej Ameryki Południowej. W miejscach, gdzie glonów jest najwięcej, obejmują one obszar większy od powierzchni Australii.

Naukowcy uświadomili sobie, że kataklizm w jednym miejscu, może oznaczać rozkwit życia w innym miejscu, często odległym. To swoisty efekt motyla, który zmienia ekosystemy w stopniu, z którego nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Glony to mikroskopijne organizmy, stanowiące dla oceanicznej fauny źródło pożywienia. Mimo swoich niewielkich rozmiarów, gdy łączą się w całe skupiska, są widoczne nawet z ziemskiej orbity, okiem satelity.

Pożary strawiły obszar o powierzchni ponad 60 tysięcy kilometrów kwadratowych. Pył wzniósł się na wysokość ponad 20 kilometrów i z czasem okrążył kulę ziemską. Ilość dwutlenku węgla uwolnionego do atmosfery była większa od całej emisji CO2 w Australii w 2018 roku.

Ale jeszcze wcześniej…

 

...i zielone wiry na Morzu Bałtyckim


Gigantyczny zielony wir…

 

…w wodach Morza Bałtyckiego to ostrzeżenie, że dzieje się coś niepokojącego

Satelita meteorologiczny dostrzegł w wodach północnego Bałtyku zaskakujące zjawisko. To zielony wir, który ma kilkadziesiąt kilometrów średnicy. Jak zwykle pojawiły się teorie, że to manifestacja obcej cywilizacji, ale w rzeczywistości jest to coś zupełnie innego.

Satelita meteorologiczny Landsat-8 uwiecznił zagadkowe zjawisko w wodach północnej części Morza Bałtyckiego. Od razu uspokajamy, że nie jest to manifestacja obcej cywilizacji, lecz zupełnie naturalne zjawisko, które jednak może niepokoić.

Jego źródłem jest fitoplankton, czyli mikroskopijne organizmy roślinne, w tym glony, które są bogate w chlorofil, mieniąc się na zielono. Z powodu słabego wiatru, niewielkiego sfalowania i wyższej niż zwykle o tej porze roku temperatury wód morskich, glony zaczęły się błyskawicznie rozprzestrzeniać.

Nie wiemy jakiego typu są to glony, ale najpewniej cyjanobakterie, czyli algi w kolorze niebiesko-zielonym. Utworzyły one wir, ponieważ w ten sposób składniki odżywcze z morskich głębin, gdzie woda jest chłodniejsza, unoszą się ku powierzchni.

 

Martwe strefy Bałtyku

 

Niestety, te formacje, które przypominają dzieło słynnych malarzy, świadczą także o degradacji bałtyckiego środowiska. Okazuje się, że rozprzestrzenianie się glonów spowodowało występowanie martwych stref. Fitoplankton i cyjanobakterie zużywają składniki odżywcze, które dostają się do Bałtyku poprzez wymywanie ich przez deszczówkę z pól uprawnych do rzek.

Glony rozmnażają się na taką skalę, że zużywają olbrzymie ilości tlenu, którego zaczyna brakować dla całej bałtyckiej fauny i flory. Według najnowszych badań naukowców z Uniwersytetu w Turku, tegoroczna martwa strefa ma około 70 tysięcy kilometrów kwadratowych, a więc jest 135 razy większa od Warszawy i zarazem dwukrotnie większa od województwa mazowieckiego.

Martwe strefy to obszary pozbawione tlenu, na których nie występują żadne gatunki morskich stworzeń. Chociaż o tym zjawisku wiadomo od dawna, to jednak do tej pory świat naukowy nie zdawał sobie sprawy, jak zakrojony na szeroką skalę i szybko postępujący jest to proces w Morzu Bałtyckim.

Badania zostały zainicjowane i przeprowadzone przez zespół naukowców z Finlandii i Niemiec. Okazuje się, że utrata tlenu jest największa od 1500 lat. Jest to bezpośredni efekt działalności i ekspansji człowieka.


Zanieczyszczenia pochodzą głównie z nawozów sztucznych spływających z pól uprawnych po ścieki bytowe, które dostają się do rzek, a następnie do wód Bałtyku. Tak naprawdę odpowiedzialnymi za ten cały tragiczny w skutkach proces są wszyscy mieszkańcy Europy, a przede wszystkim mieszkańcy wybrzeży Morza Bałtyckiego.

Obecnie, i jest wielce prawdopodobnie, że też w przyszłości, na badanym przez nas obszarze ciągle będzie dochodziło do utraty tlenu wskutek przenikania składników odżywczych z pól uprawnych, uwalnianie się fosforu z osadów dennych i jego wędrówki w górę kolumny wody oraz wskutek globalnego ocieplenia - powiedział Sami Jokinen z Uniwersytetu w Turku.

Naukowcy prognozują, że w kolejnych latach zjawisko to będzie powiększało się. Efektem tego będzie znaczny spadek populacji ryb i masowe wymieranie innych morskich stworzeń.

Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że w ostatnich dekadach prowadzone są na szeroką skalę programy redukcji zanieczyszczeń w Bałtyku u wybrzeży Finlandii i Szwecji. Niestety, naukowcy nie zauważyli tam żadnych oznak odradzania się morskiego ekosystemu. Akcje jednak będą dalej prowadzone, bo być może sytuacja zacznie zmieniać się za kilka dekad.

Postępy skażenia biologicznego Bałtyku w latach 1905-2015

Moje 3 grosze

 

Jeżeli idzie o Bałtyk, to rzecz nie jest nowa – zjawiska te obserwowano wcześniej i ekolodzy sygnalizowali niebezpieczeństwa z nim związane. Rezultat był taki, jak zwykle – czyli żaden. Poza garstką uczonych nikt się tym nie przejmował. Ustalony dogmat mówił, że w celu podwyższenia plonów muszą być stosowane nawozy sztuczne, a szczególnie zawierające NPK i to miał być środek na wszelkie bolączki rolnictwa. I to zarówno w Polsce jak i pozostałych krajach basenu Morza Bałtyckiego. Efekty tego obłędu – na załączonych obrazkach.

Ta zieleń wcale nie jest kolorem życia, a wręcz odwrotnie – to kolor śmierci, bowiem ta masa glonów opadnie na dno morza i tam rozłoży się beztlenowo na siarkowodór – H2S i metan – CH4. Zabite ryby i inne organizmy morskie będą wzbogacać wody Bałtyku w związki fosforoorganiczne – np.  fosfina (fosforiak, fosfina) – PH3, który jest gazem toksycznym i palnym zarazem.

A do tego wszystkiego należy jeszcze doliczyć składowiska broni C leżące na dnie morza od lat 40-tych XX wieku, i zawierające m.in. Sarin – C4H10FO2P, Soman – C7H16FO2P, Tabun – C5H11N2O2P, Luizyt A – C2H2AsCl3, Iperyt – C2H8Cl2S, Clark I – C12H10AsCl, Clark II – C12H10AsCN i inne. Jak widać, większość z nich to piekielnie toksyczne związki fosforo- i arsenoorganiczne. Oczywiście do tego jeszcze bomby zapalające z białym fosforem i zwykłe z kruszącymi materiałami wybuchowymi.

Zrzuty broni chemicznej w wody Bałtyku po I i II wojnie światowej

I do tego jeszcze 6000 ton ropy naftowej znajdującej się w zbiornikach wraków statków z obu wojen światowych i powojennych katastrof: MS Wilhelm Gustloff, SS General von Steuben,  SS Stuttgart, MS Goya i TS Franken.[1] No i na dobitkę ścieki miejskie wlewane do rzek wpadających do Bałtyku – że wspomnę ostatnie dwa wlewy warszawskich nieczystości do Wisły.[2] Jednym słowem w naszym morzu jest wszystko, z wyjątkiem radioaktywnej trucizny, chociaż tego też nie możemy być pewni, jako że nad tym nieszczęsnym morzem postawiono kilka elektrowni atomowych, które mogły zrzucić niepostrzeżenie trochę radioaktywnego paskudztwa w jego wody. To także dziwne afery związane z zatonięciem MF Jan Heweliusz w 1993 i MF Estonia w 1994 roku.[3] Być może znajdują się tam także statki zaopatrujące nazistowskie ośrodki badań atomowych w Mostach (Luftmuna 4) i na Arkonie.

Potencjalnie niebezpieczne wraki w rejonie Pomorza Gdańskiego

Przyszłość Bałtyku rysuje się już nie zielono ale czarno. Ale głupców i pazernych oszołomów to nie przeraża, bo oni mają zysk – a zysk liczy się ponad wszystko. Tylko że tego zysku ani nie będą mieli komu zostawić, ani zabrać ze sobą do grobu…

 

Źródło: TwojaPogoda.pl / GeekWeek.pl / Phys.org / NASA/Nature.



[1] Stuttgart może mieć 600 ton ropy, Franken – ponad 1000 ton.

[3] Zob. St. Bednarz, M. Jesenský, R. Leśniakiewicz – „Piekielne katastrofy nuklearne”, Jordanów 2021.

środa, 14 kwietnia 2021

Najbardziej toksyczne miejsca na świecie

 


1.      Poligon nuklearny Nellis AFB, CA, USA, skażenie promieniste po ok. 900 wybuchach nuklearnych.

2.     Asse, Saksonia, Niemcy – składowisko odpadów radioaktywnych.

3.     Rzeka Yamuna, Indie – całkowite skażenie chemiczne.

4.    Jezioro Haoku, Ch.R.L. – skażenie chemiczne i biologiczne.

5.     Nowy Meksyk, USA – składowisko odpadów promienistych.

6.    Cactus Dome, W-y Marshalla, USA – niszczejący mogilnik odpadów radioaktywnych.

7.     Poligon nuklearny, Atol Mururoa/Moruroa, Polinezja Francuska.

8.    Północnopacyficzna Plama Śmieci.

9.    Syberyjski Zakład Chemiczny, Tomsk, Rosja – skażenie chemiczne i radioaktywne.

10.                       Nowa Ziemia, Rosja – poligon nuklearny i składowisko odpadów radioaktywnych.

11.  Morze Bałtyckie – skażenie chemiczne i biologiczne >30-80 m głębokości.

12. Morze Czarne – skażenie chemiczne i biologiczne >200 m głębokości.

13.  Morze Kaspijskie – skażenie chemiczne.

14. Jezioro Aralskie – skażenie biologiczne z wytwórni broni B.

15.  Kysztym, zakłady Majak, Rosja – skażenie radioaktywne po katastrofie.

16. Hanford, WA, USA – radioaktywne skażenie terenu, m.in. plutonem.

17. Morze Śródziemne, Włochy, „utylizacja” odpadów radioaktywnych w morzu. Robota włoskiej mafii i kalabryjskiej ‘Ndranghetty.

18.                       Wybrzeża Somalii i Jemenu – skażenie radioaktywnymi odpadami „utylizowanymi” w Morzu Czerwonym i Arabskim. Robota jw.

19. Sellafield, Wk. Brytania, przerób odpadów jądrowych i „utylizacja” w Morzu Irlandzkim.

20.                      Chemiczne zanieczyszczenie plaż i rzek Nigerii substancjami ropopochodnymi.

21.  Poligon nuklearny w Kazachstanie – skażenie po ok.  450 testach nuklearnych.

22.                      Mailuu Suu w Kirgistanie – niezabezpieczone kopalnie uranu.

23.                      Czarnobylska EJ, Ukraina – skażenie po katastrofie nuklearnej.

24.                      Daiichi-Fukushima 1 EJ – skażenie po katastrofie nuklearnej.

25.                       Alaska – skażenie chemiczne w związku z wydobyciem ropy naftowej.

26.                      Zatoka Meksykańska – jak wyżej.

27.                       Zatoka Perska – jak wyżej.