Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2023

Energetyczna bonanza na Bałtyku

 


Oto projekt energetycznej i ekologicznej bonanzy na Morzu Bałtyckim. W dwóch lokalizacjach powstaną pola turbin wiatrowych, które będą w stanie „wykręcić” 5,2 GW energii elektrycznej – czystej i niezagrażającej środowisku. Jest to ilość, która będzie w stanie zaspokoić potrzeby 9,5 mln gospodarstw domowych, i może stanowić przeciwwagę dla energetyki nuklearnej. To są na razie plany, ale przynajmniej to jest jakiś pomysł na zagospodarowanie ławic bałtyckich stojących odłogiem. Ten pomysł jest lepszy, niż wszelkie projekty stworzenia w Polsce atomowej bonanzy energetycznej, która nie będzie zbyt bezpieczna dla środowiska.

Moim zdaniem ten pomysł jest bardzo dobry i trzeba by go było zrealizować jak najprędzej. Polska powinna stać frontem do morza, a nie odwracać się odeń plecami jak to ma miejsce po 1989 roku!   

piątek, 30 czerwca 2023

Chemiczne wakacje…

 


Wyjeżdżamy nad morze i patrząc na siwe fale nawet nie zdajemy sobie sprawy, co się w nich kryje. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że głupota ludzka doprowadziła do skażenia wód tego małego morza w stopniu już ostrzegawczym. I nikt nic nie robi, poza próżnym gadaniem… - które trwa i trwa.

Rzecz w tym, że oczyszczenie dna Bałtyku z wraków i zalegających w nich Bojowych Środków Trujących – BŚT czyli broni C z triady ABC Broni Masowego Rażenia – BMR, jest szalenie kosztowne i pracochłonne, a ci, którzy je spowodowali – nie kwapią się do tego. To oczywiste – Niemcy, Brytyjczycy, Rosjanie, Amerykanie którzy topili te świństwa w naszym morzu najchętniej zrzuciliby te koszty na nasze barki, niech płacą frajerzy. Tak jak za relokację „migrantów”. To jest dokładnie ten sam mechanizm… pisze o tym w ostatnim numerze "Faktów po mitach":



 

środa, 6 października 2021

Plamy na Wszechoceanie

 

Pomarańczowa plama na Pacyfiku...

Olbrzymia pomarańczowa plama…

 

…na Pacyfiku przeraziła naukowców. Wiemy, skąd się wzięła.

Satelita meteorologiczny ujawnił olbrzymią pomarańczową plamę, która pojawiła się na wodach Oceanu Spokojnego. Naukowcy złapali się za głowę, bo myśleli, że to skażenie. Wkrótce okazało się, że to skutek zjawiska, którego kompletnie się nie spodziewali.

Pamiętacie gigantyczne pożary buszu, które trawiły na przełomie 2019 i 2020 roku południowo-wschodnią Australię? Kataklizm, który okrzyknięto mianem „czarnego lata”, po wielu miesiącach objawił się w niecodzienny sposób. Tysiące kilometrów dalej na wschód, bogaty w żelazo pył pochodzący z pożarów, zaczął opadać na wody Pacyfiku.

Spowodował on spektakularny zakwity glonów między wybrzeżami wschodniej Australii, Nowej Zelandii i zachodniej Ameryki Południowej. W miejscach, gdzie glonów jest najwięcej, obejmują one obszar większy od powierzchni Australii.

Naukowcy uświadomili sobie, że kataklizm w jednym miejscu, może oznaczać rozkwit życia w innym miejscu, często odległym. To swoisty efekt motyla, który zmienia ekosystemy w stopniu, z którego nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Glony to mikroskopijne organizmy, stanowiące dla oceanicznej fauny źródło pożywienia. Mimo swoich niewielkich rozmiarów, gdy łączą się w całe skupiska, są widoczne nawet z ziemskiej orbity, okiem satelity.

Pożary strawiły obszar o powierzchni ponad 60 tysięcy kilometrów kwadratowych. Pył wzniósł się na wysokość ponad 20 kilometrów i z czasem okrążył kulę ziemską. Ilość dwutlenku węgla uwolnionego do atmosfery była większa od całej emisji CO2 w Australii w 2018 roku.

Ale jeszcze wcześniej…

 

...i zielone wiry na Morzu Bałtyckim


Gigantyczny zielony wir…

 

…w wodach Morza Bałtyckiego to ostrzeżenie, że dzieje się coś niepokojącego

Satelita meteorologiczny dostrzegł w wodach północnego Bałtyku zaskakujące zjawisko. To zielony wir, który ma kilkadziesiąt kilometrów średnicy. Jak zwykle pojawiły się teorie, że to manifestacja obcej cywilizacji, ale w rzeczywistości jest to coś zupełnie innego.

Satelita meteorologiczny Landsat-8 uwiecznił zagadkowe zjawisko w wodach północnej części Morza Bałtyckiego. Od razu uspokajamy, że nie jest to manifestacja obcej cywilizacji, lecz zupełnie naturalne zjawisko, które jednak może niepokoić.

Jego źródłem jest fitoplankton, czyli mikroskopijne organizmy roślinne, w tym glony, które są bogate w chlorofil, mieniąc się na zielono. Z powodu słabego wiatru, niewielkiego sfalowania i wyższej niż zwykle o tej porze roku temperatury wód morskich, glony zaczęły się błyskawicznie rozprzestrzeniać.

Nie wiemy jakiego typu są to glony, ale najpewniej cyjanobakterie, czyli algi w kolorze niebiesko-zielonym. Utworzyły one wir, ponieważ w ten sposób składniki odżywcze z morskich głębin, gdzie woda jest chłodniejsza, unoszą się ku powierzchni.

 

Martwe strefy Bałtyku

 

Niestety, te formacje, które przypominają dzieło słynnych malarzy, świadczą także o degradacji bałtyckiego środowiska. Okazuje się, że rozprzestrzenianie się glonów spowodowało występowanie martwych stref. Fitoplankton i cyjanobakterie zużywają składniki odżywcze, które dostają się do Bałtyku poprzez wymywanie ich przez deszczówkę z pól uprawnych do rzek.

Glony rozmnażają się na taką skalę, że zużywają olbrzymie ilości tlenu, którego zaczyna brakować dla całej bałtyckiej fauny i flory. Według najnowszych badań naukowców z Uniwersytetu w Turku, tegoroczna martwa strefa ma około 70 tysięcy kilometrów kwadratowych, a więc jest 135 razy większa od Warszawy i zarazem dwukrotnie większa od województwa mazowieckiego.

Martwe strefy to obszary pozbawione tlenu, na których nie występują żadne gatunki morskich stworzeń. Chociaż o tym zjawisku wiadomo od dawna, to jednak do tej pory świat naukowy nie zdawał sobie sprawy, jak zakrojony na szeroką skalę i szybko postępujący jest to proces w Morzu Bałtyckim.

Badania zostały zainicjowane i przeprowadzone przez zespół naukowców z Finlandii i Niemiec. Okazuje się, że utrata tlenu jest największa od 1500 lat. Jest to bezpośredni efekt działalności i ekspansji człowieka.


Zanieczyszczenia pochodzą głównie z nawozów sztucznych spływających z pól uprawnych po ścieki bytowe, które dostają się do rzek, a następnie do wód Bałtyku. Tak naprawdę odpowiedzialnymi za ten cały tragiczny w skutkach proces są wszyscy mieszkańcy Europy, a przede wszystkim mieszkańcy wybrzeży Morza Bałtyckiego.

Obecnie, i jest wielce prawdopodobnie, że też w przyszłości, na badanym przez nas obszarze ciągle będzie dochodziło do utraty tlenu wskutek przenikania składników odżywczych z pól uprawnych, uwalnianie się fosforu z osadów dennych i jego wędrówki w górę kolumny wody oraz wskutek globalnego ocieplenia - powiedział Sami Jokinen z Uniwersytetu w Turku.

Naukowcy prognozują, że w kolejnych latach zjawisko to będzie powiększało się. Efektem tego będzie znaczny spadek populacji ryb i masowe wymieranie innych morskich stworzeń.

Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że w ostatnich dekadach prowadzone są na szeroką skalę programy redukcji zanieczyszczeń w Bałtyku u wybrzeży Finlandii i Szwecji. Niestety, naukowcy nie zauważyli tam żadnych oznak odradzania się morskiego ekosystemu. Akcje jednak będą dalej prowadzone, bo być może sytuacja zacznie zmieniać się za kilka dekad.

Postępy skażenia biologicznego Bałtyku w latach 1905-2015

Moje 3 grosze

 

Jeżeli idzie o Bałtyk, to rzecz nie jest nowa – zjawiska te obserwowano wcześniej i ekolodzy sygnalizowali niebezpieczeństwa z nim związane. Rezultat był taki, jak zwykle – czyli żaden. Poza garstką uczonych nikt się tym nie przejmował. Ustalony dogmat mówił, że w celu podwyższenia plonów muszą być stosowane nawozy sztuczne, a szczególnie zawierające NPK i to miał być środek na wszelkie bolączki rolnictwa. I to zarówno w Polsce jak i pozostałych krajach basenu Morza Bałtyckiego. Efekty tego obłędu – na załączonych obrazkach.

Ta zieleń wcale nie jest kolorem życia, a wręcz odwrotnie – to kolor śmierci, bowiem ta masa glonów opadnie na dno morza i tam rozłoży się beztlenowo na siarkowodór – H2S i metan – CH4. Zabite ryby i inne organizmy morskie będą wzbogacać wody Bałtyku w związki fosforoorganiczne – np.  fosfina (fosforiak, fosfina) – PH3, który jest gazem toksycznym i palnym zarazem.

A do tego wszystkiego należy jeszcze doliczyć składowiska broni C leżące na dnie morza od lat 40-tych XX wieku, i zawierające m.in. Sarin – C4H10FO2P, Soman – C7H16FO2P, Tabun – C5H11N2O2P, Luizyt A – C2H2AsCl3, Iperyt – C2H8Cl2S, Clark I – C12H10AsCl, Clark II – C12H10AsCN i inne. Jak widać, większość z nich to piekielnie toksyczne związki fosforo- i arsenoorganiczne. Oczywiście do tego jeszcze bomby zapalające z białym fosforem i zwykłe z kruszącymi materiałami wybuchowymi.

Zrzuty broni chemicznej w wody Bałtyku po I i II wojnie światowej

I do tego jeszcze 6000 ton ropy naftowej znajdującej się w zbiornikach wraków statków z obu wojen światowych i powojennych katastrof: MS Wilhelm Gustloff, SS General von Steuben,  SS Stuttgart, MS Goya i TS Franken.[1] No i na dobitkę ścieki miejskie wlewane do rzek wpadających do Bałtyku – że wspomnę ostatnie dwa wlewy warszawskich nieczystości do Wisły.[2] Jednym słowem w naszym morzu jest wszystko, z wyjątkiem radioaktywnej trucizny, chociaż tego też nie możemy być pewni, jako że nad tym nieszczęsnym morzem postawiono kilka elektrowni atomowych, które mogły zrzucić niepostrzeżenie trochę radioaktywnego paskudztwa w jego wody. To także dziwne afery związane z zatonięciem MF Jan Heweliusz w 1993 i MF Estonia w 1994 roku.[3] Być może znajdują się tam także statki zaopatrujące nazistowskie ośrodki badań atomowych w Mostach (Luftmuna 4) i na Arkonie.

Potencjalnie niebezpieczne wraki w rejonie Pomorza Gdańskiego

Przyszłość Bałtyku rysuje się już nie zielono ale czarno. Ale głupców i pazernych oszołomów to nie przeraża, bo oni mają zysk – a zysk liczy się ponad wszystko. Tylko że tego zysku ani nie będą mieli komu zostawić, ani zabrać ze sobą do grobu…

 

Źródło: TwojaPogoda.pl / GeekWeek.pl / Phys.org / NASA/Nature.



[1] Stuttgart może mieć 600 ton ropy, Franken – ponad 1000 ton.

[3] Zob. St. Bednarz, M. Jesenský, R. Leśniakiewicz – „Piekielne katastrofy nuklearne”, Jordanów 2021.

poniedziałek, 23 marca 2020

Dzień Bałtyku (2)




Dziś dalsza część opowieści o Bałtyku.

Powierzchnia Bałtyku wynosi ok. 415 266 km². Linia brzegowa Bałtyku o długości ok. 8100 km jest mocno rozwinięta i urozmaicona. Składa się na to duża liczba zatok, półwyspów oraz wysp i wysepek, licznych przy wybrzeżach północnym. Trzy wybitne rozgałęzienia Bałtyku tworzą wielkie zatoki: Zatoka Botnicka Zatoka Fińska , Zatok Ryska… Największa wyspa to Gotlandia.

Typowa wysokość fali wynosi 5 m. 23 grudnia 2004, w czasie sztormu w rejonie północnego Bałtyku, zarejestrowano falę o wysokości 14 m. Morze jest najbardziej burzliwe w styczniu, najspokojniejsze w czerwcu. Na polskim wybrzeżu Bałtyku rocznie notuje się 20–25 dni sztormowych. Bałtyckie sztormy są niebezpieczne dla żeglugi. W ostatnich latach podczas sztormu zatonęły 3 duże promy: 14 stycznia 1993 polski MF Jan Heweliusz, 28 września 1994 estoński MF Estonia, a 1 listopada 2006 szwedzki MF Finnbirch.

Ze względu na niskie zasolenie fauna jest wyjątkowo uboga. W sąsiednim Morzu Północnym biomasa jest pięciokrotnie wyższa. Mięczaki ściśle morskie są reprezentowane tylko przez sześć gatunków małżów. Bardzo skromnie reprezentowane są jamochłony, i pierścienice. Nieliczne zwierzęta słonowodne jak omułki, małgwie (Mya), chełbia, śledzie czy dorsze żyjące w Bałtyku są o połowę mniejsze niż w Morzu Północnym. Z drugiej strony niskie zasolenie umożliwia tu życie wielu rybom słodkowodnym.











Około 1/4 dna Bałtyku jest w strefie beztlenowej, gdzie rozwijające się bakterie wydzielają siarkowodór w głębiach stale od ok. 40 lat. Ocenia się, że największym problemem jest eutrofizacja. Jej głównymi przyczynami są nadmierne ładunki azotu i fosforu, z obszarów lądowych. Wpływ natlenionych wód z Atlantyku nie jest w stanie dostarczyć wystarczającej ilości tlenu. Niebezpieczną konsekwencją martwych wód jest rosnące ryzyko uwolnienia toksyn zgromadzonych na dnie morza, ze względu na dawne składowanie trucizn. Wielkim problemem są też zakwity glonów, toksycznych sinic.

Jeszcze o rybach. Z ryb morskich poławianych to śledź bałtycki, szprot, dorsz, belona, flądra (w odmianach: stornia, gładzica), turbot, rzadko sola. Pozostałe ryby morskie nie poławiane: ostrobok, witlinek, kur diabeł, węgorzyca, ostropłetwiec, tasza, dobijak, tobiasz, babka, dennik, wężynka. Babka bycza jest zawleczona w wodach balastowych statków z Morza Czarnego. W Polsce jest inwazyjnym gatunkiem obcym. Pierwszy okaz u zanotowano w 1990. Obecnie występuje w Zatoce Gdańskiej i wzdłuż wybrzeża. Ponadto występują gatunki słodkowodne dwuśrodowiskowe jak troć, łosoś, węgorz, sieja, sielawa, sandacz, cenne poza tym: leszcz, krąp, płoć, szczupak, okoń, stynka, ciernik.

Główne gatunki, poławiane w polskiej strefie na Bałtyku to: szproty (59 430 ton w 2007), dorsze, śledzie (22 088 ton w 2007), flądry (7 479 ton). Połowy wykonuje 1,5 tysiąca łodzi i kutrów rybackich. 

Stanisław Bednarz

niedziela, 22 marca 2020

Dzień Bałtyku (1)


Zasolenie Bałtyku w 



Stanisław Bednarz


Jutro (22.III) Dzień Bałtyku. Warto by znać problematykę tego morza jakie by ono nie było.

Jestem zmuszony ze względu na objętość podzielić tematykę na dwa posty. Dziś historia powstania Bałtyku, ukształtowanie, a jutro reszta. Utworzył się około 12 tysięcy lat temu z wód topniejącego lodowca jako zastoisko polodowcowe. Fauna i flora wód tego Jeziora Lodowcowego były bardzo ubogie, składały się z gatunków słodkowodnych.

Około 10 tysięcy lat temu został przełamany pomost lądowy i rzeka wód bałtyckich ruszyła na zachód, aż do wyrównania poziomu z oceanem i zaczęła napływać słona woda oceaniczna. Jezioro przekształcało się w zbiornik morski, który nazwano Morzem Yoldiowym od małża Yoldia arctica. Przypuszcza się, że w okresie tym istniało jeszcze połączenie z Morzem Białym i tą drogą napływały do ówczesnego morza gatunki arktyczne.


Około 9 tysięcy lat temu lodowiec niemal całkowicie stopniał i uwolniony od ogromnego ciężaru ląd obecnej Skandynawii zaczął się podnosić. W efekcie nastąpiło odcięcie Bałtyku od wód oceanicznych i przekształcenie w ogromne wysłodzone jezioro, zasilane wodami rzek z resztek lodowca. Zasiedliła je typowa fauna słodkowodna, gatunki morskie wyginęły. Szczególnie licznie występował ślimak przytulik – Ancylus fluviatilis, od którego nazwano powstały zbiornik Jeziorem Ancylusowym. Jako ciekawostkę podam że ślimak Ancylus fluviatlis (przytulik strumieniowy ) występuje u nas w Skawie!


Wskutek podniesienia się poziomu oceanu, około 7 tysięcy lat temu, nastąpiło połączenie Jeziora Ancylusowego z Morzem Północnym przez Cieśniny Duńskie. Wraz z wodami oceanicznymi dostała się tu fauna i flora borealna, występująca w Bałtyku do dziś. Dominującym gatunkiem był ślimak pobrzeżek - Littorina littorea.


3 tys. lat temu nastąpiło ponowne podniesienie się dna w Cieśninach Duńskich. Spowodowało to słabszy dopływ wód oceanicznych i obniżenie zasolenia Bałtyku. Powstało typowe morze słonawe, jakie znamy dzisiaj. Morze Mya – obecne stadium rozwoju Morza Bałtyckiego. Nazwa pochodzi od małża Mya arenaria.


Głębokość Bałtyku (w głębarkach - 1 sążeń = 1,83 m)

Ponieważ blok skandynawski nadal się podnosi, znów zmieni się w czasie geologicznym w jezioro słodkie. Średnia głębokość Bałtyku wynosi 52,3 m maksymalna – 459 m (Głębia Landsort), między Gotlandią a Łotwą znajduje się Głębia Gotlandzka o głębokości 250 m. Głębia położona najbliżej Polski – Głębia Gdańska – liczy 118 m. Oprócz głębi charakterystyczną cechą jest występowanie płycizn, zwanych ławicami. Zbudowane są one przeważnie z materiału piaszczysto-żwirowego i kamienistego, będącego pozostałością dawnych moren Licząc od zachodu, są to ławice: Arkońska, Orla, Odrzańska, Słupska, Środkowa i Hoburg.




Małże i ślimaki oznaczające fazy rozwojowe Bałtyku


Moje 3 grosze


Tak nawiasem, to dlatego właśnie niemieccy podwodniacy bardzo nie lubili Bałtyku nazywając go „płytkim talerzem z kluskami”, gdzie kluskami były wyspy.


Poza tym trzeba nadmienić, że być może Bałtyk Zachodni ukształtował się pod wpływem czynnika kosmicznego – obstrzału meteorytowego, który mógł mieć miejsce już po upadku na Ziemię meteorów towarzyszących asteroidzie Cichxulub, jakieś 64,8 MA temu. Pisałem już o tym na stronie - https://wszechocean.blogspot.com/2017/05/tajemnica-zachodniego-batyku.html, gdzie przedstawiłem tą hipotezę. Polecam ten materiał Czytelnikom.


CDN.

niedziela, 28 kwietnia 2019

O redukcji wielkości dorsza bałtyckiego




Stanisław Bednarz


Przeciwko tej rybie sprzysięgło się wszystko. Kiedyś dorsz bałtycki – Gadus morhua – zwany też atlantyckim królował na Bałtyku. Maksymalna długość dorsza bałtyckiego – 1,3 m (przeciętnie 30-90 cm). Niestety łowione dziś dorsze to faktycznie cień ryb. To, co wpada w sieci to ryby chude, małe. Długość nie przekracza 30 cm. 

Spróbujmy na zimno zdiagnozować sytuację. Zbyt wysokie połowy, przez co jego populacja nie jest w stanie się odradzać. Za przełowienie obwiniano statki ze Szwecji. Zbyt wysokie połowy innych ryb, którymi żywią się dorsze. Wielkie 50-metrowe trawlery tzw. „paszowce”, pływając parami ciągnąc przez morze sieć wielkości boiska do piłki nożnej. Dokonują w ten sposób połowów na mączkę rybną. Ich sieci o małych oczkach zbierają po drodze wszystko, co napotkają Wpadają w nią ryby, będące pożywieniem dorszy tj. śledzie i szproty. 


Masowo stosowane przez rolników nawozy azotowe i fosforowe spływają rzekami do Bałtyku, podobnie jak gnojowica z hodowli świń. Powoduje tworzenie beztlenowych stref śmierci. W ostatnim stuleciu powiększyły się z 5 tys. km² aż do obecnych 60 tys. km². 

Dorsze tracą przestrzeń do rozrodu. Wlewy świeżych wód słonych z Morza Północnego są coraz rzadsze i to też jest główną przyczyną. Dawniej były co roku… 

Na głębokości 6-12 m woda przestaje być wystarczająco przezroczysta dla roślin. Tracimy podwodne łąki, wyginął morszczyn. Sytuację pogarszają zmieniające się warunki klimatyczne. Dorsz zasiedla teraz wody między innymi Morza Barentsa, które jeszcze 50 lat temu było pokryte lodem. Z powodu ocieplenia się klimatu rośnie też temperatura Morza Bałtyckiego. Dorsze, które dobrze czują się w chłodnych wodach, migrują na północ. Te zaś, które zostają, nie mają pożywienia, bo pozostałe jeszcze ławice szprota przesunęły się na północny Bałtyk w okolice Finlandii. 






No i największa bomba: nasi mędrcy spod znaku czynienia sobie ziemi poddaną na konferencji w Gdyni w Instytucie Rybackim ogłosili, że (uwaga!!!) powodem wymierania ryb może być zbyt restrykcyjna polityka oczyszczania rzek wpływających do Bałtyku, co wyjaławia wodę i pozbawia ją dużej ilości związków chemicznych wpływających na rozwój życia w morzu

Zupełnie „nie kupuję” tezy, że zrzucanie ścieków komunalnych miałoby służyć rybom. Według ich pokrętnego rozumowania w Średniowieczu gdy ścieki komunalne nie spływały, nie powinno być ryb. Odnoszę wrażenie, że coś takiego mógł wymyślić tylko skrajnie ortodoksyjny stronnik „czynienia sobie Ziemi poddaną”. Jeśli chcemy, żeby ryby się odrodziły, potrzebne jest radykalne ograniczenia ich połowów... 

Potrzebne jest moratorium na trałowanie. Potrzebne są przepisy ograniczające spływ nawozów i gnojowicy do wód. Dostaniemy wtedy czysty i bogaty w życie Bałtyk, przeszkody znajdują się w naszych głowach. Uczeni ostrzegają, że populacji dorsza zagrażają zmiany klimatu, spływ zanieczyszczeń i zła gospodarka zasobami. Jednym słowem - ludzie. Nie zwalicie tego na foki.


Moje 3 grosze


Na UFO czy USO też nie…

Miałem okazje widzieć te wszystkie rzeczy, o których pisze Autor i wiem, że to prawda. Najstraszniejsze jest to, że mówią to ludzie związani zawodowo i życiowo z morzem i ze zwierzętami w nim zamieszkującym, a co gorsze – mający się za uczonych. Niestety – namnożyło się w kraju różnych tzw. Hogwartów – tj. prywatnych czy kościółkowych pseudouczeni wyższych, które wypuszczają zindoktrynowanych matołów o pustych głowach, ale za to z wielkimi ambicjami i apetytem na kasę. Efekty mamy na każdym kroku: zniszczone lasy, zdewastowane Parki Narodowe, karczowana Mierzeja Wiślana, wybijane dziki,  foki i inne zwierzęta przez kumpli zapijaczonego dostojnika kościelnego… Można by to wyliczać do upadłego. A wszystko to robione jest nie dla rozwoju kraju, ale dla kasy, kasy i jeszcze raz kasy. 

Wracając do dorszy, to nie tylko one podlegają redukcji – rzecz dotyczy także populacji innych ryb bałtyckich. Nie zapominajmy, że zatopione na dnie naszego morza BŚT powoli, ale wciąż przenikają do wody zatruwając żyjące w niej organizmy. I znowu, dużo się o nich gada i… - jak zwykle - nic się nie robi… 

Ten stan nie może trwać zbyt długo. 

poniedziałek, 23 lipca 2018

UFO nad Zatoką Fińską?




Niedawno otrzymałem o pewnej osoby zdjęcie Nieznanego Obiektu Latającego typu BOL – czyli świetlnej kuli  - wykonanego w dniu 7.VII.2018 roku o g. 21:19 EEST z pokładu estońskiego promu MF Viking Express na trasie z Helsinek do Tallina. Obiekt ten znajdował się w kierunku NW-N od statku – nad pełnym morzem.  

Świadek twierdzi, że w czasie fotografowania zachodu słońca nie widział tego obiektu i wypatrzył go dopiero przeglądając zdjęcia.

Niestety – biorąc powyższe pod uwagę należy obawiać się, że nie jest to żaden realny obiekt, a zwyczajny blik słoneczny na soczewkach aparatu fotograficznego. Trochę szkoda, bo jaki ładny byłby to BOL!

Tym niemniej pragnę podziękować tą drogą świadkowi za sygnał.