Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOL. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2025

Historia o NL z zamku Šášov...

 


František Kovár

 

To było jakieś 5 lat temu, kiedy pracowałem na zamku w Šášowie. Miałem kolegę, który opowiedział mi kiedyś historię z tego zamku. Grupa 4-osobowa biwakowała pod zamkiem na łące. Późną nocą zauważyli, że na zamku jest jakieś światło. Ta dwójka postanowiła zobaczyć źródło tego światła, zastanawiając się, kto może tam być o tej późnej nocy, kiedy nie widzieli nikogo opuszczającego zamek (jeśli ktoś wybierał się do zamku, musiałby przejść obok nich).

Kiedy para długo nie wracała, poszła tam ich dwójka przyjaciół, którzy zostali przy namiotach, żeby poszukać, ale w zamku nikogo nie znaleźli. Kolega, który mi mówił, że to w tym czasie w małej grupie UFO Klubu w Koliarze nad Hronom. Kiedy dowiedzieli się, co wydarzyło się w zamku, poszli to zbadać. Jak byli na zamku, to też mieli doświadczenie ze światłem, zobaczyli jakąś kulę świetlną, i czuli się jakby ich kusiło, żeby do niej wejść. Na szczęście sobie przypomnieli o losach poprzedników i szybko odeszli.

Zaginione osoby nigdy nie zostały odnalezione. Jedna wersja mówi też, że miały być znalezione gdzieś poza Europą (czy zostały przeniesione w kosmos?).

Historia miała wydarzyć się około 1984 roku. Próbowałem sprawdzić w okresie publicznie dostępnej prasy czy była jakaś wzmianka o tej sprawie, ale nic nie znalazłem, i już nie szukałem. Próbowałem dowiedzieć się czegoś przez Słowacki Klub UFO, ale nie mieli o tym pojęcia.

 

Moje 3 grosze

 

No cóż, historia typowa: ludzie widzą Nocne Światło i idą w jego kierunku a potem znikają w tajemniczy sposób. Podobnie mamy w Tatrach po obu stronach granicy i na Babiej Górze, gdzie także zdarzały się podobne historie. We wszystkich przypadkach obserwowano typowe BOL – kule kolorowego światła – najczęściej białego, pomarańczowego i czerwonego. Te BOL występują w folklorze podbabiogórskich wiosek – najczęściej w malarstwie, a zatem jest coś na rzeczy.

 

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 22 stycznia 2025

CE0/CE-III-E i B + NL (BOL) na Ukrainie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Nikopol, obwód dniepropietrowski, Ukraina

Data: sierpień 1995

Czas: dzień

Opis incydentu:

Kilku młodych mężczyzn wybrało się na miejscową plażę w upalny sierpniowy dzień i po pływaniu przez chwilę wrócili na brzeg. Tam byli oszołomieni, widząc cztery piękne młode nagie kobiety wychodzące z wody. Młodzi mężczyźni zapytali ich, czy są nudystkami, ale odpowiedzią była cisza. Odnieśli wrażenie, że dziewczyny w ogóle nie rozumiały ich mowy, ale jeden z mężczyzn znał 3 języki i zadał to samo pytanie po niemiecku, francusku i angielsku, ale reakcja była taka sama. Dziewczyny wróciły do ​​wody i kiedy zaczęły pływać, młodzi mężczyźni zauważyli, że ruchy dziewczyn były nienaturalne, wydawały się „ślizgać” w wodzie. Wyglądało również na to, że kiedy nurkowały w wodzie, wydawały się pozostawać suche. Dziwne kobiety wymieniały między sobą dziwne dźwięki przypominające gwizdy. (Jak delfiny?)

Jeden z mężczyzn postanowił podejść do jednej z kobiet i jej dotknąć, ale gdy to zrobił, został uderzony czymś, co przypominało ładunek elektryczny o takiej sile, że został niemal odrzucony na 10 metrów od wody.


Akwen na Dnieprze, na którym zaobserwowano Syreny i BOL

Dziwna kobieta odwróciła się, pomachała ręką i z łatwością zanurkowała przez kilka dużych fal, jej przyjaciółki zrobiły to samo. Wkrótce dopłynęły do centrum zbiornika wodnego Kachowskoje. Wkrótce zaczął padać deszcz, a chłopcy wrócili na brzeg, gdy nagle z chmur wyłoniła się ogromna, świetlista kula światła. Opadła nad wodę i zaczęła unosić się bezpośrednio nad miejscem, w którym unosiły się dziwne kobiety. Chwilę później wszystkie cztery kobiety wzniosły się do kuli lub zostały wchłonięte przez kulę. A potem kula szybko uniosła się i zniknęła pośród chmur.

Dodatek HC

Źródło: RIA „Novosti” (rosyjska agencja informacyjna: „News”) i

„Czwarty wymiar i UFO”, Gazeta Jarosławskiej Grupy Badawczej UFO nr 1995 # 11.

Typ: B

 

Moje 3 grosze

 

Niestety, jak w wielu przypadkach z terenów b. ZSRR, nie ma dokładnej lokalizacji incydentu i jesteśmy skazani na domysły. To wynika z bezwładu myślowego obywateli m.in. Ukrainy, którzy wciąż wierzą, że Zachód nie marzy o niczym innym jak ich napaść, obrabować, zabić, itp. Jest to efekt komunistycznego prania ich mózgów od 1917 roku i historycznych kłamstw nacjonalistów. A szkoda. Niestety z takimi postawami będziemy się długo spotykali, szczególnie teraz kiedy na Ukrainie trwa wojna z Rosją. Chichotem i ironią historii jest to, że zagrożenie przyszło nie z Zachodu, ale ze Wschodu.

Co do samego CE, to interesujące jest to, że były to właśnie kobiety. Wprawdzie nie miały płetw i ogonów, ale mogły to być Syreny – istoty z Wszechoceanu wielokrotnie obserwowane we wszystkich morzach i wodach wewnętrznych świata. W końcu dlaczego nie? Skoro ludzie opanowali lądy to czemużby Wodni Ludzie nie mogli opanować Wszechoceanu?

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

 

 

poniedziałek, 15 lipca 2024

CE3/CE-III-A w ZSRR

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Nowotroick, rejon Kożewnikowski, Obwód Tomski, Rosja/ZSRR

Data: wrzesień 1987

Godzina: 02:30 NOVT

Opis incydentu:

Świadek G.D. Gavrilova pełniła nocną służbę w garażu, który znajdował się na skraju wsi, około 500 metrów od jej domu. Kiedy skończyła swoją zmianę, zaczęła wracać do domu i po przejściu około 70-80 m od garażu nagle zobaczyła żółtą kulę wielkości 2 księżyców lecącą po północnym niebie, pod kątem 30 stopni do horyzontu. Kula leciała cicho i bardzo powoli, równolegle do drogi. Wewnątrz kuli było coś widocznego, więc zatrzymała się, założyła okulary i zobaczyła, że ​​wewnątrz kuli znajdują się ludzie. Jeden siedział i patrzył na coś przed sobą, a drugi stał obok niego z wyciągniętymi ramionami, najwyraźniej obsługując jakiś rodzaj panelu sterowania.

Uderzyło ją to tak bardzo, że zatrzymała się na chwilę i uważnie im się przyglądała. W pierwszej chwili pomyślała, że ​​to nasi kosmonauci schodzili balonem, ale z jakiegoś powodu lecieli bardzo wolno i blisko. Sądząc po postaciach znajdujących się w środku, kula znajdowała się w odległości około 300 metrów. Powoli poszła do domu, cały czas obserwując kulę i jej mieszkańców. Widziała, jak pierwszy mężczyzna kilkakrotnie zwracał się do drugiego, najwyraźniej o coś prosząc, drugi najwyraźniej mu odpowiedział. Kiedy była już blisko jego domu, kula przeleciała za pobliskimi dachami i teraz widoczna była tylko jej górna część. Poczekała, aż kula znów będzie całkowicie widoczna, pobiegła do domu i obudziła męża, który wyjrzał przez okno i zobaczył kulę, widział wszystko, co ona widziała, ale okazywał nią jakiekolwiek zainteresowanie. Wyszła jeszcze raz na zewnątrz domu i zobaczyła, jak kula znika za odległymi budynkami.

Dodatek HC

Źródło: Tomska Grupa Badań Zjawisk Anomalnych w „Mir Nepoznannogo Nr. 1 1990.”

Typ: A

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 17 lutego 2022

Kosmiczny dzieciak

 


Nikołaj Sotnikow

 

Wiedziałem to od zawsze, że Wiktor i Maria nie są moimi prawdziwymi rodzicami. Oni tego nie ukrywali. Ale ja od dzieciństwa ich kochałem i odnosiłem się do nich jak do rodziców.

 

Kule ogniste

 

Kiedy miałem 16 lat zapytałem ich:

- Kim są moi prawdziwi rodzice?

To było z czystej ciekawości. Chciałem wiedzieć, jak to się stało, że trafiłem do ich rodziny. Spodziewałem się usłyszeć historię o tym, jak mama się mnie wyrzekła na porodówce, czy moich prawdziwych rodziców-alkoholików pozbawiono praw rodzicielskich, albo oni zginęli, a potem usynowili mnie Wiktor i Maria. Ale to, co oni mnie opowiedzieli było co najmniej niewiarygodne.

W tym czasie Wiktor i Maria mieszkali w niewielkiej osadzie na Dalekim Wschodzie. Nie minął rok, jak oni się pobrali. Potem urodził się im Stiepa, którego uważałem za starszego brata.

Tego dnia w wiosce zaszło coś anomalnego. Ludzie kilkukrotnie widzieli na niebie ogniste kule - BOL.[1] One latały po nieboskłonie, zawisały na jakiś czas, a potem literalnie znikały odlatując z niewyobrażalnie wielką prędkością. W tamtych latach często pisano o UFO, dlatego nikt za bardzo się nie przejmował tym, że nad naszą osadą pojawiły się statki kosmiczne Obcych.

 

Wypalona polana

 

Następnej nocy mieszkańcy tych miejsc zaobserwowali jeszcze jedno zdumiewające zjawisko, a mianowicie – w oddali nad sopką[2] pojawiło się tajemnicze pełgające światło. To sprawiało wrażenie, jakby do rana świeciła tam zorza wieczorna. Oczywiście nikt w nocy nie chciał pójść tam, by zbadać sprawę. Rankiem, jak tylko zrobiło się jasno, poszło tam kilku śmiałków, wśród których był także mój przybrany ojciec.

Kiedy oni zaszli za sopkę i zeszli ku rzece to odkryli na jej brzegu wypaloną polanę. Niektórzy doszli do wniosku, że w nocy ktoś po prostu rozpalił tam ognisk, które wypaliło trawę dookoła. Jednakże większość mieszkańców naszej osady była przekonana, że to właśnie tam wylądowała któraś z tych tajemniczych latających kul, które w dzień latały na niebie. Ale najdziwniejsze było to, że nieopodal w krzakach chłopi znaleźli niemowlaka owiniętego w pieluchy. To byłem ja.

Ludzie nie wiedzieli, co zrobić z znalezionym dzieckiem. Oddać milicji a ta do domu dziecka? Tak więc Wiktor i Maria postanowili wziąć mnie do siebie – wszak mówią że, gdzie jest jedno dziecko, tam znajdzie się miejsce dla drugiego.

 

Czy jestem Przybyszem?

 

Tak też pozostaje zagadką, czy istnieje związek pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami? Być może, UFO nie ma z tym żadnego związku. Być może, że wtedy, nocą, sekretnie przy ognisku urodziła mnie jakaś kobieta, a kiedy było po wszystkim postanowiła pozbyć się niepotrzebnego dziecka i rzuciła mnie na pastwę losu w krzakach. Ale większość sądziła, że podrzucili mnie Przybysze z Kosmosu. Przez całe moje dzieciństwo, póki nie wyjechaliśmy stamtąd, nazywano mnie Kosmitą.

Tak czy inaczej, Obcy czy Ziemianin, niczego dziwnego w moim życiu się nie zdarzyło: Kosmici kontaktu nie szukają, głosów w mózgu nie słyszę i żyją jak zwyczajny człowiek.

 

Moje 3 grosze

 

W teorii działania wywiadu istnieje pojęcie „śpioch” albo „uśpiony agent”. To wywiadowca, który przebywa na wrogim terenie i w niczym nie różni się od otaczających go ludzi. Mieszka, pracuje, ma współmałżonka, dzieci – słowem normalne życie. Do czasu. Kiedy jest potrzebny, Centrala wywiadu uaktywnia „śpiocha”, który podejmuje określone czynności na rzecz wywiadu swojego państwa.

Tak też może być w przypadku pana Nikołaja Sotnikowa. Póki co prowadzi normalne życie, ale kiedy stanie się coś – o czym nie mamy pojęcia – uaktywni się. Sytuację tą przedstawili doskonale Strugaccy Bros. w powieści pt. „Żuk w mrowisku” (1979), którą Czytelnikom polecam. Może być progresorem przyspieszającym rozwój naszej cywilizacji, może być degresorem – rozwój ów hamującym. To dopiero okaże się in spe – w Przyszłości.

 

Źródło – „Niewydumannyje Istorii”, nr 39/2021, s.20

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz    



[1] BOL z angielskiego Ball Of Light – kule świetlne.

[2] Stożkowata góra pochodzenia wulkanicznego.

piątek, 1 maja 2020

DD Jordanów 19920604


Panorama Doliny Skawy

Jordanów, to niewielkie miasteczko w południowej części powiatu suskiego, na południowym – zachodzie województwa małopolskiego, leżące dokładnie na N 49°38’ - E 019°49’, na wysokości 450-500 m n.p.m. Miasteczko liczy sobie 20,9 km², na której to powierzchni mieszka 4.988 mieszkańców (dane za 1998 rok). Obszar Jordanowszczyzny obejmuje gminę Jordanów i przyległą do niej gminę Bystra Podhalańska – Sidzina, razem 100,13 km² oraz 11.113 dusz na nich żyjących.

Odnotowałem tam kilkanaście obserwacji i Bliskich Spotkań z UFO i Ufiastymi, ale ta obserwacja była chyba najbardziej spektakularną obserwacją NOL-a w Jordanowie!

Widok na Targoszówkę - to właśnie nad nią pojawił się BOL

Trwała ona blisko 3,5 godziny i jej świadkami było wiele osób – w szczególności mieszkańców ulicy Mickiewicza. 4 czerwca 1992 roku, w godzinach 18:00 – 23:30, nad doliną Skawy, powoli przemieszczała się czerwono-pomarańczowa świecąca pulsującym światłem kula. Obserwowana ona była przez panie Annę i Agatę M., rodziny pp. G. i L., B. oraz G. - razem ponad 20 osób! Wszyscy zgodnie oświadczyli, że BOL ukazał się w rejonie Targoszówki i zmierzał w kierunku Bystrej Podhalańskiej, gdzie ostatecznie znikł. Ówczesny krakowski student UJ – pan Achilles Serwiusz Filipowski zaobserwował tego NL z domku letniskowego na Staszkowej Polanie w Sidzinie!


Widoki na miejsce zniknięcia BOL-a

Przelot BOL-a spowodował panikę niektórych mieszkańców – sądzili oni, że zaczął się atak atomowy! – co akurat nie jest takie dziwne, jako że w latach 60. i 70. Jordanów był na liście pierwszoplanowego uderzenia jądrowego ze strony NATO i USA – o czym nas informowała Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa – a chodziło tu o magazyny Wojska Polskiego położone w okolicy stacji PKP. Inni domniemywali, że były to radzieckie lub czeskie próby z rakietami, ale kiedy stwierdzono, że „to coś” porusza się wolno i pulsuje światłem o częstotliwości 1-2 Hz – porzucili tę myśl.

Wiarygodność świadków tej obserwacji jest wysoka. Blask bijący od BOL-a był tak silny, że oświetlał wysokie cirrusy wiszące na dużej wysokości, co obserwowano ze znacznej odległości.


* * *


I rzecz ciekawa – tego dnia byłem w Jordanowie. Wyjechałem do Zakopanego autobusem o godzinie 18:00. Wyjeżdżając nie mógłbym zaobserwować tego BOL-a, bo nadlatywał on ze strony masywu Targoszówki, który zasłaniała mi góra Hajdówka. O wszystkim dowiedziałem się dopiero od rodziny.

Nawiasem mówiąc podobny obiekt zaobserwował mój kuzyn dr Bogdan Masłowski wraz z moim kolegą Marianem Chudym, którzy zaobserwowali tenże obiekt lecący nad doliną rzeki Skawy w latach 60. XX wieku. Niestety, byli wtedy małymi chłopcami i nie przywiązali do tej obserwacji większej wagi. Dopiero potem doszli do wniosku, że widzieli UFO w postaci BOL.

Poza tym miałem jeszcze kilka innych sygnałów o obserwacjach świecących kul w okolicach Jordanowa oraz wsi Wysoka, w rejonie przysiółka Targoszówka, a więc z kierunku z którego przyleciał obiekt widziany 4 czerwca 1992 roku. Opisałem je w książce „Projekt Tatry” (Kraków, 2002). Obserwacje te urwały się po 2000 roku.

poniedziałek, 23 lipca 2018

UFO nad Zatoką Fińską?




Niedawno otrzymałem o pewnej osoby zdjęcie Nieznanego Obiektu Latającego typu BOL – czyli świetlnej kuli  - wykonanego w dniu 7.VII.2018 roku o g. 21:19 EEST z pokładu estońskiego promu MF Viking Express na trasie z Helsinek do Tallina. Obiekt ten znajdował się w kierunku NW-N od statku – nad pełnym morzem.  

Świadek twierdzi, że w czasie fotografowania zachodu słońca nie widział tego obiektu i wypatrzył go dopiero przeglądając zdjęcia.

Niestety – biorąc powyższe pod uwagę należy obawiać się, że nie jest to żaden realny obiekt, a zwyczajny blik słoneczny na soczewkach aparatu fotograficznego. Trochę szkoda, bo jaki ładny byłby to BOL!

Tym niemniej pragnę podziękować tą drogą świadkowi za sygnał.  

niedziela, 24 czerwca 2018

Widmo na torach - legenda kolejowa



Michaił Gernstein


Dziwne widmowe światło prawie przez sto lat pojawiało się nad szynami kolejowymi w okolicy osiedla Mako, (NC, USA). Kolejowi dróżnicy nosili tam dwie latarnie, żeby ich sygnały nie zostały pomylone z „sygnałami” tego Nocnego Światła.

Nikt nie jest w stanie określić dokładnej daty, kiedy nad liniami kolejowymi w stanie New Jersey pojawiło się to widmowe światło. Widzieli je miejscowi kolejarze jeszcze w latach 20-tych, i w przeciągu wielu lat Nocne Światło przyciągało tłumy ciekawskich. Zaczęto nazywać je „lampą przywidzenia”.


Legenda o Lesterze Clammonsie


Do roku 1970, światło stało się popularną miejscową atrakcją. Wielu mieszkańców miasta Long Valley, NJ, podjeżdżało nocą do linii kolejowej, żeby zobaczyć „lampę przywidzenia”. Pojawiające się w oddali, w ciemną porę doby światło, kołyszące się z boku na bok, jak lampa w ręku szybko idącego człowieka. Kiedy ono pojawiało się bliżej, ludzie widzieli, że światło wisiało nad szynami samodzielnie. Próby zbliżenia się do źródła światła kończyły się na niczym: „lampa” po prostu gasła i zapalała się znów daleko za plecami obserwatora.

Pojawiła się także legenda miejska, że kiedyś na tej linii kolejowej służył konduktor nazwiskiem Lester Clammons, lubiący wypić. Do jego obowiązków należało sprawdzać sprawność hamulców w wagonach. Pewnego razu Lester postanowił sprawdzić coś pomiędzy wagonami i upadł. Nie zginął i można powiedzieć, że się wykpił Kostusze – odcięło mu tylko prawą rękę.

Ze szpitala Clammons wyszedł z hakiem zamiast prawej ręki. Kompania kolejowa dała mu pracę wedle jego sił. Lester został dróżnikiem i kontrolował szyny w Township (administracyjna terenowa jednostka w USA) Washington. Po zapadnięciu ciemności wieszał lampę na swym haku, zaś młotek do opukiwania styków szyn nosił w zdrowej ręce. Niestety, Lester zaczął pić jeszcze więcej, zalewał winem swe nieszczęście. Pewnego razu poszedł do pracy tak pijany, że nie zauważył nadjeżdżającego pociągu…

Jego śmierć była tak szybka, że Clammons nie zdążył zrozumieć czy nawet poczuć. No i jego duch z przyzwyczajenia wychodzi do pracy do naszego świata oświetlając sobie drogę lampą…

Istnieje jeszcze druga wersja tej legendy głosząca, że Clammons został jedynym żyjącym człowiekiem po straszliwej katastrofie kolejowej. Fragmenty wagonu przytrzasnęły mu rękę. Mężczyzna oczekiwał pomocy, ale potem poczuł zapach spalenizny i zrozumiał, że wkrótce ogień zabierze się za niego. Lester dobył narzędzia z torby i odpiłował rękę, ale nie zdołał powstrzymać krwotoku i umarł razem z płonącym wagonem.


Zaczyna się dochodzenie


W 1976 roku, pracownik NASA – inż. Robert Jones – zebrał grupę uczonych i specjalistów z różnych dziedzin w celu zbadania dziwnych anomalii w Nowym Jorku i New Jersey. Grupę tą nazwał Vestigial (Ślad).

Jones pojechał do Long Valley i przekonał się, że „lampa człowieka z hakiem” to nie jakiś wymysł. Maszyniści opowiadali mu, że mają specjalną instrukcję – nie zwracać uwagi na świetlne sygnały w Township Washington. Widmowe światło nie tak po prostu sobie lata nad szynami – ono potrafi podszywać się pod sygnały dróżników czy światła semaforów – dosłownie wprowadza zamęt.
- Szliśmy wzdłuż torów i, nie zobaczywszy niczego, wracaliśmy z powrotem – opowiadał Jones w wywiadzie dla miejscowej gazety – potem jeden z nas się odwrócił i światło było tam, gdzie przed chwilą przeszliśmy. W nocy jest trudno ocenić odległość, ale ono wisiało jakieś 300 m od nas. Biała, świetlista kula o rozmiarach futbolówki czy nieco większa zbliżała się do nas kiwając się z boku na bok. To najwidoczniej zrodziło legendę o lampie, kiwającej się w ręce widma. Przyjrzawszy się zjawisku przez lornetkę stwierdziłem, że kula tak naprawdę składa się z dziesiątków jak nie setek mniejszych światełek. Ona pulsowała światłem albo przemieszczała się falistym ruchem, a nie kołysała się. Podbiegliśmy do niej, ale nocą biec po podkładach jest trudno. Kula zgasła, kiedy się do niej zbliżyliśmy.

Przed wszczęciem dochodzenia, Jones chciał się dowiedzieć, co czują na tym odcinku osoby sensytywne i media. On przywoził na to miejsce ekstrasensów po jednemu, żeby nie mogli się zmówić. Wszyscy zatrzymywali się na jednym i tym samym miejscu mówiąc, że w tym miejscy kiedyś „stało się coś strasznego”. Pewna kobieta-medium wpadła tam w histerię i wróciwszy do siebie powiedziała, że poczuła tam „niespodziane psychiczne doznanie”. Prawdę rzekłszy, opowiadania o tym, że coś tam się kiedyś stało, u ekstrasensów się nie pokrywały. Jedna z kobiet wyczuła, że w „latach 40-tych popełniono tam morderstwo”, aczkolwiek światło nad torami obserwowano na długo przez II Wojną Światową.

Uczeni dogadali się kolejową kompanią Conrail (Railroad) żeby zatrzymać wszystkie pociągi na czas trwania eksperymentów. W 1976 roku, ten odcinek wykorzystywano tylko do przewozów rudy żelaznej i kompania mogła sobie pozwolić na takie przestoje.



Niewidzialne światło


Wieczorem, 20 listopada, członkowie grupy Vestigial i ochotnicy z miejscowego college’u zaczęli przygotowania do doświadczeń. Ustanowiono trzy punkty obserwacyjne przy torach kolejowych. One utrzymywały łączność pomiędzy sobą i stanowiskiem dowodzenia przy pomocy przenośnych radiotelefonów. Obserwatorzy mieli lornetki i aparaty fotograficzne. Wzdłuż torów uczeni ustawili czujniki połączone przewodami z  przyrządami o wysokiej czułości o wartości 30.000 USD. Pomiędzy szynami rozpięto ponad półtora kilometra posrebrzanego drutu miedzianego, podłączonego do wzmacniacza i oscylografu w vanie w punkcie dowodzenia. Inne przewody szły prosto do szyn w celu przekształcenia ich w jeden wielki czujnik. Na środkowym posterunku obserwacyjnym postawiono aparat fotograficzny na trójnogu, załadowany błoną czułą na promieniowanie podczerwone.

O godzinie 22:21 zameldowano o dwóch obserwacjach żółtawego światła ze stanowiska obserwacyjnego nr 1. Światło zbliżało się do sztreki na niedużej wysokości, a potem rozmieściło się nad szynami i zaczęło się kołysać na boki. Obserwatorzy na posterunku nr 2 obserwowali tory przez lornetę i włączyli radar, ale niczego nie zaobserwowali.

Z 1-go posterunku doniesiono, że światło znajdowało się nad szynami w odległości 90-120 m. Na drugim posterunku spróbowano zrobić zdjęcie wskazanego miejsca, ale znowu – jak poprzednio – niczego nie widzieli.

W tej samej chwili kilka przyrządów na stanowisku dowodzenia zaczęło dawać dziwne wskazania. Częstotliwość prądu płynącego pomiędzy szynami, zmieniła się o kilka rzędów wielkości. Inne przyrządy pokazały, że elektryczny opór szyn znacznie się zmienił. Liczniki GM zaświergotały. Po 1’35” światło nagle znikło, jakby je wyłączono. W tej samej chwili wskazania przyrządów wróciły do normy.

Kiedy wywołano zrobione tam zdjęcia, uczeni zrozumieli, że światło jakimś sposobem ich zdezorientowało. Stojący przy statywie Richard Lurkin niczego nie widział, ale na siedmiu kadrach filmu uczulonego na promienie podczerwone widać było jakiś obiekt, który od czasu do czasu otaczała świetlista aureola. Zwykły aparat fotograficzny z wysokoczułym filmem także utrwalił na niej jakiś obiekt świecący nad szynami.

W ciągu dalszych eksperymentów, kula nie życzyła sobie pojawiać się w okolicy przyrządów. Ona latała gdzieś w oddali drocząc się z uczonymi. Jednakże pewnego razu dla sprawdzenia aparatu fotograficznego z filmem czułym na IR sfotografowali dwóch członków grupy idących w nocy wzdłuż szyn. Ku ich zdumieniu, na zdjęciach widać było tą samą kulę, która poruszała się w ślad za uczonymi. Ludzie na szynach niczego nie zobaczyli ani nie poczuli…


Ostatnie doświadczenia


Grupa zdecydowała się sprawdzić, czy ta kula ma coś wspólnego z elektrycznością. Inż. John Berkenbrush skonstruował specjalne przewody elektryczne i podłączył je do szyn, w celu znalezienia punktu maksymalnej koncentracji pola elektrycznego. Kiedy „lampa” pojawi się pomiędzy nimi, to będzie można zmierzyć jej minimalny ładunek elektryczny.

Przez 8 piątków pod rząd (ruch pociągów dla celów grupy był wstrzymywany tylko w piątki) kula nie pojawiała się wcale, albo ignorowała tą przemyślną konstrukcję. Wreszcie w dniu 6.V.1977 roku, siedmioro uczestników eksperymentu ujrzało białe światło. Dwa posterunki obserwacyjne były postawione w odległości 250 m w obie strony od aparatu. Światło było widziane przez wszystkich członków ekipy z dwóch posterunków. Ci, którzy znajdowali się bliżej aparatu widzieli dwa światła. One zawisły na wysokości paru metrów nad szynami i w odległości 7,5 m od przewodów. Jones stwierdził, że kula ma pochodzenie elektryczne.

Próby członków grupy potwierdzenia legendy o jednorękim Clammonsie zakończyły się fiaskiem. W archiwach kompanii Conrail Railroad nie znaleziono żadnych śladów o takim człowieku ani wydarzeniach, które mogłyby stanąć u podstawy tej legendy. W miejskich szpitalach także nie udało się znaleźć śladów po pobycie w nich Lestera Clammonsa. Jones doszedł do wniosku, że legenda o tym dróżniku została wymyślona.

Niestety, doświadczenia prowadzone przez grupę Vestigial przyciągnęły masę ciekawskich. Ściągali tam młodzieńcy, którzy chcieli się sprawdzić. Świecili latarkami tam, gdzie powinna być całkowita ciemność, palili ogniska i pałętali się po torach tym samym przeszkadzając uczonym. Obawiając się, że w tych warunkach ktoś straci nie tylko rękę ale i głowę, Conrail Railroad zdecydowała się na wstrzymanie ruchu pociągów, a rudę żelazną transportowano wywrotkami. W 1980 roku torowiska rozebrano, a szyny wysłano na przetop. Nasypy przekazano przedsiębiorstwu budującemu gazociąg. Zamiast torów wykopano rowy dla rur wysokociśnieniowych. Widmowe światła znikły na zawsze – najwidoczniej nie wytrzymały takich przemian…

W ślad za światłami znikła także grupa Vestigial, a notatki o niej znikły ze stronic dzienników. Być może badacze natknęli się na coś strasznego, przerażającego i przerwali badania widząc, że zapędzili się za daleko.
- Robert Jones zmarł w 1991 roku- opowiada ufolog John Keel. – Przez te wszystkie lata on milczał. Archiwum grupy przepadło bez śladu. Jej członkowie przez czas jakiś pracowali dla IBM i po zamknięciu miejscowej filii tej firmy rozjechali się po całym kraju. Żaden z nich nie puścił pary z ust i nie pisał na temat zjawisk anomalnych.

W naszych czasach miejsce, nad którym pojawiały się światła wygląda jak przesieka w lesie. Rowerzyści przejeżdżają tutaj by skrócić sobie drogę, nic nie wiedząc o jej tajemniczej przeszłości.


Moje 3 grosze


A jednak nie jest tak do końca. Przypomina mi się pewien incydent z BOL lecącym nad linią kolejową, który wystraszył mnogich mieszkańców małopolskiego Jordanowa w dniu 4.VI.1992 roku. A to było tak, jak opisałem to w książce „Projekt Tatry” (Kraków 2002):

To była chyba najbardziej spektakularna obserwacja NOL-a w Jordanowie!
Trwała ona blisko 3,5 godziny i jej świadkami było wiele osób – w szczególności mieszkańców ulicy Mickiewicza. 4 czerwca 1992 roku, w godzinach 18:00 – 23:30, nad doliną Skawy, powoli przemieszczała się czerwono świecąca pulsującym światłem kula. Obserwowana ona była przez panie Annę i Agatę M., rodziny pp. G. i L., B. oraz G. - razem ponad 20 osób! Wszyscy zgodnie oświadczyli, że BOL ukazał się w rejonie Targoszówki i zmierzał w kierunku Bystrej Podhalańskiej, gdzie ostatecznie znikł. Krakowski student UJ – pan Achilles Serwiusz Filipowski zaobserwował tego NL z domku letniskowego na Staszkowej Polanie w Sidzinie!
Przelot BOL-a spowodował panikę niektórych mieszkańców – sądzili oni, że zaczął się atak atomowy! – co akurat nie jest takie dziwne, jako że w latach 60. i 70. Jordanów był na liście pierwszoplanowego uderzenia jądrowego ze strony NATO i USA – o czym nas informowała Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa – a chodziło tu o magazyny Ludowego Wojska Polskiego położone w okolicy stacji PKP. Inni domniemywali, że były to radzieckie lub czeskie próby z rakietami, ale kiedy stwierdzono, że „to coś” porusza się wolno i pulsuje światłem o częstotliwości 1-2 Hz – porzucili tę myśl.
Wiarygodność świadków tej obserwacji jest wysoka. Blask bijący od BOL-a był tak silny, że oświetlał wysokie cirrusy wiszące na dużej wysokości, co obserwowano ze znacznej odległości.

Od wydarzeń w USA różni się to tylko tym, że już się nie powtórzyło. Co więcej, to była ostatnia manifestacja takiego BOL-a na tym terenie, bo wcześniej takie NL obserwowano w rejonie wsi Wysoka i nad doliną Skawy. Być może coś takiego się jeszcze powtórzy?


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 1-2/2018, ss. 30-31
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz  

wtorek, 27 lutego 2018

Kto to robi? – globalna fala okaleczeń zwierząt



George A. Filer III (MUFON)


Kto lub co okalecza zwierzęta na całym świecie? Odtajnione dossier FBI pokazują, że Biuro badało tysiące przykładów okaleczeń bydła na obszarach Środkowego Wschodu od lat 70. do dziś dnia. Wiodący ekspert na tym polu nie jest pewien – ale powiedział „Sputnikowi”, że wyjaśnienie oczywiście nie jest banalne.

Podczas gdy sceptycy z pewnością będą obwiniać międzynarodową falę brutalnych ataków na bydło klęski żywiołowe, sadystyczne wybryki lub podobnie chore, bezmyślne okaleczenia, zwolennicy konspiracyjnych i/lub nieziemskich wyjaśnień dla niepokojących aktów szybko wskazują, że ataki często są przeprowadzane chirurgiczną precyzja.

Farmerzy na całym świecie, a szczególnie w takich stanach USA jak Pd. Dakota, Kolorado, Kansas i Newada od całych dziesięcioleci mają nieprzyjemne doświadczenia, kiedy odkrywają swe drogie, lukratywne zwierzęta martwe i z wyciętymi z laserową precyzją takimi narządami jak: oczy, nosy, serca, wątroby, odbytami i genitaliami.


Obserwacje ataków na bydło


Ponadto, dokumenty FBI ukazują jasno, że najtęższe umysły śledcze okazały się bezsilne wobec tego fenomenu. W wielu wypadkach, lokalni mieszkańcy donosili o obserwacjach pojazdów, czy to ziemskie helikoptery albo NOL-e, krążące nad obszarami, na których potem znajdowano pocięte zwłoki zwierząt.

Takie zjawiska wzbudziły wśród badaczy obawy, że okaleczenia były przeprowadzane i ukrywane przez rząd dla jakiegoś niegodziwego celu lub innego - chociaż fala okaleczeń pojawiała się jednocześnie z ogólnoświatową obsesją na temat latających spodków, niektórzy uważają, że pochodzenie zjawiska okaleczeń jest nieziemskie.

Linda Moulton Howe – założycielka EarthFiles.com – twierdzi, że ten sam wzór „bezkrwawego wycięcia” został udokumentowany we wszystkich rodzajach zwierząt domowych i dzikich.




Gdzie są Kosmici? Zaspali?


On wierzy w to, że brak galonów krwi przy zabitych zwierzętach, brak śladów walki zwierząt, i wysoce specyficzna natura okaleczeń (np. precyzyjne cięcia na skórze, wycięcie języków u nasady) sugerują, że zwierzęta były porywane i okaleczone przez agencję wywiadowczą – a zmiażdżone klatki piersiowe i złamane kończyny wskazują na to, że zwierzęta te zostały zrzucone ze znacznej wysokości na miejsce ich znalezienia. Co jeszcze dziwniejsze i straszniejsze, w pewnych przypadkach odkrył on, że padlinożercy nawet nie ruszyły takiej padliny.

Co do tego, co dokonało okaleczeń  tych pechowych zwierząt, pan Zukowski nie będzie spekulował, ale twierdzi on, że sprawa ta ma bardziej nieludzkie niż ludzkie źródła. W większości przypadków, które badał, świadkowie widzieli NL/BOL-e w okolicach terenów, skąd porywano zwierzęta, a w kilku przypadkach nawet ewidentny statek kosmiczny (DD). Uważa on także, że nieoznakowane helikoptery widziane nad kilkoma miejscami wskazują na to, że rząd USA prowadzi własne dochodzenie w tej sprawie. co do tego, czy może istnieć jakieś inne wyjaśnienie, pan Zukowski jest nieprzejednany – „absolutnie nie!” – twierdzi on.
- Mówimy o czymś, co było żywe kilka godzin temu, bez jakichkolwiek symptomów choroby, a co potem poniosło straszliwe rany. Kto to robi? Mam kilka domysłów, które robią te badania bardzo niebezpiecznymi, ponieważ możesz znaleźć się w złym miejscu i o złym czasie – i to samo może przydarzyć się i tobie. Znam także parę przypadków okaleczeń ludzi! – dodaje.

Oczywiście ten proceder znany jest nie tylko w USA.

Pan Zukowski od czasu do czasu otrzymuje emaile od badaczy z innych krajów takich jak: Australia, Nowa Zelandia, Republika Dominikana i Wielkiej Brytanii proszących go o pomoc.

Odnotowuje on takie przypadki z UK nagłośnione przez media jak np. okaleczone jagnięta w Bedgellert, Gwynedd (Walia), okaleczony baran w Plwmp, Dyfed (też Walia), okaleczone jelenie, lisy i borsuki w okolicy Shropshire (West Midlands, Anglia) i w środkowej Walii. Dalej, każdego czerwca, owce znikają w Bleddfa, Powys (Walia).

Nick Pope, który badał UFO i inne tajemnicze zjawiska na zlecenie UK MoD (Ministerstwa Obrony Zjednoczonego Królestwa) w latach 1991-1994 mówi, że jest trudno ocenić prawdziwy zasięg tego fenomenu, jako że instytucje ubezpieczeniowe uprawiają politykę niewypłacania odszkodowań farmerom, którzy sugerują, że ich zwierzęta były poszkodowane czy zabite przez nieznane siły i nieznanym sposobem.


W rezultacie tego, farmerzy i służba weterynaryjna ogólnie „zmówili się” i opisują każdy tajemniczy przypadek okaleczeń jako „atak dzikich psów”. To sprawia ufologom wiele trudności w późniejszym badaniu tych przypadków.
- Okaleczenia zwierząt i bydła w szczególności są bardzo niepokojące i istnieje wiele różnych hipotez na ten temat, w tym: działanie drapieżników (słynna puma at large), satanistów, tajne eksperymenty wojskowe, no i oczywiście działania Kosmitów. Hipoteza na temat tajnych działań wojskowych w ogóle nie ma sensu, ponieważ rządowi naukowcy mają swoje instalacje, w których prowadzi się badania na zwierzętach, więc nie muszą przeprowadzać dodatkowych, nielegalnych testów. Jednakże nie byłem w stanie znaleźć zadowalających wyjaśnień w czasie mych prac dla rządu – powiedział Pope dla „Sputnika”. (Dzięki Jeffowi Rense)


UWAGA: Obiekty typu BOL są obserwowane bardzo często w okolicach, gdzie zdarzają się okaleczenia zwierząt. Podczas lotu naszym samolotem odnotowano uderzenie kuli świetlnej, które wyładowanie przepłynęło przez samolot, wskazując na potężne siły elektryczne. Ziemia uwalnia ładunki elektryczne podczas ruchów tektonicznych znane jako Earth Lights, a 1,4 miliarda błyskawic rocznie uderza w Ziemię. Błyskawica może osiągnąć temperaturę około 30.000 K (czyli 53.540°F). Brent McRoberts z Texas A & M University twierdzi, że piorun stanowi 80% wszystkich przypadkowych zgonów zwierząt. Uderzenie pioruna może mieć 20.000 A i więcej natężenia. 

Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, że z ziemi wynurza się dodatnia błyskawica, by spotkać się z ujemnym piorunem z chmury burzowej. A kiedy uderzy w ziemię, to elektryczność rozprzestrzenia się w ziemi i może być potencjalnie śmiertelna. Może również wystąpić samorzutny zapłon łatwopalnych gazów wznoszących się w niedużej objętości z niższych warstw.



Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz      

niedziela, 20 listopada 2016

UFO/BOL nad Hiszpanią?




Kilka dni temu mieliśmy coś, co nazwałem „nocą wilczego Księżyca”. Nasz naturalny satelita w dniu 14.XI, o godzinie 12:23 CET, zbliżył się do Ziemi na odległość 356.512 km (średnia odległość 384.400 km) wskutek czego jego pozorna średnica wzrosła o 14%, zaś jasność aż o 30%! I rzeczywiście – noc była bardzo jasna. Niestety, u nas pokazała się mgła, która rozwiała się dopiero nad ranem, ale i tak udało mi się zrobić kilka zdjęć. 




Tymczasem na portalu G+ ukazało się interesujące zdjęcie księżycowej pełni wykonane gdzieś w Hiszpanii. Autor tego zdjęcia niejaka Pani Rooshet Mendez nie podała miejsca i czasu jego wykonania, a szkoda, bo interesujące jest to, co owo zdjęcie przedstawia.



Jak widać, poza Srebrnym Globem na niebie i światłami miasta na ziemi widać także drugi świecący obiekt na niebie, poniżej Księżyca i w półce pomiędzy chmurami. Na powiększeniach wygląda to jak czerwona półkula, która oświetla leżące powyżej jej chmury czerwonym kolorem – typowy BOL. Co mi to przypomina? Ano wszystkie relacje o podobnych obiektach z całego świata. U nas też widziano coś podobnego m.in. w Łodygowicach i Milówce w latach 50. Znany Czytelnikom Smok Ogniotrwały przeprowadził analizę tej fotki i sądzi, że być może to sama chmura wygenerowała taki efekt, ale nie uważam tego za prawdopodobne, bo jakie zjawisko fizyczne byłoby odpowiedzialne za taki efekt?



Tak więc pozostało pytanie: co to było? Owa Hiszpanka nie widziała tego obiektu na niebie, nie zwróciła nań uwagi, a dopiero „zaskoczyła”, jak jej go wskazałem. I dziwnie zareagowała, bo się przestraszyła. Szkoda… A może doskonale wiedziała, co to było i nie chciała „puścić farby”? To też jest prawdopodobne. Tak czy inaczej ten obiekt pozostaje zagadkowym i dla mnie jest to typowe UFO w formie BOL.Całą sprawę przekazałem Panu Vincente-Juanowi Ballester-Olmosowi.

Czy ktoś ma jakiś pomysł?