Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Człowiek z Piltdown

 


Stanisław Bednarz

 

Czaszka od człowieka ze średniowiecza  z Ziemi Ognistej, żuchwa od orangutana z Borneo, ząb to kopalny ząb szympansa. 18 grudnia  1912 dokonano największego oszustwa w historii paleontologii. Brytyjczyk Charles Dawson zaprezentował spreparowaną przez siebie czaszkę tzw. „Człowieka z Piltdown”, mającego być brakującym ogniwem między małpą a człowiekiem…

Człowiek z Piltdown  – jedno z najbardziej znanych oszustw przeciw nauce, którego autorem był prawdopodobnie archeolog i paleontolog-amator, adwokat Charles Dawson – Dawson twierdził, że czaszkę  odkrył w roku 1908 pracownik żwirowni w Piltdown, wiosce w pobliżu Uckfield, w hrabstwie East Sussex.

Pasowało ono do powszechnej wówczas teorii, że gatunek taki powinien posiadać czaszkę podobną do ludzkiej oraz szczękę podobną do małpiej. Z czasem jednak znalezisko z trudem dawało się pogodzić z nowymi znaleziskami hominidów, np. z odkryciem dziecka z Taung, które miało małą czaszkę, za to szczękę zbliżoną do ludzkiej.

Tak było do czasu przeprowadzenia szczegółowych badań w latach 1949–1953, które doprowadziły ostatecznie do wykrycia oszustwa i jego ujawnienia 21 listopada 1953 roku. Względne datowanie kości wykazało inną zawartość fluoru w czaszce i szczęce. Okazało się wówczas, że „człowiek z Piltdown” to: fragment czaszki od człowieka (mieszkańca Ziemi Ognistej) z okresu średniowiecza, żuchwa, mająca około 500 lat, należała do orangutana z Borneo, a ząb to kopalny ząb szympansa. Znalezisko wyglądało na starsze, niż było w rzeczywistości, dzięki zamoczeniu go w roztworze żelaza i kwasu chromowego...

Wydaje się, że kilka czynników spowodowało zdemaskowanie oszustwa dopiero po 40 latach. Po pierwsze, wykopalisko zaspokoiło oczekiwania europejskich naukowców, że najstarszy przedstawiciel człowiekowatych pochodził z Eurazji, a nie z Afryki. Wielu Brytyjczyków było dumnych, że „człowiek z Piltdown”, nazywany „pierwszym Brytyjczykiem”, był starszy od znalezisk odkrytych w innych częściach Europy, zwłaszcza we Francji i Niemczech.








Niektóre teorie zakładają, że cała mistyfikacja była tylko niewinnym żartem znanego dowcipnisia Horace’a de Vere Cole’a, którego ofiarą miał być albo Dawson, albo też środowisko naukowe paleontologów.  Ale wśród grona podejrzanych znaleźli się również Arthur Conan Doyle i Pierre Teilhard de Chardin  filozof jezuicki twórca fenomenologii (który w tym czasie mieszkał w East Sussex i brał udział w wykopaliskach na żwirowni, w czasie których odnaleziono fragment żuchwy).

Obecnie jednym z głównych podejrzanych jest Martin A.C. Hinton, pracownik Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. W 1975 r. odnaleziono w magazynie muzeum należący do niego kuferek, w którym znajdowały się fragmenty ludzkich kości i zębów, które były poddane podobnym zabiegom, co znalezisko „człowieka z Piltdown”. Motywem miałby być konflikt z przełożonym, sir Arthurem Smith - Woodwardem.

Moje trzy grosze: tak naprawdę to całemu kolonialnemu Imperium Brytyjskiemu chodziło o to, by  brakujące ogniwo było brytyjskie, a nie daj Boże z Afryki albo Francji…

wtorek, 5 lutego 2019

Dziesięć najsłynniejszych mistyfikacji




Nikołaj Walentinow


Istnieje legenda o tym, że w 1966 roku znany Beatles – Paul Mc Cartney zginął i został podmieniony przez sobowtóra o takiej samej barwie głosu. Koledzy z zespołu The Beatles odrzucili posądzenia o udział w tej mistyfikacji.

Historia zna niemało przykładów, kiedy mistyfikatorzy poprzez swe działania oszukali miliony ludzi. Jedni po to, by się wzbogacić i zarobić, inni – po prostu dla kawału, „z miłości do sztuki”. A oto dziesiątka najbardziej znanych mistyfikacji:


1.      Automat szachowy „Turek”


W roku 1769, Wolfgang von Kempelen zademonstrował w Wiedniu skonstruowanego przez siebie automatycznego szachistę. Za drewnianą skrzynką z szachownicą na wierzchu siedziała woskowa figura w tureckim ubraniu. Przed rozpoczęciem seansu otwierano drzwiczki skrzynki, publiczność widziała, że większą jej część zajmował mechanizm, człowiek nie jest w stanie się w niej schować. Wierzący w to widzowie nie wiedzieli, że system zwierciadeł ustawionych pod odpowiednimi kątami i zamaskowanych specjalnymi przegródkami, ukrywała znajdującego się w niej mocnego szachistę, który poruszał figurami przy pomocy dźwigni i magnesów.

W czasie tournée po miastach Europy, „Turek” rozegrał 300 partii, z których większość wygrał. Wśród rozgrywających z nim partię był sam Napoleon Bonaparte. Automat przegrał 6 partii w tym ze słynnym szachistą Françoisem Philidorem.

Sekret „Turka” odkrył krajan von Kepelena – Johann Meltzel, który opublikował o nim artykuł na łamach paryskiego „Magasine pittoresque”.


2.     Olbrzym z Cardiff


Dnia 16.X.1869 roku, robotnicy kopiący studnię na farmie Williama Newella w Cardiff, NY, znaleźli doskonale zachowane, skamieniałe pozostałości człowieka o wzroście 3 m. I choć archeolodzy zrazy zwątpili w ich autentyczność, gazety zaczęły wrzawę wokół tego znaleziska twierdząc, że datuje się ona na czasy biblijne, kiedy to na Ziemi żyło plemię gigantów.[1] Wspierali ich chrześcijańscy kaznodzieje. Na farmę tłumnie przybywali turyści i właściciel ziemi nieźle na nich zarobił pobierając od wszystkich opłatę za możliwość obejrzenia skamieniałego olbrzyma.

Wreszcie wyjaśniło się, że to była mistyfikacja sprokurowana przez fabrykanta tytoniowego George Halla. On to zamówił gipsowy posąg i zakopał u siebie na farmie, chcąc w ten sposób zażartować z miejscowego pastora prowadzącego z nim spór o wersety Księgi Rodzaju (Genesis) mówiące o gigantach zamieszkujących do Potopu Generalnego naszą planetę.


3.     Skok z Brooklyńskiego Mostu


Brooklyński Most słynie także z czegoś innego. To z niego w wody East River rzuciło się niemało samobójców. Jako pierwszy skoczył w dniu 23.VII.1886 roku młody mieszkaniec Nowego Jorku - Steve Brody. Ponoć pokłócił się z przyjaciółmi, że może skoczyć z wysokości 42 m i pozostać wśród żywych. I to mu się udało. A wszystko dlatego, że przyjaciele zrzucili z mostu stracha na wróble, a Steve w odpowiednim czasie znalazł się na właściwym miejscu. I choć potem go zdemaskowali, to przez jakiś czas pławił się w sławie bohaterskiego skoczka z Brooklyńskiego Mostu.


4.     Człowiek z Piltdown


W 1912 roku, archeolog-amator Charles Dowson opowiedzial kustoszowi Oddziału Geologii British Museum Arthurowi Woodwardowi o znalezisku w kompleksie grobowców w Piltdown części czaszki człekokształtnej istoty. W procesie dochodzenia Woodward doszedł do tego, że znaleziony fragment należał do nieznanego wcześniej nauce dawnemu człowiekowi, który żył 1 mln lat temu. Znalezisko stanowiący brakujące ogniwo pomiędzy małpą a współczesnym człowiekiem, wywołała sensację w świecie nauki.

Ale w 1949 roku zostało ustalone, że człowiek z Piltdown to zwykła mistyfikacja. Fragmenty czaszki należały do człowieka żyjącego ok. 1000 lat temu, zaś szczęka do orangutana. A do tego w szczęce specjalnie spiłowano zęby, by wyglądały na ludzkie.

Do dziś dnia nie bardzo wiadomo, kto i po co dokonał tego fałszerstwa. Poza Charlesem Dowsonem i Arthurem Woodwardem do podejrzanych zaliczono zakonnika o. Petera Teiara de Chardena SJ, pisarza sir Arthura Conan Doyle’a i zoologa Martina Hintona.


5.     Pierwsze zdjęcie Nessie


Pierwsze ostre zdjęcie potwora z Loch Ness zostało opublikowane w 1934 roku w angielskim dzienniku „Daily Mail”. Londyński chirurg Robert Wilson przekonywał, że zrobił ją zwyczajnie, spacerując w okolicy jeziora i obserwując ptaki. Ale w 1994 roku stało się jasne, że to zdjęcie jest fałszywką sporządzoną przez Wilsona i jego trzech współpracowników, przy czym dwoje z nich przyznało się do fałszerstwa jeszcze w 1975 roku. Jednakże publiczność zostawiła ten fakt bez komentarza i reputacja doktora pozostawała nienaruszona, bowiem wydawałoby się, że nie miał on powodów do oszustwa. I choć od tego czasu zrobiono niemało zdjęć Nessie, to większość uczonych wierzy w istnienie tego dinozaura.


6.     „Wojna światów”


Dnia 30.X.1938 roku, w przeddzień Halloweenu, koncert nadawany przez rozgłośnię radiową CBS został przerwany przez specjalne wydanie wiadomości. Korespondent CBS prowadził na żywo reportaż ze stanu New Jersey o inwazji na Ziemię przybyszów z Marsa, których ogromne machiny bojowe paliły wszystko przy pomocy promieni cieplnych. Wiarygodność reportażu podkreślały efekty dźwiękowe, informacje z innych miejsc, ogłoszeniami stanu wojennego, a także przemówieniem do narodu prezydenta F.D. Roosevelta. (…)

Oczywiście było to tylko słuchowisko Orsona Wellesa na podstawie powieści Herberta G. Wellsa „Wojna światów”. (…) Tak to Orson Welles wszedł do historii jako człowiek, któremu udało się przestraszyć Amerykę.[2]


7.     Autobiografia


Najsłynniejszą mistyfikację literacką XX wieku stworzył amerykański pisarz Clifford Irving. W 1971 roku opublikował on fałszywą autobiografię znanego miliardera Howarda Hiusa. Uważał on, że ekscentryczny bogacz całkiem stracił zainteresowanie rzeczywistością, że w ogóle nie zwróci na nią uwagę. Wydawałoby się, że sztuczka się udała – Irving uzyskał pieniądze i sławę. Jednakże na początku 1972 roku, przedstawiciel Hiusa zwołał konferencję prasową, w czasie której ujawnił, że wszystkie wydarzenia opisane w autobiografii sfabrykowano od A do Zet. Irwinga oskarżono o oszustwo i wylądował on ostatecznie w więzieniu.


8.     Dzienniki Hitlera


W 1983 roku, niemiecki magazyn „Stern”  zaczął publikować fragmenty ze znalezionych dzienników Adolfa Hitlera. Właściciele magazynu wyłożyli kilka milinów marek w celu zakupienia pamiętników Führera z lat 1932-1945. Jednakże historycy szybko wyjaśnili, że są to fałszywe dokumenty. Autorami tej mistyfikacji okazali się neonaziści chcący rehabilitować obraz swego wodza i uczynić go bardziej ludzkim.


9.     Incydent w Roswell


W 1995 roku, angielski producent Ray Santilli ukazał światu sensacyjne video z odkrycia martwego Kosmity ze statku kosmicznego, który jakoby rozbił się w okolicy miasta Roswell (NM) w 1947 roku. Wydarzenie to otrzymało nazwę Incydentu w Roswell. Za prawa dystrybucji tego filmu, Santilli zarobił miliony dolarów.[3] Jednakże potem się wyjaśniło, że film ten był po prostu fałszywką i ukazywał fikcyjnego humanoida, którą nakręcono na polecenie samego producenta.


10. Turysta-świadek katastrofy


Po aktach terroru w dniu 11.IX.2001 roku, w Internecie pojawiło się zdjęcie młodzieńca stojącego na dachu budynku WTC w czasie zbliżania się samolotu-pocisku. Jednakże szybko na tym zdjęciu ujawniono pewne nieścisłości. Tak więc turysta nie mógł znajdować się na dachu budynku WTC o godzinie 08:45 EST, kiedy to w wieżę werżnął się samolot, bowiem taras widokowy jest otwierany dopiero o godzinie 09:30!

Poza tym samolot na zdjęciu nadlatuje z innej strony, niż z tej, z której rzeczywiście nadleciał, a poza tym nie był to ten typ maszyny. Także kąty padających cieni nie odpowiadają tej porze doby. No i także krój cyfr datownika aparatu fotograficznego nie odpowiada rzeczywistości. Tak więc w rzeczywistości nie było żadnego turysty-świadka katastrofy!


Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 35/2018, ss. 18-19
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz             



[1] Rdz 6,4 i Jdt 16,6.
[2] Jako że sprawa ta jest powszechnie znana, pozwoliłem sobie skrócić materiał autora.
[3] Kasety z 30-minutowym zapisem kosztowały 20-30 GBP, zaś całkowity zapis – 50 GBP i więcej.

niedziela, 19 stycznia 2014

Kolejna wieszczba losów Polski




Przeminęła wróżba Władcy Świata z Agharty, przeszła przepowiednia losów Polski i Europy znana jako „Wieszczba z Tęgoborzy”, przeszła nie spełniona wróżba Majów na koniec świata w 2012 roku, a ostatnio na Ziemię nie spadły kamloty z szczątków komety ISON, które miały spaść w dniach 15 i 16 stycznia, jak wieszczył to jakiś mędrek podający się za potomka samego Herschela! Ale przecież Polacy kochają takie brednie i już pojawiła się kolejna, którą przytaczam poniżej:

Przepowiednia ojca Ludwika Roccy z 1849 roku

Z dziewiętnastowiecznym proroctwem franciszkanina o papieżu Polaku zapoznałem się kilka lat przed radosnym dla nas konklawe w 1978 roku. Uznałem je wówczas za nieprawdopodobne! Zmieniłem zdanie, gdy kardynał Karol Wojtyła zasiadł na Piotrowym tronie. w 1992 roku opublikowałem w "Polityce" (nr 11) artykuł o tej przepowiedni. Teraz, gdy nikt już nie wątpi, że byliśmy świadkami wielkiego pontyfikatu Jana Pawła II, postanowiłam przypomnieć proroctwo Ludovica Rocci.
Do tekstu proroctwa dotarłem zbierając materiały do książki "Okupowanej Warszawy dzień powszedni" (jej pierwsze wydanie ukazało się w 1973 roku). Dla oddania nastrojów tamtego okresu postanowiłem wykorzystać także krążące wówczas wróżby, przepowiednie i proroctwa. w tym celu - niezależnie od zapisów w dziennikach osobistych - należało sięgnąć po druki konspiracyjne. Jednym z nich była wydana w 1942 roku ośmiostronicowa broszurka "Mówią wieki. Zbiór niektórych przepowiedni dotyczących obecnej wojny". Zawiera ona cztery proroctwa, o ostatnim z nich podano następujące informacje: "W Nr 97ym I.K.C. z dn. 5 maja 1923 ogłoszona została przepowiednia brata Ludwika Rocca z zakonu Franciszkanów, odpisana z książki wydanej przez Drukarnie Narodową Watykanu w 1853 roku. Brat Ludwik Rocca po zwiedzeniu Betlejem, Ziemi Świętej i Grobu Chrystusa, jako 92-letni staruszek w 1849 roku popadł w stan odrętwienia, który trwał sześć tygodni, po czym na tydzień przed śmiercią poprosił o dwóch braci zakonnych, aby pozostawali przy nim dniem i nocą i zapisywali każde jego słowo, gdyż «Bóg przez jego usta obwieszcza, co stanie się w przyszłości»".
Pamiętam moje narastające w trakcie czytania tekstu tej przepowiedni zdziwienie, przekształcające się w fascynację. Już pierwsze zdanie było intrygujące: "W 65 lat po mojej śmierci (1914) rozpocznie się wielka wojna morderstwem na Bałkanach, gdzie zamordowany zostanie panujący z rodu habsburskiego (...), skończy się ona po czterech latach".
Dalej jest wzmianka o Niemcach, którzy: "Na swych sztandarach nosić będą godło «Bóg z nami» i to będzie bluźnierstwem" i rewolucji w Rosji: "Car zginie od swoich poddanych".
A oto przepowiednia dotycząca II wojny światowej: "W 90 lat po mojej śmierci (1939) wybuchnie bratobójcza wojna, która ogarnie cały świat.[...] Najwięcej spustoszenia czynić będą żelazne ptaki, które z warkotem skrzydeł pomagać będą walczącym, szerząc spustoszenie, a żelazne smoki obrócą w perzynę pół Europy". Data, zważmy, się zgadza, a mamy tu również przewidzianą zapowiedź pojawienia się samolotów i czołgów. i kolejna zadziwiająca wiadomość - o Niemcach, "których do ostatecznego upodlenia doprowadzi ich wódz, szaleniec, Żyd z pochodzenia, sprzęgnięty z bratem antychrystą". Franciszkanin przepowiada jednak klęskę państw Osi i przejście Sowietów do obozu aliantów: "Trzy potęgi, którym się zdawało, że nikt im się nie sprzeciwi i nie oprze, złamane zostaną w kraju, gdzie od lat zapomniano o Bogu, radości i śmiechu. Pięć milionów Żydów zostanie wymordowanych".
Pragnę w tym miejscu przypomnieć, że konspiracyjna broszurka ukazała się w 1942 roku. Potwierdzają to listy, jakie otrzymałem po moim artykule od ludzi, którzy ją czytali podczas okupacji. Zakładając przez chwilę, że mamy do czynienia z apokryfem, można zrozumieć zgodność tekstu z wydarzeniami minionymi, ale o klęsce, jaką Hitler poniesie w Rosji, ani o liczbie ofiar Holokaustu wówczas jeszcze przecież nie wiedziano! Przyznaję, że gdy proroctwo franciszkanina czytałem po raz pierwszy, największe wrażenie wywarło na mnie zdanie: "Nad krajem kwitnącej wiśni chmura ogniem ziejąca obróci w gruzy południe i środek wyspy". Przecież to wizja bomb atomowych, zrzuconych w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki...
Na tym trafność przepowiedni bynajmniej się nie kończy. Dowiadujemy się oto, że "wiele klęsk spotka Anglię i oderwą się od niej kraje zamorskie". Następne zdanie brzmi: "Wielka Rosja rozpadnie się na małe państewka". Przyznaję, że właśnie to zdanie, przeczytane przeze mnie 35 lat temu, spowodowało, że w trafność ową po raz pierwszy zacząłem powątpiewać.
I tak oto dochodzimy do ustępu poświęconego Polsce i mieszkańcom tej ziemi: "Wiele zdrajców wygnanych zostanie z kraju polskiego, a potem zabierze się Polska do oczyszczenia z Żydów. Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża. Pod hegemonią Polski połączą się Słowianie i utworzą zachodnio-słowiańskie państwo-mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nissa, m(orze) Adriatyk, m(orze) Czarne, Dniepr, Dźwina i Bałtyk. Polska zawsze zostanie. Wielki mąż Ameryki roztoczy nad nią przemożną opieką, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie". Świetnie pamiętam moją reakcję, gdy to przeczytałem około 1970 roku. Pomyślałem sobie, że owo zdanie o papieżu Polaku zmniejsza wartość całego proroctwa! Pisząc artykuł w 1992 roku, nie chciałem wspomnieć o wzmiance jednoznacznie kojarzącej się z haniebnym marcem 1968. Podkreślałem, co prawda, że w przepowiedni jest mowa o Odrze i Nysie, natomiast pominąłem ustęp poświęcony prezydentowi Stanów Zjednoczonych, trzymającemu nad Polską tarczę ochronną.
Autorzy konspiracyjnej broszurki puszą: "Przepowiednie ojca Ludwika Rocca omawiane były w 1868 roku. Krytycy uznali je za stek bzdurstw, a czasopismo niemieckie «Freiheit» w Gracu [w] 1869 r. drwiło z tych przepowiedni, w których katolicki mnich tylko Polsce wielkość przepowiada. Książka ta dr. Johannsena znajduje się w Bibliotece Narodowej w Wiedniu pod nr 427314".
Po wyborze papieża Polaka postanowiłem przeczytać wspomniany w konspiracyjnej broszurze artykułu z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Nosi on tytuł: "Prorok z Góry Synai. Przepowiedział w roku 1849 los dzisiejszej Europy. Polska stanie się jednym z pierwszych mocarstw Europy". Gazeta powołuje się na wydaną w Wiedniu książkę dr. Johannesa (nie Johannsena) i podaje taką samą jak w broszurze sygnaturę.
W prasowej wersji przepowiedni jest mowa o "bratobójczej wojnie", jaka wybuchnie "w całej Europie" i o tym, że "Rosja będzie widownią wielkich okrucieństw.(...) Rodzina cesarska, cala szlachta i część duchowieństwa będą wymordowane", a "państwo rosyjskie rozpadnie się na różne państewka. Polska jednak odzyska niepodległość i stanie się jednym z pierwszych wielkich mocarstw Europy". Znajdziemy tu też dość zaskakującą informację, że autorem przepowiedni "był Niemiec z pochodzenia". w artykule nie podano imienia i nazwiska zakonnika, a jedynie jego inicjały "L.R.". Dowiadujemy się za to, że proroctwo dokonało się w klasztorze na górze Synaj oraz, że asystowali przy nim bracia Fascinietti i August. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że brak tu nie tylko jakiejkolwiek wzmianki o papieżu Polaku, ale także o wydarzeniach związanych z drugą wojną światową i okresem po 1945 roku.
W tej sytuacji zrozumiałe jest, że postanowiłem dotrzeć do przechowywanej w Wiedniu broszury dr.Johannesa. Egzemplarz w tamtejszej Bibliotece Narodowej rzeczywiście nosi znaną nam już sygnaturę i ogólnie można powiedzieć, że publikacja IKC stanowi dość wierne tłumaczenie tych jej fragmentów, które dotyczą przepowiedni "brata L.R." (i tu brak imienia i nazwiska). Okazuje się jednak, że w broszurze podano inną i przy tym dokładną datę śmierci franciszkanina, 15 sierpnia 1840 roku. Oznacza to mniejszą precyzję przepowiedni w wersji z broszury konspiracyjnej z 1942 roku, mówiących o momencie wybuchu obu wojen światowych. Zważywszy, że wszędzie zostało zaznaczone, że mnich w chwili śmierci miał lat 92 bez trudu można podać lata jego życia: 1748 - 1840. Przyjmując, że rzeczywiście był to Ludovico Rocca i że istnieją spisy franciszkańskich braci zakonnych, nie powinno być trudności z weryfikacją tych danych.
Skoro w broszurze wiedeńskiej nie ma ani słowa o papieżu Polaku, to należało szukać dalej w Rzymie, pamiętając, że w naszym druku konspiracyjnym wspomina się o odpisaniu przepowiedni "z książki wydanej przez Drukarnię Narodową Watykanu w 1853 roku". Nie bez trudności udało mi się uzyskać zgodę na zajrzenie do katalogów Biblioteki Watykańskiej. Choć znalazłem tam aż kilku autorów o nazwisku Rocca, a nawet bodajże trzech o imieniu Ludovico, ani jedna pozycja nie była związana z przepowiednią i zbliżoną datą publikacji. Na tym moje możliwości dalszego poszukiwania źródła informacji, podanego w podziemnej broszurce z 1942 roku, wyczerpały się.
Nadmienić jednak pragnę, że w wydanej w 1990 roku książce "Świat w oczach jasnowidzów" Stefan Budzyński pisze: "W archiwum watykańskim znajduje się dokument, którego autorem jest Ludwik Rocco, franciszkanin z góry Synaj. Dokument ten sporządzono w 1849 roku, na krótko przed śmiercią jej autora". Dalej następuje streszczenie tekstu z konspiracyjnej broszury, bez podania jej tytułu i daty wydania. Jak dotąd nikomu nie udało się ustalić, skąd w okupowanej Polsce w 1942 roku zaczerpnięto wiadomość, że autor przepowiedni z połowy poprzedniego stulecia nazywał się Ludovico Rocca i że w przepowiedni tej znalazło się proroctwo o papieżu Polaku.
Po moim artykule w "Polityce" otrzymałem sporo listów. Najważniejszy z nich przesłała nauczycielka ze Skierniewic Maria Świercz, która przekazała mi w darze kserokopię przechowywanej przez nią broszurki "Mówią wieki". Krzysztof Kwaśniewski z Poznania pisał: "Pamiętam tę przepowiednię, rozpowszechnianą w maszynopisie w Bochni około 1942 roku. Ufać muszę tylko pamięci, bo tekstu rozpowszechnianego na zasadzie «podaj dalej» nie odpisałem. z pewnością jednak pamiętam dosłowne sformułowanie: «Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża»". Pisze W. Kroszczyński z Warszawy: "Przepowiednia, o której pisał Pan w «Polityce», wydaje mi się najdziwniejszą sprawą, z jaką się spotkałem w życiu. Czytałem ją chyba w czasie okupacji i zapamiętałem fragment o Japonii: «chmura ziejąca ogniem zniszczy południe i środek wysp». (...) Przepowiednia (...) musiała zrobić silne wrażenie na ojcu znanego mi chłopca, skoro zatelefonował do Wiednia, by sprawdzić, że istotnie znajduje się tam przytoczony w tekście «odnośnik literaturowy»". Jan Zamorski z Katowic przysłał mi odpis proroctwa franciszkanina, z którym zapoznał się w Rzeszowie w 1943 roku.
W latach 1992-93 proroctwo przytoczono w kilku książeczkach. Stephen Lassare (Odkryte sekrety przeszłości. Proroctwa, przepowiednie, wizje jasnowidzów) powołuje się co prawda na IKC, jednakże streszcza fragment konspiracyjnej broszury. z kolei Zbigniew Przybylak (Dobre proroctwa i przepowiednie dla Polski), podając jako datę śmierci mnicha rok 1840, bądź zapoznał się z broszurą dr. Johannesa, bądź zna mój artykuł, choć go nie cytuje.
Tę samą datę znajdziemy w książeczce "Przepowiednie a czasy obecne" salwatorianina ojca Flawiana Niebiańskiego, wydanej w 1943 roku w Stanach Zjednoczonych. To, że autor nie mógł znać wiedeńskiej broszury, jest niemal pewne. Tym, kto jako pierwszy zapoznał Polaków z proroctwem Franciszkanina, ewidentnie na podstawie lektury broszury dr. Johannesa, był Józef Chociszewski, autor wydanego w Poznaniu w 1877 roku dzieła "Polska Sybilla, czyli zbiór objawień, proroctw i przepowiedni, tyczących się mianowicie Kościoła katolickiego, Polski i Słowiańszczyzny". Ze starych ksiąg, z różnych pism i z ust ludu zebrał i spisał. Miało ono potem wznowienia.
Warto może przypomnieć, że z 1939 roku pochodzi wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego "Modlitwa za pomyślny wybór papieża", z taką oto ostatnią zwrotką:

O to, Królowo, schodząc w serca głębię,
błagam, słuchając, co mówi Duch Boży:
nowe papiestwo jak dąb się rozłoży
przy polskim dębie.

Przed kilku laty poprosiłem prof. Jerzego Kłoczowskiego o przekazanie papieżowi Janowi Pawłowi II informacji o proroctwie Ludovica Rocci. Otrzymałem zapewnienie, że to uczynił.
---------------------------
TOMASZ SZAROTA (ur. 1940) - profesor w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, kierownik Pracowni Dziejów Polski po roku 1945. Ostatnio opublikował U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie. Przygotowuje książkę "Naloty na Warszawę i Drezno - względy wojskowe czy zbrodnia wojenna?"
------------------------------

Szkoda komentować te profetyczne wypociny, bo są one równie diabła warte, co wszystkie inne. Stanowią one rzadkiej urody konglomerat pobożnych życzeń, polskiego chciejstwa i sentymentów, tęsknoty za polską „świetlaną” przeszłością, którą leczono się w czasach, kiedy teraźniejszość była okrutna i czarna.

Symptomatyczne jest to, że ta wieszczba wypłynęła znów w czasach, kiedy mamy ponoć „wolną” i „demokratyczną” Polskę i samych przyjaciół dookoła i mieszkamy na „zielonej wyspie” odnosząc same sukcesy. Nic mnie tak nie bawi, jak wizja Polski „od morza do morza” – czyli tęsknota za czasami Rzeczpospolitej Jagiellonów, kiedy to Polska była lokalnym mocarstwem środkowoeuropejskim, a które to mocarstwo upadło przez samowolę, głupotę, warcholstwo i sobiepaństwo rozbuchanej magnaterii i szlachty. Złoty okres przeminął i skończył się definitywnie w 1772 roku, ale od tego czasu jego mitologią karmią się różnego pokroju, maści i kalibru „patrioci-idioci” i „nałogowcy-narodowcy”, którzy rozpowszechniają takie i inne apokryficzne przepowiednie, przeredagowywane tak, by pasowały do chwili. Pamiętam, bo podobne brednie kursowały we wczesnych latach 80., kiedy to autorzy spod znaku „Solidarności” puszczali je w obieg . WSZYSCY TO CZYTALI, BO CZAS BYŁ NIEPEWNY, A NIC TAK DOBRZE NIE ROBI TAKIM „PRZEPOWIEDNIOM”, JAK WŁAŚNIE NIEPEWNOŚĆ EGZYSTENCJI. Ale tak było, jest i długo będzie na całym świecie. Ludzie lubują się w tym, co tajemnicze i nieznane, dlatego też na strachu, niepewności jutra, ludzkiej głupocie i pragnieniu nieznanego najrozmaitsi szarlatani, hochsztaplerzy i oszuści będą zbijać ciężką kasę.


Szczególnie śmieszny jest passus mówiący o „wielkim mężu Ameryki, który roztoczy nad Polską przemożną opiekę, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie”. Już to widzę. USA, które robią wszystko, by nie wpuszczać do siebie Polaków naraz zapałają do Polski wielką miłością – bo pewnikiem Polska znów będzie potrzebna Amerykanom w ich awanturach na Wschodzie i bezsensownych wojnach. To się akurat sprawdza co do joty…