Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zjawiska elektryczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zjawiska elektryczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2015

Nietypowy piorun

Skała i miejsce niezwykłych wydarzeń w dniu 2.III.2015 r.


W dniu 4.III.2015 roku otrzymałem email od jednej z mieszkanek miejscowości Skała (50°13’50” N – 019°51’13” E) w nieopodal Ojcowa w Jurze Krakowsko-Wieluńskiej, Pani Krystyny K. o następującej treści:

Szanowny Panie,

W dniu 2 marca 2015 w Skale miało miejsce dziwne zjawisko. Była burza, nagły dziwny piorun (kulisty?)z ogromnym hukiem gdzieś uderzył. Na jednej z ulic zostały w domach popalone sprzęty, które były włączone do gniazdek elektrycznych, popalone żarówki. Jeżeli jest Pan zainteresowany ewentualnym badaniem zjawiska, uprzejmie proszę o telefon na numer XXX XXX XXX.
Krystyna K.

Skała i Jerzmanowice

W tej sprawie wysłałem do informatorki email z zapytaniem o dokładniejsze szczegóły i oto jej odpowiedź:

Temat znam z opowiadania mojego zięcia, którego rodzice mieszkają w Skale k/ Ojcowa, oddalonej od Jerzmanowic o ok 15 km.  W poniedziałek, 2 marca 2015 r , około godz. 16.00 - 18.00 czarna, złowieszcza chmura wisiała w rejonie gminy Wielka Wieś. Ja w tej gminie mieszkam i widziałam chmurę. W okolicy Skały późnym popołudniem zaczął padać deszcz ze śniegiem - przypuszczam, że ta chmura przeszła nad Skałę. W rejonie ulicy Bohaterów Września w Skale, po wielkim huku, grzmocie, błysku, zostały poprzepalane sprzęty, okopcone gniazdka. W prywatnym przedszkolu w pobliżu ul Boh. Września został w jakiś sposób uszkodzony  przewód do centralnego ogrzewania. Myślę, że jedynie rozmowy z ludźmi mieszkającymi w Skale, pozwoliłyby w jakiś sposób ustalić skutki grzmotu. W Internecie, gazetach, Kronice Krakowskiej nie było żadnej wzmianki.
Pozdrawiam -Krystyna K.

No cóż, pioruny mają to do siebie, że czasem uderzają w ziemię powodując różne dziwne efekty fizyczne. Wyładowania elektryczne są bardzo niebezpieczne, bo są w stanie spowodować pożary i inne zniszczenia – głównie sieci energetycznej. Mnie ta sprawa skojarzyła się z wydarzeniem w Jerzmanowicach, które miało miejsce w dniu 14.I.1993 roku, niemniej jednak  w tym przypadku nie doszło do takich zniszczeń, jak w przypadku jerzmanowickim.


Skonsultowałem się z Panem Bronisławem Rzepeckim, który potwierdził moje domysły, co do zaobserwowanych w Skale zjawisk i doszliśmy do wniosku, że mamy tu do czynienia ze zwykłym uderzeniem piorunu, i tak też to zdarzenie zaklasyfikowałem.  

Ilustracje - GoogleEarth

poniedziałek, 24 lutego 2014

Jeszcze o płonących kościołach - opinie fachowca


Zwróciłem się do moich klubowiczów z Internetowego Klubu Miłośników Grzybów DARZ GRZYB (WWW.nagrzyby.pl) z zapytaniem, co o tym wszystkim sądzą. Nie czekałem długo – odezwał się mieszkający w Chełmie Nadir, który taką dał mi odpowiedź – cytuję z naszego forum:

Nadir:
Robert, ciekawy przypadek i ciekawe próby wyjaśnienia go (wydarzenia w Jordanowie w 1967r.).

Robert napisał(a):
Ale ten rodzaj zimowych wyładowań jest szczególnie niebezpieczny gdyż generowane są tzw. wyładowania dodatnie. Są one kilka razy dłuższe, mają początek w stropie chmury i mogą nieść nawet 10 razy większą energię.
Tu przydałoby się małe sprostowanie: wyładowania dodatnie powstają w "głowie" chmury cumulonimbus (często zwanej też, zależnie od kształtu - kalafiorem, grzybem lub kowadłem), natomiast określenie "stopa"[1] raczej kojarzy się z podstawą chmur, a z podstawy chmur pochodzą wyładowania ujemne.

Robert napisał(a):
Przyczyną wybuchu tego spektakularnego pożaru było – jak widać z cytowanej notatki – uderzenie pioruna. I tutaj rzecz przeciekawa – TO BYŁ TYLKO JEDEN PIORUN. Jeden!
I w tym nie ma naprawdę NIC DZIWNEGO. Wyładowanie atmosferyczne dodatnie ma kilka-kilkanaście razy większą energię niż wyładowanie ujemne. Powodem tego jest dużo większa różnica potencjałów niezbędna do zainicjowania wyładowania. W przypadku wyładowań ujemnych ("minus" w chmurze, "plus" na ziemi) przeciętna droga do pokonania to 2 do 3 km, podczas gdy wyładowania dodatnie mają swój kraniec nawet na wysokości 15 do 20 km.
Skoro wyładowania ujemne (najczęstsze, bo stanowiące około 90% ogółu wyładowań atmosferycznych) potrafią doprowadzić do pożaru budynków, to wielokrotnie silniejsze wyładowania dodatnie tym bardziej dadzą sobie z tym radę

Energia pojedynczego wyładowania (czy to dodatniego, czy ujemnego) nie jest jakąś niesamowicie wielką energią. Szkopuł w tym, że zostaje dostarczona do określonego celu w bardzo krótkim czasie, co uniemożliwia jej szybkie rozproszenie. Elektryczna natura tej energii sprawia, że kumuluje się ona i (nomen omen) błyskawicznie zamienia w ciepło w przedmiotach przewodzących, ale nie w tych które dobrze przewodzą prąd, tylko właśnie w tych trochę gorzej przewodzących. I właśnie stąd się biorą pożary wszelkich drewnianych konstrukcji "poczęstowanych" piorunem.

Ale głównym przyczynkiem do takich pożarów jest niedbałość o instalacje odgromowe obiektów, wadliwe ich zaprojektowanie i wykonanie lub wręcz brak takich instalacji. Rzecz następna: brak kontroli stanu i konserwacji instalacji odgromowych to rzecz tak nagminna, że w zasadzie można przyjąć za pewnik: przeciętna instalacja odgromowa spełnia swoje zadanie przez pierwszych kilka (nie więcej niż 4-5) lat od wybudowania budynku, potem niestety w 95% przypadków pełni rolę wyłącznie "dekoracyjną". A wiadomo przecież, że najbardziej narażone na wyładowania atmosferyczne są wysokie budynki, w tym kościoły. Równocześnie - kontrola i konserwacja instalacji na takich budowlach jest najbardziej skomplikowana i kosztowna, w skutek czego bardzo często zostaje po prostu zaniechana. I wszystko jest dobrze, ale tylko "do pierwszego pioruna".

Polskie normy i przepisy związane z ochroną odgromową są jasne, ścisłe i zwięzłe. Problem w tym, że nie są prawie w ogóle egzekwowane...

Jak wynika z jordanowskiej relacji świadków, ów piorun był tylko jeden. Tak też właśnie mogło być, szczególnie jeżeli wyładowanie było typu dodatniego. Mało tego, takie wyładowanie mogło uderzyć w kościół ...przy czystym niebie nad głowami. Natura wyładowań dodatnich jest taka, że z racji swojej ogromnej długości mają także wielki zasięg i mogą np. powstawać z komórki burzowej odległej o dziesiątki kilometrów (historia odnotowała już takie przypadki, że piorun uderzał w ziemię z chmury odległej o ponad 50 km). Stąd prawdopodobnie wywodzi się określenie "grom z jasnego nieba". Prawda jest taka, że taki grom może w nas łupnąć z czystego, słonecznego nieba.

Robert napisał(a):
I jeszcze jeden przypadek na poparcie tej tezy: ponownie Jordanów, jesień 1994 roku lub wiosna 1995. Około godziny 22. zaczęły ni z tego ni z owego SAME bić wszystkie dzwony w naszym Sanktuarium. Kiedy bicie w dzwony trwało około kwadransa, mój ojciec Adam Leśniakiewicz wraz z kilkoma strażakami (pamięć pożaru w 1967 roku była wciąż żywa – sic!) udali się do kościoła w celu zbadania sytuacji. Przybyły na to miejsce kustosz Sanktuarium ks. dziekan Bolesław Wawak stwierdził, że z nieznanej przyczyny doszło do zwarcia w instalacji elektrycznej sterującej pracą mechanizmu napędowego dzwonów i to spowodowało ten alarm. Niby mało znaczące wydarzenie – zwarcie i kropka. Ale jest jeden problem: to zwarcie NIE MOGŁO POWSTAĆ SAMO Z SIEBIE, a zatem coś MUSIAŁO je spowodować. Poza tym taki przypadek już się nigdy nie powtórzył, a powinien, skoro to było tylko zwarcie instalacji. Coś to musiało spowodować, to oczywiste.
Oczywiście, że nie powstało samo z siebie, było najprawdopodobniej wywołane właśnie niesprawnością instalacji. Zwarcia w instalacjach elektrycznych to nie jest jakiś fenomen, one zdarzają się nawet we współczesnych instalacjach, a co dopiero w wiekowych (dosłownie wiekowych) wiązkach przewodów oplecionych bawełną... W większości budowli takich jak kościoły - instalacje elektryczne mają kilkadziesiąt, czasem nawet blisko albo wręcz ponad 100 lat. Gdy powstawały, to nie istniały jeszcze materiały izolacyjne jakie mamy dziś. Powszechny dziś polwinit nawet się nie śnił ówczesnym konstruktorom obwodów elektrycznych.
Osobiście widziałem takie pradawne instalacje w trzech najstarszych chełmskich kościołach (na ich "górnym zapleczu") Pierwsza myśl jaka się nasuwa widząc to z bliska: "...że też to się jeszcze nie sfajczyło!".
Naprawdę nie są potrzebne do tego bliskie, ani nawet dalekie przeloty obiektów NOL. Wystarczy "ząb czasu".

Zenit:
Nadir, wyjaśniłeś wszystko doskonale i perfekcyjnie nic tylko podpisać się pod tym (znam podobne opowiadania od znajomej która widziała latającą kulę przy bezchmurnym niebie... teraz wszystko rozumiem)

---oooOooo---

Zenit napisał(a):
wyjaśniłeś wszystko doskonale i perfekcyjnie
...się studiowało m.in. ochronę odgromową to się co nieco wie…

Zenit napisał(a):
(znam podobne opowiadania od znajomej która widziała latającą kulę przy bezchmurnym niebie... teraz wszystko rozumiem)
Otóż, ...właśnie wydaje mi się, że mylisz pojęcia.

Latające przy bezchmurnym niebie kule (pomijam tu aspekt ewentualnego istnienia UFO) - to zjawisko nosi ogólną nazwę "pioruna kulistego" i jest zupełnie czymś innym, niż wyładowania elektryczne potocznie nazywane piorunami lub błyskawicami. Ja opisywałem błyskawice, z których te "dodatnie" są ogromnej długości i taki piorun potrafi np. uderzyć po skosie wylatując z "czubka" chmury burzowej, która jest daleko od nas, wręcz na horyzoncie. A drugi koniec tego pioruna może trafić nas prosto w czoło. I tu zupełnie bez żartów piszę, takie rzeczy się zdarzają. Oglądałem kiedyś zagraniczny dokument - relacje ludzi ze spotkań z "gromem z jasnego nieba". W jednej z nich pewien rowerzysta trenujący sobie w górach dostał dosłownie w głowę piorunem przy czystym pogodnym niebie. Ponieważ byli nieopodal świadkowie, to oni uratowali mu życie szybko wzywając pomoc. Potem okazało się (z relacji innych osób) że po drugiej stronie góry, u której zbocza podróżował sobie "trafiony" - trwała w tym czasie burza, podczas gdy po stronie ofiary pioruna było czyste pogodne niebo. Ja to oglądałem w TV, ale jak poszukasz w necie, to pewnie bez problemu znajdziesz takie relacje…

Zwykłe pioruny trwają ułamki sekundy, ale możemy je zauważać głównie dzięki ich wielkim rozmiarom i wielkiej ilości generowanego światła oraz ...szybkości naszego wzroku. Natomiast zjawisko "pioruna kulistego" to świetlista kula widywana czasem przez ludzi, ale z dużo mniejszej odległości, poruszająca się czasem wolniej niż latawiec czy weselny lampion. Jest zjawiskiem trwającym nawet dziesiątki sekund, a nie ułamek sekundy. Jest unoszony prądami wiatru, porusza się dość nisko nad ziemią i potrafi nawet wlecieć do budynku. Czasem utrzymuje się w powietrzu nieruchomo jakby był jakimś statkiem kosmicznym. Co ciekawe, często towarzyszy mu cichy dźwięk "syczenia".

Choć niektórzy wkładają istnienie piorunów kulistych między bajki, ono na prawdę istnieją. Jest wiele relacji ludzi, którzy spotkali się w tym zjawiskiem.
Sam osobiście nie miałem z tym do czynienia, ale znam osobiste relacje dwóch osób, które widziały to zjawisko.
W jednej z nich (relacji mojej babci z jej młodych lat) taka "świetlista niebieskawa sycząca kula" wleciała niegdyś do ich mieszkania w piękne pogodne letnie popołudnie. Ponieważ było gorąco i pootwierane okna i drzwi - świecąca kula zawitawszy do domu drzwiami ...wyfrunęła sobie oknem.
Druga relacja (osoby spoza mojej rodziny) opowiada o przypadku spotkania z taką kulą przy pracy w polu. Osoba relacjonująca to wydarzenie również słyszała syczący dźwięk, ale co gorsza - była świadkiem porażenia drugiego człowieka przez tę lecącą kulę. Według jej relacji - jej kuzyn pracujący nieopodal znalazł się na torze świetlistego zjawiska, a ponieważ był odwrócony tyłem to go nie zauważył. Po "dotknięciu" wstrząsnęło nim i upadł oszołomiony na ziemię. Ona, obserwując całe zajście nawet nie zdążyła go ostrzec, bo w pierwszej chwili sama nie wiedziała co tak naprawdę widzi. A gdy zobaczyła że go to poraziło - jej uwaga skupiła się na stanie i ratowaniu kuzyna, więc odwróciła uwagę od kuli i nie zaobserwowała co się dalej z tą kulą działo. Gdy pomogła kuzynowi się otrząsnąć i wstać, po kuli już nie było śladu, a oszołomiony kuzyn był na początku przekonany, że uderzył w niego zwyczajny piorun.
Z obu tych relacjach "bliskiego spotkania" z piorunem kulistym wynika, że ta kula miała średnicę kilkunastu centymetrów, chociaż widzącym ją trudno było dokładnie ocenić rozmiary, bo nie było wyraźnej granicy zjawisko było mocno rozmyte. W każdym razie ta część najbardziej świecąca miała orientacyjnie kilkanaście centymetrów.

Charakter tego zjawiska jest do dziś niezbadany, ale to nie znaczy że ono nie istnieje. Tłumaczone jest jako skupisko ładunku elektrycznego przemieszczające się wraz z prądami atmosferycznymi. Z racji tego, ze występuje bardzo rzadko (dużo rzadziej niż powszechnie znane błyskawice) - jest bardzo trudne do zbadania. Najbardziej zagadkowe i naukowo dotychczas niewyjaśnione jest - co tak naprawdę jest źródłem i koncentratorem ładunków tak silnie skupiającym je w jednym miejscu, tym bardziej że ładunki jednoimienne przecież się odpychają. Chyba, że owa niewidzialna siła skupia ładunki różnoimienne, ale znowuż w tym przypadku - w normalnych warunkach dążyłyby one do spotkania się nawzajem, a nie unosiły się obok siebie. Ale może ta sama siła, która je do siebie przybliża - sprawia równocześnie, że nie mogą się ze sobą spotkać, tylko "kotłują się jak zupa w garnku"...
Równie zagadkowe jest niespodziewane pojawianie się tego zjawiska (wywołujące zawsze wielkie zaskoczenie u obserwatorów), ale to można częściowo tłumaczyć rzadkością jego występowania.

Rzecz jest po dziś dzień niewyjaśniona, chociaż przyjmuje się, że ta kula ładunków skupia w sobie raczej ładunki jednoimienne. Niektórzy naukowcy próbują wyjaśniać to istnieniem w powietrzu izotopów promieniotwórczych, które być może w pewnych specyficznych warunkach mają zdolność skupić tak duże ładunki jednoimienne na tak małej przestrzeni, a efekt świecenia i dźwięku jest niczym innym jak prądem płynącym przez gazy w otaczającej kule przestrzeni.
I tutaj jako ciekawostka odnośnie tych "zwykłych" piorunów: niedawne badania naukowe dowodzą, że głównym inicjatorem zwykłych wyładowań (błyskawic) jakie widujemy często podczas burzy - są właśnie cząstki promieniowania kosmicznego, bezustannie spływające do nas z przestrzeni kosmicznej. Gdy napotykają na silnie zjonizowane obszary jakie występują w burzowych chmurach oraz między chmurami a ziemią - stają się niczym płonąca zapałka wrzucona do pojemnika z benzyną i wywołują "reakcję lawinową".
Kto wie, może ta teoria wiążąca promieniotwórczość z powszechnymi błyskawicami przybliży nas niebawem także do wyjaśnienia zagadki piorunów kulistych.

Odnośnie możliwości wywołania prze piorun kulisty pożaru - trudno cokolwiek powiedzieć. Ale skoro z relacji którą znam, zjawisko takie poraziło człowieka, to być może również byłoby w stanie coś podpalić. Trudność określenia tego polega głównie na tym, że pioruny kuliste są dużo bardziej niemierzalne niż te zwykłe i natura ich nie jest tak dobrze znana jak natura zwykłych wyładowań.

Robert:
Świetna robota, wielkie dzięki za wyjaśnienia! Wygląda na to, że UFO to nie było… Kojarzy się to z wyjaśnieniami podanymi przez Krzysztofa Piechotę w jego pracach, który źródła UFO dopatruje w niskoenergetycznej, przechłodzonej plazmie słonecznej. A zatem zagadka rozwiązana?



[1] Autorowi chodziło nie o „stopę” chmury, ale o jej „strop”, stąd czeski błąd. 

piątek, 2 września 2011

Atlantyda i Agharta (16)


GOŚCIE Z PLANETARNEGO PODZIEMIA

Wyobraźnia i fantazja ludzka zaludniła Ziemię, i inne planety różnymi stworami – od elfów i krasnoludków aż do spielbergowskiego ET i innych Ufoludków. Także planetarne podziemia są zamieszkałe i to już to przez smoki, już to przez mieszkańców Piekła. Pan Juliusz Verne, Edgar Rice Borroughs, Robert E. Howard, Władimir Obruczew i cały legion ich naśladowców widzieli wewnątrz Ziemi tajemnicze światy zamieszkałe przez zamierzchłe potwory i tajemnicze cywilizacje. Także Robin Cook znalazł tam swą Interterrę, która istnieje już od co najmniej trzech miliardów lat. W tym wszystkim są także rzadkie polonica, a mianowicie: książki Erazma Majewskiego (1858-1922) – „Profesor Przedpotopowicz” (Warszawa 1957) napisana w 1895 roku, Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego (1876-1945) – „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” (Warszawa 1923) i F. Montyherta – „Atlantyda i Agharta” (Warszawa 1983), w których opisano podziemne światy i ich wpływ na rzeczywistość świata z końca II tysiąclecia...

W rosyjskim czasopiśmie „Kalejdoskop NLO” nr 29/2006 roku, ukazał się kolejny artykuł o tej tematyce pt. „Goście z podziemnego świata”, napisany przez dr Walentina Psałomszczikowa. Od razu wyjaśniam niezorientowanym, kto to: Walentin Filippowicz Psałomszczikow jest doktorem nauk matematyczno-fizycznych i w czasach Związku Radzieckiego oraz już w Rosji pracował jako szef wielu tajnych wojskowych projektów badawczo-rozwojowych uzbrojenia elektronicznego i bio-elektronicznego, przy czym w jednej z tych grup badawczych zajmował się badaniem wszelkich dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk. Zajmował się także niezwykłymi możliwościami ludzkiego mózgu i organizmu, w celu przekształcenia ich w nowe generacje inteligentnych broni. Jest on jednym z nielicznych naukowców, którzy podpisują swe kontrowersyjne artykuły imieniem, nazwiskiem oraz stopniem i tytułem naukowym...

„Żar-ptaki” nad Pamirem


W sierpniu 1966 roku, geolog Nikołaj Zawijałow i jego kolega, praktykant Boris Gribowskij powracali wieczorem po stromym i krętym szlaku, biegnącym po stoku Pamiru, zamierzając do zapadnięcia zmroku zejść na dno suchej doliny, gdzie można było rozłożyć się na biwak. Do celu pozostało im tylko do przejścia niewielki odcinek aktywnego urwiska, po którym można było iść tylko – jak zażartował geolog – „przeciwrozumnym zygzakiem” chroniąc się przed osuwającymi się i spadającymi w dół kamieniami.

Pozostało im jeszcze jakieś 200 metrów do dna doliny, kiedy ziemia pod nimi jakby zadrżała (słabe trzęsienia ziemi są tutaj na porządku dziennym), i od razu po stoku poleciały kamienie. Geologowie rzucili się do schronu, jaki dała im kamienna koleba, wtulili się w głazy i z obawą obserwowali kamienny ostrzał. Iść dalej było niepodobieństwem, póki urwisko nie uspokoiło się i nie ustało bombardowanie głazami. Czekając na to zdjęli ciężkie plecaki i usiedli wygodnie, by odpocząć.

W tym samym czasie, nastąpił mocniejszy wstrząs ziemi i na przeciwstoku – bardziej stromym od tego, na którym oni się znajdowali – oderwał się skalny bałwan i z wzrastająca prędkością ruszył w dół i spadł na dno doliny. Pojawił się obłok pyłu i drobnych odłamków jak przy wybuchu, a i wstrząs był taki, jak przy gwałtownej eksplozji. I jeszcze obłok pyłu nie opadł, kiedy wystrzeliły zeń coś, jakby fajerwerki – były to jakieś duże ogniste kule. W momencie swego pojawienia się, były one rozmiarów piłki futbolowej. Wylatywały one pod dużym kątem z miejsca, gdzie spadła kamienna bryła. Kule te wznosiły się zrazu pionowo do góry, by na wysokości około 50 metrów zmienić trajektorię, która była zgodna z kierunkiem wiejącego tam silnego wiatru.

Geolodzy naliczyli około 20 kul, które popłynęły w powietrzu, dosłownie jak stado znanych z rosyjskich bajek жар-птиц – ognistych ptaków, znanych z baletu Igora Strawińskiego i Michaiła Fokina. Przeleciały one około pół kilometra i znikły za występem skały. Geolodzy zauważyli, że ich średnica zwiększyła się w locie jakieś 2-3 razy.

Zwiastuny trzęsień ziemi?


Młody praktykant obserwował takie zjawisko po raz pierwszy w życiu, ale jego bardziej doświadczeni koledzy opowiadali mu, że takie ogniste kule pojawiały się z wnętrza Ziemi w czasie trzęsienia ziemi w Niemczech, co miało miejsce w 1910 roku, a także w czasie katastrofalnym trzęsieniu ziemi w Tokio, w 1924 roku. NB, podobne zjawisko zaobserwował i sfilmował stały współpracownik Centrum Badań Zjawisk Anomalnych pan Kiyoshi Amamiya z Tenri k./Nara. Widział on świecącą czerwonym światłem kulę, która śledziła samolot pasażerski na ok. 30 minut przed silnym trzęsieniem ziemi w sąsiedniej prefekturze Niigata. Podobne zjawiska obserwowano przed straszliwym trzęsieniem ziemi o sile 7,2°R, które spustoszyło Kobe w 1995 roku. Jeszcze bardziej spektakularne obserwacje poczynił pan Hiroshi Sakamoto, który wraz z żoną kilkakrotnie widział i sfotografował UFO w kształcie czerwonych lub białych BOL-i w okolicach tego miasta. Także na Oceanie Indyjskim podobne kule widziano przed terremoto o sile 9,0°R, które wywołało morderczą falę tsunami, która z kolei pozbawiła życia 300.000 ludzi w grudniu 2004 roku. Gdyby wtedy ktoś skojarzył te zjawiska ze sobą, to być może tych ludzi dałoby się uratować!... Jeżeli idzie o polonica, to kilka przypadków obserwacji UFO typu BOL opisałem w mojej pracy pt. „Projekt Tatry” (Kraków 2002). Wypadki te miały miejsce w Tatrach i Sudetach – terenach pensejsmicznych, na których od czasu do czasu odczuwa się wstrząsy o sile do 5°R.

Specjaliści z dziedziny fizyki ciała stałego doskonale znają tego rodzaju zjawisko. W warunkach laboratoryjnych ściskanie lub rozciąganie próbek różnych górskich minerałów powoduje powstawanie pól elektrycznych, których napięcie w strefach szczelin, uskoków i pęknięć skał w górnych warstwach ziemi może wynosić setki milionów V/m. W czasie odkształcania, naprężania i pękania skał i minerałów dochodzi także – poza zjawiskami świetlnymi – do emisji fal elektromagnetycznych w zakresie fal radiowych, a także emisji szybkich elektronów o energii dochodzącej do 100 kiloelektronowoltów - keV (jest to tzw. promieniowanie β-). Przy ich wyhamowywaniu w podłożu dochodzi do wtórnej emisji promieniowania rentgenowskiego (X) o energii kwantów liczonej od 10 do 100 keV. W wielu przypadkach dochodzi także do emisji promieniowania gamma i neutronów (n).

Tak zatem w warunkach naturalnych, w strefach tych wzrasta niepomiernie ilość podobnych zjawisk, w rezultacie czego pojawiają się liniowe i kuliste błyskawice. I o ile te pierwsze nie pojawiają się zbyt często jako „pioruny z jasnego nieba”, o tyle pioruny kuliste „przecedzają „ się przez warstwy skalne – a jak wiadomo są one w stanie przenikać przez ściany i zapory materialne – i wydostają się na zewnątrz w strefie pęknięć czy uskoków.

E. Wostokowa, autorka artykułu pt. „Przeklęte miejsca” w „Feniksie” z 2006 r. pisze tak:

Na naszej planecie znajdują się miejsca, o których się mówi, że jak się tupnie nogą, to spod ziemi wypełzają „ogniste potwory”. To oczywiście przesada, ale rzeczywiście, w strefach aktywnych uskoków, w warstwach skalnych rozciąganych i ściskanych przez potężne siły pojawiają się znaczne ładunki elektryczne, wystarczy lekki wstrząśniecie ziemi, by wywołać efekt wyładowania elektrycznego.

Podziemne potwory

W końcu lat 80. ub. wieku efekt ten zademonstrowali geofizycy z Tomska. Ustawili potężne kafary tzw. „baby” i wibratory pneumatyczne w strefie aktywnego uskoku, uruchomili je i potem sfotografowali wylatujące spod ziemi świetliste kule...

Jedna z takich stref znajduje się w pewnym gęsto zalesionym rejonie europejskiej części Rosji, niedaleko od Pskowa. Tam, wedle oświadczeń miejscowych, znajduje się tzw. Diabelska Polana, na której te „potwory” w kształcie czarnych stworzeń z ognistymi paszczami regularnie wypełzają spod ziemi. I tak już tutaj cytowana Wostokowa pisze na ten temat:

W mitologii greckiej i im podobnych historiach mówi się o Cerberze – potwornym, szatańskim psie, który według nich stoi na straży wejścia do Piekieł. Od czasu do czasu wychodzi on na spacer na powierzchnię ziemi. I biada temu, kto stanie mu na drodze – z człowieka pozostają tylko spopielone szczątki.

Legendę tą postanowił sprawdzić moskiewski inżynier-elektryk S. Martjanow z grupą entuzjastów tematu. I miał niezwykłe szczęście, bo już od pierwszego razu powiodło mu się spotkać z „ognistym potworem”:

Tam też wytoczyła się na mnie z gęstych krzaków zagadkowa   czarna   kula, na powierzchni której przebiegały ogniste języczki. Nieopodal znajdowała się ogromna łąka. Czarna kula zaiskrzyła się i z sykiem potoczyła się po łące. W powietrze podniósł się obłok gęstej pary i rozległ się głośny hałas. Po chwili kula szybko znikła, jakby dosłownie zapadła się pod ziemię, a na ziemi pozostała po niej pożółkła i wyschła trawa...

Czy błyskawica może być czarna?...

Prawdę powiedziawszy, niektórzy specjaliści – np. doktor nauk chemicznych M. Dimitriew – twierdzą, że piorun kulisty może być czarny. Zjawisko to ma kilka różnych wyjaśnień, ale przypomnę tu tylko jeden fakt, a mianowicie – większość z nich wiąże pioruny kuliste z istnieniem plazmy. Jak wiadomo z fizyki plazmy, w pewnych warunkach swej koncentracji  pochłania ona wszelkie padające na nią promieniowania elektromagnetyczne, w tym także światło i fale radiowe, a taki obiekt będzie de facto ciałem doskonale czarnym. W takim przypadku piorun kulisty czasem będzie wydzielał słabe światło i jego światło będzie podobne do świecenia żarówki o mocy od 20 do 100 W. W jasny, słoneczny dzień świecenie powierzchni takiej plazmatycznej kuli będzie praktycznie niewidoczne.

W nastepnej wyprawie do „diabelskiego miejsca” do grupy inż. Martianowa dołączył fizyk-teoretyk A. Anochin. Zabrali oni ze sobą mierniki pola elektrycznego, które rozstawili potem wokół polany i objęli je całodobową obserwacją. Z miernikami sprzężono kamerę wideo, która ustawiono na statywie.

Po kilku dniach przyrządy zadziałały. Jak relacjonowali to świadkowie – pośrodku polany wytrysnęły bordowe płomienie, które szybko zgasły. Potem spod ziemi wychynęło „coś czarno-szarego”, i zaczęło się najdziwniejsze. Obiekt poruszał się, jak rozumne stworzenie – obleciał całą polanę dookoła, po kolei spalając czujniki... Kamera ze statywem została stopiona, a tymczasem to „coś” powróciło na środek polany i zapadło się pod ziemię... Fizyk-teoretyk kiedy wrócił do siebie po szoku związał zaobserwowane zjawiska z podziemnymi burzami, które odkryli i badali uczeni z Tomska pod kierownictwem prof. A. A. Worobiewa.

Według poglądów Anochina, w czasie powstania takich podziemnych burz pioruny kuliste mogą wydostawać się na powierzchnię ziemi. I jak widać z oświadczeń i relacji naocznych świadków – pioruny kuliste są w stanie niszczyć i unieszkodliwiać aparaturę elektryczną i elektroniczną – od aparatów telefonicznych i telegraficznych w poprzednich wiekach do nowoczesnych telewizorów i komputerów XXI wieku. Tyle podaje dr Psałomszczykow.

Ale czy na pewno?

Na temat podziemnych burz już pisałem kilka lat temu, wtedy brzmiało to jak fantazja. Ale ta fantazja dokładnie pasuje do teorii głoszonych przez Krzysztofa Piechotę, który w ufozjawisku widzi właśnie taki fenomen – według jego poglądów mamy do czynienia z plazmatycznymi zgęstkami czystej energii pochodzącymi ze Słońca i/lub także z wnętrza Ziemi. Swe poglądy wyłożył on w swych opracowaniach, które – niestety – nie ukazały się jeszcze drukiem, ani w Internecie, a szkoda. Teorie Krzysztofa Piechoty tłumaczą bowiem kompleksowo ufozjawisko w stopniu wysoce wiarygodnym. I niemal bez reszty!...

Z kolei znany Czytelnikom „Nieznanego Świata” australijski mistyk Piotr Listkiewicz twierdzi, że w antycznych i współczesnych religiach i wierzeniach Wschodu krążą echa legend o podziemnych światach, w których zamieszkują istoty rozumne i o wiele doskonalsze od ludzi. I jak twierdzą Wtajemniczeni – to właśnie one są odpowiedzialne za ufozjawisko i inne tajemnicze fenomeny na powierzchni Ziemi.

A na Księżycu...

A teraz oderwijmy się na chwilę od Ziemi i przyjrzyjmy się naszemu kosmicznemu sąsiadowi. Na co dzień pokazuje on nam swą jedną stronę i wydaje się, że jest to martwa, pozbawiona powietrza i wody bryła. Wydaje się, bo tak może wcale nie być, o czym pisał na łamach „Nieznanego Świata” dr Miloš Jesenský. Obserwacje bowiem wykazują, że na Srebrnym Globie cały czas coś się dzieje. Obserwowane tam zjawiska nazwano w skrócie TLP – krótkotrwałe zjawiska księżycowe.

Okazało się – w czasie realizowania programu Apollo, że Księżyc zachowuje się jak bryła, która jest pusta w środku. Wskazuje na to propagacja fal sejsmicznych, które przebiegają tak, jak w pudle rezonansowym instrumentu muzycznego. Trzęsienia ziemi na Księżycu są długotrwałe i wydaje się, że to nie Ziemia, ale właśnie Księżyc jest pusty w środku. I kto wie, czy to nie tam należałoby zlokalizować tajemniczy Pellucidar czy Plutonię...

Przy tym od razu należałoby postawić pytanie: czemu ludzie wycofali się z dalszej eksploracji Księżyca? Czemu przerwano przygotowania do programów kolonizacyjnych Srebrnego Globu. To przecież byłoby najlogiczniejsze posunięcie ze strony Ludzkości – skolonizowanie naszego naturalnego satelity i uczynienie z niego ogromnej bazy do badań astronomicznych i astronautycznych. Czyżby więc miał rację Herbert G. Wells, który w swej powieści „Pierwsi ludzie na Księżycu” (1901) opisał księżycowe królestwo Wielkiego Mózgu mieszczące się pod powierzchnią Srebrzystego Globu? Co zobaczyli astronauci amerykańscy na własne oczy i badacze rosyjscy przez kamery Łunochoda 1 i Łunochoda 2 na powierzchni Księżyca, co spowodowało przerwanie jego eksploracji na prawie 30 lat? I to eksploracji, którą zaczęto przy pomocy sondy nie należącej do NASA, ale do Pentagonu. Czego obawiają się Amerykanie i Rosjanie? Chyba nie tylko TLP, o których mówią uczeni, że są tylko zjawiskami naturalnymi? A może jednak nie?

To są ważkie pytania, na które odpowiedź może stanowić o przyszłości naszego gatunku czy nawet życia na tej planecie...

Ciągle aktualne pytania

Tak czy inaczej, o wnętrzu naszej planety i zjawiskach tam zachodzących wiemy mniej, niż o powierzchniach planet Układu Słonecznego. Pewne jest, że coś się dzieje lub działo w nieodległej Przeszłości, co spowodowało, że nasze planetarne podziemie zostało zasiedlone. Jedni mówią, że były to kolejne Epoki Lodowe, zaś inni widzą przyczynę w Wielkich Wojnach Bogów-Astronautów, po których pozostały podziemne schrony przeciwko broniom masowej zagłady... Wszak wedle obliczeń niektórych specjalistów, piramidy byłyby ponoć idealnymi schronami przed promieniowaniem i falą uderzeniową powstałą w wyniku eksplozji nuklearnych. Podejrzewam, że jak zawsze prawda jest gdzieś pośrodku. 

Tak zatem wcale nie jest powiedziane, że czarne błyskawice nie są skutkiem działania podziemnych burz, ale skutkiem działania podziemnych instalacji z czasów Złotego Wieku Ludzkości. Jak dotąd – o ile wiem – takiej możliwości nikt nie brał serio pod uwagę. A przecież wiele rzeczy znajdowanych w ziemi i spadających na Ziemię z przestrzeni kosmicznej wskazuje na to, że jest zupełnie inaczej i na wiele rzeczy należy spojrzeć z zupełnie innej strony, niż to wmawiają nam szkolne podręczniki i opasłe traktaty naukowe...