Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zoologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zoologia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 sierpnia 2021

Dziura w ziemi i antarktyczne głębiny

 


O ile wiele nam wiadomo o powierzchniach Księżyca i niektórych planet, to o wnętrzu naszej własnej planety i głębinach Wszechoceanu, a szczególnie oceanów Arktycznego i Antarktycznego. Nie wygląda to budująco, bo wciąż Natura nie daje się naszej – nawet najbardziej finezyjnej i  wyrafinowanej technice. Gigantyczne temperatury i ciśnienia nadal pozostają poza naszym zasięgiem, a dokładna mapa dna Wszechoceanu ma powstać gdzieś koło 2030 roku! A jak na razie, to:

 

Najgłębsza dziura na ziemi została zapieczętowana po tym, jak eksperci odkryli tajemnicze skamieniałości. Na odległym półwyspie w północno-zachodniej Rosji naukowcy spędzili dziesięciolecia drążąc w głąb Ziemi. Na ponad 40.000 stóp ich odwiert jest najgłębszy, do jakiego człowiek kiedykolwiek dotarł. Potem jednak dzieje się coś nieoczekiwanego i naukowcy są zmuszeni na dobre zapieczętować swój eksperyment.

Nic dziwnego, że ludzie są zafascynowani tym, co kryje się głęboko pod powierzchnią ziemi. Ale odkąd pierwszy sztuczny satelita został wysłany w kosmos w 1957 roku, ludzie byli bardziej zafascynowani patrzeniem w niebo, aby odkryć tajemnice gwiazd. A teraz, z pomocą globalnych agencji kosmicznych i prywatnych firm, wiemy o wszechświecie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale kiedy nadal patrzymy w niebo ze zdumieniem, czy spoglądamy na inny lecz równie tajemniczy świat na Ziemi?

Szokująco, niektórzy uważają, że nasza wiedza o kosmosie jest teraz większa niż nasze zrozumienie tego, co istnieje pod powierzchnią Ziemi. I chociaż wiele osób wie o wyścigu kosmicznym, który ogarnął Stany Zjednoczone i ZSRR podczas zimnej wojny, niewielu pamięta równie fascynującą bitwę o podbój naszego podziemnego świata.

 

Począwszy od późnych lat pięćdziesiątych rywalizujące zespoły amerykańskich i sowieckich naukowców zaczęły organizować skomplikowane eksperymenty mające na celu penetrację skorupy ziemskiej. Uważa się, że rozciąga się ona na 30 mil w kierunku centrum naszej planety, ale ta gęsta skorupa ostatecznie ustępuje płaszczowi – tajemniczej wewnętrznej warstwie, która stanowi oszałamiające 40 procent masy naszej planety.

Następnie, w 1958 r., Stany Zjednoczone objęły prowadzenie, uruchamiając Projekt Mohole. Operacja zlokalizowana w pobliżu Guadalupe w Meksyku polegała na tym, że zespół inżynierów przewiercił dno Oceanu Spokojnego na głębokość ponad 600 stóp. Jednak osiem lat później ich finansowanie zostało odcięte, a Projekt Mohole został porzucony. Amerykanie nigdy nie dotarli do płaszcza.

Następnie przyszła kolej na Sowietów. 24 maja 1970 r. zespół naukowców rozpoczął drążenia w ziemi poniżej rejonu peczerskiego, słabo zaludnionego regionu na rosyjskim półwyspie Kolskim. Ich cel był prosty: jak najdalej wniknąć w skorupę planety.

 

Co więcej, Sowieci dążyli do osiągnięcia głębokości około 49.000 stóp pod powierzchnią Ziemi. Za pomocą specjalistycznego sprzętu naukowcy zaczęli kopać szereg otworów wiertniczych wychodzących z jednej głównej wnęki. Ale podczas gdy powoli schodzili w dół, poszukiwacze w Ameryce poczynili własne postępy.

W 1974 roku Lone Star Production Company wierciła w poszukiwaniu ropy w hrabstwie Washita w zachodniej Oklahomie. W tym czasie firma stworzyła „dziurę Bertha Rogers” – sztuczny cud, który sięgał ponad 31.400 stóp, czyli prawie sześć mil, pod powierzchnię ziemi.

Chociaż Lone Star nie znalazła tego, czego szukała, jej wysiłek pozostał najgłębszą dziurą na planecie przez kolejne pięć lat. Następnie, 6 czerwca 1979 roku, jeden z odwiertów Kola, nazwany SG-3, pobił rekord. A do 1983 roku dziura o szerokości zaledwie dziewięciu cali przebyła oszałamiającą odległość 39.000 stóp w głąb skorupy ziemskiej.

 




Po osiągnięciu tego kamienia milowego naukowcy na Półwyspie Kolskim tymczasowo pozbyli się narzędzi. Na 12 miesięcy wstrzymali prace nad odwiertem, aby różne osoby mogły odwiedzić to fascynujące miejsce. Jednak po wznowieniu eksperymentu w następnym roku problem techniczny zmusił ekipę inżynierów do wstrzymania wiercenia.

Aby nie zostać pokonanym, naukowcy porzucili poprzedni odwiert i ponownie rozpoczęli pracę z głębokości 23.000 stóp. A do 1989 r. wiercenie osiągnęło rekordowe 40.230 stóp – niewiarygodne 7,5 mil. Zachęcone osoby zaangażowane w projekt optymistycznie patrzyły w przyszłość, wierząc, że do końca 1990 r. otwór przekroczy 44.000 stóp.

Jeszcze bardziej imponująco, przewidywano, że odwiert osiągnie cel 49.000 stóp już w 1993 roku. Ale coś nieoczekiwanego czaiło się pod odległą rosyjską tundrą. I o dziwo, w miarę jak wiertło zbliżało się coraz bardziej do środka Ziemi, nastąpiła zupełnie nieoczekiwana zmiana.

 

Przez pierwsze 10.000 stóp temperatury wewnątrz odwiertu były mniej więcej takie, jak spodziewali się naukowcy. Jednak po tej głębokości poziom ciepła wzrastał znacznie szybciej. A zanim wiercenie zaczęło zbliżać się do celu, otwór rozgrzał się do ogromnej temperatury 180°C (356a°F) – o całe 80°C (176°F) cieplejszej niż przewidywano.

To jednak nie wszystko. Ponadto naukowcy odkryli, że skała na tych głębokościach była znacznie mniej gęsta, niż sobie wyobrażali. W rezultacie reagowała na wyższe temperatury w dziwny i nieprzewidywalny sposób. Tak więc, wiedząc, że ich sprzęt nie wytrzyma w takich warunkach, zespół Kola porzucił projekt. Do tego czasu był rok 1992 – 22 lata po rozpoczęciu wiercenia.

Jednak naukowcy byli w stanie dowiedzieć się kilku fascynujących rzeczy przed zapieczętowaniem tego, co zostało nazwane Kola Superdeep Borehole. Na przykład na głębokości około czterech mil odkryli maleńkie skamieliny roślin morskich. Te relikty były niezwykle nienaruszone, biorąc pod uwagę, jak długo spędzili uwięzione pod kilkoma milami skały – uważano, że ma ponad dwa miliardy lat.

 

Jednak jeszcze bardziej ekscytującego odkrycia dokonano na najdalszych zakątkach odwiertu Kola Superdeep. Mierząc fale sejsmiczne, eksperci wcześniej przewidywali, że skała pod naszymi stopami przesuwa się od granitu do bazaltu na głębokości około dwóch do czterech mil pod powierzchnią. Szybko jednak okazało się, że tak nie jest – przynajmniej nie na Półwyspie Kolskim.

Zamiast tego naukowcy znaleźli tylko granit, i to nawet w najgłębszym miejscu odwiertu. W końcu byli w stanie wywnioskować, że zmiana fal sejsmicznych była wynikiem metamorficznych różnic w skale, a nie przejścia do bazaltu. Ale to też nie było to. Co zaskakujące, odkryli również płynącą wodę kilka mil pod Ziemią, na głębokościach, na których nikt nie przewidział, że może ona istnieć.

Ale podczas gdy niektórzy entuzjastyczni komentatorzy rzucili się na to odkrycie podziemnej wody jako dowód biblijnych powodzi, uważa się, że zjawisko to jest wynikiem silnego ciśnienia wypychającego atomy tlenu i wodoru ze skały. Następnie nieprzepuszczalne skały spowodowały, że nowo powstała woda została uwięziona pod powierzchnią.

 






Moment zamknięcia odwiertu Kola Superdeep zbiegł się z upadkiem Związku Radzieckiego, a do 1995 roku projekt został trwale zamknięty. Dziś więc miejsce to jest oznaczone jako zagrożenie dla środowiska, chociaż odwiedzający nadal mogą zobaczyć niektóre relikty eksperymentu w pobliskim mieście Zapolarnyj, oddalonym o około sześć mil. I, co imponujące, naukowcy muszą jeszcze pobić swój rekord, co oznacza, że ​​odwiert pozostaje najgłębszym, stworzonym przez człowieka punktem na planecie.

Jednak wyścig do środka Ziemi jeszcze się nie skończył. Na oceanach świata platformy wiertnicze z Międzynarodowego Programu Odkrywania Oceanów nadal zagłębiają się głęboko w dno morskie, walcząc z awarią sprzętu i ekstremalnymi temperaturami, aby dowiedzieć się, jakie tajemnice czekają na ujawnienie.

Nie każda wyprawa pod fale oceanu jest jednak próbą dotarcia do środka Ziemi. Na przykład, dosłownie zanurzając się w nieznane, dwuosobowa łódź podwodna została zrzucona w zimne wody Antarktydy z misją odkrywczą. Cel członków załogi? Aby wejść głębiej pod ocean w pobliżu bieguna południowego niż jakakolwiek inna ekspedycja w historii ludzkości zrobiła to wcześniej. A to, co odkryli na dole, to niesamowity wgląd w świat, którego nikt wcześniej nie widział.

 

Nie był to jednak plan spontaniczny. W rzeczywistości, dwa lata dokładnych badań poszły na znalezienie idealnego czasu i miejsca na wykonanie monumentalnego nurkowania. I jest ku temu bardzo dobry powód. Widzisz, wiemy więcej o innych planetach w naszym Układzie Słonecznym niż o dnie oceanicznym Ziemi.

Rzeczywiście, udało nam się odwzorować powierzchnię Marsa bardziej szczegółowo niż dna mórz, które nas otaczają. Ujmując to z pewnej perspektywy, średnia odległość między Marsem a Ziemią wynosi 140 milionów mil/56 mln km. W przeciwieństwie do tego średnia głębokość oceanu wynosi nieco ponad 12.000 stóp, czyli około dwóch mil.

Ale jeśli myślisz, że to brzmi, jakby nurkowanie pod Antarktydą było proste, to bardzo się mylisz. Na początek naukowcy musieli znaleźć najlepsze miejsce na zejście. Ostatecznie jednak wybrali lokalizację o nazwie „Aleja Lodowa” – a obszar ten nie otrzymał tej nazwy bez ważnego powodu.

 

Omawiana aleja tworzy kanał w pobliżu jednego z najbardziej wysuniętych na północ punktów Półwyspu Antarktycznego. To odcinek morza otoczony kawałkami przesuwającego się lodu; niektóre z tych elementów są mniej więcej wielkości dużego pojazdu mechanicznego, podczas gdy inne zajmują pół mili kwadratowej. Tak więc samo umieszczenie łodzi wiozącej łódź podwodną we właściwe miejsce było ogromnym wyzwaniem.

Dążenie załogi do wypłynięcia w nieznane zostało również zapisane w filmie dokumentalnym. Według producenta wykonawczego Jamesa Honeyborne’a po drodze pojawiły się pewne problemy, gdy powiedział BBC, że przejście przez Iceberg Alley było podobne do „gigantycznej gry Space Invaders”. Ale nie tylko dostanie się na właściwą pozycję stanowiło problem dla zespołu; były też inne czynniki, które utrudniały tę misję.

Po pierwsze, zespół nie był pewien, jak okręty podwodne, których zamierzali użyć, będą się zachowywać pod naporem głębokiej wody. Ale te obawy mogły zniknąć, gdy zaczęli schodzić na 3000 stóp. Dlaczego? Cóż, pod falami odkryli niesamowity ekosystem dziwnych stworzeń, w tym jednego, który nazwali na cześć kluczowego elementu serii filmów „Gwiezdne Wojny”.

 

I choć życie nad falami Antarktydy jest surowe i bezlitosne, pod nimi kryje się ogromna ilość dziwacznych, niemal nieziemskich stworzeń morskich.

- Na jednym jardzie kwadratowym w głębi Antarktyki jest więcej życia niż w rafach Rafy Koralowej Australii – powiedział LADbible jeden z członków zespołu nurkowego, Mark Taylor. Ale jest wiele niesamowitych powodów.

Na przykład morski śnieg, który naukowcy widzieli pod Antarktydą, był, według dr Jona Copleya z University of Southampton, „grubszy niż [on] widział go gdziekolwiek indziej w oceanach na świecie”. Ale czym jest śnieg morski i dlaczego jest tak ważny dla życia na dnie morskim?

Zasadniczo śnieg morski jest materiałem organicznym, który spływa z górnej części oceanu na dno. Jest to niezwykle ważne źródło pożywienia dla stworzeń żyjących w głębinach, ponieważ przenosi składniki odżywcze i energię z części morza, które otrzymują światło słoneczne, do obszarów oceanu, które tego nie mają.

 

Jednak w wodach głęboko pod Antarktyką jest jeszcze inne kluczowe źródło pożywienia: kupa z kryla. Kryl to maleńkie skorupiaki, które żyją w oceanach naszej planety i odgrywają tam ważną rolę. W szczególności ich ekskrementy zamieniają dno morskie w błotniste środowisko idealne do życia. I tak się składa, że ​​życie, które kwitnie w tej okolicy, jest jednym z najdziwniejszych, jakie kiedykolwiek zobaczysz.

Jedno z najdziwniejszych stworzeń odkrytych przez zespół jest znane jako antarktyczna gwiazda słoneczna, chociaż naukowcy nadali jej znacznie bardziej złowrogą nazwę. Nazwali stworzenie Gwiazdą Śmierci – i nie bez powodu. Zwierzę, którego łacińska nazwa to Labidiaster annulatus, jest krewnym pospolitej rozgwiazdy; jest to jednak zupełnie dziwniejsza bestia niż jej odpowiednik.

Po pierwsze, Gwiazda Śmierci może mieć nawet 50 ramion i może stać się większa niż kołpak. Skóra na jego ramionach jest również pokryta małymi szczypcami, a jeśli coś ich dotknie, zatrzaskują się. Najczęściej pechową ofiarą jest przelotny kryl. I jest jeszcze coś dziwnego w tej rozgwieździe.

 

Podczas gdy ryby są dominującymi drapieżnikami w innych oceanach świata, Gwiazda Śmierci jest doskonałym przykładem tego, jak różne rzeczy są na Antarktydzie. Ponieważ woda na biegunie południowym jest tak zimna, niewiele ryb może tam przetrwać. Oznacza to, że bezkręgowce, takie jak antarktyczna gwiazda słoneczna, znajdują się na szczycie łańcucha pokarmowego.

Co więcej, nurkowanie na Antarktydzie jest zasadniczo jak zaglądanie do okna, które pokazuje, jak wyglądało życie w morzach na długo przed tym, jak ludzkość kiedykolwiek chodziła po Ziemi.

- To zwierzęta bez kręgosłupa dominowały i dominują jako drapieżniki – powiedział dr Copley. - I tak wyglądały oceany ponad 250 milionów lat temu.

Innym dziwnym stworzeniem żyjącym na Oceanie Antarktycznym jest lodowa smocza ryba, czyli Cryodraco antarcticus, która w niezwykły sposób przystosowała się do przetrwania w niesamowicie zimnych warunkach. Po pierwsze, jej krew zawiera białka, które działają jak płyn przeciw zamarzaniu, aby zapobiec jej oblodzeniu. I ta krew jest również przeźroczysta, ponieważ nie potrzebuje hemoglobiny, którą my ludzie, do przenoszenia tlenu w ciele.

 

Jednak misja podjęta przez dr Copleya i jego kolegów nie polegała tylko na tym, by po raz pierwszy zobaczyć dziwne stworzenia w ich naturalnym środowisku. A lepsze zrozumienie sposobu przetrwania życia na Oceanie Antarktycznym które może również odgrywać kluczową rolę w trwających działaniach ochronnych na biegunie południowym i wokół niego.

- Podczas tych nurkowań obserwowaliśmy codzienne życie antarktycznych zwierząt głębinowych, pomagając nam je zrozumieć znacznie lepiej niż badanie okazów zebranych przez sieci lub włoki ze statków – wyjaśnił BBC dr Copley. - I [to] pomaga nam zbadać, w jaki sposób nasze własne życie jest połączone z tym odległym, ale delikatnym środowiskiem.

Nawet najbardziej dostępne części oceanów pozostają czymś tajemniczym, chociaż dr Copley ma nadzieję, że ta ekspedycja może w jakiś sposób to zmienić.

- Wysłanie ludzi na kilometr w głąb oceanu wokół Antarktydy po raz pierwszy pokazuje, że nie ma już niedostępnej dla nas części naszej niebieskiej planety, jeśli uda nam się tam znaleźć wolę – dodał.

 

Poza zakresem odkryć naukowych i lepszego zrozumienia naszego własnego świata, jest być może coś jeszcze głębszego w udaniu się do miejsca, do którego tak trudno dotrzeć.

- To, co teraz robimy, to eksploracja w najczystszym tego słowa znaczeniu – stwierdził dr Copley. - Jeśli wszyscy będziemy uczestniczyć w eksploracji naszej planety, to… wszyscy poczujemy się zaangażowani w jej zarządzanie na przyszłość.

 

Źródło - https://storytohear.com/pl/earths-deepest-hole/1/  i dalsze

wtorek, 15 czerwca 2021

Ośmiornice z Kosmosu?

 


Kelsey Nighthawk

 

Nawet w oceanie pełnym tajemniczych i cudownych stworzeń ośmiornica się wyróżnia. Te inteligentne mięczaki mają elastyczne ciała, które są zdolne do wciskania się w maleńkie przestrzenie, i mogą wyglądać jak coś z koszmaru, gdy wszystkie osiem macek zaczyna pchać je przez ciemnoniebieskie morze. W rzeczywistości, ponieważ zwierzęta te mają tak wiele unikalnych cech, niektórzy badacze sugerują, że ośmiornice mogą mieć pochodzenie zupełnie nie z tego świata.

 

Fajne stworzenia

 

Ośmiornice są niesamowite. Mają ogromne mózgi, galaretowate formy, które mogą zmieścić się w maleńkich otworach, i złożony układ nerwowy. Czy wspominaliśmy, że są również mistrzami kamuflażu? Są wysoko wykwalifikowani w ukrywaniu się na widoku przed większymi drapieżnikami. Jednej grupie badaczy ośmiornice wydawały się zbyt piękne, aby mogły być prawdziwe.

 

Systematyzowanie

 

Grupa 33 badaczy twierdziła, że ma dowody na to, że ośmiornice są tak dziwnymi stworzeniami zamieszkującymi ocean, ponieważ były wytworem kosmosu. Opublikowali swoją teorię jako „Przyczyna eksplozji kambryjskiej — ziemska czy kosmiczna?” w celu wyjaśnienia swego rozumowania.

 

Kosmici!

 

- Dopuszczalne jest – powiedzieli - sugerowanie, że [ośmiornica] wydaje się być zapożyczona z odległej »przyszłości« pod względem ewolucji ziemskiej, lub bardziej realistycznie z kosmosu jako całości. Takie pozaziemskie pochodzenie jako wyjaśnienie pojawienia się jest oczywiście sprzeczne z dominującym paradygmatem. Innymi słowy? Coś w ośmiornicy po prostu się nie zgadzało.

 

Wątpliwości co do ośmiornicy

 

Na przykład tym badaczom wydawało się, że coś w osi czasu ewolucji ośmiornic jest nie tak. Uważali, że ośmiornice nie potrzebowały wystarczająco dużo czasu, aby przekształcić się z organizmu jednokomórkowego w niezwykle złożonego mięczaka, co wskazuje na skamieniałe dowody, które śledzą drogę zwierzęcia do jego nowoczesnej formy.

 

To był Obcy

 

Czy było to możliwe, zastanawiali się ci badacze, że ośmiornice są wyjątkowymi, ewolucyjnymi tajemnicami, ponieważ nie pochodzą całkowicie z tej planety? Albo dlatego, że mieli małą „pomoc” ewoluującą z czegoś pozaziemskiego? W artykule przedstawili swoją sprawę.

 

Źródło

 

Oni skupili się na Kambryjskiej Eksplozji Życia. Ponad 540 mln lat temu temu nastąpił eksplozyjny, ewolucyjny period w czasie którego powstała większość współczesnych grup istot żywych. Uczeni z tej grupy sądzą, że odpowiedź na pytanie o tajemnicę ośmiornic znajduje się dokładnie w sercu tego biologicznego boomu.

 



Wczesne życie

 

Przed tą eksplozją życia w Kambrze, życie na Ziemi było proste. Kolonie komórek i organizmów jednokomórkowych pływały w obfitych zbiornikach wodnych na planecie. To było na długo przed tym, zanim cokolwiek było na tyle skomplikowane, by wyruszyć z morza na ląd. Następnie naukowcy proponują uderzenie asteroidy.

 

Inwazja wirusowa

 

Naukowcy zasugerowali, że ten „astronauta” niósł obcą substancję lub jakiś rodzaj wirusa, a pomysł, że siła zewnętrzna dostarczyła materiału do ewolucji życia na Ziemi, nie jest nowy. Jest to część teorii panspermii, pomysł, że ewolucja była znacznie szybszym procesem po tym, jak meteor, a być może więcej niż jeden, zderzył się z planetą i zdeponował wirusa.

 

Zasiew Ziemi

 

Naukowcy zaproponowali, że wirusy są odpowiedzialne za całe życie. Udowodniono, że jeden typ, retrowirusy, wpływa na procesy ewolucyjne. Zespół twierdzi, że wirusy pochodziły z tajemniczego źródła i miały zdolność dostarczania wystarczającej ilości materiału, aby trwale zmienić życie na Ziemi.

 

Niebiańskie obiekty

 

Wiele meteorytów, komet i innych ciał niebieskich uderzyło w Ziemię w przeszłości – dowodzą tego fizyczne dowody na całym świecie. Zespół sugeruje, że jeden z tych obiektów mógł przenosić składniki na całe ziemskie życie. Ośmiornice przybyły jednak na planetę w pełni uformowane.

 

Brzmi logicznie

 

Z jakiegoś powodu autorzy sądzili, że zapłodnione jaja ośmiornicy mogły zostać kriogenicznie zamrożone i przymocowane do kosmicznej skały. Warunki były najwyraźniej idealne dla tych kosmitów — i tutaj dobrze się rozwijali. Ich dowód jest taki, że ośmiornice ewoluowały zbyt szybko.

 

Wpadnij na mnie

 

Grupa 33 badaczy wspomniała również, że istnieje 100 miliardów planet, które są podobne do naszych. I to tylko w Drodze Mlecznej, samej! Nie jest więc zupełnie dziwaczne, że organizm z innego świata może przetrwać jakąś podróż w kosmosie, zanim rozbije się na Ziemi. (A wiemy już na pewno, że istnieje przepływ materii pomiędzy układami planetarnymi gwiazd… - uwaga tłum.)

 

Magazyn z rozgłosem

 

Ich praca została opublikowana w czasopiśmie naukowym „Progress in Biophysics & Molecular Biology”, gdzie przykuła ogromną uwagę z zewnątrz. Jednak badacze nadal nie są pewni co do teorii pochodzenia ich kambryjskiej eksplozji, która działała na korzyść pisarzy.

 

Brak korelacji

 

Ale krytycy szybko wskoczyli do tej historii. Eksperci zwrócili uwagę, że inny zespół badawczy zsekwencjonował genom ośmiornicy w 2015 roku i odkrył, że oddzielił się on od kałamarnicy zaledwie 135 milionów lat temu. Eksplozja kambryjska miała zaś miejsce 540 milionów lat temu. Istnieje poważny brak korelacji osi czasu.

 







On jest przeciwko temu

 

- Nie ma wątpliwości, wczesna biologia jest fascynująca – ale myślę, że to, jeśli w ogóle, przynosi efekt przeciwny do zamierzonego – powiedział Ken Stedman, wirusolog i profesor biologii z Portland State University. - Wiele twierdzeń zawartych w tym artykule wykracza poza spekulacje i nawet nie patrzy na literaturę.

 

Podobieństwa wymagane

 

Ken wyjaśnił również, że gdyby retrowirus wpłynął na ewolucję ośmiornicy, pochodziłby z innej planety z podobnymi zwierzętami podobnymi do kałamarnic. Bez dzielenia podobieństwa z gospodarzem retrowirus nie mógłby skutecznie zmienić zwierzęcia. Wywołał jedno konkretne twierdzenie w teorii obcej ośmiornicy.

 

Niewystarczająco konkretne

 

Ken wyjaśnił:

- [Retrowirus] z pewnością nie był wystarczająco specyficzny dla czegoś takiego jak kałamarnica – chyba że masz ogromne ilości kałamarnic na jakiejś planecie niezwykle blisko nas, która wypluwa wszystkie te meteory. Ale myślę, że tego rodzaju założenie jest wysoce nieprawdopodobne.

 

Jesteśmy z Kenem

 

Inni naukowcy sprzymierzyli się z Kenem, jak Karin Mölling, wirusolog z Instytutu Genetyki Molekularnej im. Maxa Plancka w Niemczech. Badanie jest bardzo przydatne, ale ustaleń nie można traktować poważnie, napisała Mölling, kontynuując: Nie ma na to żadnych dowodów.

 

Brak dowodów

 

Chociaż zespołowi udało się opublikować artykuł w czasopiśmie naukowym, dokładniejsze przyjrzenie się ich dowodom pokazuje, jak niewiele ich faktycznie posiada. Nawet przy praktycznie zerowym dowodach byli na tyle wygodni, aby wyciągnąć wniosek i nazwać to poważną hipotezą.

 

Moje 3 grosze

 

Oczywiście jest więcej, niż możliwe, że życie spadło z nieba, ale czy w postaci wirusów? Wirusy są organizmami pasożytniczymi i jako takie żeby żyć i się namnażać muszą mieć swych żywicieli. To po pierwsze.

Po drugie: artykuł powyższy ukazał się 1 kwietnia br. Być może jest to primaaprilisowy żart. W każdym razie należy doń podejść z ostrożnością. Nie ruszyłbym tego, gdyby nie wcześniejszy materiał na ten sam temat zamieszczony na łamach „Nieznanego Świata” i w Internecie – zob. „Ośmiornice przybysze z Kosmosu?” - https://wszechocean.blogspot.com/2018/05/osmiornice-przybysze-z-kosmosu.html. A zatem coś w tym jednak jest. NB, jest bardzo możliwe, żę ośmiornice zamieszkują także podlodowe oceany Enceladusa i Europy. Tylko jak one przedostały się na te ciała niebieskie?

Tym niemniej hipoteza panspermii (w tym kierowanej) ma sens i wyjaśnia tajemnicę życia na Ziemi – a także innych planetach – ale nie wyjaśnia tajemnicy powstania życia w Kosmosie. Nie wyjaśnia nagłego przeskoku z materii nieożywionej w ożywioną. Ona dokonała się gdzieś w Kosmosie i życie tak powstałe rozsiało się na całą Galaktykę… Takimi rozsadnikami życia są przede wszystkim komety, które mogą przemieszczać się od układu do układu planetarnego przenosząc wirusy i inne najprymitywniejsze formy życia w czasie liczonym w miliardach lat. W ludzkiej skali są to niewyobrażalne przepaści czasu, w skali kosmicznej – zaledwie mgnienia…   

 

Źródło - https://recommended.complex.com/s/evidence-octopus-origin?fbclid=IwAR1x-sWz_6RsecTUcCIwP_AmOZuRm5t5np-Yl6l-xJiP3NcQCgJPznH-7o8&as=6daprr&utm_source=fb&utm_campaign=6daprr&bdk=0

Zdjęcia – Getty Images

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

czwartek, 15 października 2020

Trepangi - morskie ogórki

 


Stanisław Bednarz

 

Z głębin morskich  na życzenie Agnieszki Mrózek.

Strzykwy, trepangi zwane ogórkami morskimi (Holothuroidea) – to pożyteczne paskudztwo. Gromada liczy ok. 1000 gatunków osiągających rozmiary do 1 metra długości, przeciętnie 20-40 cm. Posiadają otwór gębowy otoczony wieńcem czułków służących do przebierania w mule. W razie zagrożenia potrafią wystrzykiwać nitki białego toksycznego śluzu...

Strzykwy, zwane też „ogórkami morskimi” to szkarłupnie – krewniacy jeżowców, rozgwiazd, wężowideł i liliowców. Większość z nich przypomina poruszające się ma małych nóżkach ogórki, ewentualnie coś innego, a obrzydliwego.

Strzykwy należą do organizmów liczebnie dominujących na Ziemi – zasiedlają około 70% powierzchni całej planety, stanowiąc czasami ponad 90% biomasy zajmowanych ekosystemów. Zwierzęta zaliczane do strzykw występują w morzach pełnosłonych, brak ich w Bałtyku… Trzydzieści sześć gatunków strzykw można spotkać  w Adriatyku. Najliczniej występują w tropikalnej strefie Oceanu Indyjskiego i Spokojnego, zwłaszcza w morzach płytkich, ale spotykane są też na głębokościach do 5000 m.





Mają  cewkowaty, gruczoł obronny występujący przy płucach wodnych strzykw…  Boją się tego akwaryści, bowiem w takim wypadku wszystkie żywe stworzenia w akwarium giną. W razie zagrożenia strzykwy potrafią wystrzykiwać (stąd polska nazwa) przez odbyt swoje nitkowate i pokryte lepką trucizną narządy wewnętrzne  zawierające neurotoksyny.

Strzykwy od dawna budziły zainteresowanie ludzi. Tradycyjna medycyna chińska już od 5000 lat stosuje je jako środek łagodzący ból stawów, zapalenia ścięgien oraz zwichnięć. wzmagają wydzielanie śluzu, soku żołądkowego, żółci, działają wykrztuśne, mają działanie, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przywracają sprawność seksualną i  neutralizują stany zapalne. Połowy tych zwierząt prowadzone są od co najmniej 1000 lat. Wykorzystywano je w celach konsumpcyjnych, w medycynie ludowej, a obecnie wykorzystywane są również w przemyśle farmaceutycznym. Smakuje jak usmażona opona. Od 1996 roku  są chronione.

Ze względu na rozpad szkieletu strzykwy rzadko zachowały się w zapisie kopalnym jako całość, przeważnie dominują pojedyncze elementy szkieletowe wielkości milimetrów. Kopalnych gatunków odkryto 13.000, więcej niż żyjących, ale czy poszczególne fragmenty nie należą przypadkiem do tego samego gatunku. Pamiętam że prof. Alexandrowicz na wykładach z paleontologii omawiając każdy okres geologiczny napomykał o strzykwach… 

poniedziałek, 12 października 2020

Słowo o wężowidłach

 


Stanisław Bednarz

 

 Dziś wężowidła (Ophiuroidea) - gromada morskich, dennych zwierząt zaliczanych do szkarłupni (Echinodermata). Niektórzy mylą je z rozgwiazdami, co jest błędem, choć, na pierwszy rzut oka są podobne. Centralna tarcza o dyskowatym kształcie, a z niej wyrasta 5 długich i cienkich ramion (bardzo rzadko 6 lub 7), które, co ważne, nie łączą się u nasady. Są szybkie, okazuje się, że najszybsze ze szkarłupni. Poruszają się ruchem wężowatym przy pomocy umięśnionych ramion, które mogą być odrzucone w razie zagrożenia, a następnie regenerowane.

Wężowidła mogą poruszać się trochę, jak kraby, we wszystkich kierunkach. Podczas wspinaczki na kamień, czy skałę, końce ramion mogą się owijać wokół. Zresztą chronią się bardzo często właśnie pod kamieniami, w szczelinach i rozpadlinach skalnych. Są drapieżnikami.

Ciekawostką jest, że choć posiadają otwór gębowy, to już ani jelit, ani odbytu nie. Część z nich jest mięsożerna, inne są filtratorami (wyłapują plankton) albo detrytusożercami, czyli odżywiają się mieszaniną rozłożonych szczątków.




Te, które polują wybierają drobne skorupiaki, i mięczaki. Żerują zazwyczaj nie głębiej niż 35 m. Górna część ich szkieletu pokryta jest mikroskopijnymi soczewkami, które czynią z pancerza coś w rodzaju złożonego oka.

Wężowidła zamieszkują strefę denną większości mórz i oceanów. Na świecie znanych jest  obecnie około 2000 gatunków. Rozmiarowo sięgają od kilku do kilkudziesięciu cm długości ramion. Dysk centralny może mieć od 1 cm do nawet 30 cm. Przez kucharzy lubujących się w przygotowywaniu owoców morza są stosowane jako dodatki do zup rybnych, czy smażone i w panierce, jako przekąska do wina.

Wężowidło białe Ophiura albida jest jedynym wężowidłem Bałtyku. Występuje w tym morzu wyłącznie na zachodnich krańcach Głębi Arkońskiej.

Wężowidła musiały odgrywać pewną rolę w kulturze Słowian Nadbałtyckich. W Gdańsku znaleziono słowiański kolczyk cynowy z XI wieku, wyobrażający wężowidło. Być może, że przedstawienia tych zwierząt występowały też w stylu morskim starożytnej kultury minojskiej.


W 2014, na cześć Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, nazwano nowy gatunek wężowidła Aganaster jagiellonicus. Rzadkie skamieniałości wężowideł w Polsce spotykane są w utworach triasowych, jurajskich, kredowych, mioceńskich, nie zostały odnalezione w paleozoicznych osadach morskich Polski choć ich wyodrębnienie nastąpiło w Ordowiku.