czwartek, 27 października 2011

CZY ISTNIEJE GIGANTYCZNY REKIN?



Maria Buuk


Znany amerykański paleontolog Richard Ravelli opublikował niedawno książkę, w której przedstawia swe niekonwencjonalne poglądy naukowe. Według punktu widzenia autora, wiele zwierząt – uważanych za dawno wymarłe – zamieszkują do dziś dnia naszą planetę. Prawdą jest, ze dzięki ekspansji człowieka, niektórym gatunkom zwierząt przyszło zaszyć się w zapadłe kąty naszej planety – w gęstwinę nieprzebytych lasów, na niezamieszkałe wyspy oraz w głębiny Wszechoceanu. A oto, co pisze się na ten temat w Rosji – na łamach „Kalejdoskopu NLO” nr 9(327)/2004 z dnia 23 lutego 2004 roku.

Groza Wszechoceanu.

Jeden z rozdziałów książki jest poświęcony gigantycznemu rekinowi – Carcharodon megalodon. Paleontolodzy często znajdują w morskich osadach skamieniałe zęby megalodonów o długości około 10 cm. Setki takich zębów znajduje się w muzeach zoologicznych i paleozoologicznych świata. Ta ryba jest podobna do swego młodszego kuzyna – wielkiego białego rekina – Carharodon carcharias.[1] Rozmiarami jest on równy kaszalotowi – Physeter catodon,[2] megalodon był największym morskim drapieżnikiem, jaki żył na Ziemi, włączając w to dinozaury.

Rozmiary największych z istniejących 250 gatunków rekinów nie przekraczają 12 metrów. Gigantyczny megalodon mógł dorastać do 30 m długości i mógłby śmiało połknąć niewielki samochód osobowy. Czy zatem być może, że to cudo Przyrody znajduje się gdzieś we Wszechoceanie?

Szacuje się, że ten potwór morski żył 50 mln lat temu, w środku Trzeciorzędu.[3] Oceanolog Richard Ellis specjalista od rekinów sądzi, że megalodony wymarły, ale to zdarzyło się „całkiem niedawno”, około 10.000 lat temu.[4] Ravelli idzie dalej twierdząc, że jeszcze na początku XX wieku megalodony można było spotkać we Wszechoceanie i – co jest wiarygodne – pływa on w głębinach do dnia dzisiejszego.[5]

Relacje naocznych świadków.

Richard Ravelli przytacza w swej książce relację marynarza wachtowego z niedużego statku, który w roku 1999 odbywał rejs z Kanady do Wielkiej Brytanii. Marynarz ów zauważył na kursie ogromną płetwę, która kształtem przypominał płetwę grzbietową rekina. Potwór zbliżył się do statku i popłynął równoległym doń kursem. Płetwa ta wznosiła się nad wodę co najmniej na metr, a woda wokół niej pieniła się. Do tego słyszalny był dziwny dźwięk, jakby świst. Całe wydarzenie trwało jakieś 10 minut. potem płetwa znikła, jakby rekin zapadł się w głębinę. Wszystko to zaszło wczesnym rankiem, kiedy to Atlantyk był spowity w nieprzeniknione kłęby mgły, dlatego też nikt, poza wachtowym, nie zauważył ogromnej płetwy rekina...

W roku 1963, w Australii wydano książkę Davida Steada pt. „Rekiny i raje australijskich mórz”, w której odnotowano opowieść o pojawieniu się niezwykłego potwora morskiego u brzegów tego kontynentu w 1918 roku. W tym czasie, rybacy z nadbrzeżnego miasteczka Port-Stevens w ciągu kilku dni odmawiali wyjścia w morze w okolicach wyspy Broughton, gdzie odławiano dużą ilość wspaniałych i smakowitych langust. Napotkawszy tam kolosalnej wielkości rekina, Australijczycy byli potężnie wystraszeni i zrezygnowali z dobrego zarobku.

Stead rozmawiał z tymi rybakami. Dwóch naocznych świadków stwierdziło, że rekin miał długość co najmniej 19 metrów, zaś pozostali twierdzili, że 13. Kiedy drapieżnik się pojawił, to woda wokół kipiała i słychać było dziwny świst. Należy tutaj dodać, że ci Australijczycy mieli ogromne doświadczenie, nie bali się wychodzić w morze w każdą pogodę, nieraz spotykali się z rekinami i wielorybami, i mieli reputację twardych facetów. Byli oni całkowicie przekonani, co do tego, że widzieli właśnie rekina, a nie np. wieloryba czy innego mieszkańca morskich wód. Wszyscy świadkowie potwierdzili to, że rekin był biały i miał łeb wielkości barkasu...

Stead uwierzył rybakom bez zastrzeżeń. O prawdziwości ich relacji świadczy chociażby fakt, że przez kilka dni nie wychodzili w morze, co spowodowało znaczne straty finansowe w ich, niewielkich przecież, budżetach domowych. Starsi mieszkańcy tego miasteczka twierdzili, że ogromny biały rekin pływała tam jeszcze pod koniec XIX wieku. W roku 1899 pojawiła się nawet o nim wzmianka w miejscowej gazecie!

Gigantyczne zęby na dnie oceanu...

W roku 1989, producent Mikel Bright wypuścił dokumentalny film pt. „Morskie giganty”. Włączono doń kadry, które zostały nakręcone przez amerykańską ekspedycję oceanograficzną w 1988 roku. I tak w Pacyfiku, na dużej głębokości znaleziono dwa zęby: jeden o długości 10 cm był całkiem „świeży” i jego wiek wynosił 2-4 tys. lat, zaś drugi o długości 11 cm miał około 11.000 lat. Wiek określono metodą pomiarów radionuklidu 14C. Znaleziska bardzo przypominają zęby megalodonów.

W tym filmie jest jeszcze jeden ciekawy epizod. Niejaki Rhett Chandler, właściciel niewielkiego jachtu, opowiedział przed kamerą o swym spotkaniu w roku 1982 z gigantycznym rekinem. To wydarzenie miało miejsce u brzegów Kalifornii. Potwór zerwał linę kotwiczną i pływał krążąc wokół jachtu, podnosząc falę. Ogromna ryba miała jednoznacznie wrogie zamiary. Tylko duża pływalność jachtu uratowała go przed zatonięciem. Rekin krążył wokół niego przez godzinę, a potem odpłynął. Chandler oświadczył, że potwór otwierał paszczę demonstrując ogromne zęby. Kiedy świadkowi pokazano skamieniałe zęby megalodona, on powiedział to, co wtedy zauważył – straszydło atakujące jacht miało dokładnie takie same zęby zarówno w rozmiarach jak i w formie!

...i w filmie.

I tak – jak widać – słynny thriller Stephena Kinga „Szczęki”[6] i nakręcony potem według niego film pod tym samym tytułem[7] miał swoją realną podstawę. Tylko że megalodon, który jest prototypem wymyślonego przez pisarzy ogromnego żarłacza, nie szuka towarzystwa ludzi, a wręcz odwrotnie – skrywa się w głębinach Wszechoceanu. Według Ravelliego, jest to żyjące zwierzę reliktowe i w przeciwieństwie do swych pobratymców, może żyć na wielkich głębokościach. To właśnie uratowało ogromną rybę od wymarcia. Megalodon żywi się bowiem – jak wszystkie rekiny – przede wszystkim mniejszymi zwierzętami zamieszkującymi ocean...

Przekład z j. rosyjskiego i przypisy –
Robert K. Leśniakiewicz ©



[1] Żarłacz ludojad, żarłacz biały, rekin ludojad – osiąga 11-12 m długości i 7 ton masy ciała. Żyje w wodach stref tropikalnej, subtropikalnej i umiarkowanej. Jest to gatunek zagrożony wymarciem i wpisany na rejestr Czerwonej Księgi IUCN.
[2] Długość ciała do 20 m, masa do 50 ton.
[3] W środkowym Eocenie.
[4] Na granicy Pleistocenu i Holocenu.
[5] O megalodonach we współczesnym Wszechoceanie traktuje powieść amerykańskiego pisarza i oceanologa Steve’a Altena pt. „Meg – potwór z głębin” (Warszawa 2000) oraz artykuł Tadeusza Oszubskiego na łamach „Nieznanego Świata” nr 4/2002.
[6] „Szczęki” („Jaws”) napisał Peter Benchley w 1974 roku.
[7] W reżyserii Stevena Spielberga w 1975 roku.