piątek, 2 marca 2012

Czy nową wojnę rozpęta… Atlantyda?

 Atlantyda na dnie Oceanu Atlantyckiego - czy jej urządzenia są wciąż czynne i znajdują się...
 ...gdzieś na dnie akwenu Trójkąta Bermudzkiego, w którym obserwuje się tyle dziwnych zdarzeń i zjawisk?
N. Roerich - Droga do Szamballi


Igor Wołozniew

Mit o Atlantydzie mógł być założony na bazie wydarzeń z VI tysiąclecia p.n.e., kiedy to poziom Morza Czarnego podniósł się o 60-80 m z powodu powstania cieśniny w masywie kontynentu tam, gdzie teraz znajduje się Morze Marmara, Dardanele i Bosfor.

Już od wielu stuleci miłośnicy historii zadają sobie pytanie: czy naprawdę istniała Atlantyda? Co się z nią stało? Skąd się pojawili i gdzie zniknęli jej mieszkańcy? Poważne źródła odrzucają realność istnienia tego mitycznego kontynentu. Natomiast odpowiedzi – co paradoksalne – podają jasnowidze, okultyści i badaczy paranormaliów.

Ognisty kamień w świątyni Posejdona

Znamienity, antyczny filozof Platon był pierwszym, który napisał o Atlantydzie, mówił o tym, że ziemia ta znajduje się po przeciwnej, zachodniej stronie Cieśniny Gibraltarskiej, pośrodku oceanu. Atlantydzi byli silni i wojowniczy. Wtargnięcie ich armii do Europy omal nie doprowadziło do jej zajęcia. Filozof pisze dalej, że Atlantydzi ściągnęli na siebie gniew bogów i ich kontynent zginął „w jeden dzień i jedną noc okropną”, pogrążając się w oceanie. Miało to miejsce w IX tysiącleciu p.n.e. Jednakże z relacji Platona nie wiadomo, czym się Atlantydzi bogom narazili – śmierć nie pozwoliła mu dokończyć swego dzieła.

Niektórzy dzisiejsi badacze uważają, że legendy o Przybyszach zza Morza, mądrych Bogach Nauczycielach przekazywanych przez wiele narodów świata zawierają w sobie echa historii Atlantów, którym udało się uratować z tonącej wyspy. Te legendy niedwuznacznie mówią o niezwykłych umiejętnościach i wiedzy, które posiadali mieszkańcy Atlantydy. I tak np. można dojść do wniosku, że pokonali oni ziemskie ciążenie i porozumiewali się przy pomocy telepatii.

Tajemnice Atlantydy przeniknął amerykański wizjoner Edgar Cayce. Zapadłszy kiedyś w kolejny trans, ujrzał pośrodku oceanu przepiękne miasto i jego mieszkańców. Przeanalizowawszy detale tego myślowego zewu Cayce założył, że to była Atlantyda. Później jeszcze niejednokrotnie miał takie widzenia. Według niego, Atlantydzi do swych rytualnych i praktycznych celów używali jakichś magicznych kryształów, podarowanych im przez jakąś pozaziemską cywilizację. Dzięki tym kryształom mieli oni ogromne możliwości, które mogli wciąż rozwijać.

Caycemu udało się rozejrzeć i ustalić, że główny kryształ – Tuaoi – co w przekładzie z języka Atlantydów oznacza „ognisty kamień” – znajduje się w głównym pomieszczeniu świątyni Posejdona. W Tuaoi znajdowała się ogromna moc. Dzięki niemu mieszkańcy Atlantydy mogli mieć również władzę nad Czasem.

Jasnowidz ten jest przekonany, że Atlantyda nie zginęła. Jej świątynie po katastrofie niejednokrotnie podnosiły się z dna, i wkrótce znów dojdzie do tego, przy czym one już na zawsze pozostaną na powierzchni…

Szklany dom i pułapki czasu

Nieoczekiwane potwierdzenie słów Cayce’go znaleziono w pracy… Gajusza Juliusza Cezara pt. „Commentarii rerum gestarum belli Gallici” albo w skrócie „De bello Gallico”. W dziele tym znakomity wódz opisuje swoje spotkanie z mędrcem-druidem, który opowiedział mu legendy jeszcze z czasów celtyckich. Wedle jego słów, celtyccy bogowie zbudowali na wyspie pośrodku oceanu szklany dom, ale każdy statek, który się doń zbliżył – znikał bez śladu. Legendę tą opowiadano jeszcze w Średniowieczu. Nie jest wykluczonym, że szklany dom mógł być podniesionym z dna Atlantyku atlantydzką świątynią, a statki, które tam się zaplatały mogły być przerzucane w inne wymiary czasu i pozostawać tam na zawsze… Nieznana siłą, która pochwytała statki, Celtowie nazywali „czarodziejską pajęczyną”. Nie zapominajmy, że byli oni doskonałymi żeglarzami dopływającymi do Islandii i Skandynawii na północy oraz do Wysp Kanaryjskich i wybrzeży Brazylii na południu. Jeden z celtyckich bohaterów przebywał w szklanym domu przez trzy dni, a kiedy udało mu się wydostać z niego okazało się, że upłynęło 30 lat!

Z legendą tą współbrzmi iście mistyczna historia, która miała miejsce już współcześnie – w 1993 roku. Jak podaje dziennik „News”, w czasie rejsu okrętu podwodnego na głębokości 70 m w akwenie Trójkąta Bermudzkiego (to jest tam, gdzie mogła znajdować się Atlantyda), jego załoga w czasie minuty słyszała za burtą dziwny świst i szeleszczące wibracje. Potem w czasie dosłownie jednej sekundy, wszyscy podwodniacy się postarzeli, a okręt podwodny znalazł się o tysiące mil od Trójkąta – na Oceanie Indyjskim!

Edgar Cayce uważa, że anomalie na akwenie Trójkąta Bermudzkiego są wynikiem działania magicznych mocy kryształów, które poszły na dno wraz z Atlantydą. To właśnie z ich przyczyny obserwuje się na tym akwenie złowrogie paradoksy czasoprzestrzenne.

Czy Atlantydzi się uratowali?

W 1991 roku na dnie Morza Sargassowego, w samym środku Trójkąta Bermudzkiego, dokonano sensacyjnego odkrycia. Odkryto tam gigantyczną piramidę, trzykrotnie większą od Piramidy Cheopsa. Jej gładkie ściany wykonano z materiału podobnego do szkła. Dalsze badania wykazały, że zbudowano ją stosunkowo niedawno – wszystkiego jakieś 50 lat temu. A na dodatek wyjaśniło się, że znajdują się tam jeszcze trzy inne, mniejsze.

Zgodnie z niektórymi poglądami, wzniesienie takich budowli było możliwe tylko za pomocą magicznych kryształów. Wygląda na to, że część Atlantydów uratowała się z tego kataklizmu, który pogrążył ich kontynent i znalazła schronienie w podziemiach pod dnem Atlantyku. Przez wszystkie wieki od czasów katastrofy, ta podziemna kolonia opracowywała plany podniesienia Atlantydy. Okultyści twierdzą, że „podziemnym” Atlantydom może się to powieść, jeżeli posłużą się Ognistym Kamieniem – Tuaoi. Małe kryształy nie maja takiej wielkiej mocy, ale połączywszy je Atlanci będą w stanie konkurować z naszą cywilizacją, bowiem wciąż są oni super-ludźmi. Nie jest wykluczone, że przedstawiciele tego narodu posiadający silne właściwości parapsychologiczne już przeniknęli w Ludzkość i w nasze społeczeństwo.

Planecie grozi poślizg czasowy

Szklany dom, który kiedyś tam widzieli na oceanie celtyccy żeglarze, zapadł się pod wodę. Najprawdopodobniej Atlantydzi ponownie zanurzyli go w oceanie, bo jego czas jeszcze nie nastał. A teraz szklane domy z dna oceanu podnoszą się ku powierzchni. Okultyści twierdzą, że z całą pewnością jest o zwiastun nadchodzącej katastrofy, którą przepowiadają planecie mędrcy i magowie z Atlantydy. Magiczne kryształy nagromadziły w czasie całych stuleci dostateczny zasób kej energii i w najbliższym czasie zademonstrują światu straszliwą, niszczycielską siłę. Zapewne Atlantydzi powtórzą swój dawny eksperyment ze zmieszaniem czasoprzestrzennego kontinuum planety, który skończył się dla nich opłakanie i dla ich własnego kontynentu. Ale tym razem eksperymentatorzy nie powtórzą dawnych błędów.

Celem Atlantydów jest światowe państwo. Przemieszczenie planety w inną czasoprzestrzeń spowoduje kataklizm, który zniszczy naszą technologiczną przewagę i zepchnie resztki rodu ludzkiego do stanu półdzikiego. W ten sposób Atlantydzi pokażą, kto tak naprawdę jest gospodarzem na tej planecie.

Cayce i inni jasnowidze nie raz zapewniali, że w najbliższym czasie Atlantyda podniesie się z dna. Być może szklane piramidy Trójkąta Bermudzkiego są tą sama „podnoszącą się Atlantydą”.

Szamballa – tybetańska Atlantyda

Wschodnie podania i legendy pozwalają przedkładać, że niektórzy najmądrzejsi Atlantydzi po zagładzie ich kontynentu znaleźli schronienie w Tybecie, gdzie założyli oni Szamballę i także zbudowali ogromne piramidy. Każda z tych piramid była uwieńczona magicznym kryształem uratowanym z tej katastrofy. Badacze sądzą, że kryształy znajdujące się na szczytach piramid do dziś dnia służą do odbioru kosmicznej energii dla mieszkańców Szamballi.

Uważa się, że przeciwstawić się złowrogim zamysłom „podziemnych” Atlantydów są w stanie tylko Atlantydzi zamieszkali w Tybecie. Mają oni także swoje magiczne kryształy i zapewne coś zrobią w odpowiedzi. Wiele zależy od tego, w czyich rekach znajduje się Ognisty Kamień. Według oświadczenia amerykańskiego jasnowidza Mike’a Gordona Sculliona, zrobiony przez nich w 2001 roku główny kryształ Atlantów znajduje się nie w Atlantyku, ale w Tybecie. Tym niemniej znaczna ilość małych kryształów znajduje się w starej, podwodnej Atlantydzie i ich niszcząca moc jest nadzwyczaj duża. Tak więc bez wielkiej bitwy o Ziemię się nie obejdzie. Być może ta bitwa już się zaczęła…

Atlantyda, Agharta, Mu…

Wszystko to brzmi nadzwyczaj atrakcyjnie i coś w tym niby jest, ale… Przypomina mi to powieść F. Montyherta pt. „Atlantyda i Agharta” napisana w międzywojniu, a przypomnianą na początku lat 80. XX wieku. Tam też, w tej powieści awanturniczej Montyherta, Ziemią rządziły dwie wrogie sobie siły – świetlistej, uduchowionej Atlantydy i przerażającej, podziemnej Agharty. Powieść ta powstała na bazie wspomnień F. A. Ossendowskiego, który przekazał w niej m.in. proroctwo Władcy Świata z roku 1890, na najbliższe 50 lat, czyli do roku 1940. No i faktycznie – Władca Świata w najczarniejszych barwach odmalował ówczesnym ich przyszłość. Wojny, rewolucje, przewroty, upadek wartości moralnych, odwrócenie się od Boga – itd. itp. – co zresztą nietrudne było do przewidzenia. Natomiast ciekawym jest to, że w 1940 roku miały powstać trzy wielkie państwa, co zgadzało się o tyle, że zaczęła tworzyć się koalicja antyhitlerowska trzech wielkich państw: Stanów Zjednoczonych, Zjednoczonego Królestwa i Związku Radzieckiego.

I teraz – pisze Ossendowski:

…Zjawią się trzy wielkie państwa, a będą istniały 71 lat od dnia zjawienia się. Później nastąpi 18 lat krwawych wojen, zguby i zdziczenia. Wtedy przyjdę ja z siłami Agharty…

Policzmy: 1890 + 50 = 1940 – powstają trzy wielkie mocarstwa.
I dalej: 1940 + 71 = 2011 – rozpad trzech supermocarstw. Jak dotąd, to w 1991 roku rozpadł się ZSRR – po którym pozostał iluzoryczny twór o nazwie Wspólnota Niepodległych Państw, a ze Zjednoczonego Królestwa powstał Commonwealth of Nations.
I liczmy dalej: 2011 + 18 = 2029 – dojście do władzy Agartyjczyków i koniec naszej cywilizacji. Czyli co? Czyli wychodzi na to, że żadnego końca świata w grudniu 2012 roku NIE BĘDZIE i BYĆ NIE MOŻE, bowiem pierwej muszą wypełnić się przepowiednie Brahytmy czyli Władcy Świata z Agharty…

A zatem koniec naszej cywilizacji nastąpi w roku 2029!

Przesąd przeciwko przesądowi – tak niezwykle trafnie określił taki stan znany norweski badacz Thor Heyerdahl. Nic dodać, nic ująć… Tylko że teraz tą informację dorwie jakiś czubek i puści w eter: koniec świata w 2029 roku!

A bezmyślny tłum przeżuwaczy hamburgerów mu przyklaśnie i będzie na to czekał.

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 33/2011, ss.18-19

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©