sobota, 14 kwietnia 2012

SPRAWA NR 022/X - Interterranie i tajemnica "TITANICA" (2)




Dziwne aspekty katastrofy.
Badacze tego incydentu zwracali zawsze uwagę na to, że po zderzeniu – a właściwie otarciu się o górę lodową – na pokłady Titanica posypał się lód. Otóż Titanic wcale nie musiał zderzyć się z górą lodową – mógł on zostać uderzony przez USO, które spowodowało wyrzut na jego pokłady kawałków lodu pływającego wokół góry lodowej. W tym kontekście ciekawie brzmi stwierdzenie pewnego pasażera Titanica, co pokazał Jean Negulesco, który w chwilę po kolizji powiedział: Nie, to nie my w nią uderzyliśmy, ale to ona nas... - jeszcze do tej odzywki wrócimy. Tymczasem proszę przypomnieć sobie opis zderzenia fregaty USS Abraham Lincoln z Nautiliusem kapitana Nemo z powieści Verne’a – tuż po uderzeniu ostrogą w burtę, na pokład USS Abrahama Lincolna zwaliły się dwie trąby wodne, które zmyły do wody prof. Aronnaxa, jego służącego Conseila i Neda Landa... Takie trąby wodne mogły wyrzucić kawałki kry na pokłady Titanica, a także mógł to być efekt eksplozji kotła w kotłowni nr 1. Zderzenie się masy kilkudziesięciu tysięcy ton, rozpędzonych do prędkości niemal 40 km/h   m u s i a ł o b y   zaowocować potężnymi efektami akustycznymi, nie wspominając już o silnym wstrząsie. Pamiętam, jak w 1985 roku, nasz prom MF Pomerania wyrżnął w molo Bazy Promów Morskich PŻB w Świnoujściu, w pewien mglisty dzień. Z betonowego postumentu sygnału świetlnego sypnęła ulewa szczątków, snop iskier wystrzelił na trzy metry w górę, rozległ się wrzask obcieranego metalu poszycia, a prom zatrząsł się febrycznie od uderzenia i zmiany kierunku pracy śrub, kiedy maszyny dały „całą wstecz”, a stery strumieniowe usiłowały odepchnąć dziób Pomeranii od kei... Łoskot był od tego, jak wszyscy diabli, a przecież Pomerania miała zaledwie 13.000 BRT i poruszała się z prędkością 1 – 1,5 kts! Wstrząs i huk zderzenia słyszeli wszyscy w promieniu wieluset metrów, i wszyscy słyszeli gwałtowny zryw maszyn pracujących na rewersie. Wszystko skończyło się na rozwaleniu postumentu czerwonego światła sygnałowego, otarciu blach promu, strachu podróżnych i klątwach kapitana... A na Titanicu?
Rzecz leży w ogromnej masie statków. Titanic poruszał się z prędkością 21,5 kts – czyli 39,82 km/h – i tylko kilka osób czuje wstrząs i słyszy słaby wybuch. A zatem krawędź lodowa była tak ostra, że cięła burtę statku, jak nóż do konserw, NB tego właśnie porównania użył Józef Conrad-Korzeniowski – albo I oficer Murdoch   n i e   d a ł   „całej wstecz” i „ster lewo na burt”! W ciągu tych fatalnych 37 sekund od momentu dostrzeżenia przeszkody do momentu uderzenia w nią, statek musiałby zareagować na oba te manewry, które zamanifestowałyby się wstrząsami o wiele silniejszymi, niż zarejestrowane. Te 37 sekund oznacza, że w momencie dostrzeżenia góry lodowej Titanic znajdował się w odległości 407 m od niej... To mniej, niż pół kilometra. Co to oznacza? – mianowicie to, że   n i e   b y ł o   czasu  na jakikolwiek manewr! 66-tysięcznik, to nie kajak, który można zatrzymać i skręcić na dystansie dwóch metrów – jego droga hamowania liczy się w kilometrach. Titanicem nie dało się po prostu wykręcić jak kajakiem. Jego tytaniczna bezwładność obróciła się przeciwko niemu... Podejrzewam, że nawet gdyby Titanic miał stery strumieniowe, to nie byłyby one w stanie zboczyć nim wystarczająco z kursu w którąkolwiek stronę, by uniknąć otarcia o górę lodową i jej wystające ostrogi. Rzeczywiście, najlepszym wyjściem byłoby dać „całą wstecz” i uderzyć dziobnicą w lód. W najlepszym przypadku zalałoby dwa dziobowe przedziały. W najgorszym być może udałoby się osadzić Titanica na lodzie i w ten sposób utrzymać go na czas wystarczający do ewakuacji ludzi z wraku – czyli przez cztery godziny, do przybycia Carpathii. Oczywiście teraz możemy sobie gdybać. Murdoch musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy i ją podjął. Inna rzecz, że była ona najgorsza z możliwych...
Wolf Schneider podaje jeszcze jeden ciekawy fakt, który jakoś umknął uwagi badaczom tej katastrofy. Pisze on mianowicie, że: Titanic zderzył się z górą lodową z prędkością 15 m/s – koniec cytatu. Przeliczyłem i wyszło mi, że w chwili zderzenia Titanic poruszał się z prędkością nie 21,5 kts, jak podaje się oficjalnie we wszystkich źródłach, ale aż 29,15 kts – czyli pełne 54 km/h!... Wygląda na to, że komuś jednak zamarzyła się Błękitna Wstęga Atlantyku i gnał statek z prędkością ówczesnego niszczyciela idącego do ataku torpedowego. Bardzo chciałbym wiedzieć, skąd Schneider wytrzasnął te 15 m/s!?...
Kurs „statku-widma”.
Wróćmy do „statku-widma”, widzianego z pokładów Titanica i Californiana. „Statek-widmo” idzie kursem z NE-E na SW do godziny 23:40. Potem staje w dryfie i... obraca się o 180°, jakby chciał zawrócić. Następnie uruchamia maszynę i o godzinie 02:05 idzie kursem na SW poprzez ławicę dryfującego paku lodowego i o godzinie 02:40 jego światła   z n i k a j ą !
Najciekawsze jest to, że kierował się on na błędną pozycję podaną po sygnale CQD MGY[1]. Wyglądałoby zatem na to, że ów statek szedł na pomoc tonącemu Titanicowi po odebraniu   p i e r w s z e g o   sygnału, a następnie wyłączył radiostację i nie usłyszał   d r u g i e g o   sygnału SOS MGY z prawidłową pozycją. A to stawia wszystko na głowie i artykuł Schneidera nie wyjaśnia niczego, a gmatwa tą sprawę jeszcze bardziej.
Rodzi się tutaj następne pytanie: czy statek X był tym USO, który spowodował katastrofę? Statek ten zwrócony był do Californiana lewą burtą – bowiem widziano jego czerwone światło pozycyjne, a nie prawą jak Titanic, w przeciwnym wypadku byłoby widoczne światło zielone. To oznaczało z kolei, że statek X stał w godzinach 23:40 – 01:10 dziobem w kierunku Prądu Labradorskiego, który spychał wszystkie dryfujące na oceanie statki z prędkością 2 kts na południe. Takie właśnie nienormalne zachowanie się „statku-widma” sprawia, że nie sądzę, by był to statek z tego świata... – jeżeli odrzucimy Spiskową Teorię Dziejów.
Nawet gwiazdy nie sprzyjały Titanicowi...
Pomijając wszelkie dywagacje na temat ochrzczenia tego transatlantyku wyzywającym mianem Titanic, co dla niektórych już było samo w sobie bluźnierstwem należy dodać, że statek ten nie miał nawet chrztu morskiego! Jest to obrządek uroczystego nadania imienia jednostce pływającej polegający na wypowiedzeniu uroczystej formułki nadania imienia i rozbicie o burtę, lub wylanie na burtę, butelki szampana, wina, soku z winogron czy wody morskiej. Tego właśnie nie zrobiono, a zatem statek był już przeklęty na samym początku...
Czeska pisarka i astrolożka Zoša Klinkorová sporządziła horoskop tego statku i najważniejszych momentów jego „życia”. Wszystkie aspekty tego horoskopu wskazują na to, że Titanic już od samego początku był unlucky ship i jego rejs   m u s i a ł   się skończyć tragedią...
Zacznijmy od horoskopu współwłaściciela i głównego udziałowca White Star Lines Johna Piermonta Morgana, który był wielkim mistykiem i bez szczegółowego horoskopu nie zaczynał czegokolwiek. Jak widać, tym razem gwiazdy zawiodły także i jego...
Z horoskopu właściciela statku i samego statku wynika, że już w chwili położenia stępki został wydany wyrok, który został wykonany w trzy lata później... To jest bardzo fatalny układ planet i gwiazdozbiorów zodiakalnych.

Czy można w to wierzyć? Kto chce, to niech wierzy, kto nie chce, to nie. Jeden fakt pozostaje bezspornym – czy były takie czy inne układy gwiazd, planet i domów horoskopu – Titanic leży teraz na dnie Atlantyku i powoli zamienia się w kopiec rdzewiejącego żelastwa...

Wodni Ludzie.

Nie wierzę w taki wpływ gwiazd na ludzkie życie i istnienie wytworzonych przez niego maszyn, a więc przejdźmy do tematu Wodnych Ludzi. Oni rzeczywiście istnieją, czego dowodzą tajemnicze wydarzenia, które rozgrywały się – i nadal rozgrywają – na wszystkich akwenach świata. Wodnym Ludziom poświęcił swój pierwszy bestseller pt. „Hawajski wir” słynny amerykański pisarz powieści sensacyjno-marynistycznych Clive Cussler. Ciekawa rzecz, bo ich siedzibę umiejscawia on tam, gdzie teraz znajduje się Północnopacyficzna Plama Śmieci i Odpadów, o której pisałem wcześniej…
Telewizja Polska kilka lat temu wyemitowała niesamowity film na temat m.in. Wodnych Ludzi, a ja napisałem potem artykuł do „Nieznanego Świata”. Wyglądałoby zatem na to, że we Wszechoceanie istnieje rasa rozumnych istot przypominających ludzi i od czasu do czasu tychże ludzi porywająca. Tak przynajmniej twierdzi Robin Cook w swej książce pt. „Uprowadzenie”, w której pisze on, że pochodzą oni z Interterry – legendarnej krainy podziemnej tak namiętnie poszukiwanej przez SS-Reischführera Heinricha Himmlera i jego specjalistów-speleologów w czasie II Wojny Światowej, a którą można utożsamiać z tajemniczą Szamballą czy Aghartą albo Atlantydą. Czy te istoty można posądzić o manipulację w wyniku której Titanic zatonął w swym dziewiczym rejsie? Oczywiście! Oni wiedzieli, jakie słabości ma ten statek i jakie ma możliwości. Taka wiedza to połowa sukcesu. Aby osiągnąć drugą połowę, wystarczyło podciągnąć górę lodową na kurs Titanica i czekać, aż się z nią zderzy, co się stało. A może nawet jej pomogli zderzyć się z Titanicem – stąd właśnie spostrzeżenie, groteskowe, ale wbrew pozorom prawdopodobne – że statek został uderzony górą lodową, a nie na odwrót. Ten statek X, to właśnie była jednostka Interterran, która śledziła z oddali rozwój wypadków. A jego załoga mogła nim nawet sterować...
Co było celem tej operacji? Oczywiście zmiana istniejącej rzeczywistości. Podobnie zresztą postąpiono na początku lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to zatopiony został inny pasażerski liniowiec SS Andrea Doria. Jak to było możliwe, by dwa nowoczesne liniowce, posiadające radar i inne urządzenia nawigacyjne, widzące się nawzajem! – staranowały się niemal u wejścia do portu w Nowym Jorku!!!???... Pytanie godne Hamleta! Oczywiście zwalono winę na radar i wymyślone naprędce zjawisko zaburzeń propagacji fal radiowych na tym akwenie, zwane polaryzacją fal radarowych. Nie wyjaśnia to niczego, a już najmniej to, dlaczego dziób MS Stockholm rozpruł burtę Andrea Dorii i posłał go na dno...  Kto wie, jak potoczyłyby się dzieje świata, gdyby nie doszło do tych dwóch katastrof morskich? I kilku innych, pomniejszych, ale równie tajemniczych też... Możemy teraz tylko gdybać, bo jesteśmy mądrzy po szkodzie – dobre i to.
Zagłada Titanica wyszła Ludzkości na dobre, stając się przestrogą przed nadmiernym zaufaniem w swe własne możliwości z jednej strony, zaś z drugiej stając się potężnym bodźcem do rozwoju udoskonalanych z dnia na dzień systemów nawigacji, wykrywania i ostrzegania przed górami lodowymi, sztormami czy innymi dopustami Bożymi na akwenach całego Wszechoceanu. Pozwoliło to uniknąć wielu powtórek z tej tragedii.
A jednak statki wciąż toną...
* * *
Czy to koniec tajemnic?
Te słowa napisałem dawno temu, w 2001 roku. Od tego czasu wiele się zdarzyło, ale nad tą katastrofą wisi wciąż zasłona tajemnicy. Tak naprawdę największymi morskimi hekatombami była zagłada niemieckich statków pasażerskich z uciekinierami z Pomorza Gdańskiego – a były to:
v    MV Goya (55°12’ N – 018°18’ E, 6000 ofiar),
v    MV Wilhelm Gustloff (55°07’27” N – 017°42’14,6” E, 9600 ofiar)
v    SS General von Steuben (54°41’ N – 016°51’ E, 4900 ofiar), które zostały zatopione przez Rosjan. Do tego należy dodać jeszcze
v    SS Cap Arkona (4300 ofiar) - nawiasem mówiąc statek, który miał zagrać rolę Titanica w nazistowskim filmie propagandowym! - oraz...
v    SS Thielbeck (2800). Każdy z nich przewoził pasażerów i więźniów obozów koncentracyjnych, z których niewielu zdołało się uratować z lodowatych wód Bałtyku.
Obecnie usiłuje się przedstawić tych Niemców jako niewinne ofiary okrutnych Rosjan, którzy celowo i z premedytacją te statki zatopili. Nie mówi się tylko o tym, że była o konsekwencja wojny światowej sześć lat wcześniej rozpętanej przez Niemców. Prawda jest taka, że ludzie ci zostali wystawieni na ataki Rosjan przez hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, którzy nakazali ewakuację drogą morską doskonale wiedząc o tym, że szlaki morskie są opanowane przez Rosjan... 
Ale tragedia Titanica miała miejsce jeszcze w czasie pokoju i dlatego jest ona taka przejmująca i straszna. Autor książeczki pt. „Tajemnica Titanica” („Fakt – Historia”, Warszawa 2012), w rozdziale pt. „Czego się nigdy nie dowiemy” wymienia zagadki związane z tą katastrofą, i tak:
v    Nie wiadomo, dlaczego kapitan Edward Smith zlekceważył radiodepesze m.in. z SS Baltic ostrzegające o pływających lodach i wprowadził z pełną prędkością statek na akwen najeżony górami lodowymi?
v    Dlaczego radiotelegrafiści i oficerowie wachtowi Titanica zlekceważyli nadchodzące informacje o pływających lodach?
v    Co spowodowało Bruce’a Ismaya do nakłaniania kapitana Smitha do podniesienia prędkości statku? Czy chodziło tylko o splendor czy o coś jeszcze?
v    Czy statkiem X widzianym symultanicznie z Titanica i SS Californian był norweski statek wielorybniczy, czy jeszcze jakiś inny?
v    Dlaczego ów statek nie udzielił pomocy Titanicowi, tylko odpłynął po godzinie 02:20?
v    Jak to się stało, że marynarze na oku i bocianim gnieździe nie mieli ani jednej lornetki???
v    Do dziś dnia nie wiadomo, kto był prawdziwym bohaterem akcji ratunkowej i czy rzeczywiście strzelano do pasażerów?
v    Czy prawdą jest, ze na pokładzie Titanica transportowano mumie egipskie i posąg Szatana, co miało wpływ na bezpieczeństwo statku?
v    Dlaczego i wskutek czego RMS Titanic wyszedł w swój dziewiczy rejs bez jakiejkolwiek ceremonii chrztu morskiego?
v    Jaki był ostatni utwór grany na Titanicu przez orkiestrę Wallace’a Hartleya?
v    Nie wiadomo, ilu właściwie ludzi zginęło w tej katastrofie? Szacunki wahają się pomiędzy 2208 a 2228 osobami.
v    Do niedawna tajemnicą były uszkodzenia kadłuba, które doprowadziły do zagłady Niezatapialnego. Dzisiaj wiadomo, że pod naciskiem lodu puściły nity łączące blachy i powstało 6 wąskich otworów, przez które do kadłuba statku dostała się woda zaburtowa…
To tylko kilka z nich, które w dalszym ciągu nurtują historyków i łowców sensacji.
I jeszcze słowo o innych katastrofach na morzu, których rozmiary są porównywalne z tą tragedią:

1.         29 maja 1914 roku – wskutek zderzenia z norweskim drewnowcem SS Storstad na Rzece św. Wawrzyńca zatonął brytyjski RMS Empress of Ireland – zginęło 1014 osób.
2.         7 maja 1915 roku – RMS Lusitania została storpedowana przez okręt podwodny U-20 i poszła na dno z 1198 osobami.
3.         24 lipca 1915 roku – w kanale u brzegów Chicago zatonął rzeczny statek SS Estland z 848 osobami.
4.         21 listopada 1916 roku – prawdopodobnie wskutek wpadnięcia na minę zatonął sister-ship Titanica – RMS potem HMHS Britannic. Zginęło 30 osób. Teoria spiskowa głosi, że statek zatonął wskutek sabotażu lub ataku niemieckiego U-boota. 
5.         24 października 1918 roku – wszedł na mieliznę w pobliżu Alaski kanadyjski statek SS Princess Sophia, który potem zatonął z 343 osobami – przeżył ponoć tylko pies…
6.         3 marca 1921 roku – malajski statek SS Hong Moh płynąc z Singapuru do Chin wpadł na skały i potem zatonął z około 1000 pasażerów.
7.         17 lipca 1947 roku – statek SS Ramdas tonie u wybrzeży Indii – 10 mil od Bombaju, zginęło 625 osób.
8.         3 grudnia 1948 roku – chiński statek SS Kigaya zatonął niedaleko Szanghaju. Zginęło od 2750 do nawet 3920 osób. Statek zatonął wskutek wejścia na starą japońską minę w czasów wojny.
9.         11 czerwca 1948 zatonął także duński statek SS Køpenhagen na którym życie straciło 140 pasażerów. Statek wyleciał w powietrze na minie u wybrzeży Jutlandii.
10.    26 września 1954 roku – japoński prom MF Toya Maru zatonął w cieśninie Tsugaru z 1159 osobami na pokładzie. Powodem zatonięcia była burza wywołana cyklonem Marie.
11.    26 lipca 1956 – tego dnia miała miejsce słynna katastrofa włoskiego liniowca SS Andrea Doria, który uległ kolizji (tzw. zderzenie radarowe) ze szwedzkim statkiem MS Stockholm, w wyniku czego na obu jednostkach zginęły 52 osoby w tym 6 na Stockholmie. Włoski liniowiec poszedł na dno. A nam pozostała po tym wydarzeniu piosenka Wojciecha Kordy i Niebiesko-Czarnych…
12.    8 grudnia 1966 roku – grecki statek SS Heraklion zatonął na Morzu Egejskim wraz z 200 osobami.
13.    27 stycznia 1981 roku – pożar na indonezyjskim statku MV Tamponas II spowodował śmierć 580 osób.
14.    31 sierpnia 1986 roku – radziecki statek TSS Admirał Nachimow zderzył się ze statkiem MS Wasiew, wskutek czego zginęło 448 osób.
15.    1986 rok – w Bangladeszu tonie MF Shamia, wraz z 600 osobami…
16.    6 marca 1987 roku – kolejna słynna katastrofa brytyjskiego statku RO-RO MF Herald of Free Enterprise, w której zginęły 193 osoby. Przyczyną katastrofy była niedomknięta furta pokładu samochodowego (cardeck).
17.    20 grudnia 1987 roku – po zderzeniu z tankowcem MT Vector doszło do pożaru na filipińskim statku MF Doña Paz. Zginęło 4375 osób!
18.    6 kwietnia 1990 roku – w pożarze wywołanym przez piromaniaka zginęło 158 pasażerów na norweskim MF Scandinavian Star płynącego z Norwegii do Danii.
19.    1991 rok – egipski prom MF Salam Express zderzył się z rafą wskutek czego zginęło ok. 470 osób.
20.    19 stycznia 1993 roku – tragedia polskiego promu MF Jan Heweliusz na akwenie Zatoki Pomorskiej. Zginęło 55 osób. Statek ten cieszył się złą sławą – i przed katastrofą zaliczył 28 wypadków na trasie Świnoujście – Ystad.
21.    Luty 1993 roku – w pobliżu Haiti zatonął MF Neptune, zginęło 1715 osób…
22.    28 września 1994 roku – znowu SOS na Bałtyku. Tej nocy zatonął estoński rorowiec MF Estonia. Zginęło 852 osoby – jest to największa pokojowa katastrofa morska na Bałtyku. Powodem była najprawdopodobniej uchylona furta na cardeck. Wokół tej tragedii narosło wiele teorii spiskowych, według których był to rosyjski sabotaż albo celowy zamach przemytników materiałów rozszczepialnych, narkotyków, itd.
23.    1996 – indonezyjski statek MF Gurita poszedł na dno wskutek sztormu. Zginęło 340 osób.
24.    1999 rok – na Morzu Południowochińskim zatonął MF Harta Rimba wraz z 325 pasażerami.
25.    2000 rok – sztorm zatopił MF Cahaya Bahari i zginęło ponad 500 osób.
26.    26 września 2002 roku – senegalski statek MF Le Joola zatonął w sztormie wraz z 1863 ofiarami.
27.    Nocą 2/3 lutego 2006 roku – na Morzu Czerwonym zatonął egipski statek MF al-Saalam Boccaccio 98 – zginęły 994 osoby. Przyczyny katastrofy – nieznane.
28.    21 czerwca 2008 roku – filipiński MF Princess of the Stars został przewrócony przez tajfun i wywołane przezeń fale. Zginęło 690 osób.
29.    11 lipca 2011 roku – tego dnia na Wołdze zatonął rzeczny statek pasażerski MV Bułgaria, w katastrofie zginęło 122 pasażerów w tym 28 dzieci.
30.    13 stycznia 2012 roku – u wybrzeży Ligurii zatonął włoski wycieczkowiec MV Costa Concordia. Statek wszedł na skały wskutek błędu nawigacyjnego i brawury kapitana statku. Zginęły bądź zaginęły 32 osoby.
Wymieniłem tylko większe tragedie, które miały miejsce w historii żeglugi po katastrofie Titanica. Większość z nich spowodował tzw. „czynnik ludzki”: lekkomyślność załogi, błędy nawigacyjne, zbyteczna brawura czy po prostu zwyczajny pech. Do tego można doliczyć działanie z nasileniem złej woli, jak to miało miejsce w kilku przypadkach, czy wręcz działania zbrodnicze…
Nie ma co w to mieszać układów gwiazd, czy czynników irracjonalnych. To buta i głupota człowieka była i jest najczęstszą przyczyną tych strasznych katastrof. Sama Natura pokazuje nam miejsce w porządku Wszechświata, Jej siły wymierzają nam ciosy na ślepo, ale Ona z nami gra fair. To my się mylimy i te nasze pomyłki kosztują nas bardzo drogo. Tak, jak w przypadku Titanica i innych tragedii, o których powyżej…

MV Balmoral płynie śladem RMS Titanic...
W dniu 10 kwietnia 2012 roku z Southampton w ślad za RMS Titanic popłynął wycieczkowiec MS Balmoral, którego również gnębi pech. Ma on na pokładzie 1309 pasażerów z 20 krajów, czyli dokładnie tyle, co nieszczęsny Titanic. 12 kwietnia musiał zawrócić do Irlandii z powodu choroby uczestnika rejsu. Po ewakuacji jest o jednego mniej, a Balmoral jest nieco spóźniony, ale jego kapitan obiecuje, że zdąży do soboty dotrzeć w rejon, gdzie Titanic zderzył się z górą lodową i zatonął. A zatem żeby zdążyć będzie musiał pójść ze zwiększoną prędkością – jak sto lat temu RMS Titanic…
Czyż nie jest to kolejnym wyzwaniem losu?


[1] Skrót od: Come Quick Danger (przybądźcie natychmiast – niebezpieczeństwo) MGY było kodowym symbolem Titanica.