sobota, 27 października 2012

Tajemnica Meteorytu Jamajka 1862-08-10 (dokończenie)




Przyznam się szczerze, że czytając te niezwykłości zawsze zadaję sobie pytanie o ich wiarygodność. Szczególnie kiedy mamy do czynienia z takim artefaktem, jaki został opisany powyżej, a który stanowi namacalny DOWÓD WPROST na istnienie życia we Wszechświecie oraz na to, że planety ulegają czasami straszliwym katastrofom, które likwidują je jako ciała niebieskie – co polecam fanom i wielbicielom Patricka Geryla oraz innych „katastrofistów” wieszczących rychły koniec świata i kosmiczny, totalny Armagedon.

Niestety – cała sprawa wygląda mi zbyt pięknie, by była prawdziwa. Nigdzie nie udało mi się znaleźć nawet wzmianki o tym meteorycie. Mam jednak nadzieję, że Pan Roman Rzepka będzie miał więcej szczęścia i wiedzy ode mnie i coś znajdzie na temat spadku tego meteorytu. Ja nie znalazłem.  Natomiast natknąłem się na bardzo ciekawą wymianę korespondencji pomiędzy Chrisem Aubeckiem a Meteorite Central w USA:

Chris Aubeck pisze:

Potrzebuję właśnie potwierdzenia, czy właśnie taki spadek meteorytu (10.VIII.1862 roku – przyp. tłum.) został zarejestrowany pod tą datą i gdziekolwiek na Jamajce, w celu ukończenia artykułu. Czy ktoś posiada jakiś zapis o tym wydarzeniu?

Anna Bernt odpowiada:

Jedynym znanym meteorytem z Jamajki jest ten z Lucky Hill znaleziony w 1885 roku.
Tak, to jest jedyny jamajski meteoryt, który znalazłam w swej kartotece, ale data 10 sierpnia wskazuje na meteoryt czy bolid z roju Perseid, który może być mylony z meteorytem, który „spadł gdzieś na tym łańcuchem górskim” czy czegoś w tym rodzaju.
Dlaczego tak sądzę? Większość z nas wie, że Perseidy są szczątkami komety SWIFT-TUTTLE 1862 III... 1862!!!

Odnośnik do zapisów dot. meteorytu z 1885 roku:
Buchwald V. F. - „Handbook of Iron Meteorites”, t. 2, ss. 788-789:

Lucky Hill, Jamajka
17°54’N - 077°38’W
Medium oktaedryt, Om
Szczegóły budowy – nieznane
Grupa – nieznana
Analizy – nieznane

Historia odkrycia […]

To możemy sobie odpuścić, bo rzecz dotyczy wydarzenia, które rozegrało się niemal 20 lat później, jednakże charakterystyki tego meteorytu są interesujące i przedstawiają się następująco:

Lucky Hill 17'54' N - 077'38' W.
Bellevue, St. Elizabeth, Jamajka
Znaleziony 1885
Żelazny oktaedryt, medium (IIIA).
Utleniona masa meteorytu o wadze 45 lb (ok. 20,4 kg) została wykopana z głębokości 2 ft (ok. 60 cm) poniżej gruntu.
Wynik analizy: 7% Ni, 21 ppm Ga, 46 ppm Ge, 0,4 ppm, Ir – reszta to żelazo - Fe.

A zatem całkowicie nie pasujący do składu Meteorytu Jamajka, w którym głównymi składowymi były związki wapnia, krzemu, glinu i żelaza. Natomiast drugi list Chrisa Aubecka podaje bardzo ciekawą informację:

To ma sens!
Jako część mojego historyczno-folklorystycznego studium, które piszę na temat meteorytu, który spadł w tym dniu nieopodal Kingston na Jamajce. Najwcześniejszy odnośnik do niego pochodzi z 1874 roku – bardzo sugestywne świadectwo, ale z mojego doświadczenia wynika, że data została zmieniona z jakiegoś powodu.
W tym przypadku był to jakiś niemiecki uczony, piszący o astronomii, tak więc sądzę, że wiedział coś o czym ja nie wiedziałem.

Jeszcze raz dziękuję – Chris.

Ta wymiana korespondencji miała miejsce we wrześniu 2005 roku. Oczywiście napisałem do Pana Aubecka, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, co nawet mnie nie dziwi, prawdę powiedziawszy znając zarozumialstwo, interesowność i arogancję Amerykanów nawet nie liczyłem na nią… Ale Aubeck pisze o niemieckim uczonym, ale najprawdopodobniej chodzi właśnie o prof. Supińskiego – wszak w tych latach Polski nie było na mapach Europy, bowiem znajdowała się ona pod zaborami i dlatego mógł pisać o „niemieckim uczonym”, bowiem współpracował on m.in. z Uniwersytetem Poznańskim, a ten znajdował się właśnie w pruskim (niemieckim) zaborze.

Skontaktowałem się także z miłośnikiem wiedzy o kosmosie, materii kosmicznej (i poszukiwaczem meteorytów), Panem Romanem Rzepką i zapytałem go, co sądzi o tym dziwnym wydarzeniu. Odpowiedział mi tak:

Treść opisu tego "kosmicznego" rysunku wydaje mi się mało prawdopodobna, opis wręcz infantylny. Jeśli nawet chciałby KTOŚ wysłać nam jakieś przesłanie - z czym absolutnie mogę się zgodzić, to gdyby nawet technologicznie był do tego przygotowany, to trudno uwierzyć, że wybrałby kamień jako nośnik do przekazania tej treści. Jeśli zaś chodzi o opis materii i zjawiska, to wydaje mi się on bardzo wiarygodny, wręcz napisany współczesnym językiem z uwzględnieniem typowych i istotnych cech, które towarzyszą zjawisku spadku meteorytu. Zafrapował mnie również fakt, że opis tego kamienia jest niemal dokładnym opisem jednego z moich znalezisk, z którym walczę od lat, aby kogoś nim zainteresować. Wysłałem próbkę tego znaleziska m.in do Uniwersytetu Rochester, do prof. Asish R. Basu, który dokładnie zna problematykę spadku deszczu szczątków komety na teren USA i Kanady sprzed 12.900 lat, i badał warstwy osadowe z tego okresu, oraz znalezione w niej kuleczki krzemianowe pochodzenia kosmicznego (cosmic dust, interstellar grains). Mam całą korespondencję z Nim w tej sprawie, która zakończyła się dla mnie dość zagadkowo: Profesor napisał mi m.in, że nie ma żadnych wątpliwości co do kosmicznego pochodzenia mojego znaleziska (wielokrotnie to podkreślając w wymienianej korespondencji) i jego ścisłego związku z tym, co znalazł w USA. Ale tylko tym stwierdzeniem może mi pomóc w identyfikacji znaleziska, dając na to trochę pokrętną argumentację. Można się domyślać, że Pan Profesor złapał to, jako dobry kąsek do jakiejś większej publikacji, i gromadzi do niej materiały, a jak wiadomo, zwykle trwa to bardzo długo. A może chodzi o coś zupełnie innego, czego nawet trudno się domyślać. Dziwi mnie to jego zachowanie, choćby i dlatego, że kiedy dostał próbkę, to bardzo mnie prosił, żebym z nikim więcej się w tej sprawie nie kontaktował, że on bardzo chce to badać, i że będzie mnie informował o wynikach i postępie tych badań. Ja uszanowałem prośbę Profesora, lecz jak na razie wyszło, jak wyszło - o czym napisałem. Tak mi się przypomniało, że przecież podobna materia spadła w Roboziero w Rosji (mój art. W NŚ 4/2003), a niedawno na plaży w Izraelu (zresztą zanotowano identycznych przypadków, co najmniej kilkanaście). Oczywiście, pomimo, że był to ewidentny spadek (wspomniany tu Tel Aviv 24.04.2010)z czystego nieba i w biały dzień, obserwowany przez wielu świadków, w tym miejscową policję, plus nakręcony w chwilę po spadku film, to naukowy beton i tak stwierdził, że to nie jest meteoryt, bo meteoryty wyglądają...inaczej - dosłownie! Z dostępnych filmików i zdjęć widać, że owa materia wizualnie wygląda dokładnie tak samo jak moja i z Jamajki, i pali się też tak samo jak moja – dość łatwo zapalić ją nad gazem, trudniej zgasić. Tym co się pali jest niespotykany poza miejscami spadku niektórych meteorytów ( również i w otoczeniu kompleksu Giza), specyficzny polimer typu PAHs, nieznany ludzkiej technologii/. Załączam adres do art. o tym spadku z Izraela, gdyby jakoś to Panu umknęło, oraz adres do materii o której tu piszę https://picasaweb.google.com/111365024773128475562/SilicateSpherules?authuser=0&feat=directlink, czyli jednego z moich znalezisk. Niech Pan zwróci uwagę, że Supiński pisze o odcisku "lejkowatej rury" w tym kamieniu z Jamajki. W moim znalezisku też coś takiego jest, tyle, że on to nietrafnie zinterpretował, a to dlatego, że jest to ewidentny, rozłupany krater ablacyjny/kawitacyjny, wydmuchany przez strugę powietrza – teoria kawitacji dokładnie tłumaczy mechanizm powstawania takich struktur, co i bez teorii łatwo sobie wyobrazić.
Reasumując, stwierdzam, że moim skromnym zdaniem relacja jest bardzo prawdopodobna (prawidłowa merytorycznie) w zakresie opisu zjawisk towarzyszących spadkowi meteorytu, jak i opisu wyników oglądu znalezionej materii (nawet jakieś tam analizy chemiczne znaleziska wykonano, możliwe wówczas do wykonania) - odbieram ją , jakby była napisana dosłownie wczoraj przez naocznego obserwatora zdarzenia. Takiego opisu nie dokonałby nikt (tym bardziej wówczas!), gdyby nie był jego bezpośrednim obserwatorem. Natomiast – jak już pisałem – opis treści domniemanego rysunku wydaje mi się albo wymyślony, albo w dobrej wierze skonfabulowany w oparciu o jakieś dostrzeżone tam naturalne struktury – Natura często tworzy zaskakujące formy, figury i rysunki wydające się być dziełem człowieka. Lata, w których powstała ta relacja były latami kiedy wiedza o takich zjawiskach stawiała pierwsze kroki, a sam temat był niezwykle egzotyczny, mogła znać go naprawdę nieliczna garstka ludzi, i pamiętajmy przy tym, że bardziej „medialnymi” były wówczas nauki humanistyczne niż ścisłe, a już samo zajmowanie się „niebem” obarczone było sporym ryzykiem.  Ale „odczyt przekazu” może też mieć ścisły psychologiczny związek z odwieczną ciekawością, dotyczącą życia we wszechświecie - wyobraźnia ludzi w podobnych sprawach, i dziś jest nieograniczona, często śmieszna w swojej naiwności - więc może było to zupełnie niezamierzone "oszustwo" w myśl zasady, że często widzi się to, co by się pragnęło zobaczyć. Na razie nie mam czasu poszperać w specjalistycznych źródłach, bo być może udałoby mi się na coś trafić. Albo i nie, zważywszy m.in. na egzotyczne (dla tej tematyki) miejsce zdarzenia.

Tyle Pan Rzepka – fan nauk o kosmosie i materii kosmicznej. No to się zgadzamy, co do tego, że najprawdopodobniej była to jakaś konfabulacja.
No to się zgadzamy, co do tego, że najprawdopodobniej była to jakaś konfabulacja. Nie ma bowiem żadnego śladu po tej obserwacji - a przecież widziało to tylu szanowanych mieszkańców Jamajki (!!!) i siłą rzeczy musiałby zostać jakiś ślad w ówczesnych mediach, co na pewno zostałoby wygrzebane przez ufologów i opublikowane, gdzie trzeba. Tymczasem… - martwa cisza.

A zatem humbug?  I tak i nie – być może autor widział spadek jakiegoś meteorytu i zapamiętał to zjawisko, które potem opisał dodając te wszystkie niezwykłości. Nie zapominajmy, że rzecz miała miejsce w roku 1862 - to przecież apogeum romantyzmu. Myśl o istotach z innych planet jest czymś naprawdę płodnym poznawczo i dającym nowe pole do wyobraźni. Wtedy startował przecież Juliusz Verne ze swymi wizjonerskimi powieściami – wystarczy wspomnieć, że w 1865 roku ukazała się jego powieść „Z Ziemi na Księżyc”, a w cztery lata później „Wokół Księżyca”. Zaczynała się rewolucja naukowo-techniczna! Sam autor był pozytywistą, a zatem człowiekiem uczonym, światłym i z wyobraźnią, a więc mógł to sobie wymyślić od A do Zet. Dlatego też uważam, że był on jednym z pionierów polskiej nowoczesnej science-fiction. A co do elementów fantastycznych w literaturze pozytywistycznej, to wystarczy wspomnieć prozę Bolesława Prusa, Sygurda Wiśniowskiego, Erazma Majewskiego i innych...

Napisałem także do Meteorite Center z zapytaniem o to wydarzenie. Do paru osób także, a poza tym dałem zajawkę na Facebooku. Poza Albertem Rosalesem nie odpowiedział nikt, ale jego odpowiedź niczego nie wniosła do sprawy. Powiem więcej – ufolodzy w ogóle o tym nie słyszeli! A zatem kolejny punkt za tym, że sprawa Meteorytu Jamajka 1862-08-10 jest tylko fantazją autora i niestety – a może na szczęście – niczym innym. 

Ale będziemy szukać dalej.