środa, 2 stycznia 2013

Św. Graal: Czy tego szukał Hitler na Kaukazie? (2)


Elbrus

Potomkowie Krzyżowców


Kiedy na Północnym Kaukazie ucichły wojny Imperium Rosyjskiego z muzułmanami, na te ziemie ruszyły fale historyków i badaczy. Rosja stanęła twarzą w twarz z nieznanym jej światem, a Kaukaz z wzajemnością pokazywał jej takie rzeczy, o których europejskim historykom nawet się nie śniło. Ludy kaukaskie dały rosyjskim uczonym niewyczerpane źródło i pole do fantazjowania.

Członkowie jednego z plemion kaukaskich w pełnym uzbrojeniu


Weźmy takich Chewsurów – jest to jedna z wielu narodowości Gruzji. Do początku wieku, w każdym domu znajdowała się broń i sprzęt przodków: kolczuga z kapturem, proste obosieczne miecze, trójkątne tarcze i mizerykordie. (!!!)

Takie same uzbrojenie posiadali do połowy XX wieku Pszawowie, którzy dopełniali je skałkowymi strzelbami. Tuszynowie i Udincowie zasłynęli na Kaukazie jako budowniczowie umocnionych, kamiennych wież, zadziwiająco przypominających europejską architekturę zamkową. (!!!)

Etnograf Arnold Ziesserman, podróżnik Jewgenij Markow i inni rosyjscy badacze XIX stulecia, ochoczo widzieli w tych ludach potomków Krzyżowców, którzy w Średniowieczu wybrali się oswobadzać Grób Pański i osiedlili się potem na Kaukazie. Niestety, w przekazach tych narodów brakowało informacji wprost na temat ich pochodzenia od żołnierzy Chrystusa. Ale za to były potwierdzenia innego rodzaju – z obszaru kultury materialnej, takie jak: ceramika, architektura, broń a także… tradycje piwowarstwa. (!!!)

Widok ze stoku Elbrusu na południe

Znany rosyjski krajoznawca z XIX wieku Grigorij Prozritielew znalazł jakoby płaskorzeźby i rysunki naskalne w dolinie rzek Bieszgon i Kjafar, a przedstawiających walki rycerzy. Byli oni podobni do średniowiecznych Krzyżowców, a do tego ich tarcze i płaszcze były ozdobione ośmioramiennym krzyżem Templariuszy. A jeden z nich trzymał w ręku kielich…

Niektórzy badacze twierdzą, że źródła samego kultu kielicha św. Graala jak i korzenie europejskiego rycerstwa w ogólności, przeniosły się na Kaukaz, a ich stolica znajdowała się w dolinach rzek Beszgony i Kjafaru. Tam archeolodzy znajdowali astronomiczne „pucharowe kamienie”, z których każdy był jednocześnie „czaszą, kamieniem i księgą z gwiezdnymi zapisami”. To dokładnie pasuje do opisów św. Graala w europejskich eposach rycerskich…

Oczywiście awanturnicy z Ahnenerbe nie mogli nie wiedzieć o tych teoriach i gorączkowo poszli za nimi, ale dostać się do Tybetu, Indii czy Ameryki Południowej wraz z wybuchem Drugiej Wojny Światowej było już trudno. Alpy zostały dokładnie przez nich spenetrowane i niczego specjalnego w nich nie znaleziono, więc zwrócono uwagę na zagadkowe góry Kaukazu, które wyglądały całkiem perspektywicznie. (NB, Niemcy prowadzili poszukiwania naukowe i pseudonaukowe we wszystkich górach podbitych narodów, także w Polsce – przyp. tłum.) I tak w strefie działania nadciągającej niemieckiej armii znajdowały się święty dla Ariów szczyt Elbrusu, nie tylko zagadkowy Asgard, ale także potomkowie Krzyżowców, którzy z cała pewnością chronili jakąś tajemnicę, a być może i sam św. Graal.


„Edelweis” się doczekała…


W czerwcu 1942 roku, Hitler wydał dyrektywę „Edelweis”, zgodnie z którą wydzielono część wojsk uderzających na Stalingrad do tego, by zająć północny Kaukaz i wejść na pola naftowe Baku. Osłabiwszy strategicznie ważny wołżski kierunek uderzenia, Niemcy skierowali się na południe i dość szybko pojawili się na przedgórzu kaukaskim literalnie zmiatając o wiele słabsze od nich jednostki Armii Czerwonej.

I tutaj należy zwrócić uwagę na pewne dziwne aspekty decyzji Hitlera. Dyrektywę o ofensywie na Kaukaz w celu przechwycenia tamtejszych pól naftowych wydał on już w 1941 roku, ale była ona realizowana powoli, nie na siłę, i jakby zapomniał on o niej i o swych planach. Ale w 1942 roku, w letnim upale, nie było potrzeby maszerować na południe – lepiej było zająć Stalingrad i tym samym odciąć ważne regiony ZSRR od ropy naftowej z Baku. Tym bardziej, że nie było deficytu paliw w Wehrmachcie i z zajęciem złóż ropy można było poczekać – wystarczyło po prostu zdobywać paliwo na nieprzyjacielu. I właśnie dlatego samo wyprowadzenie uderzenia w tym kierunku wyglądało dziwnie: Niemcy rwali się nie w kierunku Baku czy do czeczeńskich rafinerii, ale w rejon Przyelbrusia.


Hitlerowska flaga na Elbrusie

I tak dnia 21 sierpnia 1942 roku, grupa wojskowych alpinistów Wehrmachtu podniosła na szczycie Elbrusu hitlerowską flagę. Wspaniały sukces propagandowy, klasyczny trick, ale Hitler – według słów naocznych świadków – wpadł w szał. Zazwyczaj uwielbiał on wydarzenia medialne z udziałem swych żołnierzy. Ale teraz powiedział, że sens operacji nie polegał na alpinistycznych popisach, ale na zwycięstwie nad Rosjanami, i że winni wykonania tej operacji zasługują na sąd polowy. Minister przemysłu III Rzeszy Albert Speer przyznał później, że jeszcze nie widział Hitlera tak wściekłym.

Tym niemniej i pomimo tego, okultyści z Ahnenerbe rozpoczęli wokół Elbrusu gorączkową aktywność. Duży rejon został otoczony i oczyszczony z miejscowych mieszkańców i zapełniono go wojskami SS, a w krótkim czasie na Kaukaz przyjechały tłumy speleologów. Zachowały się także wspomnienia niemieckich żołnierzy, że zaraz po zdobyciu Elbrusu, na górę doprowadzono już to tybetańskich lamów, już to przedstawicieli jakiejś sekty. Samolot wysadził ich na jednym ze zboczy góry wraz z wysokimi oficjelami z SS i odleciał. A potem ani dziwnie odziany mnisi, ani esesmani już stamtąd nie powrócili. Właśnie dlatego niemieccy żołnierze, oficerowie i miejscowi mieszkańcy dowiedzieli się, że esesowcy szukają w górach nie ropy, nie rud niklu, ale jakiejś tajemniczej jaskini.

Jednakże planom pochodzącym z Ahnenerbe nie było dane się urzeczywistnić. Nie pomogła flaga na Elbrusie, nie pomogły zaklinania lamów. Po prostu Niemcom przyszło zabierać się stąd i to jak najszybciej. Bez ropy, bez Graala. Najpierw była katastrofa pod Stalingradem (gdzie w plen poszła cała 6. A gen. Friedricha von Paulusa i cześć 4. APanc. oraz jednostki rumuńskich Hiwisów – przyp. tłum) a potem przyszła kolej na Północny Kaukaz. Dowiedziawszy się, że zamiast nazistowskiej flagi na Elbrusie znów powiewa radziecka flaga, minister propagandy III Rzeszy dr Josef Goebbels ponoć wykrzyknął:
- Zapamiętajcie! Sama idea, samo pojmowanie Wszechświata zostaje zniszczone! Siły duchowe będą zwyciężone i zbliża się Dzień Sądu Ostatecznego! (Skąd my to znamy? – uwaga tłum.) 

CDN.