poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Widma z sankt-petersburskiego metro



(z cyklu „Pociągi widma, widma w pociągach”)


Dimitrij Igorewicz Czułkow (Sankt Petersburg)


Mój dziadek przepracował 37 lat w metro w Sankt-Petersburgu. Przez ten czas stał się on świadkiem różnych dziwnych wydarzeń. Jedno z nich przydarzyło mu się w połowie lat 60., kiedy był on maszynistą na 1 Linii.



W tą niedzielę mojemu dziadkowi wszystko szło nie tak jak trzeba. Najpierw w drodze do pracy przeszedł mu drogę czarny kot, potem zepsuł się tramwaj. Przybył do pracy i od razu dostał reprymendę od naczalstwa za jakieś głupie przewinienie. Poszedł zatem na linię i uruchomił pociąg. Podjechał do stacji „Bałtijskaja” (czarna strzałka). Na peronie – żywego ducha. To było zrozumiałe – był niedzielny ranek. Ale kiedy pociąg się zatrzymał, dziadek że zobaczył obok kabiny maszynisty stoi grupka ludzi – sądząc po upaćkanych ubraniach to byli pracownicy metro. Dziadek spojrzał na ich twarze i przeraził się: ich wygląd był koszmarnym. Kiedy znów wyjrzał z kabiny, to nie widział tych ludzi w poplamionych ubraniach. Dziadek z ulgą stwierdził, że mu się coś przywidziało i pojechał dalej.



I naraz światło reflektorów wychwyciło sylwetkę człowieka, który szedł po torowisku naprzeciw pociągowi! Dziadek zareagował natychmiastowo – awaryjnie zahamował zestaw. Ale kiedy pociąg się zatrzymał, przed nim widać było tylko pusty tunel. Nikogo! Żywego ducha! Do tego dziadkowi się wydawało, że przez chwilę słyszał w tunelu – wzmocniony przez echo – szyderczy chichot…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 7/2013, s. 24
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©