niedziela, 14 kwietnia 2013

Zagadkowy ratownik




Natalia Rudenko (Rostow nad Donem)


Jeden z moich znajomych, nazwijmy go Nikołaj, był kapitanem niewielkiego statku rzecznego. W zimie statek stał na przystani, ale od czasu do czasu na jego pokładzie organizowano różne imprezy.

W ten zimowy wieczór na statku, Nikołaj obchodził urodziny. Zima wydawała się być stosunkowo łagodną. Był mróz, ale nie tak silny, by skuć rzekę lodem. W czasie imprezki Nikołajowi zrobiło się duszno w przegrzanym i zadymionym pomieszczeniu, i on wyszedł na pokład pooddychać świeżym powietrzem. Podszedłszy do rufy pośliznął się i wypadł za burtę. Gruba odzież natychmiast nasiąkła wodą i pociągnęła go na dno, a on nawet nie mógł machać rękami – mięśnie mu zesztywniały od lodowatej wody. Nikołaj poszedł jak kamień na dno i po chwili poczuł pod nogami twardy grunt. – No to już koniec – przemknęło mu przez głowę.

I naraz on poczuł, jak ktoś objął go od tyłu, a w głowie usłyszał wyraźnie czyjś głos. Ktoś nazwał go po imieniu i powiedział, żeby się nie denerwował, bo szybko go uratują. A potem nieznana siła pociągnęła go do góry.

Na brzegu w samochodzie siedział kierowca, który czekał na koniec imprezki, by rozwieźć jej uczestników do domów, usłyszał plusk i zrozumiał, że ktoś wypadł za burtę. On natychmiast pognał na statek po pomoc. Ludzie wypadli na pokład. Ale nurkować, szukać i wyciągać Nikołaja na pokład nie musieli – a to dlatego, że on sam pojawił się na powierzchni. Ratownikom pozostało tylko wyciągnąć go na pokład.

Nikołaj do dziś dnia nie ma pojęcia, jakim to tajemniczym siłom zawdzięcza on życie…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 7/2013, s.24
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©