czwartek, 27 czerwca 2013

DRUGA PODRÓŻ UCZONA NA HEL (13)

Poranne ogarnianie plaż w Fokarium

Środa, 12.VI – …i powrócą tu starzy bogowie…

Pogoda nadal wspaniała – słońce i temperatura +14ºC przy bezchmurnym niebie. Aż się wierzyć nie chce, kiedy z radia słyszę relacje o wielkiej wodzie porównywalnej z kataklizmami z 1997 i 2002 roku! Dzisiaj już Natura da trochę folgi, bo słońce pojawi się w całym kraju, ale wciąż grożą nam burze ze zlewnymi deszczami i gradem. Na Śląsku spadło go tyle, że warstwa lodu leżała na ziemi i dachach jak pierwszy śnieg.

Przerażające jest to, że mimo takich kataklizmów nie zrobiło się dosłownie NICZEGO, by to powstrzymać! Ale to nie dziwota – pieniądze poszły na wszystko, z wyjątkiem tego, na co pójść powinny, więc nie ma się o co szarpać – niejedna fortuna wyrosła za tą kasę i jest oczywistym, że KE chce odebrać nam środki na walkę z powodzią, bo nadal nie opracowaliśmy nawet zespołu przedsięwzięć ochronnych przed takimi kataklizmami. To oczywiste – w kraju, w którym najważniejsza jest walka z in vitro, aborcją i eutanazją oraz innymi zjawiskami wskazanymi Polakom przez ich watykańskich „pasterzy” i „przewodników”, powodzie i susze są naprawdę wydarzeniami marginalnymi, więc po jaką cholerę Polakom potrzebne są pieniądze na walkę z wielką wodą?  

Dzisiaj zaczynam od otwarcia Fokarium i ogarnięcia jego terenu.  W pracy nic ciekawego, jak to w środku tygodnia. Nawet ruch był niewielki. Za to maluchy 3Ł miały swój wielki dzień – zostały przeniesione z basenu-separatki do najgłębszego basenu Fokarium. To jest preludium przed wyprawieniem ich do Bałtyku, który jest ich prawdziwym domem.*

Kołobrzeżek
Łaszka przechodzi do nowego basenu


Pogoda nadal słoneczna i ciepła – w południe było +19ºC, ale do słońca drugie tyle. Na szczęście wiała lekka bryza z kierunku S-SE i chłodziła nasze rozgrzane ciała. Na plaży niewiele osób – głównie rodziny z małymi dziećmi, więc wrzasku i pisku co niemiara. Z Jordanowa donoszą o zimnie i ciężkich chmurach, a Pan Bednarz twierdzi, że skończył się wysyp koźlarzy. Księżyc idzie do nowiu, więc przy takiej wilgotności powinno sypnąć grzybasami, aliści nie zawsze to się sprawdza i przypomina mi się lipiec 1997 roku, kiedy to padały wielkie deszcze, a grzybasów było na lekarstwo…


Wieczorne posiady na plaży i...


Wieczorem urządziliśmy sobie wieczorynkę na brzegu morza na północnej stronie Kosy. Był to taki wieczorek pożegnalno-zapoznawczy, bowiem po południu dojechały już nasze trzy zmienniczki: Panie Kasia, Marta i Martyna. Siedzieliśmy sobie na suchym piasku i pletliśmy beztrosko trzy po trzy. Wiał świeży wiatr od morza, nad głowami śmigały nam satelity, a nad Gdańskiem kołowały samoloty lecące do i z Rębiechowa.

Patrzyłem na to wszystko i znów odniosłem niesamowite wrażenie czyjejś OBECNOŚCI. W ciemnym morzu, gwiaździstym niebie, porośniętych trawą wydmach. W wiejącym wietrze i szumiącej, pachnącej solą wodzie i przeglądających się w niej chmurach. ONI tutaj byli – słowiańscy bogowie, wygnani ponad tysiąc lat temu przez ogień i miecz nowej wiary. Oni czekają na swój powrót. I tutaj powrócą. Takie dziwne myśli krążyły mi w głowie, kiedy leżałem na piasku, w kręgu blasku ogniska patrząc w niebo… I kto wie, czy Eleonora nie ma częściowo racji pisząc swe dziwne teksty o Królu Jahve i Wężach. W TAKIM pięknym i magicznym otoczeniu każda rzecz wydaje się być możliwa! Coś takiego, takie mistyczne nastroje ogarniały mnie także na Pomorzu Zachodnim (wszak niedaleko jest Arkona i jej słowiańskie sanktuarium oraz zatopione miasto Vineta!) i w słowackich górach, kiedy przejeżdżałem lesiste przełęcze przy białym, zimowym księżycu… Wtedy czułem na sobie oddech historii. Teraz to było coś ponadczasowego i ponadwymiarowego. Znam to uczucie, bo już raz go doświadczyłem i też nad morzem. I coś w tym jest! Nie dziwię się, że to właśnie tutaj powstała legenda o zatopionych miastach koło Juraty i Helu. A może właśnie one kiedyś istniały? Nie zapominajmy o tym, że prądy morskie i fale są w stanie dosłownie z dnia na dzień z piasku zbudować nowy ląd – jak to ma miejsce w Zatoce Puckiej, gdzie obok Ryfu Mew/Mewiej Rewy powstała właśnie nowa wysepka – Ryf Fok. A skoro powstała w krótkim czasie, w równie krótkim czasie będzie mogła ulec zagładzie. Tak być mogło w okolicy Juraty i Helu – mogły powstać takie piaszczyste wyspy. A jak na ich powierzchniach mieszkali ludzie, to stąd poszedł chyr o zatopionych miastach…



...wieczorne chmury nad Kosą Helską



A zatem czy chodzi tu tylko o bogów? 

CDN.

------------------------
* - Łaszka, Ławica i Łodzik zostały wypuszczone w morze w dniu 26.VI.2013 roku.