czwartek, 5 września 2013

KATASTROFA QUASI-UFO POD KALISZEM W 1944 ROKU


Na temat UFO-katastrof na Zachodzie wypisano całe morze atramentu i nakręcono kilometry taśmy filmowej. Co obrotniejsi zrobili z tego całkiem dochodowy biznes, że wspomnę tylko Roswell, które zarabia na ufologicznych turystach 8-10 milionów dolarów rocznie! U nas jakoś nikt nie nauczył się jeszcze zarabiać na ufologii prawdziwych pieniędzy - i dobrze, bo to zostawia swobodę działania nam - ufologom.

W Polsce mieliśmy kilka wydarzeń, które można podciągnąć pod UFO-katastrofy. Pod tym pojęciem należy rozumieć rozbicie się lub awarię Nieznanego Obiektu Latającego, który rozleciał się (eksplodował, rozpadł się, itd.) w powietrzu lub w wodzie albo spadł na ziemię i pozostawił po sobie trwałe ślady fizyczne lub relacje świadków w formie podań, legend czy konkretnych dokumentów pisanych, zdjęć, filmów, zapisów wideo, itd. itp. Taka jest najprostsza definicja UFO-katastrofy.

Przypomnijmy sobie pokrótce te wydarzenia:
1.         6 sierpnia 1662 roku, tajemniczy obiekt latający wyrżnął w kopułę szczytową Slavkoskieho štitu w słowackich Tatrach Wysokich, rozniósł go na skalne bałwany, które utworzyły tam rumowisko, zaś rykoszetem odbity od szczytu spadł wreszcie w okolicach dzisiejszej wsi Štrba. Choć całe wydarzenie miało miejsce na Słowacji, to jednak interesuje nas, bowiem ów NOL nadleciał od północy - czyli znad Polski. Możliwy meteoryt

2.        Lato 1938 roku, okolice Jeleniej Góry. Dyskoidalny NOL spadł w Górach Kaczawskich. Legenda głosi, ze został zabrany przez hitlerowców do Berlina. Inna wersja legendy mówi o kompleksie Der Riese w Górach Sowich. Ostatnio mówi się, że był to tylko humbug...

3.        Czerwiec 1945 - a tak najprawdopodobniej, to chodzi o wczesne lata 50. - okolice Ustki. Doszło tam do katastrofy latającego spodka prawdopodobnie niemieckiej konstrukcji lotniczej znanej jako V-7 Vril lub Haunebu.

4.        21 stycznia 1959 roku, port handlowy w Gdyni. Do basenu nr 4 (dziś im. Józefa Piłsudskiego) wpada dziwny, ognisty obiekt. Poszukiwania jego szczątków były bezowocne. Znaleziono natomiast jedną lub nawet dwie EBE, które wywieziono do ZSRR. Możliwy trzeci stopień radzieckiego statku kosmicznego.

5.        19 marca 1996 roku. Do Zatoki Pomorskiej wpadają trzy obiekty, które omal nie posłały na dno polski prom pasażersko-samochodowy m/f Wawel. Możliwe, że były to meteoryty.

6.        14 stycznia 1993 roku, Jerzmanowice. Tajemniczy obiekt rozwala górną część Babiej Skały i powoduje znaczne zniszczenia w promieniu 0,7-2 km od epicentrum. Możliwy meteoryt lub silna bomba albo głowica rakiety...

7.        15 kwietnia 1995 roku, okolice Węgorzewa. Ćwiczący żołnierze znajdują dziwny aparat w kształcie spodka, który został następnie zabezpieczony przez żołnierzy GROM-u i przewieziony w nieznanym kierunku. Być może był to amerykański bądź rosyjski aparat szpiegowski, który spadł na terytorium naszego kraju.


W lutym 2001 roku, do opisanych wydarzeń doszło jeszcze jedno, a mianowicie - katastrofa Nieznanego Obiektu Latającego w okolicach Kalisza w czasie II Wojny Światowej. O incydencie tym powiadomił mnie słynny krakowski ufolog Pan Bronisław Rzepecki, który 7 marca 2001 roku przesłał mi relację, którą był otrzymał od sympatyka ufologii i współpracownika „Świata UFO” Pana Dominika Janiaka z podkaliskiego Jedlca. Według świadków tych wydarzeń, sprawa przedstawiała się następująco:

... Korzystając z okazji, chciałbym się z Panem podzielić pewną informacją, która przekazał mi mój znajomy. [...]
Otóż przed paroma dniami jadąc z Kalisza do Włocławka, przejeżdżając przez wieś Celków w powiecie kaliskim, mój znajomy Józef K. opowiedział mi o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce podczas ostatniej wojny we wsi Kuźnica (znajdującej się w pobliżu Celkowa) w latach 40. (Mój rozmówca nie potrafił sprecyzować daty, jednak było to około roku 1943) W godzinach porannych cała wieś została obudzona potężną eksplozją, do której doszło na polach Kuźnicy. Po jakimś czasie na miejsce eksplozji zaczęła ściągać miejscowa ludność, jednak na miejscu był już ktoś z miejscowego posterunku żandarmerii. [...] Wszyscy, którzy zbliżali się do tego miejsca byli przeganiani. Żandarm czy żandarmi na miejscu wypadku pozostali do czasu przybycia z oddalonego o kilkanaście kilometrów Kalisza wojska. wojsko (trudno dziś powiedzieć, jakiej formacji) przyjechało i na ciężarówki załadowało wszystko, co pozostało z tajemniczego obiektu. [...]
(To właśnie od ludności polskiej tam zamieszkałej) pan Józef K. wielokrotnie słyszał tę historię. Po wojnie ponoć dużo się o tym mówiło w okolicy. Według opinii okolicznych mieszkańców, na gruntach Kuźnicy eksplodowała cudowna broń Hitlera. Po wojnie okoliczni mieszkańcy byli zdania, że na skutek błędu zboczyła ona z kursu i zmieniła kierunek lotu, eksplodując w okolicy Kalisza. Mój rozmówca powiedział mi także (dowiadując się u starszych mieszkańców wsi), że niektórzy obserwowali lot tego obiektu. Nie pamięta, jak go opisywali, ale pamięta, ze wydawał on dźwięk jakby ktoś ciągnął metalowe garnki po bruku.
Już po wybuchu Niemcy wypytywali ludzi, czy coś widzieli, jednak nikt z mieszkańców wsi, w obawie o swe życie nie przyznał się do obserwacji lecącego obiektu, wyjaśniając Niemcom, że obudził ich huk. Niemcy dali wiarę tym zapewnieniom. Na korzyść mieszkańców wsi wpłynął fakt, że do eksplozji doszło we wczesnych godzinach rannych, kiedy wszyscy jeszcze mogli spać.
Będąc tam w drodze powrotnej do Kalisza zrobiłem kilka zdjęć pozostałego po wybuchu krateru. W chwili obecnej miejsce to znajduje się na terenie prywatnego lasku - około 40-letniego. Lej powstały po wybuchu ma średnicę kilkunastu metrów i jak zapewniał mnie mój rozmówca, w przeszłości był o wiele większy. Do zmniejszenia się jego średnicy przyczynił się sam właściciel pola, który rozplantował istniejący wokół niego wał ziemny i woził doń ziemię i inne pozostałości organiczne z gospodarstwa w celu jego zasypania.
Dziś lej jest wypełniony wodą gruntową, i jak zapewnia mnie właściciel gospodarstwa woda kiedyś była tam głęboka. Ponoć Pan Józef jako dziecko uczył się w nim pływać, natomiast starsi chłopacy byli kryci przez wodę i próbując stanąć na środku nie mogli dosięgnąć dna.
Na pewno nie był to samolot, gdyż tych w czasie ostatniej wojny kilka spadło w okolicach Kalisza i nie wyrządziły takich szkód. Ponoć eksplozja bomby była tak silna, że w jej wyniku popękały mury w niektórych niemieckich gospodarstwach rolnych.

Tyle relacji pana Janiaka. W połowie marca postanowiłem zbadać rzecz in situ. Rzecz w tym, że podobną historię opowiadał mi mój dziadek Franciszek Baranowicz, który w czasie wojny pracował jako kuk na rzecznej barce, która pływała po Warcie. Otóż widywał on od czasu do czasu jakieś dziwne przelatujące - szczególnie nocą - obiekty, które wydawały dziwne dźwięki i od czasu do czasu eksplodowały tworząc ogromne leje w okolicach Konina... I rzecz najciekawsza, po wojnie weszli tam Rosjanie i pozostali na bardzo długo. Do 17 września 1993 roku. Co tam robili i co tam znaleźli - okryte jest mgłą tajemnicy... Jedno jest pewne - byli to żołnierze sił powietrznych i rakietowych. (!!!) Być może teraz, po latach uda się trochę uchylić jej rąbka???

Pan Dominik Janiak postanowił zbadać rzecz in situ i w kwietniu 2002 roku udał się do Kuźnicy, by porozmawiać z miejscowymi. Odwalił on kawał dobrej, solidnej reporterskiej roboty, za co mu z tego miejsca serdecznie dziękuję! Efektem tego były dwa obszerne e-maile, które odeń otrzymałem, a które pozwolę sobie tutaj zacytować:

15 kwietnia 2002, godz. 22:45

[...] Po rozmowach z mieszkańcami Kuźnic i okolic doszedłem do wniosku, że upadek NOL-a w tej wsi nie był UFO-katastrofą w sensie rozumienia go jako pojazdu obcych Istot. Była to najprawdopodobniej któraś z tajnych broni III Rzeszy. [...] Większość z moich rozmówców informowała, że upadek bomby - bo tak ten obiekt jest nazywany przez wszystkich miejscowych - nie był jedynym tego dnia w tych okolicach! Jak informował mnie sołtys z Kuźnicy - Pan Mieczysław K. w tym samym dniu podobna eksplozja miała miejsce kilka kilometrów na północ od Kuźnicy, w lasach pomiędzy Stropieszynem a Słuszkowem. Upadek obiektu w tym miejscu potwierdził mi pan Władysław K. Należy on do koła łowieckiego i jest myśliwym. Jak mnie zapewniał, niejednokrotnie oglądał ten lej po bombie - ponoć jest to najpopularniejsze miejsce spotkań myśliwych. [...]
I wreszcie trzecie miejsce zlokalizowane w okolicach wsi Rozdżały, położonej w odległości jakichś 2-3 km w linii prostej, z lekkim odchyleniem na wschód od Kalisza. Jak dotąd nie mam na ten temat wiele informacji, poza tą od mieszkańca Kuźnicy - Pana Stanisława W. [...]
I co ciekawe - wszyscy moi rozmówcy opisując trajektorię obiektu twierdzili, że nadleciał on od strony wsi Ceków lub Kosmów. Przyglądając się kraterowi w Kuźnicy można odnieść także takie wrażenie. Punkt pomiędzy oboma wsiami znajduje się na linii prostej prowadzącej dalej do Konina!!! Do tych eksplozji doszło w październiku lub listopadzie 1944 roku, ale nie udało się ustalić konkretnej daty. Wszyscy świadkowie twierdzą jednak, że wybuch nastąpił około godziny 16:00.

Następny e-mail był jeszcze dłuższy wnosił następne elementy do tej układanki:

16 kwietnia 2002, godz. 13:33

[...] Kolejny świadek - Pan Stanisław K. jesienią 1944 roku siedząc na podwórzu gospodarstwa zauważył, jak od strony wsi Ceków nadlatuje CZERWONA BECZKA - przedmiot podobny do 200-litrowej beczki do kiszenia kapusty. Świadek wbiegł do domu, by powiadomić matkę o obserwacji. W tej samej chwili usłyszał potężna eksplozję, która spowodowała znaczne zniszczenia domu. Obiekt w locie wydawał dźwięki zbliżone do czegoś pośredniego pomiędzy szumem a świstem - coś jak śśśiiiiiiii!!!...
Po eksplozji, jeszcze tego samego dnia pojawiło się Gestapo, zaś w dniu następnym pojawiło się wojsko z dwoma pustymi ciężarówkami, przeznaczonymi do załadowania na nie odłamków.
Co ciekawe, świadek twierdzi, że miejsce po eksplozji było dostępne dla ludzi w chwili, gdy było tam obecne wojsko!!! Świadek zbierał wraz z innymi dziećmi odłamki po bombie - określił je jako wykonane z bardzo twardego, metalowego materiału, przypominającego duraluminium.
A teraz najciekawsze! -
[...] Wśród gapiów była jego matka znająca niemiecki, która zdołała zrozumieć rozmowy Niemców określające niektóre wymiary leja: głębokość - 17 m, obwód - 80 m. Jednak najciekawsze jest to, że ponoć była mowa o tym, że bomba miała pochodzić z ośrodków badawczych Gdyni lub Gdańska!!! Poza tym Niemcy mówili, że część bomby eksplodowała a część utknęła w piasku.
Wracając do zniszczeń, to Pan W. twierdzi, że ziemia i kamienie były rozrzucone na kilometr. Prawdą jest również, że podmuch eksplozji powybijał szyby i zrzucił doniczki z parapetów w wielu gospodarstwach w innych pobliskich wsiach.
Wszyscy rozmówcy są zgodni co do tego, że wojsko niemieckie pojawiło się drugiego dnia o świcie. Świadkom wydaje się, że obiekt miał kształt cygara i szedł od niego strumień ognia. Najbardziej zdumiewający jest opis podany przez pana Mieczysława K., który twierdzi, że obiekt miał wygląd KULISTY. Taka kula, jak balon, która poruszała się stosunkowo wolno. Jego brat Jan K. twierdzi, że obiekt miał kształt DUŻEJ ŻARÓWKI, która świeciła, jakby gwiazda leciała - jednakże obaj świadkowie nie widzieli tego obiektu, a znają go z opowiadań osób trzecich.   

No cóż - sprawa wygląda moim zdaniem następująco: hitlerowcy zamierzali użyć broni V przeciwko wojskom radzieckim, które wtedy jeszcze stały na linii Wisły. Wypróbowywali je w Wielkopolsce z dobrym skutkiem - stąd leje na polach podkaliskich i podkonińskich miejscowości. Na szczęście nie udało się im ich wykorzystać w czasie ofensywy wojsk polskich i radzieckich, i cała ta rakietowa machina wojenna wpadła w ręce żołnierzy 2. Frontu Białoruskiego lub 1. Frontu Ukraińskiego...

Nie sądzę, byśmy mieli tutaj do czynienia z klasycznymi UFO, a właśnie z tajnymi broniami III Rzeszy. Opisy podane przez świadków, z którymi rozmawiał pan Janiak pasują jak ulał do tego, co widzieli i przeżywali mieszkańcy Londynu czy Antwerpii atakowanych przy pomocy pocisków odrzutowych V-1 i pocisków rakietowych V-2. Relacje te przypominają także relacje Szwedów, Norwegów, Finów i Duńczyków z wydarzeń „skandynawskiego rakietowego lata 1946 roku” - o czym piszę w mojej książce „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe” (Warszawa 2008). Tak czy inaczej, stoimy w obliczu konkretnej zagadki historycznej, którą powinni się zająć nie ufolodzy, ale przede wszystkim historycy i eksploratorzy.


* * *


Tak już na marginesie, to pragnę dodać, że podobne leje i ślady po potężnych eksplozjach oraz związane z nimi opowieści na temat lotów niemieckich rakiet V znajdują się w okolicach Olesna na Śląsku Opolskim. A wszystko wskazuje na to, że – o ile były to rakiety – były one odpalane gdzieś na południu Śląska i to być może w rejonie Gór Sowich, gdzie znajdują się tajemnicze podziemia kompleksu Riese. Wedle słów jednego z więźniów Gross Rosen – na stacji kolejowej w Oberwüstegiesdorf/Głuszyca Górna on i jego koledzy widzieli lory kolejowe na których znajdowały się rakiety A-4/V-2 przykryte od góry plandekami, ale doskonale widocznymi z boku. Było to najprawdopodobniej jesienią 1944 roku.

Powyższe spostrzeżenia przekazuję Kolegom z Dolnego Śląska – może te dane pozwolą na pchnięcie do przodu ich badań kompleksów Riese? 



List z Regionalnej Grupy Rekonstrukcyjnej www.scholdorf.pl:

Pozwoli Pan, że wszystko wyjaśnimy. Krater ten nie jest niczym wyjątkowym w tej okolicy. Odnaleźliśmy już ich ponad 8. Są pozostałościami po testach rakiet V-2 wystrzeliwanych na przełomie lata i jesieni w 1944 roku. Rakiety nie przylatywały z Riese ale z poligonu we wsi Wierzchucin w Borach Tucholskich. Niektóre z nich nie eksplodowały albo eksplozja była mama, to powodowało, że do dziś odnajdujemy ich części. Żandarmeria była doskonale poinformowana, miejsce eksplozji było przez nią chronione, by nie dopuścić miejscowych do jej tajemnic. Z poligonu z Borowa przyjeżdżały ciężarówki po kawałki rakiety. Sądząc po opisie eksplozja była ogromna, co znaczy że rakieta była w pełni uzbrojona 960 kg materiału wybuchowego. W niektórych przypadkach była nadzwyczaj mała wtedy różnice wagi wypełniano złotem, by zrównoważyć wagę rakiety. Chodziło o to, by test był jak najbardziej prawidłowy. Celność była mizerna stąd taki rozrzut kraterów. Sięgają nawet pod Wieruszów. Badamy wszystkie kratery, ten zasypany jest śmieciami. Jest duża szansa, że na dnie krateru jest czubek rakiety. Ludzkie opowiadania trzeba często  weryfikować. W jednym wypadku ludzie mówili, że po eksplozji zgasły światła w całej wsi gdzie elektryfikacje przeprowadzono dopiero w latach 60-tych. Namacalnymi dowodami są części rakiet lub złom balastowy. Tak wygląda tajemnica kraterów w tych rejonach. Pozdrawiamy i zapraszamy na naszą stronę internetową gdzie opisujemy takie miejsca.