środa, 4 września 2013

Wojna meteorologiczna?



Czyżby powrót do SDI/NMD?

Portal WP:

Przyznali się! Świat narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo

Jeśli ktoś do niedawna jeszcze miał wątpliwości, czy naukowcy albo wojsko dysponują mechanizmami, które pozwalają na zmienianie pogody, powinien się wyzbyć wszelkich złudzeń. Ci, którzy odpowiedzialni są za powstawanie takich rozwiązań, sami odsłaniają przed nami następne karty. Przysłuchując się kolejnym rewelacjom, jednego możemy być pewni - manipulowanie pogodą staje się codziennością. Na nadchodzącej konferencji naukowcy zaprezentują założenia dotyczące funkcjonowania specjalnego lasera, który będzie służył np. do generowania opadów deszczu albo frontów burzowych.

O tym, że istnieją instrumenty, które pozwalają naukowcom wpływać na pogodę, wiadomo nie od dziś. O stosowanie broni, za pomocą której można modyfikować sytuację meteorologiczną, niejednokrotnie oskarżane było wojsko. Ale dziś kwestia stosowania narzędzi do zasiewania chmur czy wywoływania burz przestała pozostawać wyłącznie w sferze domysłów. Naukowcy sami przyznają, że na bieżąco rozwijają technologię, która pozwala jeszcze wydajniej oddziaływać na sytuację pogodową. W ten sposób kolejna wyśmiewana przez lata teoria spiskowa została potwierdzona.

Już w przyszłym miesiącu w Genewie odbędzie się konferencja naukowa, podczas której spotkają się eksperci z różnych ośrodków badawczych. Jednym z głównym tematów, jaki poruszony zostanie w czasie debaty Laser Pogoda i Klimat 2013 (LWC 2013), będzie zastosowanie narzędzia w postaci lasera, który wysyłając krótkie impulsy w kierunku atmosfery, pozwoli na zasiewanie chmur w dowolnym miejscu albo wywoływanie burz.

Coraz bardziej udoskonalona aparatura, o której tak chętnie opowiadają naukowcy, umożliwia indukowanie formacji składających się z kryształków lodu oraz na kondensację wody, która przekształca się w chmury. Wszystko odbywa się przy zastosowaniu intensywnych impulsów świetlnych. Naukowcy przyznali, że przeprowadzone zostały już pierwsze testy z użyciem tego typu urządzenia.

"Ultrakrótkie impulsy laserowe skierowane do atmosfery stworzyły obiecującą perspektywę związaną z narzędziem, które pozwoli na modulację pogody i badanie klimatu" - przyznali cytowani przez dziennik "The Daily Telegraph" naukowcy z Uniwersytetu Genewskiego.

Na razie badacze opowiadają tylko o pozytywnych aspektach zastosowania rozwiązań w postaci nowoczesnych laserów pogodowych. Eksperci nie mają wątpliwości, że dzięki takim urządzeniom będzie można sprawić, że silne opady deszczu albo gwałtowna burza zostanie wywołana, gdy chmura albo front atmosferyczny znajdować się będą z dala od dużych siedlisk ludzkich albo miejsc, gdzie wielka woda mogłaby spowodować znaczne straty materialne. Specjaliści wierzą, że w ten sposób będzie można uniknąć np. powodzi. Laser ma też pozwolić na dokładniejsze śledzenie zmian klimatu.

Przedstawiciele środowisk naukowych, którzy nie mogą się nachwalić nowej metody, twierdzą, że już wkrótce będzie można stosować mechanizm, który nie tylko będzie niezawodny, ale też będzie mógł zmieniać pogodę na żądanie w dowolnej sytuacji - i to bez zastosowania środków chemicznych.

W przeszłości próby sterowania pogodą przeprowadzane były wielokrotnie. W latach 60. XX w. starania takie realizowały Stany Zjednoczone, które próbowały "pobudzić" huragan zanim ten uderzy w ląd. Odbywało się to przy użyciu jodku srebra. Podobne działania stały się udziałem Związku Radzieckiego, który po katastrofie w Czarnobylu starał się zasiać chmury nad Moskwą, by w ten sposób ochronić mieszkańców stolicy przed radioaktywnym opadem. Ostatnie, przeprowadzone na dużą skalę manewry, związane z próbą wpływania na pogodę, zrealizowały Chiny w przededniu igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Konferencja Laser Pogoda i Klimat, która odbędzie się we wrześniu w Szwajcarii, będzie już drugim tego typu sympozjum. Pierwsze odbyło się w 2011 r. Jej organizatorem będzie działająca przy ONZ Światowa Organizacja Meteorologiczna.

(rc/ac/niewiarygodne.pl)  

* * *

Efektownie to brzmi, ale czy jest możliwe? Podgrzanie chmur burzowych laserem w celu wywołania opadów ma sens, chociaż ciekawy jestem, jakie zjawisko fizykalne jest odpowiedzialne za ten efekt? Chodzi chyba nie o podgrzanie chmury, ale o zjonizowanie cząsteczek powietrza i wody w niej zawartej, co może spowodować opady.

Metoda zasiewania chmur przy pomocy jodku srebra, metalicznego srebra albo argentoratu zdaje egzamin, ale jest kosztowna. Faktycznie – po katastrofie w Czarnobylu Rosjanie i Czechosłowacy zmniejszali zapylenie powietrza poprzez powodowanie deszczów tą metodą. Jeżeli idzie o lasery, to słabym punktem jest ilość energii, która trzeba przeznaczyć na spowodowanie jonizacji powietrza w chmurach… Być może taką „maszynką do pogody” był niedawno zamknięty HAARP. Mikrofale przezeń emitowane jednak nie były wstanie doprowadzić atmosfery do zrzucania z niej wody w postaci opadów, więc zdecydowano sięgnąć po mocniejszy środek emitujący bardziej energetyczne promieniowanie – laser. Ale to nie jest najmniejszym zmartwieniem. Zapoznajmy się z podsumowaniem tego lata – jest ono bardzo ciekawe:

Klimatyczne lato rozpoczęło się u nas chłodno i deszczowo. Ja przed tym chłodem uciekłem na Hel, gdzie pracowałem w tamecznym Fokarium. Przez dwa tygodnie mieliśmy tam cudowną, letnią, słoneczną pogodę z rześkimi nocami i cieplutkimi dniami. Natomiast z przerażeniem wsłuchiwałem się w doniesienia z domu i z południa kraju, gdzie pogoda wprost oszalała: powódź w Sudetach, powodzie w Niemczech, Austrii i Czechach, podtopienia w Miechowie i pn. Małopolsce…

CZERWIEC - wedle zapisków Pana Stanisława Bednarza, przez I połowę czerwca pogoda w naszym regionie była koszmarna. Przez większość czasu było pochmurno i padał deszcz. Nieco lepiej było w II połowie czerwca, kiedy lało nieco mniej. Temperatura najwyższa +36,0°C została odnotowana w dniu 21.VI, zaś najniższa +6,0°C w dniu 2.VI. W dniu 10.VI uderzył w nasze miasto wiatr szkwałowy. Dnia 21.VI o godzinie 17:25 w mieście rozległ się przeraźliwy huk jakby wybuchu, ale nikt nie był w stanie stwierdzić, co było jego źródłem – czyżby jakiś meteor à la ten z Czelabińska??? Jedno jest pewne – coś się działo wokół Ziemi w tym okresie, bowiem będąc na Helu wieczorem 10.VI zaobserwowałem pojawienie się tzw. srebrzystych obłoków – zawieszonych na wysokości 80 km nad ziemią drobnych cząstek żelaza z pyłu pometeorytowego. A przecież w tym czasie zaledwie 5 rojów meteorytowych: omega-Skorpidy z częstotliwością 5 błysków/h; tau-Herkulidy – 2 b/h; Arietydy – 54 b/h; Sagittarydy – 5 b/h, theta-Opiuchidy – 2 b/h. Czyżby miało to związek z wydarzeniami w Czelabińsku, nad Kubą i Kalifornią na początku roku? Tymczasem dzięki obfitym deszczom rzęsiście sypnęło grzybami! – tylko w dniu 17.VI Pan Bednarz znalazł 60 borowików, ja – tylko 20… Sumarycznie w czerwcu spadło nam 133,77 l/m² wody w czasie 17 deszczowych dni i 10 burz.

LIPIEC – ten miesiąc był już o wiele łaskawszy, jeżeli idzie o ilość opadów, która wyniosła 61,06 l/m², które spadły w czasie 10 dni z deszczem i w czasie tylko 3 burz! Po 15.VII odnotowałem kolejny wysyp grzybów oraz pojawienie się czerwonych jagód na jarzębinie… Co do temperatury, to najwyższa i rekordowa zarazem miała miejsce w dniu 29.VII o godzinie 17:15 i wyniosła +38,3°C, co pobiło rekord odnotowany w dniu 21.VII.2007 roku, kiedy to termometr pokazał 38 kresek powyżej zera. Najniższa temperatura +11,0°C pojawiła się w dniach 8 i 22.VII.  Należy dodać, że w czasie dni z temperaturą powyżej +25°C, a których odnotowałem 16, wilgotność powietrza spadła do 20% - czyli mniejszej niż kartka papieru! Co jeszcze ciekawsze – nie odnotowano drastycznych skoków ciśnienia, które trzymało się średniego poziomu 1013 hPa. Według amerykańskiej agencji NOAA ten lipiec był 341. miesiącem z temperaturą wyższą od średniej wieloletniej – co stanowi kolejny dowód na istnienie Efektu Globalnego Ocieplenia. No i…

…SIERPIEŃ – który rozpoczął się kontynuacją słonecznej i letniej pogody. Jeszcze w lipcu w Internecie pojawiła się głupawka puszczona przez jakiegoś półmózgiego panikarza, że jedna z rosyjskich bądź ukraińskich elektrowni jądrowych eksplodowała i mamy powtórkę z Czarnobyla. W I dekadzie przeprowadzałem regularne pomiary skażeń promienistych i nie stwierdziłem żadnych – wartości skażeń utrzymywały się na poziomie 0,05 – 0,18 μSv/h czyli na poziomie radioaktywnego tła Ziemi w naszym rejonie. W I dekadzie Pani Aura znowu zaszalała i w dzień mordowała nas wysoką temperaturą w granicach +28…+37,9°C. W dniu 6.VIII na terytorium naszego kraju ogłoszono – po raz pierwszy w historii – ALARM UPAŁOWY! – i skrócono godziny pracy niektórych urzędów… Wściekłe upały uspokoiły się trochę w dniu 9.VIII, kiedy to przeszły dwie burze, które po dwóch kolejnych burzach 10.VIII dały razem 18.72 mm deszczu. Potem temperatura znów poszybowała w górę, a wilgotność powietrza spadła.  Dnia 21.VII NASA zaalarmowała media o gigantycznym wybuchu na Słońcu, z czego miała powstać straszliwa burza magnetyczna, która z kolei miała spowodować koniec naszej cywilizacji. Oczywiście świat nadal istnieje – wbrew nie-pobożnym życzeniom dziennikarskich półmózgów – o czym jeszcze napiszę w innym miejscu. Za to można było obserwować wspaniałe deszcze meteorów z rojów: Perseidów i Akwarydów – czyli tzw. łez św. Wawrzyńca… Za to w III dekadzie miesiąca powiało jesienią – temperatury nocne spadły poniżej +10°C, zaś dzienne nie przekraczają +20°C. Chmury, mgły i wciąż wiejące wiatry z północy – północnego-wschodu. W dniu 25.VIII doniesiono mi o tym, że w lasach Przykca pomimo upiornej suszy pojawiły się borowiki ceglastopore zwane pociecami i prawdziwki! – sprawdziłem na Ciosku i Końskich Ugorach, i faktycznie – miał miejsce pojaw borowikowatych w naszych lasach, niewielki ale zawsze to coś...

Ogółem lato jak lato, bywało gorzej – że wspomnę lipcowe powodzie i mordercze susze. Możemy się tylko cieszyć, że Natura oszczędziła nam tego, co było udziałem reszty kraju: powodzi, podtopień, gradobić czy trąb powietrznych, co wydaje się być zasługą Ojca Założyciela naszego miasta, który lokował Jordanów we wcale – jak się okazuje – bezpiecznym miejscu. Miejmy nadzieję, że wskutek przesunięcia pór roku nie dojdzie do opadów śniegu w środku jesieni, jak to ostatnio bywa i że jesień będzie w miarę normalna: deszczowa i pochmurna, ale także ciepła – czego sobie i Wam życzę.

No właśnie – dziwnym jest to przesunięcie pór roku o jakieś 1-1,5 miesiąca, co szczególnie wyszło w tym roku, kiedy to prawdziwa zima uderzyła w nas w marcu i I połowie kwietnia… To zjawisko jest na razie niezrozumiałe i czy może być ono efektem manipulowania pogodą…?

Zmartwieniem jest to, że – o ile doniesienia „The Daily Telegraph” są prawdą – został poważnie obniżony próg możliwości wpływania na pogodę przez człowieka, a co za tym idzie – w szerszym zakresie sterowanie nią i możliwości szkodzenia innym ludziom poprzez powodowanie katastrofalnych suszy, katakliktycznych powodzi, opadów śniegu czy gradobić… Ale to jeszcze nie wszystko, bowiem nie potrafimy przewidzieć tzw. długofalowych skutków tych ingerencji, które są całkowicie nieobliczalne. Efekt globalnego ocieplenia - EGO doprowadził do rozchwiania się dynamiki atmosfery – w niektórych regionach Ziemi pogoda stała się całkowicie nie do przewidzenia! Kiedy do tego dojdzie nieodpowiedzialne gmeranie przy tym bardzo czułym urządzeniu, jakim jest klimat Ziemi, to skutki mogą przewyższać to, co pokazują hollywoodzcy twórcy filmów katastroficznych. Zatrzymanie się Golfstromu, nowa Epoka Lodowa w Eurazji i Ameryce Północnej i jednocześnie potworne susze w pasie równikowym… Życie organizmów wyższych na planecie będzie poważnie zagrożone, a może nawet wymrzeć. Ziemia przeszła w swej historii przez podobne kataklizmy, tym razem jednak spowodowane one będą rękami człowieka, a nie przez siły Przyrody.

Wojna meteorologiczna jest czymś jeszcze gorszym od wszystkich programów kosmicznych w rodzaju SDI i NMD, bowiem dotknie wszystkich bez wyjątku mieszkańców Ziemi.