czwartek, 10 października 2013

Dron czy UFO?

Zdjęcie UFO znad okolic Wąsosza Grajewskiego

Od czasu do czasu wentyluję stare materiały, które mam jeszcze z działalności w CBZA. Właśnie dzisiaj (9.X) media podały ciekawą informację o tym, że białoruska milicja tropi bimbrowników przy pomocy tzw. dronów wyposażonych w kamery na podczerwień, tak że w zasadzie żaden obiekt o temperaturze wyższej od otaczającego go terenu nie może ujść jej uwagi.

Drugie zdjęcie UFO z Wąsosza Grajewskiego


Skojarzyło mi się to z ciekawym incydentem z 26 sierpnia 1993 roku i była to obserwacja typu DD/RV z okolic Wąsosza Grajewskiego, kiedy to świadek Pan E.F. z Wrocławia  (dane zastrzeżone), zaobserwował jakiś dziwny obiekt latający w kształcie latającego spodka z kulistym występem, przelatujący nad starymi fortyfikacjami w rejonie biebrzańskich mokradeł. Sprawa ta narobiła sporo huku w polskim światku ufologicznym. Dziś, po upływie 20 lat od tego wydarzenia, jeżeli nie był to UFO-hoax,  widzę w nim nie manifestację UFO, a jedynie przelot nieznanej konstrukcji ziemskiego - a konkretnie rosyjskiego lub białoruskiego aparatu szpiegowskiego nad terytorium Polski. Aparat ten zbudowany został w oparciu o konstrukcję typu „stealth” i leciał na niskim pułapie - poniżej 200 m, znad Białorusi w kierunku Obwodu Kaliningadzkiego, a wiadomo, że w urozmaiconym terenie, na takim pułapie jest on nie do wykrycia przez żaden, nawet najbardziej nowoczesny radiolokator! Jak mogą wyglądać takie aparaty - ukazują je zdjęcia. Są to zwiadowcze maszyny latające wojsk NATO. Te słowa napisałem w 1993 roku i nic one nie straciły na swej aktualności, a wręcz odwrotnie!


Powiększenia zdjęć NOL-a 


A zatem zwiadowczy dron? A dlaczego nie? Na korzyść tej hipotezy przemawia, że świadek nie zaobserwował typowych dla UFO efektów elektromagnetycznych i temporalnych. Natomiast drony także potrafią latać niemal bezgłośnie i na dodatek nisko, więc trudno jest je wyłapać radarem. Oczywiście jest to całkiem prymitywna konstrukcja, sprzed 20 lat, podobnie jak pokazane na zdjęciu konstrukcje NATO.


Drony używane przez wojska NATO w latach 90. XX wieku


Obecność obcych dronów w tym regionie naszego kraju jest całkowicie uzasadniona, bo Polska wstępując w struktury NATO stała się automatycznie krajem potencjalnie wrogim Rosji i krajów WNP od niej zależnych gospodarczo czy militarnie. Tereny całej naszej „ściany wschodniej” są dla nich newralgiczne, bowiem Rosjanie zakładają, że to właśnie tam będą znajdowały się urządzenia i placówki wywiadowcze NATO i USA w szczególności: staje radarowe, stacje radionasłuchu, elementy TA, elementy systemu OPLOT i OPB i inne tego rodzaju instalacje – stanowiące zagrożenie dla obronności WNP.

Z drugiej strony całkiem możliwe jest, że to była jakaś maszynka należąca np. do CIA, którą wypuszczono z terytorium Polski w kierunku rosyjskich instalacji wojskowych na Białorusi czy Kaliningradzkiej Obłasti. Podejrzenie to jest o tyle uzasadnione, że skoro w Polsce istniały tajne więzienia CIA m.in. w Kiejstutach czy Szymanach, to korzystając z okazji CIA mogła wysyłać swoje szpiegowskie drony nawet bez wiedzy i zgody władz polskich na drugą stronę granicy. Założę się o moją emeryturę, że dziewczyny i chłopaki z tamtejszych Oddziałów Straży Granicznej mogliby nam powiedzieć w tej sprawie niejedno! - ale nie powiedzą z wiadomych względów… Podobnie jak służby wywiadu wojskowego. Polska wstępując w skład NATO niestety wzięła na siebie – jako państwo frontowe – również obowiązki wynikające ze współpracy wywiadowczej z innymi krajami, a szczególnie z USA.

A tak w ogóle, to 1993 rok był w ogóle dziwny. W marcu po Tatrach pałętali się młodzi ludzie podający się za studentów z USA. Niby zwiedzali, niby oglądali, ale interesowało ich wszystko, co tam się znajdowało – szczególnie skały. W wakacje dołączyli do nich… Chińczycy, którzy też pałętali się po Tatrach i interesowali się także przebiegiem granicy i przejściami granicznymi… We wrześniu z Polski wyjechali Rosjanie, ale zaczął się masowy przyjazd tych ostatnich z tanimi towarami zza wschodniej granicy. Byli to wszystko młodzi, wysportowani, silni mężczyźni, w których na milę widziało się wojskowych. Niektórzy z nich wprost twierdzili, że są oni żołnierzami SPECNAZ-u GRU czy OSNAZ-u KGB zredukowanymi po tym niezwykłym, wręcz dziwacznym puczu Janajewa-Kriuczkowa-Pugo w sierpniu 1991 roku, kiedy to Polska stała się jednym z państw frontowych, a lepsza połowa rezydentur CIA wysłała swoich ludzi na granicę z WNP. Powód oczywisty – przez trzy dni swiat znajdował się na krawędzi wojny jądrowej, bowiem „klucze” do rosyjskiej broni jądrowej znajdowały się w rękach nieobliczalnych puczystów.

No i do tego jeszcze po Podhalu kręcili się turyści i „turyści” z Iraku, Iranu i innych krajów Bliskiego Wschodu. W ogóle w Polsce był zjazd światowego szpiegostwa, co mnie nie dziwi, bowiem właśnie wtedy na Zachód i Bliski Wschód zaczęły przenikać różne niebezpieczne dla Ludzkości tajemnice wojskowe z krajów dawnego ZSRR, technologiczne nowinki przede wszystkim z zakresu wiedzy o BMR od A do N, a że na świecie nigdy nie brakowało świrów, którym marzyły się różne chore wizje, więc zlatywali się do Polski, Słowacji i na Węgry jak muchy do… no do tego, co najbardziej lubią muchy. Dlatego też nie dziwią mnie zbytnio szpiegowskie drony latające nad naszym krajem w te dziwne lata!

Zresztą podobnie było przed pamiętnym grudniem 1981 roku, co atoli jest już tematem z innej ballady…