niedziela, 20 października 2013

Podróż uczona do Orawskiego Hradu





No i ostatni punkt na naszej trasie podróży Templariuszowskim Szlakiem – Orawski Hrad. Niesamowita, niezdobyta nigdy twierdza na orlej skale. Pierwszymi – wedle Legendy – na tejże skale wznoszącej się na 112 m nad poziom przepływającej tam Oravy i ponad 700 m n.p.m. byli właśnie Rycerze Świątyni. Pisze o nich dr Miloš Jesenský:

Dla wielu ludzi sama możliwość istnienia Templariuszy na terenie Żylińskiego Kraju jest bardzo kontrowersyjna, ale tradycja ta ma swe oparcie w realnych wydarzeniach. Starsi historycy Kościoła katolickiego – np. osiemnastowieczny prof. Gabriel Kolinovič-Šenkvický (1668-1770) czy znany historyk z XIX wieku Frigyes Pesty (1823-1889) – wspominają o siedzibach Templariuszy na Węgrzech, a także Orawski i Blatnicki Hrad, wieś Martinček z kościołem, czy Sučany. Te informacje potwierdził i uzupełnił w swoim dziele „Monasteriologia regni Hungariae” ostrzygomski kanonik Damián Fuxhoffer (1741-1814), który jako budowle Templariuszy na Liptowie wymienia także: Likavský Hrad, zameczek na szczycie góry Mních, kościół pod wezwaniem św. Michała czy kościół Wszystkich Świętych koło Ludrovej, w którego krypcie miał się znajdować pochowany tam temparyjski dostojnik Gottfried z Herbersteinu
Pod koniec XIX wieku wskazówki o obecności Templariuszy zbierał także kościelny historyk ks. Štefan Nikolaj Hýroš (1813-1888), a w pierwszej połowie XX wieku współpracownik Liptowskiego Muzeum – Ivan Houdek. W ostatnich latach odżywa zainteresowanie tą tematyką, bowiem okazuje się, że Templariusze, którzy przybyli na Węgry w połowie XII wieku, podczas panowania króla Gejzy II, przebywali na terytorium dzisiejszego Żylińskiego Kraju, jak to macie możliwość przeczytania o tym na dalszych stronach.
Wspomniany już tutaj Damián Fuxhoffer pisze o zamku, który jest nie tylko dominującym punktem Orawy, ale także współcześnie najczęściej zwiedzanym zamkiem Słowacji te oto słowa:
Zamek Orawa znajduje się w komitacie orawskim, od którego nosi on swe imię. Zamek ze względu na swe położenie jest podzielony na dwie części - górną i dolną. Są one wraz z całą Orawą dziedzictwem rodu Thurzo, a po nich przypadł on wielu dalszym właścicielom, co jest powszechnie znane. Na Górnym Zamku panowali Templariusze, co wielu opowiada a inni to potwierdzają. Kolinovič tak o tym mówi: „Templariusze rezydowali na Orawskim Zamku“, co potwierdza Karol Vindiš w swojej „Geografii Uhorska“: „Swą nazwę Zamek uzyskał od Zamku Gemina, z których górny jest całkowicie zniszczony, a kiedyś był templariuszowski.“  
Pierwsze wzmianki o tej niezdobytej nigdy twierdzy pochodzą z roku 1267, kiedy to król Bela IV przejął go od Mika Balaša i stał się on majątkiem królewskim. W roku 1298 należał on do Matúša Čáko Trenčianskiego, a po jego śmierci dostał się on do rąk magistra Donča. W roku 1333 zamek przeszedł do rąk Karola Roberta, którego (jego i jego syna) na zamku reprezentował komorzy kremnicki hr. Leopold, a po nim wielu innych kasztelanów. W czasie wojen husyckich na zamku panował Stibor z Stiboríc, a po nim przed husytami zamku bronił Mikuláš Balický w roku 1433. Od roku 1441 kasztelanem był tam Peter Komorovský, który nie tylko obronił go przed wojownikami spod znaku kielicha (kalikstynami), ale także dzięki przemyślnej dyplomacji został żupanem Orawy, dzięki czemu zamek został jeszcze bardziej rozbudowany i ufortyfikowany. Po jego porażce, kiedy przeszedł na stronę powstańców, zamek przejął Maciej Korwin (1443-1490), który tez go rozbudowywał i umacniał. 
A jak do tej historii pasuje notatka Fuxhoffera o siedzibie Templariuszy na Orawskim Zamku, którego cytadela stała już w czasach największego rozkwitu ich zakonu, czyli w XIII wieku?
Wydaje się, że wspomniani mężowie: Ladislav TuróciMichael Bombardi, którzy są znani ze swej bezstronności zostawili dwa różne poglądy, chociaż ich punkty widzenia są różne nawet wtedy, kiedy są co do swych poglądów przeświadczeni. Słowa Turócego brzmią: „Stolica Orawy jest odsunięta od rzeki Orawy, co oznacza i sam zamek. Był on podwójny, a to górny, postawiony na skałach, stary – i jak to się mówi – templariuszowski majątek.“ Bombardi dokładnie tak samo  twierdzi, że górny zamek służył Templariuszom za siedzibę, a opiera sie przy tym o popularną pogłoskę.
Przypomnijmy, że nie jest już tak trudno przedstawić sobie architekturę templariuszowskiej twierdzy w najstarszej części zamku, którą zbudowano z doskonale przemyślanym zamiarem jego obrony.
Góra forteczna ma trzy poziomy, które stały się podstawą do wybudowania Górnego, Środkowego i Dolnego Zamku, zaś różnica wysokości pomiędzy nimi sięga 90 m. Po przekazaniu zamku królowi, budowle cytadeli zostały przesunięte na sam skraj skały, by maksymalnie utrudnić jakikolwiek dostęp oblegającym. Fundamenty były zbudowane z kamienia, ale wszystkie schody były z drewna, tylko w środkowej części poza fundamentem znajdowały się pomieszczenia piwniczne. Środkowy Zamek w XIII wieku stanowił ufortyfikowane przedzamcze. Jego główna częścią była czworokątna wieża, a na niej umieszczone dalsze umocnienia. Wieża ta nie miała otworu wejściowego u swej podstawy, a wchodziło się do niej po składanych drewnianych schodach od razu na drugie piętro. Reszta konstrukcji wieży była najprawdopodobniej z drewna. Obok wieży znajdowała się brama wejściowa do zamku. Dolny Zamek stanowiły jedynie zabudowania gospodarskie bez dodatkowych umocnień.

Wyjechaliśmy z domu o wpół do dziesiątej. Niewielki ruch na drogach sprawił, że po godzinie dotarliśmy na miejsce. Wykupiliśmy bilety (5,- € za wstęp od osoby dorosłej + 3,- € za pozwolenie na robienie zdjęć) i punktualnie o 11:15 weszliśmy w progi Hradu.

Zwiedzanie ma to do siebie, że cały czas idzie się pod górę. Co widzieliśmy – widać na zdjęciach. Przede wszystkim wszystkie ekspozycje są bardzo ciekawe. A nie zapominajmy jeszcze o tym, że to właśnie tam w 1923 roku nakręcono film „Dracula” wg powieści Brama Stockera. No i duch krwiożerczego hrabiego czai się w zakamarkach zamkowych korytarzy i komnat…

Najbardziej niesamowite wrażenie robi Cytadela. To właśnie tam, wedle podań i innych źródeł, mieli zamieszkiwać Templariusze. Wprawdzie nie ma tam po nich już żadnych śladów materialnych, ale wychodząc na to orle gniazdo czuje się ich obecność – silnych indywidualności, które tam żyły.

No i te widoki! Przepięknie prezentowała się cała okolica w jaskrawych promieniach październikowego słońca. Zresztą pogoda dopisywała – o godzinie 14:00 temperatura wynosiła +16,3°C. Góry w szacie barwnego listowia prezentowały się cudownie, podobnie jak miejscowości w dolinach. Słowacja jest piękna!

Po półtoragodzinnym zwiedzaniu wracamy do domu inną trasą – przez Sleske Beskydy i Namestovo. I znowu – przepiękne góry i… Orawskie Jezioro, na którego brzegu zatrzymujemy się na obiad w uroczej knajpie Slanický Dvor – polecam! Poczułem się tam, jak w którejś knajpie w Helu, tylko fok mi brakowało, ale zastąpiły mi je ogromne sumy... Jest tam także hotel oraz kąpielisko dla dorosłych i dzieci. Na obiad tradycyjnie zjadamy porcję wyprażanego sera z frytkami – à 7,- € za porcję. Ale nie tylko to stanowi o tym, że miejsce to jest ciekawe. Zanim powstało tam jezioro zaporowe, to była tam wieś Slanice, która powstała na miejscu… krateru impaktowego. Jeszcze w Paleogenie spadł tam meteoryt, który rozprysnął się na całej Orawie siejąc metalowymi odłamkami. Jego główna masa znajduje się nadal pod dnem Orawskiego Jeziora…

Drugą ciekawostką jest galeria sztuki na Slanickym Ostrove – znajduje się tam kościół, w którym znajduje się galeria nazywana Slanicky Ostrov Umenia. Można się tam dostać tramwajem wodnym z Slanickej Osady za 4,- €, czas zwiedzania ok. 80 minut. Z brzegu wygląda to tajemniczo i trochę niesamowicie – jak z powieści Nienackiego… A nad wszystkim królują wyniosłe masywy Babiej Góry i Cylu. Warto jest tam pojechać, by to zobaczyć.

No i pogoda – cudowna, wspaniała. Od śnieżystych szczytów Tatr i Rohaczy dmuchało ciepłem i na poziomie Orawskiego Jeziora, na poziomie 650 m n.p.m. temperatura wynosiła +18,6°C przy niemal bezchmurnym niebie. Ośnieżone szczyty, niebieskie niebo, błękitna tafla jeziora, kolorowe lasy i niezwykłe tajemnice tej ziemi – to przeżycie, którego się nie zapomina… Polecam Czytelnikom odwiedzenie tego urokliwego zakątka Słowacji!