niedziela, 20 października 2013

Syreny: matactwa NOAA

To nie Syrena, to tylko kostium...

NOAA jest to amerykańska Narodowa Administracja ds. Atmosfery i Oceanów, która zajmuje się badaniami atmo- i hydrosfery naszej planety. Poza tym wypowiada się na wszelkie tematy związane z atmosferą i Wszechoceanem. Jej kosmicznym odpowiednikiem jest NASA.


NOAA oświadcza - Syreny nie istnieją


Informacja z 2.VII.2012 r.

Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna to "siostra" NASA. Zwykle zajmuje się huraganami, tsunami i atmosferą. Właśnie wydała oświadczenie w sprawie syren.

Oświadczenie nosi tytuł "Nigdy nie znaleziono dowodów na istnienie wodnych humanoidów" (“No Evidence of Aquatic Humanoids Has Ever Been Found"). Spacjaliści NOAA zauważają w nim, że wiara w syreny narodziła się u zarania cywilizacji. Magiczne kobiety, żyjące w wodzie, pojawiają się już na paleolitycznych malowidłach, a potem w mitologiach. Ale ich istnienie nigdy nie zostało potwierdzone naukowo.
No dobrze, ale dlaczego NOAA w ogóle zawraca sobie tym głowę? I dlaczego właśnie teraz? Wszak nie istnieją również smoki i krasnoludki, a nikt nie wydał jeszcze w tej sprawie oświadczenia.

Winny jest popularno-naukowy kanał "Animal Planet", który w czerwcu wyemitował quasi-dokumentalny program pod tytułem "Syrena. Znaleziono ciało" ("Mermaids: The Body Found"). Autorzy pokazywali w nim, jak mogłyby wyglądać syreny i dlaczego się ukrywały... aż do teraz. Jak komentowali dziennikarze New York Timesa, program to "fikcja, ale zbudowana na elementach prawdy, tak żeby wyglądał na dokument. Jeśli zna się zasady, to dobra zabawa".

Całość przypominała nieco "Z archiwum X", ale dla wielu mieszkańców USA program okazał się bardzo przekonujący. Amerykanie po prostu uwierzyli w syreny. Głos musiała zatem zabrać agencja, w której gestii znajduje się świat syren. Stąd oświadczenie NOAA.

Warto przypomnieć, że nobliwa agencja ma już na koncie podobne oświadczenia. Specjaliści NOAA wypowiadali się na przykład na temat Atlantydy i Trójkąta Bermudzkiego. Amerykańskie agencje rządowe nie tylko badają. Mają misję popularyzacji nauki w swojej dziedzinie. Jeśli powstaje zamieszanie w oceanografii, NOAA na pewno się wypowie. (Polskie.Radio.pl)[1]

Jeszcze jedna ciekawostka:


„Bloop” - tajemnica morskiego dźwięku


"Bloop" to podwodny dźwięk ultraniskiej częstotliwości nieznanego pochodzenia. Został on zarejestrowany w 1997 roku przez amerykańską National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA). Początkowo sądzono, że to odgłosy wydawane przez jakieś zwierzę, jednak dźwięk był zbyt głośny. Niektórzy sugerowali, że może to być potwór, kosmici lub śpiący Cthulhu. A co na to NOAA?

Najnowsze stanowisko amerykańskiej agencji rządowej może być nieco rozczarowujące. Według naukowców "bloop" to odgłos rozpadających się gór lodowych, znajdujących się u wybrzeży Cape Adare na Antarktydzie. Niestety, nici z tajemniczości – w morskich odmętach nie ma potwora. Dźwięku możecie posłuchać pod tym adresem.

Jednak fani zagadek nie powinni tracić nadziei. Istnieje jeszcze kilka tajemniczych podwodnych dźwięków, których NOAA nie potrafi wytłumaczyć. Głównie chodzi o dziwne gwizdy na tle niskich częstotliwości. Można je usłyszeć w dowolnym miejscu na Pacyfiku (sprawdźcie tutaj i tutaj). Dodatkowo amerykańska agencja zarejestrowała jeszcze inne dźwięki nieznanego pochodzenia, którym nadano nazwy Julia, Train i Slowdown. Czyżby czas przebudzenia się Wielkich Przedwiecznych miał wkrótce nadejść? (Piotr Stępiński)[2]


I jeszcze jeden artykuł, z samego źródła, NOAA:


Rusałki, Panny Wodne – te pół-ludzkie, pół-rybie Syreny z morza – są to legendarne stworzenia morskie odnotowywane w kronikach w morskich kulturach od niepamiętnych czasów. Antyczny grecki poeta Homer opisał je w „Odysei”. Na antycznym dalekim Wschodzie Syreny były żonami potężnych smoków morskich i służyły za zaufane posłanki pomiędzy nimi a władcami na lądach. Australijscy Aborygeni nazywają je „yawkyawks” – imieniem nawiązującym do ich mesmerycznych pieśni.

Wiara w ich istnienie powstała już u zarania naszego gatunku. Magiczne kobiece figurki najpierw pojawiły się w malarstwie jaskiniowym z późnym Paleolicie, ok. 30.000 lat temu, kiedy to młody gatunek ludzki właśnie zawłaszczał lądy i najprawdopodobniej zaczął żeglować po morzach. Półludzkie istoty zwane chimerami także obfitujące w mitologii – w dodatku do Panien Wodnych, także mądrych centaurów, dzikich satyrów, przerażających minotaurów – by wymienić tylko kilka.

Ale czy te Rusałki, Wodnice są realne? Nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie wodnych humanoidów. Dlaczego więc dlaczego te istoty wciąż zajmują miejsce w kolektywnej nieświadomości niemal wszystkich ludzi morza? To pytanie lepiej zostawić historykom, filozofom i antropologom.[3] 
    

* * *


Zabawne, bo zaledwie kilka dni temu w środę, 2.X.2013 roku, NOAA oświadczyła, że w jej dyspozycji znajdują się fakty wskazujące na to, że we Wszechoceanie znajdują się człekokształtne istoty podobne do legendarnych Syren. Oświadczenie to podało kilka rozgłośni radiowych. Poszukałem śladów tego oświadczenia w Internecie i… - nie znalazłem żadnych. Jakby tej informacji w ogóle nie było!

To akurat mnie nie dziwi. Wierzę w naukę i racjonalizm, ale jak miesza się naukę z pieniędzmi i komercją, to wychodzą nie takie cuda! A przykładów na to jest dosyć wokół: UFO nie istnieją, i wszyscy je widzą, potwora z Loch Ness nie ma, i wielu ludzi go poszukuje, Hitler nie miał bomby atomowej, i kazał zbudować Riese i inne kompleksy badawcze zajmujące się atomem przez przypadek tam, gdzie znajdują się pokłady rud uranowych, itd. itp. Ostatnim hitem są majaczenia i mataczenia tzw. „specjalistów” z komisji Macierewicza w sprawie katastrofy smoleńskiej, do których przyznał się jeden z jego tzw. „ekspertów”.

Tak samo sprawy się mają z Syrenami. Nieistotne jest to, że ludzie widują je i spotykają się z nimi od zarania dziejów – co przyznają „uczeni w piśmie” – i pozostały po nich relacje zarówno marynarzy jak i ludzi mieszkających na stałym lądzie (których trudno posądzić o jakieś dewiacje seksualne, jak ochoczo tłumaczą to „uczeni”). Istotne jest to, że jakiś utytułowany autorytet wydalił z siebie negatywną opinię i cała sprawa albo upada, albo zostaje ośmieszona. Oczywiście działa to także w drugą stronę. Przede wszystkim jak można wydać tego rodzaju opinię mając świadomość, że przebadaliśmy zaledwie 5% powierzchni dna Wszechoceanu? Znamy nieźle jego strefę fotyczną, ale strefa eufotyczna i abysal stanową dla nas wciąż niemal tabula rasa… Dlatego w tym przypadku NIE WIERZĘ w negatywne oświadczenia uczonych z NOAA – i wszelkich innych agencji badań oceanicznych.

Wygląda więc na to, że informacja ta jest albo kaczką dziennikarską – co jest oczywiście możliwe, ale dlaczego akurat na TEN, A NIE INNY temat? – albo ktoś z NOAA jednak „puścił farbę” i wieść poszła w świat, a teraz szybko ją wycofano z wszystkich serwisów internetowych – to też jest możliwe, wszak NSA (jak to wykazał m.in. Edward Snowden) ma swe macki bardzo głęboko wpuszczone do Sieci i skasowanie tej informacji to dla niej pestka. L Jeżeli idzie o mnie, to z dawnego blogu CBZA wykasowano bez mojej wiedzy i zgody co do bita informacje na temat obserwacji samolotu super-stealth widzianego u nas w 2009 roku, i kilka innych. Oczywiście mógł to zrobić operator Onet.pl na żądanie sami-wiecie-kogo… J

No cóż – poczekamy, co przyniesie nam Przyszłość, bo kwestia ta pozostaje nadal otwarta…