poniedziałek, 10 lutego 2014

CNOL NAD UMEÅ - 23 SIERPNIA 1991 R.



Komunizm umarł. Co prawda w niektórych miejscach opóźnił się jego pogrzeb. Trzy tragiczne dni sierpnia przyspieszyły ten zgon, mimo tego, że organizatorzy puczu marzyli o czymś zupełnie innym: to oni chcieli urządzić nam pogrzeb - nam i naszej wolności...
Komunizm... - ten diabeł jest przeraźliwie zwinny: człowiek wyrzuca go drzwiami, a on pcha się przez okno. Nawet martwy - zabiera żywych.

Władimir Boriew - „Trzy dni”

Dzieci w Europie i Ameryce północnej siedziały w szkołach, obgryzały końce długopisów, przeklinały ułamki. Nie wiedziały, że ich własny los zostanie niebawem rozstrzygnięty na podstawie wzorów i rysunków, jakie kreśli im na tablicy nauczyciel fizyki.
Ciągle jeszcze trwał stan, który nazywano pokojem.

Robert Stratton - „Czas nietoperza”



Ten artykuł mówi o jednej z ostatnich zagadek Zimnej Wojny i jest fragmentem szerszej pracy pt. „Ufologia a polityka”, w której usiłuję udowodnić, że niejednokrotnie ufologię wprzęgano w rydwan polityki po to, by dzięki takiemu „ufomatactwu” osiągnąć konkretne cele polityczne czy wojskowe, co w sumie na jedno wychodzi... Wydarzenie to jest typowym przykładem na powyższe. A zatem...

1

...nie, nie było dzieci w szkołach - jak pisał w „Czasie nietoperza” Robert Stratton. Trwała pełnia lata i wakacji, kiedy w sierpniu 1991 roku, nad pustkami w okolicy szwedzkiego miasta Umeå pojawił się niezwykły Nieznany Obiekt Latający. Było to dokładnie wieczorem, dnia 23 sierpnia 1991 roku. Ludzie w całej Szwecji zasiadali właśnie przed telewizorami, by obejrzeć publiczne lub lokalne wiadomości. Cały świat przeżywał aktualne wydarzenia w Moskwie i widział początek końca sowieckiego Czerwonego Imperium Zła - jak eufemistycznie pisały gazety na Zachodzie. W spokojnej Szwecji ludzi zajmowały sprawy zwyczajne i codzienne - i naraz niektórzy z nich ujrzeli na niebie dziwo przedziwne, cudo cudowne...

Szwedzki ufolog należący do czołówki światowej i europejskiej ufologii - Clas Svahn z Vällingby szczegółowo opisał to wydarzenie na łamach „UFO Aktuellt”. Przytaczam tutaj bez skrótów ten raport, bo jest on pełnym opisem wydarzenia, a poza tym obrazuje zainteresowanie tym przypadkiem szwedzkich służb specjalnych: SÄPO, SSI oraz co za tym idzie także FRA.  A oto treść tego raportu:

2

Obserwacje NOL-i dokonane w biały dzień przez kilku świadków są zawsze niezwykłe. Incydent, do którego doszło w późnym lecie 1991 roku w Häknas - 40 km na południe od Umeå - jest ciągle jeszcze analizowany, jednak można już podać pewne związane z nim fakty do publicznej wiadomości.

23 sierpnia 1991 roku, krótko po godzinie 19:00, pewne małżeństwo - nazwijmy ich Svenssonowie - zasiadało właśnie przed ekranem telewizora, by obejrzeć wiadomości lokalne. Było to niemal w dwie godziny po zachodzie słońca i niebo miało wciąż niebieską barwę z kilkoma mlecznymi obłoczkami widocznymi nad horyzontem.  W chwilę później przyjechała z Umeå ich córka. Po zatrzymaniu się przed domem zgasiła silnik, poczym wysiadła z samochodu. A oto jej relacja o tym, co zobaczyła:

Kiedy wyszłam z samochodu, usłyszałam niski pomruk jakby silnika, który dobiegał z wysoka. Spojrzałam w górę i zobaczyłam ten biały obiekt nad czerwonym domkiem na podwórzu. Poruszał się on powoli na niebie i był cylindryczny, spiczasty z przodu i tępo ścięty z tyłu - wyglądał jak trąbka.
Najpierw pomyślałam, że to po prostu samolot, ale to nie miało ani skrzydeł, ani okien, ani w ogóle niczego, co powinien mieć normalny samolot. Doskoczyłam do frontowych drzwi i zawołałam rodziców, by wyszli zobaczyć, co się dzieje.

Rodzice fröken Svensson wyszli w pośpiechu z domu, poczym cała trójka obserwowała NOL-a przemierzającego wieczorne niebo.
To było niewiarygodne - mówi pan Svensson - Moim zdaniem ten obiekt nie miał prawa latać, gdyż był pozbawiony skrzydeł, czy choćby stabilizatorów lotu. Patrzyliśmy na to długo - jakieś 30 sekund. Miałem czas, by wpaść do domu po lornetkę, ale nie znalazłem jej - powróciłem przed dom i widziałem   t o   przed zniknięciem z oczu.

Trójka Svenssonów obserwowała NOL-a lecącego powoli na północny-wschód i znikającego za małymi chmurkami wiszącymi nad horyzontem. Znajdował się on tak daleko, że nie słychać było odgłosu pracy jego silników. Warto zauważyć przy okazji, że coś podobnego zauważono swego czasu także w trakcie spotkania ze sterowcopodobnym NOL-em na wodach Zatoki Gwinejskiej, z pokładu SS Fort Salisbury w 1910 roku.





3

Zapytałem dziewczynę o prawdopodobne rozmiary NOL-a. Odpowiedziała mi, że był on większy od dłoni widocznej z odległości wyciągniętego ramienia, a zatem tak duży, że niemożliwym było zakrycie go dłonią na wyciągnięcie ręki. Ten NOL - powiedziała - był tak biały, jak mój samochód, ale jego tył był ciemny, nie błyszczał, tak jak reszta jego korpusu, która doskonale odbijała światło słoneczne.

Jej ojciec, który sporządził w następnym, dniu opis obiektu również zasugerował to, że to było światło słoneczne:

Kiedy wybiegliśmy na zewnątrz, widzieliśmy NOL-a od tyłu. Nie było tam światła, ani dymu, a w chwilę potem pojazd znikł za chmurkami nad horyzontem.

Przypuszczałem, że to mógł być pocisk rakietowy, ale mogłem błędnie określić odległość, wielkość oraz wysokość. W chwili, kiedy to ujrzałem, pomyślałem: „To jest samolot - duży stratoliner!” Jednak po pierwszym rzucie oka, umysł odrzucił to przypuszczenie...

A oto fragmenty wywiadu, którego udzielił mi świadek:

Pytanie: Nie miał Pan jakichkolwiek wątpliwości, co do tego, że ten obiekt nie był samolotem?
Odpowiedź: Nie, słońce świeciło tak, że widziałem jego odbicie od NOL-a. to nie mogło zdarzyć się zbyt szybko. Widziałem wyraźnie, jak NOL wchodził powoli w chmurę i stopniowo w niej znikał. 
P.: Czy widział Pan smugę odrzutu?
O.: Nie, nie. Nie widziałem u rufy NOL-a niczego ciemnego, natomiast moja córka zaobserwowała coś ciemnego u jego końca. Zauważyła też, że jego przód jest zaostrzony, jak stożek. Ja tego nie spostrzegłem, bo NOL zbytnio oddalił się od nas.
P.: Jak Pan sądzi: z czego  to   było zrobione?
O.: Trudno mi powiedzieć – to było lśniące i odbijało światło słoneczne. Nie mogłem zrozumieć, co to takiego. Nie słyszałem odgłosu pracy silnika, ale mój słuch nie jest już dobry i pozostawia sobie sporo do życzenia. Obie moje panie powiedziały mi jednak, że słyszały odgłos pracy silnika spalinowego pracującego „na niskim biegu”.

Po zawiadomieniu telefonicznie najbliższej jednostki wojskowej piechoty zmechanizowanej z garnizonu w Umeå, do świadków zgłosił się wywiadowca z tamtejszej komórki SSI. Po kilku dalszych dniach, jakie upłynęły od incydentu, do świadków zgłosili się funkcjonariusze SÄPO, którzy niezwłocznie ich przesłuchali na okoliczność przelotu NOL-a. wszystkie materiały z tego przesłuchania zostały niezwłocznie utajnione.  Zgodnie z tym, co podał stacjonujący w Umeå pułk piechoty zmechanizowanej, w dniu 23 sierpnia 1991 roku, żaden szwedzki samolot nie znajdował się w przestrzeni powietrznej nad tym terenem, i to właśnie stało się przyczyną wdrożenia śledztwa przez SSI.

Udało mi się odwiedzić funkcjonariusza SÄPO prowadzącego dochodzenie wspólnie ze zwiadowcami SSI z p.zmech. w Umeå. Okazał się on jednak strasznym służbistą i nie chciał nic powiedzieć na temat prowadzonego dochodzenia. Dowiedziałem się jednak, że wojskowi nie wysłali na miejsce incydentu swych ludzi, ale całe dochodzenie powierzyli kontrwywiadowi cywilnemu - SÄPO. Jeżeli chodzi o świadków, to określił ich, jako „wysoce wiarygodnych”. Takąż samą opinię wyrażali przyjaciele rodziny Svenssonów w rozmowie z przedstawicielami organizacji UFO Sverige.

- To najciekawszy incydent, jaki kiedykolwiek badałem - oświadczył mi jeden z funkcjonariuszy SÄPO. Przesłuchali oni całą trójkę obserwatorów. - Wiele czasu poświęciłem badaniu tego incydentu. Nie robiłbym tego, gdybym nie miał pewności, co do wiarygodności świadków. Być może był to ICBM, albo coś jeszcze innego. To jest bardzo trudny przypadek - skomentował to tak jeden z funkcjonariuszy badający incydent w Häknas. Incydent ten - jego zdaniem - miał wszelkie dane po temu, by zostać uznanym za jedna z najciekawszych obserwacji NOL-i w 1991 roku. Doszliśmy więc do wniosku, że jest to historia prawdziwa. Ów NOL faktycznie naruszył szwedzką granicę i przestrzeń powietrzną w chwilę po godzinie 19:00 w dniu 23 sierpnia 1991 roku!




4

Sześciostronicowy meldunek stanowiący rezultat dochodzenia policyjnego został utajniony i nie miałem prawa weń wejrzeć. Mogłem za to rozmawiać z oficerem prowadzącym postępowanie i dowiedzieć się tą drogą coś niecoś na temat tego tajnego dokumentu.

Spotkałem się z tymi ludźmi i sądzę, że są oni uczciwymi i solidnymi obywatelami. Poza tym mamy jeszcze kilku świadków, którzy dodali kilka innych szczegółów na temat tego incydentu. Wszystko to powoduje, że wiarygodność Svenssonów jako świadków zyskuje in plus.

Cóż to być mogło?... - wiele rzeczy, bowiem niejednokrotnie oszukuje nas i ogłupia ów cudowny instrument, jakim jest ludzkie oko. Mógł to być np. pocisk rakietowy, samolot, refleks obszaru cieplejszego powietrza  - czy cokolwiek innego... Fakt, ze kilku świadków widziało obiekt powoduje, że historia ta jest bardziej autentyczna od innych. Nie widzę więc przyczyny, by wątpić w jej prawdziwość - i wierzę w to, że jest ona prawdziwa.

A teraz przedstawiam fragment wywiadu z funkcjonariuszem SÄPO:

P.: Jaka jest zatem Pańska ostateczna konkluzja?
O.: Nie wyciągnąłem finalnego wniosku. Sądzę, że Svenssonowie widzieli obiekt, który mógł być pociskiem ICBM czy MRBM, ale mogło to być cokolwiek innego. Skrajnie trudno jest sądzić, czym to właściwie było...
Nie jestem w stanie podać tutaj jakiegoś rozsądnego wyjaśnienia, a moje policyjne doświadczenie podpowiada mi, że zaobserwowany obiekt  mógł być naszym aparatem szpiegowskim - czy też mógł należeć do tajnej służby innego kraju - czego nie mogę wykluczyć.
P.: Czy sprawdził Pan ruch lotniczy w krytycznym dniu i w podanym przez świadków czasie?
O.: Tak, tam nie było niczego nad tym terenem i nic nie poruszało się z taką prędkością, jak mi to opisano.
P.: Czyli - jeżeli Pan może to stwierdzić nie naruszając tajemnicy państwowej czy służbowej - to coś nie było szwedzkie?...
O.: Nie, nie.
P.: ... i to nie było widoczne na radarze?
O.: Nie - ale my nie bierzemy zbyt poważnie wskazań radarów, bo nie są one stuprocentowo pewne, np. w odniesieniu do obiektów poruszających się zbyt nisko nad ziemią. 
P.: Przypuszczam, że był Pan w kontakcie z wojskowymi i cywilnymi instytucjami w celu uzyskania jakiegoś wyjaśnienia tego zjawiska?
O.: Oczywiście, że tak.
P.: I one, niestety, nie były w stanie pomóc Panu?
O.: Niestety, nie. Nie przyjęły ani nie odrzuciły żadnej z postawionych przeze mnie hipotez - a zatem ta kwestia jest wciąż otwartą. W całej Szwecji nie mamy czegoś podobnego i nie testujemy pojazdu zbliżonego chociaż wyglądem do tego pojazdu. Początkowo przypuszczałem, że był to samolot-cel przeznaczony do ćwiczeń wojskowych, ale ustaliłem, że w całym Västerbotten nie było żadnego samolotu-celu. Tak więc ta hipoteza odpada.
P.: Spędził Pan wiele czasu na poszukiwaniu wyjaśnienia tego fenomenu?...
O.: Tak, ponieważ kiedy spotyka się takich świadków, jak Svenssonowie, to spędza się z nimi wiele godzin. Poznałem dobrze tych ludzi i stwierdziłem, że są oni najlepsi w swym rodzaju. Najciekawszą rzeczą i szczegółem zarazem, stał się fakt odnotowania odgłosu pracy silników wydzielany przez NOL-a. Panna Svensson słyszała coś w rodzaju warkotu silnika spalinowego pracującego na niskich obrotach. W rozmowie z pracownikiem SÄPO oświadczyła, że przypominało jej to pracę silnika V8 z modelu amerykańskiego Chevroleta.


---oooOooo---


W czasie rozmów z oficerami SÄPO wyszło na jaw jeszcze kilka innych, równie zdumiewających rzeczy:
W tym przypadku obiekt poruszał się na małej wysokości i był napędzany silnikiem spalinowym - co jest technicznie możliwe, ale stoi w całkowitej sprzeczności z naszą wiedzą na temat pocisków rakietowych i ich osiągów.
Tak powiedział funkcjonariusz SÄPO, co jest warte odnotowania o tyle, że w latach 80. XX wieku, krążyła po Zachodzie dość uporczywa pogłoska o radzieckich rakietach skrzydlatych - będących odpowiednikami amerykańskich pocisków odrzutowych Cruise i Tomahawk o dużym współczynniku CEP , poruszających się na niskim pułapie i z niewielkimi prędkościami . Wróćmy jednak do wywiadu:
P.: A może to było coś lżejszego od powietrza - np. sterowiec?
O.: Myślałem i o tym, ale nie wydaje mi się, że jest to właściwa odpowiedź. Świadkowie twierdzili, że   t o   miało kształt samolotu komunikacyjnego, a kolor tego był srebrzysty. W zasadzie mówimy od dużym, srebrzystym cygarze, a jeden z obserwatorów wspomina o dużym, ciemnym otworze w rufowej części obiektu, a to oznaczałoby, że owo   c o ś   było napędzane silnikami odrzutowymi czy rakietowymi. Nie przystaje do tego odgłos pracy silnika spalinowego - tradycyjnego...
P.: No cóż, rzeczywiście - trudno to powiązać ze sobą...
O.: Tak - bardzo trudno. Rozważałem kilka technicznych możliwości. Za sterowcem przemawia odgłos  pracy silnika spalinowego i powolny lot obiektu. Ale jest kilka przesłanek, które sugerują dokładnie coś odwrotnego. NOL zmierzał wprost na północ. Oznacza to, że nadleciał on ze strony morza - znad Järnsnäs, gdzie mieści się jachtklub. Gdyby sterowiec wystartował stamtąd - zauważalne byłyby także zmiany co najmniej dwóch parametrów jego ruchu, czego nie zaobserwowano na całej trasie lotu NOL-a, bowiem ani prędkość lotu, ani jego wysokość nie uległy zmianie.

5

Jak widać z tego - przelot NOL-a odbył się w dziwnym czasie i miejscu - dlaczego? Odpowiada na to dalsza część wywiadu:

P.: Czy nie było przypadkiem tak, że to zostało zaobserwowane przez wiele osób na całej trasie przelotu? Czy coś takiego Pan odkrył?
O.: Nie, i to nie jest akurat w tym przypadku takie dziwne. Jeżeli spojrzymy na mapę, to stwierdzimy, że są tam wielkie obszary w ogóle nie zamieszkałe przez ludzi. To przeleciało właśnie nad tym terenem, gdzie   jedynym zamieszkałym miejscem było Haknäs, kierując się na północ - w stronę dzikiej i bezludnej strefy. Nie ma tam ani jednego domu, a nawet gdyby był, to lecąc na małej wysokości to byłoby w stanie ominąć go niepostrzeżenie. I jeszcze coś ważniejszego - to przelatywało wtedy, kiedy ludzie zasiadali przed ekranami telewizorów w celu obejrzenia wiadomości lokalnych i krajowych - w chwili największej oglądalności - dokładnie o godzinie 19:15!
P.: Tak więc uważa Pan, że czas i kierunek przelotu obiektu zostały wybrane rozmyślnie?!
O.:  Zarówno czas i trasa przelotu wskazują na to, że ktoś - kto planował przelot - starał się zminimalizować możliwość wykrycia tego NOL-a! Czas i miejsce wybrano idealnie i optymalnie zarazem, by zminimalizować prawdopodobieństwo ujawnienia przelotu, a może także jego lądowania?...
P.: Czy jest to najciekawszy tego rodzaju przypadek, który Pan badał?
O.: Tak, ponieważ mamy kilku naprawdę wiarygodnych świadków, a ponadto wiele szczegółów przemawia za ich prawdziwością. Wielokrotnie przyjmowałem tego rodzaju doniesienia - niektóre z nich liczą sobie rok, dwa lata... W takich sytuacjach pamięć zawodzi i trudno jest dociec prawdy.
P.: A zatem, co ta rodzinka widziała? Cóż to być mogło?
O.: Na mój rozum i na moje rozeznanie, mógł to być pocisk rakietowy, ale nie wiem, w jaki sposób był on napędzany. Nie wiem także, z jakiego kierunku on nadleciał. Starannie przestudiowałem całą dostępną literaturę wojskową, ale nie znalazłem niczego, co byłoby do tego   podobne. Zero podobieństwa!...

Pracowałem usilnie nad tym przypadkiem, ale nie znalazłem żadnego punktu wspólnego z czymkolwiek mi znanym.

To trudna sprawa...

6

Tak kończy się raport Clasa Svahna dla UFO Sverige. Wymieniam z nim korespondencję od 1991 roku i doszedłem do wniosku, że byłoby wskazane wprowadzić do ufologii - a raczej do ufologicznej taksonomii i abrewiatury nową kategorię: CNOL-e czyli Cygarokształtne Nieznane Obiekty Latające - po angielsku CUFOs - Cigarlike Unknown Flying Objects - co wydaje się o tyle sensowne, że stanowią one poważny procent wszystkich obserwacji NOL-i na całym świecie.
v Obserwacja ta zostałaby zapewne zaszufladkowana do CNOL-i i dałbym sobie z nią święty spokój, ale... - było w niej coś więcej, niż przypadek albo świadoma wola Obcych. Popatrzmy:
v Ów CNOL przeleciał nad Bałtykiem i bezludnym terenem Szwecji - a najprawdopodobniej także i Norwegii - gdzie istniało nikłe prawdopodobieństwo jego wykrycia;
v CNOL wydzielał z siebie dźwięk przypominający pracę silnika spalinowego - coś, czego w ufologii się w ogóle nie spotyka!
v CNOL leciał wolno na niskim pułapie - co się czasami zdarza, ale nie jest to regułą;
v CNOL przeleciał w dniu 23 sierpnia w godzinach wieczornych;
v Oficer SÄPO twierdzi, że meldunki o przelotach podobnych obiektów otrzymuje od niemal dwóch lat, a zatem - biorąc to wszystko pod uwagę...

... stawiam hipotezę, że nie był to NOL w tradycyjnym tego słowa pojmowaniu, ale jak najbardziej ziemski pojazd latający! A konkretnie chodzi mi o sterowiec specjalnego przeznaczenia, należący albo do USA albo do NATO.



Sterowiec ten pełnił służbę rozpoznania radioelektronicznego nad Morzem Bałtyckim. Jego obecność uzasadniam sytuacją polityczną w Związku Radzieckim - a chodzi mi konkretnie o sławetny pucz Janajewa - Jazowa - Pugo - Kriuczkowa, a w szerszym kontekście - sytuację polityczna w krajach byłego Układu Warszawskiego i w ogóle bloku wschodniego. Oczywiście, hipoteza powinna mieć swe uzasadnienie - więc spróbowałem poszukać odpowiedzi na zadane przez Clasa Svahna pytania, i jako starej daty „detektyw kanapowy” zacząłem jak zwykle - od biblioteki. A zatem - kurs CNOL-a.

Zakładając, że ów CNOL leciał na stałej wysokości, ze stałą prędkością i stałym kursem - powinien być widziany w okolicach Kiruny i miasteczka Svappavaara, przelecieć trochę na wschód od masywu Halti (1.328 m n.p.m.) i opuścić terytorium Norwegii w przestrzeni powietrznej nad Lopp-havet, gdzieś pomiędzy miejscowościami Skjervøy a Nordreisa. Mimo tego, że było tam jasno - wszak im dalej na północ, tym - paradoksalne - jaśniej - mógł nie zaobserwować go nikt, ponieważ poruszając się wolno i na niskim pułapie mógł on być po prostu niewykrywalny dla radaru, a poza tym mógł przybyć tam tak późno, że potencjalni obserwatorzy po prostu... spali!

Zwróciłem się w tej sprawie do UFO Norge i nieocenionego w takich przypadkach Ole Jonny Brænnego, który przysłał mi odpowiedź negatywną - we wskazanych miejscach takiego CNOL-a w podanym czasie nie widziano, co było zgodne z moimi przewidywaniami.

Z kolei południowy odcinek trajektorii tego CNOL-a - zakładając, że parametry jego lotu były niezmienne - przebiegał przez Morze Bałtyckie i dobiegał do wybrzeży ZSRR, na wysokości miasteczka Zielieniogorsk na półwyspie Sambia w Obwodzie Kaliningradzkim. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że miejsce to jest położone niemal w geometrycznym centrum wybrzeży trzech krajów należących do Układu Warszawskiego: Polski, Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Związku Radzieckiego.

Zakładając, że ten hipotetyczny sterowiec operował w odległości 30-40 km od wybrzeży ZSRR w rejonie Zielieniogradska, na wysokości 10.000 m, to można śmiało przypuszczać, że zasięg jego horyzontu radiowego pokrywał się mniej więcej z odległością od Wismaru do Leningradu (dziś Sankt Petersburga) - czyli, że jego średnica wynosiła jakieś 1.350 km.

Prawdę powiedziawszy, to najodpowiedniejszym miejsce do radionasłuchu ZSRR byłby akwen znajdujący się pomiędzy wyspami: Saarema, Gotlandia i Aland, NB leży on idealnie na przedłużeniu trajektorii lotu CNOL-a z dnia 23 sierpnia 1991 roku... Co więcej - sterowiec ów najprawdopodobniej współpracował ze stacją nasłuchową FRA na Gotlandii i okrętem rozpoznania radioelektronicznego FRA - HMS Orion, który wsławił się wieloma akcjami szpiegowskimi przeciwko radzieckiej Flocie Bałtyckiej, a zwłaszcza jej okrętom podwodnym!



7

Rankiem 19 sierpnia 1991 roku, obudziliśmy się w świecie, który stał się bardziej niebezpieczny dla nas - Polaków - od czasu tzw. kryzysu kubańskiego. W tym dniu, grupa komunistycznych aparatczyków spróbowała sięgnąć po władzę w byłym ZSRR i przy pomocy aparatu KGB i częściowo także MWD  usiłowała tego dokonać w tym kraju. Nie było to jednak możliwe, bowiem Rosjanie z 1991 roku, to byli już nie ci sami Rosjanie, których można było zastraszyć zsyłką, torturami czy rozstrzelaniem i pucz nie powiódł się.

 Najpierw przeciągnięto na stronę przeciwną puczystom wojsko i część KGB, a potem i MWD. Coup d’etat upadł, ale przez 72 godziny kody uruchamiające procedurę wystrzelenia ICBM znajdowały się w rękach spiskowców. Rezultat był taki, że ZSRR zaczął rozpadać się na poszczególne państwa, zaś powołanie na jego miejsce Wspólnoty Niepodległych Państw jest próbą powrotu Rosji na kurs mocarstwowy. Ostatnie wydarzenia z próbami rakiet Topol M i systemami ASAT oraz wpadka z zatonięciem okrętu podwodnego K-141 Kursk są na to dobitnymi przykładami.

A co z implikacjami tego faktu?

Wiadomo, że USA w swym trendzie bycia stróżem tzw. „demokracji” i „wolności” na całym świecie nie mogły dopuścić do wymknięcia się spod kontroli wypadków na terenie rozpadającego się od 1989 roku ZSRR. Po 19 sierpnia, satelity CIA zmieniły orbity, z lotnisk Europy Zachodniej, Kanady, Alaski i Islandii podrywały się samoloty zwiadowcze, okręty i samoloty zwiadu radioelektronicznego zbliżyły się do granic lądowych i morskich ZSRR. Europejskie rezydentury CIA wysłały wsparcie dla rezydentur w Warszawie, bo w ciągu tych 72 godzin Polska stała się państwem frontowym, skąd CIA mogła śledzić rozwój sytuacji za wschodnią granicą naszego kraju - jeszcze tylu Amerykanów na paszportach dyplomatycznych nie wjechało w ciągu jednego dnia do Polski, jak w tym krytycznym dniu 19 sierpnia. Gdyby zamieszanie w Moskwie potrwało trochę dłużej, to Polska zostałaby w trybie alarmowym włączona w struktury NATO, bez tego całego krygowania się i ceregieli...

Ciągle trwał stan nazywany pokojem, ale w Stanach Zjednoczonych  armia i flota zostały postawione w stan gotowości bojowej DEFCON-3, a może nawet DEFCON-2.  Obecność sterowca zwiadu radioelektronicznego wskazuje na to, że był to już DEFCON-2 - jeden krok do wybuchu III Wojny Światowej.

Dlaczego?

To oczywiste - kody uzbrajające radziecki potencjał rakietowo-jądrowy znalazły się w rękach ludzi, którzy bynajmniej nie pałali miłością do USA i NATO, ludzi - którzy nie zawahaliby się go użyć pod byle jakim pretekstem.
Sterowiec wiszący nad środkowym Bałtykiem nasłuchiwał radzieckich radiostacji brzegowych - a proszę nie zapominać, że w Rydze, Tallinnie, Leningradzie, Kłajpedzie, Bałtijsku, Kaliningradzie - Królewcu, Świnoujściu i Roztocku znajdowały się bazy Bałtyckiej Floty ZSRR, w których stacjonowały okręty z napędem atomowym i uzbrojone w  wyrzutnie ICBM i MRBM. Oczywiście było możliwe wykrycie zmasowanego ruchu jednostek floty podwodnej Związku Radzieckiego natychmiast po wydaniu rozkazu opuszczenia przez nią portów. A poza okrętami podwodnymi były tam jeszcze 2 krążowniki rakietowe, około 150 niszczycieli i fregat rakietowych. Wszystko to podlegało dozorowi satelitarnemu, ale ma on swe ograniczenia, bowiem satelity Ferret czy KH-11 mają to do siebie, że poruszając się po orbitach polarnych nie są w stanie objąć swymi antenami i kamerami fotograficznymi określonego terytorium przeciwnika nie dłużej, niż kilkanaście minut, a potem interesujące tereny czy akweny znikają z pola widzenia satelity na około 60 - 90 minut... - a godzina czy półtora w warunkach współczesnej wojny, to kwestia życia czy śmierci miliardów ludzi!...

Dlatego więc to musiał być sterowiec znajdujący się na stałym dozorze. Sterowiec ma to do siebie, że może przebywać w warunkach ładnej, stabilnej, sierpniowej pogody nad jednym miejscem przez długi okres czasu. Wprawdzie jest go łatwo wykryć i zestrzelić, ale jest on o całe niebo tańszy od satelity i łatwiej jest go wprowadzić w sąsiedztwo wrogich baz lotniczych i morskich, niż satelitę na orbitę wokółziemską... Poza tym sterowiec wbrew pozorom można zbudować w oparciu o technologię „stealth”, czemu sprzyjają jego opływowe kształty balonetów i plastykowa konstrukcja nośna. To akurat nie stanowi problemu technicznego, i z drugiej strony tłumaczy brak echa na ekranach szwedzkich radiolokatorów...

Kolejną poszlakę stanowi fakt, że zarówno US Navy, jak i Royal Navy Wielkiej Brytanii dysponują sterowcami, wykorzystywanymi przede wszystkim do celów obserwacyjnych - czytaj: szpiegowskich, wywiadowczych!

Za hipotezą sterowca przemawia także fakt braku okien stwierdzony przez Svenssonów i wydzielany przezeń odgłos pracy silnika spalinowego na niskich obrotach. Dziś, w roku 2001, stosowane są niewielkie silniki odrzutowe.

I jeszcze jedna poszlaka: oficer SÄPO stwierdza, że otrzymuje informacje od ludzi o pojawieniach się CNOL-i od dwóch lat. Zaskakującym zatem jest to, że początek fali tych obserwacji przypada na rok 1989! Teraz - w takim kontekście - wygląda na to, że Amerykanie obserwowali rozwój sytuacji na terenie państw UW od 1989 roku - szczególnie w republikach bałtyckich: Litwie, Łotwie i Estonii - bowiem tam Michaił S. Gorbaczow chciał utrzymać rosyjskie/radzieckie wpływy. NB, znany popularyzator historii red. Bogusław Wołoszański w swym programie z cyklu „Sensacje XX wieku” niedwuznacznie zasugerował, że cały ten „Pugo-pucz” został sprokurowany przez Gorbaczowa w celu ukrócenia tendencji odśrodkowych w Imperium Sowietów. Wprowadzenie stanu wojennego na wzór polski w przypadku ZSRR nie powiodło się, ale to właśnie nie była nieudolność puczystów, lecz celowe działanie... Dzięki temu na tronie zasiadł Borys N. Jelcyn, który naprawił błąd Gorbaczowa powołując do życia WNP.

Tym więc można wytłumaczyć wydarzenia w Wilnie, Rydze i Tallinnie, których tempo narastało od 1989 roku, a osiągnęły swą kulminację w styczniu 1991 roku. Najpierw były strzelaniny w Wilnie i ataki OMON  na stacje radia i TV. W marcu i kwietniu zamieszki w Rydze - i znów polała się krew. Potem Gruzja i chłopcy ze Specnazu  rąbiący  saperkami bezbronnych ludzi na ulicach Tbilisi na rozkaz „apostoła pierestrojki”. Następnie w Tallinnie polała się krew wskutek ataku OMON na demonstrantów. A potem była pierwsza wojna w Czeczenii. Wszystkie te wydarzenia były pilnie śledzone przez dziennikarzy, opinię publiczną i wojskowych z USA i NATO. I jest jasnym, że III Wojna Światowa wisiała dosłownie na włosku. Gdyby do niej doszło, to zgodnie z radziecką doktryną wojenną - Polska i inne kraje Europy Środkowej stałyby się polem atomowej bitwy pomiędzy wojskami radzieckimi, a wojskami NATO. Wyglądałoby to tak, jak na mapce 2, i to właśnie dlatego amerykańskie czy natowskie sterowce rozpoznawcze wisiały nad Północno-Europejskim Teatrem Działań Wojennych.

Oczywiście poza okrętami z uzbrojeniem rakietowo-jądrowym na terenach Bałtywii znajdowały się silosy ICBM, reaktory powielające, fabryki paliw jądrowych, elektrownie nuklearne, itp. instalacje. Europa doskonale zapamiętała lekcję Czarnobyla i nie miała ochoty na powtórkę... A przecież wiadomo, że oddziały Specnazu GRU i Osnazu KGB  były przeszkalane w zakresie niszczenia instalacji jądrowych w krajach wrogich. Młode i walczące o niezależność od Moskwy państwa bałtyckie i Ukraina stały się „krajami potencjalnie wrogimi” w momencie proklamowania swej niepodległości - a jak to wyglądało w praktyce, widzieliśmy w Czeczenii - i tam pododdziały Specnazu i Osnazu podejmować miały działania dywersyjno-sabotażowe i zaczepne. I to właśnie dlatego te sterowce tam się pojawiały...

Podejrzewam, że takich obserwacji CNOL-i jest znacznie więcej, tylko ludzie nam - ufologom - o tym nie donieśli. A najbardziej przykre jest to, że odwieczne marzenie człowieka o Kontakcie z Nimi zostało zredukowane do narzędzia w walce o dominację nad światem...