środa, 3 września 2014

MV Lubow Orłowa: „statek-widmo” na Atlantyku

Statek-widmo wynurza się z mgieł...


Andriej Lieszukonskij


Na 14 lat przed zagładą RMS Titanic, pisarz Morgan Robertson napisał opowiadanie pt. „Próżność”, w którym statek Titan o rozmiarach równych Titanikowi także zderzył się z górą lodową w kwietniową noc, a większość jego pasażerów zginęła.

Pasażerski liniowiec MV Lubow Orłowa, który przepadł w czasie holowania jeszcze w 2013 roku, do dziś dnia jest poszukiwany na całym Atlantyku. Jednych interesuje taki fakt: wszak cena statku za którą sprzedano go na złom wynosiła ok. 600.000 GBP. Inni boją się, że ogromny „statek-widmo” może się stać zagrożeniem dla żeglugi. Ale fani zjawisk PSI interesują się całkiem innymi rzeczami: od szczurów-kanibali, które z pewnością znajdują się na pokładzie, do sygnałów SOS od czasu do czasu emitowanych przez zaginiony liniowiec.

MV Lubow Orłowa w Arktyce


Kurs na lody


W 1976 roku, stocznia w jugosłowiańskiej Kralewnicy/Sremskiej Mitrowicy spuściła na wodę dwupokładowy statek pasażerski o podwójnym dnie, o kolejnym numerze 413. Radziecki armator nazwał statek Lubow Orłowa. Wielka aktorka lubiła luksus i dlatego statek nazwany jej imieniem, z całą pewnością by się jej spodobał. Kajuty były wyposażone w węzły sanitarne, klimatyzacją, stabilizatorami (urządzeniami nie dopuszczającymi do kołysania), szerokimi łóżkami. Restauracja, dwie kawiarnie, kino, dansing – oto jakie luksusy czekały na podróżujących na jego pokładzie. Właścicielem liniowca stała się Dalekowschodnia Żegluga Morska. Statek pływał w rejsy, których pasażerami byli członkowie nomenklatury partyjnej i cudzoziemcy: luksus musiał się zamortyzować, a poza tym pojawienie się na pokładzie tego liniowca oznaczało prestiż i przynależność do elity. Dlatego też nabycie biletów, nawet biorąc pod uwagę ich drenażowe ceny, było niełatwo.

W 1999 roku, liniowiec był doposażony i wynajęty przez kompanię Marine Expeditions. Teraz pływał on w rejsy do Antarktyki. Ubyło nieco luksusów, ale za to pojawiło się lądowisko dla helikopterów, które było niezbędne dla statku w przypadku uwięzienia w lodach.

I tak bez względu na wszelkie nowinki techniczne, MV Lubow Orłowa nie cieszył się dobrą sławą. Turyści i załoganci skarżyli się na nieprzyjemności, które zdarzały się im na pokładzie: a to ktoś się przewróci i złamie rękę albo nogę (i to w czasie sztilu!), a to z mostka znikają bez śladu mapy nawigacyjne, a to samoczynnie włączają się sygnały alarmowe… A najważniejsze – na pokładzie liniowca masowo zalęgły się szczury, których nie dało się wytępić, pomimo wysiłków załogi.

Lądowisko dla helikoptera na pokładzie MV Lubow Orłowa


Przyszedł prikaz: na żyletki!


Nie bacząc na wielką ilość turystów chcących dopłynąć do Antarktydy i niezłe dochody kompanii z tego tytułu płynące, w 2010 roku Lubow Orłowa została aresztowana w kanadyjskim porcie St. John’s za długi. Członkowie załogi i pasażerowie opuścili liniowiec. Wkrótce na pokładzie pojawili się portowi ochroniarze. To właśnie oni zauważyli, że pełnoprawnymi właścicielami statku stały się szczury.

Przeszły ponad dwa lata, ale właściciele statku nie mogli dogadać się z kredytodawcami. I tak, żeby spłacić część długów statek został sprzedany na złom, czyli jak to się mówi – statek poszedł na żyletki, albo jak mawiają Rosjanie – „na igiełki”. Utylizować Lubow Orłową zdecydowano w Republice Dominikańskiej, gdzie znajduja się duże przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w rozbiórce statków. Jednakże pracownicy portu St. John’s zauważyli dziwną osobliwość: szczury, które zazwyczaj wyczuwały instynktownie, że statek idzie na miejsce swego wiecznego postoju, uciekają z niego. W tym zaś przypadku kadłuba tego statku nie opuściła ani jedna szara mordka. I wśród kanadyjskich dokerów poszedł chyr, że coś z tym jest nie tak…

Holowanie statku w styczniu 2013 roku zaczęło się przy całkowitym sztilu, ale już następnego dnia na Północnym Atlantyku zaczął się sztorm. Hol, na którym szedł liniowiec – pękł. Holownik kilkukrotnie usiłował „złapać” statek, ale ogromne fale za każdym razem na to nie pozwalały. Wreszcie, kiedy ta zabawa stała się zbyt niebezpieczna dla załogi, kapitan holownika podjął decyzję pozostawienia Lubow Orłowej w dryfie a sam popłynął do Kanady. Po kilku godzinach, sztorm wbrew wszelkim zapowiedziom – ucichł. Kapitan zawrócił holownik, ale odnaleźć liniowca się nie udało. Morski wilk doszedł do wniosku, że statek zatonął, o czym przekazał przez radio na brzeg. Wydawałoby się, że na tym epizodzie z życia MV Lubow Orłowa można by postawić kropkę, ale nie – dalej zaczyna się już mistyka…
[Wikipedia podaje: Jednostka miała zostać odholowana z Kanady na Dominikanę, gdzie planowano jej zezłomowanie. 23 stycznia 2013 Orlova zerwał się z holu z powodu wysokich fal i zaginął. Statek bez załogi, pozbawiony zasilania oraz oświetlania, dryfował stanowiąc zagrożenie dla innych statków oraz instalacji wydobywczych. 1 lutego jednostka została dostrzeżona przez MV Atlantic Hawk, statek zaopatrzeniowy platform wiertniczych płynący w odległości około 2400 km od zachodniego wybrzeża Irlandii (49°,2270 N - 44°,5134 W), który próbował wziąć go na hol. Jednak 4 lutego musiał go odciąć na prośbę kanadyjskiego Ministerstwa Transportu, z tego powodu Orlova nadal dryfował po Atlantyku. W marcu 2013 roku odebrano sygnały automatycznego nadajnika EPIRB, uruchamianego po zanurzeniu w wodzie; odpowiednie urzędy norweskie, brytyjskie, irlandzkie i islandzkie uznały, że statek najprawdopodobniej zatonął na północnym Atlantyku i nie stanowi zagrożenia dla żeglugi w rejonie – uwaga tłum.]


Save Our Souls…


Dnia 22.II.2013 roku, brzegowe radiostacje Irlandii nieoczekiwanie przyjęły sygnał wezwania o pomoc z MV Lubow Orłowa, którą uważano za zatopioną. Sygnał SOS nie powtórzył się, i eksperci przeanalizowawszy sytuację doszli do jedynego możliwego wniosku: najwidoczniej holownik nie mógł znaleźć liniowca, którego fale zniosły na jakieś 700 km na wschód, a potem MV Lubow Orłowa poszła na dno. Morska woda zamknęła obwody nadajnika i automatyczny sygnał wezwania pomocy poleciał w eter. I na tym sprawa by się skończyła, gdyby nie to, że… po miesiącu z pokładu statku znów nadano sygnał SOS! A tego już nie dało się wyjaśnić w taki sposób. Od tego czasu aż do dnia dzisiejszego (marzec 2014 roku – przyp. tłum) sygnały SOS z pokładu Lubow Orłowej wychwycono jeszcze dwukrotnie. Sądząc ze wszystkiego wynikało, że MV Lubow Orłowa dawno opuścił wody Morza Karaibskiego i dryfował po Północnym Atlantyku, zbliżając się powoli do Wysp Brytyjskich. Pewnego razu amerykańskiemu satelicie szpiegowskiemu udało się wykryć duży, metalowy, nieznany obiekt nawodny w odległości 1000 km od brzegów Irlandii. Jednakże samoloty zwiadowcze Royal Navy skierowane nad tamten akwen wróciły z niczym. Potem było jeszcze kilka wylotów, ale niczego nie znaleziono…

Po raz ostatni sygnał „ratujcie nasze dusze” zabrzmiał w eterze w styczniu 2014 roku. I teraz już nikt nie miał wątpliwości – statek samowolnie porusza się w kierunku Wysp Brytyjskich. Jednakże wszystkie loty samolotów Royal Navy nie dały żadnego rezultatu. Tym niemniej, by uspokoić publiczność, władze Irlandii i Szkocji – dwóch najbardziej możliwych punktów docelowych ruchu statku – oświadczyły, że:
Jak tylko da się zlokalizować MV Lubow Orłowa, zostanie on zatopiony. Aktualnie statek jest poszukiwany nie tylko przez Royal Navy, ale także „łowców pryzu”. Rzecz w tym, że formalnie liniowiec już do nikogo nie należy i znalazca ma pełne prawo zrobić z nim, co zechce. Orientacyjna wartość statku przy przekazaniu go na złom wynosiła 600.000 ₤ (czyli około 1 mln $USA)

Poza tym poszukiwaniami zaginionego pasażera zajmują się miłośnicy zjawisk paranormalnych. Oni są przekonani, że sygnał SOS nadawała nie automatyka statku, a… szczury! Zacytuję tutaj jednego z badaczy fenomenu Lubow Orłowej, Anglika Tima Burke’a:
Sądzę, że szczury przeżyły. Żeby nie zginąć na statku, gdzie nie ma żadnej żywności przyszło im uprawiać kanibalizm. W rezultacie doboru naturalnego na liniowcu pojawiła się cywilizacja ogromnych i praktycznie rozumnych zmutowanych szczurów. Jeżeli uda się im dopłynąć do brzegu i dostać się na ląd, to ludzi czekają ogromne problemy.

Oczywiście ten punkt widzenia jest bardzo, ale to bardzo kontrowersyjny, jeżeli nie bardziej – ale wielu miłośników fantastyki go podziela. Kiedy wybierają się na pływania przybrzeżne, na ryby czy patrole nabrzeżne, to mają przy sobie duży zapas trucizny na szczury. Ci łowcy „statków-widm” wierzą solennie w to, że ratują Ludzkość od strasznej napaści.
[A jednak hipoteza, że to szczury nadają sygnał SOS ma pewien sens, bowiem mogą one przypadkowo uruchomić automatyczny nadajnik, który wysyła wołanie o pomoc. Oczywiście obawy „łowców” są przesadzone i taka mutacja mogłaby się pojawić, ale nie w tak krótkim czasie o jakim mówimy i nie w taki sposób – uwaga tłum.]        

Ale Lubow Orłowa jak dotąd pozostaje nieuchwytna. I właśnie stała się takim legendarnym widmem morskim, jak Latający Holender…

Dryf MV Lubow Orłowa na Atlantyku
1. MV Lubow Orłowa opuszcza kanadyjski port St. John's holowana do Republiki Dominikany na złomowanie;
2. Holownik MV Charlene Hunt gubi holowany statek, który staje w dryfie;
3. Przyjęto sygnał SOS najprawdopodobniej z zagubionych radioboi, które wypadły ze statku;
4. Satelity zaobserwowały metalowy obiekt w kształcie statku dryfujący w stronę wybrzeży Irlandii lub Szkocji...


Fakty


Temat „statku-widma” jest bardzo popularny w Internecie i nawet pojawiła się strona internetowa, w którym od czasu do czasu straszy się Czytelników pogłoskami o Lubow Orłowej i szczurach-kanibalach, które za chwilę znajdą się na lądzie. Strona ta ma kilkadziesiąt tysięcy wizyt dziennie.

Wielu ekspertów twierdzi, że cała ta historia z MV Lubow Orłowa jest niczym więcej, niż mistyfikacją. Północny Atlantyk jest akwenem pociętym szlakami żeglugowymi, na których znajdują się dziesiątki statków i którykolwiek z nich powinien zaobserwować dryfującego liniowca. I taki zapis o podobnym spotkaniu powinien się znaleźć w „Morskom wiestnikie” – a takich danych nie zapisano.

W poprzednim sezonie, cena 11-12-dniowej wycieczki morskiej na Antarktykę na pokładzie Lubow Orłowej wynosiła p0d 4000 do 8500 USD w zależności o0d klasy kabiny.


Moje 3 grosze


Mnie to przypomina dość dokładnie kilka przypadków zaginięcia holowanych jednostek na akwenach Trójkąta Bermudzkiego, z których najsłynniejszym jest zaginięcie idącego na złom brazylijskiego pancernika Sao Paulo, co miało miejsce w 1951 roku, w okolicy Azorów. Okręt szedł na holu z Brazylii do Portsmouth w Anglii. Powiadają, że w tym czasie na oceanie był sztorm, i załogi holowników widziały w morzu USO…  

Nieco mniej znanym jest przypadek szkunera Ellen Austin, którego załoga – też w czasie sztormu - trzykrotnie (!!!) łapała tajemnicy statek i za każdym razem „gubiąc” załogę pryzową! W ten sposób zaginęło bez wieści 13 marynarzy i jeden oficer. Rzecz miała miejsce w 1881 roku, w okolicach Labradoru.

Wydaje się więc, że przypadek zniknięcia MV Lubow Orłowa kwalifikuje się właśnie do tego rodzaju wypadków. Te „błędne ogniki” radiosygnałów z kolei przypominają równie słynne zaginięcie znanej lotniczki Amelii Earhart na Pacyfiku, gdzieś w okolicy wyspy Howland, w dniu 2.VII.1937 roku.

Osobiście jestem zdania, że MV Lubow Orłowa albo leży na dnie Atlantyku zatopiony przez jakiś sztorm, albo stoi gdzieś w odludnym miejscu zepchnięty Prądem Zatokowym daleko na północ, na mieliznach lub szkierach któregoś z arktycznych archipelagów i jeśli tak jest, to wkrótce zostanie znaleziony. Ale to wcale nie przesądza tego, że ta zagadka zostanie rozwiązana…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 13/2014, ss. 26-27
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©