czwartek, 30 kwietnia 2015

Globalny Kraken



Polipy są ze wszystkich zwierząt najstraszliwsze… Zwierzęta te wyglądają jak wielka kula, do której na wszystkie prawie strony są przymocowane bardzo długie ogony, czyli ramiona opatrzone dwoma rzędami ssawek. Kula, czyli ciało zwierzęcia ma tylko jeden otwór, służący za pysk i kanał odchodowy. Ramionami chwyta zwierzę zdobycz i ssawkami wysysa wszelką wilgoć z ciała, a resztę puszcza i pozostawia na łup innym morskim zwierzętom. Ból, który powstaje z ssania ma przechodzić wszelkie wyobrażenie…
Polip nie gardzi człowiekiem, a i owszem ma z niego przysmaczek.
Polipy dorastają ogromnej wielkości. Znajdowano w paszczy wielorybów albo tez pomiędzy urwiskami skał ramiona polipów, a przynajmniej odłamki niby maszty ważące częstokroć do 1000 funtów.
Franciszek Tuczyński
„Morze, zjawiska i życie w niem i na niem według najlepszych źródeł”
Poznań 1883 

Ed Yong


Na początku tego roku, Discovery Channel pokazał jako pierwszy filmowe ujęcia legendarnego ogromnego głowonoga w jego naturalnym środowisku. Ale czy ta ekipa była w potrafiła sfilmować tego wielkiego głowonoga, lub jedną z gigantycznych kałamarnic?

Gigant ten został opisany po raz pierwszy przez duńskiego naturalistę Japetusa Steenstrupa w 1857 roku, który nazwał go Architheuthis dux. Jak pisze Craig McClain, nazwę tą „można przetłumaczyć jako najważniejszy przywódca kałamarnic.  Naukowo rzecz biorąc, jest to zdumiewająca nazwa”. Od tego czasu, biolodzy podzielili rząd Architheuthis na 21 potencjalnych gatunków. Kilku z tych nadgorliwych taksonomistów zrobiło to na podstawie kilku kawałków ich ciała, jak dzioby czy ramion (macek), które wykaszlały z siebie kaszaloty. Inni zaś sądzili, że takie kałamarnice pozostają w odległych i zapadłych kątach świata i muszą należeć do różnych gatunków. Przede wszystkim te gigantyczne kałamarnice znajdują się wszędzie – we wszystkich oceanach, poza wodami wokół Antarktydy.

Jak wiele z tych gatunków jest istniejących? „Wszystkie” nie wydaje się być dobrą odpowiedzią. Niektórzy ludzie twierdzą, że istnieją zaledwie trzy gatunki, które zamieszkują być może w Północnym Atlantyku, Północnym Pacyfiku i Oceanie Południowym [Ocean Południowy (także: Południowy Ocean Lodowaty, Ocean Antarktyczny) – ocean rozciągający się od wybrzeża Antarktydy do równoleżnika 60°S, wzdłuż którego łączy się z oceanami: Spokojnym, Indyjskim i Atlantyckim. Ocean Południowy jest drugim najmniejszym spośród wszystkich pięciu. Jego obszar został formalnie zatwierdzony przez Międzynarodową Organizację Hydrograficzną w roku 2000. Oficjalna polska nazwa tego oceanu, zatwierdzona przez Komisję Standaryzacji Nazw Geograficznych brzmi Ocean Południowy – Wikipedia – przyp. tłum.] Jeszcze inni przekonują, że jest to tylko jeden gatunek na cały glob, pieszczący świat swymi mackami.


A tak wygląda rozmieszczenie ogromnych kałamarnic we Wszechoceanie (NASA, Wikipedia)

Teraz, ekipa uczonych z 8 krajów, kierowana przez Ingera Winkelmanna z Uniwersytetu Kopenhaskiego usiłowała rozstrzygnąć debatę na temat genów Krakena. Zgromadzili oni razem 43 próbki z ciał kałamarnic-olbrzymów złowionych na całym świecie, od Florydy do RPA i Nowej Zelandii. Podzielili oni każdą próbkę na kawałeczki zawierające mitochondrialny genom – małe wtórne zestawy DNA, które są umieszczone poza głównym genomem w małych bateryjkach w kształcie fasolki.

Ekipa odkryła, że różnice w genach wielkich kałamarnic są niewiarygodnie małe. Chociaż próbki dotyczyły osobników wyłowionych w różnych zakątkach Wszechoceanu, one różniły się pomiędzy sobą mniej niż 1 na każde 100 sekwencji DNA! Dla porównania, to jest 44 razy mniejsza dywersyfikacja, niż w przypadku kałamarnicy Humboldta (Dosidicus gigas), która zamieszkuje we Wschodnim Pacyfiku. W rzeczy samej, gigantyczna kałamarnica zda się być genetycznie najwęższym stworzeniem, niż każdy inny gatunek we Wszechoceanie, które były naukowo testowane, z jedynym wyjątkiem polarnego rekina olbrzymiego (Cetorhinus maximus).

A to wszystko sugeruje, że te 21 gatunków ogromnej kałamarnicy należy sprowadzić do jednego gatunku. A zatem istnieje tylko jeden globalny Kraken – Architheuthis dux – jeden, jedyny i oryginalny. Co więcej – jego populacja wydaje się mieć bardzo małą strukturę, innymi słowy mówiąc – kałamarnice, które wywodzą się z sąsiednich wód genetycznie będą sobie tak bliskie jak odległe osobniki. Mitochondrialne DNA japońskich osobników jest takie same jak tych w wód Florydy.

Dlaczego? Być może dorosłe osobniki wędrują jak nomadzi na wielkich akwenach, ale nie wydaje się to możliwe. Analiza chemiczna ich dziobów sugeruje iż zwierzęta te trzymają się stosunkowo ograniczonego akwenu oceanu. Alternatywą jest to, że wędrują one po wodach Wszechoceanu jako postacie larwalne lub/i młode osobniki. Młode zwierzęta morskie mogą być unoszone setki czy tysiące kilometrów przez prądy morskie i jest całkiem możliwe, że tak właśnie jest w przypadku młodych Krakenów. Ci młodzi nomadzi mogą żywić się planktonem i innymi małymi zwierzętami, póki nie dorosną i będą w stanie dostać się do głębszych i zasobniejszych głębin Wszechoceanu.
- Nie jestem zbytnio zdumiony tymi odkryciami – mówi ekspert od wielkich kałamarnic Steve O’Shea. – One wspierają to, co już dawno i wielokrotnie było mówione przez kilku, zaprzeczane przez innych i dyskutowane przez kilku badaczy, a czym się to skończy, tego nie wiem. Osobiście O’Shea sugeruje, że larwalna postać Krakena dryfuje na duże dystanse i – w czasie innej wyprawy sponsorowanej przez Discovery Channel – on złapał 17 takich larwalnych postaci Krakenów przy powierzchni oceanu.

Craig McClain z National Evolutionary Synthesis Center jest większym entuzjastą:
- To jest projekt badawczy, który marzyłem prowadzić, a którego rezultaty przerosły moje największe oczekiwania – mówi on. – Odkrycie tylko jednego gatunku nie jest niespodziewane, ale badania dostarczyły dowodów na poziomie molekularnym, których tak bardzo brakowało. To, co jest niesamowite, to brak struktury genetycznej pomiędzy basenami oceanicznymi. Znam kilka zwierząt, które mają duży zakres zdolności lub zachowanie zapewniające wymianę genetyczną na bardzo dalekich dystansach.

Ale dlaczego te kałamarnice mają tak niskie zróżnicowanie genetyczne? Dr Winkelmann nie mógł znaleźć żadnych oznak, że mitochondrialne DNA ewoluuje wolniej u kałamarnic, niż u innych zwierząt. Natomiast jest możliwe, że gigantyczna kałamarnica - tak jak polarny rekin wielorybi – przewędrował populacyjną szyjkę od butelki kiedyś w swej przeszłości i dzisiaj jego potomkowie powstali z wąskiego grona przodków. Być może liczba ich była ograniczona w specyficznej części świata, co spowodowane było przez jakieś dawne katastroficzne wydarzenie, jak np. zmiana klimatu czy też wymarcie konkurentów.

To wszystko jest zagadką. Jak pisze Winkelmann:
- Nie potrafimy podać wam satysfakcjonującego wyjaśnienia tego niskiego zróżnicowania.

I tutaj jest ostatnie, poważne zastrzeżenie – wnioski wyciągnięte przez ekipę bazują tylko na badaniach mitochondrialnego genomu. To jest bardzo użyteczne do rozpatrywania takich rzeczy jak zróżnicowanie i pochodzenie, ale ekipa uczonych wciąż potrzebuje analizy jądrowego genomu wielkiej kałamarnicy, które zawiera w sobie zdecydowaną większość jego DNA. Jądrowe genomy maja to do siebie, że komplikują historie opowiadane przez te mitochondrialne. Kto wie, co one mają do powiedzenia na temat gigantycznej kałamarnicy?
- To jasne, że jest w tym więcej części tajemnicy o tych oceanicznych gigantach – mówi dr McClain.                       

Zob.: Winkelmann, Campos, Strugnell, Cherel, Smith, Kubodera, Allcock, Kampmann, Schroeder, Guerra, Norman, Finn, Ingrao, Clarke & Gilbert - “Mitochondrial genome diversity and population structure of the giant squid Architeuthis: genetics sheds new light on one of the most enigmatic marine species”, 2013.


Moje 3 grosze


Kraken alias polip vel krab, krax, kwita, sprute, sprut, blekksprute to jedna ze światowych legend marynarskich, które opowiada się właściwie od początku oceanicznej żeglugi. Kraken to potwór, który – jak to widzieliśmy w filmie o klątwie „Czarnej Perły” – był w stanie wchłonąć cały statek i zmiażdżyć go swymi potężnymi mackami. Oczywiście była to gruba przesada, ale myślę, że tego rodzaju opowieści nie biorą się z niczego i kto wie, czy w przeszłości taka właśnie wielka kałamarnica nie zaatakowała łódki z wioślarzami, z której stugębna fama nie zrobiła następnie statku… To akurat byłoby możliwe.

Krakenowi rozgłos nadali dawni kosmografowie jak Konrad Gessner czy Olaus Magnus w swych księgach. Pisał o nim także słynny Jules Verne w kultowej powieści „20.000 mil podmorskiej żeglugi”. Naukowo u nas opisał go w XIX wieku wzmiankowany już tutaj Franciszek Tuczyński. Temat to wdzięczny i rozległy. A także pisali o nim Leszek Kleczkowski & Sławomir Pikuła w „Poczcie potworów letnich” (Warszawa 1985), na ss. 172-188, w którym opisali część relacji o spotkaniach z Krakenem oraz hipotezy na temat tego stwora. Polecam także Czytelnikowi książkę Daniela Farsona i Angusa Halla pt. „Tajemnicze potwory” (Warszawa 1994) ss. 163-173, którzy także piszą o Krakenie i jego legendzie.

Kraken jest oczywistą rzeczywistością, którą oficjalna nauka uznała dopiero całkiem niedawno. Ogromne kałamarnice nie są już tajemniczymi, legendarnymi potworami morskimi, ale zwierzętami z krwi i kości – w jego przypadku z krwi i macek – jako że te giganty nie mają ani jednej części twardej poza dziobem…! W Polsce możesz go zobaczyć Czytelniku we Władysławowie – w tamtejszym Ocean Parku, który polecam.


Kto wie, czy wkrótce nie dołączy doń inny zagadkowy stwór Wszechoceanu – gigantyczny rekin – Megalodon, którego istnienie zostało niemal udowodnione…      


O gigantycznych głowonogach


Mój znajomy geolog - mgr inż. Stanisław Bednarz polecił mi zajmującą pracę prof. dr hab. Andrzeja Falniowskiego pt. „Drogi i bezdroża ewolucji mięczaków” (Kraków 2001), który w Rozdziale 13. powołanej tu pracy pisze o gigantycznych kałamarnicach. Rzecz w tym, że pisze to poważny naukowiec, a nie amator czy popularyzator nauki. I tak:
v Zaczyna on od homeryckiego opisu potwora Skylla (Scilla) znanego z „Odysei”, która była prawdopodobnie właśnie takim wielkim głowonogiem.
v Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” opisuje innego „polipa”, który wykradał ryby ze stawów w Rocadillo, Hiszpania. Jest to jedyny opis sugerujący, że głowonogi mogły spacerować po lądzie.
v Słynny biskup Uppsali, Olof den Storre vel Olaus Magnus opisuje w roku 1555 w „Historia de Genibus Septentrionalibus” po raz pierwszy gigantycznego kalmara z oczami o średnicy 0,5 m! Opisy te powstały w oparciu o opowieści o kałamarnicach wyrzuconych przez morze lub zaobserwowanych w fiordach norweskich w XVI wieku.
v Biskup Eryk Pontoppidan z Bergen opisuje Krakena jako największe zwierzę zamieszkujące naszą planetę w pracy „Versuch einer natürlichen Geschichte Norwegens” (Kopenhaga 1752-53).
v W 1771 roku James Cook i dwaj naturaliści: dr Banks i dr Solander zaobserwowali szczątki kałamarnicy w okolicy Przylądka Dobrej Nadziei, o czym powiadomiono Karola Linneusza, który oficjalnie włączył kałamarnicę do swej systematyki pod nazwą Sepia microcosmos w 1758 roku.
v Francuski przyrodnik Pierre Denys de Montfort podaje relację o spotkaniu z Krakenem u wybrzeży Afryki Zachodniej przekazaną mu przez kapitana Densa, w swej pracy pt. „Historia naturalna mięczaków” (Paryż 1802).
v Duński uczony, prof. Japetus Steenstrup w roku 1849 opisuje kalmara na podstawie szczątków tego stworzenia znalezionych na Þingore Sand, Islandia w 1639 roku. Poza tym znalazł on doniesienie także z Islandii, gdzie morze wyrzuciło na brzeg koło Arnaræsvik 12-metrowy okaz kałamarnicy zimą 1790 roku.
v Tenże sam uczony bada w 1853 roku szczątki kałamarnicy wyrzuconej na brzeg morza w Råbjerg, w Jutlandii i na ich podstawie opisuje gatunek Architeuthis monachus. Na podstawie szczątków kałamarnicy przywiezionych przez kapitana Hygoma z Bahamów opisuje on gatunek Architeuthis dux.
v W roku 1860 znaleziono inny okaz A. dux w Szkocji pomiędzy Hillswick a Scalloway.
v W dniu 30.XI.1861 roku, francuska kanonierka Alecton napotkała kałamarnicę giganta u wybrzeży Teneryfy, zwierzę zabito, ale nie udało się go wciągnąć w całości na pokład. W literaturze figuruje ono jako kałamarnica Bouyera, który opisał to wydarzenie i przesłał do Francuskiej Akademii Nauk.
v Dekada 1871-1881 – znaleziono około 80 osobników A. dux koło lub na plażach Nowej Funlandii. Wiadomo o 50-60 osobnikach złowionych przez rybaków i przerobionych na przynętę dla ryb. 23 okazy zbadał prof. Adison Emery Verril z Yale University.
v 4.VII.1874 roku – afera SS Strathowen, którego załoga ponoć widziała jak Kraken zatopił szkuner Pearl. Relacja niestety była niewiarygodna.
v Kapitan Arne Gronningsaeter z SS Brunswick doniósł o obserwacji gigantycznego kalmara na Pacyfiku – pomiędzy Hawajami a Samoa, w 1946 roku. Zwierzę poruszało się z prędkością 20-25 kts/37-46 km/h.
v I polonicum w sprawie kalmarów: listopad 1968 roku – kapitan Leonid Teliga na SY Opty zalicza spotkanie z ogromnym głowonogiem znów u wybrzeży Afryki Zachodniej. Na szczęście nikomu nic złego się nie stało, bo na widok Polaka uzbrojonego w maczetę, głowonóg podał tyły w głębinę…

Autor tej zajmującej pracy twierdzi, że gigantyczne kalmary zaobserwowano 137 razy, z czego ok. 100 stanowią okazy wyrzucone na brzegi Wszechoceanu. Najwięcej z nich, bo aż 36 (26,3%) widziano u wybrzeży i na plażach Nowej Funlandii, 16 (11,7%) w Norwegii, 14 (10,2%) w RPA, 11 (8%) w Nowej Zelandii, 10 (7,3%) w Szkocji. Pozostałe obserwacje dotyczą wybrzeży Australii, Japonii, Danii i zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Poza tym wciąż obserwuje się pojawianie się tych głowonogów w wodach Wszechoceanu i znajdowane są ich szczątki w żołądkach kaszalotów, które się nimi żywią. Zatem ich istnienie jest udowodnione. 

W Bałtyku takich gigantycznych głowonogów nie zaobserwowano – czemu trudno się dziwić, bowiem w takim wysłodzonym, zanieczyszczonym i ubogim akwenie zwierzęta te po prostu by zginęły w krótkim czasie!   



Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

środa, 29 kwietnia 2015

Syrena czy Ufiasty?

Początek obserwacji - tajemniczy obiekt płynie z falą tsunami

Na jednym z polskich blogów - Blog Ripsonar - znalazłem coś bardzo ciekawego, a mianowicie coś, co zostało sfilmowane w Japonii w czasie słynnego tsunami w dniu 11.III.2011 roku. Materiał ten znajduje się na stronie - https://www.youtube.com/watch?v=C25RTDXFNWY.  Niestety nie podano ani dokładnego czasu ani miejsca wydarzenia, tym niemniej polecam go uwadze Czytelników.






Tajemniczy obiekt podnosi się z wody i wzlatuje na dach a potem się rozwiewa...

Proszę zwrócić uwagę na obiekt/obiekty (???) sfilmowane w czasie wlewania się fali na obszar miasta. Biały obiekt - wyglądający jak kawałek białej folii polietylenowej - najpierw podrywa się z wody, a potem wznosi sie na dach domku i tam... znika! W kilka sekund potem też widzimy go jak materializuje się na dachu kolejnego domu i po kilku sekundach znika ponownie.




I znów ten sam, czy inny (???), obiekt pojawia się i znika...

Co to było? - płat folii? Jakiś dym czy para? Obca Istota? Syrena? Niestety film jest niewyraźny i robiony w kryzysowych warunkach zagrożenia życia przez rozszalałe żywioły - czemu się trudno dziwić...

Czy macie na to jakiś pomysł?

A oto odpowiedzi:

Ten sam film był analizowany przez prowadzących „Nie Uwierzysz”, a dokładnie Stanisława Barskiego. Podał on też inny film, na którym podobna zjawa się pojawia po wypadku samochodowym. W sumie to są trzy przypadki, które niektórzy z chęcią uznają za dowód na istnienie duszy, a z braku kontrargumentu, nie będzie można temu zaprzeczyć.
Zresztą kto wie - jeśli te nagrania są oryginalne, a fenomen tego właśnie dotyczy, to być może tak właśnie jest.
Osobiście nie uznaje tego za śmieci, gazy, czy zwykły element katastroficznego krajobrazu, do którego nas się przyzwyczaiło. Te zjawiska są bardzo efemeryczne i zachowują się nietypowo, więc chyba więcej teorii kosmicznych się wynajdzie, niż tak naprawdę potrzeba, by uznać na początek, że coś jest na rzeczy. (Smok Ogniotrwały)

Wyszukałam ten sam film na innych wrzutach.
Na jednym jest kilka różnych filmów z tego tragicznego dnia, pokazujących ogólnie skalę tego żywiołu.
Na kadrach z tego filmu widać to samo, co na tym z linka podanego przez Roberta, więc to chyba raczej nie fotomontaż.
Mnie się to w pierwszej chwili skojarzyło z rozpryskującą sie wodą, tylko dziwnie to tak jakby pionowo wskakuje na dach. Poza tym jakość filmu jest kiepska i obraz faluje.
Jeżeli to nie rozprysk wody, to może jakaś nieznana nauce wodna istota stosująca kamuflaż z morskiej piany i potrafiąca stawać się niewidoczną dla ludzkich oczu.
Czort wie co tam kryje się w pianie morskiej. (Aga Draco)

Nie tyle na dach leci, co zwyczajnie jest widoczne na jego wysokości, a to jest różnica. (Smok Ogniotrwały)

Słuchajcie, ale to też wygląda tak jakby jakaś butla (z gazem, z jakimś środkiem chemicznym?) płynęła pod wodą i z czubka wylotu wydostała się pewna część zawartości, przy rozszczelnieniu podczas kołysania.
I wszystkie pozostałe też tak wyglądają. Jak rozprysk czegoś o gęstości cieczy lub gazu.
Przy takim spustoszeniu najprzeróżniejsze rzeczy wypływają z różnych zakładów, magazynów i hal przemysłowych, więc taką opcję też trzeba rozważyć.
Coś zawsze może się rozszczelnić pod wodą podczas takiej kotłowaniny.
Zresztą widać, że to coś cały czas płynie pod wodą i nagle jakby z wylotu wypryskuje strumień jakiejś paropodobnej substancji i potem szybko rozwiewa się na powietrzu.
A to, że wygląda jakby wskakiwało na dach, to już nasza wyobraźnia dodaje.
Istotną role odgrywa w tym kierunek wiatru, który powoduje że para ta unosi się w pionie, co mogło być spowodowane tym, że prąd powietrzny był przeciwny w tym momencie do prądu wody.
Oglądnijcie to w normalnym tempie. (Aga Draco)

Uszkodzenie instalacji gazowej (Arystoteles)

Spray, jakikolwiek, nie ma samospoistości, napięcia powierzchniowego, poza tym wystarczy porównać to ze sprayem do włosów czy dezodorantem, chociaż samo skojarzenie już na pewno bliższe prawdy...
Jest to (o ile nie efekt montażu i ‘operacji’ technicznych) jakaś gazowa/gazopodobna substancja, ale ma wewnętrzną spoistość - nie rozwiewa się na wszystkie strony, tylko w gromadzie zmienia kierunek. Kierunek zmienia natomiast sprzecznie z prawami aerodynamiki - spray zostałby inaczej załamany i rozwiałby się zamiast znikać. Poza tym wsteczny wiatr nadal pchałby to znikające coś do tyłu, a tymczasem nawet ten spomiędzy domów tylko u swego końca ‘macha’ ‘ogonem’, one idą do góry i zanikają wertykalnie, a wiatr nie porusza ich.
Osobiście nie widziałem nigdy żadnego gazu, który miałby taką charakterystykę ruchu, a co najważniejsze - spójność. Pewne podobieństwo wykazałby obłok ognia, ponieważ zanim by się wypalił, żar promieniowałby z ośrodka i niejako trzymał większość w kupie, wizualnie, ale skoro to coś zachowuje się jak Casper... Mam tylko nadzieję, że dotykamy czegoś autentycznego, a nie efektu pracy podjaranego małolata z laptopem taty-prezesa. Na tym filmie tuż przed 2:52 jest zmiana jasności obrazu, a emanacją energii tego wytłumaczyć raczej nie można, gdyż już się uwolniła, a innych nie widać. Taka zmiana, wręcz wizualny ‘pstryk’, Eduard Meier zarejestrował na swoim filmie, co ponoć uwiarygadnia wręcz jego przypadek, ale, odchodząc już od dywagacji na temat tego pana, wolałbym wobec takiego ‘blinku’ zaryzykować stwierdzeniem, że jest to (i tutaj powtórzę za jednym z komentujących film na YT) pokemon, tudzież duch pokemona. Najprawdopodobniej Pikachu (http://bulbapedia.bulbagarden.net/wiki/Pikachu_%28Pok%C3%A9mon%29), mysi pokemon, lub inny elektryczny, potrafiący wyzwolić plazmę (zjonizowane termoelektrycznie gazy zachowywałyby się, przynajmniej dotyczy to pokemonów, jak rozmyty kondensat Bosego-Einsteina (nie chodzi o obucie), czyli pozbawione elektronów jądra zatraciłyby swoje cechy indywidualne i zachowywałyby się jak jeden wielki atom, który, odchodząc to quasi-niebytu, rozmyłby się w eterze fluktuacji kwantowych fal - doświadczyłby stanu Nirvany bezpośrednio po utonięciu i wyjściu z ciała).
Myślę, że niejeden stwór zginął w Japonii podczas tego tsunami. Na filmie widać aż trzy, i o tyle scena mangi będzie na zawsze uboższa. Niech Moc będzie z nimi, amen. (Smok Ogniotrwały)

Ciekawie to wygląda - osobiście stawiam na jakiś gaz, parę wodną czy coś w tym rodzaju, który wyzwolił się z nieszczelnej instalacji, którą zalała woda tsunami. Syrena? Przypomniało mi to jedno z moich opowiadań, które napisałem dwa lata temu - czy mógłbyś je przypomnieć na swoim blogu? (Daniel Laskowski)


Przypomnę, ale dopiero w wakacje, to teraz mamy o wiele ciekawsze wydarzenia – Robert K. Leśniakiewicz

wtorek, 28 kwietnia 2015

Czy zabije nas radiacja z Fukushimy?



Trzy lata po katastrofie jest błędnym stwierdzenie, że katastrofa w Fukushimie stale powoduje powszechną śmierć…[1]

W marcu 2011 roku, podmorskie trzęsienie ziemi wywołało fale tsunami, które w Japonii zabiło ponad 20.000 ludzi i wywołało największą katastrofę przyrodniczą w historii tego kraju.

Pomiędzy poszkodowanymi obszarami była także Daiichi Fukushima I EJ – DF1EJ, która została całkowicie zalana wodą. Elektrownię zamknięto, układy chłodzenia się wyłączyły, czego skutkiem był kompletny kolaps trzech reaktorów. I kiedy spełnił się ten najgorszy scenariusz, reakcja ochrony, obsługi i organów władzy państwowej była szybka i efektywna.

I wreszcie w trzy lata po katastrofie niektórzy pomyleńcy opowiadają o promieniowaniu, które się rozprzestrzenia na cały świat, że jest to katastrofa jeszcze większa niż w Czarnobylu i w rezultacie której zwiększy się ilość zgonów trwający dekady czy nawet całe wieki.[2] Poprzez Internet się rozgłasza szokujące informacje o tym, promieniowanie postępuje przez Pacyfik, że Zachodnie Wybrzeże USA jest zupełnie martwe, amerykańskie władze zamówiły jodowe tabletki, trumny, itd. …  

Spójrzmy na te stwierdzenia, i oddzielmy fakty od fikcji.

Czy katastrofa w Fukushimie jest najgorszą katastrofą ekologiczną, czy jest to po prostu ogromna dezinformacja?

Rozpatrzmy to wydarzenie w kontekście z dwoma najsłynniejszymi katastrofami nuklearnymi: wybuchem reaktora w Czernobylskiej EJ - CzEJ na Ukrainie w 1986 roku[3] oraz częściowego roztopienia rdzenia reaktora w Three Mile Island EJ – TMI EJ, PA, USA w 1979 roku.[4]

Three Mile Island EJ

Czarnobylska EJ po katastrofie

Daiichi-Fukushima I EJ przed katastrofą

Najważniejszym momentem dla zrozumienia przyczyn katastrofy EJ jest ustalenie, o jaki typ reaktora chodzi, a także jaki w nim był moderator. Moderator, jak sama nazwa wskazuje, jest to substancja spowalniająca szybkie neutrony, które rozszczepiają radioaktywny uran (235U*), który zamienia swoja energię kinetyczną na termiczną, cieplną i wydziela z niego powolne neutrony. Spowolniony neutron ma większe szanse na rozbicie, rozszczepienie kolejnego jądra uranu. To powoduje reakcję łańcuchową, w której paliwo jądrowe produkuje dostateczne ilości ciepła do napędzania konwencjonalnego generatora parowego.

Większość reaktorów jądrowych używa wody jako moderatora. Kiedy umieścimy pręty paliwowe w wodzie w odpowiedniej konfiguracji, to uzyskamy kontrolowana reakcję łańcuchową.

Czarnobylska EJ miała zupełnie inny typ reaktora[5]. Powstał on już w czasie II Wojny Światowej służąc do wyrobu plutonu (239-240Pu*) do broni jądrowych.[6] Składał się on z grafitowych bloków długich na 0,5 m i szerokich na 0,25 m z otworem w podłużnej osi. Właśnie te bloki grafitu zostały użyte jako moderator.

Problem takiego reaktora z blokami grafitowymi leży w tym, że grafit jest palny. W czasie prób z wyłączeniem chłodzenia reaktora doszło z winy obsługi do zapalenia się moderatora. Niechłodzony, płonący grafit doprowadził do eksplozji betonowej konstrukcji reaktora. Wydarzenie w CzEJ ma ten plus, że już nigdy nie będzie się budować reaktora moderowanego grafitem. (1)

EJ w Three Mile Island i w Fukushimie miały reaktory moderowane wodą – zwykłą „lekką” H2O. To był jeden z najlepszych aspektów zwiększenia bezpieczeństwa EJ na początku lat 60. XX wieku. Podstawą elektrowni w Fukushimie jest tzw. BWR (wrzący reaktor). (2) Moderująca woda jest także chłodziwem jest podgrzewana do zagotowania się i wytworzenia pary, która z kolei porusza generator prądu elektrycznego. Skutkiem awarii w Fukushimie było to, że wszystkie źródła energii podtrzymujące pracę systemów chłodzenia zostały zniszczone falami tsunami, w tym także źródeł rezerwowych. Bez pomp nie da rady utrzymać systemu w chłodzie, co oznacza ochładzać wodę i pompować ją z powrotem do reaktora. Paliwo jądrowe zaczęło się topić. W poprzednich miesiącach obsługa lała wodę do otwartych reaktorów, by nie dopuścić do zapłonu i pożaru oraz ulotowi radioaktywnych materiałów do atmosfery. Tak skażona woda była przechowywana w zbiornikach, aby nie dostała się do morza. (3)

Reaktory w TMJ EJ były o krok nowsze – były to PWR/WWER (ciśnieniowy wodny reaktor). W reaktorze woda się nie gotuje, ale pod wysokim ciśnieniem ogrzewa i przekazuje ciepło drugiemu obiegowi wody. Plusem jest wyższy stopień bezpieczeństwa, minusem – mniejsza sprawność. (4)

Ale jak każdy system, także i ten nie uniknął błędu człowieka. Zepsuty wentyl spowodował ulot chłodzącej wody z obiegu pierwotnego reaktora, zaś spanikowana obsługa wskutek niedokładnych informacji zrobiła to, czego sytuacja wymagała – wyłączyła obieg chłodzącej wody do reaktora. (5)

Na szczęście w TMI EJ doszło do jedynie małego ulotu radiacji do środowiska. Doszło do dekontaminacji i napraw, ale nie doszło do żadnego poważnego naruszenia wewnętrznej struktury EJ. Nie doszło do jakichkolwiek zranień, a w promieniu 16 km nie stwierdzono zwiększonego promieniowania, niż przy zwykłym prześwietleniu klatki piersiowej. Studia epidemiologiczne nie stwierdziły zwiększenia umieralności z powodu katastrofy w chwili obecnej.
W CzEJ sytuacja była o wiele gorsza. Reaktor eksplodował, a wielka ilość bardzo niebezpiecznych substancji promieniotwórczych została rozpylona na wielkiej powierzchni. Dwóch ludzi zginęło w wyniku wybuchu. Dokładna liczba ofiar jest podana w literaturze fachowej – „15 lat po katastrofie w Czernobylu – bilans efektów zdrowotnych”.

- Choroba popromienna została stwierdzona u stosunkowo niewielkiej liczby osób, nie przekraczającej 200-300 jednostek, z czego 28 osób zmarło. Przebadanie grupy, która przeżyła wykazało, że pomiędzy przyczynami śmierci 11 osób do 1998 roku stwierdzono różnorodne diagnozy, ale większość z nich nie ma niczego wspólnego z napromieniowaniem. Niektóre z napromieniowanych osób stały się rodzicami. (6)

Następnie trzeba powiedzieć, że wskutek rozszczepienia jąder uranu powstaje w reaktorze ogromna ilość radioaktywnych pierwiastków – szczególnie jodu-131 (131I*) i cezu-137 (137Cs*). 131I* jest bardzo niebezpieczny, ale na szczęście ma krótki czas półrozpadu, T1/2 = 8 dni. Po 10 okresach półrozpadu, tzn. po 80 dniach praktycznie znika i nie przedstawia żadnego niebezpieczeństwa.

W TMI EJ w powietrze uleciało aż 560 GBq (gigabeklereli) izotopu 131I*, w CzEJ było 3 mln razy więcej, a zatem 1,76 EBq.

A jak to jest z DF1EJ? Tam było tego tylko 500 PBq. To jest 1 mln razy więcej, niż w TMI EJ i ~1/3 tego, co wyemitował Czarnobyl. Ale sytuacja w tym przypadku jest całkowicie odmienna. Obszar wokół Fukushimy został bardzo szybko ewakuowany, a profilaktyczny jod był rozdawany równie szybko. Żadna z tych rzeczy nie była na czas wykonana po katastrofie w Czarnobylu.[7] Efektem tego było to, że w tych pierwszych tygodniach, kiedy izotop 131I* przedstawiał konkretne ryzyko, wiele ludzi w CzEJ zostało wystawionych na jego działanie, zaś nikt w przypadku Fukushimy.

Ale jest tu jeszcze radioizotop 137Cs*, który przedstawia większe zagrożenie, o którym blogerzy i dziennikarze piszą nieustannie szerząc panikę po katastrofie w DF1EJ.

Z TMI EJ żadne mierzalne ilości cezu nie wydostały się, ale w CzEJ było tego już 85 PBq rozrzucone po okolicy. Jego T1/2 = 30,1 lat co jest prawdziwie długim okresem i w efekcie trzeba będzie poczekać długie 30 lat i drugie 30 lat, kiedy obszar wokół CzEJ będzie całkiem bezpieczny. W przypadku DF1EJ radioizotop Cs-137 znajduje się pyle ze spalonego paliwa nuklearnego i znajduje się w wodzie, którą wtłaczano do rozwalonych reaktorów. Jednakże maksymalnie było go 15 PBq, czyli o 1/6 mniej tego, co w Czarnobylu, co się dostało do środowiska. Jaka jest więc ilość tego 137Cs*? Jedynie 4,7 kg. To jest bryłka nieco większa od piłki tenisowej.

Policzmy: 1 g izotopu 137Cs* wypromieniowuje 3,214 TBq. 1 Bq to miara aktywności substancji promieniotwórczej 1 rozpad jądra atomowego na 1 s. 1 TBq = 1012 rozpadów/s. I kiedy idzie o bardzo małą ilość, te 4,7 kg to jest wystarczająco dużo atomów, by można było pokryć jednoatomową warstwą całą Ziemię. Podobnie jak w przypadkach wszystkich radioaktywnych pierwiastków, został przeprowadzony rząd badań na temat działania na organizm izotopu 137Cs*.

I kiedy 137Cs* ma T1/2 = 30 lat, biologiczny półokres jedynie 70 dni. Jest to czas potrzebny zwierzętom i ludziom na usunięcie tego pierwiastka ze swych organizmów. To może być skrócone do 30 dni przy zastosowaniu odpowiedniego leczenia. Testy na zwierzętach przeprowadzone w 1970 roku dowiodły, że letalna dawka to jest 140 MBq/kg masy ciała. Trochę arytmetyki wystarczy, by dowiedzieć się, że 4,7 kg cezu-137, które zostały wyemitowane w DF1EJ wystarczyłoby do zabicia 1.500.000 ludzi o średniej masie ciała wynoszącej 80 kg.

Jednakże jest w tym, wszystkim jedno wielkie „ale”. Taka ilość na naszej planecie się nie dostanie, i kiedy skażenie z Fukushimy jest wykrywane na całym świecie, we wszystkich organach ludzkich, którzy żyją na tej planecie. To jest podstawa entropii. Większość cezu jest rozpuszczona w wodzie w zbiornikach elektrowni i w glebie na ewakuowanym terenie, zaś jego nadmiar został rozniesiony w wodzie i atmosferze na cały świat.

Nasze oceany zawierają 1,5 mld km³ wody. Z tych 4,7 kg cezu z DF1EJ 1 km³ zawierałby mniej niż 0,001 śmiertelnej dawki tego izotopu. Innymi słowy mówiąc, żeby umrzeć to trzeba by było wypić 1000 km³ oceanicznej wody. I na dodatek trzeba by było zaabsorbować każdy radionuklid cezu z niej! Ale abyście dostali chociaż raka, musielibyście wypić kilkaset kilometrów sześciennych wody wprost z Pacyfiku.

Ale jakbyście chcieli umrzeć, to jest w tej wodzie jeszcze milion razy więcej dawnych, radioaktywnych pierwiastków, które istnieją w wodach Wszechoceanu, a zatem jest w nich więcej niż 15 ZBq występujących w Naturze izotopów potasu-40 (40K*), rubidu-87 (87Rb*), uranu-238 (238U*), itd.
Takie są fakty, które należy przedstawić niegramotnym panikarzom i zwolennikom Spiskowej Teorii Dziejów w druku i w Internecie.

Nie istnieje żadne zagrożenie ze strony radiacji z Fukushimy, pomimo bezpośredniej ewakuacji strefy. Rybołówstwo było natychmiast zakazane w Daiichi i okolicy, więc nie ma żadnej możliwości dostania dawki promieniowania z DF1EJ. Poza tym bezpieczeństwo rybołówstwa była wcześniej demonstrowana przez japońskiego premiera. (7)

Katastrofa w Fukushimie będzie najprawdopodobniej najdroższą katastrofą przemysłową w historii, ale nie należy do najniebezpieczniejszych, dzięki szybkiej reakcji władz Japonii.

WHO w swej najnowszej ocenie sytuacji uważa, że nie oczekuje się zwiększenia ryzyka zdrowotnego wskutek katastrofy w DF1EJ w Japonii. W Japonii zachorowania na niektóre odmiany raka może być zwiększone nad poziom w konkretnych grupach wiekowych i płci, które zostały poszkodowane. (8)

Katastrofa nie oznacza nigdy niczego dobrego. Gorszym jest wywoływanie paniki i straszenie niedoinformowanych osób przez tych, którzy te nieodpowiedzialne wieści szerzą. Pozostało pytanie, dlaczego oni to robią i czemu boja się faktów jak przysłowiowy diabeł święconej wody.


Moje 3 grosze


Jak na razie, to autor powyższego robi wodę z mózgu swoim czytelnikom, czemu się zresztą nie dziwię. Wszak Republika Czeska posiada dwie elektrownie jądrowe: Dukovany EJ oraz Temelin EJ. Trzeba jakoś uspokoić opinię publiczną i zneutralizować ostrzeżenia ekologów i obrońców Przyrody. Więc podaje się kłamstwa w osłonie naukowości jak trujący cukierek w barwnym papierku. Podobnie postępują i u nas różni „uczeni”, czego sztandarowym przykładem są wypociny jednego z nich na stronie - http://wszechocean.blogspot.com/2011/10/o-kamstwach-anty-ekologii-6.html.

Prawda zaś jest taka, że przez cały czas woda lana do reaktorów jest skażona i wydostaje się do wód gruntowych skażając je oraz oczywiście, i jest wlewana do Pacyfiku z nieszczelnych zbiorników elektrowni. Nawiasem mówiąc, jej ilość już dawno przewyższyła ich pojemność i trzeba było coś z tym zrobić…

Po drugie – poza jodem i cezem jest jeszcze cała masa radioaktywnych produktów rozpadu jąder atomowych uranu, która skaża otoczenie elektrowni i wodę, którą leje się do wnętrza zdemolowanych reaktorów. Autor jakoś dziwnie „zapomniał” o tym problemie.

Po trzecie – paliwo jądrowe wciąż „grzeje się” i przepala betonowe osłony reaktorów jądrowych, co grozi przedostaniem się go do gleby i dalej do wód gruntowych, które zostaną skażone w stopniu niewyobrażalnym. Trzeba będzie zamknąć i zabetonować wszystkie ujęcia wody podskórnej aż do Tokio.

Po czwarte – radioaktywne substancje wciąż są wlewane do Pacyfiku i wbrew temu, co głosi autor, wcale się nie rozpraszają i rozcieńczają w wodzie morskiej tak szybko jakbyśmy sobie tego życzyli, ale przez prądy morskie są roznoszone na duże odległości. Ich stężenie spada wolniej, niż to się przyjmuje. Są one wchłaniane przez organizmy morskie, które albo giną albo mutują. Większość mutacji też jest letalna, co wykazują badania biologów amerykańskich z Kanady, USA i Meksyku, gdzie owe skażenie dociera z prądami morskimi.

Po piąte – powyższy raport o przypadkach katastrof nuklearnych nie ujmuje letalnych mutacji u zwierząt i roślin, które pojawiły się po tychże katastrofach. Negatywne efekty promieniowania są widoczne np. w populacjach ptaków i innych zwierząt zamieszkujących strefę wokół CzEJ. W lasach nie występują grzyby-roztocze, które rozkładają ściołę leśną, co z kolei powoduje usychanie drzew w tamecznych lasach. Po katastrofie w DF1EJ stwierdzono zachorowania u fok zamieszkujących Wschodnie Wybrzeże USA i Kanady, związane właśnie z napromieniowaniem.

Po szóste – rząd Japonii i firma TEPCO (operator tej EJ) w dalszym ciągu ukrywa i utajnia dane na temat skażenia promieniotwórczego powstałego po tej katastrofie. Dlaczego to robi, skoro jest aż tak dobrze?   

To są tylko niektóre zagrożenia, o których wiemy. A o ilu nie wiemy dlatego, że je utajniono – głównie z powodów politycznych i komercyjnych? Niestety – jak widzę bracia-Czesi też ulegli zwodniczym pieniom antyekologicznych lobbies energetycznych, które za wszelką cenę będą broniły swoich wpływów finansowych.
Bo w końcu tylko o pieniądze tutaj chodzi.       
   

Przypisy:

(1) Wikipedie: Černobylská havárie. Internet: http://cs.wikipedia.org/wiki/%C4%8Cernobylsk%C3%A1_hav%C3%A1rie
 (2) Wikipedie: Varný reaktor Internet:   http://cs.wikipedia.org/wiki/Varn%C3%BD_reaktor
(3) Wikipedie: Havárie elektrárny Fukušima. Internet: http://cs.wikipedia.org/wiki/Hav%C3%A1rie_elektr%C3%A1rny_Fuku%C5%A1ima_I  
(4) Wikipedie: Tlakovodní reaktor. Internet: http://cs.wikipedia.org/wiki/Tlakovodn%C3%AD_reaktor   
(5) Wikipedie: Havárie elektrárny Three Mile Island. Internet: http://cs.wikipedia.org/wiki/Hav%C3%A1rie_elektr%C3%A1rny_Three_Mile_Island  
(6) SURO : „Patnáct let po černobylské havárii – bilance zdravotních následků“.  http://www.suro.cz/cz/publikace/cernobyl/, Online: http://www.suro.cz/cz/publikace/cernobyl/cernobyl_zdr_nasl.pdf
(7) Japonský premiér snědl chobotnici z Fukušimy. Hlas Ruska, 19.10.2013, Internet: http://czech.ruvr.ru/2013_10_19/Japonsky-premier-snedl-chobotnici-z-Fukusimy/   
(8) WHO: Health risk assessment from the nuclear accident after the 2011 Great East Japan earthquake and tsunami, based on a preliminary dose estimation. Online: http://apps.who.int/iris/bitstream/10665/78218/1/9789241505130_eng.pdf,  http://www.who.int/ionizing_radiation/pub_meet/fukushima_risk_assessment_2013/en/

Inne źródła:

·        Hsu, J.: Fukushima's Radioactive Ocean Plume to Reach US Waters by 2014. Tech Media Network, 30.srpna 2013. Web. 09.01.2014. Internet: http://www.livescience.com/39340-fukushima-radioactive-plume-reach-us-2014.html  
·        UMSHPS. Health Physics Society. University of Michigan, Radioactivity in Nature. Internet 10.01.2014: http://www.umich.edu/~radinfo/introduction/natural.htm
·        Dunning, B. "Fukushima vs Černobylu vs Three Mile Island." Skeptoid Podcast. Skeptoid Media, 14..ledna 2014. Web. 15.února 2014. Internet: http://skeptoid.com/episodes/4397


Przekład z j. czeskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©



[1] Artykuł opublikowano w dniu 11.III.2014 roku.
[2] 7°INES.
[3] 7°INES.
[4] 5°INES.
[5] RBMK-1000 – z ros. Reaktor o Wielkiej Mocy – Kanałowy o mocy 1 GW. 
[6] Taką bombą plutonową był Fat Man, którą Amerykanie zniszczyli Nagasaki.
[7] W Polsce mimo wszystko bardzo szybko podano płyn Lugola i przeprowadzano pomiary skażeń.