poniedziałek, 11 lipca 2016

Czas jest kluczem (2)






W NIEWOLI CZASU


Walentin Kukarienko


Radziecki astrofizyk N. A. Kozyriew (1908-1983) próbował przeniknąć w Przeszłość i Przyszłość, zbudował konstrukcję w formie spirali, zdolną do „odbijania fizycznego czasu” i znaną jako „zwierciadło Kozyriewa”. 

Ludzie nie wiedzą, jak zbudować maszynę czasu – MC. Póki co, figuruje ona tylko powieściach sci-fi. Natomiast w Przyrodzie MC funkcjonuje od dawna, na co na przestrzeni wieków jest mnóstwo dowodów. Nie znamy zasady jej działania, nieznane jest miejsce jej „włączenia” i „wyłączenia” oraz czas jej działania. Tysiące ludzi przepada bez śladu, i to nierzadko na oczach świadków. Losy tych podróżników w czasie mimo woli mówiąc lekko – jest nie do pozazdroszczenia. Jeżeli MC nie wróci ich z powrotem, to dla nich jest tylko jeden koniec. Ten niewyjaśniony, niewiarygodny fenomen przyrodniczy w naszych czasach wyjaśniają istnieniem pętli czasu czy portali czasoprzestrzennych. Zatrzymajmy się na kilku szeroko znanych przypadkach oszustw i trików czasoprzestrzeni, które spowodowały zdumienie u uczonych.


Z powrotem do Przeszłości


Władimir Giliarowskij – znany pisarz i dziennikarz, w 1889 roku opisał zdarzenie na posterunku policji, którego świadkiem był on sam. Przesłuchiwano tam człowieka w dziwnym, okopconym ubraniu, który twierdził, że uciekł on z płonącego wagonu podziemnej kolei żelaznej, jakoby przebiegającej pod całą Moskwą i do tego twierdził, że jest 2004 rok! Kto uwierzy w takie bzdury? Najwidoczniej biedak był niespełna rozumu. Giliarowskij nie zapisywał jego „bredni”. Zrozumiano ten incydent dopiero wtedy, kiedy w dniu 6.II.2004 roku doszło do aktu terroru w rejonie stacji Awtozawodskaja. Ekstremalna sytuacja spowodowała natychmiastowy transfer pasażera o 115 lat w Przeszłość. Jaka szkoda, że nie ma żadnych dokładnych danych o tym człowieku, którego potem policja wysłała do szpitala psychiatrycznego! 

W 1946 roku, radzieccy milicjanci aresztowali jeszcze jednego takiego „podróżnika mimo woli”. Miał on ze sobą dowód tożsamości z kolorowym zdjęciem z 2010 roku! Młodzieńca zabrali funkcjonariusze KGB.

[Była to wyjątkowo niejasna sprawa rzekomego szpiega Pokrowskiego, o której pisano już na łamach „Nieznanego Świata” w 2004 roku, zob. A. Piestow – „Nierozwiązana sprawa «norweskiego szpiega» Pokrowskiego – przyp. tłum.]

Znane jest zdarzenie, kiedy w 1942 roku w ruinach jednego ze zbombardowanych domów w Stalingradzie, dwóch chłopców znalazło podziemny korytarz, którym wybrali się na brzeg Wołgi i tam zobaczyli u przystani stojący parowiec i ludzi w dziwnych ubraniach. Ci serdeczni ludzie zobaczywszy oberwańców dali im nowiuteńką, trzykopiejkową monetę z 1903 roku! Chłopcy znów weszli do tunelu i znaleźli się z powrotem w oblężonym Stalingradzie. Tylko że w tym czasie były inne priorytety, niż badanie dziwnych zjawisk… 

Jeszcze jeden fenomen, tym razem z Wyspy Wielkanocnej, z końca XX wieku. Australijscy archeolodzy z ekspedycji Mayersa w torfowym gruncie znaleźli szkielet rycerza z Kawalerów Mieczowych i to wraz z koniem! A w jego kaletce znajdowały się trzy złote dukaty z 1326 roku. Jakże on się tam dostał w te błota? Przecież do odkrycia Ameryki pozostało co najmniej 150 lat! Wyjaśnić ten fakt może tylko hipoteza o tym, że rycerz ów stał się ofiarą portalu Czasu… 

Sensacją stało się znalezienie amerykańskiego kaskadera Williama Greena, który zaginął bez śladu w 1925 roku w czasie kręcenia westernu, w czasie wykopalisk w Pompejach przez grupę archeologów Franka Rameica pod sześciometrową warstwą lawy! Na kości ręki zaginionego znajdowała się stalowa bransoletka z imieniem i tytułem filmu, w którego kręceniu on brał udział. Innych biedaków rzuciło jeszcze dalej w głębiny tysiącleci. Być może to właśnie takie fenomeny objaśniają artefakty, które przyprawiają uczonych o ból głowy? Ot, np. odcisk współczesnego buta i rozgniecionego przez niego trylobita w epoce dinozaurów.


Igraszki pętli Czasu


W lipcu 1941 roku, pod Orszą w czasie rozpoznania bojem szeregowca Tieriechowa ogłuszyła eksplozja miny. Ocknąwszy się zobaczył obok siebie Niemców i rzucił się na jednego z nich. Wściekli Niemcy poprowadzili go do najbliższego lasu, by tam go rozwalić. Nieoczekiwania niebo zajaśniało niezwykłym światłem i rozległ się przeraźliwy świst… 

Tieriechow wrócił do siebie pomiędzy drzewami, a obok niego leżeli jego konwojenci bez przytomności. Szybko zebrał ich Schmeissery, rozładował i kazał im podnieść ręce do góry, a potem poprowadził tam, gdzie według jego mniemania znajdował się jego pododdział. Las wkrótce się skończył, a drogą naprzeciw jego jechała furmanka, w której jechali staruszek i dziewczynka. Dziewczynka powiedziała, że on wraz z jeńcami znajduje się na Dalekim Wschodzie i że jest 1948 rok. Według dokumentów MON szer. Tieriechow został uznany za zaginionego bez wieści. 

Milicja przeprowadziła drobiazgowe śledztwo. Tieriechowa rozpoznało kilku żołnierzy z pododdziału, w którym on służył. Współtowarzysze stwierdzili, że Tieriechow zewnętrznie nic się nie zmienił. 

Chilijski kapral Armando Valdes w dniu 25.IV.1977 roku naraz znikł z pola widzenia kolegów. Po 15 minutach znów pojawił się w koszarach, ale nie pamiętał, gdzie był w czasie tego kwadransa. Zegarek z kalendarzem na jego ręce pokazywał, że dla niego upłynęło 5 dni, zaś sam kapral miał na twarzy zarost, który nie mógłby wyróść w czasie kwadransa.


Do przodu w Przyszłość


W 1980 roku, przed jadącym po Broadwayu w Nowym Jorku samochodem naraz – według słów naocznych świadków – dosłownie z powietrza pojawił się człowiek w średnim wieku i został śmiertelnie potrącony. Przybyła na miejsce wypadku policja znalazła w jego kieszeni zaświadczenie komiwojażera wydane w… 1910 roku. Policja ustaliła, że ten człowiek w rzeczywistości żył na początku XX wieku i znikł bez śladu w 1910 roku. Znaleźli jego zdjęcia i już starszą wnuczkę, która opowiedziała im rodzinną legendę o zaginionym dziadku. Tożsamość zabitego została ustalona bez wątpliwości. Ale gdzie on przebywał przez te 70 lat i czemu się przez ten czas nie zmienił – to nadal pozostaje zagadką… 

Po nagłym zakończeniu straszliwego sztormu na wodach Oceanu Indyjskiego, kapitan frachtowca zauważył żaglowiec, na maszcie którego wisiała czarna bandera i sądził, że to trwają jakieś zdjęcia do filmu. Ale żaglowiec skierował się do frachtowca, na pokład którego poleciały liny abordażowe a potem wymachując bronią wskoczyli nań piraci! Kapitan był uzbrojony i otworzył ogień zabijając jednego z piratów. Piraci odrąbali liny i pospiesznie odpłynęli. 

Kiedy statek dobił do portu, to okazało się, że był spóźniony… dwa miesiące. Na swe usprawiedliwienie kapitan przedstawił wokandę i „bojowe trofea”. Tylko że przewożony w chłodni trup pirata w tajemniczy sposób… znikł! ekspertyza wykazała, że „trofea”: szabla pirata i kotwice abordażowe rzeczywiście zostały wykonane w XVIII wieku. Takie zdarzenia wyjaśniają przypadki nagłego pojawienia się w naszym świecie i znikania bez śladu pterodaktyli i innych koszmarnych stworów z poprzednich epok i ten fakt, że nie da się ich złowić dla nauki. To jest także pewien aspekt „wizyt” mimowolnych podróżników w Czasie.

[Opisałem to w pracy „UFO i Czas”, w którym sugeruję, że za tą możliwością stoi UFO i Ufici, którzy są po prostu Wędrowcami w Czasie - chrononautami i przypadkowo lub nawet celowo przerzucają ludzi i zwierzęta z dawnych epok do współczesnej Rzeczywistości czy w Przyszłość - i vice-versa, dzięki czemu obserwujemy takie właśnie zdarzenia, jak opisywane w tym artykule – przyp. tłum.]


Podróże w obie strony


W 1987roku,chińscy uczeni rozmawiali z chłopcem Jung Li, twierdzącym że przybył on z Przeszłości. Był on ubrany jak mieszkaniec dawnych Chin i doskonale mówił dawnym chińskim językiem, znał historię dawnych Chin i mówił o wydarzeniach znanych jedynie historykom. Uwierzyć w wersję przedstawioną przez tego chłopca było trudno. On sam też nie pojmował, w jaki sposób znalazł się we współczesnym Hong Kongu. Historyk Ing Ing Shao zaczął studiować znajdujące się w klasztorach dawne księgi. Wreszcie w jednej z ksiąg znalazł on zapisy identyczne z opowiadaniami Jung Li. Daty, nazwy miejscowości, i imiona konkretnych ludzi zgadzały się i trzeba było znów porozmawiać z Li. 

Jednakże w maju 1988 roku, przebywając ponad rok w naszych czasach, chłopiec nieoczekiwanie znikł. Historyk znów usiadł do ksiąg i w jednej z nich znalazł zapis mówiący, że: 

Jung Li Chenznikł na 10 lat i pojawił sie ponownie chory na umyśle i twierdził, że był w 1987 roku według kalendarza chrześcijańskiego, widział ogromne ptaki, duże czarodziejskie zwierciadła, domy sięgające obłoków, różnokolorowe światła, które się same zapalają i gasną, szerokie ulice ozdobione marmurem, jeździł w długiej żmii, która pełznie z niewiarygodną prędkością. Uznano go za wariata i umarł on po trzech tygodniach.


Gorzki los


Znane fakty przenikania ludzi z Przeszłości i Przyszłości do naszej Współczesności. Niemal wszyscy „odwiedzający”, którzy przybyli do nas z Przeszłości ciężko przeżywali całkowicie niepojęte dla nich przemieszczenie w Czasie, nie mogąc się adaptować w nowych warunkach życiowych, i zakończali swe życie już to w psychuszce, już to w więzieniu. Ludzie z Przyszłości wiedzący więcej o właściwościach Czasu i teoretycznie gotowi do podobnych doświadczeń, w nowych warunkach maskowali się i przystosowywali się o wiele lepiej. Oni nie afiszowali się swym pojawieniem się z innego Czasu i wykorzystując swe niewiarygodne możliwości i wiedzę, zajmowali wysokie stanowiska w strukturach naszej współczesnej nam władzy.

A jak popadnie się „w gości” u dinozaurów? Takiego losu nie życzę nawet wrogowi. Znaleźć się w najlepszym przypadku w innym wieku, w nieprzyjaznym środowisku, bez rodziców i bliskich – bez nadziei na powrót – to jest dopiero koszmar! Tak więc czy warto budować MC i rwać się w Przyszłość czy Przeszłość? wszystkie maszyny mają tendencję do psucia się. Dlatego istnieje ryzyko stania się nie ze swojej woli ofiarą czasowych portali.


Moje 3 grosze




Czytając ten artykuł sceptycznie wzruszałem ramionami. No bo gdyby to była prawda, to o opisanych przypadkach byłoby bardzo głośno. No a samo wynalezienie MC byłoby wydarzeniem na skalę światową choćby dlatego, że możliwość poruszania się we wszystkich wymiarach przy użyciu MC otworzyłoby nam drogę do Wszechświata! Kto panuje nad Czasem, panuje nad możliwością dowolnie dalekich podróży kosmicznych! A jak na razie o tym cisza. 


A jednak… Mój sceptycyzm opadł, kiedy przypomniałem sobie fakty opisane przeze mnie w pracy „Projekt Tatry”, której opisałem fenomen znikających bez śladu ludzi w Tatrach właśnie. Kiedy przypomniałem sobie fenomen „igraszek Czasu”, który w swym życiu zaliczyłem dwukrotnie. Kiedy przypomniały mi się fenomeny „statków-widm” obserwowane tu i ówdzie na różnych akwenach Wszechoceanu. Kiedy wreszcie przypomniały mi się wszystkie historie o dziwnych artefaktach, które znajdowały się na różnych piętrach skali geologicznej wieku Ziemi. o czym to wszystko świadczy? Ano o tym, że nasza Rzeczywistość nie jest tak pewna, jak nam się wydaje.


W moim opracowaniu „UFO i Czas” postawiłem hipotezę, że ufozjawiska ma swe korzenie właśnie w Czasie i de facto lwia część z nich są po prostu MC, którymi podróżują ludzie z Przeszłości i Przyszłości. Możliwe jest także to, że sprawują Oni kontrolę nad nami i naszymi czasami, by nie doprowadzić do zagrożenia Ich egzystencji dzięki tzw. „efektowi motyla” z noweli Ph. K. Dicka i naruszenia przyczynowo-skutkowego „włókna Claperiusa” z opowiadania Konrada Fiałkowskiego


Hipoteza ta ma więcej sensu niż hipoteza ETI. Nie twierdzę, że ETI nie ma – być może część UFO są statkami latającymi należącymi do Obcych – ale większość UFO zda się być pojazdami budowanymi w oparciu o MC i jest przeznaczona do chronomocji, a nie lotów w Kosmos, choć oczywiście latać w Kosmos tym się da także. Bowiem eksploracja Kosmosu przy użyciu sztafety pokoleń – jak to opisał Stanisław Lem w „Obłoku Magellana” czy Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka w „Zagubionej przyszłości” traci sens przy lotach do dalszych układów gwiezdnych. Hibernacja i anabioza ludzi wciąż jest w sferze rozważań teoretycznych. Jest to jakieś wyjście, ale wciąż nie mamy pojęcia jak długo można tkwić w anabiozie i jakie będą jej długofalowe skutki na ludzkie organizmy. Każdy lot kosmiczny to skok poprzez Czas i Przestrzeń, a tego nie da się zrealizować bez zatrzymania dla ludzkiego organizmu upływu czasu. To zaś może zapewnić tylko MC. I chyba nad tym pracuje się we wszystkich Strefach 51, A-4, CERN i innych miejscach na Ziemi, we wszystkich wysokorozwiniętych krajach. 


I tylko boję się jednego, że MC zostanie wykorzystana nie do podboju Kosmosu czy badań nad naszą historią, ale jak zwykle z każdym rewolucyjnym wynalazkiem – przeciwko innym ludziom. Dlatego lepiej, by MC jak najdłużej pozostała tylko na kartach powieści sci-fi


Tekst i ilustracja – „Tajny XX wieka” nr 40/2015, ss. 30-31
Przekład z j. rosyjskiego ©Robert K. Leśniakiewicz