poniedziałek, 4 lipca 2016

UFO? Nie – to drony!






Jak już wielokrotnie twierdziłem w moich pracach, za UFO brane są różne przedmioty: muszki, cząstki kurzu, ptaki i nietoperze oraz inne obiekty nietypowe w nietypowych warunkach świetlnych i w nietypowych sytuacjach. Takich przypadków jest zdecydowana większość, czego zdają się nie rozumieć niektórzy „ufolodzy”, którzy w każdym wróblu widzą Marsjanina, a w każdym paprochu – UFO, którzy biorą wszystko za dobrą monetę. Ale tak to już jest i tego nie da się zmienić. A zatem co zrobić? – to co zawsze – robić swoje i próbować szukać odpowiedzi nie dając się dyktatowi Paradygmatu. 
 
Ostatnio robiąc skany z naszych czasopism ufologicznych natrafiłem na dwa artykuły mówiące o nietypowych NOL-ach, które nie dość że zaobserwowano, to jeszcze sfotografowano czy filmowano, dzięki czemu mamy materialne dowody ich istnienia. Poza tym mamy dokładne opisy dwóch ciekawych incydentów z 1993 i 1999 roku, co do których mam wątpliwości, że były to klasyczne UFO, a nie coś innego – i dzisiaj dobrze już znanego – drony.
Przypomnijmy zatem oba te incydenty:

1.      Incydent DD/RV Wąsosz Grajewski 19930826

A oto jego metryczka:

TYP INCYDENTU: RV/DD
MIEJSCE: Wąsosz Grajewski – N 53°3119 - E 22°1913
DATA: 26.VIII.1993 r.
CZAS: 18:30 CEST/16:30 GMT
CZAS TRWANIA: ok. 2’
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: 1
ZDJĘCIA: 3, aparat fotograficzny ZENIT, film KODAK200, 200 ASA/24 DIN
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: nie ma.

Świadek wykonał wtedy trzy zdjęcia NOL-a o dziwnym kształcie jakby grzyba, który znajdował się w odległości ok. 500 m od niego i poruszał się prostoliniowo w kierunku wschodnim. NOL poruszał się bezdźwięcznie, z prędkością oszacowaną przez świadka na ok. 50 km/h. Tyle świadek – Pan E. F.




Zdjęcia te zostały zbadane przez eksperta z krakowskiej GBNOL Pana Kazimierza Pańszczyka, który wydał o nich opinię negatywną – wykazał on możliwość zwykłego fałszerstwa, a konkretnie możliwość sfotografowania przez Pana E. F. jakiegoś niewielkiego obiektu, który był po prostu rzucony w powietrze przez drugą osobę i sfotografowany… Opis incydentu i ekspertyzę zdjęć Czytelnik znajdzie na łamach „Wizji Peryferyjnych” nr 4/1996 na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2016/05/wizje-peryferyjne-nr-41997.html, ss. 20-21 i 25. 

Cóż, możliwość taka istnieje zawsze i tego nie da się zanegować. Osobiście jednak stawiam na to, że mógł to być dron, który leciał w okolicach dość „obfitujących” w jednostki i instalacje wojskowe. Zaznaczam, że w 1993 roku drony dopiero raczkowały i dlatego miał on taki dziwny kształt. W takim razie pozostało tylko znaleźć odpowiedź na pytania, czyj to był dron i po co latał nad okolicami Wąsosza Grajewskiego – co zostawiam naszym PT Służbom Specjalnym, bo to ich broszka…

Drugi incydent jest dość podobny w swych klimatach: filmowiec robi ujęcia zaćmienia Słońca i naraz na niebie pojawia się coś dziwnego…

2.     Incydent DD/RV Warszawa 19991111

Nosi on także nazwę Incydent Zaćmienie Słońca i UFO – i pod takim tytułem opisany został on przez Krzysztofa Piechotę na łamach „Czasu UFO” nr 16/2001, – na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2016/07/czas-ufo-nr-162001.html, ss. 6-13. Świadkiem był 20-letni Pan Z. Z. z Warszawy, który filmując zaćmienie Słońca sfilmował także nietypowego NOL-a kręcącego się nad miastem. 

A oto metryczka tejże obserwacji:

TYP INCYDENTU: RV/DD
MIEJSCE: Warszawa
DATA: 11.XI.1999 r.
CZAS: 12:38.02 – 12:39.03
CZAS TRWANIA: 1’1”
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: 1
ZDJĘCIA: film, kamera 35E SONY 220X
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: motolotnia?

Tym razem obiekt wyglądał już jak całkiem współczesny dron, który można kupić w każdym sklepie z tego rodzaju zabawkami. Za powyższym przemawia także fakt, że świadek wyraźnie słyszał odgłos pracy jego silników, który porównał do odgłosu pracy silnika kosiarki do trawy. Dlatego też świadek sądził, że ma do czynienia z motolotnią. To, że miał duże rozmiary – no cóż, jeszcze wtedy ich nie miniaturyzowano zbytnio… 






Pozostało zatem odpowiedzieć na pytanie: kto i po co bawił się takim dronem w czasie zaćmienia słońca? Przypominam, że to był rok 1999 i drony dopiero wchodziły do masowego użytkowania, więc mógł to być ktoś, kto używał go do celów np. naukowych. Dziś jestem pewnie, że w tym roku widok latającego drona nad stolicą czy każdym innym miejscem naszego kraju już by nikogo nie zdziwił, ani nie uważałby tego za UFO… 

To, co napisałem powyżej stanowi pewną próbę rozwiązania zagadki tych dwóch Obserwacji Dalekich i wcale nie jest powiedziane definitywnie, że tak akurat było. Jak ktoś ma jakieś pomysły, to nasz blog jest dla każdego. 




Dialogi z KKK

Wkroczyliśmy w erę z jednej strony świadomości możliwości istnienia innego rozumu niż nasz, z drugiej strony wyjaśniania wszystkiego w sposób naukowy i pseudo-naukowy, zawężający wszystko do poznanych ram świata, np. do dronów. Gdy ich nie było, były muchy, Jowisze, chmury owadów, mgła bagienna, a teraz, gdy są drony i lampiony, gdy jest technika komputerowa na wyciągnięcie ręki i w zasięgu kilku kliknięć, wszystko można wytłumaczyć np. tymi dronami i próbami oszustwa.
I dobrze. Oczka sita filtrów się zawęziły, teraz możemy być i bardziej rozwinięci w skali osobistej, i bardziej rozproszeni w skali świata - wielu zbyt wiele odrzuci, chociaż pewnie trzeba baaardzo wiele odrzucić. Odrzucą też pomysł, że coś w tym jest, a z drugiej strony dojdą oszołomy, które byle cień uznają za konstrukcje kosmitów na księżycu (przypadków tych jest bez liku na YT). Wszystko stało się papką.
I dobrze. Teraz, chcąc jakichś odpowiedzi, jeszcze bardziej trzeba uważać, by być rzetelnym i mieć odpowiedni zestaw mentalny potrzebny do selekcji i analizy każdego pojedynczego przypadku. Co więcej, trzeba umieć porównać coraz więcej przypadków, by albo coś zaczęło śmierdzieć, albo by ten swąd się rozwiał.
Podejrzewam, że dla Ciebie rozwój ufo-sytuacji jest sprawą osobistą i niekomfortową zarazem - rzeczy okazują się czymś innym, niż miały się niegdyś okazać. Mi też szkoda, bo tyle razy chciałem wyższego rozwoju spraw. Traktuję już to jednak tak nieosobiście, że uważam całość za sprawdzian - zachowamy się jak król wobec lnu, który tylko z głupoty coś uzyskał, czy posłuchamy siebie i świata, który coś mówi niczym starzec z tej samej bajki o lnie? Według mnie obecna sytuacja coś może pokazać, czegoś nauczyć. Trzeba tylko wziąć wszystko do kupy i o tym pomyśleć, a nie wrzucać złota do fosy.
Będąc jak małpy w klatce, wreszcie musimy pokazać, że nie tylko na pięści umiemy rozmawiać. Podejrzewam, że dopiero wtedy możemy oczekiwać większej ilości bananów.
Pozdrawiam już słonecznie:) (Smok Ogniotrwały)

-----

OK., załóżmy, że masz rację - nie ma dronów, nie ma samolotów są jeno Kosmici i ich pojazdy. Pytanie za 64.000 dolarów płatne czekiem bez pokrycia bom emeryt - skoro tak, to dlaczego Oni się z nami nie kontaktują otwarcie? Dlaczego bawią się z nami w ciuciubabkę + zabawę w chowanego? Przecież to jest zupełnie bez sensu - wszyscy ich widzą, a jednocześnie Oni robią wszystko, by się z nami nie spotkać otwarcie? Zakłamanie podniesione do n-tej potęgi? Ale dobrze - ja się mylę i rzeczywiście tak jest, w takim razie dlaczego Oni się przed nami ukrywają, i jednocześnie pokazują się wybrańcom? Czyżby chodziło o nową religię dla i tak już skretyniałych na tym punkcie mieszkańców Ziemi?
Masz rację - wszystko stało się papką, bo wszystko jest na sprzedaż. Temat UFO był i nadal jest chwytliwy, ale że ograne numery już nie przechodzą, to wymyśla się wciąż nowe. Dam przykład - Roswell. najpierw rozbił się tam Latający Spodek. Podobno. Potem - podobno - znaleziono trupy Kosmitów. Po kilku latach znaleziono film z autopsji Kosmitki - też z Roswell. Ale jeszcze przedtem znalazł się płk Corso, który napisał książkę, z której wynikało, że wszystkie dobra techniki w latach 60: lasery, masery, tranzystory, itd. itp. zawdzięczamy rozbitemu spodkowi z Roswell. Ba! - to jest jeszcze mały pikuś! - okazuje się, że Amerykanie mają swoją bazę na odwrotnej stronie Księżyca! Teraz zaś coś tam się znalazło - już nawet nie wiem za bardzo co - co potwierdza rewelacje "badaczy" tej ufokatastrofy... Jak myślisz, po co to wszystko? - prosta odpowiedź - dla kasy i dalszej reanimacji trupa. Miasto Roswell rocznie zarabia na nawiedzonych i naiwniakach 8 mln baksów - i pokaż mi takiego idiotę, który zarżnie kurę znoszącą złote jaja? Takich idiotów nie było, nie ma i nie będzie.
W USA, bo w Polsce to co innego...
Co do mojego stosunku do ufologii, to napisałem o tym w "UFO i Czas". Mamy ufologię klasyczną, ufologię nieklasyczną (wszelkie psychotroniczne hokus-pokus i magiczno-mistyczny bełkot) oraz ufologię kreatywną - coś a' la księgowość kreatywna. Jak nie ma faktów, to trzeba je stworzyć - tak jak tworzy się dalsze odcinki Legendy Roswell. To taki tasiemiec, który będzie się ciągnął, a im dalej, tym głupiej i straszniej. O to mi tu chodzi. (Arystokles)

----

W tym wszystkim, co napisałeś, jest racja. Mam lub miałem te same przemyślenia. Co do kontaktu otwartego jednak, trzeba negocjować znaczenie kontaktu, a potem kontaktu otwartego. Czy CE nie jest kontaktem? A czym jest kontakt otwarty? Najpierw trzeba to ustalić, by móc mówić o tym samym.
Poza tym rozwinie się drzewo tematów pt.: Kontakt wyższej kultury z niższą rozwojowo - za i przeciw oraz cel i znaczenie. Aspekt socjologiczny i ekonomiczny w pryzmacie ziemskiej historii z abstrakcją inności wobec ludzkiego doświadczenia.
Tylko powyższe można pociągnąć dalej, z resztą zdań się zgadzam - lawina ruszyła i teraz wszystko i nic jest ufo-em, a samo ufo zmieniło znaczenie na kosmitów. Bez resetu i stanięcia na ziemi, a kto wie, czy już nie w błocie, nie ma co myśleć o ogarnięciu całości.
Jak dla mnie, całe nasze myślenie po staremu zwiedzie nas ku dewiacjom, ku kultywowaniu czegoś, co stanie się wiarą (już w sumie jest) - nazwałbym to usztywnieniem poprzez przedłużenie, bowiem gdy idzie się w coś za daleko, zatraca się w tym. Jeśli coś nam pokazuje, że się mylimy (bo jest za dużo papki i stare prawdy są nieaktualne), to trzeba spojrzeć na nowo. Obecnie na tym etapie jestem.
Podchodzę do tematu na nowo z nastawieniem, że to wszystko może być pianą w czekoladzie dla naiwnych. Niemniej lubię o tym myśleć, rozwijać wątki filozoficzno-poznawcze, ponieważ mnie to rozwija wewnętrznie, rozumiem nowe możliwości i szybciej łapię, że coś może się łączyć ze sobą, a coś, mimo pozorów, już nie. Wiele razy mnie to uratowało, choć i wiele razy zbyt odważnie poszedłem na całość, ale dobry nawyk zawsze mnie uratował od zapadnięcia się w czymś, co mi akurat najbardziej pasuje. Nigdy zatem nie pomyślę pochopnie, że się mylisz Ty, czy ktoś inny - ważne dla mnie jest to, czy utrzyma się to czy tamto w czasie i wobec dowodów/kontr-dowodów. W sferze tak niepoznanej, wszyscy musimy być w jakimś stopniu przyjaciółmi, i to chciałem podkreślić - inaczej w złym świetle spojrzymy na swe słowa. I ten duch chciałbym między nami zachować, zatem pisz do mnie i bluźnierczo, a co tam, ale bluźnierczo wobec świata kłamstw! :) Będzie ciekawie i wartościowo ;) (Smok Ogniotrwały)

-----

Kontakt otwarty? Ja to sobie wyobrażam tak: na Placu Defilad czy Alejach Jerozolimskich, albo przed Belwederem w Warszawie ląduje Latający Spodek, z którego wychodzą Ufiaści i mówią do nas: "Jesteśmy, prowadźcie do szefa, prezydenta, premiera czy Yarkacza albo Ojdyra". Zresztą nieważne - może być Moskwa, może być Nowy Jork czy Bamako albo Johannesburg czy Delhi... I to ja rozumiem przez otwarty Kontakt. Wszelkie inne to niepotrzebna nikomu ciuciubabka - no chyba, że Oni mają złe zamiary...
Dla mnie CE jest kontaktem, a nie Kontaktem. No bo co z tego, że Ufiaści dorwą takiego Wolskiego czy innego małorolnego, który nawet nie jest w stanie zwerbalizować tego, co widział i przeżył (nie uchybiając ś.p. Wolskiemu i innym ofiarom CE). To nie jest ta droga. Przecież mając takie możliwości techniczne mogliby wejść nam na wszystkie kanały naszej TV i się pokazać i coś powiedzieć do nas. Tylko że obawiam się, że 99% ludzi uznałaby to za kolejny program rozrywkowy czy "Z ciemnej strony" lub innej "Strefy Mroku" i tak by doń podeszła. nie mówiąc już o tym, że zaktywizowałoby to wszelkie szumowiny i oszołomiaste męty, które zaczęłyby mącić po swojemu. Doskonale opisał to Carl Sagan i pokazał Robert Zemeckis w kultowym (naprawdę!) "Kontakcie". Podobnie zresztą jak Spielberg w "Bliskich Spotkaniach...". Tak naprawdę to NIE WIEMY, czy Oni tak naprawdę łakną tego Kontaktu z nami i czy jako rozdający karty w tej grze nie blefują jak wytrawni pokerzyści? Tego właśnie niestety nie wiemy.
Dla mnie osobiście ufologia zeszła właśnie na manowce jakiejś quasi-religii, co widziałem już nieraz. Widok "ufologów" recytujących jakieś mantry czy wyjących "oooommm!" pobudza raczej do śmiechu, bowiem ludzie podatni na hipnozę mogą sobie wmówić "choć co i bądź co"(jak to się mówi u nas) i nawet o milimetr nie przybliży to nas do prawdy oraz do Nich. Ten test oblaliśmy. Nie tędy droga. Kiedyś nawet wierzyłem w to, że zjawiska PSI pomogą nam w porozumieniu się z nimi, ale poznając coraz więcej faktów skłaniam się ku temu, że to jest ślepa uliczka, w którą się sami wpakowaliśmy. Kiedyś tak - Neandertalczycy - Homo sapiens neandetalis mieli mózgi (o wiele większe od naszych) do porozumiewania się ze sobą przy pomocy zjawisk PSI jak np. telepatia. Tylko że entuzjaści tej hipotezy nie biorą pod uwagę jednej zasadniczej sprawy - otóż Neandertalczycy NIE MOGLI łączyć się w większe grupy z prostego powodu - natłok, hałas, szum myślowy powodowany dużą ilością mózgowych "nadajników". To ich właśnie wykończyło i przegrali z "dźwiękowcami" - Homo sapiens sapiens, którzy mogli bez przeszkód działać grupowo i na tym właśnie zbudowali swoją cywilizację. Neandertalczycy są wśród nas - ale przetrzebiła ich św. Inkwizycja z wiadomych względów... Nie pasowali do większości ludzi, ergo - byli z całą pewnością sługami szatana, więc trzeba ich było eksterminować. I eksterminowano. Pisałem już gdzieś o tym... (Arystokles)