sobota, 17 września 2016

Obserwacja NL/BOL Wieluń 20160903 („skoczek”)





W dniu wczorajszym otrzymałem kolejną informację od Pana T. M. z Wielunia o następnej obserwacji typu BOL w tym rejonie. Oto, co pisze on w swym emailu:

Wreszcie uwolniłem się z obozu pracy, teraz więc mam czas na opisanie zdarzenia z soboty 3.09. w Wieluniu.

Przebywałem wtedy w gronie znajomych w Zakopanym, sprawa więc mnie osobiście nie dotyczy, jednak moja matka pozostała w domu i to ona była świadkiem całości wydarzenia.

Zupełnie niesamowitym wydaje się miejsce mojego zamieszkania, nawet pokusiłem się o prowizorycznie sformułowaną przeze mnie tezę, iż Wieluń od lat jest dziwnym miejscem - miejscem występowania podobnych zjawisk (świadczą o tym relacje śp. sąsiadki, mojego dawnego kolegi [widział BOLa, dziwne stworzenie, i niewiadomego pochodzenia światło na żywopłocie], matki, i mnie osobiście od niedawna). Kolejnym założeniem niech będzie pewna stałość, która jest zauważalna w kontekście tych zdarzeń - nawet po długiej przerwie, i tak coś się zauważy, a przecież zauważenie incydentu i samo jego wystąpienie nie występuje w relacji 1:1. Biorę tu pod uwagę czynnik wierzącego, czyli nadinterpretację świadka (wiele przez to odrzuciłem), a także niewiarygodność zdarzeń, które jednak wsączają się w życie, tworząc poszerzoną normalność dla tych, którzy już są świadomi występowania tych nietypowych zdarzeń, a przez to pomija się je w korespondencjach czy rozmowach. Powiedziałbym, że to stan uprzedni do poszerzonego jest raczej tym ograniczonym względem szerszego horyzontu, niż że te zjawiska są de facto atypowe, niemniej to już kwestia filozoficznego zapatrywania się na te kwestie (klatka Zeitgeistu dobrze objaśnia nasz kontekst pojmowania świata w skali czasu i postępu).

Ab ovo, postaram się opisać całe wydarzenie tak dokładnie, jak to możliwe:

Była 21:20 (sic!) w sobotę, trzeciego dnia września tego roku, a matka wyszła na papierosa przed dom i jak zwykle patrzyła się w gwiazdy (notabene, z powodu swoich obserwacji, nieraz stara się mentalnie zagadać do gwiazd, zupełnie jak do swoich starych znajomych). Zwróciła uwagę na bardzo jasny punkt na nocnym niebie, wielkości paznokcia u kciuka wyciągniętej w tym kierunku ręki. Był bardzo jasny, nieruchomy, a po chwili obserwacji zaczął rosnąć, co matka odebrała jako ruch w jej kierunku. Obiekt powiększył się do wielkości piłki golfowej i wykonał bardzo dziwny, ale znany jej już manewr - zatrzymał się i skoczył łukiem po nieboskłonie zupełnie tak, jak skaczą ludzie z miejsca na miejsce, tzn. po łuku właśnie, jakby w niebie istniały specjalne do tego podesty. Na miejscu lądowania był widoczny jeszcze ułamek sekundy i zwyczajnie zniknął.

Nie wydawał żadnego odgłosu, nie był wielokolorowy, jak którymś poprzednim razem sporo lat temu, ale wystąpił efekt elektroniczny - matka chciała wysłać do mnie sms-a zaraz po tej obserwacji, lecz cały zasięg komórkowy przestał w tym momencie istnieć. Nie mieszkamy w miejscu, gdzie jest on nadzwyczajny, lecz zawsze jest na granicy dobrego i bardzo dobrego (czasem maksimum), a zanika tylko w piwnicy i ślepej łazience, lecz wtedy on po prostu nie istniał w (przynajmniej) obrębie naszego domu. Powrócił sam po kilku minutach, i dopiero wtedy wraz z tym kontakt telefoniczny ze światem.

Co może być nie bez znaczenia, w odległości około pół kilometra od nas jest stacja przekaźnikowa telefonii komórkowej, więc jeśli coś jej się stało w związku z pojawieniem się ów gościa na niebie, nic dziwnego, że sygnał zanikł.
Od dzisiaj będę zwracał uwagę na nocne niebo po 21:00.

Hmm... zastanawiam się, czy to ma jakiś związek, raczej na pewno nie, ale nie zawadzi dodać czegoś, co stanowi ciekawy kontekst dla całości.

Otóż w sobotę byłem w trasie na Grzesia, i na pewnej małej polanie między pomniejszymi wierchami, tuż przy granicy ze Słowacją, ułożyłem z kamieni dla żartu napis UFO. Prawda, że łobuz ze mnie? Dużym zdziwieniem okazało się dla mnie otrzymanie sms-a od matki, że tego samego dnia widziała ona UFO.


Metryczka tej obserwacji wygląda następująco:

TYP INCYDENTU: NL/BOL
MIEJSCE: Wieluń
DATA: 03.IX.2016
CZAS: 21:20
CZAS TRWANIA: max 10 sekund
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: 1 osoba + 3 psy
ZDJĘCIA: brak
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: wymyka się logice

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: ok. +15°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: brak danych
WIATR: słaby z SW
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 995 hPa
ZACHMURZENIE: słabe
WIDZIALNOŚĆ: doskonała


Jak widać, jest to kolejna obserwacja dziwnego obiektu nad Wieluniem. Rosjanie w takich przypadkach mówią o czymś takim „anomalnaja zona” – strefa anomalna, w której dzieją się dziwne rzeczy: pojawiają się UFO, można spotkać chupachabrę czy inne dziwne stworzenia, spotyka się widmowe postaci, ludziom śnią się dziwne sny na jawie, mają miejsca faddingi w radiołączności, itd. itp. 

Na wszelki wypadek sprawdziłem, gdzie w opisywanym czasie znajdowała się MSK/ISS. Otóż w opisywanym czasie MSK/ISS znajdowała się nad Oceanem Indyjskim i dolatywała do Sumatry. Tak więc nikt w Polsce nie mógł jej widzieć! Być może był to jakiś jasny satelita, ale znów – żaden satelita nie jest w stanie wykonać takiego „skaczącego” manewru. 

A zatem to jednak było… UFO, bowiem spełniało ono warunki wymienione w definicji.