piątek, 2 września 2016

Planety wędrowne a loty galaktyczne




Jak wiemy, w ciągu ostatnich kilku lat odkryto ponad tysiąc planet pozasłonecznych, krążących wokół innych gwiazd. Odkrycie prof. Aleksandra Wolszczana pierwszego pozaukładowego układu planetarnego było kamieniem milowym w poznawaniu Kosmosu i poszukiwań w nim życia, w tym także rozumnego. Po nim codziennie odkrywane są jakieś planety w naszym gwiezdnym sąsiedztwie – czyli mówiąc bardziej kolokwialnie – w naszej części Galaktyki. 

Jednakże zastanawiające stały się w tym kontekście planety, które nie krążą wokół jakiegokolwiek słońca i co więcej – wałęsające się w przestrzeni kosmicznej, o której – jak dotychczas sądzono – nie ma niczego poza próżnią i promieniowaniem. A jednak jest tam coś więcej. 

Po raz pierwszy o wędrownych planetach usłyszałem w latach 90, przy okazji bodaj czy nie wydarzeń w układzie Jowisza, kiedy to szczątki komety D/1993 F2 Shoemaker-Levy 9[1] runęły na Jowisza powodując dwadzieścia jeden detonacji o mocy kilkuset tysięcy megaton. Ten przerażający spektakl uświadomił Ludzkości, że nasze poczucie bezpieczeństwa jest bardzo, ale to bardzo iluzoryczne. Badania paleontologów dotyczące Wielkich Wymierań uzyskało dodatkowy dowód wprost: kolizje meteoroidów i komet z planetami są faktem, którego nie wolno nam zlekceważyć. Są one rzeczą, która może się w każdej chwili powtórzyć!


Właśnie przy tej okazji dowiedziałem się o istnieniu błąkających się, pałętających po Kosmosie planet w rodzaju obiektu oznaczonego jako TMR-1C, w konstelacji Byka i odległości 450 ly od Ziemi, który najprawdopodobniej jest protoplanetą lub małym, brązowym karłem. Znajduje się on na RA = 4h39m14s DEC = +25°53’12” w konstelacji Byka, nieopodal gwiazdy RV Tauri.


Inną planetą pałętającą się bez celu jest ogromny diament oznaczony jako BPM-37093 Lucy albo V886 Centauri – obiekt oddalony o – tylko! – 17 ly, znajdujący się na RA = 12h38m48s DEC = -49°50’35” – nieco na południe od gwiazdy Iota Centauri - Alhakim. Aktualnie znamy już bardzo dużo takich kosmicznych przybłędów, które latają sobie w Kosmosie bez ładu i składu. Kto wie, czy to one właśnie nie są tą ciemną materią, której od lat bezskutecznie szukają kosmolodzy…?

NB, nie ma niczego dziwnego w tym ogromnym diamencie. Jest to po prostu jądro gazowego olbrzyma, któremu jakiś kosmiczny kataklizm „zdmuchnął” atmosferę metanowo-wodorową i pozostało tylko gołe jądro w postaci ogromnego diamentu… Ale to tak na marginesie.

A wracając do tematu, to skoro doszło do takiej kolizji, to co może się stać, kiedy w obręb Układu Słonecznego wejdzie taka wędrowna planeta-przybłęda? Na pewno obruszy ona całą lawinę komet, która poleci w kierunku Słońca – i przy okazji wpadając na planety. Część z nich jednak przedostanie się poza orbitę Marsa, i dojdzie do ostrzału Ziemi…

Trafienie takiej komety w Ziemię będzie wyglądało tak, jak uderzenie Tunguskiego Ciała Kosmicznego czy jak kto woli Meteorytu Tunguskiego. Fenomen Tunguski był najprawdopodobniej albo małą asteroidą albo małą kometą. Tak czy inaczej, energia jego wybuchu jest szacowana na 13-130 Mt TNT czyli 2,4,6-trójnitrotoluenu popularnie zwanego trotylem. A teraz coś takiego razy kilka czy kilkanaście jednocześnie (jakby napisał Mistrz Ildefons „w masie”) czy w krótkim odcinku czasu – strach pomyśleć!

A teraz uwaga wszyscy fani planety Nibiru, X czy jeszcze jakiejś tam innej, która odwiedza Układ Słoneczny co kilka czy nawet kilkanaście tysięcy lat: gdyby każdokrotne pojawienie się tej planety powodowało ulewę komet, to czy życie na Ziemi ostałoby się takiej masakrze? Obawiam się, że nie, a jeżeli by w ogóle przetrwało, to nie w takiej formie. To jest matematyczny pewnik. 

W przypadku trafienia Ziemi przez jeden obiekt typu TCK doszło do pojawienia się fenomenów związanych ze zmętnieniem atmosfery w wyniku wystrzelenia do niej ogromnej ilości pyłów powstałych wskutek eksplozji i dymów ze spalonej tajgi. Coś podobnego powstałoby w wyniku wojny nuklearnej i jest nazywane zimą jądrową. Podobny efekt obserwuje się po erupcjach wulkanów i superwulkanów (zima poerupcyjna). W przypadku trafienia Ziemi przez meteoroid byłaby to zima poimpaktowa. A coś takiego musiałoby pozostawić swe wyraźne ślady w zapisie kopalnym, tak jak zostawiła je asteroida Chicxulub, która spadła 64.800.036 lat temu.  

Czyli co z tego wynika? Ano to, że czegoś takiego w ogóle nie było. Planeta Nibiru w ogóle nie istnieje, albo jej orbita przebiega zupełnie inaczej, niż to sobie wyobraża Zacharia Sitchin i jego stronnicy. Jak dotąd nie było na to dowodów, aż do 2011 roku, kiedy to odkryto ciekawe ciało niebieskie poruszające się po dziwnej orbicie wokół Słońca. Jest nim…


…tajemnicza planetka 2011 KT19 Niku


W powodzi informacji sezonu ogórkowego znalazła się jedna ciekawa o nietypowej karłowatej planecie, którą podała Interia.pl:
Obiekt nazwany Niku wydaje się być obiektem transneptunowym (TNO), czyli takim, który znajduje się na orbicie obiegającej Słońce poza trajektorią Neptuna. Do TNO należą ciała wielkości Plutona i mniejsze. Mimo iż astronomowie wiedzą o istnieniu wielu planetoid w Pasie Kuipera (obiektów mniejszych od planet, które nie są kometami), Niku zachowuje się inaczej od reszty z nich.
Przed wszystkim, Niku obiega Słońce w płaszczyźnie nachylonej, która wynosi 110° w stosunku do płaszczyzny Układu Słonecznego. Orbita Niku wystaje ponad płaszczyznę Układu Słonecznego.
Dziwne jest to, że podczas gdy prawie wszystkie obiekty w naszym układzie planetarnym obiegają Słońce w tym samym kierunku (ruch wsteczny[2]), Niku przemieszcza się w inną stronę (tzw. retrogradacja[3]). Nie jest to pierwszy odkryty tego typu obiekt transneptunowy, ale jeżeli dodać do tego nachylenie orbity, otrzymujemy obraz bardzo nietypowej planety karłowatej.

Podobną informację podaje David Grossman za „New Scientist”:
Niku – pisze on – to obiekt poza orbitą Neptuna, którego nikt nie jest w stanie pojąć. Coś dziwnego dzieje się na peryferiach Układu Słonecznego.
Obiekt ten znajdujący się poza orbitą Neptuna dziwnie narusza wszelkie tradycyjne reguły orbitowania i uczeni nie są w stanie objaśnić tego – dlaczego. Ten TNO nazwano Niku, co po chińsku znaczy tyle co „buntowniczy” czy „zbuntowany”. Kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że Niku orbituje wokół Słońca w kierunku odwrotnym niż niemal reszta planet Układu Słonecznego, łatwo pojąć, skąd się wzięła jego nazwa.
Mierzący 124 mi/~200 km średnicy Niku znajduje się poza resztą Układu Słonecznego. On ciągle porusza się na płaszczyźnie orbitalnej, która jest znacznie nachylona do płaszczyzny ekliptyki. Michele Bannister – astronomka z Uniwersytetu Queens tak podsumowała dziwne zachowanie Niku na Twitterze:
Niku jest 160.000 razy mniejszy od Neptuna, ale był obserwowany 22 razy przez astronomów, zgodnie z dokumentem opublikowanym w „ar Xiv” w którym sprecyzowano dane o tym odkryciu. Autorem jest chiński astronom z Tajwanu Ying-Tung Chen z Akademii Sinca, a także międzynarodowa ekipa astronomów od Harvardu, poprzez Hawaje do Niemiec, a dokument opisuje uczucie zdumienia i konfuzji, jaką wywołał u nich ów niewielki obiekt.
Niku orbituje na płaszczyźnie, która jest nachylona 110° w stosunku do płaszczyzny ekliptyki.  Jedna z hipotez mówi o tym, że grawitacja jakiegoś silnego obiektu spowodowała, że Niku ma orbitę znacznie nachyloną do ekliptyki, to jeszcze na dodatek porusza się wstecznie! Różne teorie – jak np. ukrytej Super Ziemi znanej jako Dziewiąta Planeta, niewidoczna karłowata gwiazda znana jako Nemezis, czy nieznana planeta karłowata w Pasie Kuipera są wszystkie „problematyczne”, kiedy próbuje się rozwiązać tajemnicę orbity Niku – podług analiz wykonanych dla dokumentacji „arXiv”  (jest to inna grupa obiektów, których bardzo nachylone orbity do ekliptyki doprowadziły astronomów do postawienia hipotezy o możliwości istnienia Dziewiątej Planety). 

Nawiasem mówiąc, polecam Czytelnikowi przeczytanie opracowania Ahmada Jamaludina zamieszczonej na stronie http://wszechocean.blogspot.com/2013/04/ksiezycowe-sekrety-4.html  - dotyczy ono właśnie planet Faetona i Transplutonów. I dalej:
Ultymatywnie Chen i jego koledzy astronomowie konkludują, że „Mechanizm powstania i utrzymywania się takiego stanu rzeczy pozostaje wciąż nieznanym”. Wygląda na to, że być może jakaś kolizja mogłaby wysłać Niku po spiralnej trajektorii na swoją obecną orbitę, albo że ten TNO został przechwycony z innej części galaktyki , kiedy przelatywał blisko Słońca, ale czy to właśnie wyjaśnia całkowicie jego zachowanie nie jest wcale jasnym. Ekipa zamierza prowadzić nadal badania, co bardzo ekscytuje Bannistera.
- To jest cudowne, że takie skomplikowane – powiedział Bannister do „New Scientist” – oczekuję na to, co przyniosą dalsze analizy.

Tymczasem Wikipedia podaje następujące dane dotyczące Niku:
Obiekt 2011 KT19 nazwany Niku jest TNO, którego orbita jest nachylona pod kątem 110° do płaszczyzny ekliptyki, zaś jego ruch jest wsteczny w stosunku do reszty planet.
Został on odkryty kilkukrotnie w 2015 roku i ogłoszono to w sierpniu 2016 roku przez ekipę astronomów posługujących się teleskopem Pan-STARRS, a później powiązany z centaurem[4] oznaczonym 2011 KT19, który został zgubiony. Należy on do grupy obiektów okrążających Słońce po silnie nachylonych orbitach – powód tak dużego nachylenia orbit jest wciąż nieznany. […]
Charakterystyka orbity 2011 KT19 jest porównywalna do charakterystyki orbity obiektu 2008 KV42 (Drac). Orbity 2011 KT19, 2008 KV42 oraz 4 innych obiektów jak się wydaje znajdują się na tej samej płaszczyźnie, zaś ruch trzech z nich jest postępowy a trzech innych – wsteczny.  Prawdopodobieństwo, że taka konfiguracja jest przypadkowa wynosi tylko 0,016%. Te orbity opuszczą wspólną płaszczyznę w ciągu kilku milionów lat dlatego, że precesje orbit postępowych i wstecznych są w przeciwnych kierunkach. Symulacje z włączeniem hipotetycznej Dziewiątej Planety nie  przystają do rzeczywistości i nie pasują do założonego modelu. Inne symulacje z kilkoma planetami karłowatymi o masie Ziemina silnie nachylonej orbicie także nie pasują do stanu rzeczywistego.  
            
A zatem nie ma żadnej Dziewiątej Planety, ale mamy za to szczątki czegoś, co mogłoby być pozostałością po jakiejś kosmicznej kolizji sprzed milionów lat – być może kolizji z wędrującą planetą. Nawet z ogromnym brylantem, takim jak V886 Cen. Swoją drogą koło Układu Słonecznego mogło przelecieć wiele takich samotnych planet i dzięki temu Ziemi dostało się nieco materii meteorytowo-kometarnej z Obłoku Oorta i Pasa Kuipera. A kto wie, może 4 mld lat temu w ten sposób na naszą planetę być może zostało zawleczone życie…?


Centaury - rozmiary i nachylenie orbity do płaszczyzny ekliptyki


Samotne planety = gwiazdoloty?


A teraz o planetarnej astronautyce. Czy nie wydaje się, że zamiast budować wielkie statki kosmiczne nie byłoby taniej i bezpieczniej wziąć jakąś planetę karłowatą, przebudować do potrzeb ludzi i nie wysłać jej w Kosmos w poszukiwaniu nowej gwiazdy-matki życia? Największym problemem byłoby wyrwać się z więzów grawitacji słonecznej – rozpędzić planetę do Trzeciej Prędkości Kosmicznej (w pobliżu Ziemi 42 km/s) i odlecieć z Układu Słonecznego choćby w kierunku układu gwiazd Alfy CentauraTolimana A, B i C czyli Proximy. Wprawdzie Proxima to malutkie słoneczko o klasie widmowej M, a więc chłodne w porównaniu ze Słońcem, ale jak się okazuje ma ona planetę, która okrąża ją po orbicie w odległości 0,05 AU od macierzystego słoneczka i  w czasie 11d4,8h. Ale najważniejszym jest to, że Proxima Centauri b – bo tak ją nazwano - krąży wewnątrz ekosfery Proximy i może się tam znajdować woda w stanie ciekłym i atmosfera zawierająca tlen.

Czy warto się nad tym zastanowić? - uważam że warto. Loty kosmiczne przy wykorzystaniu planet jako statków kosmicznych były już opisywane w literaturze sci-fi, że wspomnę Fritza Leibera i jego „Wędrowca”, Jerzego Broszkiewicza z jego „Ci z Dziesiątego Tysiąca” i „Oko Centaura” czy „Samotną planetę” Leinstera Murraya. I nie muszę chyba mówić, że planety są o niebo wygodniejsze i bezpieczniejsze od małych i ciasnych statków kosmicznych nawet takich jak Gea czy Astrobolid…? 


Komentarze z KKK


Mechanoplaneta na żywo: https://www.youtube.com/watch?v=njCDZWTI-xg I też mechano. Tylko któż rozmyśla o pięknie jak o proporcjach, a o mechanice czy matematyce jak o pięknie natury? Czyż to nie tylko stopnie tego samego biegu schodów? Pewnej gradacji zawoalowanej, skrytej przed naszymi habituowanymi do zastanych warunków zmysłami? Ależ wybiegam w kosmos, prawda?  (Smok Ogniotrwały)

*

Super! Nasza błękitna planeta ZIEMIA! (Pytia)

*

Piękna jest Ziemia z oddali!

Wprawdzie nie o taką mechanoplanetę mi chodziło, ale ta jest najpiękniejsza. Nie wiem, czy zauważyliście, ale patrząc na Ziemię choćby z wysokości orbity podświadomie myślimy o niej jak o domu…??? (Arystokles)






[1] Wyróżnik D oznacza defunct, desintegrated – czyli nieistniejący, zniszczony.
[2] Oczywiście chodzi o ruch postępowy.
[3] Ruch wsteczny.
[4] Centaury to małe ciała niebieskie, pośrednie pomiędzy asteroidami a kometami, poruszające się na orbitach pomiędzy orbitami Jowisza i Neptuna. Niektóre z nich mają nawet słabą komę. Noszą one imiona Centaurów z mitologii greckiej.