niedziela, 2 października 2016

„Podróż na Księżyc” i… ufologia





Dokładnie 55 lat temu została wydana pierwsza w Polsce space-opera dla dzieci. Pozwolę ją sobie pokazać Czytelnikowi, bo z pewnego względu warta jest tego. Książeczka ta została napisana przez Krystynę Korewicko-Adamską zaś ilustrowana – co ważne – przez Czesława Zborowskiego.

Po raz pierwszy dostałem ją na Gwiazdkę 1962 roku od moich Rodziców. Miałem wtedy 6 lat i była to moja pierwsza książka z prawdziwego zdarzenia. Przeczytałem ją od deski do deski i zaczytałem na śmierć. Ale warto było i pozostało mi po niej piękne wspomnienie i… zainteresowania m.in. literaturą i filmem sci-fi oraz fizyką, astrono0mią i astronautyką, a potem także i ufologią.
Drugi raz dostałem ją od mojej Przyjaciółki, która wypatrzyła ją na Allegro. Tym razem trzymam ją w najbardziej eksponowanym miejscu mojej biblioteki, jako szczególną pamiątkę. 

Dlaczego ta książeczka tak mnie zbulwersowała teraz, kiedy ludzie już byli na Księżycu i zamierzają go skolonizować? Odpowiedź jest prosta – ilustracje. Oczywiście piątka ziemskich bohaterów dociera na Księżyc rakietą jako żywo przypominającą niemiecki pocisk rakietowy A-4/V-2 – co wydaje się być oczywiste – takie rakiety widziano nad naszym krajem także, więc rysownik mógł je widzieć, także w prasie, na filmie i raczkującej u nas TV. Na Księżycu spotykają oni kwitnącą CNT Księżyczan (która mogłaby istnieć nie tyle NA, ale POD powierzchnią Srebrnego Globu), którzy poza rakietami – przypominającymi dość dokładnie Kosmokratora z powieści Stanisława Lema „Astronauci” i z enerdowskiego filmu „Milcząca gwiazda” nakręconego na jej podstawie – latają także latającymi talerzami, które przypominają dość dokładnie niektóre konstrukcje hitlerowskich UFO… 

Księżycowe latające spodki miały pleksiglasowe kopuły i dwa napędy nadające im ruch wertykalny i postępowy. Pierwszym był silnik rakietowy czy odrzutowy wyrzucający strumień gazów w dół, drugi to był zespół silników rakietowych umieszczonych na obwodzie nadający pojazdowi ruch postępowy. Pytanie: skąd Pan Zborowski wziął pomysł na ten model latającego talerza? Czy może widział coś takiego w czasie wojny i okupacji na terytorium (dzisiejszej) Polski? Może widział to w Niemczech czy innym kraju, gdzie rzuciły go losy? 

To jest prawdziwa zagadka, bo koresponduje z tym, co pisałem wraz z dr Milošem Jesenským w opracowaniu „Wunderland: pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”. Aktualnie przymierzam się do sporządzenia przekładu książki rosyjskiego pisarza, ufologa i badacza zjawisk anomalnych Michaiła Gersztejna pt. „Śmierć hitlerowskim UFO!” – w której prezentuje on problem widziany z punktu widzenia Rosjan. Nie zapominajmy, że to dzięki rosyjskiej wersji amerykańskiego Programu Paperclip (Spinacz) w 1957 roku w kosmos poleciał Sputnik 1, a w 1961 – pierwszy kosmonauta Jurij Gagarin

Książeczka Krystyny Korewicko-Adamskiej powstała na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego stulecia. Wtedy właśnie zaczął się kosmiczny boom w obu supermocarstwach. To właśnie wtedy zaczęto mówić u nas o UFO – szczególnie po sławetnej ufokatastrofie w Gdyni, która wydarzyła się w dniu 21.I.1959 roku, no i w tymże roku „Płomyczek” ogłosił konkurs na temat „Jak wyobrażasz sobie świat za 100 lat”, którego pokłosiem stała się książka „Przygody z tej i nie z tej Ziemi – czyli świat za wiele, wiele lat” pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka. Nie można więc powiedzieć, że w Polsce Ludowej niczego się nie robiło dla przyszłości… Z drugiej strony była to czystej wody inspiracja, dzięki której wspaniale rozkwitła polska fantastyka naukowa i sci-fi

Zapraszam do lektury tego uroczego utworu dla dzieci, jakże różnego od amerykańskiej szmiry zalewającej i piorącej nasze mózgi...  
















































Opinie z KKK

Cześć,

Ten Płomyczek i konkurs "Jak wyobrażasz sobie świat za 100" chodzi mi po głowie od dawna i nie daje mi spokoju. To wtedy zasiało się w mojej głowie ziarno owocujące późniejszymi zainteresowania jak również tym, czym się zajmuję obecnie czyli komputerami. Pamiętam, że czytałem ten fragment  z zapartym tchem kilkakrotnie.
Dałbym wiele, żeby zobaczyć gdzieś skany albo cokolwiek z tego egzemplarza. Czy masz jakieś informacje lub pomysł gdzie tego szukać?
Pozdrawiam - Hermokrates
 

Hermokratesie!

Niestety nie mam już dostępu do tej książki... Może spróbuj w którejś z bibliotek publicznych - mogą Ci ją ściągnąć stamtąd, gdzie jeszcze jest. Ja ściągam z którejś z krakowskich bibliotek - bodaj czy nie z Jagiellonki...
Tak już nawiasem, to ten konkurs w 1959 roku, to był wyraźny punkt węzłowy, w którym wytyczony został pewien kierunek rozwoju nauki i techniki, a który realizuje teraz nasze pokolenie. Aha, poszukaj, może jest na Allegro albo na Chomikuj.pl - tam też się trafiają takie białe kruki...
A może któryś z Czytelników ma ją na zbyciu? - chętnie kupię!
Pozdrawiam serdecznie! - Arystokles