sobota, 21 stycznia 2017

Największa katastrofa nuklearna w historii USA




– utajniona do dziś dnia!



Ryan Cristian

To wydarzyło się w Los Angeles w 1959 roku. Najgorsza katastrofa nuklearna w USA jest wciąż trzymana w sekrecie. Dowiedzieć się, że nasz własny rząd pozwala na to, by wypuszczano potężne radioaktywne skażenie nad ludnymi miastami Ameryki jest faktem bardzo trudnym do przyjęcia, ale jest faktem. 

Twarde realia tajnych akcji podejmowanych przez rząd USA na skalę narodową i globalną powoli zaczynają wychodzić na jaw. W ubiegłym roku, śledcza ekipa NBC4 odkryła utajnione Santa Susana Field Lab nazwane „Area Four” – „Obszar Cztery” (N 34°14’18” – W 118°42’21”) i to, że rząd USA tajnie zezwolił na uwolnienie radioaktywnego skażenia z uszkodzonego reaktora jądrowego w powietrze nad San Fernando (N 34°16’54” – W 118°26’20”) i dolinami Simi (położone 6,6 km na zachód od Santa Susana) w 1959 roku i w lata następne.

Rząd federalny wciąż musi przyznać publicznie, że radioaktywność została uwolniona do atmosfery w rezultacie częściowego stopienia się [rdzenia] reaktora. 

Wielu tamtejszych mieszkańców uważa, że to spowodowało wiele negatywnych  konsekwencji zdrowotnych, i – w wielu przypadkach – śmierci, które wydarzyły się z powodu chorób wywołanych napromieniowaniem na otaczających go obszarach. 

Ufundowane w 1947 roku do testów eksperymentalne reaktory jądrowe i system rakietowy „Area Four” zostały zbudowane na wzgórzach ponad tymi dwoma dolinami. 

Informatorzy, z którymi przeprowadzono wywiady przed kamerami NBC4 przypominali sobie, jak to w czasie i po nuklearnej katastrofie nakazano im wypuszczanie radioaktywnych materiałów w powietrze nad hrabstwami Los Angeles i Ventura, a także i okolicznymi gminami. 

Śmiercionośne promieniowanie było uwolnione poprzez kominy wentylacyjne reaktorów jądrowych, otwarte wrota i palone radioaktywne odpady.

Było to także robione pod osłoną nocy, a ich przełożeni kazali im poprzysiąc milczenie. Ekipa śledcza przejrzała 15.000 stron studiów naukowych i rządowych dokumentów oraz przesłuchała innych wtajemniczonych, odkrywając straszną tragedię i następującą po niej „maskirowkę”.

Sześć tygodni po stopieniu [reaktora], AEC – Komisja Energii Atomowej – wydała w prasie oświadczenie twierdzące, że była tam jedynie „niewielka awaria elementu paliwowego” w największym reaktorze „Area Four”. Poza tym zapewniono, że tam „nie doszło do ulotu radioaktywnych substancji” do środowiska.
- Cokolwiek oni napisali w tym raporcie, nie jest to nawet zbliżone do tego, co tam się naprawdę stało. Jak zobaczy się to, co nasz rząd mówi i kłamie na temat tamtych wydarzeń, to jest bardzo rozczarowujące – powiedział informator NBC4 – były operator z pomieszczeń kontroli reaktora John Pace.  

W 1979 roku, po raz pierwszy NBC4 ujawniła tą historię, że tam doszło do częściowego stopienia największego reaktora w „Area Four”, ale wtedy rząd USA wciąż twierdził, że nie doszło do radioaktywnego skażenia powietrza nad LA.
W czasie rocznego dochodzenia przez NBC4, ekipa śledcza dotarła do raportu NASA, w którym stwierdza się, że: w 1959 roku stopienie [reaktora]… doprowadziło do ulotu radioaktywnych zanieczyszczeń

W 2012 roku, Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska zakończyła warte 40 mln USD badania gleby i znalazła 423 bardzo gorące (czytaj: radioaktywne) plamy które były zrobione przez ludzką działalność. 

Inne studia naukowe i rządowe dokumenty odkryte przez ekipę śledczą ukazują, że promieniowanie przemieszczało się i skażenia zostały odkryte w glebie i wodach na przedmieściach na południe, północnym-wschodzie, północnym-zachodzie od Field Lab.
- Promieniowanie, które uwolnione zostało w 1959 roku i później z Santa Susana jest wciąż niebezpieczne i istnieje absolutny związek pomiędzy radiacja a zapadalnością na raka – powiedział dr Robert Dodge – noblista, członek zarządu narodowej rady organizacji non-profit Lekarze dla Odpowiedzialności Społecznej. 

W wydanym w 2007 roku przez CDC - Centrum Kontroli Chorób – czytamy, że ludzie mieszkający w promieniu 2 mi/3,2 km od Santa Susana mają o 60% wyższą zapadalność na raka niż w innych rejonach.

Kiedy mamy do czynienia z energią jądrową czy [toksycznymi] substancjami lotnymi, to zawsze istnieje możliwość takiej właśnie katastrofy, jaką ukazuje ta historia.

Prawdziwą niesprawiedliwością jest fakt, że rząd USA zdecydował iż miliony rodzin zamieszkałych w pobliżu nie miały prawa wiedzieć, że ich dzieci zostały wystawione na ekspozycję na potencjalnie śmiertelne dawki promieniowania.

Tym obywatelom nie dano wyboru zmiany miejsca zamieszkania czy jakiejkolwiek akcji zapobiegawczej. Wybór ten został im odebrany przez rząd, który miał jedynie własne dobro na uwadze. 

To powoduje, że każdy Amerykanin zadaje sobie pytanie: Jakie jeszcze wielkoskalowe incydenty są utrzymywane w sekrecie przed zwyczajnymi Amerykanami?             


Moje 3 grosze


W okresie Zimnej Wojny, szczególnie po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, amerykańska i zachodnioeuropejska propaganda zachłystywała się słowami potępienia pod adresem ZSRR i jednocześnie wychwalała pod niebiosa bezpieczeństwo zachodniego atomu. Czarnobyl to była manna z nieba i miód na serce dla „jastrzębi” marzących o pokonaniu ZSRR i bloku wschodniego. Pamiętam, co wygadywały amerykańskie szczekaczki RWE, VoA czy brytyjska BBC, francuska RFI na falach eteru. Ależ to była piękna katastrofa!

Tymczasem okazuje się, że zachodni atom wcale nie jest taki cacy, jak nam to przedstawiano i awarie miały miejsce wcześniej – przede wszystkim w Hanford, WA, czy Maury Island w okolicach Tacoma, WA, gdzie doszło do poważnych wycieków substancji radioaktywnych, które skaziły znaczne połacie USA. Harrisburg, PA, wszedł do historii, bo już nie dało się tego ukryć i zamieść pod dywan. Ostatnio doszła do tego katastrofa w Daiichi-Fukushima 1 EJ, która zaświniła praktycznie cały Północny Pacyfik radioaktywnymi produktami rozpadu plutonu. Ponury żart odegrał się…? 

Jeżeli rację ma Robert Hastings – którego materiały przełożyłem i zamieściłem w tym blogu i na łamach „Nieznanego Świata”, a ma – to teraz jasnym się staje, dlaczego UFO tak intensywnie penetrowały Kalifornię właśnie w latach 50. i 60. XX wieku. Po prostu tam także pracowały ekstratajne reaktory jądrowe i miały miejsca uloty substancji radioaktywnych do środowiska. To właśnie tam znajdują się instytuty atomowe zajmujące się badaniami nad bronią A, H i N, a ostatnio przebąkuje się o broni D – od słowa dezintegracja. To właśnie tam znajdują się ośrodki naukowe zajmujące się broniami laserowymi, falowymi i cząsteczkowymi, a także tam – w Kalifornii znajduje się wojskowy kosmodrom Vandenberg AFB (N 34°44’10” – W 120°33’55”) z którego startują pojazdy amerykańskich Sił Kosmicznych. 

Tak więc Oni mają co obserwować i czego pilnować…  


Przekład z angielskiego - ©Robert K. F. Leśniakiewicz