sobota, 10 czerwca 2017

Tajemnica sygnału „Wow!” wreszcie rozwiązana?

Sygnał "wow!"

Sygnał „wow” był jednym z argumentów za istnieniem inteligentnego życia poza Ziemią. Jak dotąd, to nie znaleziono odpowiedzi na pytanie: czy sygnał ten został nadany przez inteligentne istoty z kosmosu czy też stanowi przypadkowy konglomerat impulsów radiowych. Wedle najnowszych badań, sygnał ten nadała najprawdopodobniej kometa. A oto informacja podana przez portal Interia.pl:

Po ponad 40 latach, tajemnica słynnego sygnału "Wow!" została wreszcie rozwiązana. Dokonał tego zespół naukowców z amerykańskiego Center for Planetary Science. Tym samym wiemy już na pewno, czy teleskop "Big Ear" rzeczywiście zdołał zarejestrować sygnał obcej cywilizacji.

Wiele wskazuje na to, że sygnał "Wow!" niestety nie był wiadomością od istot pozaziemskich, lecz pochodził z komety. Kierownik badania, Antonio Paris opisał swoją teorię i sposób, w jaki zespół ujawnił prawdę na temat sygnału, w pracy naukowej opublikowanej w czasopiśmie "Journal of Washington Academy of Sciences".

Zgodnie z ogólnie znaną historią, w sierpniu 1977 jeden z astronomów pracujących przy radioteleskopie "Big Ear" w amerykańskim stanie Ohio, zanotował niezwykły 72 sekundowy sygnał. Okazał się on na tyle silny, że członek zespołu, który pełnił wtedy dyżur przy radioteleskopie, Jerry Ehman skwitował go skrótem "Wow!" zapisanym obok odczytu. Od tego czasu wielu naukowców szukało wyjaśnienia sygnału, ale do tej pory nikt nie mógł zaoferować żadnego mocnego dowodu, który tłumaczył by, co tak naprawdę miało wtedy miejsce.

Możliwe źródła, takie jak asteroidy, egzoplanety, gwiazdy, a nawet sygnały z Ziemi były po kolei wykluczane. Niektórzy ludzie, naturalnie spoza wspólnoty naukowej, sugerowali nawet, że jest to dowód na istnienie obcych cywilizacji. W zeszłym roku zespół z CPS sugerował już, że sygnał mógł pochodzić z chmury wodorowej towarzyszącej kometom. Dodatkowo, ruch komety wyjaśniałby, dlaczego sygnał nie został ponownie zauważony pomimo wyczulonej obserwacji tego fragmentu przestrzeni kosmicznej.

Zespół zauważył, że w tej samej części nieba znajdują się komety P/2008 Y2 (Gibbs) i 266/P Christensen, które w 1977 roku były jeszcze nieznane. Zespół miał okazję przetestować swój pomysł, ponieważ obie komety pojawiły się ponownie na nocnym niebie od listopada 2016 r. do lutego 2017 r. Okazuje się, że sygnały radiowe z 266/P Christensen pasowały do sygnatury sygnału "Wow!". Aby jakoś zweryfikować swoje wyniki, przetestowali również odczyty z trzech innych komet i osiągnęli podobne rezultaty.

Co prawda naukowcy nie są jeszcze pewni, czy sygnał "Wow!" został wygenerowany przez 266/P Christensen, ale są przekonani, że za jego powstaniem stoi kometa. Tym samym, jedna z największych zagadek XX wieku rozwiązała się na naszych oczach. Oczywiście, nie jest to zbyt satysfakcjonujący finał, ale zdecydowanie lepiej jest chyba poznać prawdę niż żyć w świecie złożonym ze złudzeń.



I jeszcze ze źródeł rosyjskich:


Wedle poglądów astronoma Antonio Parisa, zanotowany 40 lat temu sygnał dobiegający z gwiazdozbioru Strzelca był zrodzony przez dwie komety.

Badaczom udało się zarejestrować dwie komety: 266P/Christensen i P/2008 Y2 (Gibbs), których sygnał przypominał zagadkowy sygnał z 1977 roku – podaje „Science Alert”.

Sygnał „Wow” to radiosygnał zarejestrowany przez dr Jerry’ego Ehmana w dniu 15.VIII.1977 roku w czasie pracy radioteleskopu „Wielkie Ucho” na Uniwersytecie Stanowym Ohio. Charakterystyki sygnału odpowiadały oczekiwaniom parametrów sygnału od pozaziemskiej cywilizacji. Zdumiony tym Ehman objął ramką grupę symboli na wydruku i napisał obok „Wow!”, ale w 40 lat później okazało się, że źródłem sygnału najprawdopodobniej były komety, a nie Kosmici.

Prof. Antonio Paris z Florydy w swej nowej pracy pokazał, że – sądząc ze wszystkiego – źródło sygnału nie znajdowało się w konstelacji Strzelca, a w naszym Układzie Słonecznym. Sygnał został nadany z nadajników, jakimi stały się komety Christensena i Gibbsa – 266/P Christensen i P/2008 Y2 (Gibbs).

Obydwie komety mają wielkie obłoki wodorowe, które je otaczają, które mogą generować sygnały podobne do tego, który wychwycono w 1977 roku. Cztery miesiące na przełomie 2016 i 2017 roku, prof. Paris badał kometę Christensena przy pomocy teleskopu[1] i wychwycił słabe sygnały przypominające sygnał „Wow!”.

Prof. Paris obliczył, że w okresie od 27.VII.1977 roku do 15.VIII.1977 roku, obie komety znajdowały się na nieboskłonie w rejonie konstelacji Strzelca. Ciekawe, że podobna interpretacja tego sygnału nie mogła się pojawić w ubiegłym wieku – komety 266/P Christensen i P/2008 Y2 (Gibbs) zostały odkryte w latach 2006 i 2008. („Nowyje Wriemia RU”)[2]


Orbita komety 266/P Christensen

A zatem zagadka rozwiązana? Zacznijmy od pierwszej podejrzanej.
Kometa 266/P Christensen znajduje się na orbicie o:

  •         mimośrodzie, e = 0,340424,
  •         wielkiej półosi, a = 3,5295 AU,
  •         peryhelium, q = 2,3279 AU,
  •         aphelium, Q = 4,7310 AU,
  •         czas obiegu = 6,63 roku.
  •         minimalna odległość do Ziemi = 1,34731 AU
  •         całkowita jasność komety i komy = +14,4 mag.
  •         inne oznaczenia – 266/P 2012 P1 i 266/P 2006 U5.[3]


Jak widać, kometa jest bardzo słaba i dostrzec ją można tylko i wyłącznie przez duże przyrządy obserwacyjne. Przechodzi także daleko od Ziemi – więcej niż wynosi odległość do Słońca. Jaka byłaby jej wartość jako np. bazy przeładunkowej czy stacji badawczej? Trudno powiedzieć. Kiedyś rzuciłem hipotezę w kontekście Katastrofy Tunguskiej głoszącą, że sławetne Tunguskie Ciało Kosmiczne było niczym innym jak urządzeniem energetycznym pracującym na małej komecie czy asteroidzie – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2011/07/tck-tunguski-meteoryt-alla-polacca-4.html, http://wszechocean.blogspot.com/2011/10/na-mame-spad-meteoryt.html, http://wszechocean.blogspot.com/2011/07/tck-tunguski-meteoryt-alla-polacca-5.html. Czy w przypadku sygnału „wow” chodzi właśnie o takie właśnie urządzenie, które co jakiś czas nadaje takie właśnie sygnały, które przypadkowo wpadły do „ucha” wielkiego radioteleskopu w 1977 roku?


Orbita komety Gibbsa

Druga kometa P/2008 Y2 (Gibbs):

  •         e = 0,5434881
  •         a = 3,5885 AU
  •         q = 1,6382 AU
  •         Q = 5,5389 AU
  •        czas obiegu = 6,8 roku
  •        minimalna odległość od Ziemi = 0,5644 AU
  •         całkowita jasność komety i komy = +16,5 mag.
  •         inne oznaczenia: 335P/2016 A9, 335P/2008 Y2.


Jak widać jest jeszcze ciemniejsza od poprzedniej i jeszcze trudniejsza do zaobserwowania. Obie komety są krótkookresowe i ich „życie” powinno zakończyć się w niezbyt odległej przyszłości rozpadem na rój drobnych ciał meteoroidalnych, które będą zaśmiecać nasze regiony Układu Słonecznego...

Wracając do sygnału, to może to być również sygnał pochodzący z rozbitego czy uszkodzonego statku kosmicznego, który właśnie osiadł na śnieżno-skalistej bryle którejś z tych właśnie komet…?  

To są oczywiście tylko hipotezy i nic więcej, ale u ich podstaw leżą obserwacje komet właśnie, które albo emitują fale radiowe albo ich głowy dziwnie odbijają, lub w ogóle nie, fale radiowe. Pisałem już o tym załamach „Nieznanego Świata” sugerując, że być może są to zamaskowane na komety kosmoloty Obcych, czy wprost sondy Bracewella. A dlaczegóż by nie – skoro już potrzebujemy hipotez szalonych…?

Czy jest sens umieszczania radiolatarni na kometach i asteroidach? Oczywiście tak, szczególnie jeżeli chcemy myśleć serio o żegludze kosmicznej. Czy asteroidy i komety można by było wykorzystać w astronautyce? Oczywiście – wystarczy znaleźć jakiś asteroid, który porusza się po wydłużonej orbicie ku granicom Układu Słonecznego i już mamy darmową „podwózkę” do orbity Neptuna czy Plutona. Wystarczy doń dolecieć w czasie przechodzenia przez peryhelium i wylądować na jego powierzchni. Można by zagospodarować jego wnętrze tworząc naukową stację kosmodromiczną. Oczywiście będzie to trwało całe lata, ale potem hipotetyczny statek kosmiczny może wystartować z takiej asteroidy i samodzielnie kontynuować lot np. do kuiperowców czy obiektów Obłoku Oorta i dalej… To melodia przyszłości, ale trzeba o tym myśleć już dzisiaj.

A może Ktoś już o tym pomyślał przed nami? Nie mam na myśli Kosmitów, ale istoty ludzkie z którejś z poprzednich cywilizacji – Atlantydy czy Atlantyki? Skoro na Księżycu i Marsie znajdują się dziwnie wyglądające obiekty, jakby stworzone ręką człowieka, na Ceres znajduje się jakaś piramida, to dlaczego na innych obiektach kosmicznych: asteroidach, planetach karłowatych czy kometach nie mogłyby znajdować się jakieś urządzenia, które są jeszcze na tyle sprawne, że możemy odbierać od nich sygnały? Oczywiście sprawdzimy to, kiedy nasza astronautyka osiągnie odpowiedni poziom umożliwiający nam dotarcie do tych obiektów kosmicznych.


Na komecie (wizja artysty)

Wykorzystanie małych ciał niebieskich do podróży wewnątrz Układu Słonecznego jest kuszące choćby dlatego, że pozwala ono oszczędzać paliwo, a to z kolei zwiększa zasięg naszej penetracji. Oczywiście nie ludzi tylko stworzonych przez nich robotów, bo taką długą podróż mogą znieść tylko rozumne, inteligentne maszyny będące przedłużonym ramieniem Ludzkości. I tak to widzę.

A na razie należałoby objąć obserwacjami wszystkie drobne ciała niebieskie, bo to właśnie tam możemy znaleźć ślady penetracji kosmosu przez dawne cywilizacje, albo przez Obcych z innych układów planetarnych. Mogą one sobie liczyć tysiące i miliony lat. Próżnia jest najlepszym środkiem konserwującym, więc powinny przetrwać całe eony i epoki geologiczne.

Tak czy inaczej – mamy przed sobą cel do zrealizowania: opanowanie planet Układu Słonecznego, stworzenie bazy do ekspansji na zewnątrz Pasa Kuipera i Obłoku Oorta, a potem eksploracja światów znajdujących się poza nimi.





[1] Raczej idzie o radioteleskop.
[2] Przekład mój – R.L.
[3] Tu i dalej dane z NASA/JPL/CalTech.