poniedziałek, 19 marca 2018

Czy na dnie Atlantyku leży japoński skarb?



Filip Appl


To miała być chluba japońskiej Cesarskiej Marynarki Wojennej. Japoński okręt podwodny I-52 już w swym pierwszym rejsie ma poważne zadanie. Zamiast je wypełnić, idzie na dno Oceanu Atlantyckiego. A z nim, na jego pokładzie 3,5 t złota i innych kosztowności. Skarb, który czeka w głębinach na tego, który odważy się poń sięgnąć i wydobyć.

W japońskim porcie Kure, w południowej części prefektury Hiroszima jest dzisiaj ruch. Jeden z oficerów CMW obserwuje tony materiałów wojennych załadowywanych na ponad stumetrowy okręt podwodny stojący na kotwicy w zatoce, na którego dowozi się różne materiały i surowce. Wolfram, opium, kofeina, a szczególnie złoto. Kilka dużych pudeł naładowanych złotymi sztabkami, ponad dwie tony metali szlachetnych, które są wysyłane do nazistowskich sojuszników w zamian za dokumentację technologiczną dla japońskiego przemysłu wojennego.

Jednakże ten okręt podwodny nigdy nie dopłynie do celu. W czerwcu 1944 roku, Aliantom uda się namierzyć ten okręt znajdujący się w pobliżu wysp Karaibów. Jest w tym wielka zasługa brytyjskiego uczonego Alana Turinga (1912-1954)[1], któremu udało się złamać kody niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma/Ultra[2]. Ale czy tak było naprawdę? Czy był pośród japońskich oficerów jeden, który współpracował z wywiadem amerykańskim – jak twierdzą niektóre teorie?


Okręt podwodny I-52

Misja pokojowa?


Amerykanin Paul Tidwell, weteran wojenny, który w latach 90-tych zbadał prawdę o I-52 wskazuje na wielkie znaczenie Złotego Okrętu Podwodnego dla japońskiej marynarki. Istnieją także przesłanki wskazujące na to, że na pokładzie okrętu mogły znajdować się dokumenty na temat wyprodukowania bomby atomowej.

Jeszcze inne teorie konspiracyjne twierdzą, że okręt podwodny przewoził poza towarami także tajny list do administracji prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta (1882-1945), w którym Japonia przygotowywała grunt do kapitulacji. W 1944 roku, kiedy I-52 przedsiębrał swój pierwszy rejs, wojna zbliżyła się już do japońskich wysp macierzystych, a zawarty pokój mógłby pozwolić na uniknięcie straszliwych strat. Mógłby uchronić dwa miasta: Hiroszimę i Nagasaki przed atomowymi bombardowaniami. Ale dlaczego Japończycy wysłali ten list… okrętem podwodnym?



Tajemnica trwa


- Wiedziałem, że I-52 był specjalnym okrętem podwodnym i że było na nim złoto. Gnała mnie chęć poznania wszystkiego o tym okręcie i jego misji – powiedział o swych badaniach Paul Tidwel. Jednakże poszukiwania wraku przez długi czas są bezskuteczne. Aż nareszcie w maju 1995 roku, w Niemczech udało mu się znaleźć dziennik pokładowy tego okrętu podwodnego i wreszcie znajduje wrak „japończyka”.



Jednakże Złoty Okręt Podwodny jest zatopiony na głębokości prawie 5000 m i swych tajemnic nie ujawni. Żadna ekspedycja naukowa nie jest w stanie się dostać do środka i wyjąć z niej choćby jedną skrzynię zawierającą opium. Według niektórych badaczy wrak wygląda tak, jakby był rozerwany od środka. Czy to był sabotaż? Czy na dnie znajduje się wciąż złoty skarb Cesarstwa Japonii, czy może już ktoś go cichcem wydobył?

Do tego okrętu podwodnego do dziś dnia nikt się nie dostał.      


Opinie z KKK


Być może tak było. Ale ja chcę na chwilę wrócić do… Złotego Pociągu. Wątpię, czy on jest naprawdę w okolicach Wałbrzycha, sądzę że pojechał w drugą stronę – do Szczecina i Świnoujścia, gdzie jego zawartość przeładowano na U-booty i wywieziono najpierw do Norwegii a potem do Ameryki Pd. Czy nie do tego samego celu zmierzał japoński sensuikan? (Daniel Laskowski)     


Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz




[1] Sam Turing niewiele by zdziałał bez pomocy polskich matematyków i kryptologów pracujących w Anglii: Jerzego Różyckiego, Henryka Zygalskiego i Mariana Rejewskiego, którzy nie dość, że złamali kody Enigmy, to jeszcze odtworzyli jej działający prototyp.
[2] Zaszyfrowana brytyjska nazwa Enigmy.

niedziela, 18 marca 2018

Kto miał interes w zatopieniu „Titanica”?




Alžběta Šemrová


Był w swoim czasie największym parowcem świata. Jego luksusowe wnętrza oczarowały śmietankę towarzyską. Jednakże „statek ze snu” poszedł na dno po zderzeniu z górą lodową. Niektóre świadectwa wskazują na to, że nie mogła to być zwyczajna katastrofa. Czy RMS Titanic został zatopiony wskutek zbrodniczego sabotażu?


W ciemnościach nocnych rozlega się pluskanie wioseł szalup ratunkowych z Titanica. Jest godzina 01:40 NDT, kiedy jedna z ocalałych podróżnych – Anne White ujrzała u rufy tonącego statku silne światło.

Jej świadectwo potwierdzili także i inni uratowani, którzy nie podzielili losu w przybliżeniu 1514 osób – pasażerów i załogantów, którzy utonęli bądź zamarzli w wodzie Północnego Atlantyku.

 RMS Titanic w pełnej krasie w porcie w Cherbourg...
...i jego ostatnie zdjęcie po opuszczeniu portu w Queenstown

Gdzie był SS Californian?


Mimo tego, że prawie 700 ludzi z parowca uratowało przybycie statku SS Carpathia, to idzie tu o jedną z największych katastrof morskich w historii żeglugi morskiej. Do kogo należało to dziwne światło? Czy mogły to być reflektory z Californiana, który zatrzymał się w pobliżu, ale z powodu wyłączenia radiostacji i mylnego rozpoznania flar wystrzelonych z Titanica, marynarze w tą straszną noc 14/15.IV.1912 roku nie popłynęli na pomoc tonącym?

Wnętrze kabiny klasy I

Tajemniczy statek


Co naprawdę stało za zagładą luksusowego parowca?

Czy to była tylko lekkomyślność załogi?

Do katastrofy poza niedopatrzeniami na mostku kapitańskim Titanica dołożyły się także wady konstrukcyjne statku. Ale czy nie rozegrało się to trochę inaczej? Przecież statek po uderzeniu w górę lodową nawet się nie zachwiał. Dlaczego? Badacze jeszcze 40 lat temu zakładali, że do zatonięcia doszło wskutek rozdarcia prawej burty. Ale zespół badawczy amerykańskiego oceanografa Roberta Ballarda odkrył dopiero w latach 80. XX wieku, na poszyciu statku wiele mniejszych dziur! Czy potwierdziło to otarcie się Titanica o górę lodową, jak sądzi większość ekspertów?

Titanic szedł na dno przez dość długi okres czasu.

Czy doszło do eksplozji?

Według świadków, niektórzy członkowie załogi zachowywali się tak, jakby mieli interes w zagładzie parowca. Pasażerowi zwrócili uwagę na rozluźnienie załogantów. Kapitan Smith i jego oficerowie jak najbardziej zlekceważyli ostrzeżenia o górach lodowych. Dlaczego? Jedna z kobiet znajdująca się w szalupie B miała usłyszeć w czasie tonięcia „statku marzeń” odgłos podobny do huku wybuchu!

Czy był to odgłos rozpadającej się konstrukcji statku, czy też o huk eksplozji?

Istnieje możliwość, że chodziło o zbrodniczy sabotaż.


Szalupy z Titanica

Zbrodnia utopiona w falach


RMS Titanic wedle zwolenników teorii konspiracyjnych, zatopił przy pomocy bomby pod linią wodną, piekielny amerykański właściciel przedsiębiorstwa White Star Line – John P. Morgan (1837-1913). A chodzi tutaj o potężne oszustwo ubezpieczeniowe. Innymi sabotażystami mogą być ludzie konkurencji White Star Line, niektórzy wrogowie potężnych ludzi na pokładzie (samych milionerów było ponad 50!), a nawet rządy USA lub Wielkiej Brytanii.

J.P. Morgan

Wydaje się więc, że zatopienie Titanica było zbrodnią, ale pozostanie ona na zawsze utopiona w morzu. Czy za zagładą Titanica stoi oszustwo ubezpieczeniowe?


Moje 3 grosze


Na temat tej możliwości pisano już na tym blogu, zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2017/04/rms-titanic-tytaniczny-przekret-1.html - w którym rozpatrywana jest cała ta sprawa. Osobiście uważam, że Titanic rzeczywiście miał na pokładzie bombę – bombę w postaci pożaru magazynu bunkra, który nie został ugaszony, a który nadwerężył konstrukcję statku.

Zbrodniczym sabotażem było wysłanie w morze statku z niewyszkoloną, niezgraną załogą, bez lornetek, bez przeszkolenia w zakresie ratownictwa i z przekonaniem, że statek jest niezatapialny. To bodaj jest najgorszą rzeczą, która uśpiła czujność wszystkich: kapitana, załogi i pasażerów. Nawet w tą bajkę uwierzył sam konstruktor. Prawda wygląda tak: pośpiech, lekkomyślność i żądza pieniądza – oto prawdziwe przyczyny tej tragedii. I raczej nie ma żadnych innych.

A przekręty? Te miały miejsce już później, ale to już inna ballada.   


Przekład z czeskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 17 marca 2018

TAJEMNICA TEMPLARIUSZY


Wielki Mistrz - Jacques de Molay

 Marcin Szerenos


Templariusze, czyli Zakon Rycerzy Świątyni, został założony w 1119 roku na Ziemi Świętej w okresie krucjat, przez grupę francuskich rycerzy krzyżowców. Po dziś dzień krążą najróżniejsze legendy na jego temat. Czy wielki mistrz zakonu, Jakub de Molay, zabrał tajemnicę do grobu?


Klątwa de Molaya


Jakub de Molay, aresztowany na rozkaz króla Francji w piątek 13 października 1307 roku, postawiony przed sądem za herezje, a także stosowanie magii i czarów, dzieciobójstwo, wyrzeczenie się Chrystusa, bezczeszczenie krzyża, czczenie demona o imieniu Baphomet, a nawet homoseksualizm; po farsie jaką był proces, spłonął na stosie 18 marca 1314 roku. Przed egzekucją odwołał swoje zeznania i jak głosi legenda rzucił przekleństwo na papieża, króla i jego ministra policji Wilhelma de Nogaret. Na chwilę przed śmiercią w płomieniach miał wykrzyknąć: Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na Sądzie Bożym!
Papież zmarł 28 dni po tych wydarzeniach w Roquemaure w dolinie Rodanu. A Filip IV osiem miesięcy później w niewyjaśnionych okolicznościach. Czyżby przekleństwo miało się spełnić? Niektóre historycy uważają, że zostali po prostu otruci.
Być może to tu kryje się odpowiedź, dlaczego najwyższych dostojników zakonu tak długo utrzymywano przy życiu? Ich śmierć spowodowała szybki odwet.
Warunki w jakich ich przetrzymywano, o chlebie i wodzie były, co tu dużo pisać, skandaliczne. Lochy były zawilgocone i zimne. Zastanawiam się, czy miały na celu złamać ducha bitnych rycerzy?


Tajemnica wielkiego mistrza


Papież Klemens V rozwiązał zakon w 1312 roku. Egzekucję de Molaya przeprowadzono dwa lata później. A więziono go w sumie prawie siedem lat. Praktycznie był więc zakładnikiem monarszy. Pytanie brzmi: dlaczego aż tak długo pozwolono mu żyć?
Czyżby król liczył na szczodry okup? Kto miałby udzielić pomocy wielkiemu mistrzowi, pamiętając, że większość templariuszy z Francji rozpierzchła się po Europie, część spalono na stosach, niedługo po aresztowaniu. A być może najwyższy przedstawiciel zakonu był w posiadaniu cennych informacji, których nie można było z niego wydusić żadną siłą? Jaką tajemnicę zabrał do grobu?
Ludzie od ponad siedmiu stuleci poszukają wielkiego skarbu templariuszy. Niektórzy twierdzą, że został dawno odnaleziony przez słynnego alchemika Nicolasa Flamela. Legenda głosi, że jako pierwszy stworzył kamień filozoficzny – substancję zmieniającą m.in. metal w czyste złoto. Powszechnie jednak uważa się, że dorobił się majątku na aferach finansowych, związanych z wygnaniem Żydów z Paryża.


Kaźń rycerzy Zakonu Templariuszy


Święty skarb templariuszy


Wielu ludzi nie interesuje zawiła intryga możnych, lecz zastanawiają się nad innym aspektem tej historii. Czy zakon był w posiadaniu cennych relikwii? A może magicznych artefaktów?
Członków Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona posądzano o herezję, świętokradztwo, innowierstwo, rozpustę, kult bożka Bafometa, odstępstwo od wiary, niszczenie symboli chrześcijańskich i spiskowanie z Saracenami.
A także czary, dzisiaj uważane za zabobon. Co może rodzić w nas podejrzenie, że być może byli w posiadaniu Arki Przymierza?
Nazwa zakonu pochodziła od ich siedziby obok dawnej świątyni (łac. templum) Salomona w Jerozolimie. Wiele osób uważa, że już na samym początku swojej działalności na Bliskim Wschodzie, skupili się wyłącznie na wzgórzu świątynnym, a raczej na tym, co mogło kryć się pod nim. Przez szereg lat intensywnie przeszukiwali podziemia. Bowiem pod świątynią ciągnie się sieć korytarzy, a niektóre odkryte sale są tak przestronne, że można było trzymać w nich nawet konie. Naukowcy zastanawiają się od dawna, w jakich celach je budowano?
Moim skromnym zdaniem Arki Przymierza, nie było tam na długo przed przybiciem rycerzy. Podziemia pozwalały mieszkańcom ukryć cenne przedmioty kultu religijnego, za to korytarze, ciągnące się daleko poza mury twierdzy, wynieść je niezauważone daleko poza obręb miasta.


Wytrawni żeglarze?


Wyprawy Rycerzy Świątyni obrosły legendami. Podejrzewa się nawet, że posiadali wiedzę o odległych i egzotycznych krainach. Młodzi absolwenci historii i polemizują na portalach internetowych, że za pomocą prywatnej floty galeonów odbywali długi i niebezpieczne podróże. Moim zdaniem ta romantyczna wizja mija się z prawdą.
Będąc na Wschodzie na pewno zetknęli się z tamtejszą gnozą i filozofią. Poznali tajemnice minerałów i ziół, którymi leczyli się Arabowie i inne tamtejsze ludy. No i być może przeniknęli do Indii i Chin, a z pewnością mieli przyczółki na Kaukazie, gdzie znaleziono materialne ślady ich pobytu.
Niektórzy w swoich rozmyślaniach idą krok dalej i piszą, że templariusze organizowali wyprawy do Ameryki Północnej i Południowej na wiele lat przed Kolumbem oraz innych części świata, a to oznaczałoby przede wszystkim dostęp do olbrzymich bogactw, takich jak korzenie i złoto, lecz również niewolnicy. Za dowód często wskazują dziwną budowlę na Wyspie Dębów w Zatoce Fundy. Ale i nie tylko. Czy zakon mógł utworzyć swoje przyczółki w Nowym Świecie?
 Wydaje się to nieprawdopodobne, ale możliwe. Gdyby dysponowali doskonałymi mapami, które są niezawodne przy nawigacji. O podobne wyczyny trzy tysiące lat wcześniej podejrzewano Fenicjan, a także Kreteńczyków przed wybuchem wulkanu Thera.
Jednak słabym ogniwem w tej całej teorii jest pewien drobny szczegół. Starożytni Rzymianie mogli znać położenie kontynentu amerykańskiego. A co ważniejsze, zakładać tam kolonie, na długo przed templariuszami. A przynajmniej posiadać wiedzę o istnieniu innych lądów, którą ponoć mieli przekazać im Fenicjanie. Ci doskonali antyczni żeglarze wyprawiali się do Wali po cenioną miedź. Pokonując, jak na tamte czasy, astronomiczne odległości. Informacje te było to na tyle ważne dla władców imperium, że zdecydowano się je po prostu utajnić.


Szantaż Kościoła?


Pewna grupa badaczy interesująca się tematem templariuszy twierdzi, że zakon wręcz szantażował Kościół. Podaje najróżniejsze przykłady. Najczęściej pomysły krążą wokół postaci Jezusa, gnostycyzmu. Do dzisiejszego dnia wymienia się najróżniejsze i najdziwniejsze hipotezy, na temat posiadanych przez zakon artefaktów.
Tajemnice próbowano rozwikłać nawet w oparciu o zauważone przez wielu dziwne zachowanie opata z Clairvaux. Bernard, ogłoszony po śmierci świętym, zaczął wykazywać niezrozumiałą pilność w nauce hebrajskiego. Mówiono też, że sprowadza do miasta rabinów i żydowskich magów z Troys. Szeptano, że templariusze odkryli w świątyni Salomona stare egipskie teksty, które przywiózł tam znad Nilu sam Mojżesz. Jego ręką spisane pergaminy zawierające wiele tajemnic zostały wywiezione do Szampanii i ukryte za podwójnym pierścieniem twierdz.
Jednakże należy pamiętać, że za rządów Filipa Pięknego, Żydom, co tu dużo pisać, nie wiodło się najlepiej we Francji i byli prześladowani. Ponadto Jakub de Molay do końca swojego życia pozostał osobą niepiśmienną. Wątpię, aby interesował go gnostycyzm i filozofowie antyczni. Otaczał się podobnymi ludźmi. Jego rzemiosłem była wojna. Formalnościami zajmował się ktoś inny. Zatrudniał skrybów.
„Wilhelm de Nogaret zapewnił, że ma pisemne przyznanie się do winy wielkiego mistrza, choć Jakub de Molay był niepiśmienny” – trzeźwo zauważa w artykule pt. „Spalenie templariuszy” M. Maciorowski.


Tajne archiwa Watykanu


Na początku 2012 roku, szerokiej publiczności udostępniono 100 różnych dokumentów z XII – XX wieku w Muzeum Kapitolińskim  w Rzymie, w związku z jubileuszem 400-lecia istnienia Archiwum. Pośród eksponatów wystawy pt. „Lux in Arcana” znalazł się 60. metrowy arkusz z zeznaniami templariuszy, które wydobyto z nich w trakcie procesu w XIV wieku.
Nie łudźmy się jednak, że poznamy prawdę o tajemnicach templariuszy z oficjalnych dokumentów wystawionych na pokaz gapiów. O wiele więcej można się dowiedzieć z Watykańskiego Tajnego Archiwum – Archivum Secretum Apostolicum Vaticanum. Problem w tym, że do niego nie ma wolnego dostępu. Mimo wszystko nie przeszkadza to wielu pisarzom snuć niedorzeczne teorie na temat zakonu, od czego jestem daleki.
Aby zgłębiać stare księgi trzeba znać łacinę, ale przede wszystkim mieć dojścia, być wysoko postawionym w hierarchii kościelnej lub po prostu posiadać pieniądze. Processus Contra Templarios ukazał się blisko 700 lat po rozwiązaniu zakonu. Egzemplarz dokumentu można było nabyć już za ok. 8,5 tysiąca dolarów!
Wielu historyków uważa, że w pewnym momencie zakon wybił się na niezależność. Podobno doszło do tego, że to głowa Kościoła składała przysięgę na wierność templariuszom. A nawet posunięto się do szantażu. Jeżeli więc pozostały po tym jakieś źródła pisane, to zapewne zniszczono je z oczywistych powodów lub głęboko ukryto, w tajnych archiwach Watykanu.
                                                                
Warszawa, 2016 r.


Korzystałem m.in. z:
Adriano Forgione „Templariusze: płomień niewinności”. Tłum. Grzegorz Kowalski:
Paweł Łepkowski „Tajemnice templariuszy”. Uważam Rze:
Mirosław Maciorowski „Spalenie templariuszy”. Gazeta Wyborcza 12.05.2014 r.:
Alfred Palla „Pergamin z Chinon i klątwa ostatniego wielkiego mistrza templariuszy”:
Dominika Malinowska „Jakub de Molay. Zmierzch templariuszy”:


Źródła przykładowych ilustracji z Wikipedii (kolejność zachowana):
1. Obraz przedstawia egzekucję wielkiego mistrza zakonu templariuszy Jakuba de Molaya.
2. Jacques de Molay. Litografia z XIX wieku.

piątek, 16 marca 2018

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI







W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się z mediów, że zabito Siergieja Skripala, szpiega, który pracował dla Rosjan, ale przekazywał Brytyjczykom cenne informacje. (Pominę jego karierę szpiegowską, śmierć członków rodziny, gdyż nie to mnie interesuje w całej sprawie.)

Zachodzi pytanie, co tak naprawdę się wydarzyło?

Na ten temat krążą różne opinie i hipotezy. Jedna z nich brzmi, że jest to ofiara służb rosyjskich, które nigdy nie darują. Wyjątkowo upiekło się innemu szpiegowi o nazwisku Suworow. Co budzi moje podejrzenia, czy jest to naprawdę ofiara służb wschodnich. Kolejna hipoteza mówi, że jest to działanie służb brytyjskich lub amerykańskim, mające wywołać określone skutki. Jakie? Spójrzmy, co się aktualnie dzieje. Na szczytach politycznych rozważane są nowe sankcje wobec Rosji. Znowu inna hipoteza głosi, że śmierć szpiega to nic innego jak wewnętrzna walka KGB z GRU. Od lat rywalizują między sobą. Moim zdaniem jest to błędna hipoteza, ponieważ afera nie uderza bezpośrednio w jedną z tych organizacji, ale w wizerunek Rosji na świecie.

Prawdopodobnie i my sami mamy na ten temat wyrobione zdanie i własne przemyślenia. Czy w ogóle poznamy prawdę? Jak w przypadku chociażby zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów? Wątpliwe. Chociaż niektóre portale wypisują, że doszło do przełomu w śledztwie.

Możemy się jedynie domyślać i snuć nowe przypuszczenia, opierając się wyłącznie na czystej logice. Fanów zagadek kryminalnych, książek Suworowa, czy emerytowanych agentów wywiadu sprawa ta będzie jeszcze długo intrygować.

Moim skromnym zdaniem skupiając się wyłącznie na wątku rosyjskim, gubimy z oczu ważne poszlaki, które prowadzą nas do Chin. To prawda, że sytuacja polityczna we współczesnej Europie przypomina tą sprzed dekad, kiedy istniała tzw. żelazna kurtyna: wyraźny podział na blok wschodni i zachodni, a na ich granicach stacjonowały armie najeżone rakietami, to mimo wszystko jest to obraz niepełny. Nie tak dawno mogliśmy usłyszeć w telewizji, że takim samym zagrożeniem dla USA jest nie tylko Rosja, ale również Chiny. Gra strategiczna mocarstw przebiera innego wymiaru, gdy spojrzymy na to, co się dzieje nieco szerzej, wybiegając poza nasze podwórko.


Nowy Jedwabny Szlak w wizji Chińczyków

Potęga Chin rośnie. Wiemy o tym państwie niewiele. Głównie dzięki programom podróżniczym. To dla nas kraj wciąż zagadkowy, ale i ciekawy. Dla mnie osobiście, alternatywa dla obecnego hegemona. Osoby zajmujące się geopolityką rozumieją, że kluczem do Europy jest Moskwa. Kto ją kontroluje, ten w zasadzie kontroluje Europę Zachodnią. Według mnie od dawna nie dochodzi do przeciągania liny, między mocarstwami, gdyż Moskwa od dawna nawiązała ścisłą współpracę z Azjatami. Wspominałem, że jedna z hipotez na temat śmierci szpiega Skripala mówi, że jest to prowokacja służb zachodnich. To samo powtarza ambasador Rosji w Wielkiej Brytanii. Czy należy mu wierzyć? W przypadku Litwinienki mówił podobnie. Ale to bardzo ciekawa hipoteza. Dlaczego? Otóż na rękę Zachodowi jest wytworzyć coś w rodzaju sztucznego napięcia między Unią Europejską, jej mieszkańcami, a Rosją. Coś na dawną modłę. Bezpośrednio celem tych działań jest Rosja, ale uwaga, pośrednio Chiny, które planują budowę nowego szlaku jedwabnego i chcą zarzucić Europę swoimi produktami. Wielu ekspertów ekonomicznych jest przekonana, że będzie to oznaczało poważny kryzys w Europie. Tanie towary Made in China zaleją rynek, jak wodospad Niagara, stając się śmiertelną konkurencją dla miejscowych przemysłowców, no i samego hegemona. Oczywiście nie ma nakazu, aby te towary kupować. Nawet, jeżeli to strachy na Lachy, kolejne bajki mające wywołać w nas określone obawy, podświadome zagrożenie itp., to nie da się ukryć, że stworzenie nowej żelaznej kurtyny zahamuje napływ tanich produktów ze Wschodu. Ale to nie wszystko. Jakie będą tego konsekwencje? W takim przypadki Chiny czeka zadyszka, a dłuższej perspektywie bolesna kolka. Bo właśnie według tych samych ekspertów ekonomicznych ich być lub nie być w dużej mierze zależy właśnie od handlu. A że skutecznie są blokowani przez USA na wodach, stąd powstał pomysł reanimacji jedwabnego szlaku.

Czy jest w tym trochę racji? Co ciekawe, że gdy wczytamy się w dostępne materiały w Internecie i obejrzymy mapki, jak ma on wyglądać, dostrzeżemy, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, że jego odnogi przechodzą przez terytoria, gdzie obecnie trwają konflikty zbrojne, a nie tak dawno panował spokój. Pozdrawiam,

Agent 007


czwartek, 15 marca 2018

Litwiniewnko, Skripal i inni



Pogoda, Przyroda & Jordanoviana: Litwiniewnko, Skripal i inni: Od kilku dni europejskie a głównie brytyjskie media huczą i unoszą się oburzeniem na temat niesłychanej – ich zdaniem – zbrodni, jak...

Dziewiąta Planeta, Phattie, Planeta X…


Wygląd hipotetycznej 9-tej Planety

Dziewiąta Planeta, Planeta X lub Phattie to tymczasowa nazwa nadana hipotetycznej, wielkiej planecie lodowej, która może istnieć w zewnętrznym Układzie Słonecznym, głównie w oparciu o badania opublikowane 20 stycznia 2016 r. w „Astronomical Journal” przez astronomów Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego (Caltech) Michael E. Brown i Konstantin Batygin. Istnienie tej planety można wywnioskować na podstawie zachowania grupy obiektów transneptunowych - TNO. Według doniesień prasowych ze stycznia 2016 r. astronom Michael Brown określił prawdopodobieństwo istnienia 9-tej Planety na 90%. Może to być piąta gigantyczna gazowa planeta, która została wyrzucona z wewnętrznego Układu Słonecznego zgodnie z modelem Nicei. Istnienie Planety X wytłumaczyłoby osobliwe orbity dwóch grup obiektów w paśmie Kuipera.

Porównanie wielkości planet: Ziemi, 9-tej Planety i Neptuna

Postawiono hipotezę, że Planeta nr Dziewięć podąża bardzo wydłużoną, eliptyczną orbitą wokół Słońca, z okresem orbitalnym od 10.000 do 20.000 lat ziemskich. Orbita planety miałaby w półosi co najmniej 700 AU (1,05 x 10^11 km), około dwudziestokrotnie większą niż odległość Neptuna od Słońca, chociaż mogłaby zbliżyć się do 200 AU (3 x 10^10 km), a jej oszacowane nachylenie wynosiłoby około 30° (± 10) na płaszczyźnie ekliptyki. Wysoka ekscentryczność orbity Dziewiątej Planety mogła umieścić ją w odległości do około 1200 AU (1,8 x 10^11 km) w swoim aphelium.

Aphelium to punkt orbity położony najdalej od Słońca i znajduje się on na pograniczu konstelacji Oriona (Ori) i Byka (Tau), zaś peryhelium czyli punkt najbliższy Słońcu znajduje się mniej więcej na pograniczu konstelacji Głowy Węża (Ser1), Węża Wodnego (Oph) i Wagi (Lib). […]



Towarzyszące tej zamarzniętej gigantycznej planecie, zgodnie z modelami komputerowymi użytymi do tego badania, powinny istnieć przynajmniej zespół pięciu obiektów zajmujących prostopadłe orbity do płaszczyzny Układu Słonecznego. Gdyby znajdowała się ona obecnie w najdalszej części Słońca na swojej orbicie, to potrzebne byłyby największe teleskopy na świecie, takie jak np. teleskop Subaru na Hawajach.

Szacuje się, że planeta ma dziesięciokrotną masę i od dwóch do czterech razy większą od średnicy Ziemi. Badanie w podczerwieni w szerokopasmowym eksploratorze podczerwieni (WISE) w 2009 r. nie wyklucza takiego obiektu, ponieważ jego wyniki pozwalają istnienie obiektu wielkości Neptuna powyżej 700 AU. Podobne badania przeprowadzone w 2014 r. koncentrowały się na możliwych ciałach o większej masie w zewnętrznym Układzie Słonecznym i odrzuconych obiektach z masy Jowisza poza 26.000 AU (3,9 x 10^12 km). Brown szacuje, że masa Planety Dziewiątej jest większa niż masa potrzebna do oczyszczenia jej orbity od ponad 4.6 mld lat, i dlatego spełnia ona definicję planety.


Pierwsze szacunki


Odkrycie Sedny i jej osobliwej orbity w 2004 r. doprowadziło uczonych do wniosku, że jakiś czas temu coś znajdującego się poza ośmioma znanymi planetami zakłóciło ruch Sedny z dala od pasa Kuipera. Mogła to być inna planeta, mogła to być gwiazda, która zbliżyła się do Słońca lub mogłaby to być grupa gwiazd, gdyby Słońce utworzyło się w skupisku.

Po analizie orbit grupy TNO o wysoce wydłużonych orbitach, Rodney Gomes, z Brazylijskiego Narodowego Obserwatorium Astronomicznego, stworzył kilka modeli, które wykazały istnienie planety jeszcze nie wykrytej, nieznanych rozmiarów i nieokreślonej orbity, która może być zbyt daleko, aby wpłynąć na ruchy Ziemi i innych planet wewnętrznych, ale nadal wystarczająco blisko dysku rozproszonych obiektów, aby wprowadzić je w ich wydłużone orbity.

Ogłoszenie odkrycia obiektu 2012 VP113 w marcu 2014 roku, które powiązało kilka rzadkich obiektów orbitalnych z Sedną i innymi ekstremalnymi obiektami TNO, dodatkowo zwiększyło możliwość istnienia niewykrytej Superziemi znajdującej się na dużej zewnętrznej orbicie.


Sprawa istnienia nowej planety


Trujillo i Shepherd przeanalizowali orbity obiektów transneptunicznych (TNO) z perihelium większym niż 30 AU i wielką półosią większą niż 150 AU, i odkryli, że mają zbiór cech orbitalnych, szczególnie w kontekście argumentu o peryhelium, który opisuje orientację orbit eliptycznych w ich płaszczyznach orbitalnych. Zaproponowali oni  „pojedyncze ciało o masie 2-15 mas Ziemi na kołowej orbicie o niskim nachyleniu, pomiędzy 200 a 300 AU”, aby wyjaśnić te anomalie. Nie był to jedyny sposób na stworzenie zgrupowania orientacji orbitalnych.

Brown i Batygin przeanalizowali następnie sześć ekstremalnych obiektów transneptonan w stabilnej konfiguracji orbit głównie poza Pas Kuipera (mianowicie Sedna, 2012 VP113, 2007 TG422, 2004 VN112, 2013 RF98 i 2010 GB174). Bardziej szczegółowa analiza danych pokazała, że te sześć obiektów posiada eliptyczne orbity, które są ustawione w przybliżeniu w tym samym kierunku w przestrzeni kosmicznej i są w przybliżeniu w tej samej płaszczyźnie. Stwierdzili, że zdarzyłoby się to przypadkowo z prawdopodobieństwem tylko 0,007%. Są to jedyne niewielkie planetki, o których wiadomo, że mają peryhelium większe niż 30 AU i oś podłużną większą niż 250 AU, do stycznia 2016 r.


Hipoteza Trujillo i Shepparda (2014)


Pierwszy argument na istnienie planety poza Neptunem został opublikowany w 2014 roku przez astronomów Chad Trujillo i Scott Sheppard, którzy sugerowali, że podobne orbity TNO takich skrajnych jak sednoidy[1] może być spowodowane przez planety odległych o wiele jednostek astronomicznych, w tym układzie orbit o nachyleniu 0° lub 180° tak, że ich orbity krzyżują się z płaszczyzną orbity planety w pobliżu peryhelium i aphelium, w najdalszych punktach orbity planety. Trujillo i Sheppard analizowano orbity dwanaście TNO o peryheliach powyżej 30 AU i wielkiej półosi większa niż 150 AU i stwierdzono zbiór właściwości orbitalnych, a zwłaszcza ich peryhelia (wskazujący orientację eliptycznych orbitach wewnątrz swoich orbitach) zaburzenia czterech znanych planet układu słonecznego (Jowisz, Saturn, Uran i Neptun) powinien lewo od peryhelium z dwunastu TNO, jak w pozostałej części regionu trans-neptunowego, chyba że coś jest nie do utrzymania ich w późniejszym okresie ogłaszając odkrycie kilku bardziej odległych obiektów Trujillo i Sheppard zaobserwowli korelację między długością peryhelium i argument peryhelium tych obiektów. Grupy o nachyleniu 0-120° perihelium ma argumenty peryhelium pomiędzy 280-360°, a te o długości 180-340° perihelium mają argumenty peryhelium 0-40°. Stwierdzili statystyczną trafność tej zależności na 99,99%.



Symulowali oni numerycznie pojedyncze ciało o masie 2-15 mas ziemskich na kolistej orbicie o małym nachyleniu orbity do ekliptyki i w odległości od Słońca od 200 AU do 300 AU, a także dodatkowe symulacje z dużym obiektem typu Neptuna na dużym nachyleniu orbity w odległości 1500 AU, aby pokazać podstawową ideę, w jaki sposób jedna duża planeta może prowadzić mniejsze odległe obiekty TNO o podobnych typach orbit. Był to podstawowy test symulacji koncepcji, który nie uzyskał unikalnej orbity dla planety, ponieważ wskazują one, że istnieje wiele możliwych konfiguracji orbitalnych, które może posiadać taka planeta. Dlatego nie sformułowali modelu, który z powodzeniem włączył całą grupę ekstremalnych obiektów z orbitą dla planety. Ale oni pierwsi zauważyli, że na orbitach bardzo odległych obiektów znajdowało się ugrupowanie i że najbardziej prawdopodobnym powodem była odległa planeta o nieznanej masie. Jego praca jest bardzo podobna do tego, jak Alexis Bouvard zauważył, że ruch Urana był osobliwy i sugerował, że prawdopodobnie były to siły grawitacyjne nieznanej ósmej planety, która doprowadziła do odkrycia Neptuna.


Hipoteza De la Fuente Marcosów (2014)


W czerwcu 2014 roku, obserwacje Raula i Carlosa de la Fuente Marcosów obejmowały trzynaście niewiekich planet i zauważyli oni, że wszystkie ich argumenty peryhelium są pobliżu 0°0. W innej analizie, Carlos i Raul de la Fuente Marcos z Sverre J. Aarsetha potwierdzili, że jedynym znanym sposobem jest to, że zaobserwowane wyrównanie argumentów peryhelium można wyjaśnić niewykrytą planetą. Również teorię, że zbiór obiektów (ETNO) pozostały pogrupowane przez mechanizm podobny do tego, jak między kometą 96P/Machholz i Jowiszem. Spekulowano, że Planeta X ma masę pomiędzy Marsem a Saturnem i orbituje w odległości około 200 AU od Słońca. Sugerują oni, że ta planeta jest w rezonansie z ogromną planetą położoną około 250 AU od Słońca, jak przewidywano to w pracach Trujillo i Shepparda. Nie wykluczył, że planeta może być położona i może być bardziej masywna, niż się to szacuje teraz.

Porównanie wielkości planet: Ziemi, Planety 9, Neptuna i Uranu: ich masy, promienia, czasu obiegu i temperatury powierzchni


Hipoteza Batygina i Browna (2016)


Konstantin Batygin i Michael E. Brown z Caltech próbowali obalić mechanizm zaproponowany przez Trujillo i Shepparda. Wykazali oni, że pierwotne sformułowanie Trujillo i Shepparda, które zidentyfikowało grupowanie argumentów o peryhelium w 344°, było głównie pod wpływem rezonansów środkowego ruchu Neptuna dla wielu obiektów w ich zestawie analitycznym oraz, że po odfiltrowaniu argument peryhelium dla pozostałych obiektów, na które Neptun nie wpłynął, wynosił 318° ± 8°. Nie zgadzało się to z tym, w jaki sposób mechanizm Kozai wyrównał te orbity. Jednakże Batygin i Brown odkryli, że cztery pozostałe wyróżniające się obiekty, na które Neptun nie miał wpływu, były w przybliżeniu skojarzone z Sedną, Sednoidami i  2012 VP113, a także zgrupowane wokół argumentu peryhelium z nimi i stwierdziły, że było tylko 0,007% prawdopodobieństwa by to było spowodowane przypadkiem.

Batygin i Brown przeanalizowali sześć ekstremalnych obiektów trans-neptunowych (ETNO) w stabilnej konfiguracji orbit głównie poza Pas Kuipera (tj. Sedna, 2012 VP113, 2007 TG422, 2004 VN112, 2013 RF98, 2010 GB174). Bliższe spojrzenie na dane wykazało, że te sześć obiektów ma orbity, które nie są zgrupowane w swoich argumentach peryhelium, ale że są one z grubsza wyrównane w tym samym kierunku w przestrzeni fizycznej i są w przybliżeniu na tym samym poziomie. Odkryli, że to miałoby to miejsce tylko przypadkiem z prawdopodobieństwem 0,007%.

Te sześć obiektów zostało odkrytych w sześciu różnych poszukiwaniach przy pomocy sześciu różnych teleskopów. To spowodowało, że mniej prawdopodobne było skumulowanie się błędu obserwacyjnego, takiego jak wskazanie teleskopu w określonej części nieba. I znowu, będąc sześcioma najdalszymi obiektami, mieli oni na myśli, że mniej prawdopodobne jest, że zostaną zakłócone grawitacyjnie przez Neptuna, który krąży w odległości 30 AU od Słońca. Generalnie, TNO z peryheliami mniejszymi niż 36 AU doświadczają silnych perturbacji z strony Neptuna.

Sześć z nich jest jedynymi mniejszymi planetami, o których wiadomo, że mają peryhelia większe niż 30 AU i półosią większą niż 250 AU, od stycznia 2016 r. Sześć obiektów jest stosunkowo niewielkich, ale obecnie są stosunkowo jasne, ponieważ są bliskie ich najbliższej odległość od Słońca na eliptycznych orbitach.

Symulacja numeryczna była w stanie wyjaśnić zarówno elementy peryhelium jak i zbieżność płaszczyzn orbitalnych ze średnimi rezonansami ruchu spowodowanymi przez hipotetyczny masywny obiekt o wartości 10 mas Ziemi na wysoce ekscentrycznej i umiarkowanie nachylonej orbicie. Model wygenerował rój obiektów o wysokim nachyleniu, które jak spekulowali, w wyniku kombinacji efektu ruchu średniego z efektem Kozai w stosunku do hipotetycznej planety, i które później znaleźli w bazach danych drobnych obiektów w Układzie Słonecznym. Jego pochodzenie nie mogło być wcześniej zadowalająco wyjaśnione. […]

W ramach hipotezy Dziewiątej Planety i w zależności od rzeczywistych wartości parametrów orbitalnych przypuszczalnego perturbera, ETNO mogą być pierwotną lub przejściową populacją. Orbita 2013 RF98 na jest podobna do tej z (474640) 2004 VN112. Widoczne widma (474640) 2004 VN112 i 2013 RF98 są podobne, ale bardzo różne od widma 90377 Sedny. Wartość jego nachylenia spektralnego sugeruje, że powierzchnie RF98 mogą mieć czyste lody metanowe (jak w przypadku Plutona) i wysoko przetworzony węgiel (???), w tym niektóre bezpostaciowe krzemiany. Jego widmo spektralne jest podobne do widma 2004 VN112.


Wnioski


Batygin ostrożnie interpretował wyniki, mówiąc: Dopóki Dziewiąta Planeta nie zostanie uchwycona przez aparat fotograficzny, to nie liczy się jako prawdziwa. Wszystko, co mamy teraz, to jej echo.

Brown określił szanse na istnienie Planety X na poziomie około 90% . Greg Laughlin, jeden z niewielu badaczy, którzy z góry wiedzieli o tym artykule, szacuje się na 68,3%. Inni sceptyczni naukowcy żądają więcej danych dotyczących dodatkowych KBO do analizy lub ostatecznego dowodu poprzez fotograficzne potwierdzenie. Brown, choć przyznaje rację sceptykom, wciąż uważa, że jest wystarczająco dużo danych, aby przeprowadzić poważne poszukiwanie nowej planety i zapewnia wszystkich, że nie będzie to daremne poszukiwanie.

Brown jest wspierany przez Jima Greena, dyrektora Departamentu Nauk Planetarnych NASA, który powiedział, że dowody są teraz bardziej przejrzyste niż kiedykolwiek wcześniej.

Tom Levenson doszedł do wniosku, że na razie Dzięwiąta Planeta wydaje się być jedynym satysfakcjonującym wyjaśnieniem wszystkiego, co jest obecnie znane z zewnętrznych regionów Układu Słonecznego. […]

 Phattie wśród gwiazd...
 Prawdopodobna orbita Phattie w Pasie Kuipera
Phattie jako wymrożony, lodowo-skalny glob na tle Drogi Mlecznej


Moje 3 grosze


Od razu przepraszam za kulawy przekład, ale chciałem jak najszybciej przekazać te informacje szerszemu ogółowi. Istnienie Dziewiątej Planety, dla której proponuję nazwę Shaggai – na cześć Howarda Phillipsa Lovecrafta, NB, który nazwał Plutona mianem Yuggoth – wydaje się być wysoce prawdopodobne. Cały problem polega jednak na tym, że mimo swego ogromu jest ona niewidoczna. Po prostu jej odległość od centrum Układu Słonecznego powoduje, że dostaje ona za mało światła, które mogłaby odbić. I to jest problem.

Pewną nadzieją jest podczerwień, bo Shaggai mogłaby emitować ciepło i promieniowanie radiowe tak jak Jowisz i inne gazowe olbrzymy. Niestety – jak dotąd nie wychwycono żadnego silnego pozaukładowego źródła radiowego czy podczerwonego w Pasie Kuipera i Obłoku Oorta, które by odpowiadało parametrom Dziewiątej Planety.

Wygląda więc na to, że Shaggai jest wyziębionym, lodowym światem o temperaturze nieco tylko przewyższającej Zero Absolutne, bez atmosfery lub z cieniutką atmosferką, w której nie zachodzą żadne zjawiska godne uwagi, i nawet jeżeli ma magnetosferę, to niczego to nie daje…

A jednak istnieje pewna szansa, by ją dostrzec. Trzeba mieć trochę szczęścia no i patrzeć uważnie. Skoro ta planeta krąży gdzieś w Obłoku Oorta czy Pasie Kuipera, to od czasu do czasu przyciąga do siebie jakieś drobniejsze skały z tego regionu Układu Słonecznego i te właśnie impakty może pozwolą  nam na namierzenie tej planety!

Przypominam tutaj, że takie tajemnicze eksplozje energii zaobserwowano na Ziemi i nie było dla nich jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia. Mówiono o atomowej wojnie w Kosmosie, testach nuklearnych mieszkańców innych planet, etc. etc. Zaczęło się od obserwacji jednego z polskich astronomów silnego błysku w 1994 roku, a potem już poszło – tajemnicze błyski zaobserwowano latach: 1997, 2006, 2007, 2008, 2009. Co ciekawe – wszystkie one znajdowały się w Pasie Kuipera i na dodatek miały moc ok. 100 kt TNT. Do poszukiwań źródła tych błysków zaangażowano ponoć rentgenowski teleskop Astro-E2,  teleskop promieniowania gamma – GLAST, optyczny orbitalny teleskop LST Hubblei co najciekawsze – rezultaty badań utajniono. Dlaczego? Czyżby już odkryto Planetę nr 9? Kiedy opublikowałem przekład artykułu na ten temat z rosyjskiego czasopisma „Tajny XX wieka”, to okazało się potem, że ów artykuł po prostu … wyparował z blogu. Komu na tym zależało, oto jest pytanie? I najważniejsze: dlaczego?    

Wobec tego przypominam ten materiał, bo warto:


Nieznane wojny gwiezdne


Sołomon Naffiert


Być może ktoś powie, że to jest niewiarygodne, ale trzeba to powiedzieć: w dniu dzisiejszym ma miejsce wojna jądrowa i ogromna większość mieszkańców naszej planety nic o niej nie wie!


Mistyfikacja?


Przyczyna jest prosta: jej teatr działań bojowych znajduje się bardzo daleko od nas. Znajduje się on na granicy Układu Słonecznego – w Pasie Kuipera.

Trochę historii: 12 stycznia 2006 roku japoński astronom-amator Atoku Nakamura fotografował gwiaździste niebo i naraz zauważył on błysk świetlny nieznanego pochodzenia. Dalsze obserwacje już wspólnie z astronomami z innych krajów zaowocowały zaobserwowaniem trzech innych błysków światła. Komputerowa obróbka danych wykazała, że źródło tego promieniowania znajduje się w odległości około 8.000.000.000 km od Ziemi – w tak zwanym Pasie Kuipera. Jest to miejsce, w którym znajdują się planetoidy (tzw. kuiperowce – przyp. tłum) czyli niewielkie planetki rozmiarami ustępujące Marsowi, ale nieraz dorównujące rozmiarami Księżycowi. Analizy spektralne ukazały uderzające podobieństwo tych błysków światła do błysków eksplozji jądrowych o mocy od 60 do 300 kt TNT.

Miłośnicy-obserwatorzy utworzyli grupę inicjatywną astronomów-amatorów i oznajmili o swych odkryciach światu naukowemu – w tym szefostwo największych obserwatoriów astronomicznych Ziemi. Jednakże echa tego były mierne: profesjonalni uczeni od razu stwierdzili, że mamy do czynienia z błędem obserwacyjnym albo z mistyfikacją.


GRUPA 2006


Inicjatywna GRUPA 2006, w skład której weszli astronomowie z różnych krajów zdecydowała się na kontynuację obserwacji własnymi siłami, by znaleźć nowe dowody. W roku 2007 zarejestrowano nowy błysk, w 2008 – kolejny, i wreszcie w dniu 9 grudnia 2009 roku – ostatni w tym momencie. Atoku Nakamura – główny koordynator GRUPY 2006 – w dniu 21 grudnia 2009 roku wypuścił memorandum, w którym ukazał on wszystkie fakty będące w jego posiadaniu. Przede wszystkim źródła błysków rozmieszczone były w Pasie Kuipera, a charakterystyka ich była dokładnie identyczna z charakterystykami błysku wybuchu nuklearnego po mocy 100 kt i wyżej. Biorąc pod uwagę kolosalne rozmiary Pasa Kuipera i ograniczone możliwości naszych entuzjastów można założyć, że w samej rzeczy tych błysków mogło być na pewno o wiele więcej.


Ściśle tajne?


Ale najważniejszą rzeczą w tym memorandum było coś innego. Nakamura oznajmił, że dysponuje świadectwami o tym, że rządowe obserwatoria astronomiczne nie zignorowały pierwszego doniesienia o tajemniczym błysku w 2006 roku i obecnie są prowadzone szeroko zakrojone, wielkoskalowe projekty mające na celu zbadania natury tych anomalnych rozbłysków. Projekty te są o wiele większe i dokładniejsze, niż badania prowadzone przez GRUPĘ 2006 i zastosowano w nich – poza ziemskimi obserwatoriami – także kosmiczne aparaty, w tym:
1.      rentgenowski teleskop Astro-E2
2.     teleskop promieniowania gamma – GLAST
3.     optyczny orbitalny teleskop LST Hubble
4.     orbitalny teleskop podczerwieni WISE      

Niestety nie zna on żadnych doniesień o rezultatach tych projektów, bowiem nie opublikowano ich w żadnym czasopiśmie naukowym. Na zapytania na ten temat oficjalne osobistości odpowiadają, że chodzi tu tylko o badania planet Układu Słonecznego i nic ponadto. Nakamura jest przekonanym, że wszelkie informacje na ten temat zostały utajnione. Ale nie udało się osiągnąć pełnej tajności i pewne dane, które udało się mu zdobyć świadczą o tym, że w Pasie Kuipera toczy się pełnowymiarowa wojna nuklearna, którą obserwują światowe mocarstwa na naszej planecie.

Kto z kim walczy? Na to pytanie nie ma żadnej wiarygodnej odpowiedzi, ale za to pojawiła się hipoteza: Pas Kuipera jest zamieszkały. Planety Pasa Kuipera są nieprzyjazne dla tradycyjnych form życia, ale wysoko rozwinięte technologicznie cywilizacje są w stanie skolonizować te wyjątkowo niegościnne światy jak np. nasz Księżyc. Zasadniczym problemem nie jest brak tlenu i wody, ale energii. Kontrolowana reakcja termojądrowa jest w stanie zlikwidować ten problem. Posiadając źródła takiej energii cywilizacja może się rozwijać tam, gdzie ma na to ochotę i gdzie jej pasuje. Z tego punktu widzenia Pas Kuipera jest idealnym miejscem. Istnieją nawet hipotezy, które Nakamura nazwał „odważnymi i śmiałymi”, a które zakładają, że ziemskie cywilizacje dochodząc do pewnego, bardzo wysokiego stopnia dojrzałości porzucają naszą planetę i przenoszą się – najpierw na Księżyc, a potem na dalekie planety i asteroidy Pasa Kuipera. Istnienie człowieka jako gatunku, zaczęło się miliony lat temu i w tym czasie przeżył on niejeden cykl rozwoju  i dlatego też w Pasie Kuipera może istnieć cywilizacja Atlantów i protoegipska cywilizacja Królów-skorpionów i tajemniczy hiperborejski „Naród Lodów”…

Nie ma więc się co dziwić, że pomiędzy nimi mogły wyniknąć konflikty, które manifestują się w postaci lokalnych eksplozji nuklearnych.


Inne hipotezy


Druga wersja tej samej hipotezy głosi, że toczy się wojna pomiędzy sojuszem ziemskich cywilizacji z Przeszłości z jednej strony, a najeźdźcami z Kosmosu z drugiej. I nie da się tego wykluczyć, że prędzej czy później w ten konflikt zostanie wmieszana i nasza Ziemia. Nasze technologie zainteresują sojusz ziemskich cywilizacji, a na pewno także nasze rezerwy osobowe i materiałowe. I dlatego też mają miejsce tak szeroko zakrojone badania tych tajemniczych rozbłysków, które mają miejsce w Pasie Kuipera – rządy chcą mieć maksimum informacji, by przybycie rekrutujących nie stało się zaskoczeniem. Taki fakt należało utajnić chociażby dlatego, że istnienie wysoko rozwiniętej cywilizacji mogłoby stać się  zarzewiem konfliktów społecznych w łonie naszej własnej.

No i na koniec należy jeszcze wysunąć przypuszczenie, że te dziwne zjawiska w Pasie Kuipera mają swe naturalne wyjaśnienie nieznane jeszcze ziemskiej nauce, i póki co nie grozi nam wciągnięcie w nie naszą wojnę. Tak czy inaczej, GRUPA 2006 nadal prowadzi swe obserwacje i badania w Pasie Kuipera.


Moje trzy grosze


Poszukałem w Internecie jakichkolwiek śladów na temat tej grupy i Nakamury. Nie znalazłem. Tak samo nie znalazłem żadnego śladu informacji na temat tajemniczych błysków. Zapytałem naszego japońskiego współpracownika Pana Kiyoshi’ego Amamiya, czy jest mu coś wiadomo na ten temat. Jest on m.in. astronomem-amatorem, więc powinien znać Nakamurę. Odpowiedź była negatywna. Pan Amamiya stwierdził, że być może zaobserwowano rozbłyski gwiazd Nowych (Novae), których kilka udało się zauważyć japońskim astronomom – amatorom. Ale nie o nie tutaj chodziło.

A jednak. Pisząc „Projekt Tatry” (Kraków 2002) otrzymałem kilka ciekawych informacji o zjawiskach w Kosmosie, które można przyporządkować właśnie wizji podanej nam powyżej przez Sołomona Naffierta.

Pierwsza z nich miała miejsce w dniu 3 maja 1994 r. około godziny 18:30 GMT, nad Zieloną Górą dostrzeżono bardzo silny błysk biało - niebieskiego światła – o jasności około -4m,00 na wysokości orbity wokółziemskiej. Miejscowy astronom - prof. dr hab. Janusz Gil z tamtejszej WSP stwierdził, że mógł to być nawet wybuch atomowy!...

Po publikacji kilku artykułów na temat tej i innych (także i moich) obserwacji otrzymałem kilka listów i emaili z doniesieniami o dziwnych zjawiskach dostrzeżonych na niebie. Część z nich odpowiada przelotom satelitów Iridium, które potrafią dać bardzo silne błyski nawet do -8m oraz innym dużym satelitom Ziemi, ale co z resztą? Wynika z tego, że w Kosmosie jednak coś się dzieje i są to albo nasze tajne próby z broniami jądrowymi i przygotowania do wojen gwiezdnych, albo w Pasie Kuipera trwa może nie od razu wojna, ale np. mają tam miejsce jakieś prace związane z wydzielaniem znacznych ilości energii jądrowej?

Jest jeszcze jedna hipoteza, a mianowicie taka, że mamy do czynienia z pozostałościami po wielkiej wojnie bogów-astronautów opisanej w mitach całego świata i to, co widzimy są to detonacje pozostałych po nich niewypałów i niewybuchów, które po prostu lecąc poza Układ Słoneczny uderzają w planetoidy i lodowo-kamienno-metalowy gruz Pasa Kuipera i Obłoku Oorta. Hipoteza dobra jak każda inna.  Zainteresowanych odsyłam do książki Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (Ústi nad Labem 1998 – dostępna w Internecie na stronie - http://www.sm.fki.pl/Lesniakiewicz/Lesniakiewicz.php?nr=Bogowie_Atomowych_Wojen_1 - 4) w której rozważa on na serio taką właśnie  możliwość.
Źródło: „Nieizwiestnaja jadiernaja wojna” w „NLO” nr 4/2009, s.4 – przekład mój.

I to byłoby na razie na tyle, jak mawiał nieodżałowanej pamięci Jan Tadeusz Stanisławski.


Przekład z hiszpańskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Obiekty podobne do Sedny.