piątek, 8 czerwca 2018

Żołnierze + zioło + rakiety = UFO?




Kilka lat temu opublikowałem na tym blogu i łamach „Nieznanego Świata” kilka artykułów i raportów na temat obserwacji i innych incydentów z UFO w na polach startowych amerykańskich ICBM wymierzonych w potencjalnych wrogów USA. Były to materiały znanych ufologów i autorów – Roberta Hastingsa i Roberta Duvalla, w których opisywali oni Obserwacje Dalekie i Bliskie Spotkania z UFO i Ufiastymi, poza tym relacje Josha Harkinsona na temat operacji Broken Arrow, i in.

Wszystko kręciło się wokół tego, że Ufiastych interesowały i nadal interesują amerykańskie wojskowe instalacje nuklearne, ergo od czasu do czasu robią naloty na bazy, pola startowe i składowiska ICBM już to w celach kontroli, już to w celu przypomnienia Ziemianom, kto tu tak naprawdę rządzi i by o tym nie zapominali. No i fajnie. Brzmi to krzepiąco i wiarygodnie – oto nasi Kosmiczni Bracia pilnują, byśmy sobie przypadkiem nie zrobili kuku – w domyśle – bez Ich wiedzy i zgody. Uroczy i idylliczny obrazek Obcych jakże dbających o życie na Ziemi…!

I wszystko byłoby OK., gdyby nie artykuł pt. „Żołnierze na haju” Janusza Zawodnego z ostatniego numeru „Faktów i Mitów”[1] w którym burzy on mity o wspaniałej US Army. Pisze on:

Po zakończeniu Zimnej Wojny media zaczęły ujawniać poważne uchybienia po stronie amerykańskiej. W roku 2014 szef Pentagonu Chuck Hagel zarządził śledztwo, gdy dziennikarze AP ujawnili rozprzężenie, pijaństwo, przemoc seksualną i błędy szkoleniowe personelu obsługującego silosy z rakietami balistycznymi Minuteman. Zakończyło się dymisją generała, naczelnego dowódcy Wojsk Rakietowych USA, który sam nadużywał alkoholu oraz rozkazem likwidacji skandalicznych uchybień. Wkrótce wykryto jeszcze gorszą aferę w Wojska Rakietowych: chodziło o personel odpowiedzialny za bezpieczeństwo rakiet jądrowych. Sprawa właśnie przedostała się do mediów, gdy dziennikarze AP dotarli do akt sądowych.

Przez wiele miesięcy w bazach nuklearnych[2] na Wielkich Równinach, gdzie rozmieszczone są wielogłowicowe rakiety balistyczne Minuteman-III, działała grupa żołnierzy zajmująca się kupowaniem od dilerów, rozprowadzaniem i używaniem bardzo silnych narkotyków. Chodzi o halucynogenne LSD, kokainę, ecstasy, a także marihuanę.

– To brzmi jak scenariusz z filmu, ale działo się realnie – konstatuje kpt. Charles Grimsby, prokurator wojskowy prowadzący sprawę.

14 żołnierzy Wojsk Rakietowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo silosów atomowych w pilnie strzeżonej bazie USAF w stanie Wyoming, kontynuowało ten proceder w latach 2014-2016. W bazie znajduje się 1/3 z 400 rakiet Minuteman-III. Jeden z żołnierzy-narkomanów – Tommy Asworth tak opisywał w śledztwie swe doznania po zażyciu LSD:
- Przez godziny byłem w stanie paranoi… Nie wiedziałem, czy tej nocy nie umrę. Wydawało mi się, że mam atak serca lub wylew.

Rzecznik prasowy USAF ppłk Uriah Roland zapewnia, że narkotyków nie używano na służbie. Wiadomo jednak, że halucynogenne działanie LSD utrzymuje się długo. Żołnierz Kyle Morrison zeznał, że pod wpływem LSD nie mógłby rozpocząć służby, gdyby zaszła taka potrzeba. Jego jednostka ćwiczyła m.in. kontratak i odbijanie silosu zajętego przez wroga. Lider szajki żołnierz Nickolos Harris stwierdził, że nie miał żadnych problemów z nabyciem LSD od cywilów. Kupował i odsprzedawał narkotyki kolegom, używali ich na terenie bazy i poza nią.

- Uwielbiałem to, co LSD robiło z moim mózgiem. Minuty ciągnęły się jak godziny, kolory były takie soczyste – wyznał sędziemu. Raczył się LSD jeszcze w szkole średniej. Powinno go to zdyskwalifikować jako kandydata na żołnierza. Twierdzi, że rekrutujący uczyli kandydatów, jak kłamać by uniknąć wpadki.
- Używanie w wojsku narkotyków, to coś normalnego – zapewniali.
- Umieram! – krzyczał inny, gdy w parku stanowym Curt Gowdy, 20 mil od Cheyenne, gdzie znajduje się baza Warren AFB, położył na języku papierek nasączony LSD.

Przerażający obraz stanu klęski rozumu. Oczywiście posypały się wyroki skazujące. I cóż z tego? Amerykańskie wojsko ma problemy z narkotykami już od czasów Wojny Wietnamskiej, kiedy to żołnierze szprycowali się morfiną i heroiną. A jeszcze wcześniej używano środków pobudzających na frontach II Wojny Światowej i Wojny Koreańskiej.

A co ma do tego UFO? Otóż według powołanych powyżej autorów, NOL-e są widziane w okolicach baz, pól startowych i składów broni rakietowo-jądrowej. Ućpani żołnierze, którym mózgi wyprała telewizja serwująca im informacyjno-rozrywkowo-ogłupiającą papkę w stanie zatrucia pochodnymi kwasu lyzerginowego mogą zobaczyć nie tylko UFO, ale także Pana Boga i wszystkich świętych pańskich, o Batmanie i Spidermanie nawet nie wspominając. Takie jest ich działanie. LSD i LSD-25 były używane przez CIA, FBI i inne służby do łamania woli swych „podopiecznych” jeszcze w latach 70-tych. Dzisiaj to przeżytek, bo do arsenału służb weszły nowe generacje psychotropów o ulepszonym działaniu. Dzisiaj LSD jest używane powszechnie, podobnie jak inne środki halucynogenne. Człowiek pod ich wpływem może zobaczyć i przeżyć literalnie wszystko – łącznie z Bliskimi Spotkaniami z UFO i seksem z Ufiastymi. No i stąd właśnie te barwne i porywające opowieści o dzielnych żołnierzykach US Army, którym podli Ufiaści psują ich latające zabawki…

Krótko mówiąc, sprawa ućpanych operatorów ICBM stawia pod znakiem zapytania wiele relacji na temat incydentów z UFO. Nie mówię, że wszystkie – ale zapewne wiele z nich. I to stanowi problem.

A swoją drogą – może wreszcie się rozbroić i skończyć z tym szaleństwem, które może w każdej chwili doprowadzić ten świat do zagłady? Przecież wystarczy decyzja jakiegoś naćpanego czubka w mundurku, któremu się zwidzi, że jest bogiem-niszczycielem i odpali rakiety? po ich odpaleniu nie będzie odwrotu i świat się skończy. I z hukiem i ze skowytem, jak w poemacie T.S. Eliota.          



[1] „FiM”, nr 23/2018, 8-14.VI.2018 r., s.27.
[2] Chodzi oczywiście o bazy broni rakietowo-jądrowej.