Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie pozaziemskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie pozaziemskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2024

Oceany wody na gazowych olbrzymach?

 

Portret Neptuna (NASA)

San Francisco – Według nowej teorii na Uranie i Neptunie może znajdować się ocean głęboki na tysiące kilometrów.

Pod niebieskawą atmosferą planet Urana i Neptuna może znajdować się ocean pełen wody głęboki na kilka tysięcy kilometrów. Do takiego wniosku doszedł w nowym artykule naukowiec z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley – zauważył „The New York Times” (NYT). Teoria ta stanowi odpowiedź na trwające od lat kontrowersje dotyczące niezwykłych pól magnetycznych dwóch najbardziej oddalonych planet Układu Słonecznego.

Uran i Neptun są również określane jako lodowe olbrzymy, a pomysł, że istnieje tam jakaś forma wody, nie jest nowy. Amerykański ekspert Burkhard Militzer przedstawił teraz w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences” teorię, że pod atmosferami planet znajduje się ciekła warstwa wody i wodoru, bogata w wodór i hel, których w przypadku Urana jest około 8000 kilometrów głębokości.

- Uważamy, że to ocean – powiedział Militzer. NYT zauważa, że ​​ciśnienie tego oceanu nie byłoby niższe niż 60.000 razy większe niż na powierzchni Ziemi, zatem zachowywałby się bardziej jak mieszanina gazu i cieczy niż woda na Ziemi.

Jednocześnie Militzer uważa, że ​​pod wodą Urana i Neptuna znajduje się podobnie gruba warstwa silnie sprężonej cieczy złożonej z węgla, azotu i wodoru. Do takiego wniosku doszedł w oparciu o model komputerowy symulujący warunki panujące na danych planetach na pięciuset atomach. Wynikiem symulacji odpowiedniego ciśnienia i temperatury było naturalne utworzenie się oddzielnych warstw.

- Pewnego dnia spojrzałem na model i stwierdziłem, że woda została oddzielona od węgla i azotu – Militzer powiedział stronie internetowej Berkeley News. - Powiedziałbym, że mamy teraz dobrą teorię wyjaśniającą, dlaczego Uran i Neptun mają bardzo różne pola – powiedział.

Miał na myśli pola magnetyczne planet, które różnią się od innych planet Układu Słonecznego. Voyager 2, który obserwował Urana i Neptuna ponad 30 lat temu, ujawnił różnicę. Okazało się, że lodowe olbrzymy nie mają dwubiegunowego pola magnetycznego wychodzącego z centrum planety, jak Ziemia, Jowisz czy Saturn, ale mają je znacznie przesunięte od centrum. Odkrycie sugeruje, że głęboko wewnątrz obu planet nie ma prądu konwekcyjnego, który tworzyłby pole dipolarne.

Według „Berkeley News” dwa zespoły naukowe już ponad 20 lat temu udzieliły odpowiedzi, że na Uranie i Neptunie tworzą się warstwy, które nie mieszają się, zapobiegając konwekcji. Według NYT inni naukowcy uważali, że wnętrza planet są bardziej zróżnicowane. Wyjaśnienia Militzera sugerują obecnie, że nieuporządkowany układ pól magnetycznych jest spowodowany górną warstwą wody.

- Do tej pory w zasadzie nic nie wiedzieliśmy – skomentował planetolog Adam Masters pracujący na uniwersytecie badawczym Imperial College w Londynie. - Zatem ta hipoteza robi wrażenie – dodał.

 

Moje 3 grosze

 

Ta hipoteza jest bardzo ciekawa, bowiem jak dotąd sądzono, że wodne wszechoceany znajdują się na księżycach planet – olbrzymów, a nie na nich samych. A to zmienia postać rzeczy i na Neptunie i Uranie mogłoby istnieć wodne życie. Wprawdzie temperatury atmosfery Uranu (49 K zaś temperatura powierzchni wynosi 76 K) i Neptuna (46,6 K, a powierzchni 72 K) są bardzo niskie, ale są to tylko temperatury atmosfer a nie ich powierzchni, które na powierzchni są wyższe.

Wszechoceany na powierzchniach księżyców mogą być ukryte pod grubą warstwą wodnego lodu, zaś na Uranie i Neptunie rolę lodowego izolatora pełni właśnie gruba atmosfera, zaś grawitacja trzyma ją przy planetach… Należy wspomnieć, że przyspieszenie grawitacyjne na Uranie wynosi 0,905 g zaś na Neptunie wynosi 1,14 g, a więc jest podobne do ziemskiego. Na księżycach grawitacja jest o wiele słabsza i bez lodowego pancerza woda szybko by wyparowała.

Czy może istnieć tam życie? Owszem, ale nie typu ziemskiego. Tak czy inaczej mogłoby istnieć w warstwie wody o temperaturze wyższej niż 273 K, bo podstawowe cegiełki życia: woda, metan, amoniak i in. tam są, energia też, a zatem nic nie stoi na przeszkodzie…

Mogę tylko powtórzyć za Michaelem Crichtonem: Życie zawsze znajdzie sposób, zawsze znajdzie obejście. Od siebie tylko dodam, że życie zawsze rozwinie się tam, gdzie istnieje choć cień możliwości jego powstania i rozwoju. I tego się trzymajmy. I tylko krew mnie zalewa, kiedy pomyślę, że jakiś nadęty pychą idiota naciśnie guzik, który przekreśli 3 mld lat ewolucji na naszej planecie w imię czyichś niewyżytych chorych ambicji i niebotycznie głupich aspiracji.   

 

Źródło: https://www.msn.com/cs-cz/lifestyle/lifestyle/na-uranu-i-neptunu-by-podle-nov%C3%A9-teorie-mohl-b%C3%BDt-oce%C3%A1n-hlubok%C3%BD-tis%C3%ADce-kilometr%C5%AF/ar-AA1uMeJZ

Przekład z czeskiego - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz

sobota, 5 marca 2022

NASA "Curiosity Rover" odnajduje „koral” na Marsie

  


Mars Hand Lens Imager na łaziku marsjańskim Curiosity wykonał zdjęcie przypominającego kwiat artefaktu skalnego w kraterze Gale na Marsie – S o5°22’12” – E 222°11’24” na Aeolis Planitia.

Curiosity, czwarty łazik, który Stany Zjednoczone wysłały na Marsa, wystartował 26 listopada 2011 r. i wylądował na planecie 5 sierpnia 2012 r.

Misją kieruje JPL - Laboratorium Napędów Odrzutowych NASA, w której bierze udział prawie 500 naukowców ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów na całym świecie.

Curiosity bada krater Gale o szerokości 154 km (96 mil) i pobiera próbki skał, gleby i powietrza do analizy na pokładzie.

Łazik wielkości samochodu jest tak wysoki jak koszykarz i wykorzystuje ramię o długości 2,1 m (7 stóp), aby umieścić narzędzia blisko skał wybranych do badań.

Jego duży rozmiar pozwala na przenoszenie zaawansowanego zestawu instrumentów naukowych.

Jednym z nich jest Mars Hand Lens Imager (MAHLI), wersja łazika powiększającego ręcznego obiektywu, który geolodzy zwykle noszą ze sobą w terenie.


Nowe zdjęcie MAHLI, wykonane 24 lutego 2022 r. (3396. marsjańskiego dnia misji), pokazuje przypominające kwiaty i kuliste artefakty skalne na powierzchni krateru Gale.

Obiekty te powstały w zamierzchłej przeszłości, kiedy minerały niesione przez wodę cementowały skałę.

Curiosity w przeszłości odkryło różnorodny asortyment podobnych małych cech, które powstały, gdy płyny mineralizujące przepływały przez przewody w skale” – powiedzieli członkowie zespołu Curiosity.

„Zdjęcia takich obiektów pomagają nam lepiej zrozumieć długą historię ciekłej wody w kraterze Gale”.

 

Moje 3 grosze

 

Rzeczywiście fajnie to wygląda i być może tak właśnie jest, jak pisze autor tej notatki. Jednakże z oceną tej informacji musimy się wstrzymać do czasu wykonania precyzyjnej analizy biochemicznej tych tworów. Te twory mogą być śladami życia na Marsie, to jest oczywiste, bowiem na Marsie istniały kiedyś oceany, to – jak twierdzą uczeni – życie mogło tam startować od zera dwa, a może nawet trzy razy!

Po raz pierwszy startowało jakieś 4 mld lat temu, kiedy Mars już ostygł na tyle, by mogły w wodach jego oceanów ruszyć procesy biochemiczne. Potem przyszła zagłada w postaci impaktu planety, która zniekształciła kulistość Marsa. Po kilku milionach lat powstały oceany i życie wystartowało ponownie. I wszystko było dobrze dopóki pracowała prądnica jego płynnego jądra. Po jej zastopowaniu znikło pole magnetyczne i na Marsa runęła lawina promieniowania słonecznego. Atmosfera znikła, oceany wyparowały, życie zanikło. Tak mówi najnowsza hipoteza, ale czy słusznie?


Olympus Mons albo Nix Olympica - największy wulkan tarczowy w Układzie Słonecznym

Spójrzmy na zdjęcia Marsa ukazujące wyżynę Tharsis i znajdujący się na nim gigantyczny masyw wulkanu tarczowego Olympus Mons (d. Nix Olympica). Co na nim widzimy? Przede wszystkim ogromną formację Olympus Mons, a na zachód od niej dziwne obszary jakże przypominające ziemskie osuwiska wokół Hawajów. Przypominam, że Wyspy Hawajskie też są wulkanami tarczowymi oblanymi wodami Pacyfiku. A zatem wygląda na to, że na Marsie istniał ocean już po powstaniu struktury Nix Olympica, czyli jakieś 200 mln lat temu i musiał zniknąć całkiem niedawno! Ostatnie potoki lawy liczą tam sobie tylko od 115 do 2 mln lat. To niewiele, oczywiście w geologicznej skali czasu. Osuwiska te zwane Lycus Sulci sięgają bardzo daleko w głąb Amazonis Planitia i do Acheron Fossae. Uważa się, że są to bruzdy tektoniczne, ale czy słusznie? Chyba jednak nie, bo jaki proces byłby odpowiedzialny za ich powstanie?  


Osuwiska wokół Wysp Hawajskich przypominające osuwiska wokół Olympus Mons na Marsie

Jest jeszcze jedna możliwość, której nikt nie bierze pod uwagę, a mianowicie, że mamy do czynienia z przetrwalnikami życia poza-marsjańskiego, które spadło nań z Kosmosu. Przetrwalniki te kiedyś były istotami, które po desancie na żywą planetę zmieniły jej skład chemiczny w procesie – który teraz nazwalibyśmy terraformowaniem – i przystosowały go do swych potrzeb. Być może właśnie wtedy formowały się gigantyczne wulkany Tharsis i Elysium Planitia. Kiedy wulkany wygasły, życie zanikło, a mogło składać się z krzemianów i siarki – co wskazuje na jego przystosowanie do wysokich temperatur, a nie jak u nas z białek węglowych. I kto wie, czy coś podobnego nie znajdziemy na Wenus, na której panuje wulkanizm i efekt cieplarniany – który być może został tam wywołany sztucznie przez te istoty. Ale na to wszystko znajdziemy odpowiedź, kiedy dostaniemy je do ręki i będziemy mogli zbadać w laboratoriach…  

 

Źródło – „Science News” - http://www.sci-news.com/space/mars-coral-10593.html

Opracował - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

niedziela, 27 lutego 2022

Dowiedziono istnienia panspermii

 


Iva Jelínková (SAVPJ)

 

W 2015 roku po świecie krążył niepozorny raport, który niespodziewanie popadł w zapomnienie bez należytej uwagi opinii publicznej. Badania przeprowadzone na Wydziale Biologii i Biotechnologii Uniwersytetu w Sheffield wykazały, że elementy biologiczne nie tylko mogą, ale także przemieszczają się w przestrzeni kosmicznej, najprawdopodobniej stając się nosicielami przyszłego życia. To dowód na kosmiczne pochodzenie biologicznych mikrometeorytów w stratosferze naszej planety.

Balon ze specjalnie przystosowanym próbnikiem do przechwytywania próbek ze stratosfery był wielokrotnie wypuszczany w stratosferę, w szczególności na wysokość od 23 do 27 km nad powierzchnią Ziemi. Został zmodyfikowany, aby wyeliminować pobieranie próbek pochodzących z Ziemi, a tym samym przechwytywać tylko próbki pochodzące z kosmosu.

Zebrane jednostki biologiczne (BE) mają niezwykłą morfologię i generalnie nie są reprezentatywne dla znanych organizmów lądowych. Analiza składu chemicznego (EDX) szerokiego zakresu BE pokazuje, że wszystkie BE zawierają tylko węgiel (C) i tlen (O), a nie cząstki nieorganiczne utworzone przez pierwiastki takie jak krzem (Si), wapń (Ca) i żelazo (Fe). Od początku naukowcy wierzyli, że to nie cząstki wejdą do stratosfery z Ziemi, ale że cząstki pochodzą z kosmosu. Istnieje jednak możliwość, że miały one prehistoryczne pochodzenie i powróciły na Ziemię po podróży kosmicznej. Z wyjątkiem pojedynczego fragmentu okrzemek, są to niezwykłe BE, których nie można zidentyfikować. BE są często kojarzone z kraterami uderzeniowymi spowodowanymi przez nieorganiczny pył kosmiczny z kosmosu. Niektóre BE również stworzyły kratery uderzeniowe do pobierania próbek węgla, co ponownie sugeruje, że przybywają na Ziemię z kosmosu. BE lub materia nieorganiczna, na której się znajdują, przekracza 5 µm (mikronów), co jest granicą wielkości, powyżej której cząstki z troposfery nie mogą zostać przetransportowane do stratosfery. Warto również zauważyć, że zebrano głównie pył stratosferyczny pochodzenia pozaziemskiego, więc jest mało prawdopodobne, aby zebrany BE pochodził z Ziemi.

Poniżej znajdują się zdjęcia niektórych z bardziej znanych próbek BE. We wszystkich przypadkach wyświetlane próbki przekraczają 5 µm i większość z nich jest skanowana za pomocą analizy EDX. Urządzenie do pobierania próbek pozyskało je podczas łącznie trzech lat balonowania w stratosferę (Wielka Brytania - Cheshire, West Yorkshire i Derbyshire w latach 2013-2015).

We wszystkich przypadkach próbki zostały zwrócone na Ziemię nieuszkodzone i całkowicie nienaruszone. Próbnik wraz z mechanizmem szuflady, który może być automatycznie otwierany i zamykany na wybranej wysokości, posiada również kamerę wideo, dzięki której otwarcie i zamknięcie szuflady na próbki może być wyświetlane, potwierdzane i rejestrowane. Urządzenie do pobierania próbek było chronione przed wypadaniem cząstek z samego balonu pokrywą. Przed uruchomieniem wnętrze szuflady zostało dokładnie oczyszczone, przedmuchane powietrzem i na koniec przemyte alkoholem. Skaningowy mikroskop elektronowy umieszczono wewnątrz szuflady, górną powierzchnią skierowaną na zewnątrz, tak że po otwarciu szuflady wszelkie cząstki w stratosferze, z którą się związały, można było później usunąć do badania pod skaningowym mikroskopem elektronowym. Warstwa ochronna na powierzchni została usunięta tuż przed uruchomieniem, aby zapobiec zanieczyszczeniu cząstkami biologicznymi. Po pobraniu aparat został przetransportowany do laboratorium i otwarty w warunkach uniemożliwiających narażenie na pył zanieczyszczający, a próbki w podobny sposób przeniesiono pod osłoną do skanera E/M.

Wcześniej wykonywano osobny lot kontrolny do stratosfery, gdy szuflada nie była otwierana, ale przestrzegano wszystkich innych procedur pobierania próbek. Nie znaleziono ciał stałych (za pomocą SEM), co wskazuje, że wylot pozostał szczelny i nie był wystawiony na działanie cząstek na poziomie gruntu lub w jego pobliżu na żadnej wysokości do stratosfery. Wyniki te pokazują również, że skrupulatne procedury stosowane w celu zapobiegania skażeniu na poziomie gruntu okazały się skuteczne i do takiego zanieczyszczenia nie doszło.

Jedna z najciekawszych BE (potocznie nazywana „cząsteczkami smoka”), którą wyizolowaliśmy ze stratosfery. Oczywiste jest, że zdjęcie nie pokazuje żadnej znanej ziemskiej struktury biologicznej.

Struktura przypominająca kolbę (która zapadła się podczas obróbki SEM) jest pokazana na rycinie 6 z wyraźną szyjką i czymś, co przypomina rzęski otaczające ujście szyjki macicy.










 Rysunek 7 przedstawia fragment okrzemki, który został wyizolowany w odległości 25-27 km od Ziemi. Ten obraz wywołał największą krytykę, że ten fragment okrzemek musiał zostać sprowadzony do stratosfery z Ziemi przez jakiś nieznany mechanizm, który jest w stanie przenosić do stratosfery cząstki większe niż 5 µm. Odpowiedzią na tę krytykę jest - jeśli taki mechanizm istnieje, dlaczego nie ma ziaren pyłku, zarodników grzybów lub cząstek trawy (lub innego łatwego do zidentyfikowania przykładu z Ziemi?)

Ryc. 8 przedstawia kulę, z której śluzowaty materiał wycieka po uderzeniu spowodowanym przez kulę uderzającą w pokrytą węglem część do pobierania próbek. Materiał śluzowy składa się tylko z C i O (węgla i tlenu), podobnie jak materiał włóknisty pod powierzchnią kuli. Powierzchnia kuli wykonana jest z tytanu (Ti) z niewielką domieszką wanadu (V). Naukowcy doszli do wniosku, że kula jest bogata w tytan i pokryta włóknami biologicznymi oraz zawiera śluzowaty materiał biologiczny. Ta liczba jest kluczowa, ponieważ wyraźnie pokazuje, że kula musi dotrzeć do stratosfery z dużą prędkością, z jaką zderzyła się z materiałem próbki, więc musiała wylecieć z kosmosu (w przeciwieństwie do „leniwie” poruszających się cząstek unoszonych z Ziemi dowód kosmicznego pochodzenia).

Jednostka biologiczna pokazana na ryc. 9 składa się tylko z C i O. Jest to złożona struktura biologiczna z wyraźnymi „spiralnymi” zarodnikami. Ta BE jest szczególnie ważna, ponieważ uderzenie spowodowało jej ekspozycję (straciło opakowanie, najprawdopodobniej zostało zamknięte w cząsteczce lodu).

Rycina 10 przedstawia niezwykłą, przypominającą pajęczynę jednostkę biologiczną wyizolowaną na wysokości między 23-25 ​​km (potocznie nazywaną cząstką duch). Powierzchnia pajęczyny jest wyraźnie pomarszczona, jakby wcześniej była poszerzona, co sugeruje że struktura ta jest zapadnięta podobnie do balonu, który mógł być wcześniej napompowany cieczą lub gazem, spekuluje się, że taki „balon” mógł być przymocowany do innej części ciała i funkcjonować jako urządzenie unoszące się na wodzie.

Biologiczna jednostka w kształcie dzwonu pokazana na rycinie 11 jest trudna do interpretacji.

Rysunek 12 przedstawia gwiazdową BE, która wydaje się składać z liści połączonych ze sobą komórek, przy czym liście mają średnicę zmniejszającą się w kierunku najwyższego punktu. Niektóre komórki w najwyższym punkcie są połączone jakby mostkami światłowodowymi. Stwierdzono, że ten BE zawiera niewielkie ilości sodu (Na). Jednak naukowcom nie udało się stworzyć podobnej struktury.

Wyniki wszystkich trzech udanych lotów próbkowania stratosfery wykazały, że w stratosferze występują niezwykłe BE. Z wyjątkiem fragmentu okrzemki znalezionego w pierwszym pobraniu, żadna z tych BE nie jest wyraźnie reprezentatywna dla znanego siedliska lądowego.

Na podstawie powyższego naukowcy są przekonani, że te biologiczne byty nie są przenoszone z Ziemi do stratosfery, ale przybywają na Ziemię z kosmosu.

Jednym z kluczowych ustaleń, które wspierają ten pogląd, jest brak pozostałości pyłku lub trawy na odcinkach pobierania próbek. Pyłki i szczątki trawy pokrywały poza tym całą zewnętrzną część pudełka do pobierania próbek (patrz rysunek 2 poniżej), ale żadnego nie znaleziono wewnątrz nienaruszonego pudełka po powrocie na ziemię na spadochronie.

Jednak według obecnych naukowców cząstki większe niż 5 µm nie mogą przejść przez tropopauzę do stratosfery.

Wreszcie naukowcy są przekonani, że dowody wskazują na rosnącą liczbę jednostek biologicznych izolowanych ze stratosfery, z których część została tutaj opisana, pochodzi z kosmosu, prawdopodobnie z komet.

 

Moje 3 grosze

 

A zatem nihil novi sub sole. Hipoteza Svante Arrheniusa znalazła swe potwierdzenie, a i wierzenia w to, że komety przynoszą zarazę – także! Zresztą to było wiadome od zawsze. Kometa na niebie wróżyła nieszczęścia, że wspomnę tylko to, co ongi pisał prof. Kacper Stanisław Ciekanowski w swym traktacie:

Kometa iest wapor, zimny y suchy, tłusty y lipki, mocą Gwiazd z Ziemię wyciągniony poza Sphaerę Ognia, tamże zapalony y bieg swoy wkoło Ziemię odprawuiący wraz z trzecią Powietrza Krainą. […] 

Osiem złośliwych efektów kometa przynosi, 

a to Wiatr, niepłodność, narody cne powietrzem kosi 

Powódź, wojny, ziemi straszne się trzęsienie 

Śmierć wodzów i bogatych, królestw w proch zniesienie. 

Za czym trzeba dobroci boskiej z nieba żebrać 

By raczyła gwiazd złości tu od nas odebrać. 

A przepuścić na karki krnąbrne otomańskie 

Na meczety, hardość i błędy pogańskie. […]

Osobliwie troiakiego rodzaju zwykł był się rodzić Kometa: to iest z Ogonem, kiedy materya exhallacyi wyciągnie się na długo y spuści się na dół, kiedy exhallacya w pośrzodku iest gęstsza, a w cirkumferencyei subtelnieysza. […]

Kometa znaczy śmierć Monarchów, Królów y Wodzów […] Kometa znaczy Powietrze znaczy Woynę. Komety wywieraią złość na Podmiesięczne rzeczy.

(Kasper Stanisław Ciekanowski - „Abryz Komety z astronomiczney y astrologiczney uwagi pod meridianem krakowskim od dnia 29 Grudnia roku 1680 aże do pierwszych dni Lutego 1681 wyrachowany”, Kraków 1682)

To „powietrze”to morowe powietrze czyli epi- i pandemie rozmaitych chorób zakaźnych. Dlaczego uważamy że nasi przodkowie byli głupsi od nas? Wszak prof. Ciekanowski opisał związek pojawiania się komet z różnymi nieszczęściami na Ziemi. Nie mogli wiedzieć o tym, że komety mogą być prawdziwymi siewcami życia w Układzie Słonecznym, bo nie mieli pojęcia o mikrobiologii. Ale słusznie zauważyli, że taki związek istnieje. Komety są siewcami życia ale i śmierci. Podejrzewam, że słynna pandemia grypy „hiszpanki” H1N1 z lat 1918-1919 ma być może związek z przelotem słynnej komety P1/Halley w 1910 roku, ale niekoniecznie. Być może inna kometa przelatująca przez Układ Słoneczny jest winna tej pandemii… Niestety I Wojna Światowa przeszkodziła obserwacjom astronomicznym przez pięć lat i trudno jest wskazać „winnego”.

Tak czy inaczej – panspermia jest faktem i musimy pogodzić się z myślą, że niektóre z plag w rodzaju grypy, lassy, eboli i innych infekcji wirusowych nie powstały na naszej planecie, ale spadły na nią z Kosmosu. A co będzie, jak w okolice Ziemi przypałęta się kometa spoza Układu Słonecznego i posieje swoimi mikrobami? Wszak znamy co najmniej dwa przypadki przelotu przez Układ Słoneczny kometopodobnych ciał niebieskich: 1I/’Oumuamua oraz 2I/Borisov. Co przyniosły nam one spoza Układu?  - tego dowiemy się za parę lat…

A nie zapominajmy, że istnieje również teoria o panspermii kierowanej, za którą stoją jakieś Obce Istoty, których powołaniem jest rozsiewanie życia wszędzie tam, gdzie jest ono możliwe i znajduje warunki do przetrwania i rozwoju. W jej świetle Kosmos wprost kipi życiem. I wcale to nie jest takie fajne, jak się nam to wydaje. Będziemy musieli nauczyć się leczyć i wytwarzać szczepionki przeciwko różnym plagom z Kosmosu, a to wcale nie będzie takie proste…  

 

Źródła:

·        https://www.researchgate.net/publication/274956493_Biological_Entities_Isolated_from_Two_Stratosphere_Launches-Continued_Evidence_for_a_Space_Origin

·        https://www.savpj.com/news/existence-panspermii-prokazana/?fbclid=IwAR2OsPv0FYxL2TzSlWh2o7LxOedEDfMnySmHFRSDiKeYfabV7gor9vjYCbM

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

środa, 4 października 2017

Nowa wersja początku życia na Ziemi?

Suchy i wilgotny cykl powstawania RNA we wczesnych okresach geologicznych na Ziemi

Dowody sugerują, że życie na Ziemi zaczęło się od upadku meteorytów do małych, ciepłych kałuż wody… Rysunek pokazuje nam różne czynniki działające na związki chemiczne w ciepłych małych kałużach wodnych w czasie suchej i mokrej fazy cyklu.

Życie na Ziemi zaczęło się gdzieś pomiędzy 3,7 a 4,5 mld lat temu (a zatem w okresach zwanych Hadeikiem i Archaikiem – przyp. tłum.), po tym jak spadły meteoryty i dodały ważnych pierwiastków do małych i ciepłych zbiorników wodnych – orzekli naukowcy z McMaster University w Kanadzie i Instytutu Maxa Plancka w Niemczech. Ich obliczenia sugerują, że suche i mokre cykle związały podstawowe związki chemiczne, stanowiące bogaty nawóz dla samopowielających się łańcuchów RNA, które utworzyły pierwociny pierwszego kodu genetycznego życia na naszej planecie.

Badacze oparli swe wnioski na wyczerpujących badaniach i obliczeniach opartych na aspektach astrofizycznych, geologicznych, chemicznych, biologicznych i innych dyscyplin naukowych. Chociaż koncepcja „małych, ciepłych kałuż” była w obiegu od czasu Darwina, badacze muszą udowodnić jej możliwość poprzez liczne obliczenia.

Wiodący autorzy: Ben K.D. Pearce i Ralph Pudritz – obaj z Instytutu Pochodzenia McMastersa i jego Katedry Fizyki i Astronomii – mówią, że niewątpliwe dowody sugerują, że życie rozpoczęło się kiedy Ziemia jeszcze wciąż formowała swój kształt, z kontynentami wyłaniającymi się z oceanów, meteoryty bombardowały planetę (Wielkie Bombardowanie – przyp. tłum.) – w tym także te niosące w sobie cząstki budulca życia – i nie było ozonosfery chroniącej przed promieniowaniem UV ze Słońca.
- Nikt nie prowadzał takich obliczeń wcześniej – powiada Pearce. – To jest naprawdę piękny początek. To jest naprawdę ekscytujące!
- Jako że mamy tutaj wiele wejść z tak wielu różnych obszarów wiedzy, i to jest zdumiewające, że wszystkie zebrały się tu razem – mówi Pudritz – każdy krok prowadzi do następnego. A wszystkie razem prowadzą do jasnego i klarownego, prawdziwego dla nas obrazu.

Ich praca – przy współpracy Dimitrija Siemionowa i Thomasa Henninga z Instytutu Astronomii im. Maxa Plancka – została opublikowana w „Proceedings of the National Academy of Science”.
- Aby zrozumieć pochodzenie życia, potrzebujemy zrozumienia Ziemi jaka ona była miliardy lat temu. Jak pokazują nasze badania, astronomia dostarcza nam żywotną część odpowiedzi. Szczegóły tego, jak formował się nasz Układ Słoneczny ma ścisłe konsekwencje dla pochodzenia życia na Ziemi – mówi Thomas Henning z Instytutu Astronomii Maxa Plancka i drugi współautor.


Dowody sugerują, że życie na Ziemi zaczęło się po tym, jak meteoryty wpadły do jej ciepłych niedużych zbiorników wodnych. Na zdjęciu widzimy taki właśnie zbiornik na szlaku Bumpass Hell w Wulkanicznym Parku Narodowym Lassen, CA (wg Ben K.D. Pearce z McMaster University)

Iskierki życia – jak mówią autorzy – stworzyły polimery RNA: esencjonalne komponenty nukleotydów, dostarczone przez meteoryty, osiągające potrzebne stężenie w wodach takich akwenów i sklejające się ze sobą jak wody opadały i wznosiły się w czasie cykli wytrącania, odparowywania i osuszania. Kombinacja wilgotnych i suchych warunków była niezbędna do ich syntezy – mówi ich artykuł.

W pewnych przypadkach, jak sądzą uczeni, sprzyjające warunki spowodowały łączenie się tych łańcuchów i nabycia zdolności do replikowania się poprzez przyciąganie innych nukleotydów ze swego środowiska, wypełniając jeden z warunków z definicji życia. Polimery te acz jeszcze niedoskonałe, były w stanie przystosować się po darwinowsku do odmiennych warunków życia.
- To jest ten Święty Graal eksperymentalnego pochodzenia chemii życia – mówi Pearce.

Ta rudymentarna forma życia mogłaby ewoluować do naturalnego powstania DNA, genetycznej matrycy wyższych form życia, które wyewoluowałyby o wiele później. Świat mógłby być zamieszkały tylko przez życie oparte na RNA, póki nie powstałoby DNA.
- DNA jest zbyt skomplikowane, by być pierwszym elementem życia, które się pojawiło – mówi Pudritz tak więc ono musiało zacząć się z czegoś innego, a tym było RNA.

Kalkulacje naukowców wykazały, że sprzyjające po temu warunki istniały w tysiącach stawów i kluczowe kombinacje do formowania się życia były tam o wiele bardziej korzystne, niż u wylotów hydrotermalnych źródeł – gdzie wedle konkurencyjnej teorii życie mogło powstać w szczelinach dna oceanicznego, w których pierwiastki życia zostały zebrane w trakcie erupcji gorącej zmineralizowanej wody. Autorzy powiedzieli, że te warunki nie były sprzyjające powstaniu życia, odkąd formowanie się łańcuchów RNA wymagało suchego i wilgotnego naprzemiennego cyklu.

Kalkulacje także ukazują eliminowanie pyłu kosmicznego jako źródła życiodajnych nukleotydów. Jednakże chociaż ten pył niósł ze sobą potrzebne materiały, to nie były one skoncentrowane do tego stopnia, by wygenerować życie – jak określili to badacze. W tym czasie, we wczesnym okresie istnienia Układu Słonecznego, meteorytów było o wiele, wiele więcej i mogły one lądować w tysiącach małych akwenów niosąc ze sobą podstawowe cegiełki życia, które łączyły się ze sobą w bloki. Pearce i Pudritz planują przedstawienie nowej teorii w przyszłym roku, kiedy Uniwersytet McMastera otworzy Laboratorium Pochodzenia Życia, w którym odtworzone będą warunki środowiskowe sprzed powstania życia.
- Drżymy na myśl, że możemy połączyć wszystkie teoretyczne artykuły, połączyć te wszystkie te kombinacje i uzyskać je w laboratorium – mówi Pudritz.


Opinie z KKK

OK., tylko od razu rodzi się pytanie: gdzie narodziło się to życie, które przyleciało do nas na meteorytach? P.S. Infantylna hipoteza na temat p. Boga mnie nie interesuje. (Daniel Laskowski)

Dobre pytanie i podstawowe. To, że przyleciało z zewnątrz to wg mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości. Kiedy i gdzie powstało, to inna para kaloszy - i tego chyba nigdy się nie dowiemy, gdyby nawet okazało się, że z innego wymiaru - ale jak powstał ten inny wymiar... itd. Trop dobry, ale przedstawiona idea wcale mnie nie przekonuje - absolutnie! Życie musiało przybyć na Ziemię tym "środkiem lokomocji", ale w formie już żywego kompletnego organizmu, reprodukującego się, i mającego zapisany w kodzie genetycznym dalszy scenariusz rozwoju, którego rozgałęziające się etapy uruchamiały się w zależności od zmiany warunków środowiskowych. Za takiego posłańca wystarczyła bakteria... (Avicenna)

W sumie prosta i bardzo przemawiająca do takiego jak ja dyletanta hipoteza. Jedno bardzo mnie zainteresowało. Ile takich planet dużo starszych od Ziemi istnieje? Pewnie niezliczona ilość i co z tego wynika. Tam takie lub podobne życie musiało powstać o tyle wcześniej o ile te planety są starsze od naszej Ziemi. Na zdrowy rozum, jeżeli uda się powtórzyć pewne najprymitywniejsze  procesy powstawania życia w laboratorium, to jesteśmy w "DOMU"!? Jeżeli się nie uda to zawsze pozostaje Stwórca kim by on nie był 😀 😃 😜 (K A ZE K)


A może po prostu życie powstaje w przestrzeni kosmicznej a potem opada na Ziemię w postaci cząsteczek łańcucha RNA i DNA, które potem łączą się już w całość? Taka jakaś Anabis jak z opowiadania A.E. Van Vogta? (Platon)

Więcej na ten temat – Ben K.D. Pearce – „Origin of the RNA: The fate of nucleobases in warm little ponds”, PNAS 2017 – zob. www.pnas.org/cgi/doi/10.1073/pnas.1710339114    oraz  https://phys.org/news/2017-10-evidence-life-earth-meteorites-splashed.html#jCp         


Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz      

niedziela, 20 maja 2012

KSIĘŻYC NIE JEST PUSTY W ŚRODKU



Reiner Gamma - kometa wbita w księżycowy grunt czy wejscie do księżycowego wszechoceanu?
(Foto: NASA)


Galina Sidniewa



Głęboko pod zakrzepłą skorupą Księżyca znajduje się roztopiona skała. Do takich wniosków przywiodły uczonych rezultaty pomiarów, przeprowadzonych przez laboratorium Jamesa Williamsa z NASA. Dokładniejsze pomiary potwierdzają hipotezę, którą astronomowie sformułowali już po zamknięciu programu Apollo.



- Badając „wnętrzności” Księżyca – mówi James Williams, kierownik zespołu naukowców NASA – nie mogliśmy prowadzić badań na miejscu. Musieliśmy zastosować rozmaite, wyrafinowane techniki badawcze, by przeniknąć pod skorupę naturalnego satelity Ziemi.



Wraz ze swymi kolegami, Williams obliczył dla Srebrnego Globu tzw. liczbę Lowe’a. Ten współczynnik nazwany imieniem angielskiego matematyka Augustusa Lowe’a, charakteryzuje stopień deformacji planet lub księżyców pod grawitacyjnym wpływem drugiego ciała niebieskiego. Liczba Lowe’a pozwala na wyciąganie wniosków, co do budowy innego ciała niebieskiego.



Badacze policzyli liczbę Lowe’a dla Księżyca w oparciu o dokładne pomiary laserowymi dalmierzami, i w rezultacie wyszło im 0,0266. Siły ciążenia Ziemi i Słońca (czyli tzw. pływy) deformują - według szacunków Williamsa i jego kolegów – skorupę Srebrnego Globu na około 10 cm. Jeżeli idzie o Ziemię, to liczba Lowe’a wynosi tam 0,3 - co oznacza, że skorupa naszej planety jest deformowana w granicach 0,5 m – taka jest wysokość pływów skorupy ziemskiej.



Rezultaty badań przedstawione na konferencji naukowej w Teksasie, poświęconej badaniom Księżyca i planet, zgadzają się z wynikami obserwacji poczynionych w trakcie realizacji programu Apollo. Uczeni zauważyli, że fale uderzeniowe w księżycowym gruncie tracą swą energię i zanikają na głębokości 1.000 km. Jak sądzi James Williams, zjawisko to świadczy o tym, że we wnętrzu Księżyca w pewnych miejscach znajdują się roztopione skały.



W celu obliczenia liczby Lowe’a przy pomocy techniki laserowej, trzeba było pierwej ustalić odległość do Srebrnego Globu. Promień lasera odbijał się od odbłyśnika laserowego pozostawionego tam przez załogę jednego ze statków Apollo 30 lat temu. Laserowa technika pomiarowa daje szanse na uzyskanie w perspektywie nowych danych – uczeni spodziewają się sprawdzić Teorię Względności Alberta Einsteina.



* * *



Tyle Galina Sidniewa w swym artykule zamieszczonym w „Kalejdoskopie NLO” nr 1-3/2004. Istnienie płynnego wnętrza Srebrnego Globu potwierdziłyby najlepiej istniejące i wybuchające tam wulkany. Niestety – jak dotąd wulkanów tam nie zaobserwowano i nie zaobserwowano żadnej aktywności erupcyjnej. Owszem, widziano coś, co określono jako TLP – krótkookresowe fenomeny księżycowe, ale to wszystko.



A przecież aktywność wulkaniczna miałaby znaczny wpływ na współczesny relief bryły księżycowej. Wybuchy wulkanów, to przede wszystkim emisja dużych ilości gazów – tzw. ekshalacji wulkanicznych: tlenków węgla – CO i CO2, tlenków siarki – SO, SO2, SO3, siarkowodoru – H2S, metanu – CH4, chlorowodoru – HCl, fluoru – F, chloru – Cl i pary wodnej. W takim przypadku, powinniśmy na powierzchni naszego kosmicznego sąsiada obserwować pojawiające się i rozprężające obłoki tych gazów. Tymczasem słabe wycieki dwutlenku węgla i argonu zaobserwowano jedynie w kraterze Alphonse. I to było wszystko...



Po drugie – erupcja wulkaniczna powoduje wyrzut z krateru wulkanu różnych wielkości brył materii – od drobnego pyłu tefry i lapilli do potężnych bomb wulkanicznych o masie kilkudziesięciu kilogramów. Są one wystrzeliwane przez potężne ciśnienie gazów wulkanicznych. Na Ziemi bryły mogą być wyrzucane z prędkością nawet do 3 km/s. Po wybuchu wulkanu Rakata (Krakatau) w 1883 roku, bomby wulkaniczne o objętości 0,5 – 1 m3 spadały w odległości 15 km od centrum eksplozji, zaś mniejsze pociski o wielkości ludzkiej pięści padały w kręgu o średnicy 80 km od epicentrum! Popioły wulkaniczne zostały wystrzelone w atmosferę aż na wysokość 50 km. Przeciętna erupcja wyrzuca je na 20-30 km w górę...



Co to oznacza? Ano to, że średniej mocy erupcja powinna spowodować wyrzut gazów i materiałów piroklastycznych na orbitę wokółksiężycową, co spowodowałoby powstanie pierścienia podobnego do saturnowego, nie mówiąc już o tym, że cała przestrzeń w obrębie układu Ziemia – Księżyc byłaby „zaśmiecona” produktami wybuchów wulkanów, których nie powstrzymałaby żadna atmosfera przed lotem w Kosmos... Proszę nie zapominać, że prędkość ucieczki z powierzchni Księżyca – VII = 2,4 km/s, a zatem po wybuchu wulkanu Krakatau umieszczonego na Srebrnym Globie nasza Ziemia znalazłaby się pod ostrzałem bomb wulkanicznych z Księżyca...



Podobnie jest z wylewami lawy – zakładając, że na Księżycu przebiegają one spokojnie jak na Hawajach, powinna ona płynąć znacznie szybciej i rozlewać się na większych powierzchniach, ze względu na mniejszą siłę ciążenia. Płynna lawa wydziela ekshalacje magmowe, a więc każdy potok lawy powinien być otoczony gorącą „poduchą” gazów wulkanicznych. Tego nie obserwujemy, a zatem wnioski Czytelniku wyciągnij sobie sam.



Być może Księżyc kiedyś był globem wulkanicznym, ale jak dotąd pokrywają go tylko i wyłącznie kratery poimpaktowe. Nie ma w księżycowym krajobrazie charakterystycznych stożków emitujących dymy i frakcje stałe. Znajdują się tam tylko astroblemy i nic nadto. Być może wulkanizm księżycowy ma inny obraz, ale możemy to stwierdzić tylko in situ. A zatem musimy na Księżyc powrócić.



* * *



Słowa te pisałem jeszcze w roku 2004. Przez ten czas wokół Księżyca latały sondy badawcze, które stwierdziły tam obecność izotopu helu - 3He, który w przyszłości może być idealnym paliwem do reaktorów termojądrowych. Poza tym stwierdzono także obecność lodu wodnego w stale zacienionych miejscach księżycowych kraterów. A to może oznaczać jedno – na Księżycu jest woda, a zatem może być…



Nie, nie życie w formie jakiej znamy. Ogromny diapazon temperatur nocy i dnia wynoszący prawie 300°C, wysoka próżnia i co za tym idzie silne promieniowanie UV oraz promieniowanie kosmiczne nie sprzyjają życiu, chociaż na oprawie kamery TV Surveyora-3 znaleziono żywą bakterię zawleczoną tam z Ziemi… No, ale to był zdolny do życia jej przetrwalnik.



A zatem – skoro na Księżycu jest woda w postaci lodu, to pod regolitem księżycowym – którego przewodność cieplna jest 1000 razy mniejsza od przewodności ziemskiego gruntu, mogą być całe oceany wody, choćby w postaci lodu. Jednakże podejrzewam, że na Księżycu może być wody w ogromnych ilościach! Tylko gdzie?



Odpowiedź jest tyle zaskakująca, co prosta: w jego wnętrzu!



Istnieje kilka przesłanek, by tak sądzić. Pierwsza z nich, to pojawiające się tu i ówdzie krótkotrwałe fenomeny księżycowe – TLP. Różnokolorowe plamy, świecące w promieniach słońca obłoki gazów i właśnie pary wodnej mogą świadczyć o tym, że woda znajduje się pod powierzchnią Srebrnego Globu.



Przesłanka druga – niski średni ciężar właściwy skał księżycowych. Na Ziemi wynosi on 5,5 g/cm3. Na Księżycu wynosi on około 3,3 g/cm3. obowiązujące teorie tłumaczą ten fakt tym, że ok. 4,2 – 4,0 GA temu w Ziemię uderzyła planeta Tea wielkości dzisiejszego Marsa. Wybita przez impakt materia wyleciała w przestrzeń kosmiczną i po upływie pewnego czasu na orbicie wokółziemskiej powstał Księżyc. A że w czasie impaktu zostały wyrzucone w przestrzeń kosmiczną najlżejsze skały, to właśnie dlatego ich ciężar właściwy wynosi 3,3 g/cm3. a może to jest tylko część – ta mniejsza – prawdy, która jest zupełnie inna?



Przesłanka numer trzy, to dziwna sejsmika Księżyca. Uderzenia w księżycową powierzchnię meteoroidów czy sztucznych obiektów skierowanych tam przez człowieka powoduje powstanie wstrząsów sejsmicznych, które dosłownie trzęsą powierzchnią Srebrnego Globu, jakby był on pustą skorupą lub balonem, a może… zbiornikiem napełnionym wodą?



Przesłanka czwarta wreszcie – jest nią istnienie na Księżycu pewnych szczególnych obszarów w rodzaju Reiner Gamma (Reiner γ). Jest to dziwna formacja quasi-kraterowa położona na Oceanie Burz nieco na zachód od krateru Reiner, na 7°30’ N – 59° W, a jej średnica wynosi 70 km. Charakteryzuje się ona nienaturalnie wysokim albedo, co sugeruje, że jest ona pokryta szronem z lodu wodnego. Podobne struktury znaleziono na Mare Ingenii i Mare Marginis na zdjęciach wykonanych z statków kosmicznych. Co najciekawsze – struktura Reinier Gamma stanowi silną (jak na Księżyc) anomalię magnetyczną o wartości 15 nT na wysokości 28 km nad powierzchnią Srebrnego Globu. Uczeni przypuszczają, że Reiner Gamma jest strukturą powstałą wskutek impaktu, który utworzył morza księżycowe. Po drugiej stronie tej formacji, na tamtej stronie Księżyca znajduje się wielki krater Ciołkowski. Być może są to jądra komet – które niemal „przestrzeliły” Księżyc i zostały zamrożone w gruncie, a teraz wydzielają na jego powierzchnię resztki wody i gazów, z których były zbudowane…  (zob. Wikipedia - http://en.wikipedia.org/wiki/Reiner_Gamma) Film wykonany przez sondę Kaguya dla JAXA/NHK można zobaczyć na stronie internetowej - http://www.youtube.com/watch?v=b8RdJVRSqig. 



Ale to tłumaczenie wydaje się być ciągnięte za włosy, bo sugeruje, że jądro komety zamiast roztrzaskać się o księżycowe skały, przebija go niemal na wylot i jeszcze zieje resztką gazów. Prawda – jak mniemam jest inna.



Zakładam bowiem, że Księżyc jest prawdziwym „wodnym światem”, który kręci się po wokółziemskiej orbicie od czasów powstania układu planety podwójnej – Ziemi i Księżyca. Nie było żadnego zderzenia, nie było żadnego odrywania czy czegoś równie drastycznego. Księżyc powstał wcześniej niż Ziemi – co jest oczywistym, że jako mniejszy ostygł szybciej i jego skały ostygły już wtedy, kiedy Ziemia była jeszcze czerwona od żaru tu i ówdzie. Księżyc wreszcie zachował wodę w swym wnętrzu, i pod skalną skorupą morze znajdować się cały ocean wody, a może i życie…



Być może ta prawda dotarła do ludzi jeszcze w latach 50., kiedy to planowano zrzucenie na Srebrny Glob głowicy nuklearnej, której wybuch miałby wyrzucić na wysokość wokółksiężycowej orbity obłok księżycowego gruntu, które następnie miałby zabrać na swój pokład krążący po niej orbiter. Takie były plany w ZSRR, a opisał to m.in. prof. Iwan Jefriemow w „Mgławicy Andromedy”. W przypadku przedziurawienia takiego wodnego balonu mogłoby dojść do eksplozywnego uwolnienia się wody z jego wnętrza z niemożliwymi do przewidzenia konsekwencjami!



Mam nadzieję, że zagadka ta zostanie rozwiązana w najbliższym czasie, bo Amerykanie zapowiadają powrót na Srebrny Glob i mam nadzieję, że nie poprzestaną tylko na lądowaniu i pomachaniu flagą.             

                                                                                                       

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –

Robert K. Leśniakiewicz ©