Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/11. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/11. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2016

9/11: Spojrzenie na zbrodnię





Oleg Fajg


W Szwecji zamiast kremacji zwłoki zamrażają w ciekłym azocie, poczym rozbijają na maleńkie części falami dźwiękowymi. Azot liofilizuje te cząstki, co pozwala ziemi na szybkie przerobienie masy organicznej.

Tysiące ludzi straciło życie tego dnia, 11 września, i w Afganistanie zaczęła sie wojna odwetowa. Jednak w tych wydarzeniach jest wciąż wiele zagadek. Opis ich jest pełen nieścisłości, niedomówień i nielogiczności. Bez względu na uczucie trwogi, towarzyszące im okoliczności wciąż rozmijają się z oficjalną wersją, co jest o tyle zrozumiałe, że imperatywy państwowego bezpieczeństwa nie pozwalają władzom USA mówić o wszystkim otwarcie.
Thierry Meyssan – „9/11: Wielkie kłamstwo”[1]


Bojowe stanowiska laserowe


Po każdej rocznicy tragicznych wydarzeń z 11.IX.2001 roku – znane całemu światu jako 9/11 – w Internecie i innych mediach pojawiają się coraz to nowsze hipotezy „największego ataku terrorystycznego na Amerykę”. I dzisiaj (w 2015 roku – przyp. tłum.) konspirolodzy zwrócili się do najdziwniejszej i najbardziej tajemniczej z teorii… 

Wkrótce ją ogłosił jeszcze 10 lat temu główny badacz „rządowego spisku 9/11” francuski dziennikarz i pisarz Thierry Meyssan. Wydając swój bestseller pt. „9/11: Wielkie kłamstwo” wyraził on myśl, że na tle informacyjnego i organizacyjnego chaosu w dniu tragedii, mogłaby się gdzieś zapodziać eksperymentalna platforma magnetotronicznego czy laserowego rażenia celów napowietrznych i naziemnych. Pogłoski o tym, że dziwne pogrubienie na kadłubie Boeinga, który staranował Południową Wieżę WTC, mogłoby być potężnym laserem bojowym, pojawiały się niejednokrotnie. Jednakże zweryfikowanie ich było absolutnie niemożliwe ze względu na utajnienie wszelkich informacji dotyczących prac nad amerykańskimi systemami laserowej broni radiacyjnej – LBR.

Jeszcze stosunkowo niedawno, w amerykańskiej prasie pojawiło się oficjalne oświadczenie Pentagonu o udanych naziemnych próbach LBR mających zwalczać międzykontynentalne pociski  balistyczne - ICBM, przeznaczonej do rozmieszczenia ich na dużych samolotach transportowych i bombowcach strategicznych. W związku z pozytywnym zakończeniem tej naukowo-badawczej części badań nad LBR, Agencja ds. Obrony Antyrakietowej – ABMA – otrzymała od Kongresu USA wielomiliardowe wsparcie finansowe dla jej doświadczalno-konstruktorskiego programu na najbliższe lata.


Eskadra dział laserowych


Dalsze plany Pentagonu, po przyjęciu na uzbrojenie laserowych kompleksów powietrznego bazowania, włączając sformowanie specjalnej lotniczej grupy do ogólnego systemu OPLot. USA. Wedle poglądów amerykańskich ekspertów wojskowych, podobne jednostki „laserowych myśliwców” mogłyby efektywnie niszczyć ICBM w czasie ich lotu do obszaru powietrznego USA, a w idealnym przypadku na odcinku wstępującym ich balistycznej trajektorii. Według tej idei, ta nowa LBR będzie szczególnie efektywna w zwalczaniu rakiet operacyjno-taktycznych średniego zasięgu – MRBM – odpalanych z pokładów atomowych rakietowych okrętów podwodnych – SSBN i SSGN – u wybrzeży USA. Jednakże najbardziej interesującym z wszystkich punktów widzenia wojskowych strategów są projekty niszczenia ICBM przy użyciu LBR. Dlatego właśnie Pentagon poprzez DARPA rozpisał konkurs projektów na wzmocnienie niszczącego działania LBR z 300-400 do kilku tysięcy kilometrów. W tym przypadku, eskadra samolotów-nosicieli „dział laserowych” mogłaby przejść od wałęsania się w odległości kilkuset kilometrów od wyrzutni rakietowych ICBM do patrolowania granic przestrzeni powietrznej np. Rosji. To w zasadzie pozwalałoby na zestrzeliwanie startujące rakiety jeszcze w fazie rozpędzania w neutralnej strefie powietrznej. 

[W praktyce nad krajami graniczącymi z Rosją takimi jak m.in. Polska – dlatego właśnie pomysły w rodzaju tarczy antyrakietowej są tak bardzo niebezpieczne dla naszego kraju, bowiem w opisywanym scenariuszu na Polskę poleci radioaktywny fall-out, który będzie skażał radioaktywnie terytorium naszego kraju – uwaga tłum.]

No a w tym czasie laserowe myśliwce będą znajdowały się dostatecznie daleko i poza zasięgiem rosyjskich WOPK. 

Aktualnie większość państw rozmieszcza swe wyrzutnie rakietowe w głębi swych terytoriów i w otoczeniu silnych zgrupowań OPLot. i WOPK, dlatego istniejące samoloty-nosiciele LBR zostaną niezwłocznie zniszczone. Jednakże postęp naukowo-techniczny w tym obszarze różnorakiego uzbrojenia postępuje bardzo szybko i należy oczekiwać, że już w najbliższym czasie promieniste lub cząsteczkowe systemy obronne będą w stanie zwalczać obiekty orbitalne.


Promienie śmierci wielkiego wynalazcy


W swej książce pt. „Nikola Tesla i jego diabelska broń: największa tajemnica wojskowa USA” znani amerykańscy kryptohistorycy dr Nicolas (Nick) Begich & Jeanne Manning przedstawiają myśl o tym, że wszelkie powodzenie programów Pentagonu w zakresie uzyskania LBR są związane z dawnymi opracowaniami amerykańskiego wynalazcy serbskiego pochodzenia Nikoli Tesli. W latach 20., on właśnie wymyślił kilka wariantów generatorów „promieni śmierci”. Pomiędzy nimi był projekt jakiejś „broni promienistej” zdolnej jakoby przerzucać na wielkie odległości „energetyczny promień”, w którym wraże aeroplany będą się palić „jak motylki w płomieniu świecy”. 

Oboje autorzy uważają, że na podstawie podobnych „promieni śmierci” działał wynalazek Tesli – wielokomorowy, wielokonturowy magnetron. Ten zadziwiający generator promieniowania mikrofalowego dzisiaj rozgrzewa jedzenie w kuchenkach mikrofalowych. Na jego podstawie działają wszystkie radary i potężne stacje radiolokacyjne. Całkiem niedawno pojawiła się informacja o aktywnych magnetronowych promiennikach będących w stanie uszkodzić cała elektronikę na ziemi, w powietrzu. Przy czym w odróżnieniu od „bomb E” (bomb elektronicznych użytych w czasie wojny w b. Jugosławii na początku lat 90. XX wieku – przyp. tłum.) wyłączających dookoła wszystkie elektroniczne urządzenia, magnetronowy promiennik ma działanie kierunkowe. 

Thierry Meyssan wraz ze swym kolegą dziennikarzem W. P. Friedmanem wszechstronnie rozwinął idee tandemu Begich & Manning, opublikowane w bestsellerze pt. „9/11: Spojrzenie na morderstwo”. Według ich poglądów, superwytrzymałe wewnętrzne zbrojenie „bliźniaczych wież” wliczając w to kolumny wykonane z superwytrzymałej stali zostały stopione nie przez płomienie lotniczej nafty, której temperatura palenia się wynosi kilkaset stopni, ale promieniowanie magnetotronowe ówczesnych „dział cząsteczkowych Tesli”. Teoretycznie magnetotronowe promieniowanie rzeczywiście może rozgrzać hartowaną stal do temperatury powyżej 1000°C, zrobić ją miękką i ciągliwą jak plastelinę.


Świadectwa zamierzonego oszustwa


W. P. Friedman przywodzi ciekawe świadectwo pracownika Biura Projektowania i Budowy WTC Franka de Matini’ego, który zaginął bez wieści 11 września. W wywiadzie dla reportera CNN na kilka miesięcy przed tragedią Martini na zapytanie o odporność „bliźniaczych wież” na huragany tak odpowiedział:
- Konstrukcja wewnętrznych ścian tych drapaczy chmur przypomina moskitierę z gęstym splotem, i nawet kilka pasażerskich stratolinerów mogłoby przebić te ściany jak ołówki. Do tego one nie byłyby w stanie uszkodzić stalowego szkieletu środkowej części wieżowców. „Bliźniaki” można porównać do drzew, wewnątrz których jest mnóstwo włókien. Jak drzewo się zgina, to wewnętrzne powiązania tychże włókien zmuszają pień do powrotu na poprzednie miejsce. 

Poglądy de Marini’ego potwierdza w pełni fizyk inż. Steven Jones Uniwersytetu Brighama Younga (Provo, UT). Obliczenia prof. Jonesa dokładnie pokazują, że do tego by wieże WTC się złożyły – jak „na załączonym obrazku” – ich wewnętrzna konstrukcja w kształcie wysokoodpornych stalowych kolumn umieszczonych w sercu budynku, powinna była się przeciwstawić każdemu czynnikowi niszczącemu. Np. mocnym impulsom promieniowania mikrofalowego…


Teoria spisku 9/11


Meyssan, Begich i Manning w celu udowodnienia swej „teorii spiskowej” przywodzą wiele zapisów wideo i zdjęć zrobionych w czasie „ataku” Boeingami na „bliźniacze wieże”. Tak więc po pierwsze – na kadłubach Boeingów można zobaczyć jakieś dziwne wypukłości niespotykane na seryjnych samolotach. Po drugie – uderzenie w Wieżę Południową było niezbyt precyzyjne, tak że część paliwa wypłynęła na zewnątrz. Tym niemniej jako pierwsza runęła właśnie Wieża Południowa…

Wychodzi na to, że pożar w Południowej Wieży nie był takim silnym, jak w Wieży Północnej, ale ona runęła o godzinie 09:59 EDT/15:59 CEST, w 56 minut od zderzenia, a potem Północna Wieża obróciła się w ruinę o godzinie 10:28 EDT/16:28 CEST. 

Oficjalna wersja tych wydarzeń mówi o tym, że stalowe wzmocnienia zostały uszkodzone przez wysoką temperaturę, którą wywołał pożar lotniczej nafty, której wielka ilość wlała się do wewnątrz budynków. Potem pozbawione podstawy górne piętra zaczęły wywierać nacisk na niższe, wywołując tym samym „pionowy efekt domina”. 

W charakterze dowodu przytoczono tutaj opinię eksperta od materiałów budowlanych z MIT – prof. dr Thomasa Eagara. Prof. Eagar uważa, że w tak złożonych warunkach stal konstrukcyjna środkowych kolumn drapaczy chmur nie mogła się nagrzać bardziej, niż do temperatury +650°C  tracąc przy tym mniej niż połowę swej wytrzymałości. 

Jego oponenci dowodzą, że nawet utraciwszy połowę wytrzymałości, obie Wieże nie mogły runąć po dziesiątkach sekund, praktycznie prędkością swobodnego spadania. Przecież przy konstrukcji wieżowców WTC był założony trzykrotny zapas bezpieczeństwa! 

Do tego obie bliźniacze wieże tak szybko i akuratnie „złożyły się”, jakby ktoś niewidzialnym nożem poprzecinał stalowe kolumny w wielu miejscach… 

Przypomina to na pewien sposób stary radziecki film pt. „Hiperboloida inżyniera Garina”, w którym „termiczny promień” niszczy budynki. Poza tym można tu przypomnieć i dziwną historię o „instalacji wysokoprądowej” akademika P. Ł. Kapicy. Znajdując się w niełasce po kłótni z Berią pisał on o wynalezionych przez niego przyrządach „nigotron” i „płantitron”, które byłyby w stanie zestrzeliwywać „radiofalowym promieniem” samoloty. Adresatami tego listu byli członkowie rządu i sam Stalin. A u podstawy „promienistych dział Kapicy” był wciąż jeden i ten sam „magnetron”…


Moje 3 grosze




Zawsze zdumiewa mnie jedna rzecz – całkowita i absolutna omnipotencja i geniusz Nikola Tesli. No i zasłona tajemnicy, jaka okrywa jego wynalazki. Dziwi mnie jeden fakt, a mianowicie: gdyby Amerykanie rzeczywiście posiadali te wspaniałe wynalazki, które ponoć Tesla wymyślił w przypływie geniuszu, to przecież by je zastosowali. I nie pomoże tutaj opowiastka stronników STD głosząca, że wynalazki są, ale różne grupy nacisku lobują przeciwko nim, bo to kopalnie poniosłyby straty, a to energetyka by padła, bo energia byłaby za darmo, bo to groziłoby masowe bezrobocie, bo to coś-tam-jeszcze… 


To nie tak. Jak dowodzi tego historia USA, Amerykanie w swym dążeniu do panowania nad światem wykorzystują każdą myśl techniczną, i na pewno nie daliby zgnić genialnym pomysłom Nikola Tesli w jakichś archiwach. Coś takiego jest możliwe w Polsce, gdzie króluje religijna błazenada i pseudopatriotyczne oszołomstwo, a nie w Stanach Zjednoczonych, gdzie każdy wynalazek natychmiast przerabia się na brzęczącą monetę. Po prostu Amerykanie są praktyczni i pragmatyczni, dlatego prędzej czy później te ponoć tak genialne wynalazki znalazłyby swe zastosowanie.


To raz, a po drugie znalazłyby zastosowanie militarne. A skoro tak, to na pewno byłyby one wykradane przez radziecki wywiad wojskowy, czyli GRU. Przypomnijmy sobie, jak to było z Projektem Manhattan. W samym sercu Projektu Rosjanie mieli uplasowanych kilku agentów, nie mówiąc już o laboratoriach brytyjskich czy japońskich. O niemieckich nie wspominam, bo to jest oczywiste. I teraz – jak chce tego Bogusław Wołoszański – Rosjanie szpiegowali Amerykanów, a Niemcy szpiegowali Rosjan. W rezultacie Niemcy już w latach 1944-45 mieli trzy bomby atomowe (litościwie nazwane „urządzeniami jądrowymi” czy „nuklearnymi”), które zdetonowali w trzech miejscach Rzeszy, natomiast Rosjanie do swojej doszli dopiero w 1949 roku. Gdyby nie zapaść hitlerowskiej gospodarki, to Niemcy mogliby zastosować broń A (a kto wie czy nie H) przeciwko ZSRR już w I połowie 1945 roku. A to zmieniłoby tok wojny…


Co to ma do Tesli i jego „superwynalazków”? A to, że gdyby Amerykanie nad nimi pracowali, to GRU prędzej czy później wpadłoby na ich trop i przekazało te informacje do Moskwy. Naziści korzystając ze swego komputera do dekryptażu radzieckich depesz na pewno by się tym dowiedzieli, z wiadomymi skutkami. Tymczasem po czymś takim ni słychu ni dudu…

No chyba, że Niemcy jednak coś przejęli i to na tyle ciekawego, że postanowili nad tym popracować w podziemiach Książa i Gór Sowich. Na szczęście Rosjanie im w tym przeszkodzili i do stworzenia superbroni nie doszło. 


Na szczęście dla całego świata!


Opinie z KKK


Robert, dobrze podsumowałeś "tajemnice" Tesli. Mam podobne zdanie na ten temat, po prostu facet potrafił robić show z prostych zjawisk elektrotechnicznych (dobrze rozumiał odkryte zjawiska). Sprzyjał mu też ogólny poziom ówczesnej nauki i poziom wiedzy statystycznego człowieka, dla którego była to prawdziwa magia - i tak narodziła się legenda Tesli. Na pewno na uwagę i szacunek zasługuje jego twórczy niepokój i "żyłka" do wynalazczości. Gdyby żył współcześnie można by rzeczywiście oczekiwać od niego genialnych wynalazków. Zaś wszystkie teorie spiskowe na temat 11.09 zaczynają żyć swoim innym życiem, dokładnie tak, jak katastrofa smoleńska - i tego nikt nie zatrzyma. (Avicenna)

*

Tesla na pewno był niekonwencjonalnym człowiekiem i wynalazcą, ale to, co przypisują mu ufologiczne oszołomy jest grubą przesadą. Owszem – uzyskał 300 patentów na swe wynalazki, ale nie były one tak rewelacyjne, jak to chcą jego fani. A już na pewno nie były to bronie falowe czy cząsteczkowe.

Sytuacja z Teslą przypomina mi nieco ufokatastrofę w Roswell i to, co z niej zrobił niejaki płk Corso. W jego książce czytamy, że gdyby nie technologie Obcych, to nie mielibyśmy ani laserów (więc kto je wynalazł: Obcy czy Tesla???) półprzewodników, tranzystorów (mamy teraz obwody o wysokiej integracji też od Obcych czy Tesli???) itd. itp. – jednym słowem, gdyby nie rozbity spodek w okolicy Roswell, to nie byłoby całej współczesnej technologii. Głupota goni głupotę, ale ludzie wierzą w te brednie – bo chcą w nie wierzyć. 

To tak jak z HAARP: lepiej zwalić winę za wszystkie choroby na HAARP niż na to, że nie przestrzegamy zasad higieny, lekceważymy pierwsze objawy jakichś infekcji, nie leczymy zepsutych zębów, a potem jęczymy, że nas bolą… No i oczywiście winien jest HAARP! – no bo przecież my jesteśmy OK. … (Arystokles)


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 43/2015, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego – ©Robert K. Leśniakiewicz                                  


[1] W oryg.: „La gran impostura” (Madryt, 2002), „The Big Lie” (Londyn, 2002).

piątek, 24 stycznia 2014

ZIELONE JABŁKO NA CELOWNIKU (4)

 
Samolot-pocisk trafia w Południową Wieżę



Domki z kart


W pierwsze dni przedstawiciel biura projektującego wieże WTC – inż. Frank de Martini – oświadczył, że wieże WTC nie mogły zostać zrujnowane przez zderzenie samolotem: te drapacze chmur budowano z ogromnym zapasem bezpieczeństwa. Komisja rządowa twierdziła, że impakt stał się pierwszym impulsem do rujnacji – resztę załatwił szalejący pożar. Ale stal zaczyna się topić przy temperaturze >1500°C. Nafta lotnicza płonie wydzielając o wiele niższą temperaturę. Wychodzi na to, że w Nowym Jorku zbudowano jakieś domki z kart – w rezultacie pożaru wewnętrzny szkielet nośny budowli osłabł i 110 pięter zleciało jedno na drugie.

Ale pożar szalał tylko na trafionych piętrach i rozprzestrzeniał się powyżej nich. Naoczni świadkowie zauważyli, że języki płomieni były jaskrawoczerwone i że walił czarny dym – a to wskazuje na palenie się materiałów palnych przy deficycie tlenu. Wszyscy, którzy zdołali uciec twierdzą, że na 74. piętrze pracowały elektryczne urządzenia, wentylatory, windy, a pożar w rażonej strefie był słabym.

Ponadto zrujnowanie każdej z ponad czterystumetrowych wież nie trwało dłużej niż 10 sekund. One złożyły się do środka, jak w przypadku wybuchu kierunkowego. Zauważmy przy tym, że z wysokości 400 m każdy przedmiot spadający swobodnie potrzebuje na to 10 sekund.





Pożar, fragmentacja i rujnacja wież WTC




Tylko biznes?


Zrozumiałe jest to, że zrujnowanie trzech z siedmiu budynków kompleksu WTC z prędkością swobodnego spadania zrodziło masę teorii spiskowych. Mówiło się o tym, że amerykańskie służby specjalne otrzymały ostrzeżenia o szykującym się akcie terroru – z Niemiec, Rosji, Izraela a nawet z Pakistanu!

Izraelczycy na ten przykład uprzedzili przedstawicieli swoich firm i biur rozmieszczonych w wieżach. Ta właśnie informacja przedostała się do prasy. Ale wersja, wedle której pracownicy CIA po prostu trwali bezczynnie, mało kogo usatysfakcjonowała. Tak właśnie narodziła się teoria o kontrolowanym, kompleksowym wyburzeniu budynków WTC.

Pod koniec lat 90., kompleks ten stał się zbytecznym i na kilka miesięcy przed zamachem zmienili się jego właściciele. Była to firma związana w ex-prezydentem George Bushem Sn. i współpracowała ona z CIA.

Zmodernizowano tedy konstrukcje nośne obu wież i ich ochronę przeciwogniową. Nowa ognioodporna warstwa zawierała termit, co w przypadku pożaru powodowało stopienie konstrukcji nośnych. Wielu pracowników biur WTC słyszało jakieś dziwne szumy i stuki na piętrach technicznych.

[Termit jest to mieszanina glinu (Al) i tlenku żelaza (Fe2O3 i Fe3O4), która spala się wydzielając ogromną ilość ciepła. Temperatura reakcji sięga nawet +3000°C, co tłumaczy osłabienie nośnej struktury stalowej budynków WTC – uwaga tłum.]

W czasie pożaru ludzie słyszeli jakieś wybuchy, które miały miejsce w wieżach. Wybuchy te odpowiadały dynamice rozpadania się budynków. Obraz katastrofy przede wszystkim przypomina kontrolowane wyburzenie, kiedy to ukierunkowanymi wybuchami „dobija się” osłabioną konstrukcję nośną budynku i konstrukcja składa się do wewnątrz.

A co, jeżeli te tajemnicze stuki na technicznych piętrach były odgłosami zakładanych ładunków wybuchowych? A po uderzeniach samolotów i powstałego pożaru, uruchomiono tylko mechanizm detonacyjny.

Ponadto w budynkach WTC znajdowało się wiele kosztowności – zarówno w pieniądzach jak i w szlachetnych kruszcach. Wszystkie one „wyparowały” w tajemniczy sposób. Właściciel kompleksu i właściciele przepadłych aktywów otrzymali odszkodowania, zaś rząd USA pretekst do wtargnięcia do Afganistanu.


Próba przewrotu


Będący w rezerwie wojskowi odnotowali dziwne rzeczy w resortach siłowych w dniu 11 września. Zamach był przeprowadzony jako atak z powietrza, ale alarm podniesiono taki, jak w przypadku odparcia jakiejś wrogiej operacji desantowej. Busha Jn. przez pół dnia wożono od jednej bazy wojskowej do drugiej, przedłużano postoje prezydenckiego samolotu ze względu na niebezpieczeństwo ataku naziemnymi środkami PLOT. Było to co najmniej dziwne i dziwne były środki bezpieczeństwa.

Sam Bush oświadczył, że dowiedział się o ataku na Południową Wieżę, kiedy widział zapis ze staranowania Północnej. Jednakże taki zapis oficjalnie nie istnieje. Czy oznacza to, że służby specjalne filmowały cały przebieg wydarzeń od samego początku??? – i mogły one pokazać ten „horrorek” prezydentowi, żeby zabrać go z miejsca pobytu (w tym czasie był on na Florydzie – przyp. tłum.) I nie wiedzieć czemu, Air Force One leci na małej wysokości od bazy do bazy, zaś w tym czasie Bush przemieszcza się w opancerzonym samochodzie, obawiając się ognia snajperów. I w rezultacie czego nie znajduje się on w jednym ze sztabów antykryzysowych, ale w bazie Offute, skąd prowadzi się koordynację nuklearnych sił strategicznych USA.

Cała ta dziwna sytuacja i nienormalne środki ostrożności wskazywałyby na to, że zamachy 11 września nie obeszły się bez uczestnictwa amerykańskich służb specjalnych i wojskowych. Tenże Thierry Meissan twierdzi, że miała miejsce próba dokonania przewrotu i wyeliminowania Busha Jn., który zamierzał ciąć wydatki na armię. I oczywiście jest czymś logicznym, że taka próba się nie powiodła – w USA jest sporo siłowych struktur i dogadać się wszystkim ze sobą jest niemożliwe. Wygląda na to, że jedni chcieli pozbyć się Busha młodszego, a zaś inni go ratowali, a ofiarami tej politycznej awantury – jak zwykle – stali się zwykli, niewinni ludzie.


Moje 3 grosze


Wszystko to brzmi nierealnie, ale kiedy bliżej przyjrzymy się faktom, to już to takie nierealne nie jest. Faktycznie – istnieje wiele znaków zapytania i wydaje się, że ten francuski dziennikarz ma sporo racji. Dlatego wcale się nie dziwię czytając takie informacje, jak te zawarte w materiale Pana Marcina Szerenosa - http://wszechocean.blogspot.com/2014/01/co-sie-dzieje-w-usa.html - a w którym opisuje się niektóre dziwne działania organizacji FEMA. Być może FEMA stanowi coś w rodzaju gwardii prezydenckiej, która ma za zadanie bronić go w przypadku jakiegoś rozgałęzionego spisku czy puczu wojskowego? Wydaje się, że teorie spiskowe zaczynają się realizować na zasadzie samospełnienia, tak jak stało się w przypadku ataku na Nowy Jork w dniu 11 września 2001 roku…   


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 36/2013, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©   

czwartek, 23 stycznia 2014

ZIELONE JABŁKO NA CELOWNIKU (3)

Kontynuację tego tematu stanowi ciekawy materiał Borysa Szarowa o tajemnicach zamachu na WTC i Pentagon, który ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „Tajny XX wieka”, a z którym chciałbym zapoznać moich Czytelników:                   

Atak na Południową Wieżę WTC


Swobodne spadanie Ameryki


Borys Szarow


Po tym ataku niektórzy naoczni świadkowie, żeby nie wracać do strasznych wspomnień, wyprowadzili się z Nowego Jorku. Wyjaśniło się, że wielu pracowników WTC nie wypuszczono z pracy nawet wtedy, kiedy zawaliła się Południowa Wieża…

Rankiem, dnia 11.IX.2001 roku, 19 islamskich terrorystów najprawdopodobniej związanych z Al-Kaidą (Al-Quaedą) porwali cztery pasażerskie stratolinery nad terytorium USA. Oni przejęli sterowanie boeingami i skierowali je na wyznaczone obiekty. Ofiarami ataku stało się 2977 osób – obywateli USA i jeszcze 91 krajów. W odwet prezydent USA George W. Bush Jr. ogłosił krucjatę przeciwko islamskim terrorystom. Afganistan, Irak, a potem Libia, Egipt i Syria – akcje odwetowe przyniosły dziesiątki jak nie tysiące ludzkich ofiar.


Terrorysta # 1


Dwa samoloty zostały skierowane w dwie bliźniacze wieże WTC – World Trade Center - Światowego Centrum Handlu w Nowym Jorku. WTC był kompleksem z rodziny najwyższych budynków świata, otwartym w 1973 roku. Jego dominantami były dwa 110-piętrowe wieżowce: Północna Wieża o wysokości 417 m i Południowa Wieża o wysokości 415 m. Pierwszy „pocisk” uderzył w Północną Wieżę o godzinie 08:46 EST, pomiędzy 94. a 98. piętrem. Ona rozpadła się po pożarze, który trwał 102 minuty. Drugi samolot uderzył w Południową Wieżę o godzinie 09:02 EST, a po 56 minutach ona także runęła. Już wieczorem rozpadł się jeszcze jeden budynek kompleksu. Trzeci samolot uderzył w budynek Pentagonu, zaś czwarty spadł na pola Pensylwanii…

Schemat ataku na wieże WTC i rozlot szczątków samolotów-pocisków

Kompleks WTC i jego zniszczenia

Schemat trafień obu wież WTC przez samoloty-pociski

W kontekście oficjalnego śledztwa mówi się, że ognioodporna ochrona stalowej konstrukcji nośnej wieżowców została uszkodzona w wyniku pierwszego uderzenia samolotów. Pożary osłabiły konstrukcję utrzymującą podłogi, w rezultacie czego wygięły się i zapadły do wewnątrz. Osiadające piętra stały się zbyt wielkim ciężarem dla wewnętrznych kolumn, które wygięły się do środka. Tak jak kolumny nośne były nadwątlone pożarem i w rezultacie tego nie były w stanie utrzymać konstrukcji budynku.

Po tragedii rząd amerykański obwołał przywódcę Al-Kaidy – Usamę ben-Ladena terrorystą nr 1. Prawdę powiedziawszy, po śmierci z rąk amerykańskich komandosów, nie został on zamordowany w odwecie za 9/11, ale za późniejsze zamachy. Także sam ben-Laden przyznał się do zamachu w 2005 roku, i nie odwołał swoich słów.


Atak cieni


Bez dowodów sprawa jest nieważna. Jeden z nich to „instrukcja dla terrorysty” znaleziona przez specsłużby USA w walizce z rzeczami należącymi do Mohameda Atty – przywódcy grupy terrorystów, w samochodzie pozostawionym na lotnisku im. Dullesa przez Naufa Alfazmiego i wśród szczątków samolotu, który spadł w Pensylwanii.

Oczywiście jeden terrorysta mógł zapomnieć swej instrukcji w całym zamieszaniu – wszak szedł on na pewną śmierć, ale jak wytłumaczyć to, że kartka papieru nie spłonęła w katastrofie lotniczej? I po co Atta w misję samobójczą wlókł ze sobą walizkę z rzeczami? I co już jest zupełnie niezrozumiałe, jakim sposobem w ruinach wieży pozostał nietknięty paszport Atty?

Tekst instrukcji jest pełen amerykanizmów i wygląda na fałszywkę. Muzułmanie nie wzniecają „powstań” „w imię Boga, moim i mojej rodziny” i nie mają nadziei „twarzą w twarz spotkać się z nimi i zrozumieć go na 100%”. Jeżeli już coś to było, to protestacyjna agitka dla Zielonych Beretów.

Ale najdziwniejszy ślad fałszowania prawdy odkrył francuski badacz Thierry Meissan. Dowiódł on, że Abuaziz Alamari, Mohamed Alsheri, Salem Alhazmii i Said Alghamri przez kilka lat po tragedii mieszkali w Arabii Saudyjskiej, a Valid Alsheri – w Maroku!

Wielu nie jest w stanie pojąć tego, jak można było przygotować przyszłych terrorystów do przeprowadzenia tak skomplikowanej operacji. Żeby porwać ogromny samolot i poprowadzić go do stosunkowo niewielkiego celu w centrum miasta trzeba być wykwalifikowanym pilotem.

Meissan przypuszcza, że samoloty, które uderzyły w wieże WTC, były naprowadzane przez radiolatarnie, które rozmieszczono tam wcześniej. Rozpiętość skrzydeł Boeinga 737 wynosi 47 m, zaś szerokość wieży – 63 m. Lecąc z prędkością 700 km/h, przy naprowadzaniu ręcznym samolotu łatwo o nietrafienie w cel. A tymczasem niektórzy nowojorscy radioamatorzy odnotowali w momencie katastrofy dziwne sygnały, które mogły być wysłane przez radiolatarnie.

[Obydwa samoloty trafiły niemal idealnie w cel uderzając w środek ściany tak, by spowodować jak najwięcej zniszczeń mechanicznych powstałych w czasie impaktu i następnie wlanie się oraz zapłon paliwa lotniczego, którego były pełne zbiorniki tych samolotów. Głównym czynnikiem rażenia był przede wszystkim ogień, który spowodował osłabienie konstrukcji i zawalenie się obydwu wież – uwaga tłum.]

Ale co się stało z gmachem Pentagonu? Uderzenie poszło w fasadę pomiędzy I a II kondygnacją. Jednak terroryści powinni rozumieć, że trafienie samolotem w dach o powierzchni >100.000 m² jest nie tylko prostsze, ale i efektywniejsze w skutkach niszczących, niż taranowanie fasady.

Zniszczenia wywołane uderzeniem samolotu-pocisku w gmach Pentagonu. Jak widać z rysunku, uszkodzeniu i częściowemu zniszczeniu uległy pierścienie D i E Dowództwa US Navy. Zniszczenia te zostały wywołane poprzez: 1 - bezpośrednie uderzenie samolotu, które skosiło kolumny na 1. i 2. piętrze; 2 - pożar spowodowany przez zapłon paliwa lotniczego samolotu oraz 3 - zniszczenia spowodowane przez wodę, której użyto do gaszenia pożaru.


[Pentagon ma kształt pięciokąta – stąd nazwa – który jest pusty w środku – vide foto i składa się tak naprawdę z pięciu pierścieni, a uderzenie w dach samolotem Boeing 757 spowodowałoby jedynie zniszczenie w najgorszym wypadku jednego z pięciu bloków, pięciu pierścieni go tworzących, więc efekt byłby podobny do osiągniętego przez terrorystów. Faktycznie zostały zniszczone impaktem jedynie fragmenty pierścienia D i E w sekcji Dowództwa Marynarki Wojennej. Pojawiła się dziwna hipoteza głosząca, że to nie był samolot, ale pocisk odrzutowy AGM-129 ACM Cruise, który uderzył w ścianę Pentagonu. Hipoteza ta ma ten mankament, że nie wyjaśnia, co stało się z czwartym porwanym samolotem i nie wyjaśnia, dlaczego nie doszło do eksplozji konwencjonalnej głowicy bojowej pocisku, zawierającej 130 kg konwencjonalnego materiału wybuchowego, albo głowicę nuklearną W80 o mocy 5 – 150 kt TNT, pomijając już rozmiary samych zniszczeń budynku Pentagonu spowodowane przez samolot, które musiałyby być mniejsze w przypadku trafienia go Cruise’em…  – uwaga tłum.] 


CDN.

środa, 22 stycznia 2014

ZIELONE JABŁKO NA CELOWNIKU (2)


Kto winien?


W przypadku ataku na Nowy Jork ewidentną winę ponoszą wszystkie amerykańskie służby specjalne, które po prostu zlekceważyły sygnały o planowanym zamachu, które napływały od służb specjalnych NATO i innych krajów sprzymierzonych z USA. Odpuszczono śledztwo w sprawie zamachów na amerykańskie ambasady w kilku krajach afrykańskich i na niszczyciel USS Cole zakotwiczony w jednym z jemeńskich portów, a nic tak nie rozzuchwala ludzi Wschodu, jak właśnie zlekceważenie popełnionego przez nich przestępstwa. Do nich przemawia siła i jedynie siła. Wszelkie próby negocjacji traktują oni jako słabość czy wręcz uległość wobec siebie, co starają się wykorzystać. To znam akurat doskonale z mej granicznej praktyki, gdzie największe kłopoty sprawiali nam przybysze zza wschodniej granicy... To raz.

Po drugie: polskie, słowackie i inne służby graniczne informowały na bieżąco agendy rządowe o kontaktach Irakijczyków z Rosjanami na terenie Polski, Słowacji i innych krajów Europy Centralnej, które nasiliły się po wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Co ciekawe - Irakijczycy ci mieszkali na stałe w krajach byłej SFRJ, a szczególnie w Serbii. Teraz rozumiem, dlaczego wojska USA i NATO tak obawiały się nuklearnego przeciwuderzenia ze strony wojsk Slobodana Miloševićia lub bojowników z albańskiej UÇK - wszak obie strony konfliktu miały możliwości pozyskania broni nuklearnej z byłego ZSRR i nie szczędziły na to ani sił, ani pieniędzy!...

Winę ponosi także rząd USA za swoją politykę - a raczej za jej brak w tym regionie. Po wypędzeniu stamtąd Rosjan, Amerykanie pozostawili Afgańczyków samym sobie - powstało państwo wykoślawionego, spotworniałego islamu - którego europejskim i chrześcijańskim odpowiednikiem mogłaby być Hiszpania za czasów apogeum terroru Świętej Inkwizycji. Jest to sztandarowy, wręcz akademicki przykład na to, że krótkowzroczność mści się srodze - dokładnie tak, jak to miało miejsce w Europie w latach 1939-49, kiedy to Ameryka sprzedała Polaków, Słowaków, Czechów, Bułgarów, Węgrów i inne narody Europy Środkowej Związkowi Radzieckiemu, w zamian za własne - iluzoryczne zresztą - poczucie bezpieczeństwa. Również bombardowanie otwartych miast libijskich - Trypolisu i Benghazi - w 1981 roku na rozkaz Ronalda Reagana stało się jednym z gwoździ do trumny procesów pokojowych na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Ameryka jest tam uważana za światowego żandarma - i słusznie...

Ostrzeżenia wysyłały także gwiazdy, co udowodnił dr Leszek Weres, ale kto tam wierzy astrologom!? Nawet gdyby ostrzeżenia swe opublikowali, to i tak żaden wojskowy czy polityk nie wziąłby tego na serio...

I wreszcie zlekceważono ostrzeżenia znakomitych pisarzy, którzy tak jak Tom Clancy przewidzieli możliwość bezkolizyjnego przeniknięcia terrorystów do Stanów Zjednoczonych i dokonania aktu zmasowanego terroru. W powieści „Suma wszystkich strachów” terroryści z Bliskiego Wschodu, przy pomocy zbuntowanego Indianina, podkładają bombę wodorową na stadionie Skydome w Denver. NB, bombę tą zbudował enerdowski naukowiec z izraelskiej bomby atomowej, radzieckiej i amerykańskiej elektroniki, w laboratorium w Syrii, na potrzeby palestyńskiego Hamasu. Straszliwa eksplozja zmiata z powierzchni ziemi pół miasta i omal nie staje się przyczyną wybuchu III Wojny Światowej... Powieść Toma Clancy’ego może okazać się o tyle jeszcze prawdziwsza, że kolejny atak na Amerykę i kraje NATO może być atomowy - Rosjanie nie mogą się doliczyć ponad 100 walizkowych ładunków atomowych o mocy do 20 kt TNT każdy - a 20 kt TNT, to mniej więcej tyle, ile Amerykanie zrzucili na Hiroszimę i Nagasaki... Te „zagubione” ładunki atomowe mogą się znajdować w Afganistanie czy gdziekolwiek indziej na Bliskim Wschodzie. Może je mieć Husajn Saddam - dyktator Iraku - i wykorzystać je w kolejnej Pustynnej Burzy! Pisze m.in. o tym znany polski dziennikarz, badacz UFO i tajemnic naukowych III Rzeszy oraz krajów Trzeciego Świata - Igor Witkowski w „Supertajnych broniach islamu” (Warszawa 2000). Spotkania wysłanników Saddama ze sfrustrowanymi naukowcami z byłego ZSRR i innych krajów socjalistycznych odbywały się m.in. na terenie Polski w latach 1989-92.

Atak bronią biologiczną - konkretnie bakteriami wąglika - Bacillus anthracis - przeprowadzany przy pomocy tak niezwykłego wektora, jakim jest poczta dowodzi tego, że nie mogła tego sposobu walki wymyślić obłąkana religią, półnaga, fanatyczna grupka koczowników, a specjaliści od broni biologicznej, a takich wielu zostało bezrobotnych po rozpadzie ZSRR... - a skądinąd wiadomo, że w ZSRR pracowało się nad produkcją i rozwojem tego środka masowego rażenia, wskutek czego zmarło tam co najmniej 2000 osób. Dziś patrząc na to wszystko, zastanawiamy się, czy epidemia wirusa gorączki krwotocznej Ebola w Afryce, nie została spowodowana przez ludzi związanych z al-Quaedą? Nie zapominajmy, że jednym z ognisk Eboli był Sudan, w którym znajdowały się bazy terrorystów islamskich, i w którym mogą znajdować się laboratoria biologicznej BMR ben-Ladena i Saddama... Jak wykazała praktyka tej wojny - bakterie wąglika czy wirusy Ebola można było łatwo skraść w Stanach Zjednoczonych czy Rosji, a fabryki farmaceutyczne, które przysłano do krajów trzeciego świata w ramach pomocy humanitarnej można było bardzo łatwo przestroić na produkcję zjadliwych szczepów bakterii i wirusów. Wprawdzie okazało się, że wąglikiem atakował jakiś sfrustrowany uczony amerykański, ale wcale nie znaczy to, że terroryści nie użyją tego sposobu, by zaatakować Europę?... I chociaż - podobno - wąglika rozsyłał jakiś niedowartościowany popapraniec z tytułem doktora przed nazwiskiem, to nie wiadomo do końca, kto naprawdę za nim stał. Na pewno nie UFO.

Następnym wizjonerskim popisem była książka znanego amerykańskiego pisarza powieści awanturniczo-sensacyjnych Clive’a Cusslera pt. „Cerber” (Warszawa 2001), w którym terroryści zamierzali zniszczyć Manhattan - ze szczególnym uwzględnieniem WTC - przy pomocy zdetonowanego w tamecznym porcie superzbiornikowca z propanem-butanem... Oczywiście zamach udaremnił bohater jego wielu powieści - Dirk Pitt.

Już w dwa dni po tragedii na Manhattanie, tysiące ludzi dostało do swych skrzynek odbiorczych e-mail z proroctwem Nostradamusa, w którym mówiło się o wybuchu niszczycielskiej wojny od wydarzenia na Manhattanie. Jednakże prawdą jest, że w Internecie krążyły aż cztery wersje tej samej przepowiedni.

Najbardziej koresponduje z tymi wydarzeniami tekst z „Centurii” VI, 97 - którego pierwszy wers mówi o wrześniu 2001, zaś określenie 45 stopni interpretowano jako szerokość geograficzną miejsca zdarzenia. Problem w tym, że Nowy Jork leży na 41oN i Nostradamus nie wiązał z tym faktem żadnej wojny... Tak czy owak, gros z tych bredni, które ukazały się w sieci, jest zwykłymi apokryfami. Najgłupszym chyba pomysłem jest ten, który wskazuje na programistów z Microsoftu, jako podżegaczy do dokonania tej zbrodni, bowiem pisząc w Wordzie wyrażenie Q33NY po przekonwertowaniu go na Wingdings otrzymujemy jako: Q33NY - czy to nie przednia brednia??? Ciekawe, że nie było tam żadnego numeru lotu z porwanych samolotów: AA077 (AA077), AA011 (AA011), UA093 (UA093) czy UA175 (UA175)!... 





UFO obserwujące przebieg zamachu na WTC?



Syndrom Titanica?



A zatem winna jest sama Ameryka, z jej obłąkańczą manią ukazywania się światu, jako kraj powszechnego dobrobytu i zarazem efekt totalnego spisku. Spiskowa Teoria Dziejów - tak bezlitośnie eksponowana i eksploatowana przez Hollywood obróciła się wreszcie przeciwko swym twórcom. Kolejnym ostrzeżeniem był precel w gardle prezydenta Busha jn. I wspaniałe limo pod okiem. Taki ślad pozostawia także dobrze uplasowany prawy sierpowy pod prezydenckie lewe oko...

Dla nas te wszystkie okropne wydarzenia stanowią coś, co można określić „syndromem Titanica” - bo od tragedii Titanica zaczął się wiek XX, tak wiek XXI zaczyna się tragedią na Manhattanie. Cios przyszedł znienacka, jak grom z błękitnego nieba. Podobnie było z Titanicem, który tonął na spokojnym morzu, w chłodnym blasku gwiazd. Implikacje polityczne i gospodarcze zatonięcia Titanica są porównywalne z tymi, które dzieją się na naszych oczach. Zrujnowane budynki i prawie 5.000 ludzi zabitych, rannych i poszkodowanych, miliony ludzi na całym świecie, którzy przeżyli szok, kiedy okazało się, że Ameryka wcale nie jest taka nietykalna, jak to się im wydawało - i wreszcie wiszące nad światem widmo konfrontacji prężnego, fanatycznego islamu z tonącym w maraźmie, luksusie i zbytku europejskim i amerykańskim chrześcijaństwem, ubogiego Południa i bogatej Północy, które może stać się końcem wszelkiej cywilizacji na Ziemi, zgodnie z tym, co włożył w usta Conana Cymmeryjczyka Robert E. Howard: Barbarzyństwo jest naturalnym stanem Ludzkości, to cywilizacja jest czymś nienormalnym...

I oby się mylił.


Izraelski ślad?



Kiedy patrzy się z dalszej perspektywy na wydarzenia, które nastąpiły zaraz po ataku na Nowy Jork, coraz więcej narasta w nas wątpliwości, czy ten atak był dziełem ekstremistów arabskich. Rzecz w tym, że nie wpisuje się to w podstawową zasadę śledztwa cui bono? - cui prodest... - trudno bowiem przypuścić, żeby islamscy fanatycy rzucali się z motyką na słońce. Tacy głupi - mimo swego fanatyzmu - to oni nie są. Natomiast widać wyraźnie, że komuś bardzo zależało na rozpętaniu anty-arabskiej histerii w USA i UE. Co więcej - wybranie Nowego Jorku jako celu akcji terrorystycznej miało za zadanie spowodowanie wejścia USA w stan wojny z Arabami - dokładnie, jak miało to miejsce w przypadku Pearl Harbor. Schemat był identyczny: nie przeczuwające niczego ofiary i podli agresorzy.

I tu rzecz przeciekawa - pracujący w gmachach WTC Żydzi w dniu 11 września mają wolne. Jeżeli był to tylko zbieg okoliczności, to zaiste przedziwny!

Ale nie ostatnie, bo zaraz potem zaczyna się eskalacja konfliktu w Autonomii Palestyńskiej. Żydzi zaczynają „operacje antyterrorystyczne”, których świat nie dostrzega, pochłonięty wydarzeniami w Ameryce i Afganistanie. To właśnie Izrael staje się beneficjentem sytuacji, która pozwala mu na kontynuowanie polityki hegemona na Bliskim Wschodzie. Chodzi tutaj o zniszczenie raz na zawsze Jassira Arafata i Palestyńczyków amerykańskimi rękami, jak to miało miejsce m.in. w Iraku, w 1991 roku...[1] Przy okazji Ariel Sharon - człowiek, który powinien stanąć za swe zbrodnie przed trybunałem haskim - zastraszył wszystkie sąsiednie kraje arabskie możliwością włączenia się do konfliktu żydowsko-arabskiego Stanów Zjednoczonych.

W tym samym czasie niektóre wydawane w Polsce brukowce zaczynają wściekły atak na Kościół katolicki i Polaków oskarżając ich m.in. o rasizm, antysemityzm i ksenofobię - stara żydowska sztuczka służąca do odwracania uwagi świata od rzeczywistych celów polityki Izraela, która jednocześnie ma za zadanie wykreowanie Żydów na męczenników, a przy okazji „znieczulenie” świata na ich zbrodnie przeciwko ludzkości. Temu samemu służą wredne i szczególnie kłamliwe publikacje w rodzaju „Sąsiadów” niejakiego prof. T. Grossa, w której obrzucono Polaków błotem za rzekomą ich zbrodnię w Jedwabnem. Charakterystyczne jest to, że książka ta została szybciutko wydana w Polsce i błyskawicznie w USA. Cel był jeden - umocnienie Polaków w kompleksie winy wobec Żydów i zmuszenie moralne do wzięcia udziału w awanturze żydowsko-arabskiej po stronie Żydów. Poza tym Żydzi szykują sobie w Polsce miejsce do odwrotu strategicznego w przypadku wojny arabsko-żydowskiej, stąd zmasowany atak propagandowy na Kościół katolicki w Polsce. Inna rzecz, że Kościół katolicki sam sobie strzelił gola do własnej bramki tuszując sprawę pederastii i pedofilii abp Juliusza Paetza i innych hierarchów kościelnych.[2] Chciwość, arogancja, dwulicowość, hipokryzja i chamstwo funkcjonariuszy Kościoła katolickiego spowodowało danie żydostwu do ręki niezwykle skutecznej broni w walce z Watykanem i osłabienie jego wpływów w Polsce i innych krajach post-radzieckich, czego klasycznym przykładem jest postępowanie Moskwy wobec Kościoła na terenach Rosji. Tam motorem wszystkich wrogich antykościelnych i antypolskich poczynań w Polsce i Rosji są komuniści lub postkomuniści głównie żydowskiego pochodzenia. I wreszcie Kościół katolicki wszedł w alians z Żydami z KOR, ROPCziO i innymi pseudodemokratycznymi ugrupowaniami tworzącymi wierchuszkę „Solidarności” lat 80. w walce z komunizmem. Kiedy pokonano komunizm uznano, że Kościół stał się zbędnym. Q.E.D.

Dlatego ów izraelski ślad jest taki „ciepły”... 


* * *


Sprawa określana jako Case 9/11 do dziś dnia nie została wyjaśniona. Nadal wokół niej jest wiele tajemnic i pytań bez odpowiedzi – podobnie jak w przypadku zabójstwa Johna F. Kennedy’ego w 1963 roku. Zabójstwo JFK zostało zaplanowane i dokonane precyzyjnie i z zimną krwią. I wbrew temu, co się powszechnie mniema, jestem zdania, że za tym zamachem stoi ktoś, kto zawsze był i jest poza wszelkim podejrzeniem – opisałem to na moim blogu na - http://wszechocean.blogspot.com/2013/11/kto-zamordowa-jfk.html. W przypadku 11 września jest podobnie – masakra w Nowym Jorku była do przewidzenia i była do zapobieżenia. Nie zrobiono niczego, by powstrzymać zamachowców. To jest oczywisty pewnik.


I jeszcze jedna dygresja – od 2001 roku do 2013 nie zmieniło się nic w ruchu pomiędzy Polską a USA. Polacy wciąż muszą starać się o wizy do tego kraju i przechodzić upokarzające procedury. A przecież są najwierniejszym z najwierniejszych sojuszników USA! Tymczasem arabscy i inni terroryści mogą tam jeździć bez wiz i procedur. Co to oznacza? – a że Polacy są bardziej niebezpieczni od Saudyjczyków czy innych Arabów? Gdybym był złośliwy, to powiedziałbym, że ta głupota się srodze zemściła… Ale niczego to nie zmieniło – Polacy nadal są traktowani na granicach USA jako element potencjalnie wrogi. Okazuje się, że kilka tysięcy Polaków pracujących „na lewo” w USA stanowi większe zagrożenie, niż al-Kaida, Ku-Klux-Klan, skrajnie prawicowe i lewackie bojówki razem wzięte! Paranoja? Nie, celowe działanie mające na celu poniżenie Polaków przez żydowską diasporę w USA, tradycyjnie nieprzyjaznej Polsce. Jest to rodzaj zemsty za wyimaginowane czy realne szkody, jakie Żydzi ponieśli w Polsce w czasie II Wojny Światowej i w 1968 roku. Dlatego właśnie tak nagminnie pisze się w USA o „polskich obozach koncentracyjnych”… Dlatego właśnie tak bardzo chcą oni przypisać Polakom udział w Holokauście, co niestety ma cały czas miejsce i wpływa na stosunki pomiędzy naszymi narodami. A tak nawiasem mówiąc, to czy ma w tym swój udział IV Rzesza? – zapewne tak. A wracając do stosunków RP-USA to podsumuję je tak: psia wierność nigdy nie popłaca w stosunkach z USA. Amerykanie uważają, że psa można kopać, a on i tak wróci i będzie lizał rękę swego pana. Jak Polacy.


Teraz, kiedy cały świat, dzięki E. Snowdenowi, poznał kolejne oblicze Ameryki – dość zresztą obrzydliwe – niestety nie zmieniam swego negatywnego zdania o tym kraju i jego polityce. I jak widzę, moje zdanie podziela wielu ludzi na świecie, i coraz więcej. Bycie na usługach Izraela i żandarmem świata ma swoją cenę, i USA zaczynają płacić frycowe. Według Snowdena, rozkaz do totalnego podsłuchiwania i podglądania całego świata przez NSA i inne służby dał George W. Bush jn. po Case 9/11. Miało to uchronić Amerykę przed dalszymi atakami terrorystów – nawiasem mówiąc rodzimego chowu… - boż Case 9/11 było zemstą i fiaskiem amerykańskiej polityki dzielenia ludzi i szczucia ich na siebie zgodnie z dewizą divide et impera. I tutaj należy dopatrywać się korzeni, a nie w mitycznych produkcjach z Hollywood i Kosmitach. I tak należałoby widzieć ten problem.


Jeszcze jedna dygresja. W wydarzeniach 9/11 UFO także miały swój udział. Ekipa TV przekazująca na żywo obraz płonącego WTC sfilmowała jakiś szybko przemieszczający się obiekt. Widzieli je także gapie na ziemi. Oczywiście okrzyknięto, że było to UFO – a już na pewno Ufiaści, którzy obserwowali wydarzenia „live”. I prawdę powiedziawszy, to zdziwiłbym, się, gdyby Ich tam nie było – wszak było to jedno z wydarzeń ostro zmieniających Rzeczywistość. A jeżeli mam rację, to Oni będąc Wędrowcami w Czasie (co założyłem a priori) na pewno je obserwowali i rejestrowali dla swoich historyków. Wszak stworzyły one podwaliny do istnienia Ich świata…


I tyle, co my mamy do powiedzenia. A teraz jeszcze jeden tekst w rzeczonej sprawie – tym razem Francuza i Rosjanina – polecam!   




[1] Yassir Arafat zmarł Paryżu otruty radioaktywnym polonem-210 prawdopodobnie przez izraelskie służby specjalne, jak głosiła nieoficjalna wersja. W tym roku dokonano ekshumacji jego ciała i badanie podobno wykazało brak radioaktywnej trucizny.
[2] Do tego dołączają się także skandale pedofilskie ujawnione ostatnio w Dominikanie, rozdmuchane przez wrogie Polsce i Polakom media na cały świat.