Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznany Obiekt Kosmiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznany Obiekt Kosmiczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 marca 2021

Jeszcze o tajemnicach ‘Oumuamua

 

Rekonstrukcja pierwotnego wyglądu obiektu 1I/2017 U1/'Oumuamua

Pochodzenie i tożsamość obiektu pozasłonecznego ‘Oumuamua, który przeleciał obok Ziemi w 2017 r., do dzisiaj pozostawała tajemnicą.

Obiekt nazwany 1I/’Oumuamua (lub po prostu: ‘Oumuamua) podróżował po trajektorii, która zdecydowanie sugerowała, że pochodzi z innego systemu gwiezdnego. Naukowcy jednak cały czas spierają się, czym tak naprawdę jest ‘Oumuamua. Zachowanie obiektu nie pasowało ani do asteroidy, ani do komety, a Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda twierdził wręcz, że jest to statek kosmiczny wysłany przez cywilizację pozaziemską.

Dwie prace nowo opublikowane w czasopiśmie „American Geophysical Union” przedstawiają inną teorię – ‘Oumuamua to odłamek maleńkiej planety z innego układu gwiezdnego.

- Prawdopodobnie rozwiązaliśmy zagadkę czym jest ‘Oumuamua i możemy ją zidentyfikować jako fragment „egzoplutona”, planety podobnej do Plutona w innym układzie planetarnym - powiedział Steven Desch, astrofizyk z Uniwersytetu Stanowego Arizony.

 

Zespół Descha uważa, że pół miliarda lat temu jakiś obiekt kosmiczny uderzył w macierzystą planetę ‘Oumuamua. To wysłało ‘Oumuamua w kierunku Układu Słonecznego. Ich zdaniem, gdy tylko zbliżyła się do Słońca, ‘Oumuamua przyspieszyła, ponieważ światło słoneczne odparowało jej lodową skorupę. Komety poruszają się według podobnego schematu, znanego jako „efekt rakiety”.

Ponieważ skład ‘Oumuamua jest nieznany, naukowcy obliczyli, jakie rodzaje lodu uległyby sublimacji (zmianie ze stanu stałego w gazowy) w tempie, które mogłoby odpowiadać za efekt rakiety ‘Oumuamua. Doszli do wniosku, że obiekt jest prawdopodobnie wykonany z lodu azotowego, tak jak powierzchnia Plutona i księżyca Neptuna - Trytona.

W miarę zbliżania się do Układu Słonecznego - a więc i do Słońca – ‘Oumuamua zaczęła zrzucać z siebie zamrożone warstwy azotu. Obiekt wszedł do naszego układu planetarnego w 1995 roku, choć wtedy nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, a następnie stracił 95 proc. swojej masy.

Zanim astronomowie dowiedzieli się o istnieniu ‘Oumuamua w 2017 roku, już oddalała się ona od Ziemi z prędkością 315.431 km/h czyli 87,61972 km/s. Mieli więc tylko kilka tygodni na zbadanie tego dziwnego obiektu wielkości wieżowca.

 

Kilka teleskopów na Ziemi i jeden teleskop kosmiczny dokonały obserwacji, gdy obiekt odleciał, ale astronomowie nie byli w stanie zbadać go w całości. ‘Oumuamua znajduje się obecnie zbyt daleko i jest zbyt niewyraźna, aby można było ją dalej obserwować za pomocą istniejących technologii.

Ograniczony charakter zebranych informacji pozostawił naukowcom pole do snucia domysłów na temat tego, czym może być obiekt i skąd pochodzi. ‘Oumuamua została początkowo zaklasyfikowana jako kometa, ale nie wyglądała na zbudowaną z lodu i nie emitowała gazów, jak kometa.

Prędkości i trajektorii ‘Oumuamua nie można było wyjaśnić samą grawitacją, co sugerowało, że nie jest to asteroida. Kształt i profil obiektu - ma ok. 400 m długości, ale tylko 34,75 metra szerokości - nie pasuje do żadnej zaobserwowanej wcześniej komety czy asteroidy.

 

Według autorów nowego badania, skład ‘Oumuamua z zamrożonego azotu może wyjaśnić ten kształt.

- W miarę jak zewnętrzne warstwy azotowego lodu odparowywały, kształt ciała stawał się coraz bardziej spłaszczony, podobnie jak to ma miejsce w przypadku kostki mydła, gdy zewnętrzne warstwy ulegają starciu podczas używania - powiedział Alan Jackson, współautor badania.

Można zatem z dużą dozą pewności powiedzieć, że tajemnica obiektu ‘Oumuamua została rozwiązana.

 

‘Oumuamua. Już wiemy, skąd może pochodzić „kosmiczna osobliwość”, która nas odwiedziła w 2017 roku

 

Jan Sochaczewski: ‘Oumuamua to kawałek planety „wrzucony” do Układu Słonecznego na skutek potężnej katastrofy gdzieś bardzo daleko stąd, twierdzą autorzy nowego badania analizującego pochodzenia międzygwiezdnego podróżnika.

Podłużna skała o nazwie oznaczającej z hawajskiego „posłańca” to pierwsze, jakie udało się zaobserwować, pozasłoneczne ciało niebieskie – czyli pochodzące spoza naszego Układu Słonecznego.  Informacja o odkryciu nietypowej asteroidy w kształcie cygara, zelektryzowały świat w październiku 2017 roku.  Początkowo uważano, że jest to kometa, ale po tygodniu obserwacji obiekt został sklasyfikowany jako planetoida. Z kolejnych szczegółowych obserwacji oraz obliczeń (poczynionych w czerwcu 2018 roku) wynikło, że obiekt wykazuje niegrawitacyjne przyspieszenie, które można wyjaśnić wyrzucaniem gazu lub pyłu, a własności fizyczne jego powierzchni przypominają tę z jąder kometarnych. Dlatego ‘Oumuamuę przeklasyfikowano na kometę.

Profesor astronomii z Uniwersytetu Harvarda Avi Loeb jeszcze rok temu przekonywał, że skała to nie skała a kawałek zaawansowanej technologii stworzonej przez odległą obcą cywilizację. Nietypowa budowa, wyjątkowa jasność oraz zdolność do przyspieszenia rozbudziły ciekawość wielu naukowców, wśród nich też prof. Loeba. Jego zdaniem w 2017 roku odwiedzili nas kosmici. Cztery lata po odnotowaniu obecności przybysza z innego układu gwiezdnego mamy kolejne wytłumaczenie.

‘Oumuamua to najpewniej fragment egzoplanety przypominającej naszego Plutona (tak, wiemy, od 15 lat Pluton nie jest już oficjalnie 9. planetą Układu Słonecznego) krążącej po obrzeżach innego układu gwiezdnego. Dowodzą tego autorzy dwóch analiz opublikowanych w tym samym numerze czasopisma „JGR Planets” (pierwszy, drugi)

- Do tej pory nie mieliśmy żadnej możliwości by stwierdzić, czy inne układy gwiezdne mają swoje +plutoidy+. Ale teraz mamy. Kawałek jednej z nich przeleciał koło Ziemi – wyjaśnia Steven Desch, astrofizyk Arizona State University i jeden z dwóch autorów nowego badania „posłańca”.

Dla Descha i jego kolegi astrofizyka Alana Jacksona niezwykłe cechy ‘Oumuamua sugerują, że jest zbudowany ze stałego azotu. Zupełnie jak powierzchnia Plutona.

- Najpewniej jakieś pół miliarda lat temu oderwało go z jakiejś egzoplanety uderzenie innego obiektu i wyrzuciło z rodzimego układu gwiezdnego. ‘Oumuamua nie zaczynała podróży jako taki podłużny gładki obiekt, tylko wytopiła się do takiego kształtu mijając Słońce, tracąc szacunkowo 95 proc. swojej masy. Jak kostka mydła przez długie używanie – Jackson wyjaśnia w informacji prasowej.

Dlaczego to jednak nie jest kometa? Desch i Jackson dostrzegli kilka cech, które temu przeczą. Po pierwsze ‘Oumuamua wszedł do Układu Słonecznego z niższą prędkością niż można by oczekiwać od komety. Najpewniej więc nie podróżował przez przestrzeń międzygwiezdną przez więcej niż miliard lat. Kształt naleśnika też nie pasuje to tego, co wiemy o wyglądzie komet. Bliskość Słońca popchnęła „posłańca” tak, jak popycha komety. Ale to wspomniane wyżej niegrawitacyjne przyspieszenie było silniejsze niż wynikałoby z dostępnych danych o budowie obiektu. I ostatecznie, nie było słynnego dla komet „ogona” z uciekających przez ogrzanie gazów.

 


- Owszem, pod wieloma względami ‘Oumuamua przypomina kometę, ale kilka jego nietypowych cech pozwoliło wielu ludziom na puszczenie wodzy fantazji odnośnie jego natury – zauważył Desch. Razem z Jacksonem zrobili kalkulacje stosując wiedze o sublimacji różnego typu lodu (wyszło im, że zamrożony azot idealnie pasował do wszystkich cech „posłańca”). Potem policzyli jego niegrawitacyjne przyśpieszenie, określili masę, kształt oraz decydujący o blasku współczynnik odbicia (albedo).

Zrozumieliśmy, że kawałek lodu odbijałby światło mocniej, niż ludzie podejrzewali, co oznaczało, że mógł być mniejszy. Ten sam efekt zapewniany przez bliskość Słońca dałby temu obiektowi przyśpieszenie większe, niż to którego doświadczają zwykle komety – wyjaśnił Steven Desch.

Jego kolega dodaje, że wiedzieli, że są na właściwym tropie, gdy skończyli wyliczenia dotyczące wielkości albedo koniecznego, by ‘Oumuamua mógł posiadać cechy, które faktycznie zaobserwowano. Te same wartości odnajdujemy badając powierzchnię Plutona czy Trytona, ciał niebieskich pokrytych przez zmrożony azot. Kolejne kalkulacje dotyczyły prawdopodobieństwa, m.in. szansy na oderwanie się kawałka Plutona i jego ucieczki poza Układ Słoneczny oraz możliwości, że taki właśnie obiekt w nasz rejon zawita. Odwiedziny ‘Oumuamua przybliżyły nas do odnajdywania kolejnych takich gości z daleka, jak choćby kometa Borysow (2I/Borisov), przy analizie której duże zasługi mieli polscy naukowcy.

Od niedawna mamy też pewne podejrzenia dotyczące liczby odwiedzin obiektów pozasłonecznych w ciągu roku. Według nowego badania przygotowanego przez członków Inicjatywy na rzecz Badań Międzygwiezdnych (i4is) w każdym roku do Układu Słonecznego przylatuje 7 takich obiektów jak kometa Borysow, czy nie-kometa ‘Oumuamua.

 

Moje 3 grosze

 

Pozaukładowy obiekt oznaczony jako 1I/2017 U1/’Oumuamua już zmierza w kierunku konstelacji Pegaza i jak na razie nie ma żadnej możliwości by go dogonić i przechwycić. Za kilka milionów lat doleci do innego układu planetarnego i być może Ktoś go tam złapie. Jeżeli to jest jakiś wysłaniec z daleka, to może mieć na swej powierzchni coś, co powie tym Ktosiom o tym, że kilkaset miliardów lat temu, gdzieś w konstelacji Liry istniała cywilizacja, która w ten sposób dała o sobie znać…

Jest jeszcze jedna możliwość, a mianowicie ‘Oumuamua jest w rzeczywistości międzygwiezdną sondą à la hipotetyczne sondy Bracewella, które wędrują przez Kosmos i zbierają informacje o mijanych przez nie układach gwiezdnych. Jedna z nich dotarła do nas, do peryferyjnego rozrzedzenia pomiędzy 1. Ramieniem Perseusza a Ramieniem Oriona, około 8,54 kpc/27,9 kly od Centrum Galaktyki tam, gdzie znajduje się potężne radioźródło oznaczone jako Saggitarius A* będące supermasywną czarną dziurą. Zapewne automatyka sondy uznała nas za mało ciekawą cywilizację i przeleciała przez Układ Słoneczny nawet się nie zatrzymując…

A może zareagowałaby dopiero wtedy, gdyby ktoś na niej wylądował i zapukał w jej powierzchnię, albo „pomacał” radarem czy lidarem? Tak czy owak, okazja jeszcze będzie, bo ‘Oumuamua będzie w przestrzeni Układu Słonecznego jeszcze 19 lat, a potem bezpowrotnie ucieknie w przestrzeń pozaukładową. Może uda się ją dogonić…?    

 

Źródła:

·        https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-naukowcy-odkryli-czym-jest-oumuamua,nId,5114861?fbclid=IwAR1b9V0tleZR6nX1UdTSYAA5U4vTbOW1N8mYTw1CsznF8yoic772kCXbvzI#utm_source=fb&utm_medium=fb_share&utm_campaign=fb_share&iwa_source=fb_share

·        https://www.focus.pl/artykul/juz-wiadomo-co-wpadlo-do-ukladu-slonecznego-w-2017-roku?fbclid=IwAR1b9V0tleZR6nX1UdTSYAA5U4vTbOW1N8mYTw1CsznF8yoic772kCXbvzI

wtorek, 13 listopada 2018

Jeszcze o 'Oumuamua (2)




Czy ’Oumuamua jest naprawdę kosmiczną sondą?


Kto z gwiazdozbioru Vega patrząc za Ziemię zgadnie 
Kto pierwszy był człowiekiem?
Kto będzie nim ostatni?
(Leszek Aleksander Moczulski)


Zagadka trwa. Zagadkowy kosmiczny obiekt oznaczony jako 1I/’Oumuamua czyli po hawajsku Posłaniec, który został odkryty jako pierwsze ciało niebieskie, które przyleciało do nas z innego systemu gwiezdnego i znikł, nie daje spokojnie zasnąć uczonym nawet po roku. Przed kilkoma dniami pojawiła się teoria amerykańskich uczonych z Uniwersytetu Harvarda, że być może chodzi tutaj o dzieło pozaziemskiej cywilizacji. Wydaje się, że nie musi to być całkowita prawda, nie ma na to jasnych dowodów. Krótko mówiąc – tego nie wiemy na pewno.

‘Oumuamua mógłby być sondą od pozaziemskiej cywilizacji poszukującą życia w Kosmosie, która jest napędzana przez tzw. żagiel słoneczny. Oznaczałoby to, że „statek kosmiczny rozwinie swe żagle i uniesie go wiatr słoneczny”.

Na podstawie badań tego dziwnie się zachowującego obiektu, który obraca się wokół swej osi co każde 7 godzin, oznajmili to amerykańscy astronomowie: Abraham Loeb i Shmuel Bialy z Harvard-Smithsonian Astrophysical Center w Massachusetts. W ten sposób nakłonili się do dawniejszym spekulacjom, co do natury tego ciała niebieskiego.

‘Oumuamua zmienia także swoją prędkość. Uczeni nie potrafili tego wytłumaczyć, mimo długiej obserwacji. Także nie wychwycono żadnych sygnałów radiowych emitowanych przez ten obiekt.


Sceptycyzm innych uczonych


Po pewnym czasie ponownie pojawiła się teoria o Kosmitach. Jest to jednak jedynie dopuszczalna teoretyczna możliwość. Chociaż może się wydawać - i to jest kwestia, jak długo - że społeczność naukowa powraca do wcześniejszej teorii sondy z innego systemu, która właśnie przeszła przez nasz Układ Słoneczny i pokazała wiele anomalii. Ale inni badacze są sceptyczni.
Wiemy, że to ciało rotuje. A zatem w zasadzie słoneczne żagle nie mogłyby dobrze funkcjonować.

Mówi astrofizyczka – Lenka Zychová:

Według artykułu autorstwa naukowca Dona Lincolna z Fermi National Accelerator Laboratory należącego do amerykańskiego Ministerstwa Energetyki, Uniwersytet Chicago i Universities Research Association, który został opublikowany na internetowej stronie CNN, cała argumentacja harvardskich ekspertów „jest całkowicie mylna”. Myśl całkiem ciekawa i wedle Lincolna zachęca nas do stawiania dalszych pytań.

Kiedy obiekt ‘Oumuamua po raz pierwszy pojawił się w październiku ubiegłego roku, to najpierw sądzono, że jest to zwyczajny asteroid, pomimo jego znacznej długości i kształtu cygara – wg brytyjskiego „The Guardian” – mierzy on 400 m długości i 40 m szerokości.
- Jest to bardzo dziwny obiekt, który stanowi wyzwanie dla większości astrofizyków. Nie tylko ze względu na swój kształt, ale także ze względu na prędkość. I chociaż bardziej to odpowiada parametrom statku kosmicznego, to jednak można to wyjaśnić w sposób naturalny – skomentowała to dla „Novinek” dr Lenka Zychová – czeska astronomka pracująca w Belgii.


Przyspiesza jak kometa, ale…


Jak przypomina to serwer USA Today, międzygwiezdny obiekt ‘Oumuamua był najpierw uważany za kometę ze względu na swój kształt. Jednakże nie pojawił się żaden warkocz czy ogon, tak więc uznano go za asteroid, ale na koniec znów stał się kometą, ale o niskiej aktywności.

Udało się też dowieść tego, że ‘Oumuamua poruszała się w kierunku Słońca szybciej, niż to byłoby w przypadku układowego asteroidu. Powodem ma być odparowywanie podgrzanego materiału gazowego z powierzchni ciała spowodowane promieniami słonecznymi. To uwalnianie się materii gazowej nadawało temu ciału dodatkowy słaby, ale stały ciąg.
- Sądzimy, że jest to mała, dziwna kometa. Dane potwierdzają, że prędkość spada wraz z odległością od Słońca, co jest typowe dla komet – stwierdził Marco Micheli z Europejskiej Agencji Kosmicznej – ESA.

Obiekt ten oddalając się od Słońca wciąż spowalniał swój ruch z powodu grawitacji Słońca, ale nie tak intensywnie, jak mówi to mechanika niebieska. Oczekiwano, że prędkość będzie spadała wolniej.

Kiedy jądro komety jest ogrzane przez promienie słoneczne, to z jego powierzchni ulatnia się gaz i pył, który wokół niego tworzy obłok zwany komą, a później tworzy się warkocz vel ogon. Jeżeli idzie o ‘Oumuamuę, to czegoś takiego nie udało się zaobserwować.
- Sądzimy, że z jego powierzchni mogłyby się ulatniać niezwykle wielkie i grube cząstki pyłuwyjaśnia dr Karen Meech z Uniwersytetu Hawajskiego. – Obłok takich drobin pyłowych nie musiałby być dostatecznie jasny, by go można było wykryć.


Brakujące dowody za i przeciw


To wszystko nas doprowadzi do najnowszego rozwiązania fizyków z Harvardu. Istnieje dalsze możliwe źródło przyspieszenia nazywane „ciśnieniem światła”, a zatem jest to siła, która pochodzi ze Słońca. Siła ta jest związana z ilością światła, które ‘Oumuamua otrzymuje, a zatem oddalając się od naszej gwiazdy jest ona coraz słabsza.[1]

Na podstawie hipotezy i ciśnieniu promieniowania, uczeni z Harvardu doszli do wniosku, że może chodzić o wspomniany tu słoneczny żagiel, co dla ludzkich technologii jest tylko teorią.
- Nadzwyczajne hipotezy wymagają nadzwyczajnych dowodów – Lincoln zacytował kultowy bon mot legendarnego astronoma Carla Sagana. Ruch ‘Oumuamuy jest na to doskonałym przykładem. Jest prawdopodobnym, że ta tajemnica ma proste wyjaśnienie. I jest to teoretycznie i fizykalnie możliwe, że to jest właśnie taka sonda międzygwiezdna. Póki nie ma na to dowodów, to jestem przeciwko temu –uzasadnił swoją tezę.  


Niejasności studium, ruchu nie da się wyjaśnić naturalnie


Według dr Zychovej byłoby uznać obiekt za kometę, a jego nieoczekiwane zachowania wyjaśnić poprzez zjawiska, jakie obserwuje się u komet. Problem jest w tym, że obserwacje takiego zjawiska (kiedy część jądra kometarnego sublimuje i doda mu prędkości w przeciwnym kierunku) w danych się nie pojawiły.
- Tym niemniej, brak dowodów nie przesądza o nieistnieniu zjawiska. Nowy artykuł, który mówi o tym, że mogłoby chodzić tutaj o żagiel słoneczny, ale jeszcze nie został zweryfikowany, a co więcej – zawiera on pewne niejasności. Np. wiemy, że obiekt ten rotuje, a w takim przypadku żagle słoneczne nie mogłyby należycie działać – dodała ona.

Podobny pogląd ma także astronom Alan Jackson z kanadyjskiego Uniwersytetu Toronto Scarborough, którego dokument harvardczyków również w ogóle nie przekonał, a wg CNN uważa go za „poniekąd błędny”. Nadmienił on, że spektralne analizy ‘Oumuamuy wskazują na asteroidę albo kometę, a do tego żagiel słoneczny – wedle jego słów- miałby zupełnie inny skład chemiczny.
- Jakimkolwiek by nie był statek kosmiczny, to musiałby zwinąć żagiel słoneczny w przestrzeni międzygwiazdowej, aby nie uległ on uszkodzeniu. Daleko od gwiazd, żagiel słoneczny jest bezużyteczny, toteż nie było powodu, by zostawić go rozwiniętym. A gdyby go rozwinięto po wejściu do Układu Słonecznego, to byłby on nienaruszony – twierdzi Jackson. – I wreszcie rotujący ruch statku mógłby uszkodzić żagiel przez pył kosmiczny i żaglowiec słoneczny zostałby uszkodzony przez promieniowanie o wiele bardziej, niż to widzieliśmy.

Harwardzkie studium mówi tylko o tym, co jest hipotetycznie możliwe, ale nic nie mówi o tym, że to naprawdę była sonda kosmiczna. Zatem pozostaje pytanie, czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy. Nie wiemy nawet dokładnie tego, skąd ‘Oumuamua do nas przyleciała… 


Moje 3 grosze


Hipoteza statku napędzanego żaglem słonecznym jest romantyczna i urocza, ale obawiam się, że od A do Zet nieprawdziwa. Wydaje się być raczej wymysłem rodem z powieści sci-fi, a nie konkretnym rozwiązaniem problemu żeglugi międzygwiezdnej. Przede wszystkim żagiel słoneczny musiałby działać bardzo długo, by rozpędzić statek kosmiczny o masie kilku milionów ton do prędkości ok. 50 km/s. Lot z układu planetarnego Vegi (o ile takowy posiada) z prędkością światła trwałby 25,05 roku. Lot z prędkością 50 km/s zabrałby podróżnikom aż jakie 150.196 lat… Do systemu gwiezdnego Tolimana (Alfy Centaura) byłoby to „zaledwie” 19.600 lat. A to oznacza, że ‘Oumuamua wystartował w swą podróż gdzieś pod koniec Pleistocenu… O ile w ogóle wystartował z Vegi.




Komety się rozpadają – już to pod wpływem grawitacji, już to pod wpływem wewnętrznych reakcji chemicznych zachodzących w ich jądrach pod wpływem energii promienistej Słońca. ‘Oumuamua nie wydaje się być kometą, ale litym głazem, który albo kiedyś tam, przed eonami był kometą, ale kompletnie się „wygazował” albo – co jest równie możliwe - był kometą i przydarzyło mu się to, co było z kometą Winnecke-Borelly-Tempel. W 1874 roku weszła ona w atmosferę ziemską i w czasie 13 sekund pozbyła się wszystkich swoich warstw śniegu i lodu, po czym odbiła się rykoszetem od gęstych warstw atmosfery i poleciała w Kosmos z prędkością hiperboliczną opuszczając Układ Słoneczny, jak ‘Oumuamua…




Wszystkich dziwi dziwne – podłużny kształt tego obiektu. Zazwyczaj mamy do czynienia z obiektami stanowiącymi jakiś wariant bryły obrotowej: kuli czy elipsoidy. Obiekty po katastrofach są nieregularne. No OK., a co powiesz Czytelniku na siedemnastowieczne ryciny z dzieł kosmografów i innych uczonych? Jak widać, ludzie widzieli na niebie podobne obiekty! Oczywiście interpretowali je po swojemu – stąd te wszystkie cudowności – ale najważniejszym faktem jest to, że takie obiekty obserwowano. Czym one były? Obiektami w rodzaju 1I/’Oumuamua?


Tej zagadki nie rozwiążemy, póki nie będziemy w stanie pogonić za ‘Oumuamua i zbadać go dokładnie. A tak już BTW, to dyskutowałem w gronie znajomych nad naturą tego obiektu i doszliśmy do wniosku, że może tam nie być żadnej żywej duszy, ale za to mogą być automaty, które eksplorują Kosmos na zlecenie jakiejś rozwiniętej cywilizacji – niekoniecznie z planet Vegi. Byłoby to spełnienie się przepowiedni Stanisława Lema, który coś takiego przewidywał w swych powieściach. A zatem jeżeli trajektoria 1I/’Oumuamua nie zostanie zmieniona w którymś „perturbarcyjnym młynie” gazowych gigantów, to jest szansa, że może kiedyś go dopadniemy na skraju Układu Słonecznego.           


Komentarze z KKK


Żagle słoneczne? Myślę, że to kiepski pomysł. Przede wszystkim rozmiary żagla w stosunku do masy statku. Im większa masa, tym większa powierzchnia aktywna. Oumuamua ma masę kilku milionów ton. Jak długo trwałoby rozpędzanie takiego masywnego obiektu przy pomocy żagla słonecznego do prędkości 50 km/s? Kilkaset tysięcy lat? Poza tym, gdzie ten żagiel się znajdował? Był zwinięty? OK., to dlaczego go nie rozwinięto po opuszczeniu peryhelium? Pytania by można było mnożyć. Obawiam się, że to nie był statek kosmiczny z napędem żaglowym… (Daniel Laskowski)             
Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Na Ziemi ciśnienie światła wynosi zaledwie 4,7 μPa czyli ok. 0,5 N/km².

poniedziałek, 12 listopada 2018

Jeszcze o 'Oumuamua (1)



Czy uczeni naprawdę myślą, że ‘Oumuamua jest obcym statkiem kosmicznym?


Profesorowie z Harvardu sugerują, że ten cygarokształtny obiekt międzygwiezdny, który przeleciał obok Słońca w ubiegłym roku jest obcą sondą kosmiczną. ‘Oumuamua jest długim i składającym się z węgla obiektem, jak żaden inny asteroid czy kometa znana wcześniej.

Nazwa: 1I/2017 U1 ‘Oumuamua, co oznacza po hawajsku „posłaniec z daleka”;

Wygląd: Ciemny, czerwonawy, o długości 400 m i szerokości 40 m, mający z grubsza kształt wieżowca;

Wiek: być może kilkadziesiąt milionów lat?

Czy wy tego nie wiecie, nieprawdaż? Nie. Ale ‘Oumuamua jest generalnie tajemniczym obiektem. Został zaobserwowany w ubiegłym październiku, kiedy leciał obok Słońca, za szybko jak na obiekt z Układu Słonecznego. Został oficjalnie uznany za pierwszy międzygwiezdny obiekt jaki został kiedykolwiek odkryty, zanim znikł nam z widoku w styczniu 2018 roku.

Świetnie. Jest on długi i cienki, zupełnie inaczej niż jakikolwiek asteroid czy kometa widziana wcześniej. A jego powierzchnia jest węglista, nie lodowa, nie skalna. No i teraz naukowcy spekulują…

A zatem Obcy! Być może. W nowym wydaniu „Astrophysical Journal Letters”, profesorowie z Harvardu: Shmuel Bialy i Abraham Loeb dyskutują nad szeregiem teorii wyjaśniających dziwne zachowania ‘Oumuamua.

Ja nie chcę szeregu teorii. Ja chcę Obcych. A zatem ustalmy. Na początek przyspieszyli w celu odgazowania. Kiedy komety przechodzą blisko gwiazd (w periastronie) to wydzielają gaz, który jest w stanie je przyspieszyć. Nie wykryto żadnego gazu wydzielanego przez ‘Oumuamuę, ale mógł on być wydzielany zupełnie delikatnie.

Cichutko ale gwałtownie. Dokładnie. Jednakże Bialy i Loeb mówią, że obiekt mógłby także być pchany przez padające nań światło słoneczne, jak w projektowanym żaglu słonecznym.

To prawda. Zaprojektowany przez Obcych. Oczywiście też był skanowany w poszukiwaniu sygnałów radiowych, ale nie wysyłał on żadnych.

Być może używają Oni łączności nad- czy podprzestrzennej jak ci ze „Star Treka”. ‘Oumuamua był także osłuchiwany ze wszystkich stron.

Jak inaczej wytworzyłbyś sztuczną grawitację? Nie jest też jasne, dlaczego kosmici wysłali sondę, której zajęłoby miliony lat dotarcie do nas.

Oni są Obcymi, Oni żyją by badać.
- Jedna z możliwości – sugerują autorzy że ‘Oumuamua jest żaglem słonecznym, żeglującym w przestrzeni międzygwiezdnej jako jakiś odłamek zaawansowanego urządzenia technicznego.

A zatem jest to jakiś odłamek wraka statku kosmicznego? Hmmm… nie możemy udowodnić, że nie. Chociaż jest bardziej prawdopodobne, że jest to asteroida albo jakaś kometa pokryta przez napromieniowanym pyłem. Teoria o Kosmitach naprawdę nie ma więcej dowodów…

Ba! Dowody! Chcę śmiesznych kłamstw. Oczywiście, jeśli jest to asteroida, może to być odłamek innej planety zniszczonej przez eksplodującą gwiazdę.

No dobrze. I to być może jest śmieszne, no chyba że w tym czasie byli na tej planetoidzie Kosmici.

Powiedz: Typowe! W końcu znajdziesz obcą sondę, a ta cholerna rzecz jest zepsuta.

Nie mów: przychodzimy po szczątki.


Źródło – „The Guardian” - https://www.theguardian.com/science/shortcuts/2018/nov/07/oumuamua-alien-spaceship-scientists-harvard-professors?fbclid=IwAR0GWbDj0SAJwSg8zS7UdbEyRkNSQ3j2tVVPKbw2qMQy0gQIchEVgTRLt-E

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 

CDN.

sobota, 16 kwietnia 2016

Teleskop „Hubble” odkrył Kosmiczne Miasto




W dniu 24.IV.1990 roku, prom kosmiczny Discovery wyniósł na orbitę wokółziemską teleskop Hubble. Atmosfera planety nie wywiera nań żadnego wpływu, dlatego możliwości Hubble’a są 7-10 razy większe, niż teleskopu o tej samej klasie znajdującego się na Ziemi. w dniu 26.XII.1994 roku, Hubble przekazał zdjęcia, na których był widoczne płynące przez Kosmos Miasto

Przekazane przez teleskop zdjęcia, na których ostro widać było całe Miasto, płynące w bezkresnych przestrzeniach Wszechświata, stały się dostępne szerokim masom tylko dlatego, że przedstawiciele NASA po prostu nie zdążyli zablokować swobodnego dostępu do internetowego serwera obsługującego teleskop. Oczywiście oni zdjęli z Sieci te fotki i utajnili je, ale wszystko to z opóźnieniem kilku minut. Ale to wystarczyło, by ściągnięte z serwera zdjęcia wstrząsnęły całym światem. Miastu nadano nazwę Boski Klasztor

Wszystko zaczęło się od tego, że profesor uniwersytetu Floryda – dr Ken Wilson – zauważył na jednym ze zdjęć nieduży, mgławy punkt. Oglądając plamkę przez silną lupę odkrył on, że ma ona dziwną strukturę. Nie można tego było spisać na dyfrakcję czy inną wadę teleskopu, albo na możliwe zakłócenia na przesyle zdjęć z teleskopu na Ziemię. Po naradzie, uczeni postanowili zogniskować potężne soczewki teleskopu na tym fragmencie Wszechświata i zrobić zdjęcie z maksymalnym dla Hubble’a powiększeniem. 

Kiedy na ekranie przeglądarki pojawiło się pierwsze zdjęcie „plamki”, wszyscy na stanowisku sterowania Hubble’em zamarli ze zdumienia i niedowierzania. Na zdjęciu była dokładnie i czysto widoczna struktura, podobna do ogromnego, fantastycznego miasta. Gigantyczna konstrukcja, rozciągająca się na miliardy kilometrów lśniła jasnym, nieziemskim światłem. 

Uczeni postanowili dowiedzieć się, czy ten obiekt się porusza, jeżeli tak, to jak i dokąd zmierza? Poddano komputerowej analizie serię zdjęć wykonanych przez Hubble’a i udało się ustalić, że ruch Miasta zgadza się z ruchem otaczających je galaktyk. 

Zgodnie z Teorią Wielkiego Wybuchu, galaktyki rozbiegają się we wszystkie strony od jego centrum – w tym przypadku Centrum Wszechświata.  No ale przy trójwymiarowym modelowaniu ruchu tej oddalonej części Wszechświata nieoczekiwanie pojawił się zdumiewający fakt. Okazało się, że galaktyki rozbiegają się w różne strony właśnie od tego punktu, gdzie znajduje się odkryte przez uczonych Miasto. A zatem to ono stanowi centrum Wszechświata. On obraca się wokół tego miejsca. 

Po odkryciu Miasta od razu przypomniano sobie o opublikowanej po angielsku, w 1955 roku, w Chicago „Księdze Urantii”. W niej właśnie znajduje się opis środka Wszechświata:
…Wieczna Wyspa Raj jest wiecznym centrum Wszechświata i miejscem zamieszkania Wszechobecnego Ojca, Wiecznego Syna i Nieskończonego Ducha, a także koordynowanych i związanych z nimi boskich stworzeń. Ta centralna Wyspa stanowi najbardziej zorganizowane gigantyczne zorganizowane ciało w kosmicznej realności całego tworzenia. Raj jest materialną sferą, także i duchowym klasztorem. Wszystkie rozumne stwory Uniwersalnego Ojca żyją w materialnych postaciach i dlatego Absolutne centrum powinno być czymś materialnym, dosłownym. I znów trzeba powtórzyć, że duchowe substancje i duchowe stworzenia są realne.   

Opisane w „Księdze Urantii” centrum Wszechświata jest zdumiewająco podobne do odkrytego przez ST Hubble Niebiańskiego Miasta

Zazwyczaj religia łatwo znajduje wyjaśnienie tego, czego nie może objaśnić nauka. Ale w tym przypadku stało się coś dokładnie odwrotnego – zajrzawszy przy pomocy orbitalnego teleskopu do Centrum Wszechświata, nauka potwierdziła podstawowy postulat religii, że w świetlistym Mieście na niebiosach być może mieszka Stwórca wszystkiego, co istnieje. 

Zetknąwszy się z oszałamiającym odkryciem Niebieskiego Miasta, służby specjalne USA od razu nałożyły na nie gryf tajności TOP SECRET - EYES ONLY i ukryli wszystkie zdjęcia i dokumenty w swych archiwach. Dlaczego? Dlaczego o cudownym odkryciu, mającym ogromne znaczenie dla całej Ludzkości może wiedzieć tylko wąskie grono najważniejszych osób? Kto dał prawo kierownictwu tych służb ukrywania tych informacji? Dlaczego przeciwko temu nie protestują głowy największych religii na naszej planecie? Odpowiedzi brak…

 Naiwnością byłoby sadzić, że po odkryciu Niebieskiego Miasta nie trwa jego badanie i obserwowanie. Oczywiście, że trwa. Ale tylko mała część mieszkańców Ziemi zna tego rezultaty. One są – jak zwykle – utajnione. A my będziemy cierpliwie czekać, kiedy zostaną otwarte sejfy specsłużb i zdjęty zostanie z tej informacji gryf tajności. Czekać, kiedy uznają nas za godnych tego…   


Komentarz Czytelnika:

Odnośnie tych ostatnich postów o Kosmicznym Klasztorze .....przypomina mi się  scena z filmu Wejście Smoka, kiedy Bruce Lee daje lekcje swojemu uczniowi ....
opowiada mu o kosmosie i niebie równocześnie pokazując palcem wskazującym ...w tym samym momencie uczeń całą uwagę koncentruje na palcu ,a nie wspomnianym kosmosie .......oczywiście dostaje za to po głowie od Bruce'a Lee, że skupił całą uwagę na wym palcu, a nie na całości......
obawiam się , że w celu odwrócenia uwagi wszelkiej maści naukowców i innych  fanatyków nieba ktoś mógł spreparować taki fotomontaż ....nie wierzę ,że ten teleskop jest bez nadzoru wojska i że to oni pierwsi nie mają wszelkich danych..........może był jakiś tajny lot kosmiczny i w ten sposób pozbyli się gapiów ..... (A.P.)  


Przekład z j. rosyjskiego - ©Robert K. Leśniakiewicz