Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agroznak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agroznak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 czerwca 2023

Piktogram szczebrzeszyński?

 


Tajemnicze kręgi na polu. Próbujemy rozwikłać zagadkę spod Szczebrzeszyna.

Grzyby, właściwości podziemnych skał czy „pijany rolnik”? Kto lub co odpowiada za powstanie dziwnego wzoru na polu w okolicy Szczebrzeszyna?

Nagranie stało się szybko hitem Internetu. W środę pokazaliśmy nagranie z drona wykonane nad jednym z pól w pobliżu Szczebrzeszyna. W sieci film umieścił nauczyciel geografii Ryszard Molas. Widać wyraźnie, że na tym polu miejscami zboże rośnie intensywniej, jest bardziej zielone. Dodatkowo te bardziej widoczne elementy tworzą wzór – stykające się ze sobą okręgi.

Molas opisuje, że pasy zieleni mają szerokość ok. 80 cm. Całość ma długość 550 metrów i powierzchnię około 3 ha. Nagranie zostało wykonane z wysokości 50 metrów.

- Nie mogę zdradzić, gdzie dokładnie jest to pole – mówi nam Molas i tłumaczy, że tak się umówił z byłą sołtys wsi. Prosiła, żeby z podawaniem lokalizacji się wstrzymać kilka dni. Kobieta nie chce, żeby w weekend majowy zjechało się tu wiele osób, bo mogłyby np. zadeptać zjawisko.

    Natknąłem się na to przypadkowo. Nie wiedziałem o istnieniu piktogramu. Pojechałem tam filmować tarniny, które są tu najpiękniejsze w województwie lubelskim – mówi geograf. – Wykonałem kilka zdjęć i kiedy przeglądałem je w komputerze, zauważyłem wzór. Pojechałem tam po raz drugi nagrać właśnie to pole – opowiada.

Dodaje, że jest to zapewne uprawa pszenicy, ale „głowy za to nie da”. Pole znajduje się płaskowyżu, góruje nad okolicą. Jest w dolinie Bugu. – Nie wiem, jak mogły powstać takie kręgi. Rozmawiałem o tym z kilkoma osobami, także naukowcami. Są pewne teorie – dodaje Molas.

I Internet też ma swoje koncepcje. Internauci, którzy komentują naganie na naszym profilu facebookowym, wskazują oczywiście – to było do przewidzenia – na ufo. Ale są też poważniejsze wypowiedzi: – Gleba i trawa zainfekowane przez grzyby kapeluszowe tworzące potocznie tzw. czarcie kręgi – podpowiada jedna osoba.

Tu trzeba wyjaśnić, że faktycznie wyrastające z gleby grzyby potrafią stworzyć takie wzory. Inna osoba dodaje, że to grzybnia z gatunków Basidiomycetes. Kolejna: Widać ewidentnie uprawa nie wyszła i tyle. Z góry faktycznie widać wzory. Powstały w wyniku słabego kiełkowania zboża.

Są także teorie, że nawóz został na pole wylany nierówno i dlatego miejscami rośliny rosną lepiej. Są tacy, którzy podejrzewają, że rolnik podczas prac był pijany i jechał zygzakiem.

 


Kilka teorii

 

Ryszard Molas przychyla się jednak do innych wersji. Pierwsza wskazuje na to, że ktoś przygotowywał tu landart. To duży, naziemny obraz stworzony np. z roślinności, który najlepiej widać z dużej wysokości.

Drugie rozwikłanie zagadki może kryć się pod ziemią. Chodzi o skały i wodę. Może być tak, że miejscami woda łatwiej przedostaje się bliżej powierzchni i lepiej nawadnia wybrane fragmenty pola.

W innych skała zatrzymuje wodę głębiej. – Są tu elementy ilaste, które zatrzymują wodę – dodaje Molas.

Zdjęcia i film pokazaliśmy Gustawowi Jędręjkowi. To prezes Lubelskiej Izby Rolniczej. – Nie mam pojęcia – przyznaje wprost a zdjęcia i film oglądał razem ze współpracownikami. Żaden nie miał pomysłu na tłumaczenie zjawiska.

Wydaje się mało prawdopodobne, że ktoś jakimś szlakiem sypał tyle nawozu, że miejscami rośnie lepiej – komentuje Jędrejek.

Molas: – Mam zamiar tam jeździć co dwa tygodnie i rejestrować jak zmienia się to pole.

 


I jeszcze:

 

Oglądając film można mieć kilka skojarzeń. Może to pozostałość po ubiegłorocznych pracach polowych, ale na to wzór nakreślony na ziemi jest zbyt nieregularny. Być może to ślad po landarcie, czyli wielkich naziemnych obrazach, które najlepiej widać z dużej wysokości? Można także podejrzewać, że to jakieś wysianie roślin, które dopiero mają być landartem.

Na razie nie można udzielić jasnej odpowiedzi i nie zna jej Ryszard Molas, który umieścił film w Internecie. Informuje, że ten piktogram znajduje się na polu w okolicach Szczebrzeszyna.

    - Przypadkowo zarejestrowała go kamera naszego drona.  Z powierzchni ziemi jest on nieczytelny. Widać tylko, że zboże   miejscami  rośnie szybciej  i ma bardzo intensywny, zielony kolor. W pozostałej części pola, a właściwie dwóch sąsiednich pól, zboże jest mniej wyrośnięte i wypłowiałe – opisuje pan Ryszard.

Dodaje, że zielone pasy mają szerokość ok. 80 cm i tworzą „dziwny rysunek, jakby piktogram”. To różnej wielkości okręgi.

- Ramy tego osobliwego obrazu stanowią miedze z kwitnącą tarniną. Całość ma długość 550 metrów i powierzchnię około 3 ha. Pokazujemy ten obraz z wysokości ok. 50 metrów z nadzieją, że ktoś pomoże w rozwikłaniu  zagadki jego pochodzenia – pisze w sieci pan Ryszard.

 

Moje 3 grosze

 

Obejrzałem ten filmik wczoraj (10.VI) wieczorem i przyznaję, że zrobił na mnie wrażenie. Na pierwszy rzut oka to wygląda jak cała masa czarcich kręgów zrobionych przez grzyby, ale… No właśnie – kręgi są, ale grzybów nie ma. Musiałyby tam być widziane od ubiegłorocznej jesieni i musiałby to być rekordowy wysyp. A poza tym to musiałaby tam być goła ziemia, a nie wysoka roślinność. A zatem hipoteza grzybowa odpada. I tutaj zgadzam się z prof. dr. Tadeuszem Filarem, który powiadomił mnie o tym zjawisku i z którym odbyłem telekonferencję, w czasie której doszliśmy do wniosku, że jednak nie ma tutaj prostego wyjaśnienia.

NB, podobne trawiaste kręgi widziałem na miejscach CE2 – lądowań UFO – w Spytkowicach w powiecie nowotarskim; Olsztynie k./Częstochowy i na miejscu tajemniczych wydarzeń w Przegini-Jerzmanowicach w 1993 roku, gdzie ponoć doszło do upadku meteorytu. Dziś wiadomo, że doszło tam do omyłkowego zrzutu bomby E. Takie bomby poleciały potem na Belgrad i inne miasta na Bałkanach. Rzecz opisana jest w opracowaniu „Projekt Tatry” (Kraków 2002).

Prof. Filar też nie sądzi, by to były grzyby, termity czy pijany rolnik. Podejrzewa on raczej podziemne cieki wodne czy zjawiska krasowe, zwłaszcza że jest tam podłoże węglanowe, a zatem podatne na fenomeny tego rodzaju. Osobiście jestem zdania że rzecz warta jest dokładnego zbadania przez kompetentnych specjalistów.

 

Źródło: https://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/tajemnicze-kregi-na-polu-probujemy-rozwiklac-zagadke-spod-szczebrzeszyna-wideo,n,1000323676.html?fbclid=IwAR3wbRr0txFXGs76UxUjEdr4WjIIwgosB-XN95LsuuEJVhY1DcroMU8GAzU

Filmik na YT - https://youtu.be/2oQzSuz0YGk

sobota, 20 czerwca 2020

Ślady UFO na niebie?

Tajemnicza łuna nad Cambridgeshire

Niektórzy z obserwatorów są przekonani o pojawiających się na niebie śladach UFO.

Dziwne wydarzenie w Anglii

Niesamowite zjawisko zaobserwował ze swojej łodzi 55-letni Gerry Underwood. Ognista łuna była widoczna na niebie w hrabstwie Cambridgeshire.
Gerry Underwood, który zaobserwował to wyjątkowe zjawisko ze swojej łodzi nie ma pewności, co je wywołało. Mężczyzna uważa, że płonący obiekt był zbyt duży, jak na spadającą gwiazdę, nie przypominał też śladu chemicznego pozostawionego przez przelatujący samolot, informuje „Daily Star”. Gerry mieszka ze swoją partnerką Melanie na łodzi. Wieczorem przebywali akurat na zewnątrz, kiedy na niebie rozbłysła tajemnicza łuna. Obserwowali zjawisko przez około 20 minut, po czym rozmyło się i zniknęło w oddali za drzewami.
Cambridgeshire, hrabstwo znajdujące się we wschodniej Anglii, jest w ostatnich latach popularnym miejscem do obserwacji nietypowych zjawisk na niebie. Niektórzy z obserwatorów są przekonani o pojawiających się na niebie śladach UFO. (A.M.)

Co to być mogło? Nie wiem. Widziałem wiele razy barwne zorze, ale były spowodowane obecnością w atmosferze pyłów już to z Kosmosu, już to z erupcji wulkanicznych. Tutaj rzeczywiście mogło w grę wejść UFO, ale czy na pewne? Świadkowie widzieli płonący obiekt i dziwną łunę. Coś podobnego widziano także w Jordanowie, w dniu 4.VI.1994 roku. I tutaj był widziany powoli lecący duży obiekt świecący raz czerwono raz pomarańczowo, który skrył się za górami pozostawiając za sobą czerwoną zorzę…

O innej dziwnej obserwacji pisze Jacek Dyrdak na portalu o2.pl:

Tajemniczy obiekt nad Sendai

Tajemniczy obiekt na niebie.


„Zawisł” bez ruchu. „Mam złe przeczucie”. Tajemniczy obiekt, który był widoczny na niebie przez kilka godzin, rozgrzał do czerwoności media społecznościowe w Japonii. Nikt nie wie, co to jest. Ludzie spekulują, że to UFO, inni mówią o akcji propagandowej Korei Północnej.
Obiekt przypomina balon przyczepiony do konstrukcji w kształcie krzyża. Całość wydaje się być zasilana silnikiem. Tajemniczy obiekt było widać nad miastem Sendai, której jest stolicą prefektury Miyagi.
W mieście rozdzwoniły się telefony. Tamtejsze biuro meteorologiczne otrzymało wiele sygnałów od zaniepokojonych mieszkańców. Samo nie wie jednak, co to jest.
Nie mamy pojęcia, co to. Być może jest to jakiś sprzęt do obserwacji pogody, ale na pewno nie jest to nasz sprzęt – powiedział przedstawiciel biura meteorologicznego w Sendai, którego cytuje agencja Reutera.

Obiekt przez kilka godzin bez ruchu wisiał na niebie

Mieszkańcy Sendai zauważyli tajemniczy obiekt w środę (17.VI) o świcie. Obserwować go można było przez kilka kolejnych godzin, podczas których właściwie się nie przemieszczał i nie wykonywał żadnych ruchów. W końcu został zasłonięty przez chmury.
Japończycy zachodzą w głowę, co to jest. W środę po południu lokalnego czasu temat przypominającego balon obiektu był jednym z najpopularniejszych na Twitterze w Japonii. Ludzie pisali, że to UFO, inni mówili, że to balon Korei Północnej, który reżim wykorzystuje do kampanii ulotkowej. Ktoś inny wspomniał o Godzilli.

„Mam złe przeczucie, jakby zaraz miała się pojawić Godzilla”

 – napisał pewien internauta.

Ze swej strony zwróciłem się do mojego japońskiego kolegi Pana Kiyoshi’ego Amamiya z takim oto zapytaniem:
R.L.: To wydarzenie przypomina mi wydarzenia z lat 60. I 70., kiedy to podobne obiekty były widoczne nad Sofią, Budapesztem i Zalewem Szczecińskim oraz Tatrami. Te ostatnie widziałem na własne oczy!
K.A.: Dziękuję z powiedzenie mi o tych obserwacjach z przeszłości. Interesują mnie reakcje ludzi na tą aferę! Potwierdzenie jest niemożliwe bo obiekt poruszał się na wysokości 3000 m – głosił raport. Zgodnie z tymże raportem, obiekt odleciał nad Pacyfik, co pokazała TV. Zrobiłem 20 zdjęć do Sieci.   
To bardzo przełomowy incydent, 1 obiekt wysoko unoszący się został zauważony i sfilmowany przez wiele osób na szerokim obszarze w Japonii.
W przeszłości śledczy UFO z każdej grupy potrafili udać się na miejsce, aby zebrać zdjęcia i nagrania, a także mieli wiele radości z wywiadu z wykwalifikowanymi obserwatorami, takimi z prasy i obserwatorium.
Szkoda, że właściciel małego samolotu z firmy prasowej nie chciał podlecieć do obiektu i zobaczyć, co to jest.
Nie wiadomo, kto jest producentem tego UFO, nie możemy zrobić przepisów. Największym kandydatem na tego, kto zrobił to UFO jest uniwersytet, jednak obiekt ten różni się od balonu obserwacyjnego i muszę ten domysł odrzucić.
Jeśli chodzi o „nieznane”, to wydaje się, że ma to coś wspólnego z rzeczami, o których każdy myśli. Nawet w nieszczęściu koronawirusa jest wielu antagonistów inteligencji i chcę, abyś zachował swoje zainteresowanie jako niepowiązane z instalacjami obronnymi. Mogłem już to rozwiązać tą zagadkę.
R.L.: Czy Oni nas ostrzegają? Zob.  http://cropcircleconnector.com/.../huntsdown2020a.html. A może to prezent od Kima?
K.A.: Dziękujemy za tekst w całości po japońsku. Moja żona powiedziała: „Może to balon z Korei Północnej”. To wciąż dla mnie „nieznany obiekt”.
R.L.: Poza tym ten obiekt był widziany tam, gdzie w dniu 11.III.2011 roku było potężne tsunami i miała miejsce katastrofa jądrowa w elektrowni atomowej Daiichi-Fukushima 1. Być może, te dwa wydarzenia mają ze sobą związek. Może to EBE z UFO chcieli się przyjrzeć terenom tej katastrofy nuklearnej? Z tego, co piszą Robert Duval i Robert Hastings wynika, że UFO interesują się naszymi instalacjami nuklearnymi.


Agrofglif, który pojawił się tego samego dnia w angielskim Wiltshire


K.A.:  Myślę, że twoja opinia jest poprawna. Przyjaciele we wszechświecie interesowali się niebezpiecznymi sytuacjami na Ziemi. Jest nadzieja, że "zagadki UFO" zostaną rozwiązane przez przyjaciół UFO. Dla wielu ludzi nieprzewidywalna przyszłość jest własnością kogoś, kto zna ją dzięki wskazówkom UFO. Nawet jeśli świat nie zna "założenia", to wniosek przychodzi z czasem. Ostrzeżenie (agroglif) jest tak wykonane przez obcą inteligencję, abyśmy mogli to zrozumieć.

Osobiście jestem zdania, że mógł to być balon sonda-meteo lub zwiadowczy wypuszczony przez Koreańczyków lub Chińczyków. Rzecz w tym, że taki balon musiałby przelecieć 1100 km w linii prostej od wybrzeży Korei do Sendai. No i siłą rzeczy musiałby być zaobserwowany przez amerykańskie, południowokoreańskie i japońskie radiolokatory. To pewnik, szczególnie że leciał on na pułapie 3000 m.
Opisy moich obserwacji baloniastych UFO Czytelnik może znaleźć w opracowaniu „UFO nad granicą” (Kraków, 2000) dostępnym w Internecie na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2014/04/ufo-nad-granica-1.html i dalszych, więc nie będę ich tu przytaczał. 


 Opinie z KKK

No tak balon 😁 tylko jak to Kiyoshi’ opisał stał on przez długi czas w miejscu a balony tak nie mają, w "swej naturze" lecą sobie z wiatrem. Co do śladów w postaci smug na niebie to już inna sprawa – to co je pozostawiło może być nieziemskiego pochodzenia lecz niekoniecznie "ufiastego" 😁 a my sami w tym temacie mamy spore "osiągnięcia". (L.O-O.)
Leszku – masz rację, ale… Otóż obserwowałem dwukrotnie te baloniaste UFO: raz nad Zalewem Szczecińskim, drugi raz nad Tatrami. W OBU przypadkach obiekty te obserwowałem (i nie tylko ja) przez co najmniej 3 godziny! Podobnie było z balonem sondą meteo z Królewskiego Instytutu Meteorologicznego w Oslo, który wisiał kilka godzin nad Świnoujściem i był obserwowany przez żołnierzy WOPK i WOP, którzy ocenili pułap jego lotu na 9000 m. Tak więc nie jest to takie oczywiste. 👽 (Robert


Źródła:

niedziela, 20 lipca 2014

Nieudany agroznak pod Jordanowem?


Kilka dni temu jedna z mieszkanek Jordanowa, Pani A. Ś. Zawiadomiła mnie, że obok drogi krajowej nr 28, pomiędzy Jordanowem a Osielcem, na polu owsa po jej wschodniej stronie, znajduje się coś, co przypomina piktogram zbożowy, jakie widziała w TV. Rzecz zainteresowała mnie po wydarzeniach, które miały miejsce w Jordanowie w nocy 21/22.VI.2014 roku, a co opisałem w artykule pt. „Nocne Światła nad Jordanowem” – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2014/07/nocne-swiata-nad-jordanowem.html.

Udałem się tam w dniu 11.VII.2014 roku w celu obejrzenia tego zjawiska. Faktycznie – legi owsa przypominały z grubsza tzw. „nieudane” agroznaki, które występowały m.in. w Wylatowie, jednakże nie układały się one w żaden konkretny agrosymbol.

Opis:
W dniu 19.VII.2014 roku udałem się tam ponownie w celu przeprowadzenia oględzin i stwierdziłem, co następuje:
v Agroglif znajduje się na polu owsa znajdującym się w odległości ok. 100 m na NW od punktu wyznaczonego współrzędnymi: 49°39’50”N - 019°47’57”E, 490 m n.p.m. (wg pokładowego GPS), po zachodniej stronie DK-28, w odległości ok. 2,5 km od m. Jordanów.
v Agroznak znajduje się na SE zboczu Osielskiej Góry/Brodańca. Od wschodu znajduje się DK-28 od której pole to oddziela rów o szerokości 1,8 – 2,0 m zarośnięty trawą. Od południa znajduje się kośna łąka. Od zachodu porośnięta trawą nieużytkowana łąka, a od północy – świerkowy las.
v Agroznak ma kształt w przybliżeniu podobny do litery „y”. Tworzą go aleje położonego owsa. Wszystkie źdźbła są położone w dół zbocza. W kilku miejscach widać miejsca po wykoszonym lub wyjedzonym zbożu.
v Źdźbła są wyraźnie zgięte, ale w niektórych miejscach złamane. Być może spowodowały to zwierzęta, które przychodziły się tam paść. Część agroformacji składa się z mierzwy – złamanych i zgiętych źdźbeł ułożonych w różne strony.
v Ciekawą rzeczą jest to, że nie widać żadnych śladów na łące, po zachodniej stronie agroznaku. Znajdują się tam jednak ścieżki wydeptane przez zwierzynę płową.

Wniosek końcowy:

Mamy do czynienia z naturalną formacją spowodowaną przez synergiczne działanie spływającej deszczowej wody, wiatru i deptania przez zwierzęta. W tej okolicy widziano kilkakrotnie formujące się wiry powietrzne, które byłyby w stanie przekształcić się w trąby powietrzne. Niemniej jednak kształt agroglifu i to, że nie widać żadnych zmian na sąsiadujących z nim łąkach sugeruje działanie jakichś „nieziemskich” czy tellurycznych sił, które spowodowały takie a nie inne wyleganie owsa. 

A szkoda...   

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

WYLATOWO i Baza Kosmiczna „Małego Psa”… (1)

Zofia Piepiórka “Eleonora”

W Wylatowie nigdy nie byłam i raczej nie będę. Dlaczego? Dlatego, że nie jestem typowym ufologiem, który musi zaliczyć tego typu miejsca „święte” dla tej grupy badaczy. Przede wszystkim jestem badaczką megalitów oraz wizjonerką. W przeciwieństwie do mnie - ufolodzy nie są zainteresowani badaniami kamiennych kręgów, gdyż nie widzą w ich ustawieniu żadnego związku z UFO. Naukowcy twierdzą, że jest to tylko cmentarzysko Gotów, a więc ufolodzy szukają odpowiedzi na tego typu zjawisko gdzie indziej. Czy znajdą? Mam wątpliwości, gdyż obserwacje UFO to jeszcze nie dowód, a naukowcy poszukują i oczekują od nich namacalnych dowodów. I tak wygląda obecnie nasza nauka i ufologia - jak  błędne koło, z którego nie ma wyjścia.
Oczywiście czasami słuchałam w Wiadomościach TVP lub czytałam artykuły w prasie o Wylatowie i ufologach, którzy zajmowali się sprawą piktogramów i obserwacjami UFO. Nie wzbudzało to we mnie dreszczyku emocji ponieważ wielokrotnie obserwowałam UFO m.in. w Gdyni, w Małych Stawiskach lub w różnych kamiennych kręgach. Jedynie co mnie w tej sprawie zainteresowało to dwa zdjęcia z okolic Wylatowa oraz krótka informacja pana Leszka Ostoi – Owsianego zamieszczona w lipcu 2008 roku na Blogu Centrum Badań Zjawisk Anomalnych - Roberta Leśniakiewicza. Widoczny był na nich tajemniczy, różowy obiekt stojący na ziemi. Patrząc na zdjęcie „różowego UFO” pomyślałam: ja już to gdzieś widziałam! Przypomniałam sobie obserwację różowego UFO we wrześniu 1993 roku w Gdyni… a konsekwencją tej obserwacji było zdjęcie, które wykonałam dwa lata później w kamiennych kręgach w Odrach, pod koniec sierpnia ok. godz. 12.00. Widoczna na nim jest taka sama różowa „chmurka”, ale nad kamiennym kręgiem. Okazało się, że wykonane przeze mnie zdjęcie ma ścisły związek ze zdjęciami przesłanymi przez pana Leszka. (Opis tej obserwacji i snu znajduje się w książce pt. „Święta tajemnica Gdyni”)
Czy ma to jakieś znaczenie dla sprawy Wylatowa? Owszem! Jest to bardzo ważna wskazówka, ale o co chodzi wyjaśnię po kolei.
Wylatowo!
*Położenie geograficzne 17°48 E - 52°48 N
Wylatowo – wieś w Polsce, położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie mogileńskim, w gminie Mogilno. Ma powierzchnię ok. 52 km i zamieszkuje tę wioskę 581 mieszkańców. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bydgoskiego. We wsi jest zabytkowy kościół drewniany pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z 1761 - herb Wylatowa. Wioska ta znajduje się pośrodku trasy Inowrocław - Gniezno (droga krajowa nr 15) nad Jeziorem Szydłowieckim.
Wieś ta stała się znana, gdy w latach 2000-2005 na okolicznych polach pojawiały się kręgi zbożowe.
Na temat fenomenu ufologicznego w Wylatowie przed laty napisano dziesiątki artykułów i zrobiono tyleż samo filmów. Idąc na skróty wystukałam w Googlach hasło: Wylatowo i pojawiła się cała masa informacji.  Niejako podsumowaniem tego wszystkiego co tam się działo jest art.:  http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100717/INNEMIASTA13/314614214
„Do Wylatowa ufolodzy i badacze obcych cywilizacji przyjeżdżają już od 10 lat”
17 lipca 2010, Autor: Roman Laudański
„Świat wchodził w trzecie tysiąclecie, kiedy mieszkańcy Wylatowa rozpoczynali swoją przygodę z nieznanym. Trwa ona do dziś.
Zdarzyło się to jeszcze przed Piotrem i Pawłem. W niedzielne przedpołudnie Tadeusz Filipczak z Wylatowa, wsi pod Mogilnem, oglądał właśnie w telewizji magazyn "Tydzień", kiedy zadzwonił do niego były dyrektor szkoły i zapytał: - Tadek, czy ty wiesz, co masz na polu? - A co mam nie wiedzieć, pszenicę - odpowiedział. - Coś dziwnego z nią się stało, przyjdź i sam zobacz.
No to obejrzał program do końca, a na polu, na własne oczy zobaczył pierwszy piktogram wygnieciony w pszenicy. Wtedy nie bardzo wiedzieli, kogo zawiadomić. Córka Filipczaka zadzwoniła do "Gazety Pomorskiej", a on sam poszedł na policję. - Nie dlatego, że rościłem pretensję o straty, ale chciałem sprawę urzędowo załatwić - opowiada o zdarzeniu z 2000 roku.
Wtedy, pod koniec czerwca Jerzy Szpulecki budował w Wylatowie dom. Nie bardzo dziś potrafi powiedzieć, dlaczego zbudował taki duży, ale jakby przewidział, że stanie się on bazą badaczy zjawisk paranormalnych i ufologów z całego świata. Drugie piętro nie miało jeszcze dachu i okien, kiedy nad Wylatowo przyszła niezwykła światłość. Nieoczekiwanie po północy zgasła elektryka i zapadła przejmująca cisza. Czerwono-żółto-pomarańczowe światło zbliżyło się nad bazę i Szpulecki poczuł, że otrzymuje przekaz energii. - Nie wiedziałem, co to jest - opowiada Jerzy Szpulecki. - Światło się rozstąpiło i ujrzałem zamglony, kulisty kształt statku o średnicy ok. 20 metrów. Ocierając się o szczyt dachu, światło poprowadziło mnie dalej. Obiekt podniósł się w górę. Pomyślałem, jak nic zahaczy o druty, a on przeszedł przez nie jak dym z papierosa. Miał niebieskie macki, kuliście zakończone. Zniżył się, nastąpiło wyładowanie, jakby ktoś włączył spawarkę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w tym miejscu powstał piktogram. Podniósł się i odleciał w kierunku Poznania. To było - uważnie dobiera słowa - przesłanie. Przyzwolenie na częstsze spotkanie z tymi obiektami. Trwało to pięć - siedem minut. Nie chciał być niewiarygodny, przez pierwsze lata o tym milczał.
- Z roku na rok piktogramy stawały się większe - wspomina Bolesław Kula, który chętnie, jako nieformalny rzecznik, rozmawia z dziennikarzami przyjeżdżającymi do Wylatowa. Spotykamy się przy wlocie drogi z Mogilna w "piętnastkę", na polach terytorialnie należących do wsi Żalno. Niedawno ktoś tu wydeptał piktogram, ale Bolesław Kula mówi o tym, lekceważąco: fałszywka. I pokazuje segregator pełny historycznych już zdjęć z lat 2000 - 2005. Kwiatek lotosu, dwie elipsy i trzy kółka - to piktogramy z 2003 roku. W 2005 roku na wylatowskich polach pokazał się ostatni piktogram. Na wprost bazy, pod okiem wielu kamer, kiedy dwudziestu-trzydziestu entuzjastów kontaktów pozaziemskich patrolowało okolicę i czuwało nad specjalistycznymi czujnikami. Olbrzymi. Można by na nim nawet w piłkę pograć.
Wyliczyli, że wylatowskie piktogramy obejrzało ok. 40 tys. miejscowych i przyjezdnych.
- Ludzie, uzbrojeni w kamery i aparaty czuwali, a tu - proszę - fenomen. I tak powstał - opowiada Bronisław Kula. - Nawet gdyby wykonało to kilku ludzi, to zajęłoby im to kilka godzin. A było niemożliwością, żeby ktoś ich nie zauważył. Tam non-stop ktoś chodził. To jeden z argumentów, które do nas przemawiają.
Kiedy powstał pierwszy piktogram miał piętnaście lat. Kolejnych dziesięć przeżył w cieniu czegoś dziwnego, co dzieje się w Wylatowie. Dołączył do poszukiwaczy. Zapewnia, że było warto, bo uczestniczy w czymś fajnym i rzadko spotykanym. Fenomen w skali kraju.
- Na polu Filipczaka zawsze powstawały piktogramy - opowiada Kula. - Może dwieście metrów od bazy powstało trzydzieści kręgów różnej wielkości. Wcześniej na tym polu doktor Jan Szymański rozstawił czujniki. Żaden krąg nie trafił w czujnik, ale jeden, prawie otarł się o piktogram i odnotował przedziwne anomalie. Ostatnia osoba przechodziła tam około godz. 2.30 w nocy, a zarys największego kręgu zobaczyliśmy w kamerach o 4 - 5 rano. Jeśli znalazłby się sceptyk, który twierdziłby, że zrobiono je ludzką ręką, to czy w dwie godziny ktoś by sobie z tym poradził? Nie wierzę.
"My jesteśmy ufoludki, hop-sa-sa!"
Bywało, że piktogramy odnajdywano dopiero po kilku dniach od ich powstania. Do dziś nie wiedzą, co oznaczają. Kula pokazuje zdjęcia kręgów zbożowych wykonanych ludzką ręką. Zero symetrii. Kolejne zdjęcia, to już rysunki okolicznych dzieci, które na konkurs rysowały ufoludki i latające talerze.
Doktora Jana Szymańskiego Wylatowo wchłonęło i trzyma już siedem lat. Pamięta moment, kiedy dziewczynki przywitały go piosenką: "My jesteśmy ufoludki". - A przecież wcześniej wszystkie dzieci śpiewały: "My jesteśmy krasnoludki" - uśmiecha się. - Widać, że pokolenie młodych wylatowian ukształtowało się w innej atmosferze.
Dziś wszędzie tu jest Internet, anteny telewizyjne i promieniowanie elektromagnetyczne z masztów telefonii komórkowej. Polska w pigułce. A do tego kamery, noktowizory i czujniki elektromagnetyczne i promieniowania jonizującego, z którymi pasjonaci biegają po polach. A jeśli jeszcze dodać do tego wojskowe śmigłowce i samoloty, które wyjątkowo często i nisko patrolowały ten teren, to widać, że nie tylko ufolodzy interesowali się Wylatowem.
Jan Szymański wcześniej zajmował się biologią i bioelektroniką we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. W Wylatowie zetknął się ze zjawiskami, które nie są ani kulistymi piorunami, ani tornadem, ani zorzą polarną. Kiedy te niezwykłości zaczęły się pojawiać nad wsią, budziły sensacje. Dziś mieszkańcy traktują je zwyczajnie. Jest jednym z tych, którzy mają odwagę szerzej spojrzeć na świat i kosmos.
Deska w zbożu
Przez pięć lat powstawały coraz wymyślniejsze piktogramy, które w niczym nie ustępowały tym, które pojawiają się na Zachodzie. Choć tam - Bolesław Kula pokazuje kolejne zdjęcia - wymyślają już prawdziwe arcydzieła. Koronkowa robota, ale ludzka. Hobbyści robią je na zamówienie. - Trzeba mieć świadomość, że ludzie też je robią, to jest możliwe do zrobienia - podkreśla Kula. Zboże wygniata się deską. Dwie osoby przewiązują się sznurkiem, dzięki czemu można uzyskać okrąg. Są też wałki gniotące zboże. Pot z czoła leci. Bolesław Kula wie, co mówi, bo sam próbował swoich sił przy piktogramie. W tym roku, dla celów badawczych, wygnietli piktogram w okolicy bazy.
Przez dwa lata badali pola termowizją. Nic nie pokazała. Modelami zdalnie sterowanych samolotów z kamerami filmowali piktogramy z góry.
Bronisław Kula wymienia niezwykłe zjawiska, które można zobaczyć nad Wylatowem. Obiekty latające - świetliste kule, które mogą być jakąś formą inteligentnej energii. Dziesiątki osób je widziało nad wsią.
Następnie relacje osób, które widziały tu duże spodki. Jedna z wylatowskich rodzin przeżyła bliski kontakt. Przez dwie godziny przejechali siedmiokilometrowy odcinek drogi samochodem. Ogromny, jajowaty obiekt przemieszczał się nad nimi. Byli przerażeni. Na to są emocjonalne relacje całej rodziny.
Jeden ze znajomych Bolesława Kuli wykonał przypadkowe zdjęcie śmigłowca nad pobliskim Kwieciszewem. Za maszyną leci niezidentyfikowany obiekt. Myśleli, że może to rysa na kliszy, ale na powiększeniach widać strukturę obiektu. Takich obiektów było tu sporo. W tym roku coś dziwnego widzieli mieszkańcy Kątna. Świetlistą kulę, która - zdaniem Bolesława Kuli - może reagować na ludzkie myśli. W 2003 roku przeprowadzili eksperyment z medytacją na jednym z pól. Koncentrowali myśli i na ich prośbę na niebie pojawiła się pomarańczowa kula. Widziało ją dziesięć osób.
Jan Szymański wraz z synem Jerzym już pierwszej nocy w Wylatowie zobaczyli niezidentyfikowany obiekt, który przez sześć sekund kołysał się nad bazą. Po tak mocnym powitaniu przyjeżdża tu już siedem lat i rozstawia czujniki. Jeden z nich odnotował silne promieniowanie rentgenowskie w pobliżu piktogramu. - A to szczere pole, a nie sąsiedztwo naukowego instytutu, przy którym mogłoby wystąpić - zauważa.
Wielokrotnie zastanawiał się, kto komu robi kuku wygniatając zboże? Tadeusz Filipczak przypomina, że chcieli nawet kilkutysięczną nagrodą ustalić sprawców, ale to nic nie dało. - Kilka niezależnych grup patrzyło tu sobie na ręce, jedni pilnowali drugich i nic. Sądzę, że niektóre wykonano ludzką ręką. A inne? Podkreśla, że fenomen tej miejscowości polegał m.in. na długotrwałości i lokalizacji piktogramów, które pojawiały się w niewielkiej odległości od bazy - domu. I dalej coś się dzieje. Ostatni, największy pojawił się w 2005 roku. Później już nie było żadnego, ale przecież działy się inne rzeczy. Podkreśla zainteresowanie wojska tymi zjawiskami. Zastanawiali się nawet, czy ktoś nie testuje tu jakiejś nowej broni.
No i jest kwestia nazwania tych, którzy przelatują nad głowami wylatowian. Tzw. Kosmici? Obcy? Ufoludki? - Ja wolę mówić: przybysze - podkreśla Szymański. - Skądś przybywają, czego chcą? Jesteśmy na początku drogi poznania. Czy piktogramy są ich sztuką?  Są tu wreszcie transmisje elektromagnetyczne, których nie potrafią odebrać. Może to był; wstęp do kontaktu? A może to tylko załoga wojskowego AWACS-a drażniła się z nimi?
- Jeśli w telewizorze widzimy naukowców z NASA, którzy mówią o obcych cywilizacjach, to takie informacje wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim - opowiada Jan Szymański. - A jeśli dzieje się to tam, gdzie człowiek mieszka, to robi to na mieszkańcach większe wrażenie.
A może piktogramy przyciągają przedstawicieli obcych cywilizacji? - trzeba na to spojrzeć i z tej strony.
Jerzy Szpulecki zapewnia, że dzięki przekazowi energii wyczuwa moment wykonania piktogramów. A tę energią, której ma w nadmiarze, musi dzielić się z poszukiwaczami. A wszystko to po to, żeby był przekaz dla ludzi, że nie są sami. Wspomina opowieść dziadka, że już sto lat temu pojawiały się tu tzw. Świetliki. Trzeba było się pomodlić i coś im zostawić: buty lub część garderoby. Wtedy dawały ludziom spokój.
- Nie można powiedzieć, że piktogramy znikły wraz z monitoringiem - podkreśla Bolesław Kula. - Monitoring był, piktogramy też były. A że znikły? Może źle to wykorzystaliśmy? - zastanawia się. - Jedno jest pewne, to jest coś niezwykłego. Tu był konkretny obszar, na którym co roku wiedzieliśmy, że coś powstanie. Oni się z nami bawili. My chodziliśmy po polach, a oni i tak nam zrobili piktogramy. Mogliśmy doświadczyć na sobie, że nie jesteśmy w stanie tego upilnować.
Trzecie tysiąclecie
Tadeusz Filipczak zgromadził w garażu zdjęcia i artykuły o Wylatowie. Nadal zaglądają tu turyści, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. To jedyna izba - a raczej garaż pamięci.
- Piktogramy zawsze powstawały w dojrzałym zbożu - opowiada Tadeusz Filipczak. - Ze zboża jest chleb. Może to upomnienie, że idziemy w złą stronę? Sygnał dla ludzkości? Trzecie tysiąclecie pełne jest katastrof, także u nas w kraju. Myślę sobie, że to ostrzeżenie. Na pewno nie jesteśmy sami we wszechświecie. Czy ja albo pan mamy taką moc, żeby coś zmienić? Kręci głową. - Ktoś tym światem rządzi, Stwórca, Bóg. Staliśmy się sławni na całą Europę, ale nadal żyliśmy tu jak żyjemy. Można było wykorzystać to turystycznie. Był pomysł, żeby przystanek autobusowy postawić w kształcie spodka. Nie powstał. Świat jest niezbadany i chyba po prostu nie da się wszystkiego wytłumaczyć.”
 Piktogramy w Wylatowie. Ufolodzy wykluczyli udział przybyszów z innej galaktyki
 13 lipca 2010, Dariusz Nawrocki, dariusz.nawrocki@pomorska.pl

Zamieszczę tutaj fragment jeszcze innego art., gdyż moim zdaniem ma zasadnicze znaczenie dla całej sprawy, a zatem:

CDN. 

niedziela, 25 marca 2012

Dziury na pustym miejscu

 Tajemniczy wykop ("Tajny XX wieka")
Czy UFO, tajemnicze wykopy i agroznaki są trzema przejawami tej samej tajemnicy? 
("Tajny XX wieka")


Igor Wołozniew

Najwcześniejsza informacja o kręgach zbożowych – dalej agroformacjach czy agroznakach – pojawiła się na grawiurze zatytułowanej „Diabeł z kosą” z roku 1687. Dzisiaj w Wielkiej Brytanii zarejestrowano ponad 2000 agroznaków. Szacuje się, że około 30% z nich zostały wykonane przez ludzi.

Ostatnio w mediach coraz częściej pisze się o tajemniczych dziurach w ziemi. Jak podają, chodzi o cylindryczne, rzadziej – owalne albo prostokątne ubytki w glebie albo w skale – jeżeli rzecz ma miejsce w górach. Od normalnych wykopów odróżniają je przede wszystkim szybkość i nagłość ich pojawienia się, niemal idealny kształt i bardzo często – zniknięcie wyjętej gleby z tajemniczego wykopu. Zazwyczaj pojawiają się one nocami i na polach

Zagadka w rejonie Grande Coulee

Największym z tajemniczych otworów w ziemi jest ta, która pojawiła się w 1984 roku nieopodal amerykańskiego miasteczka Grande Coulee, WA.
18 października 1984 roku bracia Rick i Peter Timm zaganiali bydło w rejonie Grand Coulee w stanie Waszyngton. Nagle dostrzegli na łące dziurę o średnicy i głębokości 3 m.
- Ziemia wydobyta z dziury leżała 22,5 metra dalej na północny-wschód i to w jednym kawałku – relacjonował swoją przygodę dziennikarzom Peter Timm. – Na całym tym terenie nie było śladów wskazujących na to, w jaki sposób ten wielki blok ziemi został wydobyty i przemieszczony.
Dziurę z wyrzuconą z niej ziemią łączył cienki pas drobno przemielonej gleby. I nie było jakiegokolwiek śladu tajemniczych kopaczy!

Kowboje zadzwonili do Dona Obertine’a – dyrektora firmy Calville Indians, na terenie której znajdywała się ta jama. Ten z kolei wysłał tam swego geologa Billa Atterbacha. Według niego, jama ta mogła powstać tylko pod wpływem wertykalnego podniesienia całej bryły ziemi – o czym mówi płaskie dno i pionowe ściany jamy.

Bardziej dokładne badania fenomenu dokonali specjaliści ze Smithsonian Institute. Szczególnie zdumiało ich to, że korzenie roślin na ścianach jamy pozostały zupełnie nieuszkodzone! Takiego efektu nie da się osiągnąć przy kopaniu łopatą czy przy użyciu bardziej wyrafinowanej techniki.

Tak zatem specjalistom nie pozostało nic innego, jak zgodzić się z tym, że cała wybrana stamtąd ziemia została przemieszczona w powietrzu. Jednak we wnioskach wykazali oni, że niepodobna jest wyobrazić sobie tą siłę, która byłaby w stanie wyciąć z gleby warstwę ziemi o wadze trzech ton i przenieść ja w jednym kawałku 22,5 metra!

Czyżby ogromna koparka?

Do dziś dnia pozostaje zagadką powstanie ogromnego wykopu w argentyńskiej prowincji Rio Negro. Średnica wykopu wynosi ok. 35 m, zaś głębokość – 14,5 m. Pojawił się on w 1902 roku, w czasie nocnej burzy z grado- i gromobiciem. Ściany wykopu już osypały się do dnia dzisiejszego, dno porosło krzakami, ale do dziś dnia jest on jeszcze widocznym. Specjaliści zdecydowanie odrzucili hipotezę o meteorytowym czy krasowym pochodzeniu fenomenu.

Jeżeli idzie o Rosję, to za największą anomalną jamę uważa się tą, która powstała w nocy 28 kwietnia 1961 roku na brzegu Korboziera. Jej rozmiary wynosiły 25 x 18,6 x 3,5 m. Jeden z jej końców znajdował się w jeziorze. Lód w tym miejscu był załamany i widać było dużą płonię.[1] Wyglądało to tak, jakby ogromna łyżka koparki wgryzła się w zamarznięty jeszcze brzeg jeziora, wydarła z niego spory blok gleby, którą wyrzuciła diabli wiedzą gdzie…

Przybyli na miejsce eksperci nie znaleźli żadnych śladów jakichkolwiek urządzeń technicznych, co nie jest dziwnym: okolice jeziora są tak dzikie, że badacze mogli się tam dostać tylko pieszo.

Nurkowie obejrzeli dno w rejonie jamy i znaleźli tam część wydartego z brzegu gruntu, a pod nimi kęsy lodu, szczególnie dziwnego jasnozielonego koloru. Przesłano je do Leningradu. Ale do uczonych lód przyszedł już w postaci wody… Analiza jej nie pozwoliła na ustalenie, co było przyczyną jego niezwykłej barwy, na którą zwrócili uwagę badacze.

Zbadanie samej jamy na brzegu Korboziera też niczego nie dało. Specjaliści z kilku instytutów doszli do wniosku, że nie był to wybuch, nie był to astroblem i nie było to zjawisko krasowe. W rezultacie czego o niezwykłej jamie szybko zapomniano.

Związki z UFO

Fenomen zagadkowych wykopów i jam nie jest nowy, a pierwsze informacje pojawiły się w mediach w połowie XX wieku – jednocześnie z doniesieniami o obserwacjach UFO.

I tak w roku 1954, francuskie gazety doniosły o dziwnych jamach w kształcie jaja, które powstały w nocy na polu w departamencie Poncey-sur-Lignon.[2] Badająca je grupa geologów jednogłośnie i zdecydowanie odrzuciła możliwość, że zostały one po prostu wykopane łopatami. Wyglądało to jakby ziemia – uwaga! – została z nich wyssana jakąś nieprawdopodobnie silną ssawą!

W roku 1981, anomalna jama pojawiła się w RFN prawie na środku pasa startowego lotniska wojskowego. Znaleziono ja rankiem. Jej okrągłe ściany były absolutnie równe i precyzyjnie wycięte w ziemi, a głębokość sięgała do 7 m. Nie znaleziono brakującej ziemi…

Ostatnimi czasy doniesienia o takich przypadkach powtarzają się regularnie. Na polach Rosji i krajów WNP anomalne jamy pojawiają się nie rzadziej, niż znane agroformacje w Anglii. Takie ubytki w glebie znajdowano na polach w Woroneżskiej, Kurskiej, Saratowskiej, Kiemierowskiej i innych Obłastiach, w Krasnojarskim i Chabarowskim Kraju, na Północnym Kaukazie i Przymorskim Kraju. W 1990 roku dziesiątki cylindrycznych otworów o ogromnych rozmiarach pojawiło się na polach i w stepach Kazachstanu. Jeden z nich został znaleziony w rejonie Bajkonuru, i został on zbadany przez specjalistów z Wojsk Kosmicznych Federacji Rosyjskiej. Obejrzeli je dokładnie, zbadali swoimi maszynkami i orzekli, że: „przedmiot badań nie ma żadnego związku ze spadkiem aparatów kosmicznych czy eksperymentami z bronią.” Eksperci odrzucili także hipotezę meteorytową: „po upadku na ziemię kosmicznego kamienia nie jest możliwe pojawienie się takiego cylindrycznego otworu. W takim przypadku powstałby krater i wyrzut materii z jego wnętrza, a tego nie było.”

Okoliczni mieszkańcy jest przekonane o związku powstania tych jam z obecnością NOL-i. W roku 2002, na polu w okolicy wsi Wołowogo w Kałużskiej Obłasti, nie wiadomo jakim sposobem powstała cylindryczna dziura z płaskim dnem, o średnicy 6 m i o takiejże głębokości. Ciekawym jest to, że przedstawiciel miejscowego samorządu N. Ziemczienkow widział w nocy nad tym miejscem świecącą czerwonym światłem kulę, która potem zmieniła swój kolor na pomarańczowy. Kula powisiała nad tym miejscem jakieś 15 minut i znikła. Według słów miejscowych, przywykli oni do widoku takich BOL.

W 1995 roku, mieszkańcy wsi Apakowo w Uljanowskiej Obłasti obserwowali na nocnym niebie dziwny, świecący się krąg, a na drugi dzień koło ptaszarni pojawiła się okrągła dziura z równymi, dosłownie nadtopionymi krawędziami. W miesiąc później takie samo niepojęte zjawisko widzieli mieszkańcy innej wsi tego regionu – Biekietowki. Na drugi dzień w ogromną jamę omal nie wpadł z traktorem tamtejszy traktorzysta. Potem znaleziono jeszcze jedną taka jamę, ale nieco mniejszych rozmiarów.

Pokazują nam, że nie jesteśmy sami

Ufolodzy już dawno zwrócili uwagę na zbieżność tych dwóch fenomenów – agroformacji i dziur w ziemi. I jedne i drugie pojawiają się nocą, na polach, całkowicie bezdźwięcznie, zupełnie nieoczekiwanie dla okolicznych mieszkańców. I jedne i drugie mają związek z UFO, chociaż nie ma przekonywującego dowodu na to, że są one robione przez Latające Spodki, których in flagranti na tym nie przyłapano. Jednak jak dotąd nie znaleziono ludzi, którzy byliby w stanie wykonać coś podobnego. Sporządzenie agroznaku ze ździebeł zboża jest o wiele trudniejsze, niż się sądzi. Jeszcze trudniejsze do wykonania [a zatem ich sfałszowania – dop. tłum.] są anomalne jamy. Trzeba by je było kopać w nocy, czasami w bardzo twardym gruncie, poza tym sprzątnąć całą wykopaną ziemię – a do tego nie pozostawić żadnego śladu!

Najbardziej popularna wersja: Kosmici biorą próbki ziemskiego gruntu. No, ale skoro tak, to dlaczego Przybysze chcąc pokazać ten proces w jak najbardziej zagadkowym świetle, kopią po nocach i skrycie? Jeżeli Goście nie chcą „bałamucić” ziemskich Aborygenów, to trzeba w tej tajności pójść do samego końca: nie zostawiać w ziemi takich geometrycznie prawidłowych wykopów, a pozostawiać bardziej „zwyczajne” jamy – np. podobne do krateru po spadłym meteorycie. No i sam meteoryt też mogliby podrzucić dla niepoznaki. A najważniejsze – nie pobierać próbek na polach, gdzie ubytki można łatwo odkryć. Można by to było zrobić w bardziej odludnych miejscach, których nie brak na naszej planecie. Przecież Przybysze mogliby się tego domyśleć sami…

Tajemniczość, z jaką tworzy się te jamy, ich regularność od razu mówiąca, nie sugerująca, ale wprost mówiąca o tym, że jest to twór sztuczny, zbijają z pantałyku. Dlatego też wielu ufologów uważa, że te wszystkie agroznaki, doły i same UFO to nic innego, jak demonstracja siły jakiejś cywilizacji. Znaki przekazywane przez nią ludziom w ostatnich latach pojawiają się coraz częściej i najwidoczniej maja moralnie przygotować Ludzkość do prawdziwego Kontaktu, a jeszcze – jak uważają ezoterycy – przejściu Ludzkości do innego stanu fizycznego.

Nie wiemy także, jakie to jeszcze niespodzianki zgotuje nam ta tajemnicza siła w przyszłości. Należy być gotowym na nieoczekiwane zdarzenia, w tym włączając wmieszanie się Przybyszów wprost w tok życia Ludzkości, a nawet w biologiczny ustrój człowieka.

Moje trzy grosze

Oczywistym jest, że podobnie jak agroznaki, tajemnicze jamy w ziemi mogli wykonać Kosmici czy inne Istoty, które chciały przyciągnąć naszą uwagę swą obecnością na Ziemi. To jest poza wszelką dyskusją.

Osobiście jestem zdania, że jeżeli za pojawianiem się agroformacji i tajemniczych otworów w ziemi stoją Obcy (kimkolwiek Oni są) to mają Oni w tym jakiś swój cel. Kiedyś założyłem, że celem powstania agroformacji było zwrócenie naszej uwagi na Ich obecność, czy ważne wydarzenia w naszej historii – zakładając, że Oni są przybyszami spoza Czasu. Oczywiście to się Im udało, ale jak zwykle w takich przypadkach, pojawili się także w Polsce tzw. cropmakerzy, którzy zaczęli robić „konkurencyjne” agroznaki na naszych polach.

Była to ewidentna głupota, ale w sumie wyszło to nam na dobre, boż opracowano metody badania agroznaków i odróżniania prawdziwych od fałszywek. Jestem zdania, że z Ich strony doszło do eskalacji działań. Tok Ich rozumowania był taki: skoro Ziemianie podrabiają nasze agroznaki, to niech teraz spróbują czegoś trudniejszego… No i pojawiły się otwory i wykopy…

Dlaczego? To proste – takich regularnych wykopów czy dziur NIE DA SIĘ  podrobić przy pomocy dwóch sznurków i deski – jak agroznaki, czy w tym przypadku łopaty, i to w ciągu jednej nocy. Co więcej – tego nie da się zrobić nawet przy pomocy koparki, bo to natychmiast zwróciłoby czyjąś uwagę. Poza tym co z wydobytą ziemią? Trzeba ją wydobyć i gdzieś upłynnić, i to bez jakiegokolwiek śladu. Takiej mistyfikacji nie da się zrobić bez śladów, to jest po prostu i ewidentnie niemożliwe – chyba że jest to jakaś zmowa rolników pragnących medialnego rozgłosu i reklamy ich wioski. To też jest możliwe, ale czy wykonalne? Czy parowierszowa wzmianka w jakiejś gazecie – nawet ogólnokrajowej – która po miesiącu zostanie zapomniana, jest warta podjęcia takiego trudu? Chyba nie… Popatrzmy, co było z Wylatowem – Wylatowo stało się sławne w latach 2000-2004, potem o nim było w mediach coraz mniej. Sensacja spowszedniała, reklama się opatrzyła. Ciekawskich coraz mniej.  

Czyli co? Czyli był to kolejny test dla ludzi i ich pomysłowości i inteligencji? Była to zarazem i demonstracja możliwości Przybyszów? Oczywiście. I właśnie dlatego Oni ukazują nam swe możliwości tam, gdzie je najlepiej zobaczyć, I NIE DA SIĘ ICH UKRYĆ – na polach, które stanowią warunek sine qua non naszego istnienia. Zlikwidujmy nasze pola i długo nie pożyjemy, bowiem niemal cała żywność na tej planecie jest produkowana właśnie tam – na polach, a niewielka jej część we Wszechoceanie, który jest coraz bardziej pustoszony przez człowieka.

Czy jest to zatem jakieś ostrzeżenie pod naszym adresem?

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 50/2011, ss. 24-25

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©


[1] Miejsce wolne od lodu, przerębel.
[2] Jest to wieś, a nie departament, a znajduje się ona w departamencie Côte d’Or w Burgundii. 

piątek, 26 sierpnia 2011

Trawiasty AS w Kaliskim?



W dniu wczorajszym – 25.VIII – otrzymałem email od redakcji „Nieznanego Świata” z informacja na temat agrosymbolu znalezionego w trawie w Kaliskim. A oto treść tej info:

Witam,

Przesyłam ślady czegoś, fotki zrobiła córka, tel. kom. powstały wg opowiadań koleżanki w 33 tyg. właściciel zostawił z wrażenia nie wykoszoną łakę żeby ludzie mogli zobaczyc, a koleżanka się o tym dowiedziała w 34 tyg po powrocie z zagranicy i pojechałem z nią to zobaczyć. Jest to jakby świecznik kończy się przygniecionym kołem trawy, co widać na fotkach, trochę tego okręgu właściciel pewno przykosił kosiarką. Miejsce jest osłonięte laskiem i innymi drzewami, łączka ma wymiary ok. 100x 100m,a ślady są w prostokącie ok.5x15m. Podaję miejsce; Pietrzyków k/Kalisza między miejscowościami Opatówek i Koźminek mój tel. Xxxxxxxxx, Marek K.[1]

Ze zdjęć niewiele wynika, trudno powiedzieć, czy był to agrosymbol czy też przypadkowe legi trawy. A oto moja odpowiedź:

Witam Was,

- obejrzałem sobie te zdjęcia. Wyglądają one bardzo ciekawie, ale na podstawie samych zdjęć trudno powiedzieć, czy były one wygniecione przez zwierzęta czy zrobione w inny sposób: przy pomocy desek, stóp czy jakichś urządzeń technicznych. Osobiście nie spotkałem się z takimi agroformacjami, ale słyszałem o nich od wielu ludzi. Wykonano je podobnie jak agroznaki w zbożu, z tym że trawa podnosiła się szybciej niż źdźbła pszenicy czy żyta, co jest oczywiste, bowiem słoma jest bardzo podatna na trzy czynniki: nacisk, wilgotność i temperaturę - dzięki czemu można ją bardzo łatwo prasować i to do tego stopnia, że wygnieciona powierzchnia przypomina zwierciadło i odbija promienie słoneczne, które na nią padają. Tak więc BYĆ MOŻE jest to agrosymbol.

Waszą informację przekazuję do naszych Kolegów z IRG w Toruniu i Pana Adama Piekuta, którzy mogliby dokonać dokładniejszych oględzin tego agroznaku.

Dziękuję za sygnał i serdecznie pozdrawiam!

Robert K. Leśniakiewicz

I jak na razie sprawa ta jest w zawieszeniu.


[1] Imię, nazwisko i numer telefonu znane.