Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2022

Utajniony wypadek

 


Walerij S. Pysin

 

O tym strasznym wypadku komunikacyjnym, który wydarzył się w latach 90., na terenie Obwodu Iwanowskiego media – zarówno lokalne jak i państwowe – niczego nie powiedziały. Wypadek ten od razu został utajniony.

 

Niesprawne hamulce

 

Dowiedziałem się o nim od mojej żony. Ona wtedy przyjechała z miasta Kineszmy (Obwód Iwanowski), gdzie wypoczywała wraz z naszą córką w wieku szkolnym u moich teściów. Jej ojciec był zastępcą naczelnika Miejskiego Oddziału Spraw Wewnętrznych i on powiedział o tym mojej żonie w ścisłej tajemnicy. A moja zona nie wytrzymała i wszystko mi opowiedziała.

Szosa z Kineszmy do Jurewca przebiega nieopodal brzegu Wołgi, składa się z wielu równych i pagórkowatych odcinków. Na jednym z jej długich i krętych zjazdów, pewnej ciężarówce wiozącej kilkanaście grubych płyt żelaznych leżących luzem na pace, padł system hamulcowy. Płyty metalowe były długie i szerokie tak, że wystawały na metr do tyłu i na boki. Maszyna jechała z góry i wskutek niestabilności zaczęła się kołysać z boku na bok i jechać zygzakiem z coraz większą prędkością. A na spotkanie tej ciężarówce z dołu do góry jechał kursowy autobus z pasażerami na pokładzie.

 

Rozcięci na połówki

 

Nastąpiła straszliwa katastrofa. Źle zamocowane żelazne płyty ruszyły siłą bezwładności w kierunku ruchu i tak jak noże rozcięły autokar. Ponad połowa ludzi w nim podróżująca, w tym kierowca, zostali przecięci na połówki. Ruch na szosie został wstrzymany przez drogówkę.

Ani w Kineszmie, ani w całym obwodzie nie ogłoszono żałoby po zabitych. O katastrofie mówili tylko miejscowi mieszkańcy.

 

Źródło – „Niewydumannyje Istorii” nr 35/2021, s. 11.

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz  

 

 

 

niedziela, 30 stycznia 2022

Zniszczone miasto

Powódź w Leńsku w 2002 roku


Michaił Aistow

 

To jest historia z mojego dawnego wojażu służbowego do Jakucji, gdzie prawie 20 lat temu strasznie rozszalał się żywioł wody.

 

Woda wszystko „zgoliła”

 

Wszyscy interesowali się Leńskiem (Syberia, ułus[1] Leński, N 60°43’ – E 114°57’) z oczywistego powodu: w czasie powodu miasto niemal całkowicie znalazło się pod wodą. lodowe zatory spowodowały przecięcie koryta rzeki i spiętrzenie wody. W krótkim czasie woda podniosła się do stanu alarmowego i przekroczyła zapory oraz wały wypłynęła na ulice Leńska zmiatając wszystko na swej drodze.

Mieszkańcy opowiadali mi straszne historie, w tej liczbie o tym, jak woda z lodem po spustoszeniu dzielnic miasta wciąż się podnosiła. Wszystkie drużyny ratownicze przybyły na miejsce po alarmie, ale już było za późno, miasto zostało zatopione. Wkrótce przybyło także kierownictwo kraju – wysocy oficjele z Moskwy. Jak mi powiedziano, wszystkie zagadnienia związane z ratowaniem mieszkańców były rozwiązywane operatywnie i skutecznie.

 

Morze po horyzont

 

Kiedy woda spłynęła, przybyłem i ja na „oględziny” popowodziowe. Było to we wrześniu 2002 roku. Celem mojej delegacji do Leńska – poszukiwanie nowych mieszkań dla ludzi, którzy stracili swe miejsca zamieszkania. Na ulicy Nowosybirskiej pracowały brygady budowlane z Nowosybirska. Kiedy jeszcze byłem w samolocie, to moja sąsiadka podzieliła się ze mną wrażeniami z tego wydarzenia. Otóż opowiedziała ona, że żywioł pojawił się znienacka i domy momentalnie poszły pod wodę. Oni wraz z ojcem i synem wyszli na dach, ale woda wciąż przybierała, zagnała ich na sam szczyt dachu. Stali po pas w wodzie trzymając się komina, a wokół morze rozpościerało się aż do horyzontu.


Leńsk - krajobraz po przejściu fali powodziowej przypominający Japonię po tsunami w 2011 roku... 


Straszny obraz

 

I tak stali oni jakąś godzinę – czy dwie. Wydawało im się, że zguba jest nieuchronna. I naraz woda szybko zaczęła opadać. Być może dlatego – jak im się wydawało – że przerwano zatory na rzece. Do rana stali na dachu, a potem zleźli z niego. Dom cudem wytrzymał atak żywiołu. A oto wszystkie sąsiednie domy pływający lód literalnie zgolił z powierzchni ziemi. Woda zeszła pozostawiając po sobie przerażający obraz.

Oczywiście ujrzałem następstwa tej tragedii. I to wystarczyło, by wyobrazić sobie to, co się tutaj działo. Następne spacery po mieście pokazały, że woda nie na żarty poszalała w miejscowych warsztatach i fabrykach, zlikwidowała elektryczne oprzyrządowanie, zniszczyła większość podstacji transformatorów. Poziom wody w niektórych miejscach sięgał pierwszego piętra. Podtopiło hotel wraz z nadbrzeżem, na którym się znajdował. Także miejski park samochodowy poniósł straty. Miejskie ciężarówki powinny były pracować na miejscowych wałach p.powodziowych i zostały popsute. Specjaliści wzdychali: Straty na miliony rubli 

Należy jeszcze wspomnieć o tym, że po powodzi pojawiło się w Leńsku wiele głodnych, bezdomnych psów. Domy ich gospodarzy były zniszczone, zabrane przez wodę. A one biegały sobie wolno. Z jednym takim stadem przyszło mi się spotkać. Przyznaję, że przestraszyłem się nie na żarty, ale one na mnie nie napadły.

No i są pewne plusy tych wydarzeń. Słyszałem, że Leńsk zostanie obudowany wałami p.powodziowymi, ale nie miałem okazji tam pojechać i zobaczyć to na własne oczy.

 

Źródło – „Niewydimannyje Istorii” nr 35/2021 s. 10

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 



[1] Jednostka administracyjna w Jakucji odpowiadająca rejonowi w Rosji.

środa, 12 sierpnia 2020

Liban: atak czy wypadek?

 


George A. Filler III (MUFON)

 

List z Bejrutu

 

Jestem emerytowanym lekarzem, który interesuje się fizyką oraz pochodzeniem ludzkości i Wszechświata. Moje prace są czytane. To zdjęcie zostało przesłane do mnie z Libanu i przedstawia myśliwiec przelatujący nad miejscem ogromnej eksplozji, która zniszczyła port w Bejrucie i część miasta w dniu 4 sierpnia 2020 r. Zniszczenia były widoczne w promieniu 15 mi/24 km wokół Punktu Zero. Huk słychać było na Cyprze w odległości 150 mi/240 km. Kilku naocznych świadków, z którymi rozmawiano, twierdzili, że słyszeli odrzutowiec na niebie na krótko przed wybuchem. Na środku zdjęcia powyżej odrzutowiec pojawia się jako okrągły ciemny obiekt z aureolą. Nie zrobiłem zdjęcia. Zostało opublikowane w Internecie przez amatora. Skontaktuję się z fotografem i poproszę go o przesłanie mi lub Tobie rzeczywistego zdjęcia cyfrowego.

Uwaga edytora: UFO są często widziane w scenach, w których następuje śmierć, co sugeruje, że gromadzą energię, duchy, dusze lub są zaciekawione.

Eksplozja była najpotężniejszą, jaka kiedykolwiek przeszła przez Bejrut, pozostawiając w dzielnicy portowej resztki zniszczonego muru i wyłączając główny port wejściowy dla importu, nie da się więc nakarmić naród liczący ponad 6 milionów ludzi. Libańscy ratownicy przekopali się w środę (5 sierpnia) w poszukiwaniu ocalałych. Urzędnicy powiedzieli, że oczekuje się, że liczba ofiar wzrośnie w mieście, które jeszcze trzy dekady temu toczyło się po wojnie domowej, po krachu gospodarczym i gwałtownym wzroście zakażeń koronawirusem. Samia Nakhoul


 


Wstępne dochodzenia

 

Bejrut, REUTERS -

 

BEIRUT (Reuters) – Wstępne dochodzenia w sprawie wybuchu w porcie w Bejrucie wskazują na lata bezczynności i zaniedbań w zakresie przechowywania silnie wybuchowego materiału, który spowodował wybuch, w którym zginęło ponad 137 osób.

Premier Tamman Salam i prezydent poinformowali, że 2750 ton saletry amonowej, używanej w nawozach i bombach, przywiezionych na niesprawnym rosyjskim statku przez sześć lat było przechowywane w porcie bez środków bezpieczeństwa. - To zaniedbanie - powiedziało Reuterowi oficjalne źródło, dodając, że - kwestia bezpiecznego przechowywania materiałów trafiła do kilku komisji i sędziów i „nic nie zrobiono”, aby nakazać usunięcie lub utylizację materiału.

Źródło podało, że we wtorek wybuchł pożar w magazynie portowym nr 9 i rozprzestrzenił się na magazyn nr 12, w którym przechowywano saletrę amonową – NH4NO3. Inne źródło bliskie pracownikowi portu powiedziało, że zespół, który zbadał materiał sześć miesięcy temu, ostrzegł, że może on „wysadzić cały Bejrut”, jeśli nie zostanie usunięty.

Wtorkowa eksplozja była najpotężniejszą, jaką kiedykolwiek doświadczył Bejrut, miasto wciąż naznaczone wojną domową trzy dekady temu i pogrążone w głębokim kryzysie finansowym zakorzenionym w dziesięcioleciach korupcji i niegospodarności gospodarczej.

Szef portu w Bejrucie i szef Urzędu Celnego oświadczyli w środę, że do wymiaru sprawiedliwości wysłano kilka listów z prośbą o usunięcie niebezpiecznego materiału, ale nie podjęto żadnych działań.

Dyrektor generalny portu, Hassan Koraytem, powiedział OTV, że materiał został umieszczony w magazynie na podstawie nakazu sądowego, dodając, że wiedzieli wtedy, że materiał jest niebezpieczny, ale „nie w tym stopniu”.

- Poprosiliśmy o reeksport, ale tak się nie stało. Pozostawiamy to ekspertom i zainteresowanym, aby ustalić, dlaczego - powiedział Badri Daher, dyrektor generalny libańskiej służby celnej, dla TV LBCI. Prawdopodobną przyczyną wybuchu w porcie w Bejrucie była rażąca niekompetencja władz libańskich. Dewastacja może przyspieszyć zapaść gospodarczą Libanu i wywołać niepokoje.

 

Źródło – „Filer’s Files” nr 33/2020

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 10 października 2017

Wielki ogień w Chicago


Mój kalendarz – 146 lat temu 8 października 1871 roku  miał miejsce gigantyczny pożar Chicago – pożoga, która w okresie od niedzielnego wieczoru 8 października do wtorkowego poranka 10 października  spowodowała śmierć setek mieszkańców i zniszczyła doszczętnie około 10,4 km² zabudowy Chicago.
Pożar wybuchł około godz. 21 w niedzielę 8 października w okolicach małej obory znajdującej się na tyłach posesji 137 DeKoven Street, a będącej własnością Patricka i Catherine O'Leary. Zgodnie z tradycją pożar miał rozpocząć się w chwili, gdy dojona krowa kopnęła lampę naftową, co spowodowało zajęcie się słomy i całej drewnianej budowli. Michael Ahern, dziennikarz gazety Chicago Republican, który opisał historię z krową, przyznał w roku 1893, że zmyślił wszystko, by nadać wielkiemu pożarowi kolorytu.

Gwałtowne rozprzestrzenianie się ognia było spowodowane tym, że miasto było zbudowane głównie z drewna oraz niesprzyjającymi warunkami pogodowymi: trwającą od dłuższego czasu suszą i niezwykle silnym wiatrem wiejącym z południowego zachodu.

Gdy płomienie ogarnęły wysoką wieżę kościoła nad brzegiem południowego ramienia rzeki Chicago, ogień z łatwością pokonał tę wąską przeszkodę wodną. Sprzyjające rozprzestrzenianiu się pożaru były zbudowane blisko siebie drewniane budynki, żaglowce zacumowane wzdłuż rzeki, wykładane drewnem ulice i chodniki, stosy drewna i węgla zgromadzone w portowej części miasta, nad rzeką.




Rozmiar pożaru powiększały bardzo silny wiatr i wysoka temperatura, na skutek czego dachy zapalały się nawet w znacznej odległości od miejsc właściwego pożaru. Gdy ogień dotarł do centrum miasta był już tak potężny, a temperatura tak wysoka, że nie mogły im się oprzeć murowane hotele, centra handlowe, chicagowski ratusz, budynki opery i teatrów, kościoły ani fabryki. Pożar rozszerzał się gwałtownie ku północy, pchając przed sobą tysiące uciekinierów tworzących korki na wąskich mostach nad rzeką. W pewnym momencie, gdy płomienie przeskoczyły na północ ujścia rzeki do jeziora Michigan, w tłumach uciekinierów wybuchła panika. Mieszkańcy uciekali na plaże jeziora, gdzie tysiące szukały ratunku przed ogniem, gotowe rzucić się w wodę. Ogień ostatecznie wypalił się samoistnie, co miało związek ze zmniejszeniem się siły wiatru i lekkim deszczem, który zaczął padać w poniedziałek wieczorem.

Straty wyniosły 222 miliony USD – około 30 procent ogólnej, szacunkowej wartości miasta. Spośród 300 tysięcy mieszkańców 90 tysięcy zostało bez dachu nad głową. Gdy przeszukano zgliszcza znaleziono 125 ciał. Szacunkowe obliczenia mówią o 200–300 ofiarach śmiertelnych, co wydaje się liczbą niewielką jak na tak wielki pożar.

Błyskawicznie przystąpiono  do przygotowania planów odbudowy. W zaledwie 22 lata później Chicago gościło ponad 21 milionów gości przybyłych na organizowaną przez miasto wystawę światową.


Odmienna teoria, która pojawiła się po raz pierwszy w roku 1982, mówi, że pożar Chicago został spowodowany przez deszcz meteorytów. Podczas konferencji naukowej w roku 2004, fizyk Robert Wood uznał, że początek pożaru spowodowała kometa 3D/Biela, której rozpad spowodował deszcz meteorów na obszarze amerykańskiego Środkowego Zachodu. 8 października miały miejsce cztery wielkie pożary, wszystkie u brzegów jeziora Michigan, co wskazywałoby na wspólną przyczynę.


Inną możliwością jest rozpad asteroidy, która przechodząc blisko Ziemi została rozerwana przez grawitację i której odłamki spadły na Amerykę Północną. Istnieje możliwość, że doszło do kolizji dwóch obiektów kosmicznych, które spadły potem na naszą planetę. Podobny los spotkał asteroidę P/2010 A2, której rozpad został uchwycony przez HST w dniu 29.I.2010 roku. Niektórzy autorzy wiążą to wydarzenie z obecnością UFO, ale osobiście nie sądzę, by Ufiaści celowo podpalili Chicago – Oni byli tam tylko obserwatorami toczących się wydarzeń, podobnie jak w wielu innych miejscach.   
  


Po odbudowie miasta został ukształtowany tzw. styl chicagowski, który charakteryzował się odejściem od modnych w drugiej połowie XIX wieku stylów historycznych i zastąpienie go modernizmem i funkcjonalizmem. W Chicago powstały też pierwsze w świecie wysokościowce. W roku 1885 wzniesiono 10-piętrowy gmach Home Insurance Building, a w roku 1888 zbudowano 11-piętrowy biurowiec Rookery.


Stanisław Bednarz, R.K.F. Leśniakiewicz

piątek, 24 kwietnia 2015

Co się dzieje w CERN?



Od pewnego czasu na forach internetowych i portalach społecznościowych ponownie zaczęły się panikarskie pogaduchy na temat CERN czyli Conseil Européen pour la Recherche Nucléaire – a tak naprawdę to Organisation Européenne pour la Recherche Nucléaire – czyli Europejska Organizacja Badań Nuklearnych i wznowienia pracy Wielkiego Zderzacza Hadronów – LHC w Genewie. Czym jest to urządzenie?

GHC mówiąc najprościej jest przyspieszaczem cząstek naładowanych przy pomocy supersilnego pola magnetycznego. Oczywiście pole to jest odpowiednio synchronizowane i modulowane po to, by rozpędzić owe cząstki do prędkości relatywistycznych i zderzania ich ze sobą. Uczonych najbardziej interesuje to, co stanie się po zderzeniu się ze sobą dwóch i więcej cząstek, a dokładniej produkty tego zderzenia. Być może odkryte zostaną nowe cząstki materii i nowe zjawiska z mikroświata. To są naprawdę obszary NIEZNANEGO. Tak to wygląda w największym skrócie. 

Wikipedia pisze o tym tak:

10 września 2008 został uruchomiony akcelerator Large Hadron Collider (LHC), który przyspiesza przeciwbieżne wiązki proton-proton (14 TeV) i proton-jądro ołowiu (1150 TeV). Cząstki są w stanie okrążać odziedziczony po LEP-ie tunel o długości dwudziestu siedmiu kilometrów 11.000 razy na sekundę. Tory cząstek zakrzywiają schłodzone helem do 1,9 K (-271,05 °C) elektromagnesy, przez które płynie prąd elektryczny o natężeniu do 11,85 kA.

Wielki Zderzacz Hadronów ma wielką świetlność (liczbę cząstek w wiązce), dzięki czemu wzrasta prawdopodobieństwo obserwacji interesujących zderzeń. Cztery ogromne detektory (największe wysokości sześciopiętrowego budynku) przy LHC: ATLAS (A Toroidal LHC AparatuS), CMS (Compact Muon Solenoid), ALICE (A Large Ion Collider Experiment), LHCb (Large Hadron Collider beauty).
Fizycy mieli nadzieję, że podczas eksperymentów na LHC zostaną zaobserwowane bozony Higgsa. Potwierdziły się one w 2012 roku.

Przy okazji wydawało się, że udało się przekroczyć prędkość światła – niestety okazało się, że to był jedynie błąd pomiarowy.



Czym grozi – według stronników STD – uruchomienie LHC?


v Straszak 1to pole magnetyczne. LHC ma co najmniej jeden magnes 100.000-krotnie silniejszy od ziemskiego pola magnetycznego.
To akurat nie ma większego znaczenia, co najwyżej będzie z niego trzeci Biegun Magnetyczny Ziemi. Autorzy tego zastrzeżenia nie biorą pod uwagę faktu, że pole to pulsuje i że w sumie będzie to jedynie lokalna, bo ograniczona do LHC – a nie globalna – zmiana pola magnetycznego Ziemi. Tego bym się najmniej obawiał.
v Straszak 2temperatura niemal Zera Absolutnego.
Problem polega na tym, że niemal. Właśnie! Bo naprawdę wynosi ona 1,7 K, a Zero Absolutne – czyli -273,16°C jest nieosiągalne, podobnie jak prędkość światła dla ciała materialnego. Teoretycznie możliwa jest temperatura poniżej 0 K, ale to jest tylko na papierze, i jak dotąd nikomu się jej osiągnąć nie udało – podobnie jak Zero Absolutne. Więc nie ma się czego bać.
v Straszak 3osiągnięcie przez LHC 0,8 – 1,0 mln zderzeń protonów na sekundę. Szczególnie groźne mają być rezultaty tych zderzeń.
Fakt. To, co tam będzie zrobione jest prawdziwym NIEZNANYM. I tego właśnie nie wiemy. Stronnicy STD widzą w tym zagrożenie utworzenia się ze zderzających się ze sobą protonów miniaturowej czarnej dziury, która zacznie pochłaniać materię – czyli Ziemię – w coraz większym tempie by następnie pochłonąć ją całkowicie. W Kosmosie proces ten jest domeną wielkich gwiazd o masie 20-150 mas Słońca i ponoć stanowi finalny produkt ewolucji materii w Universum.
Poza tym czarna dziura jest jedynym obiektem o zerowej temperaturze, bowiem nie emituje ona żadnego promieniowania jak termodynamiczne ciało doskonale czarne. Do powstania czarnej dziury potrzebna jest wielka masa w małej objętości. To pozwala na ściśnięcie materii przez siłę grawitacji tak, że nawet światło nie jest w stanie opuścić takiego tworu, bo przeszkadza mu w tym właśnie grawitacja. Nie wydaje się, by nawet miliardy protonów zderzonych ze sobą z prędkościami relatywistycznymi było w stanie wytworzyć czarną dziurę, nawet taką miniaturową…
v Straszak 4generowane sztucznie pole grawitacyjne.
Cząstki rozpędzane w akceleratorach do prędkości relatywistycznych powinny – wskutek zjawisk przewidzianych przez Szczególną Teorię Względności – generować masę ze względu na dostarczanie im coraz większych ilości energii w czasie ich rozpędzania do prędkości bliskich prędkości światła. To wynika z einsteinowskiego wzoru – E = mc².  Zwiększająca się masa pędzących cząstek powodowałaby zwiększenie siły grawitacji. Zwolennicy STD twierdzą, że przy rozpędzeniu cząstek do prędkości przyświetlnych ich masa utworzyłaby własne pole grawitacyjne, które dodałoby się do pola grawitacyjnego Ziemi tworząc coś w rodzaju księżycowego maskonu, a co z kolei mogłoby doprowadzić do katastrofy.
v Straszak 5uzyskanie broni ukierunkowanych fal grawitacyjnych.
Stronnicy STD obawiają się ponadto, że doświadczenia w CERN prowadzą do stworzenia broni ukierunkowanych fal grawitacyjnych – coś w rodzaju broni grawitacyjnej opisanej przez Siergieja Sniegowa w powieści „Dalekie szlaki” w 1966 roku (polskie wydanie w 1972 roku).
v Straszak 6uzyskanie antygrawitacji i jej katastrofalne efekty.   
Istnieją obawy, że do jeszcze gorszej katastrofy dojdzie przy rozpędzaniu antycząstek, bo wtedy mogłoby dojść do stworzenia ujemnego maskonu, negamaskonu, i lokalnego zmniejszenia siły ziemskiego pola grawitacyjnego, czy nawet jego zniesienia. Opisał to Stanisław Lem w powieści „Astronauci” już w 1951 roku.
v Straszak 7uzyskanie broni D.
Poza tym ludzie obawiają się tego, o czym pisał Dan Brown w powieści „Anioły i demony”– produkcji antymaterii na skalę przemysłową, a co pozwalałoby na stworzenie broni D – dezintegracyjnej o gigantycznej mocy i sile rażenia, przede wszystkim falą uderzeniową wybuchu i błyskiem promieniowania gamma. Nie muszę specjalnie dodawać, że broń D byłaby bronią ultymatywną, jak bronie opisane w staroindyjskich eposach… - a historia powtarza się tyle razy, ile tylko może! Polecam opowiadanie hipotetyczne D. Laskowskiego pt. "Dziwne dni", w którym przedstawił on alternatywną historię Ziemi po upadku Atlantydy wskutek działania broni D.
v Straszak 8uzyskanie broni cząstek o wysokiej energii.
Marzenie prezydenta Ronalda Reagana i jego jastrzębi z Pentagonu oraz wszelkich pomyleńców marzących o wojnach w Kosmosie. Broń ta miałaby być użyta przeciwko wrogim ICBM i statkom kosmicznym/sztucznym satelitom Ziemi/pojazdom podorbitalnym lecącym na Stany Zjednoczone. Jej działanie opisał dokładnie prof. dr hab. inż. Zbigniew Schneigert w swych pracach na temat wojny w Kosmosie: „Broń i strategia nuklearna” (Warszawa 1983), „Zagrożenie z Kosmosu” (Warszawa 1987), które to prace polecam Czytelnikom, bo niczego nie straciły na swej aktualności.
Lecące ICBM, sztuczne satelity i pojazdy kosmiczne miały być atakowane przez strumienie cząstek (p+, p-, cząstki i antycząstki α czyli 4He) przyspieszonych do prędkości relatywistycznych, które literalnie rozwalałyby je swą energią kinetyczną lub wchodziły w reakcję anihilacji. Podobnie można by było niszczyć cele na Ziemi z wysokości orbity. Marzenie każdego dyktatora i idioty śniącego o władzy nad światem. I to jest właśnie najbardziej realne zagrożenie!  
           
Reasumując – jest się czego bać. Niestety nie jestem idealistą i nie wierzę w to, że te badania nie zostaną przejęte przez wojsko, marzące o stworzeniu kolejnej generacji BMR i broni kosmicznych i kosmicznego bazowania. Takich cudów we współczesnym świecie nie ma. Jesteśmy znowu na progu konfrontacji i sytuacja jest jeszcze gorsza, niż w latach 80. XX wieku, kiedy to Ameryka straszyła nas gwiezdnymi wojnami.

Jest oczywistym, że znów wojna światowa jest bardzo potrzebna obu supermocarstwom, a Polska na niej wyjdzie, jak zawsze – jak Zabłocki na mydle albo Stańczyk na grzybach…


sobota, 12 lipca 2014

W MOK: o katastrofach i innych tajemnicach


W dniu 11.VII.2014 roku, w jordanowskim MOK miała miejsce bardzo ciekawa prelekcja Roberta Leśniakiewicza pt. „Tajemnicze katastrofy”. W jej trakcie, w czasie niemal dwóch godzin, omówił on problematykę katastrof ogólnie i skupił się na kilku z nich, m.in. zniknięciu SS „Vienne” w 1903 roku, zagładzie słynnego RMS „Titanic” w 1912 roku, zaginięciu bez wieści Amelii Earhart, katastrofie sterowca „Dixmude”, zaginięciu ORP „Orzeł” w 1940 roku, katastrofie gibraltarskiej w 1943 roku, zatopienia niemieckich statków MS „Wilhelm Gustloff”, „Cap Arcona”, „Goya”, „General von Steuben” w 1945 roku; zaginięcia słynnego Lotu 19 w Trójkącie Bermudzkim w 1945 roku; tajemniczej śmierci załogi SS „Ourand Medan” w 1947 roku; zaginięcia samolotów „Star Tiger”, „Star Ariel” i „Star Panther” linii BSAA w latach 1948-49; katastrofie SS „Andrea Doria” w 1956 roku; katastrofie dwóch samolotów USAF nad Palomares i operacji „Broken Arrow”; tajemniczej katastrofie okrętu podwodnego „K-129” w 1968 roku, katastrofie samolotu An-24 pod szczytem Policy w 1969 roku. Przy okazji Pan Stanisław Bednarz przypomniał o innej katastrofie, która miała miejsce zimą 1942 roku na Babiej Górze, gdzie rozbił się samolot Luftwaffe.

Potem autor przypomniał także katastrofę OO „Berge Istra” i „Berge Vanga” w latach 1975 i 1979; zestrzelenie samolotu rejsowego KAL-007 w 1983 roku, tajemniczą katastrofę SSGN K-141 „Kursk” w 2000 roku oraz tajemnicze zniknięcie samolotu rejsu MH-370 w 2014 roku. W niektórych przypadkach przedstawił on swe własne hipotezy na temat przyczyn tych katastrof.

Poza tym autor wraz z Panem Bednarzem przedstawił katastrofy i wypadki kolejowe na liniach kolejowych Małopolski Południowej, a potem specyfikę Trójkąta Bermudzkiego, Morza Diabelskiego i innych tzw. „diabelskich cmentarzysk”, gdzie katastrofy komunikacyjne zdarzają się szczególnie często.
Godnym odnotowania jest fakt, że na widowni znajdował się znany polski meteorytolog Pan Andrzej Kotowiecki, który przyjechał tu specjalnie z Wadowic. Być może w przyszłości uda się zorganizować spotkanie z nim na temat „kamieni z nieba” i ich właściwości i pochodzenia.

Niestety, na prelekcji nie było młodzieży. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są wakacje i młodzież ma inne zajęcia, ale przeraża mnie brak ciekawości ze strony młodych ludzi. Moje pokolenie było ciekawe świata i taka impreza byłaby dla nas czymś, czemu poświeciłoby się trochę czasu. Ale z drugiej strony czego wymagać od ludzi, którym zabrano marzenia?

Za moich młodych lat marzyliśmy o lotach w kosmos, domach na innych planetach, podwodnych i kosmicznych miastach, komputerach i robotach – dość przeczytać książkę pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka pt. „Przygody z tej i nie z tej Ziemi – czyli świat za wiele, wiele lat” (Warszawa 1962) napisaną przez dzieciaki w 1959 roku, a opisująca świat w latach 2000 – 2059 i dalej. Zdumiewa rozmach i wyobraźnia tych młodych Polaków. Ale to było – jak się to teraz mówi – w „okresie słusznie minionym” – jak wbija nam to do głów nachalna propaganda III Najjaśniejszej RP.

A dzisiaj? W tej tzw. „wolnej” Polsce? Dzisiaj marzenia młodego Polaka obracają się wokół jak najszybszego wyjazdu z kraju i podjęcia pracy na zmywaku w Londynie czy Wiedniu, byle jakiej, byle regularnie płatnej – bo w „wolnej” Polsce nie ma co na taką liczyć nie mając żadnych możliwości i perspektyw na przyszłość. Jakże nisko upadliśmy, jak nas spodlono. Jakże sponiewierano nasze marzenia…


I to jest ta najstraszniejsza katastrofa, z jaką przyjdzie się nam zmierzyć. 

poniedziałek, 23 lipca 2012

10 wersji przyczyn katastrofy "Titanica"

RMS Titanic - pływający pałac, który poszedł na dno z niejasnych przyczyn (WP.pl)
         
Oleg Gorosow

Milioner Alfred Vanderbilt powinien być jednym z pasażerów Titanica, no ale on jakichś powodów zrezygnował z podróży. W 1915 roku znalazł się on na pokładzie liniowca RMS Lusitania, który zatonął po storpedowaniu go przez Niemców…
14 kwietnia br. upłynęła 100. rocznica katastrofy znanego oceanicznego liniowca RMS Titanic, w czasie której zginęło ponad 1500 osób. W czasie minionego stulecia ukazało się mnóstwo hipotez co do przyczyn tego zdumiewającego zdarzenia: od oczywistych aż do najbardziej niewiarygodnych. Zamierzam przypomnieć Czytelnikowi najbardziej znane z nich, a zatem:

Hipoteza nr 1 – Księżyc winowajcą!

Jak wiadomo, Titanic zatonął dlatego, że wpadł na górę lodową. Ale do dziś dnia pozostaje niejasne, dlaczego na trasie statku znalazło się to skupienie pływającego lodu. Odpowiedź na to pytanie postarali się znaleźć uczeni sejsmolodzy z Teksaskiego Uniwersytetu. Według nich, przyczyna tragedii stał się Księżyc, który 4 stycznia 1912 roku zbliżył się do Ziemi na niewiarygodnie małą odległość. Podobne zbliżenia zdarzają się raz na 1400 lat. W rezultacie tego miały miejsce bardzo wysokie przypływy i prądy, które zmieniają kurs gór lodowych przemieszczających się u brzegów Kanady, i tak w dniu 14 kwietnia mogły one znaleźć się na kursie liniowca.

Hipoteza nr 2 – W pogoni za Błękitną Wstęgą Atlantyku

Pierwsza hipoteza nie wyklucza wcale drugiej możliwości zagłady tego statku. Kapitan TitanicaEdward John Smith wiedział o tym że z przodu ma lody, wszak niejeden raz go ostrzegano o tym niebezpieczeństwie z innych statków, ale on tak czy inaczej kursu nie zmienił. Dlaczego? Jest całkiem możliwe, że chciał zdobyć Błękitną Wstęgę Atlantyku już w pierwszym rejsie – była to nagroda najbardziej prestiżowa jaka mógł uzyskać za najszybsze pokonanie drogi przez Atlantyk.
Statki klasy RMS Olympic, jednym z których był także Titanic były własnością kompanii White Star Line, której konkurentami były statki kompanii Cunard Line. Liniowiec tej ostatniej – RMS Mauretania od 1907 roku utrzymywał rekord prędkości na trasie pomiędzy Europą a Ameryką Północną. Rozwijał on średnią prędkość 26 kts/48,1 km/h, Titanic około 25 kts/46,3 km/h. Tak więc kapitan E. J. Smith miał pewną szansę wydarcia Mauretanii Błękitnej Wstęgi Atlantyku. I być może właśnie dlatego nie bacząc na niebezpieczeństwo poszedł on na takie ryzyko.

Hipoteza nr 3 – Obserwatorzy nie dostrzegli

Ale nawet nie biorąc pod uwagę powyższego, Titanic mógłby uniknąć zderzenia, gdyby obserwatorzy na bocianim gnieździe w porę dostrzegli górę lodową leżącą na ich kursie. A zaobserwować jej po prostu nie mogli, bowiem nie mieli lornetek. Tak wyszło, że przed samym rejsem, kierownictwo White Star Line zdecydowało się na zmianę starszego oficera (Chief Officer), na miejsce którego wszedł Henry Wilde, który miał doświadczenie w nawigowaniu ogromnymi liniowcami. Ale przekazujący obowiązki starszy oficer David Blair zapomniał oddać Wilde’owi klucze od sejfu, w którym trzymano lornetki. (W innej wersji Legendy Titanica lornetek dla obserwatorów z bocianiego gniazda i oka w ogóle nie było na pokładzie i kapitan Smith zdecydował zakupić kilka w Nowym Jorku – uwaga tłum.) Tak zatem obserwatorzy mogli liczyć tylko na swoje oczy…

Hipoteza nr 4 – „Czarna” góra lodowa

Zasadniczo przyczyną katastrofy mogła być taka góra lodowa, której nie można by było wypatrzyć nawet przez najsilniejszą lornetę. Jak wiadomo, lód jest biały i doskonale widoczny na duże odległości. Jednakże ta góra lodowa mogła być tzw. „czarną” górą lodową – przewróconą, dzięki czemu na powierzchni widoczna była jej ciemna, podwodna część. Noc była bezksiężycowa, co jeszcze bardziej zmniejszało widoczność i pogoda była bezwietrzna, tak więc marynarze nie mogli zaobserwować fal rozbijających się o górę lodową, które widać byłoby z większej odległości umożliwiającej wykonanie manewru unikowego, czy zatrzymania statku.


RMS Titanic w całej swej krasie - kadr z filmu "Titanic" Jamesa Camerona (1999)


Hipoteza nr 5 – „W lewo” znaczy „w prawo”

I tak czy owak, kiedy obserwator na bocianim gnieździe marynarz Frederick Fleet zauważył w odległości 450 m górę lodową, Titanic miał jeszcze szansę uniknięcia zderzenia. (Górę lodową dostrzeżono z bocianiego gniazda Titanica z odległości ok. 400 m., zaś droga hamowania statku wynosiła 777 m, co zmierzono w czasie prób morskich – tych szans raczej nie było... – uwaga tłum.) Fleet od razu zameldował o niebezpieczeństwie na mostek. Rozległa się komenda – „Ster PRAWO na burtę!”, ale statek skręcił w przeciwną – LEWĄ stronę (i w rezultacie czego uderzył w lodową ostrogę PRAWĄ burtą – uwaga tłum.). Rozległo się uderzenie i odgłos rozrywanego poszycia. Jak wspominał potem II oficer Charles Lightoller, sternik obrócił kołem nie w tym kierunku, w którym powinien. Rzecz w tym, że komenda „prawo na burtę” w rzeczywistości oznacza zwrot statku w lewo: statek obraca się prawą burtą do przodu, a dziób idzie w lewo. Najwidoczniej spanikowany sternik zinterpretował komendę dosłownie…

Hipoteza nr 6 – Błąd konstruktora

Statystycznie rzecz ujmując, przez 20 lat do katastrofy Titanica zderzenia z górami lodowymi zdarzały się nieraz, ale na dno poszedł tylko jeden statek, a i w tym jednym przypadku obeszło się bez ofiar. Dlaczego więc Titanic, który był reklamowany jako niezatapialny nie przeżył podobnej kolizji? Możliwym jest, że pełną winę ponosi za to jego konstruktor. W 1994 roku podniesiono z dna oceanu fragment poszycia statku i poddano go analizie laboratoryjnej. Okazało się, ze do budowy statku użyto stali z dużą domieszką fosforu, dzięki czemu stawała się ona bardzo krucha w niskich temperaturach. Gdyby kadłub wykonano ze stali o wysokiej jakości, on by się wygiął przy uderzeniu o lód, ale nie puścił. A zatem uszkodzenie okazałoby się minimalnym.

Hipoteza nr 7 – Zatonął inny statek

A może Titanica celowo wyprawiono na spotkanie z górą lodową? Okazuje się, że jest i taka hipoteza! Rzecz w tym, że 20 września 1911 roku, RMS Olympic zderzył się z krążownikiem USS Hawke (wg innych źródeł [Wikipedia] był to HMS Hawke – przyp. tłum.) Znajdująca się w tym momencie w finansowych tarapatach kompania White Star Line postanowiła poprawić swe położenie za pomocą ubezpieczenia. Ale liniowiec w tym zderzeniu nie odniósł szwanku i odszkodowania nie wypłacono. A zatem kompania zdecydowała się na oszustwo: załatany naprędce Olympic został przemianowany na Titanica i vice-versa i jako Titanic popłynął w strefę pól lodowych, żeby tam uzyskać takie uszkodzenia, za które towarzystwa asekuracyjne wypłaciłyby godziwe odszkodowania. Oczywistym jest, że kierownictwo White Star Line nie wzięło pod uwagę tego, że lodowa góra spuści Titanica na dno…

Hipoteza nr 8 – Pożar na pokładzie

Niejednokrotnie ukazywała się wersja, że góra lodowa nie była przyczyną zatonięcia tego transatlantyku. I tak np. brytyjski badacz Ray Boston, który bada katastrofy od 20 lat doszedł do wniosku, że prawdziwą przyczyną zatonięcia statku był pożar. Na 12 dni przed katastrofą w jego bunkrze węglowym (skład węgla na statku stanowiący zapas paliwa do kotłów – przyp. tłum.) doszło do samozapłonu węgla. Pożaru tego w pełni nie udało się ugasić. Ale kierownictwo White Star Line nie chciało przerywać przynoszącego znaczny zysk dziewiczego rejsu, mając nadzieję na to, że pożar ugasi się sam z powodu braku tlenu. W przeciwnym przypadku trzeba by było rozładować bunkry węglowe w Nowym Jorku i ugasić węgiel przy pomocy straży pożarnej. Poza tym istniało niebezpieczeństwo, że statek eksploduje na środku oceanu.
Być może właśnie z tego powodu jeszcze na początku podróży, kiedy Titanic zrobił przystanek w irlandzkim porcie Queenstown, ze statku zdezerterował członek załogi niejaki John Coffie - palacz. O możliwości eksplozji na pokładzie statku wiedział także i właściciel White Star Line John P. Morgan, który znajdował się na liście pasażerów, ale na 24 godziny przed wyjściem z portu zrezygnował on z podróży tłumacząc się złym samopoczuciem. To wyjaśniałoby dlaczego kapitan Smith starał się jak najszybciej dopłynąć do Nowego Jorku, ignorując doniesienia o górach lodowych. Według poglądów Raya Bostona, Titanic rozpadł się na dwie części akurat w tym miejscu, gdzie miał miejsce pożar – to właśnie tam doszło do eksplozji kotła. A zderzenie z górą lodową tylko było przypadkowym incydentem.

Hipoteza nr 9 – Niemiecka torpeda

Wielu ocalałych z katastrofy pasażerów Titanica twierdziło, że po uderzeniu Titanica w górę lodową usłyszało wybuch. Dało to asumpt przypuszczeniom, że nie była to eksplozja kotła, ale że w statek trafiła niemiecka torpeda! Do rozpoczęcia I Wojny Światowej zostały niecałe dwa lata. W tym czasie, dowódca niemieckiej floty wojennej adm. Alfred von Tirpitz ostro rozbudowywał flotę, kładąc szczególny nacisk na budowę okrętów podwodnych kalkulując, że to właśnie one będą głównym orężem w walce przeciwko Imperium Brytyjskiemu. A zatem Titanic mógł się stać tarczą dla niemieckiego okrętu podwodnego. Po pierwsze dlatego, że na tym liniowcu von Tirpitz mógł wypróbować sprawność swoich okrętów, a po drugie – torpedując Titanica zdefiniował ostatecznie swego potencjalnego wroga. W czasie wojny Brytyjczycy wszystkie statki pasażerskie przekształcili w transportowce wojenne czy statki szpitalne. I tak np. wspomniana tutaj Mauretania została wykorzystana w charakterze transportowca wojennego.  

Hipoteza nr 10 – Klątwa faraona

No i jeszcze jedna, niestety, zupełnie nieracjonalna wersja katastrofy: Titanica zatopiła egipska mumia! W latach 80. XIX wieku, w czasach wykopalisk w okolicach Kairu została znaleziona mumia kapłanki Amen-Otu żyjącej w czasach panowania faraona Amenhotepa IV Echnatona. Do roku 1912 była ona wystawiona w British Museum, ale kupił ja jakiś amerykański kolekcjoner. Bezcenny artefakt nie przewożono w ładowni, ale umieszczono wprost na mostku kapitańskim. Opowiadano, że nad głową mumii znajdowała się statuetka boga Ozyrysa z napisem: Powstań z prochu i zniszcz każdego, kto stanie na twej drodze. Być może to starożytne proroctwo napytało Titanicowi biedy?...

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 15/2012, ss.22-23
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz © 

wtorek, 1 maja 2012

Sink-hole w Szwecji



 Lokalizacja sinku na terytorium Szwecji (Internet)


Wygląd sinku w Szwecji (Internet)


To zjawisko znane jest geologom. Sink – czy jak kto woli sink-hole, to ogromna dziura w ziemi, która powstaje wskutek działalności sił Natury – i jest zjawiskiem krasowym, a czasami wulkanicznym. Sink-holes mają średnicę od 1 do 600 m, a ich powstanie powodowane jest przez wymywanie czy chemiczne trawienie skał wapiennych lub piaskowca przez wody gruntowe nasycone dwutlenkiem węgla. Pojawiają się nagle lub powstają powoli. Ostatnio – w 2007 i 2010 roku – pojawienie się takich dziur wywołało sensację w Gwatemala City, Gwatemala. Dziwna dziura pojawiła się ostatnio (w lutym 2012 r.) także w Szwecji, o czym doniosły media internetowe:



Wiadomość dla Eagle.com:

– To wygląda jak zjawisko z jakiegoś horroru. Ktoś mógłby powiedzieć, że to otwór wiodący do samego Piekła. Ale o nie jest żaden film. Jest to realny i groźny fenomen. Te zdjęcia pokazują pojawienie się i rozrost tej dziury w ziemi, która pojawiła się w Szwecji. Szeroka na 200 ft/66 m dziura w ziemi, którą nazwano Fabiangropen czyli Szyb Fabiana pojawiła się w okolicy Malmberget k./Gällivare, 75 km od Kiruny w Szwecji. (Na mapie widzimy zaznaczony rejon na północy Szwecji) Z powodu istnienia tam wielu złóż rud żelaza, ich wydobycie jest prowadzone w tamtym regionie na poziomach 600, 815 i 1000 m. To właśnie firma wydobywcza LK A/B wykonała zdjęcia tej dziury. Na zdjęciach możemy zobaczyć nowy Szyb Fabiana, który powstał w nocy z wtorku na środę – 10/11.04.2012 roku – i utworzył szeroką jaskinię. Jego rozmiary wynoszą 150 x 150 m.



Oczywiście jest to zła nowina dla tutejszych mieszkańców mieszkających w pobliżu gigantycznej dziury, a wielu z nich obawia się dalszego zniszczenia i głośnych hałasów. Zgodnie z miejscowymi, hałas i wstrząsy towarzyszące powstaniu tego fenomenu trwały 45 minut!

- Jestem przerażona, nie chcę być sama w domu, kiedy to się stanie. To było strasznie głośne i stawało się coraz głośniejsze. To było tak, jakby samolot przeleciał nad domem. To jest takie jak początek wybuchu wulkanu – powiedziała Berit Hannu, która mieszka blisko tej dziury.



Ale problem nie w hałasach, tylko w tym, że ta dziura się powiększa i przyszłość ludzi tutaj jest niejasna.



Należy tutaj nadmienić, że mamy wiele takich dziur na całym świecie. Wiele z nich powstało nagle wprawiając w zdumienie i przerażenie miejscowych. Jest to już światowy problem. (http://www.messagetoeagle.com/giantsinkholesweden.php#.T4rwiU9D3ZE.facebook)



* * *



Zjawisko – jak widać na zdjęciach – niesamowite, ale ma swe naturalne wytłumaczenie. Podobnie jak te z Gwatemalii i innych regionów świata. Takimi sinkami są także słynne niebieskie dziury, diabelskie dziury czy cenotes. Ale czy wszystkie? Niektóre być może powstały wskutek impaktów meteorytów – jak usiłowano wytłumaczyć słynne cenotes na płyciznach Morza Karaibskiego i interiorze Ameryki Środkowej – a osobliwie na półwyspie Jukatan. Co więcej – mają one być śladem impaktu sprzed 64.800.032 lat, który zabił dinozaury i stał się przyczyną V Epizodu Wielkiego Wymierania gatunków na Ziemi?



To już są – niestety – tylko domysły. Dziura w Szwecji powstała dzięki ludzkiej aktywności i sił Natury. Ludzie uruchomili procesy wymywania i trawienia skał, a efektem mogło być pojawienie się sinku. Obawiam się, że nie jest to ostatnia dziura, jaka się tam pojawiła i dzięki ruchowi wód gruntowych może dojść do kolejnych zapadlisk w tym rejonie, więc obawy miejscowych są jak najzupełniej uzasadnione…



Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©