Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontaktowcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontaktowcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Sygnały radiowe z Ziemi...


...czyli jak wysłałam sygnał do „Radioźródła 3C 123 w 2004 roku


Zofia Eleonora Piepiórka


Motto: A więc jednak NASA tym się zajęła… Czy dlatego akurat teraz mamy największe manewry sił NATO w Polsce?


Przeczytałam intrygujący artykuł na Blogu Roberta Leśniakiewicza zat. „Ktoś jest tu poza nami?” - opublikowany 05.11.2013 roku, gdzie czytamy: „jak NASA monitoruje sygnały wysyłane z wnętrza Ziemi! Radiosygnały są wysyłane z głębokich warstw Ziemi i są wyłapywane przez satelity na całym świecie. Wyrywając się na powierzchnię Ziemi, sygnały te lecą dalej w kosmos. Satelity wychwytują je i przekazują do NASA.”


Czytając ten artykuł przypomniałam sobie jak wysyłałam sygnały do ziemi w 2004 roku. Wspomnienia  zmusiły mnie do odszukania listów publikowanych przed laty na Blogu CBZA, www.eioba (zablokowali!) które przesłałam listownie m.in. do wiadomości CBK PAN oraz Prezydenta RP. Od tamtej pory minęło 9 lat i właściwie straciłam nadzieję, że KTOŚ w Polsce tym się zainteresuje! Nieoczekiwanie odpowiedź przekazał Robert Leśniakiewicz w powyższym artykule. Okazuje się, że sprawą zajęła się NASA, a więc jest lepiej nie może być!

 Co zrobiłam w 2004 roku? Przytoczę fragmenty mojego artykułu oraz tłumaczenia informacji przekazanej przez przedstawiciela NASA - w tłumaczeniu Roberta Leśniakiewicza.


„Złota Flara”!
   
     
„Nie czytam książek typu science fiction, gdyż nigdy mnie nie interesowały i to co chcę tym razem przekazać nie jest efektem mojej wybujałej fantazji lecz wynikiem własnych 11 letnich badań megalitów. Na temat swoich badań mówiłam podczas sympozjum naukowego w 1997 roku w Sulęczynie, podczas różnych konferencji, seminariów, pisałam oraz były publikacje w prasie i miesięcznikach - w Polsce i w Niemczech. Ostatni rok badań (2004 - m.in. anomalii magnetycznych w Małych Stawiskach koło Kościerzyny ) zmusił mnie do podsumowania dotychczasowych wniosków, a wnioski te były zdumiewające nawet dla mnie samej. Zrozumiałam że trzeba wysłać SYGNAŁ w Kosmos w kierunku „Radioźródła 3C 123” pozornie znajdującego się na tle konstelacji Byka. Ale w jaki sposób i przy pomocy jakiego urządzenia? - tego oczywiście nie wiedziałam! Nie jestem przecież astronomem ani fizykiem i nie mam żadnych możliwości wysłać jakiegokolwiek sygnału w kosmos! Szukałam pomocy i zrozumienia u ludzi nauki, lecz to co mówiłam było poza sferą ich zainteresowań i możliwości oraz kompetencji. Zabiegani wokół własnych ważnych spraw i zainteresowań nie zwracali uwagi na to co mówię, robię i piszę. Nie było nikogo kto potrafiłby coś podpowiedzieć. Zresztą nikt w to nie wierzył, abym mogła coś takiego zrobić, gdyż to nie jest takie proste i kto jak kto, ale naukowcy już dawno by to zrozumieli i zrobili! Zdawałam sobie z tego doskonale sprawę, lecz w przeciwieństwie do naukowców szukałam odpowiedzi na ziemi – w ziemi, a nie w Kosmosie, gdyż to właśnie podpowiadały mi kamienne kręgi i inne megality. Z moich badań wynikało iż są one odwzorowaniem rożnych konstelacji gwiezdnych, więc tam musi być również wskazówka jak wysłać sygnał… Może wtedy KTOŚ nam odpowie, ale w jaki sposób? - zobaczymy! (…)

Z programów „Discowery” w TV oraz publikacji w miesięcznikach popularno-naukowych i z podręczników astronomii wiedziałam, że radio-astronomowie wysyłają sygnały w Kosmos i nasłuchują odpowiedzi od 50 lat przy pomocy różnej długości fal radiowych. Rocznie na tego typu badania i poszukiwania inteligentnej cywilizacji wydaje się miliardy dolarów lecz jak do tej pory bezskutecznie. Tak przynajmniej oficjalnie podają różne źródła! W ten sposób naukowcy udowadniają nam że Kosmos jest pustynią, a my jesteśmy jedyną inteligencją kosmiczną! ( - jako potomkowie małp! – dopisek mój)

Pomyślałam - no nie, to jest sprzeczne z logiką i wiedzą astronomiczną oraz… naszą wiarą! Czy komuś zależy aby zrobić z nas idiotów, czy jest to tylko klasyczny błąd w założeniach naukowych? Przecież musi być jakieś inne wytłumaczenie i sposób… Ale jaki? Myślałam o tym miesiącami, aż w końcu zaczęłam rozumieć.

Był słoneczny wrześniowy poranek 2004 roku – czas jesiennego przesilenia astronomicznego! Siedziałam przed chatą, którą odziedziczyłam po dziadku (w Małych Stawiskach) wciąż myśląc jak wysłać SYGNAŁ… do ziemi, który ma dotrzeć w Kosmos, gdyż wiedziałam to, czego naukowcy nie brali nigdy pod uwagę i nigdy nie wezmą pod uwagę, o ile im się tego nie wskaże oraz udowodni!!! Badając od wielu lat kamienne kręgi wiedziałam, że tutaj jest odwzorowanie bardzo odległej radiogalaktyki nazwanej przez astronomów „Radioźródła 3C 123” pozornie na tle gwiazdozbioru BYKA. Okazało się, że tutaj wychodzą z ziemi na skutek erozji nietypowe tajemnicze głazy, które na planie mają kształt regularnego olbrzymiego kamiennego kręgu o średnicy 1 km! Później odkryłam na tym terenie  ślady innego wielkiego kręgu i okazało się, że są one odwzorowaniem tzw. Pasa Oriona. Jest to pozostałość z poprzedniej cywilizacji i jest to dowód na to, że kiedyś żyła tutaj inna cywilizacja, którą zniszczył kataklizm. Ten kataklizm nadszedł z południowego zachodu, gdyż na to wskazywało ułożenie tych kamieni w ziemi. Również tutaj występują anomalia magnetyczne, (które mają wpływ na rozwój lub zaburzenia świadomości) więc nie bez powodu wielokrotnie wyczuwałam powtarzające się silne wibracje, które jak impulsy dochodziły z ziemi! No i tutaj w 1991 roku zobaczyłam „płonące drzewa” jak w opisie biblijnym… Wiec co jest w tej ziemi?


Zbyt dużo przypadków w jednym miejscu, aby to był przypadek!


 „Coś” wysyła impulsy z ziemi, ale CO ?! Przyjeżdżało tutaj bardzo dużo ludzi, a szczególnie radiestetów, bioterapeutów, różnego rodzaju „mistyków”, a nawet ufolodzy, ale nikt z nich nie rozumiał o co chodzi. Okazało się, że tak naprawdę to nikogo z nich ta sprawa nie interesowała na tyle, aby ktoś z nich chciał mi pomóc w kompleksowych badaniach, dlatego męczyłam się z tym problemem przez wiele lat sama!




Co można zrobić, jak nic nie można zrobić?! A co robił Mac Gywer?

Myślałam – jeżeli to „coś” działa i jest pozostałością po jakiejś wysoko rozwiniętej cywilizacja, która żyła tutaj wcześniej, to trzeba tam nadać sygnał, który spowoduje odbicie i właściwe wysłanie SYGNAŁU – kodu w postaci wiązki energii w Kosmos do WŁAŚCICIEI tego urządzenia pozostawionego dla nas… Po co? Czy jesteśmy potomkami tamtej Cywilizacji i dlatego pozostawili nam „coś” co pozwoli  ich odszukać i wezwać na pomoc – pod warunkiem że jesteśmy inteligentni?! Właściciel tego sygnału znajduje się w odległej galaktyce nazwanej przez astronomów „Radioźródło 3C 123”, a więc za daleko aby tam doleciał mój sygnał. Pomyślałam - więc nie ma na co czekać, trzeba to zrobić i nie oglądać się na naukowców, ani na nikogo innego, bo nigdy się tego nie doczekam, że oni coś zrobią, bo prędzej dojdzie do kolejnego kataklizmu!(…)

 Trzeba wysłać sygnał... Pomysł posłania impulsu elektrycznego do ziemi, był efektem wcześniejszych pomiarów anomalii magnetycznych m.in. przy pomocy Miernika Rezystywności Uziemień produkcji polskiej. Pomiary przy pomocy tego urządzenia  robiłam wraz z Tomkiem Wojsławskim z Gdańska po to, aby w kilku miejscach sprawdzić skład gleby w miejscu wielkiego kręgu - na głębokości ok. 10 metrów, bo tylko na tyle wskazywało to urządzenie elektroniczne. To wystarczyło aby pobudzić mnie do myślenia…

Sprawdziłam wcześniej, że w tym miejscu są PASMA KOSMICZNE ZŁOTE - o których mówiłam (i pisałam w referacie) podczas sympozjum naukowego w Sulęczynie w 1997 roku. W tych pasmach znajdują się m.in. fale radiowe, a więc jest szansa…

No to do roboty!

Wyciągnęłam z kąta stare radio tranzystorowe, dwa pręty mosiężne i przedłużacz, aby podłączyć go do sieci. Nastawiłam radio na długości fali…i poczekałam ok. 5 minut po czym wyłączyłam z sieci. ( Szczegóły techniczne pozostaną na razie tajemnicą.) Pręty ustawiłam w miejscu gdzie spodziewałam się, że właściwe fale radiowe dotrą do urządzenia w ziemi i zakłócą jego spokój, a to automatycznie włączy właściwy sygnał jak alarm, który poleci jak złota flara w Kosmos prosto do Właścicieli i wróci… Radio, które normalnie nastawione bardzo głośno dosłownie „ryczy”, tym razem było ledwie słyszalne, jakby cała jego moc znikała w ziemi. Patrzyłam na to z powątpiewaniem, bo to byłby cud, gdyby to zadziałało i  dotarło do „Radioźródła”! Zastanawiałam się, do jakiej głębokości docierają fale radiowe i czy to wystarczy? Sprawdziłam po swojemu… i okazało się, że sięga do 60 m w głąb! Po wyłączeniu radia z sieci siedziałam długo myśląc o tym wszystkim…  Czy będzie jakaś odpowiedź? -  bo to było najważniejsze. Jeżeli odpowiedź nadejdzie to musi być prosta, bo dostosowana do możliwości nadawcy. A ja przecież nie mam żadnego miernika, ani aparatury jaką mają astronomowie i fizycy! Nawet nie mogłam o tym nikomu powiedzieć, bo powiedzą że „baba zwariowała”! Ci którym mówiłam co chcę zrobić wymownie pukali się w czoło!

Po nadaniu sygnału wciąż oczekiwałam, że może coś się zdarzy, ale tego dnia nic się nie działo. Następnego  dnia od rana pracowałam i ok. godz. 15.00 poszłam do domu odpocząć i wypić kawę. Włączyłam radio - podawali najświeższe wiadomości… o trzęsieniu ziemi w Rosji, w Kaliningradzie. Po chwili poczułam bardzo silne wibracje dochodzące z ziemi i zawroty głowy, ale to już nie raz mi się zdarzało, więc nie widziałam w tym niczego nadzwyczajnego. Po minucie zadzwoniła córka z Gdyni i z przerażeniem w głosie mówiła, że cały blok się trzęsie.  Co to jest?!! – zapytała. Odpowiedziałam – trzęsienie ziemi… włącz radio albo TV i posłuchaj wiadomości, właśnie mówią o tym! Po chwili od strony podwórka usłyszałam narastający huk przypominający (!) ryk nisko lecącego odrzutowca, który zamienił się w dudniący dźwięk jadącego ciągnika…i wszystko ucichło raptownie. (Później przeczytałam w Internecie, że huk jest typowym objawem trzęsienia ziemi) Trwało to może 5 minut. Po kilku minutach z ogrodu powróciła mama, której powiedziałam o trzęsieniu ziemi i telefonie córki oraz dziwnym huku. Matka odpowiedziała na to, że nie odczuła żadnego trzęsienia ani wibracji, ale w ogrodzie słyszała dziwny huk, który przypominał jej dźwięk jadącego ciągnika, chociaż żadnego ciągnika nie widziała. Siedziałam myśląc z przerażeniem i w szoku – to przecież nie możliwe… to tylko przypadek! Od wysłania mojego SYGNAŁU do ziemi minęło ok. 27 godzin i 10 minut. Potem rozmawiałam z wieloma sąsiadami w okolicy na temat trzęsienia ziemi oraz tego co oni w tym czasie tutaj odczuli. Nikt z nich niczego nie odczuł i gdyby nie wiadomości w RiTV nie wiedzieliby o trzęsieniu ziemi. To mnie trochę uspokoiło, bo w końcu trzęsienia ziemi zdarzają się od wieków również w Polsce, a nie było wtedy jeszcze Z.P., która wysyłała SYGNAŁY w Kosmos. Minęły trzy dni i ponownie nadałam sygnał do ziemi, o godz. 13.00,  ale tym razem zakres fal był inny. Odpowiedź  akustyczna przyszła o godzinie 1.00 w nocy po 60 godzinach!! Trzęsienia ziemi nie było, ale huk był straszny i inny, trwał również ok. 5 minut, ale tym razem już nie miałam wątpliwości skąd dochodzi i dlaczego w taki sposób… Obudziłam matkę, ale ona niczego nie słyszała, jak również moi sąsiedzi. Zrozumiałam, że były to sygnały akustyczne, które moje ucho odbierało jako huk i trudno to nawet opisać, jedynie jako coś co przypominało pewne dla mnie znajome dźwięki. Myślałam o tym do rana! Świadczyłoby to iż odpowiedź zależy od nadawcy, od jego wrażliwości i innych ważnych sprawach o których musiałabym długo mówić. Oznacza to również iż nastąpiła interferencja fal, która dotarła do „Radioźródła” i powróciła w taki niezwykły sposób, że… było to zapowiedzią tego co się zdarzy w symbolicznych dźwiękach, ale  mógł to zrozumieć tylko nadawca SYGNAŁU. Była to więc inteligentna odpowiedź, która mnie upewniła, że to jest prawdziwa ODPOWIEDŹ, a nie przypadek, gdyż SYGNAŁ dotarł do „Radioźródła”.

Po tygodniu ponownie wysłałam SYGNAŁ gdyż wciąż chciałam dowodów! Odpowiedź akustyczna niespodziewanie powróciła dopiero po 5 dniach ok. godziny 18.00. Zastanawiałam się dlaczego tak długo to trwało?! Po kilku tygodniach zrozumiałam, że odpowiedź jest w matematyce czyli w „ciągu Fibonacciego”, a wiec jest to super inteligencja, która odpowiada mi w sposób, który mogą zrozumieć inteligentni ludzie i to na różne sposoby!

 „Ciąg Fibonacciego” jest  matematyczno – energetycznym synonimem wyrażającym się złotą proporcją, złotym promieniowaniem, itd. Więc nie przypadkiem tutaj również zobaczyłam złote „płonące drzewa”… Myślałam:  Boże, przecież to nie możliwe…Jak ja mam im to powiedzieć! Jeżeli są mało inteligentni to na pewno nie uwierzą, że wysłałam SYGNAŁ do Radioźródła. Chciałabym więc ponownie wysłać SYGNAŁ w obecności fizyków, radioastronomów, astronomów, matematyków i innych naukowców oraz dziennikarzy wraz z wszelkim możliwym sprzętem technicznym, który będzie rejestrował wszystko co tylko jest możliwe. A nawet gdyby nie chcieli tym się zająć znajdę tak samo prosty sposób aby odebrać i zarejestrować to np. na taśmie magnetycznej. Tym razem jednak musi to być przemyślany SYGNAŁ, a odpowiedź będzie na pewno po kilku dniach zgodnie z wzorem „ciągu Fibonacciego” i nie tylko!  (…)

Przygotowywałam się do tego ponad rok zanim wysłałam sygnał, a później opisałam sam fakt chociaż wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że właśnie w tym czasie Ziemia przechodziła przez pas równika galaktycznego. Nie był to jednak przypadek, że stało się to w tym czasie... gdyż wykonywałam wszystkie zadania zgodnie z planem, czego nie uwzględniają ci z którymi miałam pracować. Dla nich to jest tak samo mało ważne, jak błąd w datowaniu o 6-7 lat od narodzin Chrystusa. Mamy faktycznie 2012 rok i przejście przez równik galaktyczny jest tego najlepszym dowodem i potwierdzeniem. Za 7 lat nasz Układ Słoneczny będzie daleko od pasa równika, a następna  taka okazja  zdarzy się za 5 milionów lat. Czy po to aby historia znowu się powtórzyła ? Aby temu zapobiec musiałam wykonać polecenia Szefa z Kosmosu, bo są dla mnie najważniejsze, chociaż czasami tak trudno zrozumieć, po co to wszystko? 

Równik galaktyczny jest to stosunkowo wąski pas bardzo silnej zwielokrotnionej energii - bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu naszej Galaktyki. Był to więc właściwy czas i miejsce na wysłanie sygnału do Ojczystej Galaktyki. Energie pasa równika galaktycznego spowodowały zwielokrotnienie siły wysyłanych sygnałów. Dlatego pierwsze dwa sygnały były najgłośniejsze dopóki byliśmy w zasięgu tego pas, po kolejnych sygnałach dźwięk akustyczny był coraz słabszy. Na początku stycznia 2005 roku (czyli 2012 roku) wysłałam ostatnie dwa sygnały lecz już nie usłyszałam żadnych dźwięków, natomiast pojawiły się piękne zapachy jak po burzy – ozon z zapachem kwiatów, który wypełniał całe mieszkanie, a potem lawina informacji w snach i wizjach... Te informacje – przekazy w swojej wymowie są niesamowite i dlatego muszę o tym napisać! Są potwierdzeniem sensu wiary, wiedzy i postępu jaki obecnie mamy na Ziemi. Potwierdzenia będą na wszelkie sposoby. Pomoc otrzymamy z Kosmosu od Ojca i Syna ponieważ w odpowiednim czasie zostały wysłane sygnały świadczące o tym  że istniejemy i potrzebujemy pomocy... Będą nowe technologie komiczne i kosmos stanie się dla nas otwarty, lecz zanim to nastąpi musimy jeszcze wiele zrozumieć i zrobić.(…)

 Jak wskazuje historia religii Izraela, Egiptu, Indii – do dzisiaj, trwa(ła) tam przedziwna wiara w „świętego byka”. A więc oni instynktownie wiedzieli i wierzyli, że mamy związek z kosmosem właśnie w kierunku gwiazdozbioru BYKA! Musiały minąć tysiące lat aby astronomowie zaczęli badać kosmos i dlatego odkryli „Radioźródło 3C 123” nie widząc w tym jeszcze związku z naszą religią i wiarą od tysięcy lat. W Izraelu, Indiach, Egipcie i wielu innych miejscach na ziemi są również miejsca odwzorowania tej radiogalaktyki, czyli  są tam takie same urządzenia, które mogą uruchomić sygnał. Aby to zrozumieć najpierw musiałam samodzielnie badać tajemnicze megality, a gdy zrozumiałam wiedziałam że trzeba wysłać SYGNAŁ w prosty sposób do „Radioźródła”. Czy to wystarczy aby uruchomili energie i „zakotwiczyli” Ziemię w czasie przejścia przez gęsta materię kosmiczną i Galaktyczną? Do tego zadania była ”wybrana” grupa ludzi z różnych dziedzin. Mieliśmy na to określony czas i miejsce aby zrozumieć i nadać SYGNAŁ do… ziemi. To (w tym zakłamanym świecie)  miało pokazać że jeszcze istniejemy – potomkowie inteligentnej CYWILIZACJI Króla i OJCA  Cywilizacji – JAHWE -  zgodnie z proroctwami oraz modlitwą i wiarą milionów ludzi od tysięcy lat. To oznacza również że nadejdzie dzień zapowiedziany w Biblii, że Jezus Chrystus wraz z Ojcem Cywilizacji – Jahwe, nadejdzie „w całej potędze i chwale z nieba” - z Kosmosu. Ale czy jesteśmy na to przygotowani? Czy ludzie w XXI wieku z komórkami w ręku będą się zachowywać jak ludzie średniowiecza z przerażeniem patrząc na latające obiekty ? A przecież to właśnie nasze pokolenie marzy o lotach kosmicznych!  Jak powitać naszych BRACI i SIOSTRY z Kosmosu czy tak jak na ziemi… z „grubej rury”?! Wiem jedno - cokolwiek będzie się działo później, jest to w mocy OJCA naszej Cywilizacji, na którego podobieństwo i wzór jesteśmy stworzeni i dlatego nasza odwieczna wiara ma sens.

Wiem że otrzymamy instrukcje co mamy zrobić… Będzie nad tym pracował zespół ludzi z różnych dziedzin. Wiem że mam pracować nad pasmami kosmicznymi, które są ważniejsze od kształtu i napędu NOL, bo Kosmos jest dla nas otwarty! Będziemy latać w Kosmosie - i to niedługo -  odwiedzając naszą wielką Rodzinę Kosmiczną. (…) Są do tego wybrani ludzie, którzy otrzymają fragmenty technologii - tak jak w moim śnie w Gdyni, który zat. ”Zadanie do rozwiązania”. Będą to (już dawno) wybrani ludzie w Gdyni, którzy niezależnie od wieku i wykształcenia, będą fragmentami tej kosmicznej układanki. Znam wielu ludzi, którzy opowiadali o swoich dziwnych snach lub wizjach związanych np. z…liczbami, które ich „prześladują”, gdyż nie wiedzą co to oznacza.  Dlaczego? To właśnie Gdynia wiosną 1990 roku była zalana złocistym światłem od godz.24.00 do wschodu słońca -  o czym wielokrotnie mówiłam oraz opisałam w książce. Ta sprawa przez te wszystkie lata nie dawała mi spokoju, aż do teraz… To tam w symbolu i dosłownie jest właśnie KOSMICZNA ARKA PRZYMIERZA. Ale najpierw musiałam nadać SYGNAŁ, aby „mistyczna ISKRA” mogła wyjść z Polski w Kosmos zgodnie z przepowiednią bł. Faustyny Kowalskiej daną jej przez Jezusa Chrystusa, a dopiero potem kolejne zadania. A wiec wszystko jest ważne i nasza wiara ma sens! SYGNAŁ wyszedł najpierw z Polski, a potem z innych kontynentów na Ziemi do naszej OJCZYZNY w niebie – kosmosie! „A jednak się kręci!” – krzyknął kiedyś Mikołaj Kopernik. A ja dodam – wbrew wszystkim i wszystkiemu, pomimo że on był osamotniony i wciąż jest wyklęty przez Kościół! Dlaczego? Czy to co odkrył jest nieprawdą, lub zagrożeniem dla „prawd wiary” tego zakłamanego i zmanipulowanego Kościoła?  

 List ten kieruję w pierwszej kolejności do Centrum Badań Kosmicznych PAN w Warszawie, do Pana Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz papieża Jana Pawła II i całej reszty inteligentnych ludzi z naszej planety, aby zastanowić się co trzeba zrobić dla dobra ludzkości oraz wybranych osób…Czy będą prześladowani i zabijani jak to było w przeszłości czy są raczej skarbem – darem dla Polski i świata ? Czy gdy się ujawnią będą mogli żyć i pracować w spokoju?”

Odpowiedzi nigdy nie otrzymałam, ale było ponure milczenie i wyzwiska oraz oszczerstwa…
                                                                          
STREFA 3c 123… JEST NAWIEKSZYM PORTALEM w Polsce dla RADIOŹRÓDŁA 3C 123 pozornie na tle gwiazdozbioru BYKA. Dlaczego? Tam jest największa Baza Kosmiczna Króla Jahwe z czasów Pierwszej Cywilizacji. O tym pisałam wielokrotnie, np. „Mapa – zasięg STREFY 3c 123…czyli Czakram jako system obronny Ziemi!”

A co pisze na ten temat Robert Leśniakiewicz w art. „Ktoś jest tu poza nami?”
„Jak NASA monitoruje sygnały wysyłane z wnętrza Ziemi: radiosygnały są wysyłane z głębokich warstw Ziemi i są wyłapywane przez satelity na całym świecie. Wyrywając się na powierzchnię Ziemi, sygnały te lecą dalej w kosmos. Satelity wychwytują je i przekazują do NASA. (PACIFIC RIM PRESS PHOTO)

NASA ujawniła, że we wnętrzu (na powierzchni) naszej Ziemi mieszka ktoś poza nami i wysyła sygnały radiowe – zdjęcie

NASA przyjmuje sygnały radiowe ze środka Ziemi – zdjęcie

Cape Canaveral, FL, – NASA odbiera przekazy radiowe z miejsca, które się znajduje setki mil pod powierzchnią Ziemi. Eksperci twierdzą, że są one wysyłane przez szeroko rozwiniętą formę inteligentnego życia.

- To jest oczywiste, ze ktoś tam na dole usiłuje się z nami porozumieć – powiedział wysoko postawiony oficjel NASA, który zażyczył sobie anonimowość. – A kimkolwiek on jest, to ma do dyspozycji tak rozwiniętą technikę, która pozwala mu na wysyłanie sygnałów radiowych na powierzchnię Ziemi poprzez setki mil skał i gruntu.

Po raz pierwszy uczeni wychwycili te sygnały 30 października (2013! – mój dopisek) i to przy pomocy odpowiednio wyposażonych satelitów. Od tego czasu wysyłanie sygnałów w interwałach  przez cały czas – jak twierdzi to nasze źródło. Twierdzi ono, że emisje te mają formę matematycznego kodu, co jeszcze bardziej przeświadcza uczonych co do tego, że są one związane z kolonią istot, których inteligencja przewyższa naszą. Nasze źródło z NASA twierdzi, że zdekodowanie tych wiadomości nie przedstawiało uczonym większego problemu, ale stanowczo odmawiał odpowiadać na pytania o treść tych przesłań. 

- Nie powiedziałbym, że sygnały te są wrogiej natury, by informacje te mogłyby się stać źródłem niepokojów i sporów – oświadczył przedstawiciel NASA. – Ponieważ bardzo nam zależy na interpretacji, damy specjalistom czas jakiś aż się z nią uporają – jednak później uwolnimy pewne informacje, które mogłyby zaniepokoić społeczeństwo.

Nasze źródło stwierdziło, że uczonych frustruje fakt, że nie potrafią oni dokładnie namierzyć miejsca, z którego te sygnały są wysyłane i ta podziemna cywilizacja miałaby się znajdować, i nie posiadają technologii, która pozwoliłaby im odpowiedzieć na te sygnały.

- Kimkolwiek by oni nie byli, to wiedzą o nas więcej, niż my o nich. Znaleźli oni sposób na porozumienie się z nami, ale my nie wiemy, jak im odpowiedzieć. Poza tym mamy doskonały dowód na to, że bez słonecznego światła i tlenu może powstać i istnieć forma inteligentnego życia.

Nasze źródło w NASA powiedziało także, że chodzi tutaj o jedno z największych i najdonioślejszych odkryć w naszym stuleciu.
- Długi czas sądziliśmy, że Wszechświat jest tą najdalszą granicą. Teraz dotarło do nas, że we wnętrzu naszej planety znajduje się niezbadany obszar, który może okazać się jeszcze bardziej ważnym dla naszej przyszłości. (Charles George, 2.XI.2013 r.)

(…) Przekład z j. czeskiego i angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

  
A więc jednak NASA tym się zajęła… Czy dlatego akurat teraz mamy największe manewry sił NATO w Polsce??


Gdynia 08.11.2013 r.

niedziela, 1 lipca 2012

Ekspozycja na Zamku w Suchej Beskidzkiej





Niedziela 1 lipca powitała nas ciepłem i słońcem. Z samego rana zadzwonił do nas Pan bednarz z wieścią, że znów pojawiły się borowiki na Przykcu, ale my mieliśmy inne plany. Pojechaliśmy do naszego powiatowego miasta Suchej Beskidzkiej zwiedzić ekspozycję na tamtejszym Zamku. Była ona poświęcona prawu karnemu i penitencjarnemu Państwa Suskiego - w latach 1608-1939. Szczególnie interesująca była ekspozycja narzędzi tortur i wymiaru sprawiedliwości z siedemnastego i początków osiemnastego stulecia, kiedy to wyznawano zasadę „dura lex, sed lex” i prawo to było rzeczywiście krwawe i bezlitosne.



Jak wyglądały narzędzia do zadawania tortur i śmierci - widać na filmiku. Poza nimi widzimy także rekonstrukcje ich zastosowania według tutejszego grafika - Pana Macieja Hojdy.



Patrzyłem na to i naszła mnie refleksja, którą kieruję do tych wszystkich łaknących Kontaktu z Obcymi z Kosmosu, a mianowicie - czy kiedy doń wreszcie dojdzie, czy pokażemy Im taka ekspozycje i bez żenady wyjaśnimy, do czego to służyło? A nie zapominajmy, że i dzisiaj tortury są na porządku dziennym i to w krajach, których przywódcy z praw człowieka zrobili sobie polityczny oręż do walki o rozszerzenie swych wpływów na cały świat i przerabianie go na swoją modłę, zawsze wbrew woli zdecydowanej większości ludzi tenże świat zamieszkujących... Tak, tak! Wszyscy wiemy, o kogo chodzi...!



Warto jest to zobaczyć, choćby dlatego, żeby wiedzieć, do czego zdolnym jest człowiek pragnący upodlić, złamać, upokorzyć i zniszczyć drugiego człowieka - bo nie zapominajmy, że narzędzi tych używano także na chwałę Bożą w walce o hegemonię „jedynie słusznej” wiary, która krzewiono ogniem, mieczem i takimi właśnie narzędziami. Czy Obcy będą w stanie to zrozumieć?...


To Wam daję pod rozwagę, o apologeci kontaktów międzyplanetarnych! Bo od naszej historii - także tej najokropniejszej nie da się uciec i trzeba z nią coś zrobić. Zamiecenie tego pod dywan będzie wyrazem skrajnego tchórzostwa. No i czy Oni będą w stanie to jakoś zrozumieć? A jeżeli zrozumieją to jako chęć ukrycia wrogich zamiarów względem Nich? Uważam, że ufologia musi zmierzyć się i z tymi czarnymi plamami naszej historii, bo bez tego będzie tylko pseudonauką dla kilku pięknoduchów o spaczonym obrazie naszego świata...

niedziela, 11 grudnia 2011

Obcy interweniują w nasze środowisko (1)



Alfred Lambremont Webre (Exopolitics)

Przewidywania obserwacji UFO nad Nowym Jorkiem, które będą interwencją Obcych w naszą ekologię. W dniu 10 grudnia, w ekskluzywnym wywiadzie dla Exopolitics TV pewien były hiszpański agent NATO-wskich służb specjalnych wypowiedział się, że obserwacje UFO nad Nowym Jorkiem, które miały miejsce w dniu 24 listopada 2010 roku, zostały przezeń przepowiedziane dwa tygodnie wcześniej - 9 listopada br. na podstawie międzywymiarowej informacji, którą otrzymał od znacznie bardziej zaawansowanych cywilizacji tworzących lokalną federację znaną bardziej jako "Rada 8". Pojawienie się NOLi w dniu 24 bm. zostało sfilmowane i film jest do obejrzenia na stronie internetowej www.examiner.com pod tym artykułem.

Nie jest to odosobniony przypadek, bowiem obserwacje z 24 bm. były także przewidziane przez kontaktowca "Rady 8" już 13 października 2010 roku przez byłego oficera NORAD - Stanleya A. Fulhama w jego książce "Challenges of Change". W dniu 3 grudnia br. Fulham opublikował przepowiednie otrzymane poprzez międzywymiarowy kanał, że statek kosmiczny "Rady 8" pojawi się nad Moskwą w Rosji w pierwszym tygodniu stycznia 2011 roku, a później nad Londynem w Anglii w drugim tygodniu stycznia 2011 roku w ramach misji interwencyjnej "Rady 8" w ziemskie środowisko.

To jest drugie tego rodzaju oświadczenie mówiące o pojawieniu się statku kosmicznego galaktycznej "Rady 8", która misja ma na celu oczyszczenie ziemskiego środowiska naturalnego. Ten hiszpańsko-NATO-wski agent wywiadu podał swe rewelacje w naszej TV posługując się pseudonimem John Doe.

Rewelacje te podał Stanley A. Fulham, który jest w fazie terminalnej choroby nowotworowej, a ich treścią jest to, że statek kosmiczny "Rady 8" pojawi się nad Moskwą i Londynem na początku 2011 roku, i będzie to przyspieszenie planowanej pozaziemskiej interwencji na Ziemi w celu ukazania się Zgromadzeniu Ogólnemu ONZ i dokonania operacji oczyszczenia ziemskiego środowiska w latach 2011 - 2015.

Zgodnie z tym, co powiedział były NATO-wski agent John Doe, który mówił o obserwacji UFO nad Nowym Jorkiem w dniu 24 listopada, informacje o tym otrzymał poprzez kanał interdimensyjny od przedstawicieli federacji galaktycznej złożonej m.in. z Plejadian, mieszkańców planet Alfy Centaura, mieszkańców układu Syriusza, Szaraków z Wolarza i innych. Zgodnie z jego wizją - źródło twierdzi, ze "Rada 8" zamierza pokazać się bardziej otwarcie w 2011 roku i rozmawiać z Sekretarzem Generalnym oraz Zgromadzeniem Ogólnym ONZ i otwarcie oczyścić środowisko naturalne naszej planety w latach 2014 - 2015, jeżeli nie wcześniej.

Poza tym padło stwierdzenie, że te inteligentne cywilizacje podejmą akcję przeciwko tzw. "chemitrails", które są opisane jako bronie zmierzające do uodpornienia ludzkiego DNA na wpływ międzygalaktycznych fal energii, które powodują jego ewolucję. No i cywilizacje te nie zezwolą na wybuch wojny nuklearnej na Ziemi.

Zobacz także: Seattle Exopolitics Examiner - http://www.examiner.com/exopolitics-in-seattle/alfred-webre

Przekład z j. angielskiego -
Robert K. Leśniakiewicz ©

* * *

Jak na razie, to można to potraktować jako "takie sobie bajeczki". Uwierzę jak zobaczę UFO na Moskwą i Londynem. To, co głosi "John Doe" i jemu podobni nie jest żadną rewelacją - już od co najmniej 20 lat wiadome jest, że Obcy interesują się naszym środowiskiem naturalnym i je badają. Pojawiają się w czasie wielkich katastrof przemysłowych i klęsk elementarnych, więc nihil novi sub Sole. Tylko, że wcale nie jest powiedziane, że będą to jakieś istoty z kosmosu, a np. ludzie z innego wymiaru Przestrzeni i Czasu - odmienni od nas, ale ludzie. I nikt inny więcej.

Skąd ten wniosek? Ano stąd, że każda planeta ma swe odmienne środowisko i wykształciła swoje odmienne istoty mające odmienne kody genetyczne. A zatem nie może dojść do naturalnej interakcji pomiędzy organizmami ziemskimi a Obcymi. Chyba że będzie to możliwe na drodze inżynierii genetycznej. To raz. Po drugie - oczyszczenie naszej planety z tego chemicznego szamba stworzonego przez Homo sapiens sapiens zabierze Obcym, całe stulecia - niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkoskalowe przedsięwzięcia należy podjąć, by oczyścić ziemię, wodę i powietrze naszej planety. Poza tym trzeba będzie zregenerować naszą biosferę, a to jest proces który będzie trwał 100 - 500 lat lekko licząc. I po trzecie - cena. Ile to nas będzie kosztowało i kto za to zapłaci. Nie wierzę, by tajemnicza "Rada 8" wyłożyła takie środki na ratowanie naszej planety. Wszystkim entuzjastom obecności Kosmitów i UFO-oszołomom przypominam, że rachunek ekonomiczny zysków i strat  obowiązuje WSZĘDZIE i w CAŁYM KOSMOSIE. Czego Obcy zażądają w zamian za tą pomoc? O tym jakoś milczą kanały międzywymiarowej łączności, a szkoda. Bo to jest kluczowy problem, a nie obiecanki-cacanki w kosmicznym wymiarze...

Obcy będą interweniowali w nasze środowisko - OK. - ale za ile i kto za to zapłaci???...

* * *

Od napisania tych słów upłynął rok. Kosmici nie pokazali się, o lądowaniu nie mówiąc. Środowisko jest nadal zaświnione i będzie jeszcze bardziej. Kosmici – na których czekają oszołomy z Exopolitics i im podobni nie przybyli i nie pokazali się nad Moskwą, Londynem i innymi miastami. I znów jak zwykle – chwilowa sensacja, medialny szum, uciecha dla idiotów. Niektórzy „ufolodzy” nazywają mnie dezinformatorem i wieszają na mnie wszystkie zdechłe psy. OK. więc w takim razie czym są brednie pomyleńców z Exopolitics? Czyż nie jest dopiero dezinformacja najczystszej wody!?


I jeszcze a propos dezinformacji - bo to wszystko powyżej to jest mały pikuś – przepraszam: Pan Pikuś – w porównaniu ze ściemą, którą popełnił jakiś autor od siedmiu boleści przedstawiający się jako ateista, a którego niebotyczne wypierdy można przeczytać na stronie: http://interia360.pl/swiat/artykul/ach-ta-inkwizycja,50219 – to dopiero jest dezinformacyjny majstersztyk co się zowie! No cóż – dla mnie jest to przykład wręcz iście  goebbelsowskiej manipulacji faktami, ale dla większości Czytelników – niestety prawda objawiona. I dlatego nie mam zamiaru polemizować z moimi przeciwnikami, bo to jest po prostu bez sensu. Niech sobie żyją swymi urojeniami i kiszą się we własnych złudzeniach. Na bzdurne polemiki z nimi nie mam po prostu czasu, którego mi szkoda, a który mogę spożytkować inaczej i bardziej produktywnie… 


CDN.

piątek, 4 listopada 2011

Kim Jesteś?


Zofia Piepiórka (Eleonora)

Motto:
Pozostawił po sobie coś nieuchwytnego, jak delikatny zapach wiosennych  kwiatów lub zapach pięknych perfum ciągnących się za nim jak niewidzialny delikatny woal. Co to jest? To pytanie męczyło mnie przez wiele lat, bo żaden mężczyzna nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak on!

Od tego dnia minęło 27 lat…

 Chcę opowiedzieć o niezwykłym spotkaniu i powitaniu w Małych Stawiskach gm. Kościerzyna. Wówczas wydawało mi się to dziwne i bez sensu, ale właśnie to spotkanie z czasem nabrało wielkiego znaczenia oraz sensu jakiego się nie spodziewałam. Miałam 28 lat i nie przeczuwałam co mnie czeka.

  Był początek sierpnia 1984 roku, słoneczny i upalny dzień, ok. godz. 10-11  (dokładnej daty nie pamiętam). Było w sumie 9 dorosłych osób i moja 5-cio letnia córeczka. Nikt z nas nie mieszkał tutaj na stałe tylko w okresie letnim. Wracaliśmy polną drogą do domu dziadka dyskutując o plantacji. Ja z mężem, córeczką i matką, Jola i Wojtek Sz. (małżeństwo) i ich dwóch krewnych - Tomek i Grzegorz oraz  Tadeusz K. i Krzysztof Sz. Zatrzymaliśmy się za domem mojego dziadka pod dużym klonem stojąc w kręgu i wciąż dyskutując, ale po chwili odeszłam w kierunku pobliskiej rzeki Wierzycy, aby umyć ręce. Odruchowo spojrzałam w prawą stronę na drogę biegnącą wzdłuż rzeki i małego ogrodu warzywnego. Droga ta schodzi w bok od głównej drogi biegnącej powyżej łączącej dwie wsie - Nową Kiszewę i Małe Stawiska.
  W oddali spod zielonego tunelu utworzonego z gałęzi drzew olchy wyłonił się jakiś mężczyzna. Był wysoki i szczupły - wzrost co najmniej 180 cm, w wieku ok. 30 lat.  Miał ciemne krótko ostrzyżone włosy, szczupłą twarz, ciemne wąsy, oczy zasłaniały ciemne słoneczne okulary, które wydawały mi się dziwne, bo w tym czasie była moda na duże okulary słoneczne, a te były proste i stosunkowo małe. (Myśląc o tym szczególe powiedziałabym, że właśnie obecnie są w modzie tego typu okulary  i właśnie teraz takie  noszę, ale wtedy  były lata 80-te i nosiłam zupełnie inne).
Ubrany był w ciemny garnitur, jasną koszulę w delikatny wzorek i modny wówczas ciemny wąziutki krawat. Później, gdy był już blisko zobaczyłam, że na stopach ma czarne buty ze skóry, zawiązane sznurowadłami. W przeciwieństwie do nas wyglądał odświętnie i niezwykle jak na te czasy. Było to po „stanie wojennym” i wszystkiego brakowało. My byliśmy ubrani w zwykłych ubraniach roboczych, w dżinsach i flanelowych koszulach, gdyż wracaliśmy z pola. Na jego widok pomyślałam – O idzie jakiś elegant!
 Z daleka wydawał mi się znajomy. Przypominał mi krewnego - Leona K. mieszkającego ok. 15 km stąd, w Wielkim Klinczu, który w lecie czasami nas odwiedzał. Ledwie o nim pomyślałam, ten młody mężczyzna podniósł do góry prawą rękę w geście powitania, ale nie poruszał dłonią, tylko trzymał rękę jakby zastygłą w bezruchu. Dłoń była lekko zgięta i zwrócona bokiem do mnie. Lewą rękę trzymał na wysokości serca, poniżej kieszonki w marynarce. Widząc ten gest odruchowo podniosłam dłoń na powitanie z uśmiechem na twarzy. Ale on się nie uśmiechał... Patrzył na mnie długo i poważnie. Idąc dalej drogą ręce trzymał wciąż w takiej samej pozycji, co mnie zastanowiło, bo nagle zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój krewny, którego miałam na myśli, lecz ktoś do niego podobny. Zastygłam w bezruchu trzymając rękę podniesioną tak jak on  myśląc - kto to jest?
  Kuzyn o którym pomyślałam wcześniej, od dzieciństwa ma sparaliżowaną prawą rękę oraz kuleje na prawą nogę zaciągając ją przy każdym kroku. Ten mężczyzna szedł sprężyście. 
  Miał okulary słoneczne na oczach, ale wyraźnie patrzył na mnie. Stałam na środku drogi którą szedł. Pomyślałam znowu – kto to jest? Jak on się dziwnie zachowuje, jak klaun który wyszedł z cyrku! Patrząc jak trzyma rękę na wysokości kieszonki pomyślałam - po co tam trzyma rękę? A może sprawdza czy ma portfel? Nic innego wtedy nie przyszło mi do głowy i może dlatego zapamiętałam te dziwne gesty rąk, które absolutnie nic mi nie mówiły!
Szedł dalej drogą w moim kierunku trzymając ręce wciąż w ten sam dziwny sposób. Zaczęłam się jemu przyglądać uważniej. Normalny młody mężczyzna jakich widziałam wielu w tym okresie życia, bo sama byłam młoda. Tylko... szedł jakoś miękko, sprężyście i jakby płynął nad ziemią. Gdy o tym pomyślałam spojrzałam na jego stopy. Szedł drogą pomiędzy koleinami, gdzie rosła trawa, dlatego nie widziałam dokładnie jakie i czy w ogóle  miał buty, aż był całkiem blisko. Miał zwyczajne czarne buty, garnitur również był zwyczajny, prosty, nie wyszukany. Gdy tak szedł miałam wrażenie - chociaż nie wiem czemu, że płynie, ale jednocześnie szedł sprężyście, lekko, miękko. Zaczęło mi coś w tym wszystkim nie pasować...coś się nie zgadzało! Pomyślałam, że albo coś mi się stało z oczami z powodu słońca i upału i mam  jakieś halucynacje, albo coś z moją głową nie tak, albo on jest jakiś dziwny!
Gdy podniosłam oczy z jego stóp na  twarz,  patrzył w prawą stronę w kierunku łąki po drugiej stronie rzeki, gdzie rosła duża kępa drzew i krzaki. Trzymając wciąż podniesioną rękę jak do...  błogosławieństwa, a drugą na sercu wciąż patrzył długą chwilę w to miejsce. Spojrzałam tam również, ale dla mnie nie było tam nic ciekawego, tylko łąka i kępa drzew. Gdy tak patrzył w tym kierunku, pomyślałam że może jednak się trochę  zmieszał tym, że tak patrzę? Skierował po chwili głowę w moją stronę i patrzył tak przez długą chwilę. Był już w połowie drogi do mnie.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że ja również trzymam wciąż podniesioną rękę. Patrzyłam na swoją rękę i nie wiedziałam co dalej z nią zrobić, czy opuścić i schować za siebie? Jednocześnie zaczęły docierać do mnie głosy dosłownie kłótni, której w tym czasie gdy patrzyłam na tego dziwnego młodego przybysza w ogóle nie słyszałam, a stali kilka metrów dalej. Gdy spojrzałam w ich stronę stali nadal w kręgu i spierali się o coś zawzięcie! Zawołam do nich dwa razy - uspokójcie się, ktoś tu idzie! W ogóle nie słyszeli mojego głosu. Szybko podeszłam do nich, jeszcze raz powtórzyłam i zaraz powróciłam w to samo miejsce. Oni uspokoili się i podeszli do mnie. Wszyscy patrzeliśmy na tego młodego mężczyznę. Szedł spokojnie, ale ręce miał już opuszczone wzdłuż ciała, patrzył na nas poważnie.
  Był już kilka metrów od nas, gdy spojrzał w prawo na łąkę w głębi przy rzece, na pole za domem, a potem znowu na ogródek warzywny i obok ściętego pnia drzewa i znowu w to samo miejsce za domem na wzgórzu. Potem spojrzał w lewo przy drodze i na pole powyżej na górce i gdzieś w głąb na pola. Wyglądało to jakby się rozglądał, ale tam gdzie patrzył właściwie nic nie było, a patrzył tak jakby coś tam było ciekawego!
Oni patrzeli na niego obojętnie, zeszli z drogi poniżej na łąkę idąc w kierunku rzeki tak jak ja, z zamiarem umycia rąk Zatrzymali się na łące poniżej i oglądali się w jego stronę.
Ja stałam wciąż w tym samym miejscu, ale gdy był już blisko zeszłam z drogi i stanęłam z boku, bliżej domu i patrzyłam wciąż na niego myśląc - kim jest i do kogo idzie. Skoro nie jest moim krewnym ani znajomym, to pewnie idzie do sąsiadów? Może to ich krewny lub znajomy, bo  k o g o ś  mi przypominał... Już chciałam się zapytać czy kogoś szuka, ale pomyślałam, że jeżeli idzie do nich, to zna drogę i pewnie idzie na skróty naszą drogą i wyjdzie przez podwórze na drogę prowadzącą do nich. Jeżeli zbłądził, to sam zapyta  o drogę. Ale młody mężczyzna przeszedł obok nas bez słowa i już skręcał w stronę domu i  podwórza - tak jak myślałam.
  Nagle zaczął ujadać nasz piesek „Misiu”, a młody mężczyzna który był już za mną nagle błyskawicznie się odwrócił z taką energią, że aż poły marynarki z rozcięciami z boku podniosły się. Odwrócił się tak raptownie, jakby dostał batem w plecy...  Stał obok mnie, a ja patrzyłam zaskoczona i pomyślałam, że pewnie przestraszył się psa. Ale on nie patrzył na psa, lecz na mojego męża! Stał na wprost niego w pozycji jakby gotowy do obrony lub ataku, przygarbiony, z podniesioną głową i bardzo długo patrzył na niego.
Pies szczekał więc powiedziałam - niech pan się nie boi, ten pies nie gryzie, on tylko tak szczeka, na każdego kogo zobaczy, on nie gryzie. Niech pan się nie boi. Patrzyłam na „Misia” i usiłowałam go uspokoić. Siedział trochę za nimi wszystkimi, jakby sam się bał, ale szczekał zajadle. Spojrzałam na tego mężczyznę, ale on nie patrzył na psa, tylko nadal na mojego męża, który stał niżej na łące w odległości 3m na wprost nieznajomego. Obok męża stali po jednej i drugiej stronie w szeregu pozostali uczestnicy tego spotkania - na końcu z lewej strony stała moja córeczka z moją matką. Patrzyłam na ten szereg zaskoczona, bo nie zauważyłam nawet jak i kiedy tak się ustawili!
  Krzyknęłam do męża - uspokój tego psa! Ale on stał i patrzył na przybysza z widoczną wrogością. Powtórzyłam, ale nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nikt z nich nic nie mówił oprócz mnie, nie reagował na ujadanie psa. Ogarnęła mnie bezsilność i złość na nich.  Nieznajomy nadal patrzył na mojego męża, jakby nie chciał „spuścić go z oka”, a po długiej chwili podniósł głowę wyżej i patrzył przed siebie, gdzieś w głąb na rosnące tam drzewa. Za tymi drzewami jest wieś Nowa Kiszewa. Stałam za nim i po ruchu jego głowy zrozumiałam, że przygląda się wszystkim po kolei w rzędzie.
Pies nadal szczekał więc już wściekła zawołałam do męża - uspokój tego psa! Zamiast niego odezwała się Jola uspokajając psa - „Misiu” spokój, spokój! Pies uspokoił się na chwilę, ale potem dalej poszczekiwał. Wtedy odezwał się mąż, pies trochę odsunął się dalej, ale nadal szczekał. Mężczyzna jeszcze chwilę patrzył na nich, a potem powoli odwrócił się w moją stronę i długo patrzył na mnie z powagą na twarzy. Nie widziałam jego oczu, bo zasłaniały je ciemne okulary. Na jego twarzy zobaczyłam smutek i cierpienie, ale również ciepło i miękkość, spokój...
I znowu ogarnęło mnie to samo uczucie, jakie ogarnęło mnie na jego widok, gdy  wyłonił się z tunelu drzew na drodze. Było to jak odległe wspomnienie kogoś bliskiego, ale dawno nie widzianego i jakaś dziwna radość, błogość... sprzeczna z logiką i rozumem. To uczucie było tak silne i niezwykłe dla mnie, że stałam jak zahipnotyzowana nie rozumiejąc co się ze mną dzieje!
 Powoli ruszył w kierunku domu i podwórza. Poszłam za nim, a oni w przeciwną stronę do rzeki umyć ręce.  Szedł powoli, a potem zatrzymał się w tym miejscu pod drzewem, gdzie oni  stali w kręgu i kłócili się zaledwie kilka minut wcześniej. Stałam za nim i widziałam jak długą chwilę patrzy przed siebie na drogę i pola, a potem opuścił głowę i patrzył na ziemię. Po chwili odwrócił się do mnie bokiem i spojrzał w kierunku ściany szczytowej domu patrząc tam znowu długą chwilę. Spojrzałam tak jak on, ale nic tam nie było, tylko ściana bez okien i drzwi. Pomyślałam - co on tak się wpatruje w tę ścianę? Przecież nie może widzieć co tam jest w środku! 
Popatrzył trochę na prawo, a potem odwrócił się do mnie. Stał w odległości ok. 1m ode mnie. Widziałam jego delikatną, bladą twarz, bez opalenizny jaką my mieliśmy. Zobaczyłam w kącikach ust dwie długie i głębokie bruzdy. Pomyślałam - taki młody, a tak cierpi? Ledwie to pomyślałam, on uśmiechnął się do mnie, jakby wiedział co myślałam. Patrzył tak na mnie z uśmiechem na twarzy długą chwilę, ale nadal nie powiedział ani słowa. Patrzyłam na niego nie rozumiejąc z czego się tak cieszy, a  po chwili powiedziałam do niego coś w duchu, co było sprzeczne z moim rozumem - „oni ciebie tutaj nie wpuszczą, nie przyjmą!” Patrzył na mnie wciąż z uśmiechem, a ja miałam ochotę zdjąć mu okulary i spojrzeć w oczy... No kim jesteś?
Powoli i z ociąganiem odwrócił się i ruszył przed siebie, a ja za nim. Zatrzymał się jeszcze na podwórzu rozglądając się, potem spojrzał na wschód na pole, potem za róg domu, ale nie na drzwi wejściowe. Myślałam, że może spojrzy na drzwi, ale przesunął głowę tak jakby ich tam nie było, albo nie miały znaczenia. Ruszył dalej, a ja za nim, aby zobaczyć dokąd idzie. Patrzył znowu w kierunku zachodnim na pola i dalej w kierunku wsi Małe Stawiska. Wszedł na drogę i skręcił na wschód, tam gdzie mieszkają sąsiedzi o których pomyślałam, gdy szedł drogą do domu. Patrzył znowu długo w różne miejsca, a z daleka jeszcze bardziej wydawał mi się samotny, szukający czegoś, lub kogoś... Znikł za najbliższym wzniesieniem.
Pozostawił po sobie coś nieuchwytnego, jak delikatny zapach wiosennych  kwiatów lub zapach pięknych perfum ciągnących się za nim jak niewidzialny delikatny woal. Co to jest? To pytanie męczyło mnie przez wiele lat, bo żaden mężczyzna nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak on!
Teraz to wiem czym był ten przepiękny zapach... Była to jego niezwykła energia jak zapach delikatnych perfum, która za nim się ciągnęła jak welon i ogarniała każdego kto spojrzał na niego, przenikała duszę i umysł, chociaż  rozum mówił mi co innego! To było właśnie to dziwne uczucie i wrażenie, którego długie lata nie potrafiłam zrozumieć, a miałam zrozumieć, przypomnieć sobie, myśleć i działać...  

Całe spotkanie trwało kilka minut (tak mi się wydaje, bo mogę mieć lukę w pamięci, w  tym czasie gdy zobaczyłam ich stojących w szeregu!) i pomimo że minęło wiele lat  mocno tkwi w mojej pamięci, tak jakby to zdarzyło się dzisiaj. Mam wciąż w oczach każdy ruch tego mężczyzny, każdy gest chociaż nie wypowiedział ani jednego słowa. Miałam to wszystko zapamiętać, chociaż wtedy nic z tego nie rozumiałam. Zrozumienie przyszło później. Czy dlatego uśmiechał się do mnie długo i serdecznie... koło domu.
Po tym zdarzeniu, kilka dni później pytałam sąsiadów, czy był u nich ten mężczyzna, czy jest ich krewnym lub znajomy, ale nikt z nich go nie znał ani nie widział oprócz nas.

Rok później zaczęło się w moim życiu istne piekło, a ja nie rozumiałam „o co i po co?”! Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że nie było to przypadkowe spotkanie i że mój mąż miał z tym ścisły związek, dlatego Nieznajomy bardzo długo na niego patrzył, a potem na mnie.
Mijały kolejne lata i w natłoku zdarzeń zapomniałam o tym „epizodzie” w moim życiu. Coraz częściej miałam dziwne prorocze sny, których nie rozumiałam.
Minęło 7 lat od tego dziwnego spotkania i zdarzyło się znowu coś niezwykłego  w tym samym miejscu, w Małych Stawiskach.
Był maj 1991 roku i po drugiej stronie rzeki, zobaczyłam wiele „płonących drzew”. „Płonęły” złocistym ogniem właśnie te drzewa i krzewy, na które patrzył ten tajemniczy młody mężczyzna, gdy szedł z podniesioną prawą ręką jak do błogosławieństwa, a lewą trzymał na sercu...
 Miałam wówczas 33 lata... Czy to ważne ile miałam lat? Wszystko w tej sprawie jest ważne, bo jest wskazówką dla KOGO pracuję i z kim. Nie byłam dzieckiem, lecz w pełni świadomą i dorosłą kobietą, która wierzyła, lecz jednocześnie szukała wszelkich dowodów na potwierdzenie tego, że to jest prawda. Ale sama wiara to za mało! Wiele spraw wcale nie było tak oczywistych ani w naszej religii, ani w nauce! Jak odróżnić prawdę od fałszu?
Od tego dnia moje życie jeszcze bardziej się skomplikowało, ponieważ zaczęły się sny i wizje, jasnosłyszenie, jasnowidzenie, bioenergia... i miałam już wszystkich przeciwko sobie, tak jak wtedy, gdy stałam obok tajemniczego młodego mężczyzny na drodze. Mąż, matka, krewni, sąsiedzi i znajomi oraz różni ludzie których poznawałam i o tym mówiłam... „ujadali” jak nasz  kundel!
Dwa lata później (1993 rok) pierwszy raz pojechałam do kamiennych kręgach w Odrach, gdzie rozpoczęłam badania, bo USŁYSZAŁAM że mam je badać. Był w kamiennych kręgach w Odrach i pokazywał bez słów, które kręgi będę badać... Nie rozumiałam wówczas jaki to ma związek z naszą wiarą i religią oraz z naukową teorią o Gotach. Teraz po latach wiem już dokładnie Odkryłam tam m.in. pasma energetyczne, na których z dokładnością astronomiczną na przesilenie letnie ustawione są cztery kamienne kręgi. Na temat tych pasm kosmicznych później pisałam w różnych artykułach oraz w referacie wygłoszonym w czasie sympozjum naukowego w Sulęczynie w 1997 roku,  zat. „Logika radiestezyjna w badaniach kamiennych kręgów”. Te pasma odpowiadają kolorom w widmie światła białego, pomarańczowo - czerwony oraz biało - fioletowy.  A co to ma wspólnego z opisanym wyżej zdarzeniem? Kim był Nieznajomy? To on  kazał mi badać pasma kosmiczne, bo są one namalowane w symbolu  na obrazku zat. „Jezu ufam Tobie” i dlatego mają duże znaczenie dla całej sprawy!

 Na  obrazku zat. „Jezu ufam Tobie”,  Pan Jezus jest wysoki, w długiej jasnej sukni jakie 2000 lat temu nosili mężczyźni. Ma długie włosy i wąsy oraz brodę. Prawą rękę ma uniesioną w geście błogosławieństwa, a lewą wskazuje na serce z którego wychodzą dwa pasma promieni w kolorze pomarańczowo - czerwonym oraz biało - niebieskim. ( Na różnych obrazkach te promienie maja różne odcienie). Na tym obrazku Pan Jezus ma bose stopy, jest w ruchu, idzie, ale jednocześnie stoi na chmurce nad samą ziemią lub posadzką z kafelek...  Podobny opis postaci Chrystusa jest we wstępie proroctwa św. Jana czyli  APOKALIPSY w Nowym Testamencie.
  Patrzyłam na obrazek z niedowierzeniem, bo te same symboliczne gesty widziałam nie na obrazku, lecz... pokazywał je tak jak na obrazku, żywy i prawdziwy Jezus Chrystus. Gdy szedł drogą przy rzece miałam wrażenie że unosił się nad ziemią, tak jak na tym obrazie, ale wyglądał jak współczesny młody mężczyzna, no i nie miał widocznej aureoli nad głową, tylko ta dziwna pachnąca energia... A ja wciąż  pytałam „kim jesteś?” Otrzymałam w końcu w ten sposób odpowiedź i wszystko sobie przypomniałam, każdy gest, spojrzenie, uśmiech... Tego się nie da opisać....   
Wiele razy zastanawiałam się nad tym, dlaczego osobiście  przyszedł do nas? Jaką rolę i zadanie w tym wszystkim miała i ma moja rodzina oraz Małe Stawiska? Odpowiedź jest w moich  snach i wizjach oraz w tajemnicy tej ziemi i rodzie...
Czy to niezwykłe spotkanie to zaszczyt czy przekleństwo? Powinno być zaszczytem dla każdej katolickiej i wierzącej rodziny. Pobożni ludzie tacy jak np. moja rodzina,  sąsiedzi, czy znajomi, no i oczywiście kapłani - nie uwierzyli i nie chcieli nic zrobili dla dobra tej sprawy! Po prostu zrobili mi „piekło”! Więc czym jest wiara i w co właściwie wierzymy w naszych kosmicznych czasach?
Myślałam o tym spotkaniu wiele razy i za każdym razem odkrywałam wiele znaczeń i spraw pokazanych w symbolu...
Gdy Pan Jezus  pojawił się na drodze od razu gestem rąk pokazał KIM jest, ale ja tego wówczas nie rozumiałam!!
Miał zwykłe słoneczne okulary, ale ich kształt bardziej pasuje do współczesnej  mody, a więc była to wskazówka dla mnie. Czas kiedy to napiszę, dokładnie zrozumiem i kiedy ma to się wydarzyć.
Tylko ja zobaczyłam wówczas te symboliczne gesty rąk, a pozostali nie! Dlaczego? Przyszedł tylko do mnie, czy może do nas wszystkich?
  Wydawał mi się znajomy... Kogoś mi przypominał... Przypomniałam sobie później, że widziałam go już wiele razy w swoim życiu. Ale gdzie? W dzieciństwie przychodził do  domu w Gdyni, przychodził do Małych Stawiskach - wtedy żył jeszcze dziadek, w szkole, w pociągu, na stacji... w kawiarni, w gościnie... Wszędzie gdzie działy się ważne dla mnie sprawy. Więc to nie był przypadek, że tutaj przyszedł i w końcu ujawnił się w ten sposób...
Idąc z podniesioną ręką jak na obrazie, a drugą na sercu pokazał mi miejsce, gdzie siedem lat później zobaczyłam „płonące drzewa”, bo to dotyczy proroctw Starego Testamentu oraz sprawy Boga Ojca Jahwe i Chrystusa... Tutaj jest Dysk Króla Pierwszej Cywilizacji  Jahwe. Dlaczego tutaj i co to znaczy? Zrozumiałam to później badając kamienne kręgi.
  Tutaj wg planu gwiazdozbioru Byka nałożonego na plan Kaszub - gdzie kamienne kręgi w Odrach to Hiady, a w Węsiorach to Plejady, a pomiędzy nimi jest odwzorowane Radoźródła 3c 123... Jest to bardzo odległa galaktyka z której pochodzi nasza cywilizacja i dlatego tutaj jest Dysk Króla, który znajduje się w strategicznym miejscu jako wskazówka astronomiczna dla potomków naszej cywilizacji! Ale to zrozumiałam po kilku latach, a także  wiele innych spraw. Zbyt dużo było przypadków w tym miejscu, aby to był przypadek!
  Dlaczego Jezus Chrystus osobiście tutaj przyszedł i pokazywał mi wszystko bez słowa, a ja miałam patrzeć, zapamiętać i zrozumieć? Po kilku latach to wszystko musiałam  badać, nadać sygnał i w ten sposób uruchomić system... To było zadanie dla naszej rodziny oraz innych wybranych ludzi, którzy tutaj byli.
  Razem z mężem i Tadeuszem K. chodziliśmy do tej samej szkoły w Rzucewie. Jezus Chrystus też tam często był, chociaż nikt z nas nie wiedział kim on jest. Przygotował nas do tego zadania, a gdy przyszedł do Małych Stawisk mój mąż i reszta potraktowała go jak wroga... Przyszedł do nas w strategicznej chwili i sytuacji. Od tego wiele zależało, ale oni odwrócili się i poszli umyć ręce jak... Piłat, który skazał Jezusa Chrystusa na śmieć! Oni nie chcieli mieć nic z ta sprawą wspólnego! Dlaczego?! Wszystko w symbolu i dosłownie! Pokazał to swoim zachowaniem koło domu... kłócili się o coś?
Powitałam Go gestem ręki, a potem byłam obok... Pozostali stali w szeregu, a potem poszli umyć ręce do rzeki. Denerwujące ujadanie psa... Dlaczego szczekał na Jezusa jak na obcego? Nie szczekał na Niego, lecz  symbolizowało to ich „ujadanie” później...
Błyskawicznie się odwrócił i stanął przy mnie, gdy pies zaczął szczekać... Wymownie długo patrzył na mojego męża... Wiedział co zrobi mój mąż ze mną i z tą sprawą, więc pokazał mi co sam zrobi i jak ja mam zareagować.
  Patrząc ponad głową mojego męża pokazał mi innego wroga w Nowej Kiszewie, który właśnie się tam sprowadził... pobożny ”diabelski młynarz” z rodziną! Jak się później okazało on  i kilka innych osób w tej okolicy, są żywym wspomnieniem z przeszłości, bo z poprzedniej cywilizacji...
Patrzył na wszystkich pozostałych w szeregu po kolei, ale krótko... Moja córeczka stała na końcu z moją matką, która trzymała ją za rękę, gdy ja stałam przy Jezusie Chrystusie.
Jezus patrzył na mnie ze smutkiem i cierpieniem na twarzy, bo to co miałam zrobić wymagało wielu wyrzeczeń, cierpienia, a nikt z nich mi nie pomoże i tak właśnie było...
Poszłam za nim, a oni w drugą stronę umyć ręce od tej sprawy i samego Jezusa Chrystusa. Wszędzie tam gdzie patrzył... pokazywał co w tym miejscu w przyszłości będzie się działo. Ważne kamienie, Zjazd Rodu Piepiórka, kamienie z urządzeniami sygnalizacyjnymi, które dzisiaj stoją na górce za domem...
Stary dom który odziedziczyłam po dziadku... Jestem tutaj, aby myśleć, pisać, badać... Pokazał drzwi w szycie domu, których wtedy nie było... jako ważną wskazówkę czasu.
  Stał w miejscu gdzie oni stali kłócąc się... Miał być z nimi.... Oni byli wybrani... Oni urodzili się i znaleźli się w tym miejscu, aby wykonać zadanie i tym samym naprawić błędy jakie zostały popełnione w poprzedniej cywilizacji, ale nic nie zrobili... Odwrócili się i poszli znowu umyć ręce... Historia się powtarza...?
Patrzył w ziemię stojąc przy domu... On był tu w poprzedniej cywilizacji... został sam... przyrzekł OJCU - Królowi  Pierwszej Cywilizacji Jahwe, że powróci...
Stał blisko mnie, na wyciągnięcie ręki i uśmiechał się do mnie... Rozmawialiśmy...? Odpowiedziałam „ale oni ciebie tutaj nie wpuszczą, nie przyjmą...” Oni - to mój mąż, matka, rodzina i krewni, sąsiedzi... Uśmiechał się nadal... Dlaczego?
Patrzył za róg domu na pomieszczenie magazynowe, gdzie później były dwie sesje plenerowe na temat megalitów, które tutaj odkrywałam...
Stojąc na podwórzu patrzył na pole na wschodzie... Tam teraz stoją najważniejsze kamienie, ale pokazał też, że będzie tam coś jeszcze...
Patrzył na starą wierzbę, gdzie w dniu gdy „płonęły setki drzew” na tle starej wierzby pojawiła się olbrzymia żółto mleczna kula... Zrozumiałam później że symbolizuje ona „apokaliptyczną niewiastę obleczoną w słońce...” opisaną w proroctwie Apokalipsy. Nie chodzi o kobietę, czyli o mnie, ale o Pana Jezus oraz Jego DYSK w kształcie kuli, który tam był...
W proroctwie Apokalipsy mowa jest o dwóch niewiastach w sukniach, ale to symbol taki sam jak na obrazku zat. „Jezu ufam Tobie”, gdzie Jezus ubrany jest w długą jasną suknię jak kobieta. Jest więc tą „apokaliptyczną niewiastą obleczoną w słońce”, którą widziałam w Małych Stawiskach na drodze „obleczoną” w słoneczną kulę na tle starej wierzby...
Druga kobieta o której jest mowa w tym proroctwie, to kobieta w purpurze i szkarłacie siedząca jak królowa na tronie; a w sercu swoim mówi; wdową nie jestem i żałoby nie zaznam...” To oczywiście kapłani - mężczyźni a nie kobiety, w swoich długich czarnych sukniach, w purpurze i szkarłacie siedzący jak królowa na tronie... To zastępcy Jezusa Chrystusa... Co zrobią z tą sprawą?
Patrzył w kierunku wsi Małe Stawiska...
Poszedł drogą na wschód  i znikł za wzniesieniem... 
Całe spotkanie od  początku do końca działo się  w obrębie mojego  gospodarstwa... nie dalej. A więc dotyczy tej ziemi oraz rodziny, przodków oraz wcześniejszych cywilizacji.
  Kiedyś tu znowu przyjdzie... przyleci... „w całej potędze i mocy z nieba...” z Kosmosu...! Ta wiara jest cudowna... jak zapach który pozostawił po sobie...
Nikt z rodziny, sąsiadów i znajomych nie uwierzył, ale wszyscy są bardzo „wierzący” i gorliwie chodzą do kościoła! Po co? A gdyby na ich drodze stanął Jezus Chrystus w którego podobno wierzą? Czy pójdą do swoich spraw  i umyją ręce jak oni wtedy, jak Piłat, czy staną przy nim i za nim gdy tego będzie potrzebował? Tylko czy Go poznają, gdy się pojawi i po czym, bo obrazek to tylko symbol i wizja malarza!

Jezus Chrystus 2000 lat temu Zmartwychwstał i został wzięty do nieba, a teraz  przyszedł przygotować to wszystko sam z ludźmi do tego wybranymi.
W Nowym Testamencie - Jezus mówi o „końcu świata” jak za dni Noego i swoim ponownym  przyjściu z nieba - z kosmosu. Chyba na tym polega nasza wiara od tysięcy lat?  Potomkowie małp tego nie zrozumieją, a potomkowie KAINA celowo lekceważą od pokoleń.  Dlatego Jezus tutaj  przyszedł..
W podobny sposób zachowywał się Nauczyciel w moich  snach i wizjach -   np. „Mistyczna Podróż”,  „ Zadanie do rozwiązania”, „Straszny Dwór” i innych. Przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy jak ważne jest to spotkanie dla mnie i dla całego Chrześcijaństwa. Okazało się, że jest to sedno tajemnicy wiary i Plan Zbawienia naszej  cywilizacji - potomków Adama i Ewy. 
Spisałam to, co się wówczas zdarzyło, przesłałam do wiadomości papieża Jana Pawła II oraz kardynała i biskupów ponieważ z rozumiałam, że Pan Jezus szedł tutaj tak jak na obrazie namalowanym wg wizji św. Faustyny Kowalskiej zat. „Jezu ufam Tobie”. Do tego obrazu od lat modli się  miliony ludzi na świecie. To co się tutaj zdarzyło oznacza, że przeznaczenie i spełnienie proroctw jest w Małych Stawiskach, ale Kościół tego nigdy nie uzna, gdyż odpowiedzi nie było. Ich odpowiedzią były oszczerstwa pewnego księdza – zakonnika podczas niedzielnych mszy w Stawiskach? Wyglądało to, jakby czas zatrzymał się w czasach Średniowiecza, gdy zakonnicy „świętej inkwizycji” manipulowali ludźmi dla własnych celów i korzyści skazując takich jak ja na tortury i stos. Księdza odsunęli wmawiając „owieczkom” że jest chory, ale mnie nikt nie przeprosił,  ani nie „odszczekał” oszczerstw na kazaniu w tej wsi.  Dlaczego? Bo ksiądz jest ważniejszy od Boga? Czy potrzebują męczenników – ofiar? Jest XXI wiek, a ja idę z Jezusem, a nie z jego kapłanami! Oni również nic nie zrobią w tej sprawie!
Ponieważ wiele spraw się zazębiało, nakładało, trudno było mi było od razu to wszystko ogarnąć. Wyszłam jednak z założenia (co wielokrotnie powtarzałam!), że jeżeli coś jest prawdą to się potwierdzi na wszelkie sposoby! Zrozumiałam na czym polegał „błąd” wcześniejszych cywilizacji oraz naszej! Zrozumiałam do czego to prowadzi oraz jak może to się skończyć  dla mnie jeżeli nie odkryję „błędu” czyli pułapki jakim jest taki Kościół!
Wizjonerzy zawsze wyprzedzają co najmniej o dziesiątki lub setki lat czasy w których to co mówią oraz piszą stanie się OCZYWISTE, jak to, że Ziemia kręci się wokół Słońca, a nie Słonce wokół Ziemi. I pomyśleć, że za takie odkrycia papieże czyli „ojcowie święci” przeklinał oraz skazywał  niewinnych ludzi na tortury i śmierć!
Mój dziadek był katolikiem, ale wielokrotnie powtarzał stare proroctwo – „Piekło będzie wybrukowane głowami księży”. O tym mówi proroctwo Apokalipsy w Biblii, ale współcześni katolicy  nie czytają Biblii ani proroctw…
Proroctwa się wypełniają, ale kto to zrozumie i wie?
Od tamtego spotka minęło 27 lat. Co zrobił dla tej sprawy papież Jan Paweł II? Co zrobi kolejny papież? Czy ja sama muszę wykonywać to zadanie, bo katolików to nie dotyczy?

* * *

Komentarz Admina:

Tyle Zofia Piepiórka. Osobiście wierzę w realność tych wizji i przekazów, które ona widziała i przeżyła, ale nie zgadzam się z wieloma wnioskami, które wyciąga i nie identyfikuję się z jej poglądami, a to dlatego, że tak właśnie wyglądają przekazy kontaktowców.

Tak właśnie to wygląda, jak na załączonym obrazku - jest to zbitka rzeczy zapamiętanych ze szkoły, religii i osobistych doświadczeń, przeżyć oraz opowiadań, relacji, wspomnień innych ludzi, a do tego być może Przekazy od Innych. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to bełkot. I byłby w błędzie.

Zakładając, że istnieją jacyś Kosmici, Ludzie z Innych Wymiarów, Ludzie z Innych Czasów, itd. itp. posługujący się telepatią czy mających wpływ na nasze mózgi - usiłują Oni podać nam jakieś przekazy, które to przekazy my interpretujemy po swojemu opierając się o naszą wiedzę i doświadczenia. Stąd właśnie bierze się fenomen KONTAKTU mentalnego i jego pokręconych efektów. To, co Oni nam przekazują wcale nie musi być bełkotem, ale celową fałszywką podaną tak, że ludzie którzy ją odbierają są święcie przekonani i jej prawdziwości. Innymi słowy mówiąc jest to klasyczna dezinformacja. Zauważmy, ile przepowiadano nam kataklizmów, ile końców świata, itd. itp. I co? – świat istnieje i jakoś się trzyma. Przepowiadane kataklizmy? Owszem, tylko ktoś śledzący rozwój wydarzeń na świecie też jest w stanie „przewidzieć” jakieś katastrofy naturalne czy technologiczne i nie ma w tym niczego niezwykłego. NB, najbliższy koniec świata już w przyszłym roku. Dr Goebbels miałby niezły ubaw oglądając to, co dzieje się teraz na świecie…

Kim są kontaktowcy? Najczęściej są to ludzie mający różne trudności życiowe, które pobudzają ich mózgi do ogromnego wysiłku. Wielu z nich jest samotnych czy wręcz wyalienowanych ze społeczeństwa, w którym żyje. I oczywiście prześladowanych przez pospólstwo za to, co głosili. Być może właśnie ten stan nieustannego pobudzenia, aktywności czy nawet zagrożenia zdrowia i życia powoduje, że mózg jak tuner radiowy czy TV dostraja się do Ich przekazów, albo - co jest jeszcze bardziej prawdopodobne - staje się bardziej czuły na wszelkiego rodzaju bodźce - w tym np. na fale EM czy strumień cząstek elementarnych - np. neutrin. Skąd to wiem? – wiem, bo sam przez to przeszedłem. Też miałem wizje, też miałem przedsmak odmiennych stanów świadomości. A wszystko to działo się w czasie jednego z moich zakrętów życiowych, w czasie pokonywania którego otarłem się nawet o śmierć, dlatego wiem że tak właśnie jest…  

Otwórzmy Biblię i zobaczmy, kim byli wielcy prorocy i mistycy Starego Testamentu? To byli ludzie opętani swoimi wizjami, fanatycznie religijni wizjonerzy, niejednokrotnie skłóceni ze społeczeństwem czy wręcz nastawieni doń wrogo, a mimo wszystko przekazujący gawiedzi Głos Pana. Syndrom nawiedzenia. Czym od nich różnią się kontaktowcy? Niczym - robią dokładnie to samo, a zatem nihil novi sub Sole... Uważam, że zjawisko to powinno zostać wreszcie gruntownie zbadane, bowiem wszyscy wiedzą, że istnieje, ale nikt się nie kwapi, by je przestudiować.

Źle się wyraziłem – jest cała gromada naukowców, która pracuje nad tym zagadnieniem, są to uczeni pracujący dla wojska i służb specjalnych na całym świecie. Ich cel jest jeden: zbadać i wykorzystać postrzeganie pozazmysłowe do łamania, inwigilacji i wreszcie zabijania ludzi – bo w końcu do tego powołano armie i służby. I wątpię, czy Jezus z Nazaretu byłby z tego zadowolony, gdyby się dowiedział, co ci „uczeni” chcą zrobić z Jego kanałem informacyjnym, którym przekazuje On swe nauki… A Obcy? – obawiam się, że Obcy (o ile istnieją) robią nam skutecznie wodę z mózgów w obawie przed naszą ekspansywnością i agresywnością. Słynny Bronisław Rzepecki napisał wprost, że nie ma żadnej podstawy, by ufać Obcym, bo Oni nam też nie ufają – i słusznie! Nie można ufać wściekłej bestii przyczajonej do skoku.

Nasza radosna twórczość też może obrócić się przeciwko nam zważywszy, że Obcy dostali teraz do ręki potężne narzędzie wywiadowcze jakim jest Internet. Sieć zawierająca ogromną ilość informacji o Ludzkości i Ziemi. Przesada? – bynajmniej! Zobaczcie, jak bardzo zmniejszyła się po 1990 roku ilość obserwacji UFO, a ilość CE spadła niemal do zera. Uważam, że te dwa fakty mają ze sobą ścisły związek, czego już nie potrafią zrozumieć niektórzy moi „krytycy”…

Ale to już jest inna ballada.

Robert K. Leśniakiewicz
Jordanów, 2011-11-04