Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys karaibski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys karaibski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Kryzys Karaibski

Radziecki okręt podwodny klasy Foxtrott


Kmdr Wadim Kuliczenko


W czasie Kryzysu Karaibskiego w ZSRR żartowano, że nazwa wyspy Kuba rozszyfrowuje się jako „Komunizm U Brzegów Ameryki”. I rzeczywiście, w stolicy wyspy – Hawanie – przy Akademii Wojskowej stoi makieta-pomnik rakiety R-12.

Konflikt pomiędzy USA a ZSRR w październiku 1962 roku wszedł do historii pod nazwą „Kryzysu Karaibskiego”. W roku ubiegłym miała miejsce 50. rocznica tego epokowego wydarzenia, które mogło doprowadzić do wybuchu III Wojny Światowej, a które zakończono w sposób pokojowy. O tym – Operacji Anadyr ze strony ZSRR i Operacji Mangusta ze strony USA – napisano dostatecznie dużo. No ale o morskiej części Operacji Anadyr – czyli Operacji Kama, która faktycznie była osią rdzeniem całego wydarzenia, wciąż jest niewiele wiadomo.


W głębinach Trójkąta Bermudzkiego


W połowie października 1962 roku, wzdłuż Wysp Bahamskich, zgodnie z wytycznymi Operacji Kama została rozstawiona brygada dieslowskich okrętów podwodnych z Projektu 641 (klasa Foxtrott w nomenklaturze NATO – przyp. tłum.) z Floty Północnej. Każdy z tych okrętów był wyposażony w komplet torped bojowych, z których jedna miała bojową głowicę jądrową. Na okrętach ogłoszono czterogodzinną gotowość do przezbrojenia.

Nuklearne szaleństwo mogło zacząć się w każdej chwili. Wspomina o tym dowódca okrętu podwodnego B-36, kmdr Aleksiej Fiedosiejewicz Dubinko, z którym miałem zaszczyt służyć w jednej jednostce.


Mapka zasięgów radzieckich pocisków rakietowych odpalanych z Kuby


Nie ukarali – znaczy się – nagrodzili!


Wszystkie wspominki Aleksieja Fiedosowicza nie mieszczą się w krótkim artykule. O wydarzeniach Kryzysu Karaibskiego opowiadał on w wielu wywiadach, opisywał w artykułach, ale to już potem, kiedy media przejawiły zainteresowanie tą tematyką (czytaj: kiedy było im wolno mówić na ten temat – przyp. tłum.) A wtedy, w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, o tym wcale się nie mówiło – działało bezgłośne tabu, zmowa milczenia.
- Od razu po powrocie ze strefy kryzysu, we Flocie zaczęła pracować komisja, która wychwytywała jedynie negatywy, okoliczności łagodzących i tłumaczeń nie przyjmowano – wspomina kmdr Dubinko.

Wnioski końcowe komisji legły u podstawy Dyrektywy Sztabu Głównego Radzieckiej Floty, po opublikowaniu której urzędnicy w swych raportach powtarzali brednie o naruszonych przepisach przez dowódców okrętów podwodnych. Zgromadzone doświadczenia w walce ze środkami ZOP (Zwalczania Okrętów Podwodnych) potencjalnego przeciwnika w ogóle nie były brane pod uwagę.

I w tym czasie sam minister obrony marszałek A. A. Greczko utwierdzał nas w braku inicjatywy.
- Dlaczego nie strzelaliście do amerykańskich okrętów?
- Rozkazu nie było – odpowiedziałem.
- A co, bez rozkazu nie potrafiliście działać samodzielnie?

Na górze, jak widać, królowało niezrozumienie możliwości technicznych naszych okrętów podwodnych – Greczko uważał je za atomowce – no i oczywiście zmieniało to obraz sytuacji w rejonie działań. Cała wina za to, co tam zaszło, została zwalona na dowódców okrętów podwodnych. Prawdę powiedziawszy, karać nas za to nie mogli, więc jakichś konsekwencji służbowych nie było.

Bogate doświadczenie zgromadzone w czasie Operacji Kama nie został wykorzystany. Tylko w kilka lat później pojawiły się tu i ówdzie artykuły i wspomnienia o naszej odysei, a dopiero potem książki.

A co się tyczy nagród, to sam wiesz…


Nie oczekiwano, że wrócimy żywi…


- O przygotowaniu okrętów podwodnych do rejsu opowiadać nie będę – mówi  Aleksiej Fiedosiejewicz. – Wszystko to przebiegało w trybie alarmowym: biegiem, w pospiechu, i jak zwykle nie starczyło czasu…

Znajdując się już na kursie docelowym, przemyślając rozmowy kontrolującymi nas admirałami doszedłem do wniosku, że oni czegoś tam nam nie powiedzieli. Że chodzi o coś bardziej poważnego, niż skryte podejście do nowego punktu bazowania w jakimś oddalonym kraju. Wszyscy odwiedzający nas wysocy urzędnicy mydlili nam oczy.

Po powrocie nasze domysły się potwierdziły. W czasie spotkania z oficerami-podwodniakami członek Rady Wojennej Floty Północnej kontradmirał Sizow powiedział:
- A my was nie oczekiwaliśmy tu żywych!
To świadczy tylko o tym, że kierownictwu Operacji Kama była wiadoma cała złożoność polityczno-wojskowych warunków w czasie Kryzysu Karaibskiego. Dowództwo znało także taktyczno-operacyjnych warunkach na Morzu Sargassowym, ale nie otrzymaliśmy żadnych informacji na ten temat w czasie odprawy przed rejsem.

Sądziłem wtedy, że informacje uzupełniające będę otrzymywał z eteru od ewentualnego nieprzyjaciela, przy pomocy nasłuchu radiowego znajdującej się na okręcie. I nie pomyliłem się. Nam więcej mówiono o „przewagach i budowach komunizmu”, a nie warunkach i sytuacji w rejonie naszego działania.


W kręgu wroga


Przybyliśmy w wyznaczony rejon przekraczając wszystkie linie ZOP NATO i USA.
[Okręty podwodne z napędem dieslowskim są o wiele cichsze w pozycji podwodnej, kiedy to poruszają się przy użyciu silników elektrycznych, od okrętów atomowych i przez to są o wiele trudniejsze do zlokalizowania przy pomocy sonarów biernych (hydrofonów), stąd stosunkowo łatwo było im przejść przez wszystkie zapory ZOP w rodzaju SOSUS czy SIGNINT, których centrale znajdowały się na Islandii – uwaga tłum.]  
I na dodatek nie mając żadnej informacji na temat bieżącej sytuacji, nasze okręty patrolowały rejon Trójkąta Bermudzkiego orientując się w sytuacji tylko dzięki pracy grupy radionasłuchu.

O złożoności naszego patrolowania można sądzić tylko po temu, że przeciwko każdemu naszemu okrętowi podwodnemu wysłano lotniskowiec ZOP i około 50 okrętów ZOP. No i lotnictwo.

Minęły trzy tygodnie. Nam udawało się unikać wykrycia przez nieprzyjaciela poznawszy rejon i taktykę stosowaną przez Amerykanów. A oni nie martwiąc się niczym jedli swoje hamburgery – a nawet korzystając z atutu swojego boiska i sonarów zaczęli nas przeganiać. A nawet wykonali przeciwko nam atak torpedowy – był to najprawdopodobniej niszczyciel USS Charles B. Cecil – jednakże udało się nam wymanewrować torpedę. Zatem niszczyciel poszedł na taranowanie, wskutek czego utraciliśmy jedną z anten i zmusili nas do wynurzenia się. Otoczywszy nas ciasnym kręgiem, amerykańskie okręty, jak się potem wyjaśniło, otrzymały rozkaz od swego prezydenta „zatrzymać radziecki okręt wszystkimi siłami i środkami”. A i tak mimo niesprawności urządzeń i po załadowaniu baterii akumulatorów, utarliśmy nosa Amerykanom uciekając prześladowcom i kontynuując patrol bojowy.

Wszystkie te działania bojowe byliśmy w stanie wypełnić dzięki naszym marynarzom, którzy padając z nóg ze zmęczenia utrzymywali wysoką gotowość bojową okrętu. Stal nie wytrzymywała, a ludzie nie puszczali. Cześć im i chwała! Oto co znaczy prawdziwy patriotyzm i poczucie obowiązku!


Powrót do domu


- Do domu wracaliśmy tylko na jednym dieslu, remontując dwa pozostałe. Mieliśmy za mało paliwa i zamiast oleju solarowego musieliśmy używać oleju rozbełtanego z wodą. A i tego nie starczyło… Ale i tak doszliśmy przekroczywszy trzy linie nasłuchowe ZOP. Nawyki i doświadczenia zebrane w czasie rejsu w Trójkącie Bermudzkim bardzo się nam potem przydały.

przy okazji należałoby pochwalić pracę naszych mechaników, którzy zawsze zostają w cieniu i nikt o nich nie wspomina. To są naprawdę bohaterscy ludzie, prawdziwe rosyjskie zuchy! I chociaż nas traktowano po macoszemu, to poczucie spełnionego obowiązku zagrzewało dusze licznej załogi B-36.


O Trójkącie Bermudzkim


- Co my wiedzieliśmy o Trójkącie Bermudzkim, przez którego akweny wytyczono nam trasę? Tylko to, co podawała prasa, a jest w niej pełno wymysłów i fantazji.

Przyczyny masowych morskich katastrof na tym akwenie do dziś dnia pozostają niejasne. Wiele rzeczy tam mogliby wyjaśnić służby oceanograficzne i oceanologiczne różnych krajów. Ale ich działalność nie jest całkiem aktywna, a dane z ich prac naukowo-badawczych, jak wiadomo, są utajniane.

W ostatnich czasach pojawiły się relacje o tym, że przyczyną wszystkich tragedii są tzw. „fale-mordercy” (z ang.: killer-waves – przyp. tłum), które powstają nie wiedzieć gdzie, spontanicznie uderzają w statki przełamują je. Mechanizm powstawania tych fal jest niejasny. Ale to, co jest najdziwniejsze, że nie wiemy o ani jednej katastrofie okrętu podwodnego z tej przyczyny w Trójkącie Bermudzkim. I nam szczęśliwie udało się uniknąć tego „dobrodziejstwa”…
[Prawdopodobnie autorowi chodziło o tzw. głębinowe fale solitonowe, które byłyby odpowiedzialne za katastrofę amerykańskiego okrętu podwodnego USS Thresher. Fale te poruszają się tylko i wyłącznie w głębinach na granicy izohaliny lub termokliny i dlatego są zupełnie niewidzialne na i niewykrywalne z powierzchni oceanu– przyp. tłum.]


Patrioci kochający swoją sprawę…


Autorowi tego materiału już po 1962 roku udało się służyć także na okrętach podwodnych z napędem atomowym wraz z uczestnikami tego pamiętnego rejsu: nawigatorem W. W. Naumowym i dowódcą służby radiotechnicznej J. A. Żukowym. To byli wspaniali chłopcy. Potem Władlen Naumow został admirałem.

Badając historię Floty, słuchając opowiadań kolegów, przechodząc przez ogień podwodnej służby, wspominam dzisiaj słowa pisarza Walentina Pikulja, który powiedział:

Zasadniczo służyć pod wodą szli oświeceni patrioci, kochający swą sprawę i doskonale wiedzący, co czeka ich w przypadku najmniejszego błędu…
Na okrętach podwodnych pomiędzy dowódcami można było widzieć przyjaźń, wzmocnioną przez żelazną dyscyplinę… Ludzki rozum na okrętach podwodnych ogranicza się do przedziału. Należy cały czas pamiętać, że na jedną kartę stawia się życie swoje i wielu innych

Te słowa zostały napisane o podwodnikach z naszego pokolenia, którzy służyli w czasie Kryzysu Karaibskiego, czy jak to jeszcze nazywają – Kryzysu Kubańskiego.

W marcu 2014 roku, Aleksiejowi Fiedosiejewiczowi Dubinko stuknie 87 lat, daj mu Boże długich lat życia i zdrowia!


Moje 3 grosze


Właściwie chciałbym dodać do tego tylko to, że na temat radzieckiej działalności w rejonie Trójkąta Bermudzkiego napisałem wraz z dr Milošem Jesenským opracowanie pt. „Trójkąty Bermudzkie, UFO, USO i narkotykowi baronowie”, które jest dostępne w Internecie na stronie Xięgi niewydane - http://hyboriana.blogspot.com/2013/11/milosjesensky-robertk.html i dalsze.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 38/2014, ss.4-5

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©        

wtorek, 26 lutego 2013

Gorący „Anadyr” w 1962 roku


Przygotowanie rakiety R-12 do odpalenia


Wiaczesław Szpakowskij

Amerykański ICBM Minuteman miał kodowy mechanizm zabezpieczający przed niekontrolowanym odpaleniem. Od 1960 do 1977 toku, kod startowy ponad 1000 rakiet był 00000000 – osiem zer pod rząd… - tym niemniej dawało to 10.000.000  możliwych wariantów kodu startowego – od 00000000 do 99999999.
Dokładnie 50 lat temu Ludzkość znalazła się na granicy zagłady w totalnej wojnie nuklearnej. Tragedii udało się zapobiec i to literalnie w ostatnim momencie.

Zagrożenie z Turcji

Ówczesnemu radzieckiemu przywódcy N. S. Chruszczowowi doniesiono o tym, że na terytorium Turcji znajdują się amerykańskie rakiety z głowicami jądrowymi, które w czasie 1 minuty mogły osiągnąć cele na terytorium ZSRR. Rzecz jasna, Chruszczowowi się to bardzo nie spodobało, i zaczął myśleć o tym, jak odparować to zagrożenie. Podobne rakiety znajdowały się w Anglii i Włoszech, a nasze z wzajemnością były wycelowane w miasta amerykańskich sojuszników w NATO. W przypadku wojny, USA nie było zagrożone bezpośrednim atakiem czy kontratakiem rakietowym.  

Postanowiono zatem rozmieścić analogiczne radzieckie rakiety na Kubie, której w tych czasach udzielaliśmy wszechstronnej pomocy, a tym bardziej że Amerykanie grozili wysadzeniem w każdej chwili desantu na tą wyspę. Zdecydowano przeprowadzenie odpowiedniej operacji pod kodowym nazwaniem „Anadyr” polegającej na tym, żeby w odpowiedzi na amerykańskie rakiety w Turcji rozmieścić takie na Kubie. Decyzje tą uznano za optymalną, bowiem ustrzelono zarazem dwa zające: po pierwsze – była to ochrona przed amerykańskimi rakietami rozmieszczonymi w Europie Zachodniej i Turcji, a po drugie – w ten sposób zapewniono bezpieczeństwo Kubie.

Potężne zgrupowanie

Zgodnie z planami radzieckiego dowództwa, na Kubie oprócz rakiet średniego zasięgu (MRBM) rozmieszczono następująco: 42 bombowce strategiczne IŁ-28, 40 myśliwców MiG-21, 34 skrzydlate rakiety Kometa, nabrzeżny system pocisków klasy ziemia – woda Sopka, skrzydlate rakiety przeciwokrętowe, sześć stanowisk rakiet taktycznych Łuna, a także kompleksy rakiet klasy ziemia – powietrze S-75. Dla grupy naszych wojsk przewidziano głowice jądrowe o dużej mocy dla skrzydlatych rakiet z kompleksów Łuna i bomby atomowe dla bombowców IŁ-28. Grupa naszych wojsk miała liczyć 44.000 ludzi. Do przewozu tego wszystkiego planowano użycie 80 statków i okrętów Floty Wojennej ZSRR.

Planowano rozmieszczenie na Klubie trzech pułków uzbrojone w rakiety R-12 (24 stanowiska startowe) i jeszcze dwa pułki uzbrojone w rakiety R-14 (16 stanowisk) – razem 40 stacjonarnych stanowisk rakietowych. Zasięg rakiet zapewniał uderzenia we wszystkie najważniejsze cele na terytorium USA. Ale rakiety przed startem należało zatankować paliwem i utleniaczem, a zbudowano je na bazie niemieckich rakiet V-2 i były to jej udoskonalone warianty. Nie wiadomo dlaczego uważano, że zza ukrycia kubańskich palm nasze rakiety będą niedostrzegalne, ale taki wniosek mogli wyciągnąć tylko kompletnie niekompetentni ludzie.

Mapka zasięgów radzieckich pocisków rakietowych odpalanych z Kuby


Niezbyt proste zadanie

Aby przewieźć to wszystko na Kubę należało zabezpieczyć 86 statków, które wykonały w sumie 180 rejsów. Operacja ta wymagała zaangażowania na terytorium ZSRR aż 21.000 wagonów kolejowych. W sumie na Kubę dostarczono 164 ładunki jądrowe i przerzucono około 43.000 ludzi z ich sprzętem.

Na samej Kubie też było niełatwo. Upał, komary, wysoka wilgotność powietrza, no i oczywiście luz zarówno wśród oficerów jak i szeregowców, np. w czasie zajęć szkoleniowych z zakresu przygotowania rakiet do wystrzelenia niektórzy z nich zdejmowali maski p.gaz i odzież ochronną, a kiedy dochodziło do ulotu utleniacza, ten padał bezpośrednio na skórę z czego poszkodowani z silnymi oparzeniami trzeba było odsyłać do szpitala, a potem zwalniać z wojska. Były przypadki śmierci żołnierzy na ogrodzeniowej siatce, która była podłączona do wysokiego napięcia – nasi chłopcy chcieli wyskoczyć sobie na samowolkę.

Tajemnica Poliszynela

Oczywiście, amerykański wywiad szybko zorientował się o tym, że na Kubie pełną parą idą przygotowania do odpalania radzieckich rakiet, ba! – same rakiety już tu są dostarczone! No i rzecz jasna, rządowi amerykańskiemu się to bardzo nie podobało. W odpowiedzi zdecydował on o blokadzie Kuby, przy czym powołano się na przynależność do OPA – Organizacji Państw Amerykańskich i opierając się o Pakt Rio (TIAR) z 1947 roku. (A także na Pakt Bogotański – przyp. tłum.) OPA jednogłośnie poparła wniesienie sankcji wobec Kuby. Akcja ta została nazwana nie blokadą a kwarantanną, co oznaczało niepełne przerwanie ruchu morskiego, a przerwanie dostarczania na wyspę broni. Radzieckie media nie wdawały się w zawiłości prawa międzynarodowego i od razu oskarżyły USA o piractwo i agresję. Ale najważniejszego ludzie radzieccy nie wiedzieli, że w tym czasie cały świat stanął na krawędzi nuklearnej zagłady.

Reakcja USA

22.X.1962 roku, o godzinie 19:00 EST, prezydent John F. Kennedy wystąpił w radio i TV z orędziem do narodu amerykańskiego, w którym wskazał on na niebezpieczeństwo związane z rozmieszczeniem radzieckich rakiet na Kubie. Na zakończenie prezydent powiedział, że będzie traktować każde odpalenie rakiety z głowicą jądrową w stronę jakiegokolwiek kraju z Kuby jako atak ZSRR na USA, po którym nastąpi odwetowe uderzenie jądrowe.

W tym samym czasie z 36 naszych rakiet R-12, niemal połowa była do zatankowania paliwem i utleniaczem oraz załadowania nuklearnymi głowicami bojowymi, które zmagazynowano w odpowiedniej odległości i znajdowały się pod wzmocnioną ochroną.

Siły stron

Jak modlitwę radzieckie media powtarzały, że w razie czego odpowiemy na atak potężnym przeciwuderzeniem. Poza tym obywatele ZSRR nie wiedzieli, że przeprowadzić to odwetowe uderzenie na dobrą sprawę nie było czym, i to nie Amerykanie powinni drżeć ze strachu przed jądrową potęgą Związku Radzieckiego, a właśnie im przed potęgą Ameryki. W 1962 roku USA posiadały w swym arsenale 206 ICBM na swoim terytorium, taktyczne rakiety w Europie i ogromny park strategicznych bombowców. Bazy USAF w Północnej Kanadzie i na Grenlandii pozwalały na przeprowadzenie ataków na głębokie tyły i zaplecze wojsk radzieckich poprzez Biegun Północny i to przy minimalnym przeciwdziałaniu z naszej strony. I wreszcie US Navy miała w morzu atomowe rakietowe okręty podwodne mające na pokładzie po 16 rakiet Polaris A-1 o zasięgu 2220 km i 11 [grup] uderzeniowych lotniskowców – w tym atomowy USS Enterprise z taktyczną bronią jądrową na pokładzie.

Radziecki arsenał jądrowy był o wiele skromniejszy. Jego podstawa były rakiety R-7 – też międzykontynentalnymi, ale nieporównywalnymi, z długim okresem przygotowań przedstartowych i niskim współczynnikiem celności i mocy rażenia – CEP. Przy czym mieliśmy tylko cztery stanowiska startowe w Pliesiecku przystosowane do startów bojowych. Bardziej nowoczesnymi rakietami były R-16, których było zaledwie 25 i nie miały one bazowania w silosach. We Wschodniej Europie znajdowało się tylko 40 MRBM wycelowane w centra przemysłowe i porty Wielkiej Brytanii i Francji, ale USA one już nie zagrażały. Strategiczne lotnictwo ZSRR były także o wiele słabsze. Nasze okręty podwodne wydzielały za wiele hałasu i start rakiet odbywał się z pozycji nawodnej, co powodowało ich natychmiastowe wykrycie. Nawet z naszymi 36 rakietami na Kubie balans sił właściwie był niezmieniony, a zagrożenie wojną nuklearną niepomiernie wzrosło. I ma się rozumieć, dla ludzi radzieckich to wszystko było wielka tajemnicą!

Przezwyciężenie kryzysu

W rezultacie wymiany not dyplomatycznych w dnia 27-28.X kryzys został przezwyciężony. N. S. Chruszczow przez radio – na wymianę telegramów zwykłymi kanałami już nie było czasu – powiadomił prezydenta USA, że rząd radziecki jest gotowy zabrać rakiety z Kuby, a w zamian Amerykanie zabiorą swoje z Turcji. Ewakuacja rakiet przebiegała od 1.XI do 12.XII – ale oczywiście pierwsze zostały wywiezione nasze pociski. ZSRR zgodził się na inspekcję na morzu. Dowództwo powiadamiało Amerykanów ile i jakie rakiety jakimi statkami będą wywiezione. Na pełnym morzu do naszych statków podpływały amerykańskie okręty z helikopterami. Rakiety przejrzano i policzono, poczym statek ruszał w dalszą drogę. Oczywiście to było upokarzające, ale skoro miało to zapewnić pokój na całym świecie… A po jakimś czasie Amerykanie wywieźli swe rakiety z Turcji jak ustalono. Natomiast w Anglii rakiety pozostały.


Moje 3 grosze


Kryzys Kubański był jednym z najbardziej niebezpiecznych kryzysów Zimnej Wojny, którego możliwe skutki proroczo opisał Nevil Shute w  swej powieści „Ostatni brzeg” (1957) i którą sfilmowali Stanley Kramer (1959) i ostatnio Russel Mulcahy (2000). Kto wie, może ta powieść uratowała ten świat przed nuklearnym piekłem…?

Przypomina mi się coś innego – Kryzys Kubański a sprawa istnienia UFO. Otóż los zetknął mnie z nieżyjącym już Polonusem, ppłk USAF M. D. (imię i nazwisko zastrzeżone przez jego rodzinę), który stacjonował w jednej z baz USAF w Wenezueli nad jeziorem Maracaibo. W latach 60. były tam bazy amerykańskie w ramach Paktu TIAR i Paktu Bogotańskiego, których celem było powstrzymywanie komunizmu w Mezoameryce i Ameryce Łacińskiej. Otóż ppłk M. D. kilkukrotnie obserwował przeloty UFO nad Wenezuelą i Morzem Karaibskim, zaś po którymś z kolei wszystkie jednostki armii, floty i lotnictwa USA otrzymały rozkaz obserwowania, dokumentowania i w miarę możliwości strącania UFO i meldowania przełożonym wszelkich tego rodzaju incydentów. Oczywiście meldunki zapewne szły do odpowiednich ogniw dowodzenia i wywiadu. Być może chodziło o sławetne rozkazy zawarte w dyrektywach AFR i JANAP – albo jeszcze inne, o których jeszcze nie wiemy.

I jeszcze jedna intrygująca informacja, jaka wypsnęła się autorowi, cytuję:
W rezultacie wymiany not dyplomatycznych w dnia 27-28.X kryzys został przezwyciężony. N. S. Chruszczow przez radio – na wymianę telegramów zwykłymi kanałami już nie było czasu  – powiadomił prezydenta USA, że rząd radziecki jest gotowe zabrać rakiety z Kuby, a w zamian Amerykanie zabiorą swoje z Turcji.
Zagadkowe – nieprawdaż? Czyżby atak jądrowy był kwestią już tylko minut? Być może wreszcie komuś przyszło do głowy, że do atomowego Armageddonu pozostały tylko minuty i postanowił ustąpić? Myślę, że to jest kolejna tajemnica Zimnej Wojny.

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 43/2012, ss.8-9
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

piątek, 27 lipca 2012

Dramat w Trójkącie Bermudzkim


Plakat z czasów Kryzysu Kubańskiego

Płk Paweł T. Korolow


Iwan Barykin

Przed wprowadzeniem embargo na handel z Kubą, John F. Kennedy poprosił swego sekretarza o to, by mu załatwił jak największą ilość kubańskich cygar, które on lubił. Kiedy otrzymał 1200 cygar, prezydent podpisał rozkaz.
O tej nadzwyczajnej sytuacji, która miała miejsce pół wieku temu u brzegów Kuby w czasie Kryzysu Karaibskiego, autorowi artykułu opowiedział płk rez. Paweł Tichonowicz Korolew, który niedawno ukończył 95 lat.

Wkurzeni Jankesi 

We wrześniu 1961 roku nasz statek MS Fizik Wawiłow z załadowanymi do dziobowej ładowni rakietami znajdował się kilkanaście mil od Kuby na akwenie Trójkąta Bermudzkiego[1], kiedy dogoniła nas eskadra trałowców US Navy. Nie był to pierwszy tego rodzaju wyczyn Jankesów na neutralnych wodach. Ale poprzednio tak to wyglądało: nasz kapitan nie odpowiadał na ich sygnały wywoławcze: kim jesteśmy, skąd i dokąd płyniemy i z jakim ładunkiem. Na pokładzie naszego frachtowca były specjalnie rozmieszczone maszyny rolnicze, które mogli widzieć amerykańscy piloci, którzy latali nad nami na wysokości 100 m.
Ale tym razem, kiedy zbliżaliśmy się do brzegów Kuby, Amerykanom coś odbiło – otoczyli nas ciasnym kręgiem i kazali się nam zatrzymać. Nasz kapitan odpowiedział im przez radio: Wyszliśmy z Teodozji, wieziemy ładunek handlowy, idziemy swoim kursem.
Jankesa ta odpowiedź nie zadowoliła. Głupek oczywiście wiedział, że idziemy na Kubę i oczywiście nie z traktorami. Dlatego też postanowili zatrzymać nad do rewizji. Co robić, jak otoczyło nas 13 wojenniaków, a trefny towar na pokładzie i Kuba o rzut beretem? Na wszelki wypadek przygotowaliśmy się do zbrojnego oporu. Każdy z moich stu żołnierzy rozmieszczonych w ładowniach miał swoją broń, ale co mogliśmy zrobić wobec ich dział, min, torped i samolotów, które latały nad nami?
Jednak kapitan Iwan Podszebjakin stojąc na mostku z zimną krwią wydaje komendę: Nie zatrzymujemy się! Być może Jankes się przestraszy staranowania? A jeżeli nie? W części dziobowej rakiet znajduje się materiał wybuchowy, wylecimy w powietrze wraz z Amerykanami. Naradzamy się: ja – czyli dowódca ekipy transportowej, kapitan i starsi oficerowie. Podejmujemy niełatwą decyzję: przejęcie statku, odkrycie tajemnicy tego  co wieziemy, niewola – to obciach dla radzieckich marynarzy i rakietowców. Kapitan poleca sygnaliście przekazać: Nie zejdziemy z kursu, nie zawracamy, idziemy na taran…
Moskwa potwierdziła naszą decyzję, ale przy tym poleciała wykorzystać wszystkie możliwości, żeby się to zakończyło pokojowo. Obserwujemy was… - powiedzieli. Z kosmosu, czy jak? Całą parą, przeraziwszy się staranowania, flagowy minowiec robi zwrot i zachodzi nas od rufy. Gra na nerwach trwa. I naraz staje się coś niepojętego – Amerykanin zaprzestaje pościgu i uprzejmie sygnalizuje: Szczęśliwego rejsu. Bądźcie ostrożni. Macie peryskop na kursie. Patrzymy i prawda – spod wody wynurza się peryskop! Oto czym nas obserwowała Moskwa! Dziękujemy za ostrzeżenie – odpowiedział sygnalista naszego frachtowca, który dumnie wyszedł z okrążenia amerykańskiej eskadry.
N. Chruszczow pokazuje szczątki U-2 zestrzelonego nad Kubą

Silnik turboodrzutowy J49 z samolotu U-2 zestrzelonego nad Kubą na ekspozycji w muzeum w Hawanie

Zestrzelony U-2

A jak rozgrywały się wydarzenia na Kubie, kiedy ruszył zegar atomowej zagłady? Oto pamiętnikarski zapis Pawła Tichonowicza, który przeżył najbardziej napięte dni Kryzysu Karaibskiego, w których w każdej chwili mogła się zacząć III Wojna Światowa:
27 października, w sobotę, znajdowałem się na stanowisku dowodzenia dywizji (SDD) w charakterze dyżurnego operacyjnego. W powietrzu „pływały cele” – amerykańskie samoloty, ale nie mieliśmy rozkazu strzelania do nich.
O godzinie 05:45 otrzymaliśmy rozkaz: Doprowadzić wszystkie środki OPLOT do gotowości bojowej nr 1.
O godzinie 06:22 napłynął nowy rozkaz: Cele likwidować na mocy własnej decyzji.
O godzinie 06:56 w polu widzenia naszej stacji r/lok pojawił się cel – amerykański samolot rozpoznawczy U-2. Wysokość – 20-24 km. Na nasze ostrzeżenia pilot nie odpowiada. O wykryciu celu zameldowano natychmiast na główne SD i dowódcy dywizji. Na GSD w tym czasie znajdowali się zastępcy dowódcy GSWK – gen. S. I. Greczko i gen. Ł. S. Garbuz. To oni podjęli decyzję o unieszkodliwieniu amerykańskiego latającego szpiega, nie konsultując tego z Moskwą, bo nie było na to czasu.
Od dowódcy dywizji otrzymaliśmy rozkaz: Zniszczyć cel nr 33. Cel został po raz pierwszy wykryty i prowadzony przez dywizjon Iwana Gierczenowa.
O godzinie 10:19 zameldował on: Cel zniszczony! Wysokość 21.000 m, prędkość 300 m/s (1080 km/h).
Amerykański samolot zwiadowczy został zestrzelony pierwszą rakietą, którą odpalił starszy liejtnant[2] A. A. Ranienko. U-2 znikł z amerykańskich radarów, i w celu jego odnalezienia Amerykanie wysłali w powietrze kilka eskadr. Z GSD wpłynął kolejny rozkaz – Nie otwierać ognia do celów.

Kryzys minął

Nikt z nas nie myślał wtedy o reperkusjach zestrzelenia tego U-2 – wszyscy znajdowaliśmy się w stanie euforii – bezczelni Jankesi dostali po nosie! Co teraz oni przedsięwezmą? Jak stało się wiadomym nieco później, USA zamierzały w dniach 27-29 października dokonać ataku na Kubę. Przed wysadzeniem desantu planowano nalot dywanowy na wszystkie rejony dyslokacji wojsk kubańskich i radzieckich.
Ale do tego nie doszło. Nasi przywódcy i decydenci odwiedli od niej Kennedy’ego i Pentagon. III Wojna Światowa się nie zaczęła. Zestrzelony U-2 spadł w odległości 12 km od dywizjonu Gerczenowa. W czasie oględzin wraku samolotu znaleziono taśmy filmowe i zapisy magnetofonowe rozmów pilota z dowodzącym oraz także zwłoki 38-letniego majora USAF Andersona.
Kubańczycy opublikowali w gazecie „La Revolucion” następującą notatkę:
«Amerykański samolot został wyposażony w 15 podczerwonych kamer fotograficznych, z których każda była w stanie z wysokości 19-20 km sfotografować samochód i jego tablice rejestracyjne, nie mówiąc już o stanowisku ogniowym rakiet… 27 października ogniem rewolucyjnych sił zbrojnych Kuby samolot U-2 został zestrzelony…»
Przemilczeliśmy to wtedy, niech będzie tak, jak chcą Kubańczycy. Choć z drugiej strony, ten artykuł w gazecie rozwiązywał ręce Amerykanom.
Kennedy zwrócił się do narodu amerykańskiego z apelem o wykazanie męstwa. W stanie Floryda, który od kubańskich brzegów dzieli kilkadziesiąt kilometrów, zaczęła się panika. Ludzie wziąwszy tylko to, co najniezbędniejsze, zaczęli masowo wyjeżdżać na północ – na Alaskę!
Nikita S. Chruszczow zadzwonił do Kennedy’ego i nie uzgadniając tego z Castro, obiecał wywieźć nasze rakiety z Kuby. Był to jedyny sposób zapobieżenia wojnie. Amerykanie w zamian obiecali zabrać swe rakiety z Turcji i Włoch. Karaibski Kryzys był zakończony. Pożegnaliśmy Kubę i naszych przyjaciół mając nadzieję, że nigdy już stopa amerykańskiego żołnierza nie stanie na tej ziemi.
- A co byłoby, gdyby jednak Amerykanie wdarli się na wasz statek idący z rakietami na Kubę? – zadaję pytanie wprost nieco zmęczonemu Pawłowi Tichonowiczowi.
- No cóż, przyszłoby chwycić za broń i walczyć do ostatka. Mieliśmy instrukcję: zatopić statek wraz z ładunkiem i rakietami, i nie dopuścić by wpadły one w ręce Jankesom, a także żadnych innych szczegółów naszej tajnej misji.

Radziecki frachtowiec z rakietami na pokładzie płynie na Kubę

Źródło – „Tajny XX Wieka” nr 16/2012, ss.6-7
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©   


[1] Autor ma na myśli tzw. „meteorologiczny Trójkąt Bermudzki” lub Trójkąt Bermudzki wytyczony przez Johna Spencera a także Johna Godwina – obejmujące m.in. Kubę i morza ja otaczające. Klasyczny Trójkąt Bermudzki wytyczony przez Vincenta Gaddisa leży daleko od wybrzeży Kuby. 
[2] Starszy porucznik – rosyjski stopień wojskowy pomiędzy porucznikiem a kapitanem, nie mający odpowiednika w Wojsku Polskim.