Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ufokatastrofa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ufokatastrofa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

Ufokatastrofa nad Maury Island

 


Wg „Ovnis: Enquêtes & Révélations”

 

Incydent na Maury Island (1947): pierwsza wielka tajemnica współczesnej epoki UFO?

 

Na kilka dni przed aferą w Roswell, kolejne dziwne wydarzenie miało trwałe zapisać się w historii amerykańskiej ufologii. 21 czerwca 1947 roku Harold Dahl, członek Patrolu Portowego Tacoma w stanie Waszyngton, oświadczył, że zaobserwował sześć obiektów dyskoidalnych poruszających się nad Maury Island w Zatoce Puget Sound. Jego zeznanie jest dziś uważane za jedną z pierwszych wielkich opowieści współczesnej epoki UFO, ale również za jedną z najbardziej kontrowersyjnych.

Według Harolda Dahla, jeden z obiektów nagle napotkał problem mechaniczny. Urządzenie wyrzuciło znaczną ilość odłamków metalu, które spadły na jego łódź. Dahl twierdził, że te fragmenty uszkodziły jego łódź, zraniły jego małego syna i zabiły jego psa. Oświadczył również, że odzyskał kilka kawałków tego tajemniczego metalu, które następnie zwróciły uwagę władz wojskowych.

Sprawa nabrała jeszcze bardziej niepokojącego wymiaru, gdy Dahl powiedział, że następnego dnia odwiedził go mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Bez pojawienia się, ten nieznajomy opisałby mu dokładnie to, co widział dzień wcześniej, zanim stanowczo zalecił mu, aby nigdy nie mówił o tej sprawie. Ta opowieść jest obecnie postrzegana przez wielu historyków ufologii jako jedna z pierwszych historii, która zainspirowała słynną legendę o MiB „Ludziach w Czerni”, ci tajemniczy mężczyźni w czerni, którzy rzekomo uciszyć świadków obserwacji UFO.

Armia Stanów Zjednoczonych postanowiła przyjrzeć się sprawie. Dwóch oficerów wywiadu, kapitan William Davidson i porucznik Frank Brown, zebrało kilka próbek przedstawionych jako szczątki Maury Island. Ale 1 sierpnia 1947 roku, gdy wracali do Kalifornii na pokładzie bombowca B-25, ich samolot rozbił się niedaleko Kelso w stanie Waszyngton, powodując śmierć obu śledczych. Ten dramatyczny wypadek przyczynił się do podsycenia spekulacji i trwałe wzmocnił tajemniczy charakter sprawy.

Jednakże śledztwo prowadzone przez FBI pod kierownictwem J. Edgar Hoover i armia amerykańska doszli do zupełnie innego wniosku. Śledczy uznali, że historia została ustawiona. Fragmenty metalu przekazane wojskowi zostały zidentyfikowane jako zwykłe pozostałości przemysłowe prawdopodobnie pochodzące z lokalnej odlewni. Wielu współczesnych naukowców uważa również, że Dahl i jego przełożony, Fred Crisman, stworzyli tę narrację w celu uzyskania nagrody finansowej lub zainteresowania mediów.

Pomimo tego oficjalnego wniosku, incydent na Maury Island zachowuje wyjątkowe miejsce w historii UFO. Łączy w nim wiele elementów współczesnej ufologii: obiekty dyskoidalne, domniemane szczątki, interwencja wojskowa, tragiczna śmierć śledczych i pojawienie się mitu „Ludzi w czerni” - MiB. Mimo, że większość historyków uważa dziś tę sprawę za oszustwo, jej wpływ na kulturę ufologiczną pozostaje znaczny i nadal podsyca debaty prawie osiemdziesiąt lat po faktach.

 

Moje 3 grosze

 

Sprawa nie jest taka prosta, jak podaje to autor tej notatki, bowiem po zbadaniu jej przez Johna A. Keela okazało się, że fakty wyglądały zupełnie inaczej. Otóż było tam 6 mniejszych pojazdów i 1 duży. Te sześć okrążyły większy, który eksplodował. Odłamki poleciały na łódź Dahla, raniły jego syna i zabiły psa. Potem Dahl był nawiedzany przez MiB-ów, którzy zmusili go do milczenie.

A potem było ciekawiej, bo okazało się, że to nie rozleciało się UFO, ale samolot transportowy Komisji Energii Atomowej (AEC) wożący radioaktywne popioły z zakładu przetwórstwa plutonu-240 w Hanford, WA nad Pacyfik, gdzie je zatapiano. Później okazało się, że topiono je w rejonie archipelagu Wysp Faralońskich (Faralon Is. CA), co podaję na odpowiedzialność dr. Jamesa Delgado, który zlokalizował tam także radioaktywny wrak lotniskowca USS Independence, który brał udział w operacji Crossroad na wyspach Bikini. Oczywiście to były lata Zimnej Wojny i na wszystko był  założony knebel i czapa.

Jak twierdzi John Keel, przewijający się w legendzie MiB-owie byli nikim innym jak agentami AEC usiłującymi zatrzeć ślady po tej katastrofie… I to wszystko. Prawdę powiedziawszy bardziej to przemawia do mnie, niż bajki o rozbitych UFO i tajemnicach w nich ukrytych. A jak wiadomo, nie ma lepszej przykrywki dla tajemnicy jak inna – jeszcze większa tajemnica. Taki jest jeden z aksjomatów działań wojny psychologicznej. NB, wpisuje się w to także ufokatastrofa w Roswell i na Spitzbergenie, o Laredo nawet nie wspominam, bo nie warto. Jestem zdania, że Amerykanie i Rosjanie wykorzystali każdą nadarzającą się okazję, by z byle niecodziennego wydarzenia zrobić światowy event z cyklu „Marsjanie lądują!”, no i o to właśnie im chodziło…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz  

czwartek, 18 czerwca 2026

UFO-katastrofa w Kecksburgu, PA - cd.

 


Emile Kelly Gauthier  (THE UFO FILES GROUP)

 

Data: 9 grudnia 1965 r.

Lokalizacja: Kecksburg, Pensylwania, Stany Zjednoczone

„Obiekt wylądował w niewielkim miasteczku Kecksburg w Pensylwanii 9 grudnia 1965 r. Obserwowano go jako kulę ognia na niebie nad kilkoma stanami USA i Kanadą. Czterech świadków przedstawiło niezależne, potwierdzone opisy obiektu i jego lokalizacji w lasach Kecksburg. Dziesiątki innych opisują obecność wojska na miejscu katastrofy, odgrodzenie terenu oraz odzyskanie obiektu transportowanego przez wojskową ciężarówkę”.

Ilustracja autorstwa Charlesa Hanny (Stan Gordon Productions).

 

Klasyfikacja i cechy

 

Rodzaj sprawy/raportu: Sprawa główna

Klasyfikacja Hyneka:

Liczba świadków: Wielu

Cechy szczególne/Charakterystyka: Katastrofa/Odzyskanie

 

Więcej artykułów na temat tej sprawy

 

Kecksburg, 9 grudnia 1965 r.

Jenny Randles, „UFO: Odzyskiwanie informacji o katastrofach”, 1995

 

9 grudnia 1965 r. setki świadków w południowej Kanadzie, Michigan, Ohio i Pensylwanii obserwowało napowietrzną katastrofę UFO. W marcu 1966 r. naukowiec i badacz UFO Ivan Sanderson zebrał relacje różnych naocznych świadków.

 

Kontrowersje wokół katastrofy w Kecksburgu

 

Kim Opatka, „Latrobe Bulletin”, 6 maja 1989 r. (Latrobe, PA)

Niniejszy artykuł analizuje jeden z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych incydentów w tym regionie, który przez niektórych nazywany jest meteorytem, ​​a przez innych statkiem kosmicznym, który rozbił się w Kecksburgu 9 grudnia 1965 r. Obiekt ten został po raz pierwszy zauważony, gdy przecinał niebo, a tysiące osób z Michigan i Nowego Jorku widziały jaskrawą kulę ognia, która pozostawiła za sobą smugę dymu widoczną przez około 20 minut po przelocie.

Badaczka wspierana przez kanał Sci Fi Channel pozywa NASA w związku z dokumentami dotyczącymi UFO

Associated Press, 6 grudnia 2003 r.

Badaczka wspierana przez kanał telewizji kablowej Sci Fi Channel planuje pozwać NASA o dokumenty, które – jak twierdzi – posiada agencja, dotyczące UFO, które rzekomo rozbiło się i zostało odzyskane przez pracowników rządowych w południowo-zachodniej Pensylwanii w 1965 roku.

 

Informacje o incydencie w Kecksburg

 

Leslie Kean, dyrektor ds. badań, Koalicja na rzecz Wolności Informacji

9 grudnia 1965 roku w pobliżu małego miasteczka Kecksburg w Pensylwanii wylądował obiekt. Został on zaobserwowany jako kula ognia na niebie nad kilkoma stanami USA i Kanadą.

Koalicja na rzecz Wolności Informacji – Wiadomości z kampanii

Informacje o pozwie CFI w sprawie uzyskania dokumentów rządowych dotyczących incydentu w Kecksburg.

 


„Incydent z UFO w Kecksburgu w Pensylwanii”

Stan Gordon

9 grudnia 1965 roku, około 64 kilometry od Pittsburgha, na terenach wiejskich w zachodniej Pensylwanii, miało miejsce zdarzenie, które do dziś pozostaje dla jednych kontrowersyjne, a dla innych tajemnicze. Wiele osób widziało wówczas świetlisty obiekt poruszający się po niebie. Media skupiły się na młodym chłopcu, który bawiąc się na dworze, powiedział, że widział obiekt spadający z nieba do pobliskiego lasu. Media śledziły jego historię, ponieważ pojawiły się liczne relacje innych osób, że obiekt latający był widziany nad dużym obszarem, w tym wiele relacji z okolic Pittsburgha. Oprócz policji, linie telefoniczne różnych gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych w Pittsburghu były zablokowane telefonami o obiekcie na niebie. Przypadkowo, autor Frank Edwards, autor popularnych książek o UFO, był gościem audycji radiowej KDKA w Pittsburghu tego wieczoru, prowadzonej przez nieżyjącego już Mike'a Levine'a. Podczas moich wieloletnich badań w tej sprawie, odnaleziono innych świadków, którzy widzieli, jak obiekt spadł do lasu tego dnia. Stwierdzono, że chwilę po upadku obiektu, niebieski dym uniósł się wśród drzew, ale szybko się rozwiał. Wiele osób twierdzi, że wojsko, w tym członkowie armii i sił powietrznych, zaczęło przybywać w okolice wioski Kecksburg w ciągu kilku godzin po zgłoszonym lądowaniu. Wieczorem reporterzy z licznych źródeł medialnych udali się do Kecksburg, aby zbadać zdarzenie. Teren wokół domniemanego miejsca uderzenia został ogrodzony, a w lesie prowadzono poszukiwania obiektu. Ani cywile, ani reporterzy nie byli w stanie zbliżyć się do miejsca, w którym obiekt rzekomo spadł. Setki widzów obserwowało zdarzenie z wąskiej wiejskiej drogi, która okrążała ten obszar, nieświadomych, że obiekt najwyraźniej spadł po przeciwnej stronie lasu.

W miarę upływu czasu tego wieczoru wiele osób wychodziło rozczarowanych, że nie widziało obiektu. Kilku ciekawskich próbowało zakraść się do lasu i później powiedziało mi, że zostali namierzeni przez wojsko. Późno w nocy inni twierdzą, że widzieli wojskowy ciągnik siodłowy z naczepą, przewożący duży, owinięty plandeką obiekt, który z dużą prędkością odjechał z tego miejsca. Reporterzy są jednymi z wielu świadków, którzy potwierdzają, że widzieli personel wojskowy w okolicy Kecksburga tej nocy. Na pierwszej stronie wydania okręgowego Greensburg, PA Tribune-Review z 10 grudnia 1965 roku widniały nagłówki „Niezidentyfikowany obiekt latający spada w pobliżu Kecksburga” i „Armia odcina się od terenu”. Jednak wydanie miejskie tej samej gazety tego samego dnia zamieściło nagłówek „Poszukiwacze nie znaleźli obiektu”. Oficjalnie poszukiwacze nie znaleźli żadnego obiektu w lesie. Sugerowano, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem było to, że jasny obiekt na niebie był meteorem. Ale wieść, że wojsko zabrało coś z tego miejsca tej nocy, szybko rozeszła się po hrabstwie. Incydent w Kecksburgu przez lata pozostawał tematem lokalnych audycji radiowych, tak jak jest dziś. Z biegiem lat otrzymywałem różne relacje od źródeł, które twierdziły, że wiedzą o tym wydarzeniu. Wiele osób zaangażowanych w incydent, nawet dziś, pragnie pozostać anonimowych. Inni ujawnili się publicznie i podtrzymują swoje zeznania. Niektórzy spotkali się z atakami personalnymi i drwinami. Wielu ważnych świadków zmarło.

Teraz wiemy, że są osoby, które twierdzą, że poszły do ​​lasu tego grudniowego dnia w 1965 roku, przed przybyciem wojska, i natknęły się na duży metalowy obiekt w kształcie żołędzia, częściowo zakopany w ziemi. Urządzenie było na tyle duże, że mógł w nim stanąć mężczyzna. Obiekt miał brązowo-złoty kolor i wyglądał na jeden, solidny kawałek metalu, bez nitów ani szwów. Z tyłu żołędzia znajdowało się to, co świadek Jim Romansky nazywa strefą zderzenia.

W tym miejscu znajdowały się niezwykłe znaki, które według Romansky'ego przypominały starożytne egipskie hieroglify. Romansky, który przez wiele lat był mechanikiem, twierdzi, że sam obiekt wyglądał, jakby został wykonany z ciekłego metalu i wlany do dużej formy. Ponieważ obiekt został wbity w ziemię, jego dolna część była niewidoczna, ale to, co można było zobaczyć, wydawało się w pełni nienaruszone. Zmarły John Murphy był wówczas nowym dyrektorem radia WHJB w Greensburgu i prawdopodobnie był pierwszym reporterem na miejscu zdarzenia. Jego była żona twierdzi, że tego dnia utrzymywała z nim kontakt radiowy z miejsca zdarzenia i że powiedział jej, że zszedł do lasu i zobaczył obiekt. Różni informatorzy skontaktowali się ze mną z informacjami. Niektórzy z nich byli powiązani z wojskiem lub rządem i nie chcą na razie ujawniać swojej tożsamości. Oczekuje się, że niektóre informacje zostaną ujawnione w przyszłości, gdy te źródła uznają, że mogą bezpiecznie ujawnić to, co wiedzą. Otrzymałem również anonimowe wskazówki, które wskazały mi właściwy kierunek, co pomogło w odkryciu innych szczegółów. Zanim program „Unsolved Mysteries” opublikował swoją relację z Kecksburga w 1990 roku, skontaktował się ze mną były funkcjonariusz policji bezpieczeństwa Sił Powietrznych, który powiedział mi, że należał do jednostki ochraniającej obiekt z Pensylwanii, gdy dotarł on wczesnym rankiem 10 grudnia 1965 roku do Lockbourne AFB niedaleko Columbus w stanie Ohio. Pamięta on surowe środki bezpieczeństwa stosowane w tamtym czasie i mówi, że obiekt znajdował się w bazie tylko przez krótki czas, a następnie przemieścił się do Wright-Patterson AFB niedaleko Dayton w stanie Ohio. Później dowiedzieliśmy się, że obiekt został rzekomo zamknięty w budynku na terenie tej bazy. Po latach poszukiwań dokumentów rządowych dotyczących tego wydarzenia, jedynym oficjalnym dokumentem, jaki udało się znaleźć, były akta Projektu Błękitnej Księgi Sił Powietrznych. W raporcie stwierdzono: „Wykonano kolejny telefon do stanowiska radarowego Oakdale w Pensylwanii. Trzyosobowy zespół został wysłany do Acme [niektórzy mieszkańcy okolic stanowiska mają adres korespondencyjny Acme] w celu zbadania sprawy i odebrania obiektu, który spowodował pożar”. Chociaż raport wskazuje na duże zainteresowanie różnych agencji obiektem lotniczym, wskazuje również, że poszukiwania niczego nie dały. Przez lata dowiedziałem się wiele o sprawie Kecksburga, ale wciąż pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi. Z pewnością nie znam wszystkich odpowiedzi.

Na podstawie relacji wielu naocznych świadków, z którymi rozmawiałem, jestem przekonany, że obiekt rzeczywiście spadł z nieba i najwyraźniej został usunięty przez wojsko. Inni świadkowie twierdzą, że widzieli personel NASA na miejscu zdarzenia tej nocy, również biorący udział w poszukiwaniach. Wielu pytało mnie, co moim zdaniem było tym obiektem, a moja odpowiedź brzmi: „Nie wiem”. Jak już wspominałem, dwie najbardziej prawdopodobne możliwości to (1) wysoce zaawansowana sonda kosmiczna zbudowana przez człowieka, z pewnymi możliwościami kontroli powrotu, oraz (2) pozaziemski statek kosmiczny. Potwierdzono, że wadliwa radziecka sonda Wenus, zidentyfikowana jako Kosmos 96, weszła w atmosferę Kanady tego samego dnia, ale około 3:18 nad ranem. Obserwacje w okolicach Kecksburga miały miejsce około 16:47 wiele godzin później. Rosjanie powiedzieli mi, że Kosmos 96 nie był źródłem tego, co spadło tego dnia. Inni badacze dostarczyli mi interesujących, ale nieweryfikowalnych informacji, że rozmawiali z byłymi źródłami z NASA, którzy twierdzili, że zbadali obiekt, który spadł w Pensylwanii, i ustalili, że ma on radzieckie pochodzenie. Rozmawiałem również z dwoma byłymi wojskowymi, którzy się nie znają, a którzy powiedzieli mi, że w różnych latach i w różnych bazach widzieli raport z odzyskania obiektu z Kecksburga i obaj stwierdzili, że raport wskazywał na to, że obiekt był pochodzenia pozaziemskiego. Z relacji obserwatorów wynika, że ​​obiekt, czymkolwiek był, zdawał się zwalniać kilka mil przed uderzeniem. Podczas lotu najwyraźniej wykonał kilka zwrotów, a ci, którzy widzieli, jak obiekt spadł z nieba, twierdzą, że poruszał się dość wolno w kierunku lasu. To może tłumaczyć dobry stan samego obiektu i niewielkie zniszczenia w miejscu uderzenia, z wyjątkiem drzew, które podobno zostały powalone. Musimy zadać sobie pytanie: co spadło tak mocno, że skłoniło wojsko do podjęcia takich, a nie innych działań na miejscu zdarzenia? Różni świadkowie ujawnili publicznie, że w pobliżu wioski przebywali uzbrojeni żołnierze, którzy uniemożliwiali komukolwiek wstęp w pobliże miejsca katastrofy. Jerry Betters, popularny muzyk jazzowy z Pittsburgha, ujawnił publicznie swoją historię, opowiadając, że żołnierze celowali do niego i jego przyjaciół z karabinów, wydając im rozkazy z bocznej drogi, gdy wojskowy ciągnik siodłowy z naczepą i przedmiotem w kształcie żołędzia zbliżał się z pola. Niedawno skontaktował się ze mną znany biznesmen i opowiedział, jak on i jego przyjaciele, wówczas nastolatkowie w 1965 roku, próbowali zbliżyć się do miejsca katastrofy i zostali zatrzymani przez moich żołnierzy. Był przestraszony w chwili zdarzenia, myślał, że żołnierz go zastrzeli. Czy uzbrojeni żołnierze zareagowaliby na miejsce upadku meteorytu? Kto wydał rozkaz przeprowadzenia takiej operacji?

Niektórzy z Was wiedzą, że na początku tego roku opublikowałem 92-minutowy film dokumentalny o tym incydencie zatytułowany „Kecksburg The Untold Story”, który wyprodukowałem na własny koszt. Wielu kluczowych świadków jest już w podeszłym wieku, a niektórzy nie cieszą się dobrym zdrowiem. Była to okazja dla osób zaangażowanych w sprawę do opowiedzenia o własnych doświadczeniach z tego, co się wydarzyło. Po raz pierwszy ujawniono nowe i zaskakujące informacje na temat tego, co rzekomo się wydarzyło. Niektóre z tych osób ujawniają szczegóły, które silnie sugerują tuszowanie. Na nagraniu znajdują się również fragmenty audio z oryginalnej audycji radiowej WHJB z 1965 roku „Obiekt w lesie”. Jeden z mężczyzn opisuje swoje zeznania o widzeniu częściowo zakrytego ciała wewnątrz budynku w Wright-Patterson, w tym samym czasie, gdy obiekt w Kecksburg był badany.

Ta sprawa jest zbyt skomplikowana, by omówić ją tutaj szczegółowo. Dobrym źródłem informacji na ten temat jest książka Kevina Randle'a „A History of UFO Crashes”. Tajemnica Kecksburga pozostaje nierozwiązana. Czy obiekt był sztucznym urządzeniem kosmicznym, czy też przybyliśmy z zewnątrz? Niedawno, odwiedzając lokalną firmę, pracownik rozpoznał mnie i zapytał o sprawę Kecksburga. Powiedział mi, że interesował się tym incydentem od lat, ponieważ miał krewnego, który pracował wówczas w Pentagonie, a ten krewny specjalnie przyjechał w te okolice, aby zbadać tę sprawę. Kiedy ten człowiek zapytał krewnego o to, co się stało, odmówił podania szczegółów, ale jego słowa zostały zapamiętane: „Było w tym coś więcej, niż kiedykolwiek się dowiesz”. Nie mam wątpliwości, że są inni ludzie, którzy posiadają ważne informacje w tej sprawie. Czas ujawnić prawdę, niezależnie od źródła pochodzenia obiektu. Minęło 33 lata, czas przerwać milczenie.

Zob. wideo: https://youtu.be/CVIKnA8cWak

 

Moje 3 grosze

 

Jest to kolejna relacja o incydencie w Kecksburgu, w którym najprawdopodobniej wziął udział NOL w kształcie żołędzia czy dzwonu. I tutaj nasuwa się ciekawa konstatacja, a mianowicie – dzwon, żołądź to jest forma czegoś, co kojarzy się nam z Nieznanymi Obiektami Latającymi w kształcie latającego talerza. Zachodzi więc pytanie, co było najpierw – die Glocke czy fliegende Untertasse? Dzwon czy latający talerz? A może obie konstrukcje pojawiły się równolegle? Wszak Niemcy lubili pracować nad kilkoma wersjami naraz, jak np. nad samolotami czy czołgami, więc mogli nad latającymi spodkami również? Poza tym wygląda na to, że Dzwon mógł być konstrukcją przeznaczoną do przemieszczania się także w Czasie – wszak jeden z programów prac nad niemieckim UFO nosił kryptonim Chronos…    

 

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 18 października 2024

Rakietowe dziedzictwo III Rzeszy (3)

 


Tajemnica incydentu w Roswell (NM)

 

Rzecz jasna, niektórzy Czytelnicy mieli okazję czytać o tych nieszczęśliwych wypadkach w technice rakietowej, które zdarzyły się rakietowcom w czasie jej tworzenia. Wybuchy, awarie, śmierci… 

Ale to były tylko kwiatuszki, zaś owoce będą, kiedy dojdzie do lotów kosmicznych!

Żeby nie odejść za daleko od tego tragicznego tematu, opowiem Czytelnikowi o pewnym wydarzeniu, które miało miejsce w 1947 roku na pustyni amerykańskiego stanu Nowy Meksyk. Wprawdzie rzecz będzie o katastrofie, ale nie ziemskiej rakiety, ale jakiegoś „pozaziemskiego statku kosmicznego”, który rozbił się w czasie lądowania na Ziemi. W literaturze ufologicznej ta ufokatastrofa nazywa się katastrofą w Roswell.  Co do jej wiarygodności to spiera się o nią wielu specjalistów, jednakże są i tacy, którzy święcie wierzą w jej prawdziwość i że od dawna weszliśmy w kontakt z Obcym Rozumem i nasze sukcesy w technice rakietowej osiągnęliśmy właśnie dzięki Nim. I to właśnie dzięki takim kontaktom z Nimi zawdzięczamy takie cuda techniki jak tranzystory, lasery, noktowizory, itd.

Od razu powiem, że nie należę do tych, którzy wierzą w istnienie UFO. Tym niemniej przytoczę tutaj tą wersję wydarzeń, która krąży wśród ufologów. I zrobię to dlatego, że – po pierwsze – natura tego wydarzenia nie została jeszcze wyjaśniona, bo oznacza iż można tłumaczyć ją dowolnie, zaś po drugie – to jest bardzo ciekawe [wydarzenie]. Mam nadzieję, że Czytelnicy nie będą mi mieli tego za złe. A jak komu niewygodnie czytać o „pozaplanetarnych sztuczkach”, to może to po prostu opuścić…

I tak, w dniu 2.VII.1947 roku, mieszkańcy niewielkiego miasta Roswell stali się świadkami niezwykłego wydarzenia: nad ich głowami przeleciał z ogromną prędkością świetlisty obiekt. W odległości 120 km na północny-zachód od miasta NOL wpadł w burzę i najwidoczniej – uderzył weń piorun – w rezultacie czego on eksplodował.

Uszkodzony obiekt ostro zmienił kierunek swego lotu i – przelatując jeszcze 250 km – spadł w rejonie San Antonio Plateau na zachód od miasta Soccoro. Rankiem odnalazła go grupa studentów archeologów pracujących nieopodal. W tymże rejonie znaleziono ciała jakichś człekopodobnych stworzeń.

Wedle relacji „naocznych świadków”, obiekt który spadł, przypominał okrągły kształtem aparat latający o średnicy ok. 9 m, którego jedna krawędź była ostro poharatana, zaś jednostka silnikowa bardzo uszkodzona przez wybuch. Znalezione zwłoki Obcych miały duże głowy bez włosów, z wpadniętymi oczami i z otworami na usta, nos i uszy. Palce rąk i nóg były nieproporcjonalnie długie. Sądząc z wyglądu byli to mężczyźni.

Wojskowi otoczyli miejsce katastrofy i polecili wszystkim wyjść z niego, zabraniając mówić o tym, co zaszło. Odłamki dyskolotu zostały dokładnie zebrane i odwiezione ciupasem do Wright-Patterson AFB (OH) w celu dalszego zbadania. Natomiast wrak dyskoplanu wraz z ciałami Obcych zostały przewiezione do Edwards AFB (CA).  

Zasłonę milczenia jako pierwsi naruszyli sami wojskowi. Już w tydzień po katastrofie, miejscowe gazety opublikowały sensacyjną wieść, powołując się na słowa por. Houta z 509. Skrzydła Lotnictwa Bombowego stacjonującego w Roswell. Wedle jego słów, w ręce wojskowych wpadł uszkodzony dyskoplan jawnie pozaziemskiego pochodzenia.   

Dalsze publikacje w miejscowej prasie wstrzymali agenci FBI, zaś oficerów z bazy lotniczej przeniesiono do innych baz USAF tak, aby nie mieli żadnej możliwości podzielenia się ze sobą żadnymi informacjami na ten temat. Ale sensację podchwyciły większe media USA, a za nimi przeczytali ją czytelnicy z innych krajów. Tak więc nie udało się stłumić pogłosek, na naprędce zwołanej konferencji prasowej przedstawiciel Pentagonu oznajmił, że w pobliżu Soccoro spadła sonda meteo i wszystko, co udało się znaleźć, to są jej szczątki. Dla podkreślenia prawdziwości tej wersji, zademonstrowano kawałki zwykłej sondy meteo Raven z radiolokacyjnym odbijaczem kątowym z folii.

Ale oficjalne oświadczenia mało kogo uspokajały i słuchy o ufokatastrofie zaczęły się szybko rozprzestrzeniać obrastając w coraz to nowsze detale.

Na temat Incydentu w Roswell spory trwają do dziś dnia. Dla ufologów stał się on najjaskrawszym przykładem na istnienie latających talerzy. Wedle ich danych, problem pozaplanetarnego wtargnięcia był poruszony w amerykańskim rządzie, skutkiem czego stała się tajna operacja pod kryptonimem Majestic-12, której celem było zebranie jak największej ilości informacji i Nieznanych Obiektach Latających i analiza tychże pod kątem wykorzystania w celach wojskowych.

Czy taka operacja była przeprowadzona czy nie – tego nie wiadomo. Ale oficjalni i nieoficjalni przedstawiciele rządu USA w następnych latach próbowali niejednokrotnie dać jakieś wyjaśnienie tego, co zaszło w Roswell. Najczęściej usiłowali przypisać ten fenomen nieudanemu wystrzeleniu rakiety V-2 z poligonu White Sands. Przy czym wskazywano na to, że znalezione trupy Istot z Kosmosu były niczym innym jak zwłokami doświadczalnych małpek, które umieszczano w tych rakietach.

Owszem, takie wyjaśnienie jest w pełni prawdopodobne. Tym bardziej, że wiele pojawień się UFO jest związane z strzelaniami rakietowymi. Bywało, że ostatnie stopnie rakiet brano za latające talerze.

Jednak gwoli sprawiedliwości to wyjaśnienie nie zawsze jest prawdziwe, bo:

I° – rakiety w tamtych latach wystrzeliwano tylko w dziennej porze doby. A to w celu ułatwienia sobie obserwacji ich lotów.

II° – zgodnie z danymi historyków, starty rakiet V-2 miały miejsce w dniach 15 maja i 10 lipca, a w dniu 2 lipca żadnego startu rakiety nie było!

III° - zgodnie z danymi tychże historyków, z małpkami Amerykanie zaczęli eksperymentować w dopiero 1948 roku.

A zatem czy można się zgodzić z takim rakietowym wyjaśnieniem wydarzeń w Roswell?

Istnieje pogląd, że Amerykanie eksperymentowali z zagarniętymi niemieckimi dyskoplanami V-7, ale na ten temat jest bardzo mało informacji, by wypowiedzieć się autorytatywnie. Tak więc Incydent w Roswell jak był tak i pozostanie zagadką jak nie na zawsze.

I jeszcze jeden przyczynek do tego incydentu. Ufolodzy uważają, że ta ufokatastrofa stanowi jakąś podpowiedź ze strony Obcych dla naszej cywilizacji, która pozwoli Ludzkości na wyjście na nowe rubieże technicznego rozwoju. Przy czym ta podpowiedź była wygłoszona w 1947 roku tylko do supermocarstw po II Wojnie Światowej. Do tego czasu Obcy rozważali, komu się objawić. Istnieje wersja, że katastrofa w Nowym Meksyku tak znana jak ufokatastrofa w Rosji pod Archangielskiem została specjalnie podegrana w celu dania Ziemianom do rąk nowoczesne technologie. W zasadzie ta hipoteza brzmi logicznie. Ale dla mnie brzmi nieprawdopodobnie. Ludzkość baz żadnych podpowiadań jest w stanie zrobić o wiele więcej. Prawdę powiedziawszy – żyć po ludzku jeszcze się nie nauczyła… Niestety!

Pozwól Czytelniku, że na tym postawię kropkę i powrócę do zasadniczego tematu realnej historii rakiet i Ludzkości z jej trudnościami, awariami i katastrofami. Już nie będę musiał pisać „podobno”, bo będę pisał o tym, co wiem a nie o tym, w co nie wierzę.

 

Moje 3 grosze

 

W zasadzie zgadzam się z Autorem co do pierwszej i drugiej części rozdziału. Natomiast co do trzeciej, to widzę w niej jakieś dziwne nieścisłości. Być może winę ponosi niedoinformowanie czy wprost „poprawki” wniesione przez KGB i cenzurę Gławlitu do materiałów z Zachodu. Tak czy owak, wydarzenia w Roswell są od czasu do czasu przypominane przez różnych „odkrywców”, którzy wnoszą już to jakieś filmy (jak Santilli) już to wywlekani są nowi świadkowie, którzy widzieli i to i owo. Osobiście jestem zdania, że Roswell to taki ufologiczny evergreen, na którym od czasu do czasu ktoś robi kasę, i to niezłą.

Uważam, że faktycznie – coś tam się stać mogło, ale nie była to ufokatastrofa ale rozbił się samolot bombowy Boeing B-29 Superfortess z bombą atomową na pokładzie. Stąd właśnie dziwne zachowanie się USAF, które nałożyło na to wydarzenie „czapę”.

Inną możliwością jest to, że mógł to być rzeczywiście UFO z przesłaniem dla Ludzkości. Opisałem to w opracowaniu „UFO i Czas”, do którego kieruję zainteresowanych.

Tak czy inaczej, zgadzam się z Autorem – wydarzenia w Roswell pozostaną zagadką przez długi czas.   

 

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz  

środa, 5 lipca 2023

Statki Obcych na dnie oceanu?

 


Karolina Majchrzak 

 

Sensacja na dnie oceanu. To mogą być szczątki statku obcych

               

Słynący z dużej otwartości na kwestie obcych cywilizacji harwardzki profesor Avi Loeb ujawnił, że jego zespół znalazł na dnie Oceanu Spokojnego nieznane obiekty, które mogą być dowodem na istnienie zaawansowanej obcej cywilizacji.

 

Avi Loeb ogłasza: To może być dowód na istnienie UFO

 

Avi Loeb to bez wątpienia jeden z bardziej rozpoznawalnych profesorów Uniwersytetu Harvarda, który ma na koncie kilka odważnych teorii na temat obcych cywilizacji - wystarczy tylko wspomnieć, że jego zdaniem słynny obiekt 1I/ʻOumuamua to statek zwiadowczy cywilizacji pozaziemskiej, która odpowiada zresztą za stworzenie wszechświata, jak przekonywał innym razem. 

Teraz w rozmowie z Fox News Digital informuje, że jego zespół znalazł na dnie Oceanu Spokojnego maleńkie fragmenty nieznanego materiału, które - jak ma nadzieję - są dowodem na istnienie zaawansowanej obcej cywilizacji, bo mogą pochodzić ze statku kosmicznego, który rozbił się tu 10 lat temu.

Jak wyjaśnia Avi Loeb, podczas tej "historycznej" ekspedycji u wybrzeży Papui-Nowej Gwinei udało im się zebrać 50 mikroskopijnych metalowych kuleczek (niektóre fragmenty mają też inny kształt), które wyglądają jak drobiny pyłu i ważą łącznie 35 miligramów. Jego zdaniem to pozostałości po "uciekającej kuli ognia" nazwanej IM1[1], którą zauważył w 2014 roku na krótko przed tym, jak wpadła do wody. 



Obiekt IM1 ma być twardszy i mieć wyższą wytrzymałość materiałową niż wszystkie skały kosmiczne, które zostały przecięte przez NASA, co zdaniem profesora czyni go niezwykłym i wskazuje, że "jego źródłem musiało być naturalne środowisko inne niż Układ Słoneczny lub pozaziemska cywilizacja technologiczna". To może być pierwszy raz, kiedy ludzie położyli ręce na materii międzygwiezdnej. Nigdy wcześniej tego nie zrobiono. Nigdy nie otrzymaliśmy paczki na wyciągnięcie ręki od kosmicznego sąsiada - dodaje Loeb.

 

Czy IM1 ma pozaziemskie pochodzenie?

 

Profesor tłumaczy, że zebrane materiały są tak małe, że można je zobaczyć tylko przez mikroskop i to właśnie w ten sposób dowiedział się, że są kuliste, "idealnie okrągłe" i przypominają "stopione krople deszczu".

Jak w takim razie udało się je zlokalizować i odzyskać? Zostały zebrane z dna oceanu za pomocą gigantycznego magnesu, który zespół Loeba wykorzystał wzdłuż trajektorii lotu wspomnianej "kuli ognia" i jak przekonuje, tylko tam się znajdowały. 

Ekspedycja zakończy się w ciągu dni, a po analizie zebranych materiałów mamy spodziewać się publikacji naukowej w jednym z branżowych magazynów, która ujawnić ma m.in. skład pierwiastkowy i izotopowy IM1. 

I choć prof. Avi Loeb ma świadomość, że wiele osób wątpi w jego teorie i jest przekonana, że nigdy nie odniesie sukcesu, to jest gotowy zaryzykować, bo odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy sami we wszechświecie, jest tego warta.  To wszystko było bardzo ekscytujące. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Ale z dna oceanu dowiadujemy się, co dotarło do naszych drzwi z kosmosu, spoza Układu Słonecznego, patrząc przez mikroskop zamiast teleskopu. Myślę, że to zupełnie nowe okno na wszechświat - podsumowuje.

 

Moje 3 grosze

 

Sensacje prof. Loeba brzmią niesamowicie i fantastycznie, ale czy są one prawdziwe? Nie to, żebym w nie wątpił, ale przecież żelazne kuleczki znajdowano także w miejscach impaktów meteorytów żelazno-niklowych oraz – co ciekawe – w miejscu eksplozji Tunguskiego Ciała Kosmicznego. Wydaje mi się jednak, że TCK był niczym innym, jak kawałem kosmicznego lodu odłamanym np. od komety Halley’a, która prawie wtedy przelatywała w pobliżu Ziemi. Ów kosmiczny lód złożony z zamarzniętych gazów takich jak: metan – CH4, cyjanowodór – HCN, amoniak – NH3 i lekkich węglowodorów wpadł w ziemską atmosferę, rozpadł się na małe fragmenty i zapalił się tworząc naturalną bombę termobaryczną – albo paliwowo-powietrzną jak kto woli. Jej eksplozja wytwarza przede wszystkim promieniowanie termiczne i falę uderzeniową, która jest głównym czynnikiem rażącym. Ot i cała tajemnica TCK.

Tajemnica IM1 tkwi w tym, że jeżeli był to statek kosmiczny, to uległ on katastrofie po tym, jak rozgrzany do 2000°C wpadł do wody i tam uległ uszkodzeniu. Te kulki mogą pochodzić z warstwy ablacyjnej jego pancerza. W takim przypadku jest szansa, że coś znajdziemy na dnie. Jednak osobiście wątpię, czy znajdziemy jego wrak na dnie Pacyfiku. Raczej będzie to pole szczątków, a nie pozostałość po sztucznej konstrukcji. Będą to metaliczne kulki i nic ponadto… NB, coś takiego opisał Stanisław Lem z opowiadaniu pt. „Szczur w labiryncie” już w 1957 r.

A zatem nie sądzę, by był to jakiś wrak statku kosmicznego Obcych – nie ma się co czarować. Odległości międzygwiezdne w naszej szerokości galaktycznej są ogromne i oczywiście ktoś mógłby tu przylecieć czy wysłać sondę, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest bardzo małe. Chyba że… - chyba że był to statek kosmiczny wysłany przez mieszkańców którejś z planet okrążających czerwone karły klasy widmowej M, których życie liczy się w dziesiątkach miliardów lat. A takich gwiazd mamy wokół siebie jak mieczy pod Grunwaldem – dostatek! Wystarczy spojrzeć na diagram. Nie uwzględniono na nim gwiazd klasy brązowych karłów, których temperatura jest zbyt niska, by utrzymać przyzwoitą temperaturę na swoich planetach (o ile takowe mają) i nie są w stanie podtrzymać na nich życie z białka węglowego. Chyba że jest na nich jak na Enceladusie, gdzie życie może istnieć w oceanie pod grubą warstwą lodu…  

A przecież jeżeli był to obiekt pozaukładowy czy może nawet pozagalaktyczny (a czemużby nie?) to uważam, że jest on tak ciekawy, że warto go poszukać! Byle nie przy pomocy takiego dziadowskiego chłamu jak nieszczęsny DSV Titan, który rozleciał się na drugim kilometrze… Na taki cel wyłożyłbym każde pieniądze. 

 

Źródło: https://geekweek.interia.pl/nauka/news-sensacja-na-dnie-oceanu-to-moga-byc-szczatki-statku-obcych,nId,6871498?utm_source=fb&fbclid=IwAR3InB3Ul5VD4vAz80NBsciP1SfVan3g7N7qL-dvgEOtPFTT5WuJfUPQhIY

 


[1] Meteoryt IM1, wykryty przez czujniki Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych dzięki światłu, które emitował, gdy spalał się w ziemskiej atmosferze u wybrzeży Papui Nowej Gwinei w 2014 roku, został uznany za obiekt międzygwiezdny w 2019 roku, a wniosek ten został potwierdzony przez niezależną analizę przeprowadzoną przez Departament Obrony w 2022 roku. Drugi tego typu obiekt, IM2, znany również jako CNEOS 2017-03-09, został zidentyfikowany w danych z katalogu CNEOS. Został on wykryty 9 marca 2017 roku na wysokości 23 kilometrów nad Oceanem Atlantyckim w pobliżu Portugalii. Miał około metra średnicy i był 10-krotnie masywniejszy od IM1. Poruszał się przy tym z prędkością 40 km/s.

czwartek, 27 kwietnia 2023

Co spadło w Zamościu?

 


 

W dniu 24.IV.2023 roku, mieszkańcy Zamościa k./Bydgoszczy zaobserwowali spadek jakiegoś dziwnego obiektu w okoliczne lasy. Teren został zabezpieczony przez wojsko i służby specjalne. Ludzie obawiali się powtórki wydarzeń z Przewodowa, które miały miejsce w dniu 15.XI.2022 roku, a która to rakieta została wystrzelona ze strony ukraińskiej. Jak dotąd wiadomo tylko że był to bez- lub pustołowicowy pocisk rakietowy klasy powietrze-ziemia z rosyjskimi napisami. 






  Poniżej podaję zapis rozmowy z Leszkiem Ostoją-Owsianym, który przybliżył mi tą sprawę:

 



L.O-O.: Ciekawa sprawa więc pozwoliłem sobie podesłać. Miłego dnia Robercie

R.L.: Dzięki!

L.O-O.: https://www.facebook.com/paranormalnapolska/posts/...

R.L.: To może być fragment kosmozłomu albo rzeczywiście - pocisku rakietowego. Obstawiam obie te możliwości.

Być może Ruscy puścili nam jakiś pusto- lub bezgłowicowy pocisk rakietowy MRBM z Kaliningradu na postrach i/albo po to, by obserwować reakcje polskich służb.

L.O-O.: Powiedz mi czy pocisk po wystrzeleniu może mieć taki kształt jak na tych zdjęciach? kosmozłom ? Być może choć nagranie z kamery drona pokazuje tor lotu w miarę równoległy do ziemi co mi nie pasowałoby na złom z orbity, ale wszystko możliwe. https://pomorska.pl/w-lesie-pod-bydgoszcza-znaleziono-niezidentyfikowany-obiekt-wojskowy-trwaja-poszukiwania-szczatkow-pocisku-zdjecia...

no chyba że są to dwie różne sprawy

R.L.: Mamy za mało danych, by móc coś powiedzieć konkretnego...

L.O-O.: Trza się przyglądać. Miłego dnia.

R.L.: Być może jest to drugi element tej samej operacji… Nawzajem! Będziemy śledzić.

Skoro to leciało z v = Ma 0,534, to musiało mieć niezłą "jazdę". Może być to jakiś odłamek satelity, który wleciał do atmosfery po stycznej do jej powierzchni. Czy może to była jakaś ufokatastrofa à la Roswell czy Aztec albo Laredo lub Gdynia?

L.O-O.: Mówią że to nasza zabawka

R.L.: Hmmm... tylko na ile to jest wiarygodne? Polko mówił coś o rosyjskich napisach...

L.O-O.: Tak by było im na rękę ale też byłby blamaż, przeleciałoby toto przez pół Polski i nikt nic nie widział?

R.L.: Wiesz, co mi to przypomina? Wydarzenia ze stycznia 1993 roku w Jerzmanowicach. Tam też cosik spadło... I na dodatek nikt nic nie wie.

 










A najciekawsze jest to, że nie mogłem zamieścić tej info, bowiem pojawiał się komunikat głoszący, że… plik zawiera zainfekowany adres internetowy. Miałem problemy z jego zapisaniem – czyżby ingerowały nasze Wojska Cyfrowe – jak w powieściach Stanisława Lema?

Rozmowa z Marcinem Kołodziejem: 

M.K.: To może być dron, pocisk, kosmozłom... cokolwiek. Sęk w tym, że chyba tam wojsko już przyjechało, więc sprawa została utajniona.

Za kilka dni dowiemy się,, że do nic takiego, chyba że niezależni dziennikarze wyniuchają coś niepokojącego.

R.L.: Jak w Jerzmanowicach...

M.K.: Sęk w tym, że jak zero ch… się tym zajął, to prędko się nie dowiemy, a może to coś naszego czyli natowskiego. Efekt szkoleń czy testów polowych.

R.L.: W Jerzmanowicach spadła bomba E, których potem używano w Kosowie.

M.K.: Czyli żaden bolid kosmiczny?

R.L.: Żaden. Potem te bomby spadły na Belgrad.